Hashimoto i choroby autoimmunologiczne a osobowość

Ludzka złożoność nie przestaje mnie zachwycać i zaskakiwać. Nie dość, że posiadamy cudowne ciała składające się z miliardów komórek, to na dodatek w każdym z nas kryje się potężny umysł, którego sekrety wciąż jeszcze zostały niezbadane… Wielu z nas czuje w sobie także obecność czegoś więcej – duszy, będącej źródłem naszych marzeń i chęci do życia. Te trzy elementy działają jak naczynia połączone, których wzajemny wpływ wciąż jeszcze nie został dobrze poznany. Wiemy jednak, że każde uszkodzenie ciała wpływa na stan naszej psychiki i nastroju – trudno być szczęśliwym, gdy męczy nas migrena czy kiedy zranimy się w palec. Mechanizm ten działa oczywiście także w odwrotny sposób – niejednokrotnie z powodu stresu czy strachu zaczyna boleć nas brzuch lub głowa. Czy nasze emocje i cechy osobowości mogą jednak prowadzić do pojawienia się chorób chronicznych takich jak Hashimoto lub inne schorzenia autoagresywne? A może to pojawienie się tych chorób zmienia nasz sposób widzenia świata?…

Depresja, fochy i smuteczki

Kilka miesięcy temu zajęłam się przeanalizowaniem związku zapalenia tarczycy Hashimoto z depresją. Badania, na które się natknęłam, pokazywały, iż osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami wykazywały znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne niż osoby zdrowe [źródło]. Ostatnio związkowi depresji z Hashimoto poświęcono fragment programu Pytanie na Śniadanie, w którym miałam zaszczyt wystąpić 🙂 Zainteresowanych odsyłam [tutaj].

W przypadku chorób autoagresywnych pacjenci mogą mieć także problemy z tak zwaną „bierną agresją”, czyli nieumiejętnością dzielenia się ze światem swoimi uczuciami (w zeszłym roku ukazał się na blogu cykl artykułów poświęconych temu tematowi autorstwa Pana Jaskiniowego – zerknijcie tutaj, tu i tutaj). Moje dotychczasowe doświadczenia z Panem Hashimoto pozwoliły mi jednak przypuszczać, że te problemy to tylko wierzchołek góry lodowej.

Całkiem niedawno udało mi się trafić na niezwykle ciekawy artykuł autorstwa Britt z bloga Instinctual Wellbeing. Podobnie jak wielu z nas, ma ona osobiste doświadczenia z chorobami autoimmunologicznymi oraz jest członkinią kilku grup wsparcia (a jedną z nich nawet sama prowadzi). Wielomiesięczne obserwacje siebie i innych pacjentów pozwoliły jej na sformułowanie teorii łączącej schorzenia autoagresywne z pewnymi cechami osobowości. Oczywiście hipoteza ta nie znajduje na razie naukowego potwierdzenia – wydała mi się jednak na tyle ciekawa i bliska mojemu życiu, że postanowiłam się nią z czytelnikami Jaskiniowej Kuchni podzielić.

Choroby autoimmunologiczne a osobowość

Zdaniem Britt (z którą całkowicie się zgadzam) osoby cierpiące na schorzenia autoimmunologiczne mogą charakteryzować się poniższymi cechami:

  1. Tendencje perfekcjonistyczne;
  2. Niezwykła wrażliwość;
  3. Zachowawczość i niechęć do podejmowania ryzyka;
  4. Zwykle posiadają osobowość typu A, charakteryzującą się wysokim poziomem stresu, wywołanym presją czasu, tendencją do zachowań rywalizacyjnych, wysokim poziomem ambicji, agresywnością i wrogością wobec innych;
  5. Nieustanny lęk przed zawiedzeniem innych lub popełnieniem błędu;
  6. Tendencje do introwersji;
  7. Przesadna ambicja;
  8. Problemy z mówieniem „nie”;
  9. Są bardzo krytyczni wobec siebie samych; zmuszają się do pracy chcąc spełnić swoje własne wysokie oczekiwania;
  10. Niechęć do pokazania, kim naprawdę są; mają problemy z otwieraniem się przed ludźmi;
  11. Skłonności do niepokoju i zamartwiania się;
  12. Skłonności do większej otwartości na alternatywne i duchowe metody leczenia;
  13. Nie lubią tracić kontroli nad sytuacją;
  14. Spędzili większość swojego życia czując, że „nie do końca pasują” lub czując się niezrozumiani przez innych;
  15. Mieli okazję doświadczyć pewnej traumy lub ich dzieciństwo było traumatyczne.

