Protokół autoimmunologiczny – poradnik dla początkujących

Ilość pacjentów, u których diagnozuje się celiakię, reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń czy przede wszystkim Hashimoto, rośnie lawinowo. Choroby autoimmunologiczne wciąż stanowią zagadkę dla lekarzy: o ich przyczynach i przebiegu wiadomo całkiem dużo, lecz mimo to leczenie często okazuje się nieskuteczne. Dlatego coraz szersze grono specjalistów proponuje alternatywne spojrzenie na schorzenia z tej grupy: wierzą oni, że dzięki odpowiedniej diecie, suplementacji i zmianom w trybie życia pacjenta można znacząco poprawić jego stan, a nawet osiągnąć remisję. Czy rzeczywiście jest to możliwe?

Protokół autoimmunologiczny to dieta, której założenia najpełniej opracowała dr Sarah Ballantyne. Kuracja polega na wykluczeniu na okres co najmniej miesiąca pokarmów, które mogą wywoływać reakcję naszego układu odpornościowego, takich jak: wszystkie ziarna, nabiał, orzechy i pestki, rośliny psiankowate… (więcej szczegółów tutaj). Po tym czasie próbujemy po kolei wprowadzać wykluczone produkty i bacznie obserwujemy reakcje naszego organizmu po ich spożyciu (źródło). Oczywiście dieta ta wzbudza wiele kontrowersji i wątpliwości. Bazując na moich doświadczeniach w dzisiejszym artykule spróbuję rozwiać niektóre z nich.

1. Czy każda osoba cierpiąca na którąś z chorób autoimmunologicznych powinna przejść  na protokół?

Nie, oczywiście. Decyzja o rozpoczęciu diety to kwestia indywidualna. Moim zdaniem protokół to rozwiązanie ostateczne, które powinno zostać wdrożone, gdy wszystko inne zawiodło. U części chorych samo odrzucenie glutenu i nabiału wystarcza, by odczuć znaczącą poprawę i uciekanie się do protokołu nie jest konieczne… Najlepiej oczywiście kierować się zaleceniami lekarza i dietetyka, którzy zadecydują, czy protokół jest niezbędny w naszym wypadku.

2. Czy protokół autoimmunologiczny to jedyna opcja dla chorych?

Nie. Istnieje wiele diet, które mogą znacząco poprawić stan chorego. Mimo pewnych różnic, wszystkie zakładają eliminację produktów przetworzonych, rafinowanych i pełnych konserwantów. Ponadto zaleca się unikanie glutenu, nabiału i najczęściej zbóż. Przykładami diet, które mogą pomóc w przypadku chorób autoimmunologicznych oraz wielu innych schorzeń (np. cukrzycy) są:

W wielu wypadkach protokół jest w stanie zdziałać cuda. Czasem jednak organizm potrzebuje innego podejścia dietetycznego… Niejednokrotnie czytałam opowieści pacjentów, którym protokół autoimmunologiczny nie pomógł i którym ulgę przyniosła dopiero Dieta dr Dąbrowskiej. Należy także pamiętać, że wiedza na temat chorób autoimmunologicznych nieustannie ewoluuje, pojawiają się kolejne odkrycia, pozwalające na tworzenie coraz trafniejszych zaleceń dla pacjentów.

3. Kiedy zdecydować się na protokół autoimmunologiczny?

Osoby cierpiące na Hashimoto lub inne schorzenia z autoagresji najczęściej decydują się na zmianę sposobu odżywiania, gdy konwencjonalne leczenie nie pomaga. Jeśli wciąż czujesz się osłabiony, niewyspany, cierpisz na problemy trawienne i gnębią Cię depresyjne myśli – protokół może być dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem. Od czego jednak zacząć?

Idealne wydawałoby się wykonanie na początek testu na nietolerancje pokarmowe i dostosowanie diety do jej wyników. Wiem, że takie testy wzbudzają wiele kontrowersji i część specjalistów podważa ich wiarygodność. Doświadczenia pacjentów również znacząco się różnią: u części osób otrzymane wyniki potwierdzają reakcje zaobserwowane wcześniej, zaś u innych taki test nie wykazuje niemal żadnych nietolerancji. Jeśli z jakiegoś powodu chciałbyś uniknąć poddania się takiemu badaniu, warto pamiętać, że dla większości pacjentów najbardziej problematyczne okazują się gluten i nabiał, trochę rzadziej jajka, zboża bezglutenowe, soja czy owoce morza.

Zanim jednak zdecydujesz się na na jakąkolwiek interwencję dietetyczną, koniecznie wykonaj badania, które pozwolą odpowiednio zaplanować dietę. Będą to więc: morfologia, krzywa cukrowa i insulinowa (pomaga wykryć insulinooporność i cukrzycę), badania ferrytyny, żelaza, witaminy D (metabolit 25 OH), witaminy B12, trójki tarczycowej (tsh, ft3, ft4)… Warto też przebadać się pod kątem występowania pasożytów i bakterii, np. lamblii, glisty ludzkiej czy yersinii. Dla części chorych wskazane byłoby także wykonanie badań w kierunku celiakii.

Gdy już otrzymamy wyniki, może się okazać, że przyczyna naszego złego samopoczucia leży na przykład w insulinooporności lub niedoborze witaminy D (co najczęściej oznacza także niedostatki magnezu) i zastosowanie diety tak rygorystycznej jak protokół autoimmunologiczny nie będzie konieczne.

Korzystajmy ze słońca ile się da 🙂 Chociaż pamiętajmy, że niestety u niektórych pacjentów to za mało i nawet po wakacjach notują oni niedobory witaminy D.

4. Czy protokół można stosować bez konsultacji z lekarzem lub dietetykiem?

Teoretycznie tak. Istnieje bardzo dużo wartościowych źródeł w języku angielskim, które pomagają prawidłowo zorganizować ten model żywienia. Należy jednak pamiętać, że zawsze niesie to ze sobą pewne ryzyko, gdyż, jakby nie patrzeć, eksperymentujemy z własnym ciałem i zdrowiem. Trzeba spędzić wiele naprawdę długich godzin na gromadzeniu informacji, by sobie nie zaszkodzić. Kiedy ja przeprowadzałam protokół, wiedza na jego temat dopiero raczkowała w naszym kraju i trudno było znaleźć specjalistę, u którego można by dokonać konsultacji. Dziś na szczęście łatwo znaleźć wielu wspaniałych dietetyków i lekarzy, potrafiących dostosować protokół do naszych potrzeb i zlecających odpowiednie badania. Ich nazwiska znajdziecie [tutaj].

5. Czy protokół to dieta na całe życie?

Nie. Stosujemy go tylko przez pewien okres czasu – najczęściej zalecane są trzy miesiące, ale dietetyk może zadecydować o przedłużeniu diety.

6. Czy rozpoczynając protokół powinno się zrezygnować z dotychczas stosowanego leczenia?

Nie. Nasz organizm potrzebuje czasu na regenerację. Siniaki nie znikają w jeden dzień – stanu zapalnego gnębiącego nasze ciało także nie ugasimy po tygodniu diety. Dlatego nie wolno nam rezygnować z dotychczas stosowanych leków, takich jak na przykład syntetyczny hormon tarczycy. Oczywiście może się okazać, że po pewnym czasie konieczne będzie zmniejszenie dawki lub całkowita rezygnacja z leku, jednak o tym zadecyduje lekarz.

7. Czy możliwe jest przeprowadzenie protokołu bez suplementów diety?

Teoretycznie tak. W założeniu protokół obfituje w wartości odżywcze, które mają wyprowadzić organizm na prostą. Niemniej jednak proces ten najczęściej zajmuje dużo czasu i dlatego odpowiednio dobrana suplementacja może znacząco przyspieszyć regenerację.

Zdecydowanie odradzam samodzielne dobieranie preparatów, oczywiście o ile nie mamy wykształcenia medycznego. Nie chcemy przecież zaburzyć już i tak zaburzonego funkcjonowania organizmu… Nawet zbyt duże dawki witaminy D mogą okazać się szkodliwe [źródło, źródło]. Dlatego w kwestii suplementacji udajmy się do specjalisty, który odpowiednio nas poprowadzi.

Więcej na temat suplementów diety przeczytacie w jednym z moich poprzednich artykułów [tutaj].

8. Jak najlepiej przygotować się do protokołu?

Warto działać stopniowo i po kolei wykluczać problematyczne dla nas pokarmy. Dzięki temu nasze ciało przyzwyczai się do zmiany diety, a i my nauczymy się, czego unikać. Oczywiście będzie to także ulgą dla psychiki – rezygnacja z większości pokarmów spożywanych do tej pory to duże wyzwanie i należy działać powoli, z rozwagą.

Bardzo ważne jest także opracowanie planu posiłków i znalezienie odpowiednich przepisów. Jeśli możesz, spróbuj nawiązać kontakt z okolicznymi rolnikami lub kolektywą spożywczą, by zapewnić sobie dostęp do warzyw i mięsa dobrej jakości.

Przed rozpoczęciem protokołu warto „uzbroić się” w potrzebną wiedzę. Kiedy wiemy, czego unikać, będzie łatwiej nam przeprowadzić dietę. Mały test: pamiętacie, które z produktów pokazanych na zdjęciu są niedozwolone na protokole? 🙂

9. Czy da się pogodzić protokół z życiem zawodowym i rodzinnym?

Może być to trudne, ale dla chcącego nic trudnego 🙂 Oczywiście ta dieta niesie ze sobą konieczność spędzania większej ilości czasu przy przygotowywaniu posiłków, ale przy odpowiednim rozplanowaniu posiłków trzy miesiące upłyną bardzo szybko.

Warto pamiętać, że sukces protokołu zależy w dużej mierze od wsparcia najbliższych. Wyjaśnij rodzinie i przyjaciołom, że ta dieta to dla ciebie ogromna szansa i wierzysz w jej pozytywne działanie. Dlatego nie będzie żadnych wyjątków: ani kawałku tortu na urodzinach babci, ani wypadu na pizzę z przyjaciółmi. Niestety, nasze postanowienie zmiany diety może się spotkać z niezrozumieniem otoczenia. To boli, gdy najbliżsi podważają sens podjętej przez nas decyzji. W takich sytuacjach warto uciąć dyskusję krótkim: „Czułam się bardzo źle, a ta dieta mi pomaga”. Kluczowa jest tutaj asertywność.

10. Czy protokół autoimmunologiczny oznacza tylko zmianę diety?

Protokół (i każda dieta, którą zdecydujemy się zastosować) niesie ze sobą konieczność zmiany stylu życia. Niezwykle ważna jest oczywiście odpowiednia dieta, ale bez zniwelowania innych czynników wzmagających stan zapalny niemożliwy okaże się powrót do zdrowia. Dlatego ograniczmy źródła stresu i zadbajmy o jakość snu. Unikajmy w miarę możliwości toksyn i konserwantów i dokładnie analizujmy składy używanych przez nas kosmetyków. Warto także rozważyć psychoterapię – choroby autoimmunologiczne mogą wiązać się z nierozwiązanymi i nieustannie nas gnębiącymi problemami z przeszłości. Więcej na ten temat przeczytacie [tutaj].

11. Na protokole poczułam się gorzej niż przed nim. Co robię źle?

Podstawowe błędy popełniane na protokole autoimmunologicznym to nadmierne ograniczenie podaży kalorii oraz węglowodanów (co może okazać się problematyczne zwłaszcza u osób cierpiących na niedoczynność tarczycy). Więcej o błędach popełnianych na protokole autoimmunologicznych przeczytacie [tutaj]. Warto także wysłuchać materiału Iwony Wierzbickiej na Youtubie [klik!].

***

Mimo że protokół stanowi skuteczną alternatywę w przypadku chorób autoimmunologicznych, należy pamiętać, iż nie sprawdzi się u każdego pacjenta. Ludzki organizm jest niezwykle złożony, a zdrowie to wypadkowa bardzo wielu czynników… Warto jednak próbować i, co najważniejsze, nie poddawać się! Wiem, że kiedy czujemy się fatalnie i wszystko wokół wydaje się pozbawione nadziei, wiara w powodzenie diety może okazać się zbawienna. 

Nie zapominajmy także, że nasza wiedza o funkcjonowaniu organizmu cały czas się pogłębia. Dlatego najpewniej i zalecenia dla pacjentów cierpiących na choroby autoimmunologiczne będą się zmieniać. Obecnie jednym z najświeższych doniesień jest wspomniana przez Monikę Skuzę (Tłuste Życie) dieta Instytutu Funkcjonalnej Medycyny w USA, która polega na eliminacji zbóż zawierających gluten, kukurydzy, wołowiny i wieprzowiny, owoców morza, soi, pomarańczy, orzeszków ziemnych, przetworzonych cukrów, nabiału oraz jajek. Podobno te zalecenia okazują się skuteczne u 80% pacjentów.

