Hashimoto i choroby autoimmunologiczne a osobowość

Ludzka złożoność nie przestaje mnie zachwycać i zaskakiwać. Nie dość, że posiadamy cudowne ciała składające się z miliardów komórek, to na dodatek w każdym z nas kryje się potężny umysł, którego sekrety wciąż jeszcze zostały niezbadane… Wielu z nas czuje w sobie także obecność czegoś więcej – duszy, będącej źródłem naszych marzeń i chęci do życia. Te trzy elementy działają jak naczynia połączone, których wzajemny wpływ wciąż jeszcze nie został dobrze poznany. Wiemy jednak, że każde uszkodzenie ciała wpływa na stan naszej psychiki i nastroju – trudno być szczęśliwym, gdy męczy nas migrena czy kiedy zranimy się w palec. Mechanizm ten działa oczywiście także w odwrotny sposób – niejednokrotnie z powodu stresu czy strachu zaczyna boleć nas brzuch lub głowa. Czy nasze emocje i cechy osobowości mogą jednak prowadzić do pojawienia się chorób chronicznych takich jak Hashimoto lub inne schorzenia autoagresywne? A może to pojawienie się tych chorób zmienia nasz sposób widzenia świata?…

Depresja, fochy i smuteczki

Kilka miesięcy temu zajęłam się przeanalizowaniem związku zapalenia tarczycy Hashimoto z depresją. Badania, na które się natknęłam, pokazywały, iż osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami wykazywały znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne niż osoby zdrowe [źródło]. Ostatnio związkowi depresji z Hashimoto poświęcono fragment programu Pytanie na Śniadanie, w którym miałam zaszczyt wystąpić 🙂 Zainteresowanych odsyłam [tutaj].

W przypadku chorób autoagresywnych pacjenci mogą mieć także problemy z tak zwaną „bierną agresją”, czyli nieumiejętnością dzielenia się ze światem swoimi uczuciami (w zeszłym roku ukazał się na blogu cykl artykułów poświęconych temu tematowi autorstwa Pana Jaskiniowego – zerknijcie tutaj, tu i tutaj). Moje dotychczasowe doświadczenia z Panem Hashimoto pozwoliły mi jednak przypuszczać, że te problemy to tylko wierzchołek góry lodowej.

Całkiem niedawno udało mi się trafić na niezwykle ciekawy artykuł autorstwa Britt z bloga Instinctual Wellbeing. Podobnie jak wielu z nas, ma ona osobiste doświadczenia z chorobami autoimmunologicznymi oraz jest członkinią kilku grup wsparcia (a jedną z nich nawet sama prowadzi). Wielomiesięczne obserwacje siebie i innych pacjentów pozwoliły jej na sformułowanie teorii łączącej schorzenia autoagresywne z pewnymi cechami osobowości. Oczywiście hipoteza ta nie znajduje na razie naukowego potwierdzenia – wydała mi się jednak na tyle ciekawa i bliska mojemu życiu, że postanowiłam się nią z czytelnikami Jaskiniowej Kuchni podzielić.

Choroby autoimmunologiczne a osobowość

Zdaniem Britt (z którą całkowicie się zgadzam) osoby cierpiące na schorzenia autoimmunologiczne mogą charakteryzować się poniższymi cechami:

  1. Tendencje perfekcjonistyczne;
  2. Niezwykła wrażliwość;
  3. Zachowawczość i niechęć do podejmowania ryzyka;
  4. Zwykle posiadają osobowość typu A, charakteryzującą się wysokim poziomem stresu, wywołanym presją czasu, tendencją do zachowań rywalizacyjnych, wysokim poziomem ambicji, agresywnością i wrogością wobec innych;
  5. Nieustanny lęk przed zawiedzeniem innych lub popełnieniem błędu;
  6. Tendencje do introwersji;
  7. Przesadna ambicja;
  8. Problemy z mówieniem „nie”;
  9. Są bardzo krytyczni wobec siebie samych; zmuszają się do pracy chcąc spełnić swoje własne wysokie oczekiwania;
  10. Niechęć do pokazania, kim naprawdę są; mają problemy z otwieraniem się przed ludźmi;
  11. Skłonności do niepokoju i zamartwiania się;
  12. Skłonności do większej otwartości na alternatywne i duchowe metody leczenia;
  13. Nie lubią tracić kontroli nad sytuacją;
  14. Spędzili większość swojego życia czując, że „nie do końca pasują” lub czując się niezrozumiani przez innych;
  15. Mieli okazję doświadczyć pewnej traumy lub ich dzieciństwo było traumatyczne.

Kiedy przeanalizowałam wszystkie te cechy i wzięłam pod uwagę również te, które udało mi się już przepracować,  zdobyłam w tym teście aż 12 punktów na 15. A jaki jest Wasz wynik?

Jak nie kopać leżącego?

W przypadku chorób z autoagresji bardzo ważne jest, by minimalizować nie tylko produkcję „fizycznych” przeciwciał (co często skutecznie osiąga się np. poprzez stosowanie odpowiedniej diety), lecz także zapobiegać autoagresji psychicznej. Niezwykle trafnie pisze o tym Kala Bochenek, coach i psycholog, na swoim blogu Holistyczne leczenie Hashimoto (niestety od dwóch lat nie pojawiają się nowe wpisy). Jej zdaniem atakowanie samego siebie poprzez nieustanne agresywne myśli może jedynie pogorszyć nasz stan. Dlatego warto obserwować swoje zachowanie oraz być szczególnie wyczulonym na poniższe nawyki:

•    potępianie i krytykowanie samego siebie oraz poczucie winy (np. z powodu choroby)
•    nadmierne wymagania wobec samego siebie (perfekcjonizm, presja na doskonałość, brak przyzwolenia na własne niedoskonałości i błędy)
•    ciągłe  zamartwianie się (chorobą i innymi rzeczami)
•    zadręczanie się myśleniem o tym, czego nie możemy robić, a kiedyś robiliśmy oraz tym, co funkcjonuje „gorzej” w naszym życiu
•    wymuszanie na sobie czegoś, z czym ciało nie daje sobie obecnie rady
•    rozpaczliwe próby natychmiastowej poprawy samopoczucia, aby jak najszybciej „pozbyć się” przykrych objawów
•    ignorowanie własnych potrzeb i stawianie potrzeb innych ludzi na pierwszym miejscu
•    angażowanie się w takie relacje i działania, które pozbawiają nas sił
•    nieumiejętność stawiania ludziom zdrowych granic

[Źródło]

Brzmi znajomo? Być może niektóre z tych nawyków towarzyszą Wam od wielu lat, wywierając negatywny wpływ na Wasze zdrowie. Najrozsądniej byłoby oczywiście zastąpić te niekorzystne myśli zachowaniami pozytywnymi, ale nie zawsze okazuje się to proste, zwłaszcza jeśli zmartwienia i autokrytyka towarzyszyły nam przez wiele lat.

Dlaczego tak łatwo nam kopać leżącego? Zamiast krytykować – spróbujmy okazać sobie samym trochę miłości.

U źródeł problemu

Jestem przekonana, że istnieje związek między pewnymi cechami osobowości a występowaniem choroby Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to cechy takie jak perfekcjonizm, wrażliwość czy skłonność do zmartwień predysponują nas do zapadnięcia na Hashimoto (lub inną chorobę autoimmunologiczną), czy może wraz z pojawieniem się choroby zmienia się nasza osobowość. Ciekawi mnie także, jaki odsetek chorych ma problemy z cechami osobowości i zachowaniami wymienionymi przez Britt i Kalę Bochenek. Dlatego apeluję: studenci psychologii, ręce do pracy! Osób diagnozowanych w kierunku Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych jest coraz więcej i warto zbadać psychiczne podłoże tej choroby.

Zanim jednak pojawią się dokładne badania naukowe, jak mamy radzić sobie my, pacjenci? Wiem z doświadczenia, że w przypadku nieradzenia sobie z emocjami najefektywniejsze będzie udanie się po pomoc do specjalisty. Warto wybrać terapeutę pracującego w nurcie terapii poznawczo – behawioralnej, dzięki któremu będziemy mogli okiełznać niekorzystne myśli, emocje i zachowania. Niestety, terapia jest dość kosztowna i nie każdego na nią stać. Warto jednak pamiętać, że spotkania nie muszą odbywać się co tydzień. Ponadto istnieje możliwość podjęcia tańszej terapii grupowej.

Możesz się zastanawiać: Czy to naprawdę konieczne?… A czy czujesz się dobrze z samą sobą? Czy nie gnębią Cię natrętne myśli, których wolałabyś się pozbyć?… Czy masz dość perfekcjonizmu, skutecznie utrudniającego Ci życie?

Jeśli czujesz, że czas na zmiany, terapia może być dla Ciebie najlepszą decyzją. Przecież będziesz żyć z samą sobą jeszcze wiele długich lat, więc warto zadbać o to, by wzajemne relacje psychiki i ciała były jak najlepsze 🙂

(A jeśli naprawdę nie jesteś w stanie pozwolić sobie na wizytę u specjalisty, zajrzyj do tego artykułu. Zebrałam w nim wiele użytecznych informacji, jak pomóc sobie samemu wyjść na prostą).

Kiedy boli nas brzuch czy gnębi przeziębienie – udajemy się do specjalisty. Kiedy mamy problemy z emocjami – również powinniśmy udać się do specjalisty!

Czy to aby na pewno wina Hashimoto?

Wiem, że życie z osobą chorobą na Hashimoto nie jest usłane różami. Najprzeróżniejsze dolegliwości fizyczne (ciągłe uczucie zimna, tycie, wypadanie włosów, zmęczenie… i wiele innych) często spotykają się z niezrozumieniem otoczenia. Do tego nierzadko dochodzą objawy ze strony psychiki, takie jak drażliwość, skłonność do wybuchów czy ciągłe zamartwianie się. Pamiętajmy, że nieleczona lub leczona niewłaściwie niedoczynność tarczycy (która najczęściej idzie w parze z Hashimoto) może zamienić życie chorego i jego rodziny w koszmar. [Tutaj] znajdziecie świetnie napisaną historię o tym, jak także życie może wyglądać.