Kiedy przeanalizowałam wszystkie te cechy i wzięłam pod uwagę również te, które udało mi się już przepracować,  zdobyłam w tym teście aż 12 punktów na 15. A jaki jest Wasz wynik?

Jak nie kopać leżącego?

W przypadku chorób z autoagresji bardzo ważne jest, by minimalizować nie tylko produkcję „fizycznych” przeciwciał (co często skutecznie osiąga się np. poprzez stosowanie odpowiedniej diety), lecz także zapobiegać autoagresji psychicznej. Niezwykle trafnie pisze o tym Kala Bochenek, coach i psycholog, na swoim blogu Holistyczne leczenie Hashimoto (niestety od dwóch lat nie pojawiają się nowe wpisy). Jej zdaniem atakowanie samego siebie poprzez nieustanne agresywne myśli może jedynie pogorszyć nasz stan. Dlatego warto obserwować swoje zachowanie oraz być szczególnie wyczulonym na poniższe nawyki:

•    potępianie i krytykowanie samego siebie oraz poczucie winy (np. z powodu choroby)
•    nadmierne wymagania wobec samego siebie (perfekcjonizm, presja na doskonałość, brak przyzwolenia na własne niedoskonałości i błędy)
•    ciągłe  zamartwianie się (chorobą i innymi rzeczami)
•    zadręczanie się myśleniem o tym, czego nie możemy robić, a kiedyś robiliśmy oraz tym, co funkcjonuje „gorzej” w naszym życiu
•    wymuszanie na sobie czegoś, z czym ciało nie daje sobie obecnie rady
•    rozpaczliwe próby natychmiastowej poprawy samopoczucia, aby jak najszybciej „pozbyć się” przykrych objawów
•    ignorowanie własnych potrzeb i stawianie potrzeb innych ludzi na pierwszym miejscu
•    angażowanie się w takie relacje i działania, które pozbawiają nas sił
•    nieumiejętność stawiania ludziom zdrowych granic

[Źródło]

Brzmi znajomo? Być może niektóre z tych nawyków towarzyszą Wam od wielu lat, wywierając negatywny wpływ na Wasze zdrowie. Najrozsądniej byłoby oczywiście zastąpić te niekorzystne myśli zachowaniami pozytywnymi, ale nie zawsze okazuje się to proste, zwłaszcza jeśli zmartwienia i autokrytyka towarzyszyły nam przez wiele lat.

Dlaczego tak łatwo nam kopać leżącego? Zamiast krytykować – spróbujmy okazać sobie samym trochę miłości.

U źródeł problemu

Jestem przekonana, że istnieje związek między pewnymi cechami osobowości a występowaniem choroby Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to cechy takie jak perfekcjonizm, wrażliwość czy skłonność do zmartwień predysponują nas do zapadnięcia na Hashimoto (lub inną chorobę autoimmunologiczną), czy może wraz z pojawieniem się choroby zmienia się nasza osobowość. Ciekawi mnie także, jaki odsetek chorych ma problemy z cechami osobowości i zachowaniami wymienionymi przez Britt i Kalę Bochenek. Dlatego apeluję: studenci psychologii, ręce do pracy! Osób diagnozowanych w kierunku Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych jest coraz więcej i warto zbadać psychiczne podłoże tej choroby.

Zanim jednak pojawią się dokładne badania naukowe, jak mamy radzić sobie my, pacjenci? Wiem z doświadczenia, że w przypadku nieradzenia sobie z emocjami najefektywniejsze będzie udanie się po pomoc do specjalisty. Warto wybrać terapeutę pracującego w nurcie terapii poznawczo – behawioralnej, dzięki któremu będziemy mogli okiełznać niekorzystne myśli, emocje i zachowania. Niestety, terapia jest dość kosztowna i nie każdego na nią stać. Warto jednak pamiętać, że spotkania nie muszą odbywać się co tydzień. Ponadto istnieje możliwość podjęcia tańszej terapii grupowej.

Możesz się zastanawiać: Czy to naprawdę konieczne?… A czy czujesz się dobrze z samą sobą? Czy nie gnębią Cię natrętne myśli, których wolałabyś się pozbyć?… Czy masz dość perfekcjonizmu, skutecznie utrudniającego Ci życie?