Na chwilę obecną jedno pozostaje pewne: zmiana diety* działa. Jesteśmy tym, co jemy, a także tym, co strawimy i przyswoimy. I cieszę się, że takie spojrzenie na choroby autoimmunologiczne spotyka się z coraz większym zainteresowaniem lekarzy i pacjentów. Oby tak dalej!

*Oczywiście zmiana diety musi być połączona z odpowiednimi modyfikacjami stylu życia.

https://dysk.onet.pl/api/manager/?thumbnail&link=UlTMR&id=112557f9e6c5d808bade51419d1af411&size=FU części pacjentów protokół okaże się skuteczny, inni poczują się rozczarowani. Każdy z nas jest inny i nasze organizmy mogą różnie reagować na te same zalecenia dietetyczne.

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat protokołu i chorób autoimmunologicznych, koniecznie odwiedźcie te strony:

Po przepisy zgodne z dietą paleo i protokołem sięgnijcie do:

Polecam Wam także bardzo wartościowe źródła w języku angielskim:

Jeśli znacie inne ciekawe strony, dajcie znać w komentarzach 🙂

A tymczasem trzymajcie się zdrowo i nie zapomnijcie odwiedzić mnie na Facebooku,

Wasza Ola 

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę 🙂 I oczywiście zachęcam Was do korzystania z usług profesjonalistów – lekarzy i dietetyków. Nigdy nie rezygnujcie też z dokładnych badań!

Zdjęcia pochodzą ze strony www.pexels.com

Protokół autoimmunologiczny… I co dalej?

Protokół autoimmunologiczny to dieta skierowana przede wszystkim do osób cierpiących na choroby z autoagresji. Jej celem jest wyeliminowanie na pewien czas pokarmów, które mogą powodować reakcję układu immunologicznego. Protokół powinien trwać co najmniej miesiąc. Po tym czasie zaleca się wprowadzanie wykluczonych uprzednio produktów i obserwowanie własnych reakcji. W jakiej kolejności należy je jednak wprowadzać?… Zamiast eksperymentować i błądzić, warto posłuchać głosu eksperta. Sarah Ballantyne, doktor biofizyki medycznej, naukowiec i autorka książki „The paleo approach” bardzo dokładnie opisuje, jaką kolejność wprowadzania produktów powinniśmy zachować przy wychodzeniu z protokołu autoimmunologicznego. W dzisiejszym artykule przedstawię Wam jej zalecenia oraz wzbogacę je o własne przemyślenia i doświadczenia. Przy opracowaniu większej części tego tekstu korzystałam z poradnika „The Paleo Approach Quick-Start Guide to Reintroducing Foods” [źródło].

Protokół autoimmunologiczny: na czym polega?

Protokół autoimmunologiczny ma za zadanie postawić Cię na nogi. Dlatego właśnie podstawą tej diety jest wybieranie produktów jak najbogatszych w składniki odżywcze, które sprzyjają regeneracji jelit i mikroflory jelitowej. Ponadto protokół pomaga uregulować poziom hormonów (chociażby dzięki odstawieniu rafinowanego cukru) i sprzyja regeneracji układu odpornościowego. Oczywiście by osiągnąć pozytywne efekty, konieczne jest ścisłe przestrzeganie diety, duża różnorodność pożywienia, a nierzadko i dodatkowa suplementacja. Z tej przyczyny protokół najlepiej przeprowadzać pod okiem dietetyka lub lekarza.

Należy pamiętać, że zalecenia protokołu są oczywiście pewnym uogólnieniem. Część chorych może nie wykazywać reakcji na dany zakazany pokarm, zaś reagować na pożywienie teoretycznie bezpieczne (np. kokos). Dlatego w czasie trwania protokołu niezbędna jest ciągła samoobserwacja. Coraz więcej mówi się także o testach na nietolerancje pokarmowe, które ułatwiłyby dostosowywanie protokołu do indywidualnych potrzeb pacjentów. Nie wolno także zapominać, że rezultaty diety zależą od stopnia uszkodzenia tkanek i ogólnej kondycji chorego. W niektórych przypadkach można osiągnąć tzw. remisję, jednak pełen powrót do zdrowia albo jest mało prawdopodobny, albo wymaga dłuższej ilości czasu.

Trudne początki

Protokół autoimmunologiczny jest dietą bardzo restrykcyjną i dość trudną do przeprowadzenia. Zaleca się na nim eliminację wszystkich pokarmów, które mogą powodować podrażnienia i nieszczelność jelit, zaburzenia równowagi mikroflory jelitowej, stymulowanie układu odpornościowego oraz stany zapalne. Pełną listę produktów zakazanych na protokole znajdziecie [tutaj].

Początki diety są oczywiście niełatwe, niemniej jednak należy pamiętać, że to nie wyrok na całe życie. Po pewnym czasie ponownie wprowadzimy wykluczone produkty, dzięki czemu poznamy odpowiedź na kluczowe pytanie, co i jak na nas działa.

Kiedy ponownie wprowadzać produkty?

Gdy zauważysz pozytywne efekty diety i większość z trapiących Cię dotychczas przykrych symptomów ustąpi, to znak, że Twój układ odpornościowy zaprzestał atakowania samego siebie. Zanim jednak rozpoczniesz ponownie wprowadzać wykluczone produkty, upewnij się, że udało Ci się zapanować nad stresem, śpisz odpowiednią liczbę godzin i spędzasz czas na świeżym powietrzu. Te czynniki mają znaczący wpływ na naszą tolerancję pokarmów.

Jeśli nie przeprowadzasz protokołu pod okiem dietetyka, sam musisz zdecydować, kiedy rozpocząć etap wprowadzania wykluczonych pokarmów. Kieruj się przede wszystkich dobrym samopoczuciem, a nie zachciankami i ciągotami!

Częstotliwość wprowadzania produktów

Wyeliminowane produkty powinno się wprowadzać po kolei co 3-7 dni, by mieć całkowitą pewność, że to właśnie ten konkretny pokarm negatywnie na nas wpływa. Reakcja na niego może się pojawić niemal natychmiast, bo już po godzinie. Czasem jednak niepokojące symptomy stają się widoczne dopiero po kilku dniach! Jeśli nie jesteś pewien działania danego produktu, wyeliminuj go ponownie na kilka tygodni, a w tym czasie spróbuj wprowadzać inne pozycje z listy (znajdziecie ją poniżej). Uwaga! Nie wprowadzaj nowych pokarmów, gdy jesteś przeziębiony, zestresowany lub miałeś ciężki dzień w pracy.

Jeśli wcześniej stwierdzono u Ciebie alergię, skonsultuj się z lekarzem przed ponownym wprowadzeniem produktu Cię uczulającego.

Możliwe objawy nietolerancji pokarmowej

Nietolerancje pokarmowe mogą objawiać się na wiele różnorodnych sposobów. Dlatego w okresie wprowadzania wykluczonego wcześniej pożywienia musisz wykazać się dużą uwagą i być wyczulonym na wszelkie niepokojące objawy, do których należą:

Kolejność wprowadzania produktów

Sarah Ballantyne podzieliła wykluczone uprzednio produkty na cztery grupy w zależności od ich wartości odżywczej oraz stopnia potencjalnej reakcji autoimmunologicznej, którą mogą wywołać (listę znajdziecie poniżej). Gdy rozpoczynamy etap wprowadzania nowych produktów, najpierw po kolei wybieramy produkty z grupy I (poza tymi, na które mamy alergię) i obserwujemy własne reakcje. Nie musimy tolerować wszystkich pokarmów z pierwszego etapu, by przejść dalej. Jeśli jednak większość z nich lub niemal wszystkie wywołują objawy nietolerancji pokarmowej, należy je ponownie wyeliminować oraz zaczekać kilka miesięcy przed rozpoczęciem wprowadzania produktów z grupy II.

Pokarmy z trzeciej i czwartej grupy są dozwolone na diecie paleo czy diecie pierwotnej, jeśli jednak cierpisz na chorobę autoimmunologiczną i nie osiągnąłeś pełnej remisji, oczywiście nie musisz ich wprowadzać. Pamiętaj, że to od Twojej decyzji zależy wprowadzenie każdego z produktów. Poniższa lista to tylko sugestia.

Podobne pokarmy zostały podzielone między dwa lub trzy etapy (np. orzechy, rośliny psiankowate czy nabiał). Jeśli zauważyłeś jakąkolwiek reakcję po ich zjedzeniu, pomiń daną grupę w kolejnym kroku (np. gdy nie tolerujesz ghee, nie wprowadzaj masła, śmietany i innych produktów zaliczanych do nabiału).

Wprowadzanie pokarmów po protokole autoimmunologicznym może być procesem długotrwałym. Mimo to nie warto wykazywać pośpiechu, gdyż zbyt szybkie tempo może na nowo zaognić chorobę autoimmunologiczną.

Jak wprowadzać pokarmy?

Sarah Ballantyne zaleca trzymać się poniższych ośmiu kroków:

1. Wybierz pokarm, który chcesz wprowadzić. Przygotuj się na zjedzenie go dwa lub trzy razy jednego dnia, a następnie na kilkudniową przerwę.

2. Najpierw zjedz pół łyżeczki danego produktu (lub nawet mniej). Odczekaj 15 minut.

3. Jeśli pojawiły się jakiekolwiek niepokojące symptomy, nie jedz więcej. Jeśli nie zaobserwowałeś żadnej reakcji, zjedz kolejną łyżeczkę. Odczekaj kolejne 15 minut*.

4. Jeśli po tym czasie odczułeś coś niepokojącego, nie jedz więcej. W przypadku braku reakcji, zjedz półtorej łyżeczki testowanego pokarmu.

5. Na razie to by było na tyle. Zaczekaj dwie lub trzy godziny, stale się obserwując.

6. Zjedz normalną porcję pokarmu – albo samodzielnie, albo używając go jako dodatku do innego dania.

7. Kolejną porcję zjedz po trzech-siedmiu dniach. W międzyczasie nie wprowadzaj żadnego innego pokarmu. Obserwuj, czy nie pojawiły się żadne z wyżej wymienionych symptomów.

8. Jeśli nie odczułeś żadnych niepokojących reakcji, pokarm może na stałe powrócić do Twojej diety!

* W przypadku alkoholu poprzestajemy tylko na jednej porcji. Upewnij się też, że wybrany napój jest bezglutenowy!

Uwaga! Przy wprowadzaniu pokarmów bardzo przydatne może się okazać prowadzenie dzienniczka, w którym zanotujecie, co i kiedy jedliście i jakie było Wasze samopoczucie po danym posiłku.

Mały kęs na początku testowania nowego produktu w zupełności wystarczy!

Wprowadzanie pokarmów – teoria a praktyka

Protokół autoimmunologiczny do dieta bardzo restrykcyjna i wymagająca. Z tej przyczyny zawsze zalecam przeprowadzać ją pod okiem dietetyka lub lekarza, co jest opcją dla nas najbezpieczniejszą. Specjalista przedstawi Wam także szczegółowe wytyczne i powie, które produkty i w jakim tempie powinniście wprowadzać. Przetłumaczone przeze mnie zalecenia Sary Ballantyne są pewnym ogólnym schematem, który jednak może zostać zmodyfikowany przez lekarza zależnie od potrzeb pacjenta.

Jeśli dzięki protokołowi udało nam się osiągnąć remisję i uciszyć chorobę autoimmunologiczną, bardzo ważne jest, by nie spieszyć się z wprowadzaniem pokarmów. Nadmierny pośpiech może zniweczyć pozytywne efekty, które wypracowaliśmy naszą ciężką pracą.

Warto pamiętać, że wprowadzanie pokarmów może okazać się bardzo stresujące. Protokół to niezwykle trudna dieta pod względem psychicznym – musimy uważać na najmniejsze, nawet śladowe ilości wykluczonych pokarmów, a do tego nasz sposób żywienia wydaje się przerażająco ograniczony, zwłaszcza na początku. Bardzo łatwo popaść we frustrację i przesadę. Ja chociażby zaczęłam bać się wielu produktów, z glutenem i mlekiem na czele. Jeśli z takim nastawieniem rozpoczniemy etap wprowadzania nowych pokarmów, będzie całkiem możliwe, że odczujemy reakcję spowodowaną nie danym posiłkiem, a… stresem i strachem.

Dlatego tak ważne jest pozytywne nastawienie w trakcie trwania każdego z etapów diety. Owszem, wykluczamy ogromną większość produktów, ale tylko na jakiś czas! Nie bójmy się jedzenia i nie uważajmy, że pozycje zakazane na protokole są „złe i szkodliwe”. Dajmy każdemu pokarmowi szansę. Jeśli nasze ciało źle na nie zareaguje – no cóż, trudno, na szczęście istnieją inne rzeczy do jedzenia. Ale przynajmniej zyskamy pewność, że to właśnie ten posiłek nam zaszkodził, a nie stres.