Niestety, czasem mimo leczenia uciążliwe objawy nie znikają. Wtedy najbliżsi pacjenta (oraz on sam) mogą nieustannie zadawać sobie pytanie: Czy to wina choroby? A może ta osoba już taka jest, taki ma charakter?… Próżno szukać odpowiedzi.

Nie da się oddzielić pacjenta od choroby. Dlatego też należy patrzeć na każdego człowieka holistycznie, wraz z jego wszystkimi zaletami, wadami i schorzeniami. Szukajmy pomocy, konsultujmy się ze specjalistami. I nie poddawajmy się! Łatwo powiedzieć „To wina Hashimoto”, ale przecież to nie rozwiązuje naszych problemów. Śmiało, do dzieła! Masz problemy z nerwowością? Zacznij medytować, ćwiczyć jogę, głęboko oddychać. Męczy Cię perfekcjonizm? Poszukaj książek, które pomogą Ci go okiełznać lub wybierz się na terapię. Nieustannie czujesz się zmęczona? Wykonaj odpowiednie badania, zapytaj lekarza o suplementację, zacznij uprawiać sport. Nie ma znaczenia, czy Twoje problemy są spowodowane chorobą Hashimoto, liczy się to, czy szukasz rozwiązań! 🙂

(W nawiasie pozwolę sobie jeszcze dodać, że część chorych jest skłonna oskarżać Hashimoto prawie o wszystko, co ich spotyka. Kochani, nie tędy droga! Nie pozwólcie, by choroba odebrała Wam życie – przecież ciągle macie w nim coś do powiedzenia).

Hashimoto a osobowość – czy da się wyjść na prostą?

Spędziłam ponad dziesięć lat życia nie wiedząc, że cierpię na Hashimoto (zyskałam jedynie diagnozę niedoczynności, a leczenie było dobrane niewłaściwie). W tym czasie dręczył mnie perfekcjonizm, bardzo często się zamartwiałam, czułam się gorsza i nieadekwatna. Dziś może nie jest idealnie, bo zdarzają mi się gorsze dni*, ale dzięki wytrwałości i wsparciu terapeuty udało mi się wyjść na prostą – akceptuję siebie i skupiam się na radosnych aspektach mojego życia. Ba, nawet nękającą mnie chorobę Hashimoto przekułam w coś bardzo pozytywnego – czyli ten blog 🙂

(*Jednak staram się nimi nie przejmować, bo przecież każdy ma gorsze dni).

Co ciekawe, zmiany, które we mnie zaszły, można wyjaśnić naukowo. Części mózgu odpowiadające za osobowość chmurną i pogodną (czyli za optymizm i pesymizm) należą do jednych z najbardziej plastycznych. „Drobne poprawki sposobu postrzegania świata – uprzedzeń i upodobań umysłu – potrafią wpłynąć na budowę połączeń nerwowych w mózgu i skłonić nas ku bardziej optymistycznemu lub pesymistycznemu nastawieniu. Poprzez zmianę sposobu, w jaki nasz mózg reaguje na wyzwania i radości, możemy zmienić samych siebie” (str. 15; Elaine Fox: Między pesymizmem a optymizmem. Szczęście w rozumie).

W jakiej więc sytuacji byś się nie znajdowała – zawsze znajdzie się wyjście. Najważniejsze to się nie poddawać i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Życie mamy tylko jedno i nie można pozwolić, by pan Hashimoto przejął nad nim kontrolę.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. Wiem, że ostatnio bardzo mnie mało na blogu. W przyszłym roku planujemy z Panem Jaskiniowym się pobrać i dlatego poświęciłam się obecnie przede wszystkim pracy – pieniążki same się nie zarobią. Ale kiedy już nam się uda ustatkować, mam nadzieję poświęcić blogowi duuuużo czasu, by nadrobić wszystkie zaległości 🙂

Jak skutecznie zmotywować się do zmian w życiu?

Znasz to uczucie doskonale: postanowiłaś* dokonać rewolucji w swoim życiu i uwierzyłaś, że tym razem naprawdę Ci się to uda. Zaczęłaś chodzić na siłownię, zmieniłeś dietę, zapisałaś się na kurs hiszpańskiego. Wytrwałości starczyło Ci na miesiąc. Nagle Twoje mocne postanowienie gdzieś zniknęło, a niezwykle kuszące stało się szukanie sobie wymówek: dzisiaj nie mogę, bo boli mnie głowa, a jutro są urodziny męża, nie wypada odmówić tortu… Dwa tygodnie później zdajesz sobie sprawę, że wpadłaś jak śliwka w kompot i powróciłaś do złych nawyków. Znów zadajesz sobie pytanie: DLACZEGO?! Dziś spróbuję udzielić na nie odpowiedzi i pokażę, jak skutecznie zmotywować się do wprowadzenia zmian w życiu.

Czasem może się wydawać, że osoby takie jak Bill Gates, Lance Armstrong czy Mark Zuckerberg dysponują jakimś rodzajem supermocy niedostępnym dla zwykłych śmiertelników. Zapewne otrzymali oni w życiu więcej inteligencji czy szczęścia niż inni, ale to nie wystarczyłoby, by odnieść sukces. Liczy się codzienna praca i wytrwałość, które przecież może pielęgnować w sobie każdy z nas.

Część z Was zapewne w wolnych chwilach snuje różne ciekawe plany: marzycie o wyjeździe na Karaiby, chcielibyście zmienić pracę, nauczyć się nowego języka lub zacząć dbać o urodę. Spędziliście już wiele długich godzin na rozmyślaniach i… nic. I nic dziwnego. Bo samo nie przyjdzie. Trzeba ruszyć dupsko, jak ciężkie by nie było, i zacząć działać.

Kluczem do sukcesu jest uświadomienie sobie, że każdy nasz cel musi być Realistyczny, Ustalony w czasie, Możliwy do osiągnięcia, Akceptowalny/Ambitny/Atrakcyjny i Konkretny (łatwo zapamiętać, bo to po prostu RUMAK, który doprowadzi nas do spełnienia naszych planów i marzeń). Co to wszystko oznacza? Że postanowienia takie jak „chcę być bogaty”, „chcę napisać książkę”, „chcę schudnąć”, „chcę zdrowo się odżywiać”, najczęściej na chceniu się kończą. „Chcę napisać książkę” brzmi tak mętnie, odlegle i przerażająco, że skutecznie zdemotywuje Cię do pracy. Zamiast tego podziel cel na kilka etapów:

1. Określ tematykę książki mieszczącą się w spektrum Twoich zainteresowań, wiedzy i doświadczeń
2. Zaplanuj ilość rozdziałów i naszkicuj, co w każdym z nich się znajdzie.
3. Ustal, ile będziesz pisać: stronę codziennie, czy może trzy strony co dwa dni?
4. Wyznacz termin, do którego planujesz ukończyć pisanie.

Lepiej? Dzięki takiemu ujęciu Twój plan nagle nabiera kolorytu i staje się możliwy do zrealizowania. Dbanie o urodę? Proszę bardzo: codziennie stosujesz olej kokosowy na skórę, co tydzień robisz peeling kawowy, a raz w miesiącu odwiedzasz kosmetyczkę. Pomnożenie majątku? Zapisujesz się na kurs pozwalający Ci nabyć nowe kwalifikacje i awansować lub otwierasz własną działalność oraz zapisujesz realistyczny cel finansowy na najbliższe kilka miesięcy. Chcesz schudnąć? Na dzień X wyznaczasz wizytę i udajesz się do dietetyka, a następnie trzymasz się otrzymanych zaleceń (a przy okazji wykonujesz testy na insulinooporność). Wyjazd na Karaiby? Od jutra zapisujesz się na kurs francuskiego i zaczynasz odkładać 100 złotych miesięcznie na wyjazd.

Metoda małych kroczków prowadzących do celu nie wydaje się skomplikowana. Mimo to niektórzy z Was mogą mieć problem z wdrożeniem ich w życie. Na szczęście takich trudności łatwo uniknąć, wykorzystując jedną z dwóch opisanych poniżej metod.

Kwadraty dla tradycjonalistów i tradycjonalistek

Jedyne, czego będziesz potrzebować, to kartka papieru, drukarka, długopis oraz kredki: zielona i czerwona. To metoda niezwykle prosta i zaskakująco skuteczna: wypatrzyłam ją na blogu Aniamaluje (i polecam z całego serca lekturę artykułów Ani!).

Przygotowałam dla Was gotowy szablon: w wyznaczonym miejscu należy wpisać nasze codzienne postanowienie, chociażby nakładanie kremu, nauczenie się pięciu nowych angielskich słówek, podlewanie kwiatków, sprzątanie łazienki… Przy pierwszym kwadraciku możecie wpisać dzień, w którym zaczęliście wdrażać postanowienie w życie. Dalej procedura jest już prosta: jeśli wykonaliście zadanie, możecie pomalować kwadrat na zielono. Jeśli nie – malujecie go na czerwono.

Ważna uwaga: jeśli daną czynność wykonujecie np. co dwa dni, dzień, w który nie mieliście jej wykonać, również malujecie na zielono. Możecie go także wykreślić krzyżykiem, jednak zielony motywuje lepiej 🙂 Ania proponuje także, by przy każdym celu określić nagrodę, którą sobie sprawicie, gdy wytrwacie w postanowieniu.
I to już! Kartkę warto powiesić w widocznym miejscu, by móc z dumą patrzeć na nasze osiągnięcia i motywować się do dalszego działania i trwania w naszym postanowieniu. Gotowy szablon, który wystarczy wydrukować znajdziecie na blogu Ani [tutaj], lub do pobrania w moim wykonaniu [tutaj].