Jeśli czujesz, że czas na zmiany, terapia może być dla Ciebie najlepszą decyzją. Przecież będziesz żyć z samą sobą jeszcze wiele długich lat, więc warto zadbać o to, by wzajemne relacje psychiki i ciała były jak najlepsze 🙂

(A jeśli naprawdę nie jesteś w stanie pozwolić sobie na wizytę u specjalisty, zajrzyj do tego artykułu. Zebrałam w nim wiele użytecznych informacji, jak pomóc sobie samemu wyjść na prostą).

Kiedy boli nas brzuch czy gnębi przeziębienie – udajemy się do specjalisty. Kiedy mamy problemy z emocjami – również powinniśmy udać się do specjalisty!

Czy to aby na pewno wina Hashimoto?

Wiem, że życie z osobą chorobą na Hashimoto nie jest usłane różami. Najprzeróżniejsze dolegliwości fizyczne (ciągłe uczucie zimna, tycie, wypadanie włosów, zmęczenie… i wiele innych) często spotykają się z niezrozumieniem otoczenia. Do tego nierzadko dochodzą objawy ze strony psychiki, takie jak drażliwość, skłonność do wybuchów czy ciągłe zamartwianie się. Pamiętajmy, że nieleczona lub leczona niewłaściwie niedoczynność tarczycy (która najczęściej idzie w parze z Hashimoto) może zamienić życie chorego i jego rodziny w koszmar. [Tutaj] znajdziecie świetnie napisaną historię o tym, jak także życie może wyglądać.

Niestety, czasem mimo leczenia uciążliwe objawy nie znikają. Wtedy najbliżsi pacjenta (oraz on sam) mogą nieustannie zadawać sobie pytanie: Czy to wina choroby? A może ta osoba już taka jest, taki ma charakter?… Próżno szukać odpowiedzi.

Nie da się oddzielić pacjenta od choroby. Dlatego też należy patrzeć na każdego człowieka holistycznie, wraz z jego wszystkimi zaletami, wadami i schorzeniami. Szukajmy pomocy, konsultujmy się ze specjalistami. I nie poddawajmy się! Łatwo powiedzieć „To wina Hashimoto”, ale przecież to nie rozwiązuje naszych problemów. Śmiało, do dzieła! Masz problemy z nerwowością? Zacznij medytować, ćwiczyć jogę, głęboko oddychać. Męczy Cię perfekcjonizm? Poszukaj książek, które pomogą Ci go okiełznać lub wybierz się na terapię. Nieustannie czujesz się zmęczona? Wykonaj odpowiednie badania, zapytaj lekarza o suplementację, zacznij uprawiać sport. Nie ma znaczenia, czy Twoje problemy są spowodowane chorobą Hashimoto, liczy się to, czy szukasz rozwiązań! 🙂

(W nawiasie pozwolę sobie jeszcze dodać, że część chorych jest skłonna oskarżać Hashimoto prawie o wszystko, co ich spotyka. Kochani, nie tędy droga! Nie pozwólcie, by choroba odebrała Wam życie – przecież ciągle macie w nim coś do powiedzenia).

Hashimoto a osobowość – czy da się wyjść na prostą?

Spędziłam ponad dziesięć lat życia nie wiedząc, że cierpię na Hashimoto (zyskałam jedynie diagnozę niedoczynności, a leczenie było dobrane niewłaściwie). W tym czasie dręczył mnie perfekcjonizm, bardzo często się zamartwiałam, czułam się gorsza i nieadekwatna. Dziś może nie jest idealnie, bo zdarzają mi się gorsze dni*, ale dzięki wytrwałości i wsparciu terapeuty udało mi się wyjść na prostą – akceptuję siebie i skupiam się na radosnych aspektach mojego życia. Ba, nawet nękającą mnie chorobę Hashimoto przekułam w coś bardzo pozytywnego – czyli ten blog 🙂

(*Jednak staram się nimi nie przejmować, bo przecież każdy ma gorsze dni).

Co ciekawe, zmiany, które we mnie zaszły, można wyjaśnić naukowo. Części mózgu odpowiadające za osobowość chmurną i pogodną (czyli za optymizm i pesymizm) należą do jednych z najbardziej plastycznych. „Drobne poprawki sposobu postrzegania świata – uprzedzeń i upodobań umysłu – potrafią wpłynąć na budowę połączeń nerwowych w mózgu i skłonić nas ku bardziej optymistycznemu lub pesymistycznemu nastawieniu. Poprzez zmianę sposobu, w jaki nasz mózg reaguje na wyzwania i radości, możemy zmienić samych siebie” (str. 15; Elaine Fox: Między pesymizmem a optymizmem. Szczęście w rozumie).