W moim wypadku wprowadzanie produktów szło bardzo powoli, gdyż dyktowana byłam właśnie lękiem. Na masło klarowne skusiłam się po ośmiu miesiącach (smakowało obłędnie!), na pomidory i paprykę po dziewięciu, na orzechy i żółtka jaj po czterech, a na alkohol – po roku. Dzięki protokołowi dowiedziałam się, że rośliny psiankowate w większej ilości wywołują u mnie przeróżne reakcje i dlatego jadam je okazyjnie. Na szczęście większość pokarmów jest przeze mnie dobrze tolerowana, zwłaszcza spożywana w rozsądnych ilościach.

Czy wprowadzanie pokarmów wymienionych w czterech krokach to już koniec? To już zależy od nas samych. Część osób zostaje przy diecie paleo, lecz inne próbują wprowadzić zboża bezglutenowe. Ja na przykład wprowadziłam grykę, proso, ryż i bardzo okazyjnie jadane pseudozboża. Oczywiście można też pokusić się o dalsze eksperymenty – ja chociażby raz skusiłam się na kromkę żytniego chleba, po którym zaczęłam kichać. I pomyśleć, że kiedyś jadałam taki chleb codziennie!

Życzę Wam powodzenia w eksperymentach dietetycznych. Pamiętajmy jednak, że nie zawsze przyniosą one remisję czy pożądane przez nas efekty, jednak w każdym wypadku pozwolą nam dowiedzieć się czegoś więcej o sobie i o funkcjonowaniu własnego ciała. Najważniejsze to wciąż szukać i nigdy nie tracić nadziei na powrócenie do pełni zdrowia i sił 🙂


Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

 Zapraszam na mój facebook [tutaj].

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę   🙂

Dieta w Hashimoto: Tak, tylko która?

Coraz więcej mówi się o znaczeniu diety w chorobie Hashimoto. Tylko jaka to powinna być dieta? Część specjalistów sugeruje odrzucenie glutenu i nabiału, inni zaś polecają styl życia paleo, czyli rezygnację ze wszystkich ziaren. Niektórzy zachwalają wegetarianizm, a są nawet i tacy, którzy za najlepszą dietę uznają… brak diety. Kto ma rację i komu powinniśmy zaufać? 

Hashimoto? Możesz jeść wszystko!

Pacjenci cierpiący na chorobę Hashimoto są podzieleni na dwa przeciwstawne obozy – jedni uważają wszelkie diety za zupełnie zbędne, zaś inni uznają konieczność odrzucenia glutenu, nabiału i nierzadko wielu innych pokarmów. Moje dotychczasowe doświadczenia pozwalają mi zrozumieć racje obu stron.

Hashimoto jest chorobą niezwykle specyficzną. W wielu wypadkach może nie dawać niemal żadnych objawów, zwłaszcza jeśli w odpowiednim czasie zostanie wprowadzone leczenie syntetycznym lub naturalnym hormonem tarczycy. Dzięki temu pacjent czuje się zdrowo i najczęściej nie odczuwa potrzeby wprowadzenia zmian w swoim trybie życia. Sama przez większość życia moją chorobę postrzegałam właśnie w taki sposób: poza problemami trawiennymi, których z Hashimoto nie wiązałam, zupełnie nic mi nie dolegało… Pamiętam, że gdy pierwszy raz natknęłam się na wzmiankę o diecie bezglutenowej, pomyślałam: „To bez sensu, jak niby chleb może szkodzić?”.

W pewnym momencie sielanka się skończyła. Ogromny stres oraz nieodpowiednia dieta wyzwoliły rzut choroby, czyli okres zaostrzenia objawów. Pojawiła się depresja, bóle stawów, ciągłe zmęczenie, absolutny brak motywacji… Wtedy też zaczęłam czytać o znaczeniu odpowiedniego stylu życia w chorobie Hashimoto i uznałam, że to moja ostatnia nadzieja. Zmiana diety nie była łatwa, ale okazała się niezwykle pomocna.

Moje doświadczenia nie pozwalają mi wierzyć lekarzom twierdzącym, że w chorobie Hashimoto „można jeść wszystko”. Nawet jeśli czujemy się zdrowo, nasza tarczyca jest niszczona przez przeciwciała, co stanowi nieustanny stres dla organizmu. Wszystko ma jednak swoje granice i ciało może powiedzieć „dość”, a wówczas pan Hashimoto pokaże nam, co potrafi… Na szczęście dzięki zmianie diety możemy znacząco ograniczyć stan zapalny i zapobiec ewentualnemu rzutowi choroby. Lepiej dmuchać na zimne. Przecież jesteśmy tym, co jemy.

Dlaczego dieta jest tak ważna?

Choroby autoagresywne, takie jak Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów czy cukrzyca typu I, wiążą się w wadliwą pracą układu immunologicznego, który w pewnym momencie zaczyna postrzegać własne tkanki jak wrogów. Należy pamiętać, że około 80% naszej odporności kryje się w jelitach i właśnie dlatego w przypadku wyżej wymienionych chorób tak ważne jest zadbanie o jak najlepszą ich kondycję.

Celem diety w chorobach autoimmunologicznych jest wyeliminowanie pokarmów, które mogą podrażniać jelita, wzmagać stan zapalny i wywoływać reakcję układu odpornościowego. Zalicza się do nich przede wszystkim gluten i nabiał, o których więcej przeczytacie [tutaj]. Także inne pokarmy, takie jak zboża, rośliny strączkowe czy psiankowate, bywają dla chorych problematyczne. Niedawno poświęciłam im dość obszerny artykuł [klik!].

Wiem, że na początku ilość potencjalnie szkodliwych dla nas pokarmów może okazać się frustrująca. Przecież zboża, ziemniaki czy pomidory jedzą wszyscy! U osób z pewnymi predyspozycjami genetycznymi powodują one jednak reakcję immunologiczną. Dlaczego tak się dzieje? Każde żywe stworzenie żyjące na Ziemi musi bronić się przed szkodnikami czy nieprzychylnymi warunkami atmosferycznymi. Dla zwierząt nie stanowi to problemu, gdyż mogą poruszać się i uciekać. Rośliny natomiast przytwierdzone są na stałe do podłoża… Z tej przyczyny w toku ewolucji wyprodukowały liczne substancje, które mają ochronić je przed atakami z zewnątrz, a więc także i przed ludźmi. Każde stworzenie na Ziemi dąży do przetrwania i podobnie ma się rzecz z roślinami – one najczęściej nie chcą być zjedzone*. Jedne gatunki pokazują to bardzo wyraźnie, zaś inne w znacznie subtelniejszy sposób. Więcej na ten temat przeczytacie w książce „Zmysłowe życie roślin” Daniela Chamowitza (polecam!).

Związki, które mogą okazać się kłopotliwe, to między innymi lektyny, występujące głównie w zbożach i roślinach strączkowych oraz alkaloidy, wytwarzane przez rośliny psiankowate.

* Trochę inaczej ma się sprawa z owocami, którym wręcz zależy na tym, byśmy je zjedli i rozprowadzili po świecie nasiona… Ale to już temat na inny artykuł.

Jeszcze dwa lata w życiu bym nie pomyślała, że pomidory mogą wywoływać u mnie alergię, a ziemniaki bóle stawów. Wiedza jest błogosławieństwem!

Dieta, owszem, tylko która?

Wiem, że na początku bardzo liczne i nierzadko sprzeczne zalecenia mogą zniechęcić do stosowania jakiejkolwiek diety. Jeśli jednak Wasze samopoczucie jest dalekie od ideału, a wyniki pozostawiają wiele do życzenia – nie rezygnujcie! Na początek polecam udać się do dietetyka, który stworzy optymalne dla Was zalecenia. Na szczęście specjalistów zajmujących się chorobami autoimmunologicznymi jest coraz więcej. Niezwykle użyteczną ich listę stworzyła Anita, autorka wspaniałego blogu Alpacasquare. Zerknijcie [tutaj]. W poprzednim artykule wspominałam Wam również o testach na nietolerancje pokarmowe i o diecie eliminacyjnej. Ich wyniki bardzo ułatwiają planowanie zmian w odżywianiu.

A tymczasem przeanalizujmy wspólnie wszystkie za i przeciw stosowania różnych diet.

1. Dieta bezglutenowa i bezmleczna

Zdecydowany faworyt wśród zaleceń dietetycznych. Najczęściej już eliminacja tych dwóch składników wystarczy, by pacjent poczuł się lepiej. I nie ma w tym nic dziwnego: gluten przyczynia się do rozszczelnienia jelit, zaś mleko często wywołuje reakcję układu odpornościowego. Oczywiście poprawa samopoczucia nie zawsze jest natychmiastowa, a u niektórych osób odrzucenie glutenu może przynieść nawet pogorszenie. O możliwych przyczynach tego zjawiska przeczytacie [tutaj].

By dieta bezglutenowa zadziałała prawidłowo, konieczne jest dobre jej zaplanowanie. Większość gotowych produktów oznaczonych przekreślonym kłosem ma, niestety, dość nieprzyjazny jelitom skład. Na szczęście można sobie łatwo poradzić bez nich – użyteczny poradnik znajdziecie [tutaj].

Obecnie i ja stosuję tę dietę i dostosowałam ją do swoich potrzeb, biorąc pod uwagę kilka zaleceń paleo. Z ziaren jem jedynie ryż, grykę i czasem proso, starając się zawsze je uprzednio namaczać. Orzechy i rośliny strączkowe jadam okazyjnie, gdyż w większych ilościach mi nie służą.

2. Protokół autoimmunologiczny

Ponad półtora roku temu rozpoczęłam swoje dietetyczne przygody poprzez wyeliminowanie glutenu z diety. Na tym jednak nie poprzestałam. Czułam się naprawdę źle, co motywowało mnie do kolejnych zmian. Po upływie ponad miesiąca przeszłam na protokół autoimmunologiczny – bardzo restrykcyjną dietę, która wyklucza wszystkie pokarmy potencjalnie podrażniające układ odpornościowy, takie jak zboża, orzechy, pestki, rośliny strączkowe i psiankowate [źródło].

Jestem zdania, że protokół jest dietą trudną, ale na chwilę obecną to jedna z najskuteczniejszych opcji. Dzięki niemu zniknęły u mnie: alergia, kichanie, bóle stawów, serca i tarczycy (tak, tarczyca też może boleć!), a nawet opryszczka, która przed dietą pojawiała się regularnie co trzy miesiące! Niestety, popełniłam również kilka błędów – jadłam chociażby zbyt mało węglowodanów, przez co bardzo schudłam. Dlatego przed rozpoczęciem protokołu zachęcam Was do konsultacji dietetycznej i lekarskiej, dzięki którym powinniście uniknąć pomyłek. Bardzo ważna jest także autoedukacja. Na szczęście Internet obfituje w wiele użytecznych źródeł. Polecam Wam chociażby naszpikowaną informacjami stronę Grzegorza PaleoSMAK.

Warto pamiętać, że protokół autoimmunologiczny jest opcją, a nie koniecznością. Patrząc przez pryzmat moich doświadczeń, polecałabym go szczególnie osobom nękanym przez kilka chorób autoimmunologicznych, lub uskarżającym się na wiele przykrych objawów Hashimoto, takich jak bóle stawów, problemy trawienne czy insulinooporność. Mimo to nie we wszystkich przypadkach tak drastyczna dieta musi być konieczna.

Samo przejście na protokół nie gwarantuje sukcesu – nasze ciała mają różną zdolność regeneracji, a i może się okazać, że źle reagujemy na pokarm teoretycznie na diecie dozwolony [źródło]. Dlatego istotnym elementem tej zmiany jest nieustanna samoobserwacja. Ważna uwaga: protokół stosujemy tylko przez pewien okres, po upływie którego ponownie próbujemy włączyć do diety kłopotliwe pokarmy. Wkrótce pojawi się na blogu obszerny artykuł na ten temat.

3. Dieta paleo

Włączanie kolejnych pokarmów po zakończeniu protokołu autoimmunologicznego najczęściej skutkuje przejściem (na pewien czas lub na dłużej) na dietę paleo. Wyklucza ona ziarna, wszystkie produkty rafinowane i najczęściej także nabiał [źródło]. Jej podstawą są pokarmy o wysokiej wartości odżywczej, pochodzące z jak najlepszych upraw i hodowli, takie jak mięso, jaja, warzywa, owoce, surowy miód.

Dieta paleo jest moim zdaniem sposobem życia godnym uwagi, zwłaszcza jeśli dysponujemy dostępem do sprawdzonych źródeł żywności. Mimo to nie jest ona wolna od wad, chociażby bardzo dyskusyjna jest w jej wypadku kwestia spożycia węglowodanów. Więcej na ten temat przeczytacie na blogu Live the Nature [klik!]. W moim wypadku wersja wysokotłuszczowa paleo nie sprawdziła się. Oczywiście każdy z nas jest inny i całkiem możliwe, że mój organizm gorzej trawi tłuszcze i białka. Po włączeniu do diety większej ilości węglowodanów poczułam przypływ sił. Dlatego zachęcam każdego do obserwowania swoich reakcji – jeśli dana dieta przez dłuższy czas nie przynosi pożądanych rezultatów, być może po prostu nie jest dla nas stworzona. I nie ma w tym nic złego.