Ustal sobie cel: słodycze tylko dwa razy w tygodniu. Jeśli go dotrzymasz, w nagrodę będziesz mogła kupić tę piękną bluzkę, którą ostatnio widziałaś na wystawie!

Habitica dla lubiących technologię

Trudno pewnie byłoby znaleźć dziś osobę posiadającą smartfona i niekorzystającą z żadnej aplikacji. Te przydatne narzędzia mają ułatwiać nam życie i rzeczywiście często im się to udaje. W moim wypadku „Spending Tracker” pomaga organizować wydatki, a „Memrise” i „Duolingo” są idealne do nauki języków obcych. Czy istnieje jednak aplikacja, która pomogłaby zorganizować życie? Okazuje się, że tak. Nazywa się „Habitica” i może zdziałać cuda.

Pomysł jest całkiem prosty: tworzymy sobie awatara, a następnie dodajemy realne zadania podzielone na trzy kategorie: nawyki, czynności wykonywane w określone dni tygodnia oraz te do zrealizowania tylko raz. Za wykonanie każdego zadania przyznajemy sobie punkty. Punkty zamieniają się na złoto, za które możemy kupować nagrody: nowy hełm, pancerz czy miecz dla naszego bohatera. Habitica daje nam także możliwość wyhodowania sobie kompana: za zrealizowane zadania co pewien czas otrzymujemy jajka oraz mikstury wyklucia. Mnie towarzyszą już czerwony wilk, kaktus-zombie i cukierkoworóżowy smok  🙂

Nawigacja w Habitice jest naprawdę przejrzysta. Celi i postanowień możesz dodać wiele: od sprzątania, prania i gotowania, poprzez ćwiczenia fizyczne i na regularnej nauce skończywszy.  Na górze po lewej stronie widać mojego cukierkoworóżowego smoka 🙂

Aplikacja jest prosta i przyjazna w użyciu. I naprawdę działa! Myśl o przyznaniu sobie punktów skutecznie motywuje do wykonywania zadań. Z upływem czasu możemy dodawać coraz to nowe postanowienia, dzięki czemu stopniowo będziemy zmieniać nasze nawyki. Pamiętaj jednak, nie wszystko od razu! Wdrażanie zbyt wielu zmian na raz może skutecznie zniechęcić. Zawsze dbaj też o odpoczynek – należy Ci się po wykonaniu wszystkich zadań 🙂

I jeszcze jedno: nawet jeśli nie posiadasz smartphone’a, nie musisz rezygnować z używania Habitiki. Tutaj znajdziesz komputerową wersję aplikacji.

(Dziękuję bardzo Oli K. za polecenie mi tej aplikacji – pewnie sama w życiu bym na nią nie trafiła!).

Trudna sztuka organizacji

Zdarzyło Ci się kiedyś narzekać, że doba jest za krótka? Mnie też. To niezwykle wygodna wymówka.

Tak naprawdę to nie doba jest za krótka, a po prostu my źle organizujemy te cenne minuty, które zostały nam dane. Ile czasu tracimy na przeglądanie Facebooka lub innych stron internetowych? Ile czasu marnujemy na bezcelowe przełączanie kanały w telewizji? Ile czasu stoimy w korkach? Ile czasu snujemy się po domu, nie robiąc nic konkretnego?

Zacznij przyglądać się swojej dobie, a najlepiej zapisuj, co robisz i ile Ci to zajmuje. Gdy zbierzesz dane z całego tygodnia, zastanów się, co możesz zmienić, by zyskać więcej czasu. Następnie wypisz sobie wszystkie czynności, które danego dnia pragniesz wykonać i zastanów się, jak optymalnie je rozplanować.

Kilka przykładów:

– Nie możesz znaleźć czasu na ruch? Dojeżdżaj do pracy/szkoły rowerem. Połączyć przyjemne z pożytecznym.

– Nie masz kiedy czytać książek? Zamień samochód na autobus lub tramwaj, dzięki czemu będziesz mógł spokojnie oddać się lekturze. A jeśli nie wyobrażasz sobie życia bez samochodu, kup kilka audiobooków (oczywiście o ile nie masz problemów z podzielnością uwagi).

– Zastanów się, które czynności możesz wykonywać w pracy. Ja chociażby w pracy piję pokrzywę (na włosy) i zażywam magnez, żeby nie musieć robić tego w domu.

– Chcesz się nauczyć nowego języka? Ściągnij kilka podcastów i słuchaj ich w czasie sprzątania czy spaceru. Możesz też wykorzystać telefon komórkowy i nagrać sobie słówka, które pragniesz opanować. Niezwykle pomocne są także aplikacje „Memrise” i „Duolingo”.

W polskich miastach mamy coraz więcej ścieżek rowerowych – ja już opracowałam dogodną ścieżkę rowerową z domu do pracy 🙂

Każdy człowiek na Ziemi dysponuje dokładnie taką samą ilością czasu. A jednak tylko części udaje się realizować powzięte cele. Sekret musi więc tkwić w organizacji. Zatem do dzieła: weź kartkę papieru i zaplanuj jutrzejszy dzień!

Warto mieć cele w życiu

Czy osoba niewidoma może trafić w cel, którego nie widzi? A czy Ty możesz trafić w cel, którego nie masz?

Życie z dnia na dzień może i jest wygodnie, ale raczej donikąd nas nie doprowadzi. Cele nadają naszemu życiu smak i pozwalają się nieustannie rozwijać. I nawet jeśli nie trafisz do mety, którą obrałeś, gdzieś na pewno dojdziesz. Może nawet będzie to miejsce jeszcze bardziej ekscytujące niż to przez Ciebie wymarzone.

Najważniejsze to zrobić pierwszy krok. Uwierz, że Ci się to uda! Ja w Ciebie wierzę 🙂

(W tym artykule czasowników używałam w artykule głównie w formie żeńskiej, ale artykuł kieruję oczywiście również do Was, Drodzy Panowie).

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, przeczytaj też:

Jak stworzyć udany związek?

Efekt potwierdzenia, czyli komu powinniśmy wierzyć?

Uzdrów swoje relacje i zapomnij o fochach!

Jak złość niszczy Ci zdrowie

Koniec z fochami! Czyli jak wyrażać swoje uczucia

P.S. Na koniec mam jeszcze dla Was kilka filmów na temat motywacji i działania. Naprawdę warto obejrzeć! A po ich obejrzeniu zajrzyjcie na Jaskiniowego Facebooka 🙂

P.S. 2 A co Was motywuje do działania? Macie jakieś sprawdzone metody na niemoc?

 

https://www.youtube.com/watch?v=PR8VH55X2YI

https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4

https://www.youtube.com/watch?v=ZtLlfdyDySY

https://www.youtube.com/watch?v=TPaXSdDuryc

https://www.youtube.com/watch?v=b9oQ-vczuj8

Efekt potwierdzenia, czyli komu powinniśmy wierzyć?

Zastanawiało Was kiedyś, dlaczego fachowcy miewają niekiedy zupełnie przeciwstawne opinie w tej samej kwestii? Czemu lekarz A twierdzi, że tłuszcze nasycone są złe, zaś lekarz B zaleca jeść je jak najczęściej? Dlaczego dietetyk Y radzi odstawić pszenicę, zaś dietetyk X mówi, że jest ona niezbędnym składnikiem naszej diety?… Kto ma rację? I skąd biorą się te różnice?

Mózg nie jest doskonały

Ewolucja wyposażyła ludzi w liczne narzędzia, które od tysięcy lat umożliwiały nam orientację w przestrzeni, skuteczne zdobywanie pożywienia i znajdowanie schronienia. Dziś jednak przyszło nam żyć w zupełnie innym świecie i to, co kiedyś pomagało w przetrwaniu, czasem przysparza problemów.

Wierzysz, że podejmujesz decyzje w sposób racjonalny? Wydaje ci się, że twoje poglądy są obiektywne? To mit. Na nasze przekonania i wybory ogromny wpływ wywierają tak zwane błędy poznawcze. Nie ma sposobu, by ich uniknąć, ale na szczęście każdy błąd można naprawić. Trzeba sobie tylko zdać z niego sprawę.

Efekt potwierdzenia

Psychologia wyróżnia około sześćdziesiąt różnych błędów poznawczych. Jednym z nich jest efekt potwierdzenia: zwracasz uwagę tylko na informacje, które potwierdzają to, w co wierzysz. Jednocześnie ignorujesz wszystko, co zaprzecza twoim opiniom.

Prosty przykład: jesteś przekonany, że wszystkie konserwanty i dodatki E do żywności są złe. Dlatego zaprzeczysz każdej osobie twierdzącej, iż większość tych środków nie ma wpływu na nasze zdrowie. Efekt potwierdzenia wpływa na absolutnie każdą sferę życia, także na twoje poglądy polityczne: partia X jest twoim zdaniem dobrodziejstwem dla naszego kraju. Ignorujesz informację o tym, że jej przewodniczący niedawno został oskarżony o przyjęcie łapówki. „To oszczerstwa!”, myślisz. A nawet jeśli nie, wszyscy politycy tak robią. Partia X i tak jest najlepsza.

Efekt potwierdzenia daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Wierzymy w poprawność i prawdziwość naszych opinii tak bardzo, że nawet nie musimy ich weryfikować. To niezwykle wygodne, ale jednocześnie szalenie niebezpieczne. Ten błąd poznawczy nie tylko utrudnia komunikację i osiąganie konsensusu w dyskusjach, lecz także może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu. Efektem potwierdzenia kierujesz się nie tylko ty. Ma on także wpływ na twojego męża, brata, sąsiada, mechanika, dietetyka i… lekarza.

W poszukiwaniu potwierdzeń własnej nieomylności.

