Tarta marchwiowo-orzechowa (bez glutenu i nabiału – wegańska)

Wielkimi krokami zbliżają się imieniny Anny – i jeśli chcesz pozytywnie zaskoczyć bliską Ci Anię, orzechowo-marchwiowa tarta będzie strzałem w dziesiątkę! To idealny deser na gorące dni. Nie wymaga pieczenia i składa się wyłącznie z naturalnych i najzdrowszych składników. Jest cudownie słodka, i to bez grama dodanego cukru! Pan Jaskiniowy stwierdził, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie w życiu jadł, włączając w to najpopularniejsze batoniki, czekolady i ciasteczka. Lepszej rekomendacji nie trzeba 🙂

 

Składniki na spód:

  • 400 gramów nieobranej marchwi (czyli trzy-cztery średnie sztuki)
  • 150 gramów orzechów
  • 200 gramów suszonych daktyli
  • 150 gramów wiórków kokosowych
  • 50 gramów suszonego ananasa
  • 35 gramów roztopionego nierafinowanego oleju kokosowego
  • 15 gramów karobu (lub kakao)

Składniki na krem:

  • 150 gramów orzechów nerkowca
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 200 ml mleka kokosowego
  • 30 gramów suszonego mango
  • 20 gramów nierafinowanego oleju kokosowego

Do dekoracji:

  • po 20 gramów orzechów laskowych i orzechów nerkowca oraz 10 gramów suszonego mango

 

Przygotowanie:

.

..

.

1. Orzechy nerkowca moczymy przez kilka godzin:

 

 

 

.

.

.

.

.

2. Daktyle i orzechy laskowe mielimy blenderem na gładką masę.

.

 

.

.

3. Marchew ścieramy na tarce o drobnych oczkach:

 .

.

.

.

.

.4. Dodajemy suszony ananas i ponownie mielimy. Uwaga! Suszony ananas jest dość twardy, więc warto robić przerwy przy jego mieleniu 🙂

.

 

 

 

.

.

.5. Wiórki kokosowe mielimy młynkiem do kawy lub blenderem na gładki krem (dokładną instrukcję znajdziecie w tym przepisie).

.

.

.

.5. Marchew, masę daktylowo-orzechową oraz krem kokosowy wyrabiamy ręką aż do połączenia składników. Na koniec dodajemy olej kokosowy i karob i ponownie wyrabiamy.

.

.

.

.

.

 .6. Tak otrzymanym ciastem wykładamy formę do tarty o średnicy 24 cm. Całość wkładamy do lodówki na co najmniej godzinę. Uwaga! Jeśli ciasto zbyt  mocno się klei, wkładamy je do zamrażarki na 20-30 minut i wykładamy nim formę dopiero po schłodzeniu.

 

.

.

 Przygotowanie kremu:
1. Uprzednio namoczone orzechy nerkowca mielimy blenderem. Po chwili dodajemy mleko kokosowe, sok z cytryny, olej kokosowy oraz suszone mango i ponownie mielimy aż do uzyskania gładkiej konsystencji.

 

 

 

 

 2. Krem wykładamy na spód do tarty i równomiernie rozprowadzamy. Tartę wkładamy na około godzinę do  zamrażarki.

 

 

 

 

3. Siekamy orzechy włoskie i orzechy nerkowca, zaś mango kroimy w paski. Dekorujemy nimi stężałą tartę. Smacznego! 🙂

 

 

 

***

 

Do przygotowania dzisiejszego przepisu użyłam produktów firmy Sto procent zdrowia. Jej właścicielami jest dwóch bardzo miłych Panów, którzy rozumieją potrzeby osób dbających o swoje zdrowie i dlatego kładą niezwykły nacisk na jakość swoich produktów. I to czuć! Bakalie, które otrzymałam, były bardzo smaczne, a orzechy nerkowca i daktyle należą do jednych z najlepszych, jakie w życiu jadłam. Do tego wszystkie produkty są pozbawione konserwantów, nawet wiórki kokosowe! Z ogromną radością zobaczyłam na opakowaniu brak ostrzeżenia: „zawiera dwutlenek siarki” 🙂

Jeśli mielibyście ochotę przetestować te naturalne pyszności, wspólnie przygotowaliśmy promocję: na hasło „Jaskiniowa Kuchnia” otrzymacie w sklepie Sto procent zdrowia 10% rabatu 🙂

Wpis został przygotowany w ramach współpracy z marką Sto procent zdrowia.