Dieta paleo kładzie nacisk nie na ilość, a na jakość.

4. Dieta dr Dąbrowskiej / Post Daniela

Dietę tę stosuje się przez okres od kilku dni do kilku tygodni. Jest ona oparta na warzywach nisko skrobiowych, takich jak na przykład: korzeniowe, kapustne, cebulowe, dyniowate, psiankowate, liściaste. „Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód. Szczególnie cenne są zielone soki, które pochodzą z zielonych pędów roślin” [źródło].

Zadaniem diety dr Dąbrowskiej jest oczyszczenie organizmu z toksyn oraz wzmocnienie układu odpornościowego, nerwowego i hormonalnego. Osobiście nie miałam z Postem Daniela do czynienia, jednak czytałam relacje osób zachwyconych jego rezultatami. Zdarza się też, że ta dieta pomaga osobom, dla których nieskuteczny okazał się protokół autoimmunologiczny.

Post Daniela najlepiej stosować latem, kiedy dostęp do warzyw i owoców jest niemal nieograniczony. Zanim go jednak rozpoczniecie, skonsultujcie się z lekarzem lub dietetykiem – dieta dr Dąbrowskiej wyklucza tłuszcz, co uniemożliwia wchłanianie witamin A, D, E i K i w dłuższej perspektywie może okazać się szkodliwe.

5. Dieta wegetariańska/wegańska/witariańska

Część chorych z przyczyn ideologicznych rezygnuje z jedzenia mięsa, ryb, a nawet produktów pochodzenia zwierzęcego. Oczywiście niektórzy specjaliści otwarcie mówią o wadach takiego stylu odżywiania i podkreślają, że białko zwierzęce jest dla nas najlepszym budulcem. Poza tym problem stanowi zbyt mała ilość kwasów tłuszczowych Omega-3, a także wysokie spożycie ziaren i roślin strączkowych (lektyny!) w dietach wegetariańskiej i wegańskiej. Warto także pamiętać, że produkty pochodzenia zwierzęcego są jedynym źródłem gotowej witaminy A i D. Problematyczne na tych dietach są także niedobory witaminy B12… Więcej na ten temat przeczytacie w książce dr Terry Wahls na stronach 158-165.

Oczywiście najbardziej szkodliwe dla pacjenta  mogą się okazać niechęć i wstręt, z którymi jadłby produkty niezgodne z własnymi poglądami. Dlatego jestem zdania, że przekonywanie kogoś do zmiany diety wbrew jego woli to pewna forma przemocy. Tak, możemy dysponować licznymi argumentami udowadniającymi zalety jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego, ale co z tego? I tak każdy postąpi w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami, o czym pisałam [tutaj].

Pozwolę sobie jednak nadmienić, że gdy mimo stosowania jednej z wymienionych powyżej diet czujesz się osłabiony, zmęczony, a Twoja odporność pozostawia wiele do życzenia – nie trwaj przy niej z uporem maniaka. Mimo wszystko nasze zdrowie jest ważniejsze od ideologii.

6. Dieta wysokotłuszczowa/dieta dra Kwaśniewskiego

Osoby cierpiące na niedoczynność tarczycy przeważnie źle czują się na dietach niskowęglowodanowych, gdyż cukry są potrzebne w przemianie nieaktywnej formy hormonu T4 do jego formy aktywnej, czyli T3 [źródło]. Niemniej jednak można znaleźć osoby, którym dieta wysokotłuszczowa pomaga, zwłaszcza jeśli zdiagnozowano u nich insulinooporność lub cukrzycę. Chociaż w moim wypadku dieta wysokotłuszczowa się nie sprawdziła, pozwoliła mi na zmianę poglądów i zrozumienie, że tłuszczów nie wolno się bać. Bardzo ciekawa okazała się też lektura książki dra Kwaśniewskiego, dzięki której w pełni doceniłam żółtka jaj. Mimo to dla części osób wadą diety dra Kwaśniewskiego jest zalecany w niej nabiał. W przypadku choroby Hashimoto wielu pacjentów mleka po prostu nie toleruje.

Żółtka jaj pochodzące od wolnych i szczęśliwych kur to jedno z najlepszych źródeł witamin i minerałów. Uwaga, niestety część chorych na Hashimoto może jajek nie tolerować.

Po ponad półtora roku moich przygód dietetycznych mogę powiedzieć Wam jedno: zmiana stylu odżywiania to droga wyboista, na której zapewne popełnicie błędy. Warto jednak rozpocząć tę wędrówkę, gdyż umożliwia ona poznanie swojego ciała i odkrycie, co mu szkodzi. A jeśli czujemy, że nie jesteśmy na właściwej ścieżce, wybierzmy inną. Pamiętajmy, dieta to nie religia, zawsze można ją zmienić. I nie próbujmy też na siłę nawracać innych! Ja chociażby na samym początku naczytałam się tak wiele na temat szkodliwości większości pokarmów, że jadłam niewiele i z ciągłym lękiem oraz patrzyłam z trwogą na osoby jedzące gluten. A przecież nie o to chodzi. Eksperymentujmy, obserwujmy, uczmy się. Istnieje wiele diet i wielu ludzi i to, co sprawdza się w naszym wypadku, niekoniecznie pomoże innej osobie. Na łamach tego blogu nie kwestionuję skuteczności żadnego stylu odżywiania, a jedynie dzielę się tym, co działa u mnie. Warto też pamiętać, że absolutnie każdą dietę należy wesprzeć odpowiednią ilością snu, wysiłkiem fizycznym i zdrowym podejściem do stresu.

Wiem, że początki naszej edukacji dietetycznej bywają trudne i dlatego zachowujmy umiar tylko tam, gdzie możemy. Jeśli już zdecydowaliśmy się na dietę bezglutenową i bezmleczną – trzymajmy się jej bez wyjątków przez co najmniej miesiąc, by móc obiektywnie ocenić jej skutki. Po okresie eliminacji lub protokołu autoimmunologicznego większość wykluczonych pokarmów nie powinna okazać się dla nas szkodliwa, choć oczywiście jedzona w rozsądnych ilościach. Sami zaobserwujecie, co i jak na Was działa: ja na przykład wiem, że ziemniaki w większych ilościach powodują u mnie bóle stawów, a pomidory kichanie.

Jest jeszcze jedna kwestia – wiara w to, co dla nas dobre. Czasem to nie sam pokarm może zaszkodzić, a nasze do niego podejście. Jeśli boimy się śladowych ilości glutenu, a nie mamy pewności co do czystości zupy zaserwowanej u cioci – całkiem możliwe, że złe samopoczucie wywoła nie gluten, a stres spowodowany jego potencjalną obecnością. Kiedy jesteś absolutnie pewien, że coś jest dla Ciebie szkodliwe, lepiej tego nie jedz.

Czy każdy chory na Hashimoto powinien zmienić dietę? Wiem, że nawet jeśli odpowiem twierdząco, nie wszyscy z Was będą na taką zmianę gotowi. Przytoczę jednak historię pewnej pacjentki opisaną w książce dr Sarah Ballantyne: u dość młodej kobiety zdiagnozowano stwardnienie rozsiane. Krótko po diagnozie natknęła się na informacje o konieczności stosowania diety i pomyślała: „Nigdy w życiu! Wolę przestać chodzić, niż nie jeść chleba!”. Po roku choroba rozwinęła się na tyle, że dziewczyna rzeczywiście straciła władzę w nogach. Wtedy z wielką chęcią i nadzieją porzuciła chleb, nabiał i wszystkie ziarna, dzięki czemu zaczęła ponownie chodzić i poczuła się znacznie lepiej.

Jeśli chorujesz na Hashimoto, ale czujesz się dobrze, życzę Ci z całego serca, by nigdy się to nie zmieniło. Jeśli jednak w pewnym momencie zaczną Cię gnębić przykre objawy, pamiętaj, że odpowiednia dieta może znacząco poprawić Twój stan. Najczęściej doceniamy zdrowie dopiero wtedy, gdy je utracimy. Taka już jest przewrotna ta ludzka natura.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Zapraszam Was także na jaskiniowego Facebooka.

***

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę   🙂

 

Hashimoto: Czego i dlaczego nie jeść?

Przychodzi pacjent do lekarza, zadaje kilka pytań, a lekarz na to: „Znów się pani naczytała bzdur z Internetu? To proszę się leczyć u doktora Google!”. Brzmi znajomo? Niestety, część specjalistów najwyraźniej odmawia choremu prawa do zdobycia wiedzy na temat schorzenia, które go gnębi. A przecież dzięki Internetowi wiele osób szybciej uzyskało diagnozę lub znalazło praktyczne i pomocne informacje. Mimo to każdą internetową poradę zdrowotną należy traktować z pewną dozą ostrożności. W przeciwnym razie możemy wpaść w niepotrzebną panikę. A nic tak nie szkodzi zdrowiu jak stres.

Czego nie jeść w chorobie Hashimoto

Wiem, że część z Was nie ma czasu na dokładne przejrzenie wszystkich stron poświęconych diecie w chorobie Hashimoto. Dlatego postanowiłam sama przeprowadzić dokładne poszukiwania i przedstawić Wam ich wyniki w niniejszym artykule. W telegraficznym skrócie dieta pokarmów niewskazanych przy chorobie Hashimoto oparta o różne źródła wygląda następująco:

  • gluten (czyli: pszenica, żyto, jęczmień)
  • pozostałe ziarna (np. ryż, kukurydza) i pseudozboża (także amarantus, quinoa)
  • pestki (słonecznik, dynia, siemię lniane)
  • nabiał (wszystkie sery, jogurty, kefiry itd.)
  • jaja
  • cukier rafinowany i słodziki (w tym syrop glukozowo-fruktozowy)
  • rośliny strączkowe (przede wszystkim soja)
  • orzechy
  • kawa
  • rośliny psiankowate (pomidory, ziemniaki, papryka, bakłażan; także tytoń)
  • czarna i zielona herbata
  • rośliny zawierające goitrogeny (m.in. szpinak, kapusta, kalarepa, kalafior, brokuły, jarmuż, gruszki, truskawki)
  • oleje roślinne
  • ryby morskie, sól jodowana

Zaraz, Ola, Ty chyba żartujesz!? Powiedz, że to żart! Spokojnie, zaraz to wszystko przeanalizujemy.

W poszukiwaniu złotego środka

Powyższa lista może wywołać w chorym dwie reakcje: albo wzruszy ramionami i pomyśli „to jakieś bzdury”, albo przerazi się nie na żarty, nakaże rodzinie wyrzucić całą zawartość lodówki, a na widok glutenu będzie prychać z irytacją i nienawiścią. Wiem, że listy produktów niewskazanych mogą przerażać. Mnie samą także na początku wszelkie zalecenia dietetyczne bardzo zniechęciły. Dlatego należy wziąć kilka głębokich oddechów, a następnie spojrzeć na nie chłodnym okiem. Na początek każdy chory powinien odpowiedzieć sobie na najbardziej kluczowe pytanie:

Czy w ogóle chcę zmienić coś w swojej diecie?

Zakładam, że jeśli nie zaobserwowaliście żadnych przykrych objawów choroby, odpowiedź zabrzmi „NIE!”. W przypadku, gdy Wasze samopoczucie ma się nie najlepiej, możliwość zmiany diety może wydać Wam się niezwykle obiecująca. Jaka by nie była Wasza decyzja, polecam zachować umiar i zdrowy rozsądek.

Jeść czy nie jeść? Oto jest pytanie!

Czy i jak zmienić dietę?

Jeśli zdiagnozowano u nas jakąkolwiek chorobę, nie możemy udawać, że wszystko jest w absolutnym porządku. Ciało wyraźnie daje znać, iż nasz dotychczasowy tryb życia mu nie służył. Może potrzebujemy więcej snu? Może nadmiernie się stresowaliśmy? A może po prostu nasza dieta nie była odpowiednia?

Drobne modyfikacje sposobu odżywiania z pewnością wyjdą nam na zdrowie. Każdy chory skorzysta na ograniczeniu spożycia rafinowanego cukru i produktów naszpikowanych konserwantami. Jeśli jednak pociągałyby Was bardziej radykalne zmiany, polecam działać stopniowo i najlepiej pod okiem dietetyka.

Od czego w ogóle zacząć? Coraz częściej poleca się wyeliminowanie glutenu i nabiału. Mnie osobiście taka zmiana bardzo pomogła, jednak czy pomoże i Tobie – nie wiem. Z tej przyczyny zachęcałabym Was do wykonania testów na nietolerancje pokarmowe, które staną się cenną wskazówką przy planowaniu diety. Ponadto kluczowa jest samoobserwacja: jeśli po jakiś produkcie czujesz się źle, to wyraźny znak, by go nie jeść.