Efekt potwierdzenia w nauce

W historii nauki niejednokrotnie ignorowano odkrycia, które nie zgadzały się ze światopoglądem danej epoki. Sztandarowym przykładem może być potwierdzenie przez Mikołaja Kopernika faktu, że to Ziemia krąży wokół Słońca i wyśmianie tej hipotezy przez innych współczesnych mu badaczy. Co więcej, niejednokrotnie zdarzało się, że sami naukowcy odrzucali prawidłowe wyniki, które nie potwierdzały ich założeń. We współczesnej nauce istnieje oczywiście wiele procedur, które mają zniwelować skutki błędów poznawczych, chociażby technika podwójnie ślepej próby [źródło]. Mimo to nie zawsze udaje się zapobiec pomyłkom czy wysnuciu przez badaczy błędnych i pochopnych wniosków.

Należy pamiętać, że nauka nie może być wolna od błędów, gdyż ludzie ją tworzący również nie są bezbłędni. „Jeśli chcesz, naukowo możesz udowodnić wszystko”, powiedziała mi raz znajoma pani biolog. To wyjaśnia, dlaczego tak liczne są badania, potwierdzające zupełnie przeciwstawne tezy. Przykład? Osoby, które stwierdziły u siebie nieceliakalną nietolerancję glutenu, po zastosowaniu diety ubogiej w FODMAP’s nie stwierdzały u siebie przykrych objawów po zjedzeniu pszenicy, żyta czy jęczmienia [źródło]. Inne badanie zaś pokazuje, że takie osoby stwierdzały nasilenie symptomów nawet po zjedzeniu niewielkiej ilości glutenu [źródło]. Równie kontrowersyjna jest kwestia cholesterolu: od wielu lat uważano, że szkodliwie wpływa na nasze zdrowie, jednak ostatnie doniesienia naukowe temu zaprzeczają, co udowadnia dr Uffe Ravnskov w książce: „Cholesterol. Naukowe kłamstwo”. Idźmy dalej: Dr Sanjay Sharma twierdzi, że najlepiej jeść produkty pozbawione konserwantów [źródło]. W innym źródle zaś czytamy, że większość konserwantów jest dla nas bezpieczna [źródło]. Te wszystkie przykłady to jednak jeszcze nic.

Nie ma zapewne dziedziny wiedzy pełniejszej sprzeczności od dietetyki. Dr Douglas N. Graham jest twórcą diety 80/10/10 i zaleca, by 80% spożywanych dziennie kalorii pochodziło z węglowodanów, głównie w formie surowych owoców. Dr Loren Cordain, propagator diety paleo, twierdzi, że większość naszego pożywienia powinno stanowić białko i tłuszcz. Zbóż należy unikać. T. Colin Campbell z kolei poleca ograniczyć spożycie tłuszczu, wyeliminować białko zwierzęce i oprzeć dietę na pełnowartościowych produktach roślinnych, czyli warzywach, owocach, zbożach, pestkach, orzechach. I wszyscy ci panowie przytaczają liczne badania naukowe na poparcie swych tez! Czyżby jednocześnie ignorowali informacje, które zaprzeczają ich przekonaniom?

Te sprzeczności mogą przerażać nie tylko zwykłych śmiertelników, ale również i fachowców. Kto ma rację? Musimy pamiętać, że skupianie się na wynikach eksperymentów to zdecydowanie za mało. Ocena badania powinna obejmować przyjętą metodologię, jego przebieg, wyszukanie informacji na temat tego, kto w ogóle je sponsorował… Niewiele osób dysponuje odpowiednią wiedzą i czasem, które pozwoliłyby na obiektywną ocenę danego doniesienia naukowego.

Dlaczego lekarze mają różne opinie?

Teoretycznie wszyscy lekarze kończą te same uniwersytety medyczne, a jednak ich wiedza i przekonania mogą się diametralnie różnić. Całkiem łatwo to wyjaśnić: część specjalistów bazuje na swojej wiedzy ze studiów i odrzuca wszelkie doniesienia, które zaprzeczają powszechnie przyjętym przekonaniom. Inni z kolei starają się mieć otwarty umysł, szukać nowych informacji i na tej podstawie tworzą swój odmienny światopogląd. Oczywiście i oni mogą wpaść w pułapkę efektu potwierdzenia.

Lekarze powinni być szczególnie wyczuleni na działanie tego błędu poznawczego. Niestety, najczęściej tak się nie dzieje. Specjalistom praktycznie każdej dziedziny jest łatwiej bazować na dotychczasowej wiedzy. Dlatego duże brawa należą się dla tych, którzy zdają sobie sprawę z własnych ograniczeń i poświęcają wiele czasu na ciągłe szkolenia i rozwój.

Gdy przekraczasz próg gabinetu pamiętaj, że zarówno ty, jak i twój lekarz możecie tkwić w pułapce efektu potwierdzenia. „Lekarz wie swoje i mnie nie słucha”, narzekają pacjenci. „Pacjent wie swoje i mnie nie słucha”, narzekają specjaliści. A przecież to tylko dwie strony tej samej monety.

Zdrowy czy niezdrowy posiłek? Zależy od wyznawanej diety.

Efekt potwierdzenia w życiu codziennym

Jeśli chcesz zobaczyć, jak działa efekt potwierdzenia w praktyce, wejdź na dowolne forum internetowe. Bardzo szybko natkniesz się na jedną z zażartych dyskusji, w których uczestnicy prześcigają się argumentami na poparcie swoich tez. Odsyłają nawet oponentów do licznych źródeł i badań naukowych. Mimo najlepszych dowodów, przeciwnicy najczęściej zostają nieprzekonani. I nie ma w tym nic dziwnego: dlaczego mieliby zaakceptować coś, co burzy ich światopogląd?

Z tej przyczyny już dawno odkryłam, że przytłaczająca większość kłótni i dyskusji nie ma sensu. Żadna ze stron nie ma ochoty na zmianę swojego zdania; chce tylko pokazać przeciwnikowi, iż to on się myli. Dlatego wszelką wymianę zdań powinniśmy zaczynać od pytania: „Czy jesteś gotowy na modyfikację swoich przekonań?”. Jeśli nie, dyskusja będzie stratą czasu (chyba że dyskutujemy dla przyjemności, a nie po to, by kogoś skłonić do zmiany opinii). Bo czy osoba na diecie paleo przekona weganina do jedzenia mięsa i jajek? Czy osoba na diecie bezglutenowej przekona smakosza makaronów, że są one szkodliwe? Czy wyborca partii A uwierzy wyborcy partii B? Czy fan marki Apple przerzuci się na zwykłego Samsunga?… Nie, gdyż każdy ma rację. Swoją rację. „Jeżeli nie zwracasz uwagi na przeciwstawne sądy i opinie, szukasz potwierdzenia swoich racji w gazetach, czasopismach, stertach książek i programach telewizyjnych, możesz stać się tak pewnym słuszności swojego spojrzenia na świat, że nikt nie jest cię w stanie od niego odwieść” (David McRaney, str. 42).

Bądź świadomy swoich ograniczeń

Istnieje tylko jeden sposób, by złagodzić efekty błędów poznawczych: być ich świadomym. Zawsze gdy odrzucasz jakąś informację, zastanów się, jaka jest tego przyczyna. Czy naprawdę ta wiadomość zasługuje na krytykę? A może Ty nie chcesz zmieniać swoich ugruntowanych poglądów?

„Ludzie lubią, kiedy mówi im się to, co już wiedzą” (Terry Pratchett). Z tej przyczyny zdecydowanie chętniej przebywamy z osobami, które zgadzają się z naszym światopoglądem i sięgamy po źródła sprzyjające naszym opiniom. To wygodne. I oczywiście postępujemy tak zarówno my, jak i nasi sąsiedzi, lekarze, dietetycy, politycy…

Pamiętajmy jednak, że nasza prawda może być kłamstwem dla drugiej osoby. Dlatego jeśli bierzesz udział w jakiejś zażartej dyskusji, uświadom ich uczestników o istnieniu błędów poznawczych. Gorzej, jeśli za nic w świecie nie będą chcieli potwierdzić istnienia i skutków efektu potwierdzenia. Wtedy nie ma już dla nich nadziei.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. W czasie lektury lekturze mojego bloga pamiętajcie, że i ja mogę wpaść w pułapkę efektu potwierdzenia. Dlatego zawsze proszę Was o krytyczne podejście do moich tekstów, dla mojego i Waszego dobra 🙂

P.S.2. Czasem zachowanie i poglądy danego lekarza czy polityka można wyjaśnić nie efektem potwierdzenia, a jego układem z daną firmą i zyskiem, który za ten układ otrzymuje, jednak to jest już temat na odrębny artykuł.

Zacytowane powyżej słowa pochodzą z książki, którą wyjątkowo polecam, gdyż w bardzo ciekawy sposób opowiada o błędach poznawczych: McRaney David (2013): „Ruletka nawyków”. Warszawa, PWN. A jeśli interesowałyby Was inne artykuły z dziedziny psychologii, zapraszam [tutaj]. I oczywiście zapraszam na mój Facebook.


 

Koniec z fochami! Czyli jak wyrażać swoje uczucia

Błądzimy przez życie, niedoinformowani, zagubieni i nieświadomi pułapek, w które wciąż wpadamy, a gdy spotkamy na swej drodze trudną prawdę, odwracamy wzrok. Trzeba ogromnej odwagi, by spojrzeć jej prosto w oczy i przyznać się przed samym sobą do własnej niedoskonałości. Wielu z Was zrobiło właśnie to. Otworzyliście oczy na bierną agresję, swoją i Waszych bliskich. Otwarcie się do niej przyznaliście i poprosiliście o pomoc. Cóż, mówicie – macie 🙂 W dzisiejszym artykule przyjrzymy się najpowszechniejszym przejawom biernej agresji oraz zastanowimy się, w jaki sposób jej przeciwdziałać. 

Nie musisz już udawać. Wyraź to, co naprawdę czujesz!

Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu pt. „Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja” [klik!]. Czym w ogóle jest bierna agresja? Ukrywaniem swoich uczuć i wyrażaniem złości w sposób pośredni. Wiemy już, że takie postępowanie tyczy się przede wszystkim kobiet (wspomnijmy chociażby znany wszystkim „foch”). Zachowania te stają wyjątkowo problematyczne w wypadku chorób autoimmunologicznych: niewyrażanie emocji jest niezwykle stresujące. Taka mieszanka złości i stresu może znacząco pogorszyć samopoczucie chorego. Na szczęście i na fochy znajdzie się sposób! Najważniejsze to uświadomić sobie problem i… Przeczytać do końca poniższy artykuł 🙂

Żeby radzić sobie z bierną agresją, trzeba ją przede wszystkim rozpoznawać. Niestety, zachowań tego rodzaju jest niemało. Ludzka kreatywność nie ma sobie równych, gdy chodzi o ranienie innych. A oto najczęściej spotykane przejawy biernej agresji:

1. Unikanie odpowiedzialności

To nigdy nie jest ich wina. Za wszystko jesteś odpowiedzialny ty lub czynniki trzecie. Spóźniła się przez korki w mieście. Obiad się przypalił, bo piecyk za mocno grzeje, a on musiał na chwilkę pójść do toalety. Pracę domową zjadł jej pies. W domu wcale nie ma brudu, tylko z ciebie jest pedantka. Jednym słowem: wymówki i obwinianie. Prędzej nauczysz kota aportować, niż zobaczysz jak osoba biernie agresywna bierze odpowiedzialność za zawiedzenie czyichś oczekiwań.   

2. Utrzymywanie nastroju, który cię rani

Gdy foch to za mało, następują ciche dni. Atmosfera robi się gęsta i napięta. Na zadawane pytania otrzymujesz zdawkowe odpowiedzi, westchnięcia, prychnięcia lub nic. Wzrok skupia się na wszystkim poza tobą, a twarz zdobi ból, rozczarowanie i śmiertelna uraza. Czy to aby na pewno odpowiednia kara za zjedzenie ostatniego kawałka pizzy? Choć urażony stara się tu odgrywać ofiarę, tak naprawdę mści się na tobie w wyjątkowo wyrafinowany sposób, z niekłamaną przyjemnością patrząc, jak miotasz się, próbując przepraszać, domyślać się o co chodzi i poprawiać mu humor. Z niekłamaną przyjemnością, bo w tej sytuacji ma nad tobą kontrolę.

3. Obrzydzanie cudzej radości

Opowiedziałaś przyjaciółce o tym jaki kochany jest twój narzeczony. Ona smutnym tonem odparła:

– Ech, chociaż ty masz dobrze, bo z moim Zbyszkiem to tragedia…

Pochwaliłaś się właśnie mamie swoim pierścionkiem zaręczynowym. Usłyszałaś że diament mógłby być większy.

Dostałeś awans w pracy. Twój kolega przyszedł ci pogratulować, dodając że tak naprawdę otrzymujesz tylko pusty tytuł, ale i tak się cieszy twoim „sukcesem”.

No nie dogodzisz. Zamiast cieszyć się z tobą, agresor ukarze cię, gdyż miałeś czelność zaznać trochę radości. Nie masz do tego prawa. Masz czuć się winny temu, że on cierpi, a jeśli spotkało cię coś miłego, to tak naprawdę wcale nie było miłe. Dość krzywdzący sposób radzenia sobie z zazdrością.  

4. Usta mówią „tak”, zachowanie mówi „nigdy!”

Ziemniaki się ugotowały, czyli obiad jest gotowy. Wołasz męża. On krzyczy, że już idzie, po czym mija 5 minut i wciąż go nie ma.

Prosisz córkę o posprzątanie. Zgadza się to zrobić zanim wrócisz z pracy. Wróciłeś… i wciąż jest brudno. Pytasz ją, czemu nie posprzątała, a ona beztrosko odpowiada, iż zapomniała.

Nie możesz odebrać dziś dzieci z przedszkola, więc zwracasz się z prośbą o pomoc do teścia, który szybko zgadza się po nie pojechać. Wieczorem wracasz do pustego domu. Panika! Gdzie jest twoje potomstwo? Dzwonisz, by wyjaśnić sprawę. Teść nie odebrał wnuków z przedszkola. Jak twierdzi, myślał, że chodziło ci o jutrzejszy dzień.

Po co mówić innemu człowiekowi wprost, że nie chce się czegoś zrobić, skoro tak przyjemnie jest kontrolować sytuację i zemścić się na nim za posiadanie jakichkolwiek oczekiwań wobec ciebie?

5. Zatruwanie złością

Dla biernego agresora nie ma większej przyjemności niż oglądanie, jak puszczają ci nerwy. W końcu wyrażasz za niego złość, której nie umie ujawnić, więc karmi się twoją. Wykorzysta każdą broń w swoim arsenale, by doprowadzić cię do wrzenia, po czym zarzuci ci brak kontroli nad sobą i agresywne zachowanie. Może też wykorzystać osoby trzecie, by odegrały jego złość. Na pewno  pamiętacie, jak denerwowaliście się kiedyś na partnera/kolegę/dziecko wujka/mamy/kuzyna/przyjaciółki po usłyszeniu opowieści o tym, jak się zachowuje. Prawdopodobnie sam zainteresowany tej opowieści nie usłyszał.

Niektórzy tylko czekają, aż wybuchniesz. W ten sposób wyrazisz za nich złość.

 .

Bierna agresja to złożony problem. Dotyczy całego systemu relacji, w którego samym środku tkwisz właśnie ty. Proces radzenia sobie z nią warto więc rozpatrzyć przynajmniej na trzech poziomach:

1. Moja bierna agresja

2. Cudza bierna agresja

3. Nasza bierna agresja

Zmiany najlepiej zacząć od siebie, dlatego tym razem zajmiemy się radzeniem sobie z własną ukrytą złością.

 

1. Zaakceptuj złość w swoim życiu

Nie ma złych uczuć. Smutku potrzebujemy tak samo jak radości. Nawet odraza pełni bardzo konkretne funkcje i służy twojemu przetrwaniu. Złość nie jest wyjątkiem. Nieważne jak usilnie ktoś starał się przekonać cię, że to brzydko się złościć, że nie wypada, że nie wolno, nie da się wyłączyć tego uczucia. Potrzebujesz go, a co najważniejsze – masz do niego prawo.

„Mam prawo się złościć!”

Zapisz tę myśl na ozdobnym papierze, opraw w ramki, przyklej na lustrze, monitorze, maselniczce i wózeczku dziecięcym. Powtarzaj ją w głowie tak długo, aż uwierzysz. Jeśli Goebbelsowi udało się w ten sposób przekonać społeczeństwo, tobie uda się z jedną osobą! Zezłość się w końcu porządnie i warknij że wkurwia cię ten burdel w zlewie! Masz do tego prawo.

Zezłość się! To Twoje święte prawo.

2. Zidentyfikuj źródła złości i swoje oczekiwania

Zastanów się, kiedy ostatnio strzeliłaś focha albo rzuciłaś sarkastyczną uwagę. Co takiego się wydarzyło, gdy ostatnim razem zmarszczyłaś brwi, mówiąc „nic” albo „domyśl się”? O jakiej sytuacji plotkowałaś z przyjaciółką? Wyniki swoich przemyśleń zapisz, np. w ten w sposób:

Emocje: Sytuacja: Oczekiwania:
Złość. W zlewie są brudne naczynia. Pusty zlew, zmyte naczynia.
Mega złość!!! Narzeczony flirtuje z moją koleżanką na przyjęciu. Na przyjęciach narzeczony flirtuje tylko ze mną.

 

To proste ćwiczenie pozwoli ci lepiej zorientować się w gąszczu swych nerwów i ułatwi komunikację potrzeb otoczeniu. Wyobraź sobie minę swojego partnera, kiedy zarzuca ci, że nie wiesz czego chcesz, a ty podstawiasz mu tę listę pod nos 🙂

 

3. Reaguj natychmiast

Pierwszego dnia starasz się zignorować brudne skarpetki leżące koło łóżka. Oczywiście przeszkadza ci to i poczułaś wręcz ukłucie w boku na ich widok, ale dasz partnerowi szansę, żeby sam się domyślił, co ci przeszkadza. Drugiego dnia te same skarpetki patrzą na ciebie wyzywająco z tego samego miejsca, a ty zaczynasz zaciskać zęby i rzucać wymowne spojrzenia w ich stronę. Pytana, czy aby na pewno wszystko w porządku, cedzisz „tak” i tym razem jesteś już przekonana, że ten idiota domyśli się, o co chodzi. Trzeciego dnia skarpetki już się rozgościły i nawet zaprosiły koleżanki. Obserwujesz nienawistnie, jak bezczelnie relaksują się i tulą do siebie na twojej podłodze. Z oczu strzelają ci pioruny, kark sztywnieje, przybierasz pozę kobry gotowej do ataku.

– No, zawsze wiedziałam że z ciebie czyścioch, ale żeby aż taki pedant, to nie miałam pojęcia, kochanie.

Na jego twarzy maluje się szok i niezrozumienie. Emocje te znajdują ujście w prostym, męskim „hę?”. Wciąż nic. Ok. Nie mogłaś wyrazić się jaśniej. Jutro na pewno sprzątnie te zafajdane skarpety. Odpuszczasz i zasypiasz, wzburzona, lecz pełna nadziei. Czwartego dnia skarpety urządziły regularną orgię. Jedna na drugiej, trzecia na czwartej, piąta na fotelu, a szósta nie wiadomo gdzie. Wszystkie w lubieżnych pozach  zagarniają twą przestrzeń do życia, a ten bałwan leży sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic. Koniec dobroci. Wybuchasz. Awantura na całego. Atakujesz jego charakter, jego kompletny brak poszanowania dla twoich potrzeb i komfortu, nazywasz go paskudnym brudasem, a on, zamiast cię wysłuchać, zaczyna się bronić, zaprzeczać twoim słowom i twierdzić że nad sobą nie panujesz i wybuchasz bez powodu. 