Rabarbarowe tartaletki (bez glutenu, bez nabiału, bez jajek)

.

.

Sezon na rabarbar mamy w pełni, więc warto go dobrze wykorzystać. Dlatego też postanowiłam stworzyć deser, który będzie idealny dla osób nietolerujących glutenu, nabiału, jajek oraz ziaren, a do tego, oczywiście, będzie pyszny! 🙂 Deser zniknął z talerza bardzo szybko – za szybko. Na szczęście mam już pomysł na kolejny przysmak. Moja kreatywność nie zna granic, hihi 😀

.

.

.

Składniki (na sześć tartaletek o średnicy 10 cm):

~ 400 gramów batatów + 20 gramów roztopionego masła klarowanego lub nierafinowanego oleju kokosowego do ich upieczenia

~ 75 gramów mąki kokosowej

~ 20 gramów mąki z tapioki

~ 15 gramów mąki kasztanowej

~ 10 gramów karobu lub kakao (ja użyłam karobu)

~ ćwierć łyżeczki soli

~ 30 gramów miękkiego masła klarowanego lub nierafinowanego oleju kokosowego

~ 300 gramów rabarbaru + spora łyżeczka nierafinowanego oleju kokosowego do smażenia

~ 150 gramów słodkich truskawek

~ 20 gramów ksylitolu

~ łyżeczka miodu

~ cynamon

~ opcjonalnie: płatki migdałowe lub siekane migdały

Przygotowanie:

1. Bataty myjemy, obieramy i kroimy w plastry. Układamy na blasze, a następnie przy pomocy pędzelka smarujemy roztopionym tłuszczem i pieczemy do miękkości przez 25-30 minut w temperaturze 180 stopni. Czekamy, aż wystygną.

2. Upieczone bataty mielimy blenderem wraz ze wszystkimi mąkami, solą, karobem lub kakao, masłem (lub olejem). Jeśli Twój sprzęt nie daje rady, ciasto wyrób ręcznie 🙂

3. Gotową masą wykładamy foremki i wkładamy do zamrażarki na około 30 minut. Po tym czasie pieczemy je przez ok. 20-30 minut w temperaturze 165 stopni z termoobiegiem (czas pieczenia może się różnić – mój piekarnik jest niestety dość mało wiarygodny. Tartaletki powinny bardzo lekko się zarumienić).

4. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie: rabarbar oraz truskawki myjemy i kroimy. W rondelku roztapiamy łyżeczkę oleju kokosowego i na małym ogniu podsmażamy rabarbar. Dodajemy ksylitol i miód i dusimy pod przykryciem na małym ogniu przez 5 minut.



5. Podpieczone tartaletki wyjmujemy z piekarnika i układamy na nich nadzienie warstwami – najpierw pas rabarbaru, później świeże truskawki, następnie znów rabarbar. Udekorowane tartaletki wkładamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 160 stopni na ok. 20-25 minut (truskawki powinny puścić sok i lekko się zarumienić).


6. Czekamy, aż upieczone tartaletki wystygną, można je także schłodzić w lodówce. Posypujemy je cynamonem, ksylitolem i (opcjonalnie) płatkami migdałowymi. Smacznego!

UWAGI:

Jeśli nie tolerujesz ksylitolu, zastąp go miodem. Zarówno miodu, jak i ksylitolu można dodać więcej – spróbuj, czy nadzienie nie jest dla Ciebie zbyt kwaskowe.