W jakiej więc sytuacji byś się nie znajdowała – zawsze znajdzie się wyjście. Najważniejsze to się nie poddawać i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Życie mamy tylko jedno i nie można pozwolić, by pan Hashimoto przejął nad nim kontrolę.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. Wiem, że ostatnio bardzo mnie mało na blogu. W przyszłym roku planujemy z Panem Jaskiniowym się pobrać i dlatego poświęciłam się obecnie przede wszystkim pracy – pieniążki same się nie zarobią. Ale kiedy już nam się uda ustatkować, mam nadzieję poświęcić blogowi duuuużo czasu, by nadrobić wszystkie zaległości 🙂

Efekt potwierdzenia, czyli komu powinniśmy wierzyć?

Zastanawiało Was kiedyś, dlaczego fachowcy miewają niekiedy zupełnie przeciwstawne opinie w tej samej kwestii? Czemu lekarz A twierdzi, że tłuszcze nasycone są złe, zaś lekarz B zaleca jeść je jak najczęściej? Dlaczego dietetyk Y radzi odstawić pszenicę, zaś dietetyk X mówi, że jest ona niezbędnym składnikiem naszej diety?… Kto ma rację? I skąd biorą się te różnice?

Mózg nie jest doskonały

Ewolucja wyposażyła ludzi w liczne narzędzia, które od tysięcy lat umożliwiały nam orientację w przestrzeni, skuteczne zdobywanie pożywienia i znajdowanie schronienia. Dziś jednak przyszło nam żyć w zupełnie innym świecie i to, co kiedyś pomagało w przetrwaniu, czasem przysparza problemów.

Wierzysz, że podejmujesz decyzje w sposób racjonalny? Wydaje ci się, że twoje poglądy są obiektywne? To mit. Na nasze przekonania i wybory ogromny wpływ wywierają tak zwane błędy poznawcze. Nie ma sposobu, by ich uniknąć, ale na szczęście każdy błąd można naprawić. Trzeba sobie tylko zdać z niego sprawę.

Efekt potwierdzenia

Psychologia wyróżnia około sześćdziesiąt różnych błędów poznawczych. Jednym z nich jest efekt potwierdzenia: zwracasz uwagę tylko na informacje, które potwierdzają to, w co wierzysz. Jednocześnie ignorujesz wszystko, co zaprzecza twoim opiniom.

Prosty przykład: jesteś przekonany, że wszystkie konserwanty i dodatki E do żywności są złe. Dlatego zaprzeczysz każdej osobie twierdzącej, iż większość tych środków nie ma wpływu na nasze zdrowie. Efekt potwierdzenia wpływa na absolutnie każdą sferę życia, także na twoje poglądy polityczne: partia X jest twoim zdaniem dobrodziejstwem dla naszego kraju. Ignorujesz informację o tym, że jej przewodniczący niedawno został oskarżony o przyjęcie łapówki. „To oszczerstwa!”, myślisz. A nawet jeśli nie, wszyscy politycy tak robią. Partia X i tak jest najlepsza.

Efekt potwierdzenia daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Wierzymy w poprawność i prawdziwość naszych opinii tak bardzo, że nawet nie musimy ich weryfikować. To niezwykle wygodne, ale jednocześnie szalenie niebezpieczne. Ten błąd poznawczy nie tylko utrudnia komunikację i osiąganie konsensusu w dyskusjach, lecz także może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu. Efektem potwierdzenia kierujesz się nie tylko ty. Ma on także wpływ na twojego męża, brata, sąsiada, mechanika, dietetyka i… lekarza.

W poszukiwaniu potwierdzeń własnej nieomylności.

Efekt potwierdzenia w nauce

W historii nauki niejednokrotnie ignorowano odkrycia, które nie zgadzały się ze światopoglądem danej epoki. Sztandarowym przykładem może być potwierdzenie przez Mikołaja Kopernika faktu, że to Ziemia krąży wokół Słońca i wyśmianie tej hipotezy przez innych współczesnych mu badaczy. Co więcej, niejednokrotnie zdarzało się, że sami naukowcy odrzucali prawidłowe wyniki, które nie potwierdzały ich założeń. We współczesnej nauce istnieje oczywiście wiele procedur, które mają zniwelować skutki błędów poznawczych, chociażby technika podwójnie ślepej próby [źródło]. Mimo to nie zawsze udaje się zapobiec pomyłkom czy wysnuciu przez badaczy błędnych i pochopnych wniosków.