Zwlekanie z ujawnieniem problemu nie tylko gwarantuje masę stresu, ale obniża również szansę na jego rozwiązanie. Gdy rozładowujesz całą nagromadzoną złość naraz, druga strona nie usłyszy, o co właściwie chodzi, bo poczuje się zaatakowana i skupi się na obronie. Efektem będzie jeszcze więcej stresu i wzajemne niezrozumienie. Dyskomfort należy ujawnić natychmiast, kiedy jest jeszcze tylko malutkim ukłuciem w boku. Wtedy dużo łatwiej się nim zająć i tobie i drugiej osobie. Jest duża różnica między „Ty parszywy brudasie, w ogóle o mnie nie dbasz”, a „Denerwują mnie skarpetki leżące na podłodze”. W codziennej bieganinie nie zdążysz ujawnić wszystkiego, co cię razi. Czasem zwyczajnie nie będziesz mieć na to siły, a czasem bezmyślnie wpadniesz w schemat ukrywania złości. Wtedy możesz poratować się zapisaniem problemu i swoich uczuć. Myśl ucieknie z głowy na papier, zabierając ze sobą trochę napięcia i zwiększając szansę na to, że ujawnisz problem w dogodnej chwili.

4. Ćwicz asertywność

Nie wyrażając złości i sprzeciwu otwarcie, nie uczysz się języka ani zdolności potrzebnych do ich wyrażania. Po prostu nie wiesz jak powiedzieć „nie”. Spokojnie, tego można się nauczyć. Wystarczy przyłożyć się do treningu asertywności. Asertywność jest zbiorem konkretnych umiejętności umożliwiających uprzejme, dyplomatyczne i stanowcze wyrażanie swoich uczuć, potrzeb oraz opinii.

Jej podstawą jest komunikat „ja”, czyli nie mówimy „TY nabrudziłeś”, tylko „przeszkadza MI, że koło łóżka leżą skarpetki”. Jak widać, unikamy ogólników, a skupiamy się na jak najdokładniejszym opisie faktów. „Brudno” to opinia. „Na podłodze leżą skarpetki” to smutny fakt.

Nie jest łatwo tak nagle zacząć komunikować się inaczej niż dotychczas, więc najlepiej zacznij od czegoś małego. Poćwicz wypowiadanie zdania „To rani moje uczucia”. Temat asertywności na pewno jeszcze nieraz zagości na tym blogu, ale jeśli nie możesz czekać, rozejrzyj się za literaturą na ten temat, albo jeszcze lepiej, popytaj o warsztaty z asertywności prowadzone w Twoim mieście.

5. Rozważ psychoterapię

Zachowania biernie-agresywne kształtują się od urodzenia i są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Samą świadomością i siłą woli nie zrzucisz z barków tego ciężaru. Wizyta u wykwalifikowanego specjalisty pomoże przyjrzeć ci się destrukcyjnym schematom, które przewijają się w historii twoich relacji i dotrzeć do ich źródeł. Terapeuta stworzy dla ciebie bezpieczną przestrzeń, w której przepracujesz bolesne wspomnienia z dzieciństwa i wykształcisz bardziej funkcjonalne sposoby komunikacji.

 

Wprowadzenie tych porad w życie nie rozwiąże twojego problemu od razu. Pewnych rzeczy uczymy się przez całe życie, więc nie warto oczekiwać cudów w kwestii prędkości ich oduczania. Na początku nie będzie idealnie i nieraz, mimo najlepszych chęci, zachowasz się biernie agresywnie. Zwracaj na to uwagę, ale nie poświęcaj temu więcej emocji, niż to potrzebne. Nie od razu Rzym zbudowano, nie od razu złość wyrażono otwarcie. Ważne by uparcie, pomalutku dążyć do pozytywnej zmiany. Masz gwarancję studenta psychologii, że stosując się do tych porad, osiągniesz progres i uwolnisz się od części napięć uprzykrzających twój żywot.

W następnym artykule opiszę metody obrony przed cudzą bierną agresją oraz sposoby na usprawnienie relacji dotkniętej tym problemem.

Autorem powyższego artykułu jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Zaprosiłam mego lubego do współpracy, gdyż jego wiedza na temat ludzkiej psychiki znacznie przewyższa moją 😉 Jeśli tekst się podobał, dajcie lajka [tutaj]. Komentarze też są bardzo mile widziane 🙂

 

Źródła:

Martin Kantor, Passive Aggression – A Guide for the Therapist, the Patient and the Victim

Tim Murphy, Loriann Hoff Oberlin, Overcoming Passive-Aggression: How to Stop Hidden Anger from Spoiling Your Relationships, Career and Happiness

Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja

Niespodziewane przyjęcie w mieszkaniu znajomych. Ty mimo braku czasu pięknie się wystroiłaś. Twój partner zdążył tylko narzucić marynarkę na codzienne ciuchy.
Jest zabawnie. Ludzie wymieniają się anegdotami, zawierają nowe znajomości, niektórzy nawet tańczą. W pewnym momencie ktoś chwali Twoją kreację:

– Wow! Wyglądasz dziś naprawdę odlotowo!
Twój partner dodaje od siebie:
– No, naprawdę super! Zupełnie jak nie ty…
Przeciąga ostatnie słowa z sarkastycznym uśmiechem, patrząc Ci w oczy.

 

Wracasz do domu. Od razu kierujesz wzrok na półeczkę na buty. Mąż jest w domu, butów nie ma na półeczce, czyli znajdują się… Oczywiście, że na podłodze koło półki! A przecież mówiłaś tysiąc razy, żeby odkładał te cholerne buty na tę cholerną półeczkę! Właśnie wychodzi z pokoju, by się z Tobą przywitać. Pyta, czy wszystko w porządku. Nie dajesz nic po sobie poznać. Przewracasz oczami, zaciskasz usta i rzucasz krótkie „tak”, po czym znikasz w łazience. Powinien się domyślić!

 

Poprosiłeś współpracownika o wysłanie maila do ważnego klienta. Na początku był niechętny, ale w końcu się zgodził. Czekałeś na odpowiedź na tyle długo, że zacząłeś się niepokoić. Zapytałeś go, czy na pewno wysłał tę wiadomość. Potwierdził. Coś ci jednak nie pasowało, więc postanowiłeś trochę go przycisnąć. Sprawdziliście folder „wysłane” w jego skrzynce. Rzeczywiście, wysłał, tylko do innego klienta. Zezłościłeś się i powiedziałeś mu o tym. W odpowiedzi usłyszałeś:

– No co ty, zwykła ludzka pomyłka. Przesadzasz! W ogóle nad sobą nie panujesz!…

 

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie co łączy te historie, poradź się swoich emocji. Czujesz napięcie karku, ciepło na twarzy i przyspieszone bicie serca? Zgadłeś, chodzi o złość.  Bardzo specyficzny rodzaj złości, wyrażonej nie wprost, lecz naokoło. To złość skrywana za maską uśmiechu, atakująca znienacka, próbująca skryć swą tożsamość przed swymi ofiarami i sobą samą. Jej imię to bierna agresja.

Otwartą agresję bardzo łatwo rozpoznać: jest jak wyciągnięcie miecza i przygotowanie się do pojedynku. Bierna przypomina przyjacielskie klepanie po plecach połączone z wbijaniem w nie sztyletów.

Ale o co w ogóle chodzi tym ludziom? Czy nie mogą po prostu powiedzieć, co im nie pasuje? No właśnie nie mogą i kryją się za tym lata powtarzanych, ciężkich doświadczeń. Zachowania biernie-agresywne rozwijają się w sytuacjach, w których otwarty konflikt i otwarte wyrażanie siebie są uniemożliwione lub karane. Ludzie zachowujący się w ten sposób naprawdę nie mogli mówić otwarcie o swoim niezadowoleniu. I o ile nie uświadomią sobie swojego problemu, będzie on przez cały czas wpływał na ich relacje z otoczeniem, powodując wiele smutku i ciągłych wyrzutów.

Życie z bierną agresją jest cholernie napięte. Zarówno osoby mające z tym problem, jak i osoby przebywające w otoczeniu biernie agresywnych, cierpią z powodu chronicznego stresu. Spróbuj wyobrazić sobie, że nie możesz nikomu powiedzieć, że coś ci nie odpowiada. Że z czymś jest ci źle. Że nie chcesz czegoś robić. Nie możesz też pokazać złości, smutku, niezadowolenia. W każdym momencie jesteś narażony na konieczność robienia czegoś, z czym się nie zgadzasz, a Twoje sposoby okazywania niezadowolenia, na przykład sarkastyczne uwagi, spotykają się z niechęcią i niezrozumieniem. Teraz spróbuj sobie wyobrazić życie z taką osobą. Nigdy nie wiesz, czy zrobi to, o co ją prosisz. Nigdy nie dowiesz się, z której strony i w którym momencie nadejdzie atak. Nigdy nie powie ci otwarcie o co chodzi i ciągle musisz domyślać się, co tym razem zrobiłeś nie tak.