Należy pamiętać, że nie ma uniwersalnej diety dla każdego pacjenta z Hashimoto. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na dany pokarm. Dlatego przerażająco długie listy „Tego nie jedz!” traktujmy z pewną dozą ostrożności. Owszem, całkiem możliwe, że nasz organizm nie toleruje pewnych produktów. Jednak na pewno nie wszystkich!

Zamiast wpadać w panikę, przeanalizujmy, skąd w ogóle biorą się te zalecenia.

Hashimoto i dieta

Najpopularniejszym zaleceniem dietetycznym przy chorobie Hashimoto jest eliminacja glutenu i nabiału. Temat ten jest jednak na tyle szeroki, że poświęciłam mu niedawno osoby artykuł [klik!]. Co jednak z resztą pokarmów z czarnej listy? Oczywiście można wyeliminować wszystkie z nich na pewien czas, gdy zdecydujemy się zastosować dietę zwaną protokołem autoimmunologicznym. Gdy jednak nie interesują Was tak rygorystyczne zmiany, pozostaje tylko umiar, samoobserwacja i testy na nietolerancje pokarmowe. Wspominałam Wam także w jednym z artykułów o diecie eliminacyjnej – wyłączamy dany pokarm z diety na co najmniej trzy tygodnie – całkowicie, gdyż nawet małe ilości mogą zaburzyć wynik eksperymentu! Następnie ponownie go wprowadzamy i obserwujemy swoją reakcję. Wszelkie niepokojące objawy mogą świadczyć o nietolerancji: bóle brzucha, biegunka, zatwardzenie, swędzenie, pokrzywki, bóle głowy, migreny, kichanie, katar… Uwaga, takie symptomy mogą pojawić się nawet po kilku lub kilkunastu godzinach od spożycia posiłku!

A teraz przyjrzyjmy się parszywej dwunastce, która może, ale NIE MUSI okazać się dla chorego kłopotliwa:

1. Ziarna bezglutenowe i pseudozboża – zaleca się ich eliminację przy stosowaniu diety zwanej protokołem autoimmunologicznym. Białka poszczególnych zbóż mają budowę podobną do glutenu i dlatego mogą działać na osoby chore podobnie jak pszenica, żyto czy jęczmień. Ostatnio pojawia się jednak coraz więcej głosów mówiących, że ludzie w ogóle nie powinni jeść ziaren. Dlaczego? Zawierają one białka trudne do strawienia, które podrażniają jelita i mogą prowadzić do zwiększonego stanu zapalnego i zwiększenia ryzyka wystąpienia chorób autoimmunologicznych [1]. Sama przez dłuższy czas byłam na diecie paleo, obecnie jednak wprowadziłam do diety niektóre zboża bezglutenowe. Jestem zdania, że ziarno ziarnu nierówne. Zboża warto moczyć i fermentować, na przykład przygotowując chleb gryczany wg tego przepisu.

Zdaję sobie sprawę, że temat ziaren jest mocno kontrowersyjny i dlatego najlepiej chyba zrobić test na nietolerancje pokarmowe: może się okazać, że nie tolerujemy kukurydzy, ale grykę już tak.

[1] Wolf, Robb (2010): „PALEO dieta”. Poznań. Strona 86.

2. Rośliny strączkowe – na pewno warto znacznie ograniczyć spożycie soi (a nawet całkowicie ją wykluczyć), gdyż obfituje ona w fitoestrogeny i może zaburzać gospodarkę hormonalną. Reszta roślin – z umiarem i stosownie do reakcji. Ja zaobserwowałam przykre reakcje po fasoli oraz po fasolce szparagowej, ale po soczewicy nic mi nie jest.

3. Jajka – zależnie od wyników testów na nietolerancje pokarmowe lub diety eliminacyjnej. Co ciekawe, białka wywołują reakcję alergiczną częściej niż żółtka.

4. Rośliny psiankowate – warto ograniczyć ich spożycie lub je wyeliminować, zwłaszcza gdy cierpimy na dolegliwości stawów. Ale dlaczego w ogóle ziemniaki, pomidory i papryka mogą być dla nas szkodliwe? „Psiankowate mogą sprzyjać „wypłukiwaniu” wapnia z zębów oraz kości i odkładaniu go w tkankach, gdzie nie ma dla niego miejsca, co może mieć związek z artretyzmem, arteriosklerozą, kamieniami nerkowymi, reumatyzmem, migrenami, wysokim ciśnieniem krwi, stanami spastycznymi oskrzeli, osteoporozą, toczniem i innymi powszechnymi przypadłościami. Z doniesień wielu moich pacjentów, którzy wykluczyli psiankowate z diety, wynika, że wymienione schorzenia ustąpiły lub uległy znacznemu złagodzeniu”, pisze dr Wojciech Ozimek.

Ach, te podstępne psiankowate!

5. Kawabadania z 1998 roku pokazały, że kawa podnosi poziom cukru we krwi i dlatego osoby cierpiące na Hashimoto oraz insulinooporność lub cukrzycę powinny jej unikać. Na dodatek zdarza się, iż pacjenci z problemami trawiennymi doświadczają po kawie np. refluksu. I rzecz najważniejsza: mała czarna pobudza nadnercza do wydzielania większej ilości kortyzolu, hormonu stresu, co może nieść ze sobą przykre konsekwencje zwłaszcza w wypadku zmęczenia nadnerczy. Czyli znów zachęcam do umiaru i obserwowania własnych reakcji 🙂  

6. Cukier rafinowany i słodziki – zdecydowanie warto zrezygnować ze wszystkiego, co zawiera syrop fruktozowy, gdyż coraz więcej badań wskazuje na jego szkodliwość. Cukier rafinowany z kolei warto zastąpić miodem czy daktylami i starać się spożywać go jak najrzadziej. Tak będzie naturalniej i zdrowiej. Uwaga! Jeśli masz zdiagnozowaną insulinooporność, konieczne będzie ograniczenia spożycia węglowodanów pod okiem dietetyka.

7. Czarna i czerwona herbata – lepiej spożywać je okazyjnie, gdyż zawierają one fluor, który „może powodować stan zapalny i obumieranie komórek tarczycy, prowadząc do powstania autoimmunologicznego zapalenia tarczycy”. Okazuje się też, że herbaty tańszych marek zawierają znacznie wyższe ilości fluoru niż produkty uznanych producentów  Warto też wybierać pastę do zębów bez fluoru. 

8. Zielona herbata – dla części pacjentów może być szkodliwa, a dla innych korzystna. Wszystko zależy od kondycji naszego układu immunologicznego i od tego, które z jego ramion jest dominujące: Th1 czy Th2. Jeśli więc po zielonej herbacie czujesz się gorzej – oczywiście ogranicz jej spożycie.

9. Rośliny zawierające goitrogeny – pod wpływem wysokiej temperatury te związki zostają zneutralizowane. Co więcej, te rośliny zawierają wiele pożytecznych substancji i dlatego absolutnie nie powinniśmy ich unikać! Warto także jeść te rośliny na surowo, choć w umiarkowanych ilościach. 

10. Ryby morskie – jod budzi wiele kontrowersji w przypadku Hashimoto. Dotychczasowe badania pokazują, że dla części chorych rzeczywiście może być szkodliwy, jednak u innych może przynieść poprawę stanu zdrowia. Czyli znów najważniejsza jest obserwacja – ja na przykład po rybach morskich czuję się bardzo dobrze, co oczywiście nie oznacza, że i dla Ciebie będą one korzystne.

11. Oleje roślinneJednym z największych problemów współczesnej diety jest zaburzony stosunek kwasów tłuszczowych Omega-3 do Omega-6 powinien wynosić od 1:1 do 1:4, a tymczasem u większości osób oscyluje wokół 1:16! Kwasy tłuszczowe Omega-6 występują przede wszystkim w ziarnach, pestkach i orzechach (w oliwie z oliwek znajdziemy ich stosunkowo mało), zaś Omega-3 – w rybach morskich, tranie oraz w tłuszczu zwierząt karmionych trawą (także w jajkach kur nie karmionych paszą). A teraz niech każdy z was uczciwie policzy, ile dziennie spożywa produktów z pierwszej, a ile z drugiej grupy.

Nadmierne spożycie kwasów tłuszczowych Omega-6 sprzyja powstawaniu wielu chorób, w tym: układu sercowo-naczyniowego, raka i chorób autoimmunologicznych, gdyż wykazują działanie prozapalne. Czyli – zdecydowanie więcej Omega-3 w diecie, a mniej Omega-6.

12. Pestki i orzechy – z umiarem, gdyż zawierają duże ilości kwasów Omega-6. Starajmy się też jeść je na surowo; optymalnie byłoby też uprzednio je namoczyć, żeby zneutralizować kwas fitynowy.

W pułapce Internetu

Często dostaję od Was wiadomości pełne bezradności: „To mam jeść te ziemniaki czy nie? Bo strona X mówi jedno, a strona Z coś innego”; „Czy powinnam wyeliminować wszystkie zboża? Jak sądzisz?”; „Mam Hashimoto, czy muszę przestać jeść gluten?”. Na takie wiadomości odpowiadam zawsze podobnie: „Nie wiem. Być może musisz, ale to zależy…”. Każdy z nas jest inny. W Internecie nie znajdziesz porady dostosowanej do Twoich potrzeb i Twojego stanu zdrowia, a jedynie pewne ogólne wytyczne. I właśnie dlatego istnieją lekarze i dietetycy* – to właśnie oni są w stanie stworzyć zalecenia uszyte na miarę Twoich potrzeb.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

* Pamiętajmy oczywiście, że specjalista specjaliście nierówny i czasem musimy wykazać się ogromną cierpliwości, zanim trafimy na dobrego lekarza.

 

A w wolnej chwili zapraszam Was na jaskiniowego Facebooka.

***

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę  🙂

 

Poradnik: jak ugościć bezglutenowca?

Ostatnio przyjaciółka zrobiła mi niezwykłą niespodziankę: porwała mnie i zawiozła do dawno niewidzianej koleżanki. Razem przygotowały paleo wieczór, wykorzystując moje przepisy! Aż zaniemówiłam z wrażenia! Dziewczyny spisały się na medal i przygotowały dania z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa: zero glutenu, zero mleka. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna… A przy okazji ich niespodzianka zainspirowała mnie do stworzenia poniższego poradnika dla gospodarzy 🙂

Bez glutenu – bez paniki!

Bezglutenowy gość może przyprawić nas o zimne poty… Co ugotować? Jak przyrządzić dania, by bliska nam osoba nie ucierpiała? Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie musicie porywać się z motyką na słońce. Jeśli czujesz, że zadanie Cię przerośnie, nie podejmuj się go. Osoby na diecie nie wymagają cudów! Mięso, warzywa i owoce w zupełności nam wystarczą. Ja osobiście niemal zawsze odwiedzam rodzinę i znajomych przygotowana, zabierając własne jedzenie, lub gotując coś z nimi wspólnie na miejscu. Nie jest to oznaka braku szacunku czy zaufania: dzięki takiej organizacji czuję się bezpiecznie, zaś bliskie mi osoby nie muszą zaprzątać sobie głowy bezglutenowymi daniami.

Bezglutenowe dania mogą być pyszne i łatwe w przygotowaniu!

Kilka porad dla chętnych

Znajdą się pewnie wśród Was tacy, którzy należycie będą chcieli powitać gościa solą i chlebem… Bezglutenowym, oczywiście. Na szczęście wizyta osoby na diecie nie musi stać się dla Was utrapieniem. Wystarczy, że będziecie trzymać się kilku zasad:

1. Gluten znajduje się w pszenicy, życie i jęczmieniu. Dlatego należy dokładnie czytać składy produktów – dzięki temu zyskujemy całkowitą pewność, że nasz gość nie ucierpi. Uważajcie też na takie składniki jak choćby „słód jęczmienny”. Piwo także zawiera gluten!

2. Uważajcie na produkty zawierające ostrzeżenie „może zawierać śladowe ilości glutenu” (np. w przyprawach, kaszach, czy ryżu). Teoretycznie ryzyko skażenia jest bardzo małe, ale ja wolę unikać takich wyrobów. Wiem jednak, że część osób na diecie nie martwi się tymi ostrzeżeniami… Najlepiej więc, jeśli wykonacie telefon do Waszego gościa i zapytacie, jakie produkty i firmy poleca. Kolejną opcją jest także odwiedzenie sklepu ze zdrową żywnością, gdzie bardzo łatwo znajdziecie produkty oznaczone przekreślonym kłosem.