Należy pamiętać, że nauka nie może być wolna od błędów, gdyż ludzie ją tworzący również nie są bezbłędni. „Jeśli chcesz, naukowo możesz udowodnić wszystko”, powiedziała mi raz znajoma pani biolog. To wyjaśnia, dlaczego tak liczne są badania, potwierdzające zupełnie przeciwstawne tezy. Przykład? Osoby, które stwierdziły u siebie nieceliakalną nietolerancję glutenu, po zastosowaniu diety ubogiej w FODMAP’s nie stwierdzały u siebie przykrych objawów po zjedzeniu pszenicy, żyta czy jęczmienia [źródło]. Inne badanie zaś pokazuje, że takie osoby stwierdzały nasilenie symptomów nawet po zjedzeniu niewielkiej ilości glutenu [źródło]. Równie kontrowersyjna jest kwestia cholesterolu: od wielu lat uważano, że szkodliwie wpływa na nasze zdrowie, jednak ostatnie doniesienia naukowe temu zaprzeczają, co udowadnia dr Uffe Ravnskov w książce: „Cholesterol. Naukowe kłamstwo”. Idźmy dalej: Dr Sanjay Sharma twierdzi, że najlepiej jeść produkty pozbawione konserwantów [źródło]. W innym źródle zaś czytamy, że większość konserwantów jest dla nas bezpieczna [źródło]. Te wszystkie przykłady to jednak jeszcze nic.

Nie ma zapewne dziedziny wiedzy pełniejszej sprzeczności od dietetyki. Dr Douglas N. Graham jest twórcą diety 80/10/10 i zaleca, by 80% spożywanych dziennie kalorii pochodziło z węglowodanów, głównie w formie surowych owoców. Dr Loren Cordain, propagator diety paleo, twierdzi, że większość naszego pożywienia powinno stanowić białko i tłuszcz. Zbóż należy unikać. T. Colin Campbell z kolei poleca ograniczyć spożycie tłuszczu, wyeliminować białko zwierzęce i oprzeć dietę na pełnowartościowych produktach roślinnych, czyli warzywach, owocach, zbożach, pestkach, orzechach. I wszyscy ci panowie przytaczają liczne badania naukowe na poparcie swych tez! Czyżby jednocześnie ignorowali informacje, które zaprzeczają ich przekonaniom?

Te sprzeczności mogą przerażać nie tylko zwykłych śmiertelników, ale również i fachowców. Kto ma rację? Musimy pamiętać, że skupianie się na wynikach eksperymentów to zdecydowanie za mało. Ocena badania powinna obejmować przyjętą metodologię, jego przebieg, wyszukanie informacji na temat tego, kto w ogóle je sponsorował… Niewiele osób dysponuje odpowiednią wiedzą i czasem, które pozwoliłyby na obiektywną ocenę danego doniesienia naukowego.

Dlaczego lekarze mają różne opinie?

Teoretycznie wszyscy lekarze kończą te same uniwersytety medyczne, a jednak ich wiedza i przekonania mogą się diametralnie różnić. Całkiem łatwo to wyjaśnić: część specjalistów bazuje na swojej wiedzy ze studiów i odrzuca wszelkie doniesienia, które zaprzeczają powszechnie przyjętym przekonaniom. Inni z kolei starają się mieć otwarty umysł, szukać nowych informacji i na tej podstawie tworzą swój odmienny światopogląd. Oczywiście i oni mogą wpaść w pułapkę efektu potwierdzenia.

Lekarze powinni być szczególnie wyczuleni na działanie tego błędu poznawczego. Niestety, najczęściej tak się nie dzieje. Specjalistom praktycznie każdej dziedziny jest łatwiej bazować na dotychczasowej wiedzy. Dlatego duże brawa należą się dla tych, którzy zdają sobie sprawę z własnych ograniczeń i poświęcają wiele czasu na ciągłe szkolenia i rozwój.