Brzmi znajomo? Jeśli do tej pory bagatelizowałeś takie zachowania, proponuję przyjrzeć im się raz jeszcze. Są one silnie związane z chronicznym stresem i mogą pogarszać twój stan zdrowia, a nawet przyczynić się do powstania choroby! Nauka dostarcza coraz to nowych badań na ten temat. Wiemy już, że przedłużająca się ekspozycja na stres może zwiększać ryzyko chorób autoimmunologicznych. Co więcej, mechanizm za to odpowiedzialny pojawia się wyraźniej u kobiet. A to właśnie panie częściej cierpią na choroby autoimmunologiczne (78% wszystkich chorych)! Częściej są też biernie agresywne. Dzieje się tak zapewne dlatego, że są mniejsze i otwarty konflikt z, powiedzmy, pijanym mężem, mógłby skończyć się drastycznie. Wiemy też, że skumulowany stres z dzieciństwa zwiększa ryzyko hospitalizacji ze zdiagnozowaną chorobą autoimmunologiczną w wieku dorosłym. Podczas obserwacji klinicznych zauważono, iż powtarzające się, stresujące wydarzenia często poprzedzały rzuty chorób autoimmunologicznych dotykających układu hormonalnego.

Pamiętaj, że ukrywana złość działa jak trucizna przeznaczona dla kogoś innego, którą wypijasz Ty. To Ty dźwigasz ten ciężar i to Ciebie on atakuje. Kto wie, może gdy robi się tak wystarczająco długo, ciało bierze przykład z emocji i zaczyna atakować samo siebie?… Niewyrażanie uczuć niesie ze sobą tragiczne konsekwencje. A jeśli już jesteśmy chorzy, może znacznie pogorszyć nasz stan.

Przyczyny biernej agresji

Jeśli czujesz, że zachowania bierno-agresywne mogą być i twoim problemem, zachęcam do bacznego przyjrzenia się im. Zacznijmy od analizy przyczyn, które oczywiście kryją się w dzieciństwie. Te najbardziej wyraziste to:

1. Problemy z poczuciem kontroli

Wyobraź sobie małego Bartusia, któremu mama kupiła do szkoły prześliczną kurtkę w misie. Według niego jest paskudna i babska. Mówi więc, zły:

 – Nie chcę tego nosić!

Mama odpowiada:

 – Nie będziesz tak do mnie mówił i będziesz nosił to, co ci każę! – po czym zakłada mu kurtkę siłą i wysyła go do szkoły. Bartuś właśnie nauczył się, że otwarte wyrażanie niezadowolenia jest z góry skazane na niepowodzenie. Prawdopodobnie któregoś dnia kurtka „przypadkiem” podrze się na szkolnym murku.

2. Brak umiejętności otwartego wyrażania emocji

Dzieci widzą, co robią ich rodzice. Widzą więcej, niż myślimy, a co gorsze, chłoną wszystko jak gąbka. Obrazek z życia – mama nie lubi sprzątać, . Chodzi cały dzień napięta, wzdycha, złorzeczy pod nosem, kiedy wyciera kurze, a gdy ktoś ją zapyta, czy coś jest nie tak, odpowiada:

– Nie, nie, wszystko w porządku…  –  po czym znowu wzdycha i wywraca oczami.

W końcu ojciec nie wytrzymuje i mówi żonie, żeby przestała sprzątać, on dokończy. Ona wzdycha jeszcze raz i rzecze :

– No dobrze, skoro nalegasz…

Sprawę pewnie załatwiłoby „Nie lubię sprzątać, denerwuje mnie to. Potrzebuję pomocy”. Niestety, dziecko nauczyło się czegoś zupełnie odwrotnego. Wyrażania emocji pośrednio, w zawoalowany sposób. Nauczyło się też, że inni powinni domyślać się jego potrzeb.

Co robisz / co naprawdę masz ochotę zrobić

3. Zakaz wyrażania pewnych uczuć

Mała Gosia miała ciężki dzień w przedszkolu. Koleżanka nadepnęła na jej ulubioną zabawkę. Na obiad była paskudna wątróbka, której nie chciała jeść, za co pani posłała ją do kąta. Musiała w dodatku czekać pół godziny dłużej niż zwykle, aż mama po nią przyjedzie. Zrozumiałe więc, że gdy mama w końcu przyjechała, Gosia spojrzała na nią ze wściekłością, tupnęła nóżką i głośno powiedziała:

 –  Dlaczego jesteś tak późno? Siedziałam tu sama, nudziłam się i jestem wściekła!

Mama zaczerwieniła się, nabrała powietrza i odpowiedziała równie wściekła:

– Jak śmiesz mówić tak do własnej matki, niewdzięczna smarkulo?! Nikt cię nie uczył, że dziewczynki się tak nie zachowują?! Masz zachowywać się tak, jak przystoi młodej damie, a za ten wybryk pójdziesz dzisiaj spać bez kolacji.  Zasłużyłaś na to!

Tak właśnie uczy się dzieci, że pewne emocje są złe i nie wolno im ich wyrażać. Poprzez karę i potępienie. Gosia nie przestanie się złościć, bo nie da się w człowieku wyłączyć żadnego uczucia. Po prostu zacznie to ukrywać.

 

Po tak intensywnym treningu dzieciaki wyrosną na prawdziwych „ekspertów” od pośredniego wyrażania wrogości. Poniżej przedstawiam wybrane zachowania, którymi będą dręczyć siebie i innych. Jest ich oczywiście o wiele więcej, ale by opisać wszystkie, trzeba by stworzyć co najmniej kilka artykułów na ten temat.

Wybrane przejawy biernej agresji

1. Odcięcie komunikacji

Jeden z dwóch składników popularnego focha. Ktoś przestaje się do ciebie odzywać. Siedzi i milczy, a pytany o co chodzi, milczy dalej i jeszcze bardziej zawzięcie. Koleżanka przestaje dzwonić, mamusia nie odbiera telefonów, kolega przestaje zapraszać cię na imprezy, współpracownik nie informuje cię o spotkaniu pracowników.

2. Odcięcie afektu

Drugi składnik focha. Bliska ci osoba nagle staje się oziębła. Znikają uśmiechy, zostaje tylko zbolała, ewentualnie zawiedziona mina. Możesz zapomnieć o miłych słowach albo ciepłym dotyku. Przytulisz się, co najwyżej, do kota.

3. Sarkazm

– Kochanie, pójdziemy do kina na tę nową komedię romantyczną?

– O, bardzo chętnie, wprost uwielbiam komedie romantyczne.

Kolejny sposób na zamaskowanie swojego niezadowolenia. Trujący i nieuchwytny, ciężko się z nim skonfrontować, bo używający sarkazmu zawsze może ci zarzucić brak poczucia humoru albo nadwrażliwość. Dla osoby postronnej może brzmieć niewinnie, ale ciebie przecież boli. Niektórzy twierdzą, że ta umiejętność to oznaka inteligencji. Ja twierdzę, że to nieumiejętność otwartego wyrażania emocji.

Tak, hm, to szalenie interesujące co mówisz…

4. Plotkowanie, angażowanie osób trzecich

Kiedy nie potrafimy powiedzieć drugiej osobie wprost, że coś jest nie tak, rozładowujemy napięcie, mówiąc o problemie każdemu naokoło. Ile te biedne mamy nasłuchały się o swoich okropnych zięciach, ile córki o tym jaki tatuś jest podły, ile te biedne przyjaciółki o koszmarnych chłopakach, a ile kumple od kielicha o tych wstrętnych babach? Problemu to raczej nie rozwiąże, a tylko psuje opinie zainteresowanego, który często nawet nie wie, że  w związku są jakieś trudności.

5. Prokrastynacja

Chce, ale nie może. Próbuje się za to zabrać, tylko ciągle ma tysiąc spraw na głowie. Zrealizowanie  zadania zostaje odwleczone na ostatnią chwilę, przez co obniża się jakość wykonania. Zlew cieknie już dwa tygodnie, a po prędkiej naprawie psuje się po dwóch dniach. Zakup biletów na wakacje jest odwlekany aż do czerwca, kiedy to niespodziewanie się okazuje, że podrożały i nie stać was już na wymarzony wyjazd. To oczywiście wszystko twoja wina, bo masz wygórowane wymagania i nie rozumiesz, że zdarzają się wypadki losowe. Bardzo przebiegła i trudna w wykryciu manipulacja, bo okazanie niezadowolenia rozwleka się w czasie.

.

Warto pamiętać, że bierna agresja nigdy nie jest problemem wyłącznie jednej ze stron. Dlatego nie próbuj obarczać winą partnera, ale też nie bierz całej odpowiedzialności na swoje barki. Wspólne działanie pozwoli Wam łatwiej i skuteczniej uporać się z zachowaniami biernie-agresywnymi oraz przestać się wzajemnie ranić.

Zachęcam Was, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, do zwrócenia bacznej uwagi na bierną agresję. Dajcie znać, czy któreś z opisanych problemów i zachowań pojawiają się w Waszym życiu. A nuż okaże się, że zwęszyliśmy niezły trop i Wasze fochy lub fochy partnera mają jasną przyczynę.

Jeśli temat Was zainteresował, kontynuację artykułu znajdziecie [tutaj].

 

Autorem powyższego artykułu jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Ja tym razem posłużyłam tylko jako edytor 😉 Uznałam, że Pan Jaskiniowy w bardziej fachowy niż ja sposób opowie Wam o biernej agresji. Jeśli macie pytania do poruszonego dziś zagadnienia lub jakiekolwiek uwagi – zachęcam do zostawienia komentarza 🙂

Źródła:

http://www.karger.com/Article/Abstract/181094

http://nocamels.com/2013/05/lets-relax-researchers-show-stress-leads-to-increase-in-autoimmune-diseases/

http://www.medicinenet.com/script/main/art.asp?articlekey=60918

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19188532

http://www.news-medical.net/news/20150102/Stress-can-trigger-diabetes-depression-and-other-autoimmune-diseases.aspx

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2527069/

Ulecz ducha, ulecz ciało!

Kiedy choroba Hashimoto zaczęła dawać mi się we znaki, postanowiłam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by uleczyć niedomagające ciało. Byłam przekonana, że to właśnie w nim tkwi rozwiązanie i wystarczy naprawić tarczycę, nadnercza oraz dostarczyć mu odpowiednich składników odżywczych, a wszystko będzie dobrze. Zapomniałam jednak o jednym. O psychice.

