Protokół autoimmunologiczny – poradnik dla początkujących

Ilość pacjentów, u których diagnozuje się celiakię, reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń czy przede wszystkim Hashimoto, rośnie lawinowo. Choroby autoimmunologiczne wciąż stanowią zagadkę dla lekarzy: o ich przyczynach i przebiegu wiadomo całkiem dużo, lecz mimo to leczenie często okazuje się nieskuteczne. Dlatego coraz szersze grono specjalistów proponuje alternatywne spojrzenie na schorzenia z tej grupy: wierzą oni, że dzięki odpowiedniej diecie, suplementacji i zmianom w trybie życia pacjenta można znacząco poprawić jego stan, a nawet osiągnąć remisję. Czy rzeczywiście jest to możliwe?

Protokół autoimmunologiczny to dieta, której założenia najpełniej opracowała dr Sarah Ballantyne. Kuracja polega na wykluczeniu na okres co najmniej miesiąca pokarmów, które mogą wywoływać reakcję naszego układu odpornościowego, takich jak: wszystkie ziarna, nabiał, orzechy i pestki, rośliny psiankowate… (więcej szczegółów tutaj). Po tym czasie próbujemy po kolei wprowadzać wykluczone produkty i bacznie obserwujemy reakcje naszego organizmu po ich spożyciu (źródło). Oczywiście dieta ta wzbudza wiele kontrowersji i wątpliwości. Bazując na moich doświadczeniach w dzisiejszym artykule spróbuję rozwiać niektóre z nich.

1. Czy każda osoba cierpiąca na którąś z chorób autoimmunologicznych powinna przejść  na protokół?

Nie, oczywiście. Decyzja o rozpoczęciu diety to kwestia indywidualna. Moim zdaniem protokół to rozwiązanie ostateczne, które powinno zostać wdrożone, gdy wszystko inne zawiodło. U części chorych samo odrzucenie glutenu i nabiału wystarcza, by odczuć znaczącą poprawę i uciekanie się do protokołu nie jest konieczne… Najlepiej oczywiście kierować się zaleceniami lekarza i dietetyka, którzy zadecydują, czy protokół jest niezbędny w naszym wypadku.

2. Czy protokół autoimmunologiczny to jedyna opcja dla chorych?

Nie. Istnieje wiele diet, które mogą znacząco poprawić stan chorego. Mimo pewnych różnic, wszystkie zakładają eliminację produktów przetworzonych, rafinowanych i pełnych konserwantów. Ponadto zaleca się unikanie glutenu, nabiału i najczęściej zbóż. Przykładami diet, które mogą pomóc w przypadku chorób autoimmunologicznych oraz wielu innych schorzeń (np. cukrzycy) są:

W wielu wypadkach protokół jest w stanie zdziałać cuda. Czasem jednak organizm potrzebuje innego podejścia dietetycznego… Niejednokrotnie czytałam opowieści pacjentów, którym protokół autoimmunologiczny nie pomógł i którym ulgę przyniosła dopiero Dieta dr Dąbrowskiej. Należy także pamiętać, że wiedza na temat chorób autoimmunologicznych nieustannie ewoluuje, pojawiają się kolejne odkrycia, pozwalające na tworzenie coraz trafniejszych zaleceń dla pacjentów.

3. Kiedy zdecydować się na protokół autoimmunologiczny?

Osoby cierpiące na Hashimoto lub inne schorzenia z autoagresji najczęściej decydują się na zmianę sposobu odżywiania, gdy konwencjonalne leczenie nie pomaga. Jeśli wciąż czujesz się osłabiony, niewyspany, cierpisz na problemy trawienne i gnębią Cię depresyjne myśli – protokół może być dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem. Od czego jednak zacząć?

Idealne wydawałoby się wykonanie na początek testu na nietolerancje pokarmowe i dostosowanie diety do jej wyników. Wiem, że takie testy wzbudzają wiele kontrowersji i część specjalistów podważa ich wiarygodność. Doświadczenia pacjentów również znacząco się różnią: u części osób otrzymane wyniki potwierdzają reakcje zaobserwowane wcześniej, zaś u innych taki test nie wykazuje niemal żadnych nietolerancji. Jeśli z jakiegoś powodu chciałbyś uniknąć poddania się takiemu badaniu, warto pamiętać, że dla większości pacjentów najbardziej problematyczne okazują się gluten i nabiał, trochę rzadziej jajka, zboża bezglutenowe, soja czy owoce morza.

Zanim jednak zdecydujesz się na na jakąkolwiek interwencję dietetyczną, koniecznie wykonaj badania, które pozwolą odpowiednio zaplanować dietę. Będą to więc: morfologia, krzywa cukrowa i insulinowa (pomaga wykryć insulinooporność i cukrzycę), badania ferrytyny, żelaza, witaminy D (metabolit 25 OH), witaminy B12, trójki tarczycowej (tsh, ft3, ft4)… Warto też przebadać się pod kątem występowania pasożytów i bakterii, np. lamblii, glisty ludzkiej czy yersinii. Dla części chorych wskazane byłoby także wykonanie badań w kierunku celiakii.