3. Na szczęście istnieje cała gama produktów naturalnie bezglutenowych, których bezpiecznie możecie użyć: wszystkie warzywa i owoce, mięso (ale nie gotowe wyroby, takie jak kiełbasy i pasztety), surowe, wędzone i mrożone ryby (bez panierki), oleje, jajka…

4. Nietolerancje pokarmowe często chodzą parami. Zapytajcie więc Waszego gościa, czy przypadkiem nie wykluczył z diety innych produktów, np. nabiału, kukurydzy, soi, strączków… A może przeszedł na dietę paleo i w ogóle nie je ziaren? Żeby ułatwić Wam zadanie, przygotowałam formularz, dzięki któremu łatwiej Wam będzie przygotować bezpieczny posiłek 🙂

5. Praktycznie w każdym markecie możecie znaleźć dział z produktami bezglutenowymi, np. firm Bezgluten, Glutenex, Balviten czy Schär. Uwaga! Najczęściej zawierają one jednak mleko, kukurydzę i soję i nie nadają się dla osób takich jak ja, które są wyjątkowo nietolerancyjne. Dlatego zanim się na nie skusicie, wypytajcie dokładnie Waszego gościa o jego preferencje dietetyczne 🙂

6. Bardzo ważny jest sam proces przygotowania potraw. Umyjcie bardzo dokładnie blaty i deskę do krojenia, a jeśli jest stara i pełna zadrapań – lepiej nabyć nową. Słyszałam legendy o glutenie czającym się w szczelinach plastiku i drewna 😉 Zadbajcie też, by nigdzie wokół nie znalazła się mąka pszenna ani okruszki chleba czy ciasta. Wszystkie naczynia, garnki i patelnie muszą być idealnie czyste. Jeśli na stole zagoszczą potrawy glutenowe i bezglutenowe, poproście innych gości, by dania „dietetyczne” nakładali czystymi sztućcami. Dla osoby chorej nawet kilka okruszków chleba może okazać się bardzo problematyczne.

Możecie się pewnie zastanawiać, czy te środki bezpieczeństwa są potrzebne… W przypadku osoby chorej (przede wszystkim na choroby autoimmunologiczne, w tym celiakię) – tak. Powołam się na przykład z własnego doświadczenia: raz nieopatrznie zjadłam u rodziny kawałek mięsa – i cierpiałam później niemiłosiernie. Nie dość, że bolały mnie brzuch i jelita, to na dodatek ból wędrował do płuc… Mięso zawierało niewielkie ilości glutenu w postaci przyprawy. Niestety, dla niektórych osób nawet takie drobinki są niebezpieczne i dlatego tak ważne jest poprawne przygotowanie potraw.

Szukajcie tego znaku. Oznacza on, że produkt jest bezglutenowy.

Teoria a praktyka

Jeśli odpowiednio się przygotujecie, dietetyczne gotowanie okaże się dla Was bezglutenową bułką z klarowanym masłem. Podam przykład z życia wzięty: moja siostra przygotowała dla gości kurczaka w jogurcie z przyprawami, zaś moją porcję zanurzyła w mleku kokosowym. Da się? Da się! A jakby tego było mało, w Internecie znajdziecie ogromną ilość przepisów bezglutenowych, najczęściej bardzo prostych do wykonania.

Moi ulubieńcy

Osobiście mam przetestowanych kilka produktów, które są łatwo dostępne na polskim rynku i nie zawierają ani glutenu, ani mleka. Ryż firmy Risana nie zawiera ostrzeżeń o zawartości glutenu – przetestowałam i wszystko było w porządku (odpukać!). Niestety, jeśli idzie o kaszę jaglaną i gryczaną, całkowicie bezpieczne są jedynie produkty, które możemy zamówić w sklepach internetowych (bądź poszukać ich w sklepie ze zdrową żywnością), np. marek Bioharmonie lub Denver.

Bardzo polecam morskie ryby wędzone – do kupienia w każdym sklepie. Konserwy najczęściej zawierają gluten, więc znów polecam czytać składy. Na naszym rynku można także zakupić bezglutenowe wędliny i kiełbasy, chociażby marki Konspol.

Nawet przyprawy nie są problemem – firma Dary Natury oznacza swoje produkty jako bezglutenowe. Z kolei marka Kresto sprzedająca bakalie i owoce suszone nie ostrzega na opakowaniach o zawartości glutenu, więc teoretycznie również nie powinno go tam być. Dodatki takie jak musztarda czy ketchup także nietrudno znaleźć – ostatnio firma Roleski zaczęła oznaczać swoje produkty przekreślonym kłosem.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/31/Veggies.jpg

Na szczęście wszystkie warzywa i owoce są naturalnie bezglutenowe! Ufff…

Przykładowe menu

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że tradycyjny trzydaniowy polski obiad jest prawdziwą mieszanką wybuchową dla naszych jelit. Dlatego zawsze zalecam robić odstępy między posiłkami i starać się serwować dania jak najprostsze.

1. Zupy:

Praktycznie wszystkie tradycyjne polskie zupy nadadzą się dla osoby na diecie bezglutenowej (no, może z wyjątkiem żurku i barszczu białego). Musicie jednak pamiętać, by nie używać gotowych kostek rosołowych, Maggi, Vegety i innych gotowych mieszanek lub koncentratów. Zamiast tego wykorzystajcie np. lubczyk. Zup oczywiście nie serwujemy z makaronem, a z ryżem lub kaszą, bądź tylko z warzywami (dla osób na diecie paleo). Do zagęszczania nie używamy mąki pszennej, a np. ryżowej. Kilka pomysłów:

  • zupa krem z mlekiem kokosowym: marchwiowa, kalafiorowa, brokułowa…
  • pomidorówka z ryżem
  • barszcz czerwony
  • zupa grzybowa, szczawiowa, ogórkowa…
  • zupa „śmieciowa”: wrzucamy wszystkie warzywa, jakie mamy w kuchni i gotujemy
  • zupa z soczewicą, marchewką, papryką i pomidorami (soczewicę przed podaniem moczymy przez co najmniej dobę w wodzie z odrobiną soku z cytryny)
  • zupa krem z dyni [przepis]

2. Danie główne:

Oczywiście musimy zrezygnować ze wszystkich gotowych sosów „z papierka” i panierek. Na szczęście bardzo łatwo przyrządzić mięso duszone w warzywach, pieczone, grillowane, smażone… Do tego oczywiście dowolna sałatka lub surówka – najlepiej z oliwą z oliwek. Kilka propozycji:

  • kotlety w panierce z wiórek kokosowych (uwielbiam!)
  • mięso duszone z cebulą i papryką
  • kotlety mielone z kalafiorem
  • schab/kaczka/kurczak pieczone z ziołami
  • rolady schabowe, np. ze śliwkami
  • mięso grillowane
  • piżmowa mini pizza [przepis]
  • spaghetti bolognese w wersji paleo [przepis]

Spaghetti z cukinii to idealne danie nie tylko na diecie bezglutenowej, ale i na paleo oraz protokole autoimmunologicznym.

3. Desery:

Ciasta, naleśniki i gofry bez problemu można wykonać w wersji bezglutenowej, chociaż ostatniej pozycji nie polecam – o ile nie dysponujecie nowym sprzętem: gofrownicy nie da się idealnie umyć i zawsze czają się w niej glutenowe resztki. Na szczęście bezpieczne są wszelkie pianki i musy z mleka kokosowego. Warto też wykorzystać [platany]. Kilka propozycji:

  • naleśniki z mąki kasztanowej
  • frytki piżmowe [przepis]
  • placki z platanów [przepis]
  • ciasto z bananów
  • kremy z kaszy jaglanej
  • pianki kokosowe
  • owoce w każdej postaci: musy owocowe, koktajle, sałatki
  • tarta rabarbarowa [przepis]
  • Panna Cotta [przepis]
  • smażone platany [przepis]
  • pieczone gruszki z rozmarynem [przepis]
  • galaretki ananasowe [przepis]

Podsumowanie:

Jeszcze raz powtórzę najważniejsze zasady:

1. Wybieramy produkty pozbawione pszenicy, żyta i jęczmienia. Znak przekreślonego kłosa daje nam gwarancję bezpieczeństwa.

2. Deska do krojenia, blaty, garnki, patelnie i formy do pieczenia muszą być idealnie czyste.

3. Pamiętamy o innych możliwych nietolerancjach naszego gościa (np. na nabiał, jajka, drożdże).

Dzięki tym prostym zasadom wizyta przebiegnie koncertowo 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

P.S. Zapraszam Wam także na moją facebookową stronę [tutaj].

Dodatek: Formularz – gość na diecie

Zachęcam Was do pytania gości o ich potrzeby dietetyczne. Być może poniższy formularz ułatwi Wam sprawne przygotowanie wizyty (zapiszcie go jako obraz, a stanie się czytelniejszy):

 

~ Rok diety: „Pytania po obiedzie” do Panny Jaskiniowej ~

Wczoraj minął dokładnie rok odkąd zaczęła się moja przygoda ze zdrowym żywieniem. Nadszedł więc czas na pewne podsumowania. Chciałabym Wam pokazać, jak wygląda moja dieta dziś. Przy okazji pragnę dać kilka wskazówek dla tych, którzy chcieliby przejść na paleo lub zacząć protokół autoimmunologiczny, a czują się zagubieni w natłoku informacji. Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie jedna z czytelniczek, która zadała mi bardzo ważne i ciekawe pytania, za co bardzo jej dziękuję. Dziś postaram się na nie odpowiedzieć.

Dokładnie 22 czerwca 2014 roku zdecydowałam się na odstawienie glutenu, a tydzień później czule pożegnany został nabiał. Stopniowo zagłębiałam się w temat diety coraz bardziej, aż w końcu przeszłam na protokół autoimmunologiczny, na którym spędziłam około trzech miesięcy. Po tym czasie stopniowo zaczęłam wprowadzać do diety coraz to nowe produkty – czasem z powodzeniem, a czasem z huczną porażką. Ze spróbowaniem niektórych pokarmów czekałam zdecydowanie zbyt długo. Wprowadzenie innych było zaś falstartem. Sądzę jednak, że jak na kompletnego laika poradziłam sobie całkiem nieźle. A co najważniejsze – mimo drobnych dolegliwości mam się po roku diety bardzo dobrze, a nawet kwitnąco 🙂 Co prawda okazyjnie dolegają mi bóle stawów i kłucia serca spowodowane niedoczynnością tarczy, ale i tak odczuwam dużą poprawę. Dzięki paleo w końcu nie boli mnie tarczyca! 😀

Niektórych z Was ciekawi pewnie, jak dziś wygląda moje życie i moja dieta. Postaram się odpowiedzieć na najbardziej nurtujące pytania. Jeśli ciekawiłyby Was kwestie, których dziś nie poruszyłam, dajcie mi znać w komentarzach. Jeśli zajdzie potrzeba, opracuję kolejny odcinek „Pytań do obiedzie do Panny Jaskiniowej” 🙂

.

1.  Czy prowadzisz nadal protokół AIP, czy stosujesz tylko dietę paleo?

Obecnie „stosuję” dietę paleo, której najbliżej jest chyba do zaleceń Paula Jamineta. Podstawą diety są oczywiście warzywa, mięso, owoce i tłuszcze. Ryb jem stosunkowo mało, gdyż mam co do nich sporo wątpliwości… Z rzeczy wykluczonych na protokole jem jajka (z przewagą żółtek, po białkach czuję się gorzej), biały ryż, a czasem rośliny strączkowe (długo moczone w wodzie i ugotowane w szybkowarze) i kiełki (jeśli chce mi się je przygotować; niestety przez pisanie pracy magisterkiej bardzo się zaniedbałam w uprawie). Ponadto niedawno spróbowałam włączyć do diety warzywa psiankowate. Po papryce absolutnie nic mi nie jest i dlatego żałuję, że nie spróbowałam jej wcześniej. Po pomidorach chyba pojawił się lekki ból tarczycy, więc na razie roślinki te tkwią w fazie testów. Podobnie ma się rzecz z ziemniakami – dzień po ich zjedzeniu strasznie kichałam. Jednak tego dnia zjadłam też drożdże, więc nie wiem, kto był winowajcą 😉 Orzechów praktycznie nie jem, bo nie czuję się po nich zbyt dobrze. Wyjątkiem są orzechy brazylijskie.

.