Smak tartaletek będzie się różnił zależnie od tego, czy użyjemy masła klarowanego, czy oleju kokosowego.

W wolnej chwili zajrzyj na Jaskiniową Kuchnię na Facebooku!


Zdjęcia są chronione prawem autorskim i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie.

~ Serowa tarta z kalafiora: bez glutenu, jajek, mleka ~

Życie bez sera na początku może wydać się tragiczne: wszelkie zapiekanki stają się wspomnieniem, a o serniku nie mamy nawet co marzyć… Na szczęście potrzeba jest matką wynalazku! A co, gdyby ser zastąpić… kalafiorem? Wymyśliłam, przetestowałam, skosztowałam. Da się! I to naprawdę pysznie! 🙂

 

 

Składniki (na formę o średnicy 24 cm):

~ 60 gramów mąki kasztanowej
~ 40 gramów mąki kokosowej
~ 50 gramów nierafinowanego oleju kokosowego
~ czubata łyżka mąki z tapioki
~ półtora dużego, żółtego platana [czym jest platan?]*
~ 125 gramów nerkowców
~ ¼ łyżeczki sody
~ puszka kremowego mleka kokosowego (nie wstrząsajcie nim przed użyciem!)
~ 4 łyżki oleju kokosowego
~ dziewięć plastrów żelatyny
~ 4 łyżki jasnego miodu, np. lipowego (zależnie od preferencji smakowych można użyć więcej lub mniej) + 2 łyżeczki miodu do ciasta
~ średni kalafior o wadze ok. 1500 gramów
~ 20 czereśni, 25-30 malin lub innych owoców sezonowych (np. jagód)

* Jeśli nie dysponujecie platanami, polecam wykorzystać przepis na spód do tarty [stąd].

Przygotowanie:

 

 1. Na kilka godzin przed przygotowaniem ciasta namaczamy orzechy nerkowca w letniej wodzie z odrobiną soku z cytryny.

 

2. Platany obieramy, mielimy blenderem, dodajemy mąkę kasztanową, mąkę z tapioki, mąkę kokosową, sodę, 50 gramów roztopionego oleju kokosowego, dwie łyżeczki miodu i ponownie mielimy na gładką masę. Jeśli ciasto jest zbyt lepkie, dodajemy jeszcze trochę mąki kokosowej. Uwaga! Słabsze blendery mogą nie podołać. W takim wypadku ciasto zagniatamy ręką.

Wkładamy do zamrażarki na 20 minut by ciasto zgęstniało. Po tym czasie wykładamy nim formę do tarty, nakłuwamy widelcem i pieczemy na złoto 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 145 stopni (z termoobiegiem).

 3. Ze średniego kalafiora ostrym nożem odkrawamy różyczki. 

.

4. Mleko kokosowe dzielimy na dwie części: zbieramy z góry łyżką kremową śmietankę (powinniśmy jej uzyskać ponad szklankę). Na dole zostanie nam jasna, biaława woda.

5. W garnku rozpuszczamy cztery łyżki oleju kokosowego i podsmażamy na nim pokrojone różyczki kalafiora przez około pięć minut. Następnie dodajemy 1/2 szklanki rzadkiego mleka kokosowego, ¼ szklanki wody, przykrywamy i gotujemy do miękkości na małym ogniu ok. 25-30 minut. Po tym czasie mielimy całość blenderem na gładką masę.

.

6. Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie, by zmiękła.

7. Nerkowce odsączamy i mielimy blenderem na krem.               

8. Gdy masa kalafiorowa osiągnie temperaturę pokojową, dodajemy do niej krem z nerkowców i kremowe mleko kokosowe (w puszcze powinno nam zostać jeszcze ¼ szklanki dość rzadkiego mleka kokosowego). Wlewamy miód i ponownie mielimy całość blenderem.

9. ¼ szklanki mleka kokosowego podgrzewamy i rozpuszczamy w nim żelatynę. Następnie dodajemy dwie   łyżki   kremu   kalafiorowego i mieszamy. Na koniec całość powoli i ciągle mieszając wlewamy do masy kalafiorowej.