Od zawsze fascynowały mnie zagadnienia z dziedziny psychologii oraz duchowości. Na początku studiów czytałam na ten temat naprawdę dużo. Pragnęłam zrozumieć nie tylko motywy swojego zachowania, ale też pobudki innych. Przez moje ręce przewinęły się między innymi książki Osho, Anthony’ego de Mello, Neale’a Walscha, Louise Hay… Dzięki tym pozycjom urosła we mnie wiara, że we Wszechświecie istnieje porządek i ład. W pewnym momencie zaprzestałam jednak czytania lektur o tej tematyce: zajęłam się pracą licencjacką oraz magisterską, zaś później podjęłam pracę, która wiązała się z dużym stresem… Wkrótce potem zaczęłam chorować. Straciłam wiarę i motywację, a moja psychika podupadła.

Dieta i suplementy – to nie wszystko!

Kiedy przeżywałam rzut Hashimoto, skupiłam się na leczeniu ciała. Zbadałam się gruntownie, martwiąc się każdym złym wynikiem. Następnie wyrzuciłam z diety wszystko, co potencjalnie mogło mi zaszkodzić, a więc nie tylko gluten i nabiał, ale też pozostałe ziarna, jajka, orzechy, strączki… Na początku obsesyjnie szukałam informacji na temat szkodliwości spożywanych przeze mnie pokarmów. Później, na szczęście, przyjęłam trochę zdrowsze podejście – w przeciwnym razie chyba w ogóle przestałabym jeść, bo wszystko potencjalnie może niszczyć mi tarczycę! Do tego zdecydowałam się na kilka suplementów (np. witaminę D). Było trochę lepiej, ale nie rewelacyjnie. Eksperymentowałam z dietą, ale czegoś wciąż mi brakowało.

Takie podejście to największa pułapka, w jaką łatwo wpaść, gdy staramy się stanąć na nogi. Możemy godzinami czytać o dietach, o mutacjach genetycznych, o tym, jak witaminy i pierwiastki wzajemnie się uzupełniają (lub sobie przeszkadzają)… Ale na dłuższą metę to nas nie uleczy, a sprawi, że będziemy budować przed sobą kolejne przeszkody w dojściu do zdrowia. Musimy pamiętać, że myśl tworzy rzeczywistość. Nadmiar informacji wzbudza w nas ciągły lęk, który niszczy ciało.

Myśl tworzy rzeczywistość

Czy zastanawiało Was kiedyś, dlaczego jedną jednostkę chorobową można przeżywać na tak wiele sposobów? Doskonałym tego przykładem jest choroba Hashimoto: wielu pacjentów praktycznie nie ma żadnych jej objawów, zaś inni cierpią niemiłosiernie z powodu depresji, chorób jelit, bólu stawów… Jak to możliwe? Dlaczego niektórzy muszą stosować specjalne diety, wykluczyć nabiał, gluten i inne pokarmy, zaś inni czują się wspaniale? A co, jeśli odpowiedzą jest… Myśl?

Czyżby podejście do choroby miało większe znaczenie niż sama choroba?…

Wiem, że kiedy nas boli i jest nam smutno, trudno skupić się na czymś, co nie tyczyłoby się zdrowia. Jednak ciągłe myślenie o chorobie jedynie nas w niej utwierdza! Wyobraź sobie, że godzinami przekazujesz swojemu ciału myśl „jestem chora, źle się czuję, świat jest straszny”… Nietrudno przewidzieć, jaka będzie reakcja: stres i jeszcze gorsze samopoczucie! I, o zgrozo, rzeczywiście będziesz chora, zaczniesz się źle czuć, a świat stanie się straszny!

Bóle z przeszłości – bóle w teraźniejszości

Ostatnio natknęłam się na informację, że nasza podświadomość najpełniej kształtuje się do czwartego roku życia. Co to oznacza? Ano to, że na nasze życie wpływają zdarzenia i przeżycia, których nawet nie pamiętamy!

Zakładam, że większość z nas miała trudne dzieciństwo. A jakby tego było mało, części przeżytych trudności nawet nie jesteśmy świadomi! Kiedy dorośniemy, nieprzepracowane lęki i problemy z dzieciństwa mogą wywierać na nas tak silny wpływ, że pojawi się choroba. To bardzo prosty mechanizm: jeśli w dzieciństwie czułeś się niekochany, niedoceniany i źle traktowany, przez kolejne lata będą ciągnąć się za Tobą problemy spowodowane niskim poczuciem własnej wartości oraz brakiem motywacji do działania. Do tego rodzice mogli przekazać ci niechęć, a nawet pogardę do własnego ciała. Taka mieszanka emocji i przeżyć praktycznie gwarantuje chorobę.

Mimo to nawet niełatwe dzieciństwo nie zamyka Ci drogi do zdrowia. Zawsze jest nadzieja! Gdy już zachorowaliśmy, należy wyjść poza chorobę i znaleźć jej możliwe źródła.

Szukaj pozytywów

Na początku bardzo trudno wyjść z pułapki zamartwiania się. To naprawdę wstrętny nałóg! Na szczęście istnieje mnóstwo technik, które pomogą nam przezwyciężyć marazm. Zdaniem Dale’a Carnegie 90% naszego życia składa się z rzeczy dobrych, a tylko 10% ze złych! Dlatego zachęcam Cię, byś na kartce wypisał obiektywnie pozytywy i negatywy, których w życiu doświadczasz. Może się okazać, że dobro jednak przeważa!

Zobaczenie jasnych stron życia to pierwszy krok w wygraniu z chorobą. Później będzie już tylko lepiej.

Zamiast się zamartwiać – działaj!

To, jak będziemy się czuli, zależy przede wszystkim od nas. Lekarz, owszem, może zapisać tabletki, jednak ich działanie można znacznie wzmocnić wiarą i optymizmem! Leczenie farmakologiczne, dieta oraz suplementy muszą zostać połączone z uzdrawianiem naszej psychiki. Co zatem robić?

1. Rozważ psychoterapię

Dobrze poprowadzona psychoterapia może pomóc nam w uporaniu się z demonami przeszłości. Wsparcie specjalisty znacznie przyspieszy proces dochodzenia do zdrowia.

2. Czytaj, czytaj, czytaj…

Na rynku znajdziemy mnóstwo publikacji, dzięki którym możemy zrozumieć motywy naszego postępowania i stawić czoło trudniej przeszłości. Zamiast patrzeć na wieczorny dziennik pełen krwi i przemocy, sięgnij po książkę przywracającą nadzieję i emanującą optymizmem! Poniżej podaję kilka pozycji, które niezwykle mi pomogły. Oczywiście nie mogę zagwarantować, że przemówią także do Ciebie – jednak warto dać im szansę. Przypominam też, że trzy z poniżej wymienionych książek możecie wygrać w organizowanym przeze mnie konkursie „Szczęśliwi mimo choroby” [szczegóły przeczytacie tutaj].

1. Louise Hay: „Możesz odmienić swoje życie

2. Dale Carnegie: „Jak przestać się martwić i zacząć żyć

3. Susan Forward: „Toksyczni rodzice”

4. Anthony de Mello: „Śpiew ptaka”; „Modlitwa Żaby”, „Przebudzenie”

5. Bernie S. Siegel: „Miłość, medycyna i cuda

6. Eckhart Tolle: „Potęga teraźniejszości”

 

3. Wykorzystaj Youtube i inne źródła

Dzięki Internetowi możemy dzielić się ideami szybciej i skuteczniej niż kiedykolwiek w historii. Youtube umożliwia poznanie setek fascynujących i motywujących historii. Mogę polecić Wam kilka ciekawych nagrań – ale oczywiście zachęcam do dalszych poszukiwań. Jeśli znacie inne wideo godne uwagi – podzielcie się nimi w komentarzach 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=0UZ02pB3ZJM

https://www.youtube.com/watch?v=NGH_0-G_wQA

https://www.youtube.com/watch?v=3KvMqOgpUaw

https://www.youtube.com/watch?v=7VG5LPxWRG4

I jeszcze jedno wideo z TED-a. Są napisy po polsku. Coś wspaniałego! Kliknijcie [tutaj].

4. Poznawaj ludzi

Miej uszy i oczy szeroko otwarte! W każdej chwili możesz poznać niezwykłego człowieka, który może zmienić Twoje życie. Jak? Wystarczy uśmiech i serdeczne podejście!
Być może część z Was nie uwierzy, ale nawet prozaiczne sytuacje mogą wzbudzić w nas nadzieję i chęć do życia. Uwielbiam uśmiechać się do ekspedientów i sprzedawców – praktycznie zawsze odpowiadają mi tym samym! A ostatnio poznałam niezwykłą panią, która stworzyła śliczny sklep – trochę w nim rzeczy używanych, trochę nowych, a nawet trochę jej własnych dzieł. Okazało się, że wiele nas łączy, chociażby zainteresowanie szydełkowaniem i decoupagem! Ponad trzydzieści minut rozmowy bardzo pozytywnie nastroiło mnie na resztę dnia 🙂

Bądźmy otwarci na ludzi i uważnie ich słuchajmy. Kontakt z innym człowiekiem ma właściwości kojące!

5. Zastanów się, komu możesz pomóc

Czasem tak bardzo skupiamy się na własnym cierpieniu, że zapominamy o niedostatkach bliźniego. Może znasz kogoś, kto potrzebuje twojego wsparcia? Nie wahaj się! Pomagając innym, pomagamy sobie.

 

Co jakiś czas będę opisywać, jak uzdrowić poszczególne aspekty życia. Być może skorzystacie z moich doświadczeń 🙂 A tymczasem:

Trzymajcie się zdrowo!

 

P.S. Jeśli ktoś z Łodzi chciałby odwiedzić przemiły sklep, o którym wspomniałam, zerknijcie [tutaj]. Zas mój facebook znajduje się [tutaj].