2. Jaką dietę byś mi radziła przy Hashimoto/niedoczynności tarczycy/innych schorzeniach?

Kochani moi, ja radzić nie mogę 😉 Zachęcam Was do odwiedzania dietetyków, którzy posiadają ogromną wiedzę i chętnie Wam pomogą. Jak dotąd udało mi się trafić na kilku dietetyków klinicznych zainteresowanych paleo (kolejność alfabetyczna), aczkolwiek sama nigdy z ich usług nie korzystałam, więc nie mogę Wam gwarantować stuprocentowej satysfakcji:

 

1. Pani Agnieszka Ciechońska z Łodzi (dietoterapueta): www.lavita.org.pl/dietoterapeutycznej-%E2%86%90

2. Pani Małgorzata Desmond z Warszawy: www.cmgamma.pl/personel/mgr-malgorzata-desmond

3. Pani Urszula Forenc z Instytutu Zdrowego Żywienia (Wrocław): www.instytutzdrowegozywienia.blogspot.com

4. Panie Paulina Ihnatowicz i Emilia Ptak-Kasica z MedFood w Bydgoszczy: www.medfood.com.pl

5. Pani Justyna Salomonowicz-Gustaw z Warszawy: www.salamonowicz.com

6. Pani Monika Skuza z Tłustego Życia (choć nie jest dietetykiem, zaleca sprawną suplementację): www.tlustezycie.pl

7. Pani Iwona Wierzbicka z Opola: www.ajwen.pl

Jeśli znacie innych fachowców zajmujących się tematem paleo, zdradźcie ich nazwiska w komentarzach, a ja listę zmodyfikuję. Im więcej, tym lepiej!

A tymczasem przejdę do następnego punktu.

 .

3. Czyś Ty powariowała? Ja się pytam na poważnie, a Ty mnie odsyłasz do dietetyka?! Nieładnie, Panno Jaskiniowa, nieładnie 😉

Wiem, Moi Drodzy, że taka odpowiedź Was rozczarowała. Im dłużej czytam jednak o różnych dietach, tym wyraźniej dostrzegam, że dieta musi być dobrana indywidualnie (zwłaszcza w przypadku osób chorych).

Jeśli jednak jesteś zdeterminowani i pragniecie zacząć dietę natychmiast, mam dla Was kilka wskazówek:

1. Zacznijcie od odstawienia glutenu i nabiału, produktów przetworzonych, rafinowanego cukru i rafinowanych olejów. Po miesiącu (a czasem nawet i szybciej) powinny być już widoczne pozytywne objawy tej zmiany.

2. Jeśli taka dieta nie przyniesie Wam ulgi, spróbujcie Protokołu Autoimmunologicznego. Więcej o nim tutaj, tutaj i tutaj.

3. Zadbajcie o jakoś produktów i ich wartość odżywczą. Obserwujcie też swoje reakcje po danym produkcie. Jak? Ano, u mnie przykładowo wrażliwość na dany pokarm objawia się wzdęciami, gazami, cieknięciem z nosa, a nawet bólem tarczycy.

.

4. Kiedy powinnam przejść na dietę i w jaki sposób?

Na pewno nie zaczynaj od poniedziałku 😉 W moim wypadku decyzja o zmianie diety była spontaniczna – w piątek lub w sobotę zdecydowałam „coś” zmienić, a pożegnałam się z glutenem w niedzielę. Gościłam wtedy u Pana Jaskiniowego i pamiętam, że praktycznie nie miał mnie czym poczęstować… Ale dzielnie zniosłam cały dzień. Najadłam się wtedy ziemniakami, bo nie wiedziałam, że psiankowatych też nie wolno 😉

Przed rozpoczęciem diety (a raczej: nowego stylu życia) warto jednak odpowiednio się przygotować. Przede wszystkim trzeba oddać bliskim/znajomym produkty, których na pewno nie zamierzamy jeść przez jakiś czas, np. czekoladę, kakao, ciasteczka, a także zapas ketchupu na pół roku, który zrobiliśmy niedawno, bo akurat była promocja w Tesko… Warto pożegnać się z tym wszystkim, co potencjalnie może nas kusić. Ja osobiście nie miałam problemu z ciągotami do „tradycyjnego” jedzenia, ale wiem, że w życiu bywa różnie… Ponadto musimy zaplanować gotowanie i menu na najbliższe parę dni. W internecie jest pełno przepisów, więc z tym nie będzie problemu. Mają to być dania proste i pożywne – np.  gotowane i surowe warzywa, mięso, surowe owoce… Uwaga, po przejściu na dietę zaczniecie produkować mnóstwo obierek, zwłaszcza z marchewki 😉 Na szczęście z punktu widzenia ekologii jest to bardzo dobra zmiana (więcej o na ten temat tutaj).

Kolejna rzecz: kiedy już podejmiecie decyzję o zmianie stylu życia, warto zająć się tym w okresie w miarę spokojnym, w którym nie przygniatają Was obowiązki w pracy. Nie zalecam jednak także zbytniej zwłoki, bo czasem co się odwlecze, to uciecze. Zmiany możecie także wprowadzać powoli, chociażby stopniowo zwiększając spożycie warzyw, nawet niegotowanych. Wierzcie mi, że surowa marchewka to idealna przekąska, a do tego banalnie prosta w przygotowaniu 🙂

I jeszcze jedno: na dietę najlepiej przejść latem, kiedy obfitują świeże owoce i warzywa. Dzięki temu będzie nam łatwiej przygotować posiłki i przystosować się do nowego stylu życia.

.

5. Ile optymalnie powinien trwać AIP?

Powszechnie przyjęło się mówić, że co najmniej miesiąc i nie dłużej niż trzy miesiące. Każdy przypadek jest jednak inny i niekiedy zaleca się przedłużenie tak restrykcyjnej diety. O tym jednak musi zadecydować już lekarz/dietetyk.

.

6. Czy po skończeniu diety AIP mogę wrócić do jedzenia psiankowatych (np. pomidorów i papryki)?

To zależy. Na pewno musisz spróbować. Jeśli po psiankowatych nie pojawi się żadna reakcja, jedz je śmiało, bo to kopalnia witamin i minerałów 🙂 Jeśli jednak poczujesz się gorzej, Twoje ciało ewidentnie daje Ci znak, że psiankowate nie są dla Ciebie.

Z mojego doświadczenia wynika też, że czasem możemy tolerować jedne psiankowate, a innych nie – mnie choćby po papryce nic nie jest, ale pomidorom raczej nie ufam.

.

7. Czy na AIP można stosować błonnik witalny (babka płesznik, babka jajowata)?

Nie, gdyż to nasiona. Błonnik to w ogóle temat bardzo ciekawy, jednak moim zdaniem zupełnie wystarcza nam ten, który znajdziemy w warzywach i owocach. Ponadto kokos (a zwłaszcza mąka kokosowa), którego na protokole spożywa się dość dużo, zawiera ogrom błonnika i dlatego nie ma potrzeby dodatkowej suplementacji. A i portfelowi będzie lżej bez kolejnego wydatku 🙂

.

8. Czy na takiej diecie nadal mogę jeść suszone owoce (jem tylko te ekologiczne)?

Suszone owoce na protokole AIP są traktowane jako deser – czasem można, byle nie często. Oczywiście wszystko zależy od Waszej reakcji: suszone owoce zawierają mnóstwo fruktozy i dlatego niektórzy mogą czuć się po nich źle. Jeśli jednak nie zauważyłaś żadnych przykrych reakcji – jedz śmiało i na zdrowie! (Choć w ilościach rozsądnych, oczywiście, i najlepiej te niesiarkowane).

.

9. Co z cykorią i karobem, czy są dozwolone w paleo i AIP?

Na protokole cykoria jest dozwolona, karob także. Czytałam jednak ostatnio, że Monika Skuza (MS) radzi na początku odstawić karob… Takie zalecenia zależą na pewno od stanu zdrowia chorego. I dlatego właśnie warto skonsultować się z dietetykiem osobiście, by fachowo zdecydował, co nam wolno, a czego nie. Mnie osobiście po karobie nic nie jest, ale jest to moje osobiste doświadczenie. Niektóre osoby źle czują się na karobie, gdyż zawiera on sporo węglowodanów… O jego wprowadzeniu do diety musicie zatem zadecydować sami.

Uwaga! Jeśli już włączacie karob do diety, zadbajcie koniecznie, by nie zawierał „śladowych ilości glutenu”.

.

10. Czy bataty mogę jeść zamiast zwykłych ziemniaków?

Tak, gdyż bataty nie należą do rodziny psiankowatych. Radzę jednak ostrożność: bataty przychodzą do nas z bardzo daleka i dlatego na pewno traktowane są mocnymi konserwantami. Słyszałam, że niektórzy po batatach czują się źle i nie wiem, czy jest to spowodowane skrobią w nich zawartą, czy tymi konserwantami. Dlatego każdy z Was musi zbadać sam, czy Wasz organizm bataty polubi.

.

11. Czym zastąpić chleb i węglowodany typu kasze, ryż, makaron, ziemniaki?

Na protokole autoimmunologicznym jest kilka opcji. Przede wszystkim poleca się spożywanie warzyw skrobiowych – batatów, topinamburu, platanów. Także owoce są dobrym źródłem węglowodanów, a już zwłaszcza banany. Uwaga! Warzywa takie jak marchewka także zawierają cukry, jednak wg Paula Jamineta są one pochłaniane głównie przez bakterie jelitowe, a dla nas pozostają marne ochłapy 😉

Wiem, Kochani, że wybór jest niewielki, produkty te są słabo dostępne, a do tego drogie. Co więc można zrobić? Przez pierwszy miesiąc możecie spróbować trzymać ścisłe AIP, konsumując warzywa powyżej wymienione oraz owoce. Po tym czasie spróbujcie podbijać spożycie węglowodanów mąkami: kasztanową, żołędziową, bananową, platanową, z tapioki, z maranty trzcinowatej… Wiem, że mąki te także są dość drogie, ale przecież nie będziemy z nich piec chleba! Czasem wystarczy parę łyżek by pokryć dzienne zapotrzebowanie na węglowodany 🙂

Kolejną opcją jest wprowadzenie ryżu. Teoretycznie niektórzy mogą reagować na niego jak na gluten, jednak bez specjalistycznych badań nigdy nie przewidzimy, czy należymy do tej akurat grupy. Ja wprowadziłam ryż do diety ok. miesiąca temu. Czuję się po nim znakomicie – wystarcza mała porcja, i to nawet nie codziennie, by dorzucić węgli do naszego pieca 🙂 Uprzedzę kolejne pytania: jem tylko biały ryż. Łuska ziarna brązowego może nie służyć naszym jelitom.

Po protokole możecie spróbować wprowadzić ziemniaki. Co do wprowadzania kasz i ziaren, będzie to już Wasza decyzja. Po AIP albo pozostaniecie na paleo, albo możecie stopniowo wracać do „zwykłej” diety bezglutenowej, bacznie jednak obserwując Wasze reakcje po każdym typie ziaren czy kaszy.

.

12. Jak radzisz sobie z wyżywieniem podczas długich podróży np. pociągiem, autobusem czy samochodem?

Zawsze przygotowuję sobie wyżywienie na drogę. Najczęściej są to po prostu gotowane na parze warzywa z mięsem, surowa marchewka i seler, a także „zastrzyk węglowodanowy”, czyli np. placuszki z platanów i marchewki. W podróży wyśmienicie sprawdzają się także banany. Ostatnio jadłam też sporo wiórek kokosowych. Chyba aż za dużo 😉

Oczywiście na początku możecie czuć się nieswojo, gdy jadąc pociągiem czy autobusem wyciągacie termos z mięchem i marchewką zamiast kanapki z szynką, a ludzie wokół zaczynają Wam się ciekawie przyglądać… Ja jednak czerpię z takich doświadczeń radość, gdyż:

 1. W ten sposób propaguję zdrową dietę i pokazuję, że można jeść inaczej.

2. Jest to oznaka mojej wytrwałości. Nie znajduję sobie wymówek, by zjeść kanapkę z szynką; trzymam się diety w każdych okolicznościach i jestem z tego dumna.

3. Daje mi to możliwość nawiązania ciekawych znajomości. Kiedy ktoś mnie zagadnie, bardzo chętnie opowiadam o swojej diecie i o tym, że dzięki niej zdrowieję. Raz nawet w taki sposób zaczęłam rozmowę z panią również cierpiącą na Hashimoto! Ucięłyśmy sobie przemiłą, ponad dwugodzinną pogawędkę 🙂

.

13. Jak żywisz się Paleo podczas wyjazdów wakacyjnych, weekendowych, czy także wycieczek (również tych zorganizowanych)?

To zależy. Jeśli odwiedzam rodzinę bądź znajomych, ostrzegam ich zawczasu, co będzie mi potrzebne i korzystam z uprzejmości gospodarzy, by coś sobie szybko upichcić w ich kuchni.

Z wyjazdami wakacyjnymi niby jest trudniej… Ale na szczęście tylko w teorii. W zeszłym roku odwiedziłam Hiszpanię. Wynajęłam apartament z małą kuchnią i tam przygotowywałam sobie jedzenie. Na szczęście w Hiszpanii nie brakuje platanów, więc kupowałam ich sporo, kroiłam na plasterki i piekłam lub smażyłam. Do tego prawie codziennie nabywałam awokado, a także świeże owoce i warzywa. Skusiłam się także na owoce morza. Tak po prawdzie to jadłam w Hiszpanii jak panisko, mimo że ani razu nie odwiedziłam restauracji 😉 Do tej pory mam w głowie przepiękny obrazek: molo, szumiące błękitne morze i ja: wygodnie usadowiona na ławce i pożerająca platany. Coś wspaniałego.