.

10. Jeśli użyliśmy czereśni, drylujemyje i napełniamy  masą kalafiorową.

11. Owoce układamy na upieczonym blacie, polewamy resztą kremu kalafiorowego i wkładamy tartę do zamrażarki, by stężała (zajmie to ok. 1-1,5 h). Później przekładamy ją do lodówki. Smacznego! 🙂

.

.

~ Mazurek z masą „kajmakową” (bez glutenu, bez jaj, bez laktozy) ~

Jeśli ktoś z Was nie upiekł jeszcze mazurka, niechaj się nie smuci i nie traci nadziei! Zrobienie mazurka z platana to rzecz dziecinnie łatwa. I uda się nawet bez jajek!

Chciałabym Wam życzyć również radosnych i zdrowych świąt. I szybkiego nadejścia wiosny, przede wszystkim.

Składniki (na mazurek o wymiarach 20×30 cm):

Ciasto:

~ 320 gramów obranego zielonego platana, czyli dwie małe sztuki (Jeśli nie wiecie, czym są platany, pisałam o nich tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie i w nielicznych sklepach, rozpowszechnijmy je! Proszę Was też o intensywny mailing).

~ 60 gramów mąki żołędziowej

~ 30 gramów mąki kokosowej

~ 50 gramów oleju kokosowego

~ 2 plastry żelatyny

~ łyżeczka sody oczyszczonej

Masa „kajmakowa”:

~ 250 gramów suszonych daktyli

~ pięć łyżek oleju kokosowego

~ trzy łyżki gęstego mleka kokosowego

Do ozdoby:

~ owoce (awokado, melon, mango, winogrona) lub dowolne owoce suszone (np. migdały)

Przygotowanie:

1. Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie.

2. Olej kokosowy topimy w garnuszku i rozpuszczamy w nim żelatynę.

3. Platana mielimy blenderem (jeśli nie dysponujecie mocnym sprzętem, platana warto najpierw zetrzeć na tarce), dodajemy do niego obie mąki, olej kokosowy z żelatyną i sodę. Ciasto zagniatamy rękami.

4. Ciasto wykładamy na papier do pieczenia i rozwałkowujemy na grubość 1,5-2 cm, formując dowolny kształt (Uwaga! Ciasto będzie się średnio lepić, więc warto zwilżyć ręce i je wygładzić). Część ciasta można zostawić, aby uformować z niego podwyższony brzeg. Pieczemy ok. 25 minut w nagrzanym piekarniku w temperaturze 165 stopni (bez termoobiegu). Po tym czasie mazurek smarujemy wodą i zostawiamy go w gorącym piekarniku, żeby wystygł.

5. Aby przygotować masę kajmakową, topimy w garnuszku olej kokosowy. Następnie dodajemy mleko kokosowe, mieszamy, dosypujemy daktyli i mielimy blenderem. Blender musimy być mocny, więc jeśli takiego nie macie, możecie zalać wcześniej daktyle wrzątkiem, żeby zmiękły. Gotowy „kajmak” wkładamy do lodówki, żeby nieco stwardniał.

6. Mazurek dekorujemy masą kajmakową i dowolnie ozdabiamy. Pisankę ozdobiłam kulkami z owoców wyciętymi przy pomocy łyżki do melonów  : )

UWAGI:

1. Mazurek jest absolutnie niesłodki i takie było moje założenie: masa kajmakowa jest bardzo słodka i razem smaki komponują się wyśmienicie. Jeśli jednak pragniecie, możecie dodać do ciasta np. łyżkę miodu lub kilka daktyli.

2. Przeważnie do ciast używa się platanów żółtych. W tym przepisie wykorzystałam platany zielone – raz, bo są niesłodkie, a dwa – bo dzięki nim mazurek jest twardy.