Gdy przekraczasz próg gabinetu pamiętaj, że zarówno ty, jak i twój lekarz możecie tkwić w pułapce efektu potwierdzenia. „Lekarz wie swoje i mnie nie słucha”, narzekają pacjenci. „Pacjent wie swoje i mnie nie słucha”, narzekają specjaliści. A przecież to tylko dwie strony tej samej monety.

Zdrowy czy niezdrowy posiłek? Zależy od wyznawanej diety.

Efekt potwierdzenia w życiu codziennym

Jeśli chcesz zobaczyć, jak działa efekt potwierdzenia w praktyce, wejdź na dowolne forum internetowe. Bardzo szybko natkniesz się na jedną z zażartych dyskusji, w których uczestnicy prześcigają się argumentami na poparcie swoich tez. Odsyłają nawet oponentów do licznych źródeł i badań naukowych. Mimo najlepszych dowodów, przeciwnicy najczęściej zostają nieprzekonani. I nie ma w tym nic dziwnego: dlaczego mieliby zaakceptować coś, co burzy ich światopogląd?

Z tej przyczyny już dawno odkryłam, że przytłaczająca większość kłótni i dyskusji nie ma sensu. Żadna ze stron nie ma ochoty na zmianę swojego zdania; chce tylko pokazać przeciwnikowi, iż to on się myli. Dlatego wszelką wymianę zdań powinniśmy zaczynać od pytania: „Czy jesteś gotowy na modyfikację swoich przekonań?”. Jeśli nie, dyskusja będzie stratą czasu (chyba że dyskutujemy dla przyjemności, a nie po to, by kogoś skłonić do zmiany opinii). Bo czy osoba na diecie paleo przekona weganina do jedzenia mięsa i jajek? Czy osoba na diecie bezglutenowej przekona smakosza makaronów, że są one szkodliwe? Czy wyborca partii A uwierzy wyborcy partii B? Czy fan marki Apple przerzuci się na zwykłego Samsunga?… Nie, gdyż każdy ma rację. Swoją rację. „Jeżeli nie zwracasz uwagi na przeciwstawne sądy i opinie, szukasz potwierdzenia swoich racji w gazetach, czasopismach, stertach książek i programach telewizyjnych, możesz stać się tak pewnym słuszności swojego spojrzenia na świat, że nikt nie jest cię w stanie od niego odwieść” (David McRaney, str. 42).

Bądź świadomy swoich ograniczeń

Istnieje tylko jeden sposób, by złagodzić efekty błędów poznawczych: być ich świadomym. Zawsze gdy odrzucasz jakąś informację, zastanów się, jaka jest tego przyczyna. Czy naprawdę ta wiadomość zasługuje na krytykę? A może Ty nie chcesz zmieniać swoich ugruntowanych poglądów?

„Ludzie lubią, kiedy mówi im się to, co już wiedzą” (Terry Pratchett). Z tej przyczyny zdecydowanie chętniej przebywamy z osobami, które zgadzają się z naszym światopoglądem i sięgamy po źródła sprzyjające naszym opiniom. To wygodne. I oczywiście postępujemy tak zarówno my, jak i nasi sąsiedzi, lekarze, dietetycy, politycy…

Pamiętajmy jednak, że nasza prawda może być kłamstwem dla drugiej osoby. Dlatego jeśli bierzesz udział w jakiejś zażartej dyskusji, uświadom ich uczestników o istnieniu błędów poznawczych. Gorzej, jeśli za nic w świecie nie będą chcieli potwierdzić istnienia i skutków efektu potwierdzenia. Wtedy nie ma już dla nich nadziei.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. W czasie lektury lekturze mojego bloga pamiętajcie, że i ja mogę wpaść w pułapkę efektu potwierdzenia. Dlatego zawsze proszę Was o krytyczne podejście do moich tekstów, dla mojego i Waszego dobra 🙂

P.S.2. Czasem zachowanie i poglądy danego lekarza czy polityka można wyjaśnić nie efektem potwierdzenia, a jego układem z daną firmą i zyskiem, który za ten układ otrzymuje, jednak to jest już temat na odrębny artykuł.

Zacytowane powyżej słowa pochodzą z książki, którą wyjątkowo polecam, gdyż w bardzo ciekawy sposób opowiada o błędach poznawczych: McRaney David (2013): „Ruletka nawyków”. Warszawa, PWN. A jeśli interesowałyby Was inne artykuły z dziedziny psychologii, zapraszam [tutaj]. I oczywiście zapraszam na mój Facebook.