Wiem jednak, że nie zawsze można wynająć apartament: czasem musimy udać się do hotelu narzuconego nam przez pracodawcę. W takich wypadkach warto uprzednio skontaktować się z danym obiektem i uprzedzić ich o naszej diecie. Możecie też poszukać odpowiednich restauracji w okolicy i skontaktować się z nimi mailowo. Na szczęście Europa idzie do przodu i dziś bardzo dba się o klienta, a także uwzględnia jego problemy zdrowotne.

A co do wycieczek zorganizowanych – zupełnie z nich nie korzystam. Od kilku lat swoje wyjazdy organizuję sama. Tak jest najciekawiej 🙂

.

Mam nadzieję, że Wasza ciekawość została choć trochę zaspokojona 🙂 Gdybyście mieli więcej pytań, dajcie mi znać w komentarzach. Staram się odpowiadać każdemu, ale czasem trochę mi to zajmuje – niekiedy nie mam czasu, a niekiedy zwyczajnie ochoty. Z zasady staram się nigdy do niczego nie zmuszać, a robić to, co w danym momencie przychodzi mi z łatwością. Każde zadanie wymaga odpowiedniego nastroju i dlatego, jeśli mam taką możliwość, wolę poczekać z jego realizacją aż morale mi się poprawią i będę mogła oddać się temu obowiązkowi z pełną siłą i werwą 🙂 Choć oczywiście nie zawsze tak się da, czego ostatnio doświadczyłam przy pisaniu pracy magisterskiej, brrr!

Pozdrawiam Was ciepło i mocno wszystkich ściskam!

Wasza PaleOla

~ Jestem paleo. Jestem eko! ~

Jak ma się paleo do ekologii? Jak pięść do oka? Jak piernik do wiatraka? A może jak frytka do majonezu?

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ile codziennie produkujecie śmieci? Nie? Cóż, ja także kiedyś nigdy o tym nie myślałam. Teoretycznie docierały do mnie dane o niebotycznej ilości odpadków generowanych przez każdego homo sapiens, ale kto będzie się tym przejmował? Śmieć się wyrzuca i tyle. Po co dłużej zaprzątać sobie nim głowę?

Po kilku tygodniach diety paleo doznałam olśnienia – praktycznie przestałam produkować śmieci! A może raczej – zmienił się ich typ. W koszu zagościły kilogramy obierków, które bardzo szybko lądują w moim przydomowym kompostowniku (będzie z nich później nawóz jak ta lala).

Radość z mojego odkrycia bardzo szybko ustąpiła przerażeniu. Do tej pory codziennie jadłam jogurt czy nawet dwa, co daje nam dwa plastikowe kubeczki rozkładające się ok. 300 lat. Do tego mleko – jedna plastikowa butelka co dwa, trzy dni. Batoniki albo cukierki – urocze papierki będą się rozkładać przez prawie 500 lat. Chleb – kolejne foliowe opakowanie. Masło – folia aluminiowa. Kiełbaski, wędliny, sery – znów plastik! A to tego dochodzą nam jeszcze przeróżne puszki, pudełka (choćby po ryżu czy kaszy), torebki po makaronach. Nie ma się co oszukiwać: każdy nasz posiłek obciąża środowisko. KAŻDY. Kiedy zjesz mały jogurcik, którego prawie nie poczujesz – Matka Natura będzie się z Twoim śmieciem męczyć przez najbliższe 300 lat.

Na szczęście istnieje prosty sposób by to zmienić: dieta. Śmieci które produkuję na paleo to: słoiki po oleju kokosowym i butelki po oliwie z oliwek (na szczęście szkło łatwo ponownie przetopić i użyć); troszkę foliówek po zakupach i plastikowe opakowania po żelatynie (raz na jakiś czas); duuużo obierek i sporo kości (te akurat spalamy w piecu). Czasem dojdą do tego opakowania np. po daktylach, karobie czy orzechach lub puszka po mleku kokosowym. I to tyle.

Dzięki ograniczeniu produkcji śmieci poczułam do paleo jeszcze większą sympatię. I nie tylko do paleo – do każdej diety, która każe nam ograniczyć spożywanie paczkowanych produktów. 

Kiedy będziecie sięgać po kolejny nafaszerowany cukrem jogurt zastanówcie się przez chwilę, czy naprawdę warto. A może lepiej wybrać banana czy jabłko? My na Ziemi pożyjemy jeszcze (w najlepszym razie) kilkanaście lat, ale nasze dzieci i wnuki w pełni odczują konsekwencje naszych dietetycznych wyborów.

Dlatego apeluję: odrzuć śmieciowe jedzenie. Matka Natura będzie Ci za to wdzięczna.

I, jak zawsze, bądźcie zdrowi, Kochani!

~ O co w ogóle chodzi z tym paleo? ~

Nie jestem zwolenniczką żadnych ideologii, religii czy filozofii. Moim zdaniem są one najzwyczajniej w świecie niebezpieczne, gdyż można je doprowadzić do ekstremum, wyprać ludziom mózgi tak, by stali się fanatycznymi krzewicielami danej myśli, gotowymi w jej imię nawet zabić. Choć, oczywiście, ideologie, religie czy filozofie mogą także nam służyć, o ile używamy ich z głową i nie przyjmujemy bezmyślnie tego, co dany autorytet powie. Podobnie ma się rzecz z dietą – nie chodzi o to, by nabożnie stosować to, co dany „guru” wymyślił. A już najlepiej widać to na przykładzie diety paleo.

(Źródło obrazka).

W teorii założenia paleo są proste: jako że nasz gatunek ewoluuje od setek tysięcy lat (szacuje się, że wyewoluowaliśmy ok. 2,5 mln lat temu z jakiegoś odłamu australopiteków), nie jesteśmy przystosowani do jedzenia, które pojawiło się w naszym menu stosunkowo niedawno. Celem paleo jest więc zbliżenie się do diety naszych przodków, rzekomo dla nas optymalnej.

Niby brzmi to logicznie, ale przecież wszyscy wiemy, że powrót do przeszłości jest niemożliwy. Po pierwsze dlatego, że nie istniała żadna wspólna dieta człowieka paleolitycznego – nasi przodkowie byli rozsiani po różnych zakątkach globu i spożywali różne pokarmy. Kolejna rzecz: nie mamy pewności, że ludzie paleolitu jedli w optymalny dla siebie sposób. Dziś dość dobrze wiemy, jakie jest zapotrzebowanie człowieka na pierwiastki i minerały. W zamierzchłych czasach jedliśmy to, co udało się upolować czy uzbierać, a że często mięsko nam uciekało, pewnie niejednokrotnie przymieraliśmy głodem. Szczerze wątpię, by człowiek paleolitu był okazem zdrowia.

Co więcej, dzisiejsze jedzenie jest zupełnie inne od tego, które niegdyś spożywaliśmy. Nie dość, że obecnie do dziczyzny dostęp mamy słaby (kiedyś wystarczyło wyjść za róg z dzidą), to na dodatek wiele gatunków roślin spożywanych kiedyś albo dziś wyginęło, albo przeszło liczne mutacje (nie wspominając już o powszechnie dziś stosowanych sztucznych nawozach i środkach ochrony roślin, które nie mają zupełnie nic wspólnego z epoką paleolitu).

Co z tego wszystkiego wynika? Że ludzie jaskiniowi nie jedli paleo. W ich menu na pewno nie gościły naleśniki z mąki kokosowej czy muffinki z migdałów. Ale czy ma to dla nas znaczenie?

W paleo chodzi o jakość. W zasadzie to nawet nie jest dieta, to po prostu mądry wybór tego, co zdrowe. Ponadto paleo to nie ogłupiający wymysł czyjegoś „widzimisię”. Dziś jesteśmy w stanie korzystać z setek badań naukowych by zyskać informację na temat optymalnej dla nas diety.

I dlatego zasady są proste: żadnych rzeczy przetworzonych, rafinowanych cukrów, rafinowanych olejów roślinnych i dodatków chemicznych. Zamiast tego warzywa i owoce, jaja od szczęśliwych kur, mięso (najlepiej z dobrego źródła, choć z tym jest akurat dość ciężko) i dobre tłuszcze. Czasem miód.

Paleo to zatem dążenie do równowagi i dostarczanie organizmowi wszystkiego, czego potrzebuje: węglowodanów, tłuszczów, białek, witamin, mikro i makroelementów. Nie istnieje oczywiście żadna złota proporcja mówiąca, jakie powinno być spożycie każdej z tych grup. I ponieważ każdy z nas jest inny, zachęcam do eksperymentowania na sobie i obserwowania co i w jakieś ilości sprawia, że czujemy się dobrze. Jedni będą bardzo dobrze funkcjonować na paleo ze zwiększonym spożyciem tłuszczu, zaś innym potrzeba będzie więcej węglowodanów. A jaki jest w ogóle cel tego wszystkiego? Bycie zdrowym i szczęśliwym! Jeśli brakuje Ci energii i czujesz się słabo to znaczy, że czegoś w Twojej diecie brakuje.

Z moich obserwacji wynika, że dziś ogromnej większości ludzi tego „czegoś” brakuje. Nasze ciała są potwornie zanieczyszczone i przeciążone. Sama ze zgrozą wspominam to, co kiedyś w siebie wpychałam. W Szwecji mówi  się: „jeśli jesz gówno, czujesz się jak gówno”. Nie dziwmy się zatem współczesnej epidemii nowotworów, chorób serca i innych. To są skutki naszych dietetycznych wyborów.

Dlatego od lipca zeszłego roku wybieram inaczej. Nie patrzę bezczynnie, jak Pan Hashimoto będzie mi stopniowo niszczył tarczycę. Pokażę mu, a co! I wiem, że nie jest to droga łatwa, ale dam radę. I Wy również dacie  : )

~ Ananasowe Żelki ~

Odkąd przeszłam na paleo, stosuję dwie podstawowe zasady: „im prościej, tym lepiej” i „im mniej cukru, tym lepiej”. Efektem połączenia tych dwóch myśli są galaretkowe żelki ananasowe. Dziecinnie proste w przygotowaniu, a jakie efektowne! Z czystym sumieniem mogę polecić je jako łakocie dla dzieci. Kupne żelki mają najczęściej potworny skład. Ja tam bym nimi swoich dzieci nie truła, tylko zakasała ręce do pracy!  : )

 

Składniki:

~ 400 gramów ananasa

~ sześć plastrów żelatyny (ja korzystam z takiej, jest bezglutenowa, wiem na pewno, bo pisałam do producenta)

Przygotowanie:

1. Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie.

2. Ananasa kroimy, wrzucamy do rondla i mielimy blenderem. Gotujemy (inaczej galaretka się nie zsiądzie).

3. Gdy ananas się zagotuje, dodajemy żelatynę i mieszamy aż do jej rozpuszczenia.

4. Przekładamy do foremek (najlepiej o śmiesznych kształtach). Mocno schładzamy (wtedy żelki łatwo wyjdą z foremek) przez ok. 1,5 – 2 godziny. Smacznego! 🙂

~ Ciasto jabłkowo-platanowe (bez cukru!) ~

Ciasto to zrobiłam jeszcze przed detoksem cukrowym, tak na pożegnanie. Żeby jednak zagłuszyć wyrzuty sumienia, nie dodałam do niego żadnych substancji słodzących. I, o dziwo, wyszło pysznie i słodko!

Składniki (na formę o średnicy 20 cm):

~ trzy żółte platany i jeden platan zielony (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie, rozpowszechnijmy je!)

~ pięć żółtek

~ cztery plastry żelatyny

~ trzy łyżki oleju kokosowego i dwie łyżki smalcu + tłuszcz do wysmarowania formy

~ jedna łyżeczka sody oczyszczonej

~ 100 gramów nerkowców

~ jedno jabłko-gigant (lub dwa małe)

~ dwie łyżeczki cynamonu

Przygotowanie:

1. Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie.

2. Platany dokładnie mielimy blenderem, dodajemy do nich nerkowce, sodę i żółtka i ponownie mielimy.

3. W rondelku roztapiamy olej kokosowy ze smalcem. Do tłuszczu dodajemy wcześniej namoczoną żelatynę i mieszamy do rozpuszczenia. Tak przygotowany tłuszcz wlewamy do gotowej masy platanowej i dokładnie mieszamy.

4. Formę o średnicy 20 cm smarujemy tłuszczem i wylewamy na nią ciasto.

5. Jabłko obieramy ze skórki, kroimy na plasterki i układamy na cieście. Całość posypujemy cynamonem.

6. Pieczemy ok. 35-40 minut w temperaturze 160 stopni (z termoobiegiem). Smacznego!   : )

Ciasto w całej swej ciastowej okazałości.

Ciasto po przekrojeniu.