3. Mazurek zrobiłam w dwóch wersjach – z jajkami i bez. W smaku praktycznie się nie różniły. Jeśli pragniecie dodać jaj zamiast żelatyny, zwiększcie ilość mąki.

3. Mazurek najlepiej smakuje następnego dnia, wtedy staje się miększy. Jeśli upieczecie go dziś, jutro śmiało możecie go serwować gościom.

4. To jest mój debiutancki przepis z mąki żołędziowej. Ma specyficzny smak, nieco przypomina mąkę razową… Ale smakuje mi wybitnie  : )

Mazurek w wersji bez jajecznej – kolorowa pisanka  : )

Mazurek po przekrojeniu.

~ Smażone cynamonowe platany w panierce ~

Muszę przyznać uczciwie: tak przygotowane platany są absolutnie nieziemskie. Chrupiące i jednocześnie rozpływające się w ustach. Słodkie – i to bez dodatku cukru! Mają tylko jedną zasadniczą wadę: znikają z talerza zdecydowanie za szybko. Tata mój ocenił je na 100000/10. Lepszej rekomendacji nie trzeba  : )

Wiem, że ostatnio publikuję rzadko (ku mojej niezmiernej rozpaczy), ale pochłania mnie praca magisterska. Idzie mi to jak krew z nosa. Czasem nawet robię wszystko, byle tylko jej nie pisać… W takich sytuacjach wolę się jednak blogiem nie zajmować, by nie generować wyrzutów sumienia. Liczę na Waszą wyrozumiałość i cierpliwość : )

Składniki (dla jednej osoby):

~ jeden duży żółty (a nawet już czerniejący) platan (Jeśli nie wiecie, czym są platany, pisałam o nich tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie i w nielicznych sklepach, rozpowszechnijmy je! Proszę Was też o intensywny mailing).

~ 30 gramów mąki z tapioki (inna skrobia też na pewno zadziała, choć nie gwarantuję smaku; dla osób na AIP polecam marantę trzcinowatą)

~ trzy-cztery spore łyżki oleju kokosowego

~ czubata łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:

Platana obieramy i kroimy na plasterki o średnicy ok. 0,5 centymetra. Następnie każdy plasterek obtaczamy w mące (warto to robić widelcem, inaczej palce będą się Wam potwornie kleić). Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy (podczas smażenia będzie go trzeba jeszcze uzupełniać zależnie od potrzeb) i układamy platany. Smażymy na średnim ogniu aż do zrumienienia (ok. 8 minut), przewracamy na drugą stronę i również czekamy, aż się zrumienią. Układamy na talerzu i posypujemy cynamonem. Serwujemy na zimno lub na ciepło, w każdej postaci są pyszne  : )

~ Pieczone gruszki z rozmarynem ~

Dziś będzie pochwała prostoty. Raz dlatego, że brakuje mi czasu, a dwa – proste jest piękne (i praktyczne!). No bo załóżmy, że mamy gości. I że akurat brakuje nam czasu, by zrobić foie gras. W przypływie paniki chwyćmy więc za gruszkę. Goście będą wniebowzięci, gwarantuję.

Składniki (dla dwóch osób):

~ dwie średnie miękkie i dojrzałe gruszki

~ łyżka oleju kokosowego i łyżka miodu

~ łyżka rozmarynu

Przygotowanie:

Olej kokosowy i miód topimy razem na małym ogniu. Gruszki obieramy, kroimy na ćwiartki i wykrawamy gniazda nasienne. Następnie zanurzamy je w oleju wymieszanym z miodem. Układamy na papierze do pieczenia i posypujemy rozmarynem. Pieczemy 15-20 minut w temperaturze 150 stopni. Można serwować jako przystawkę albo jako dodatek do dania głównego. Choć w sumie jako deser też się nada 😉

~ Ciasto jabłkowo-platanowe (bez cukru!) ~

Ciasto to zrobiłam jeszcze przed detoksem cukrowym, tak na pożegnanie. Żeby jednak zagłuszyć wyrzuty sumienia, nie dodałam do niego żadnych substancji słodzących. I, o dziwo, wyszło pysznie i słodko!

Składniki (na formę o średnicy 20 cm):

~ trzy żółte platany i jeden platan zielony (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie, rozpowszechnijmy je!)

~ pięć żółtek

~ cztery plastry żelatyny

~ trzy łyżki oleju kokosowego i dwie łyżki smalcu + tłuszcz do wysmarowania formy

~ jedna łyżeczka sody oczyszczonej

~ 100 gramów nerkowców

~ jedno jabłko-gigant (lub dwa małe)

~ dwie łyżeczki cynamonu

Przygotowanie:

1. Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie.

2. Platany dokładnie mielimy blenderem, dodajemy do nich nerkowce, sodę i żółtka i ponownie mielimy.

3. W rondelku roztapiamy olej kokosowy ze smalcem. Do tłuszczu dodajemy wcześniej namoczoną żelatynę i mieszamy do rozpuszczenia. Tak przygotowany tłuszcz wlewamy do gotowej masy platanowej i dokładnie mieszamy.

4. Formę o średnicy 20 cm smarujemy tłuszczem i wylewamy na nią ciasto.

5. Jabłko obieramy ze skórki, kroimy na plasterki i układamy na cieście. Całość posypujemy cynamonem.

6. Pieczemy ok. 35-40 minut w temperaturze 160 stopni (z termoobiegiem). Smacznego!   : )

Ciasto w całej swej ciastowej okazałości.

Ciasto po przekrojeniu.

~ Piżmowe frytki ~

Dynia piżmowa sprawdza się w każdej odsłonie. Pisałam już [tutaj], w jakie minerały i witaminy jest bogata. Nic, tylko jeść! Dziś przedstawiam Wam frytki. Są słodziutkie, i to bez cukru! W sam raz na niewinny deser.

Chciałabym też pisać więcej, ale, niestety, praca magisterska sama się nie napisze (oj, wstrętny to wrzód na tyłku jest!), a do tego pracować też trzeba. Na szczęście praca sprawia mi wiele frajdy i jedynym problemem jest obecnie praca magisterska, wrrr.

I zapraszam do polubienia Jaskiniowej Kuchni na fejsbooku!

Składniki:

~ średnia dynia piżmowa

~ sześć-siedem łyżek oleju kokosowego

Przygotowanie:

Dynię kroimy w paseczki długie na ok. 2 cm. Olej kokosowy roztapiamy w sporym garnku, wrzucamy do niego pokrojoną dynię i dokładnie mieszamy. Następnie wykładamy „frytki” na papier do pieczenia i pieczemy w temperaturze 160 stopni przez 20 minut (z termoobiegiem). Frytki warto serwować z sosem z dowolnych owoców, choćby mrożonych. Smacznego! 🙂

Uwaga: frytki nie są chrupiące, lecz miękkie. Pewnie przy dłuższym pieczeniu i większej ilości tłuszczu stałyby się twardsze, ale dyni piżmowej wolę nadmiernie nie męczyć wysoką temperaturą 😉

~ Paleo Pancakes (pomarańczowo-czekoladowe): bez mąki, jajek, mleka i cukru ~

Powoli zbliżam się do Detosku Odcukrzającego. Nareszcie! Ale zanim to nastąpi, korzystam z okazji i przerabiam platany, które dostałam od wujka z Holandii. Przywiózł mi aż dziesięć kilo! I dlatego wpis dedykuję wujkowi Jackowi, dzięki któremu mogę swobodnie oddawać się radości tworzenia. A z platanów tworzy się wybitnie prosto. W sumie czego by się nie zrobiło, zawsze się uda 😉

 

Paleo Pancakes udały się wręcz wybitnie. Są delikatne i miękkie w środku, a do tego cudnie pachną i smakują. Połączenie pomarańczy i czekolady zawsze mnie zachwycało, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, by przetestować je w naleśnikach.

 

Składniki:

~ 4 duże żółte platany (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie, rozpowszechnijmy je!)

~ sok wyciśnięty z czterech średnich pomarańczy

~ jedna czubata łyżka dowolnej skrobi (ja używam maranty trzcinowatej, bo jedna z niewielu skrobi, która nie wywołuje reakcji krzyżowej z glutenem)

~ czubata łyżeczka skórki pomarańczowej

~ 4 łyżki karobu (bądź kakao, jeśli nie cierpicie na chorobę autoimmunologiczną)

~ 4 plastry żelatyny (ja używam takiej, jest bezglutenowa, wiem na pewno, bo pisałam do producenta)

~ 5 łyżek oleju kokosowego + olej do smażenia

Przygotowanie:

Żelatynę przygotowujemy zgodnie z instrukcją (moją trzeba namoczyć w zimnej wodzie). Platany mielimy blenderem na gładko, dodając skrobię i karob. Olej kokosowy roztapiamy, dodajemy do niego skórkę pomarańczową i delikatnie podsmażamy. Następnie do oleju dodajemy sok pomarańczowy, podgrzewamy do ok. 70-80 stopni. Do płynu dodajemy żelatynę i dokładnie ją rozpuszczamy. Tak przygotowany sok wlewamy do zmielonych platanów i dokładnie miksujemy. Masa powinna mieć konsystencję musu.

Naleśniki smażymy na oleju kokosowym. Smacznego!

 

A to platany przywiezione przez wujka z Holandii.

~ Słoneczne paleo śniadanie: zamiast owsianki ~

Zanim przeszłam na paleo (i zanim w ogóle dowiedziałam się o istnieniu tej diety) na śniadanie codziennie jadłam owsiankę. Uważałam, że to najzdrowsze, co istnieje. Niestety, zamiast pomagać, bardzo sobie tym posiłkiem szkodziłam. Osoby z chorobami autoimmunologicznymi nie powinny jeść żadnych ziaren. Ponadto owsianka (jak i wszystkie ziarna oraz orzechy) zawiera kwas fitowy, który utrudnia wchłanianie m.in. magnezu, cynku i wapnia. Co więc jadam teraz na śniadanie? Danie pyszne i pożywne, idealne na jesienne dni. Zawiera surowe żółtka, czyli jest bogate w witaminy A, E, D i K oraz B2 i B12, kwas pantotenowy i składniki mineralne: fosfor, potas, wapń, żelazo, magnez oraz w luteinę (źródło). A do tego przypomina słońce. Oby do lata!

Składniki:

~ 250-350 gramów ugotowanej dyni*

~ 2-3 surowe żółta**

~ 3-4 łyżki oleju kokosowego (zależnie od ilości użytej dyni)

~ opcjonalnie można też dodać banana, trochę ananasa lub kilka migdałów***

* Zależnie od tego, jak głodni jesteście. Najlepiej użyć dyni piżmowej, nadaje się też hokkaido. Ja gotuję ogromny gar dyni, którą później używam do różnych celów.

** Z dobrego źródła, od kurek, które oglądały słońce. Tylko takie jajka są zdrowe. Jeśli jesteście chorzy na jakąś chorobę autoimmunologiczną, uważajcie na białka, zwłaszcza surowe. Często możemy reagować na nie źle, więc lepiej dać je komuś zdrowemu do przerobienia 😉

*** Te ostatnie jednak dodajemy tylko okazyjnie ze względu na wysoką obecność prozapalnych kwasów Omega-6. A jeśli przyjmujecie Letrox lub Euthyrox, migdały rano są zakazane, bo wapń zmniejsza wchłanianie się leku.

Przygotowanie:

Dynię (oraz opcjonalne składniki) mielimy blenderem, dodajemy olej kokosowy i lekko podgrzewamy aż do momentu rozpuszczenia się oleju. Nie gotujemy! Następnie zestawiamy z gazu, dodajemy żółtka i mieszamy. Smacznego!