Gdy już otrzymamy wyniki, może się okazać, że przyczyna naszego złego samopoczucia leży na przykład w insulinooporności lub niedoborze witaminy D (co najczęściej oznacza także niedostatki magnezu) i zastosowanie diety tak rygorystycznej jak protokół autoimmunologiczny nie będzie konieczne.

Korzystajmy ze słońca ile się da 🙂 Chociaż pamiętajmy, że niestety u niektórych pacjentów to za mało i nawet po wakacjach notują oni niedobory witaminy D.

4. Czy protokół można stosować bez konsultacji z lekarzem lub dietetykiem?

Teoretycznie tak. Istnieje bardzo dużo wartościowych źródeł w języku angielskim, które pomagają prawidłowo zorganizować ten model żywienia. Należy jednak pamiętać, że zawsze niesie to ze sobą pewne ryzyko, gdyż, jakby nie patrzeć, eksperymentujemy z własnym ciałem i zdrowiem. Trzeba spędzić wiele naprawdę długich godzin na gromadzeniu informacji, by sobie nie zaszkodzić. Kiedy ja przeprowadzałam protokół, wiedza na jego temat dopiero raczkowała w naszym kraju i trudno było znaleźć specjalistę, u którego można by dokonać konsultacji. Dziś na szczęście łatwo znaleźć wielu wspaniałych dietetyków i lekarzy, potrafiących dostosować protokół do naszych potrzeb i zlecających odpowiednie badania. Ich nazwiska znajdziecie [tutaj].

5. Czy protokół to dieta na całe życie?

Nie. Stosujemy go tylko przez pewien okres czasu – najczęściej zalecane są trzy miesiące, ale dietetyk może zadecydować o przedłużeniu diety.

6. Czy rozpoczynając protokół powinno się zrezygnować z dotychczas stosowanego leczenia?

Nie. Nasz organizm potrzebuje czasu na regenerację. Siniaki nie znikają w jeden dzień – stanu zapalnego gnębiącego nasze ciało także nie ugasimy po tygodniu diety. Dlatego nie wolno nam rezygnować z dotychczas stosowanych leków, takich jak na przykład syntetyczny hormon tarczycy. Oczywiście może się okazać, że po pewnym czasie konieczne będzie zmniejszenie dawki lub całkowita rezygnacja z leku, jednak o tym zadecyduje lekarz.

7. Czy możliwe jest przeprowadzenie protokołu bez suplementów diety?

Teoretycznie tak. W założeniu protokół obfituje w wartości odżywcze, które mają wyprowadzić organizm na prostą. Niemniej jednak proces ten najczęściej zajmuje dużo czasu i dlatego odpowiednio dobrana suplementacja może znacząco przyspieszyć regenerację.

Zdecydowanie odradzam samodzielne dobieranie preparatów, oczywiście o ile nie mamy wykształcenia medycznego. Nie chcemy przecież zaburzyć już i tak zaburzonego funkcjonowania organizmu… Nawet zbyt duże dawki witaminy D mogą okazać się szkodliwe [źródło, źródło]. Dlatego w kwestii suplementacji udajmy się do specjalisty, który odpowiednio nas poprowadzi.

Więcej na temat suplementów diety przeczytacie w jednym z moich poprzednich artykułów [tutaj].

8. Jak najlepiej przygotować się do protokołu?

Warto działać stopniowo i po kolei wykluczać problematyczne dla nas pokarmy. Dzięki temu nasze ciało przyzwyczai się do zmiany diety, a i my nauczymy się, czego unikać. Oczywiście będzie to także ulgą dla psychiki – rezygnacja z większości pokarmów spożywanych do tej pory to duże wyzwanie i należy działać powoli, z rozwagą.

Bardzo ważne jest także opracowanie planu posiłków i znalezienie odpowiednich przepisów. Jeśli możesz, spróbuj nawiązać kontakt z okolicznymi rolnikami lub kolektywą spożywczą, by zapewnić sobie dostęp do warzyw i mięsa dobrej jakości.

Przed rozpoczęciem protokołu warto „uzbroić się” w potrzebną wiedzę. Kiedy wiemy, czego unikać, będzie łatwiej nam przeprowadzić dietę. Mały test: pamiętacie, które z produktów pokazanych na zdjęciu są niedozwolone na protokole? 🙂

9. Czy da się pogodzić protokół z życiem zawodowym i rodzinnym?

Może być to trudne, ale dla chcącego nic trudnego 🙂 Oczywiście ta dieta niesie ze sobą konieczność spędzania większej ilości czasu przy przygotowywaniu posiłków, ale przy odpowiednim rozplanowaniu posiłków trzy miesiące upłyną bardzo szybko.

Warto pamiętać, że sukces protokołu zależy w dużej mierze od wsparcia najbliższych. Wyjaśnij rodzinie i przyjaciołom, że ta dieta to dla ciebie ogromna szansa i wierzysz w jej pozytywne działanie. Dlatego nie będzie żadnych wyjątków: ani kawałku tortu na urodzinach babci, ani wypadu na pizzę z przyjaciółmi. Niestety, nasze postanowienie zmiany diety może się spotkać z niezrozumieniem otoczenia. To boli, gdy najbliżsi podważają sens podjętej przez nas decyzji. W takich sytuacjach warto uciąć dyskusję krótkim: „Czułam się bardzo źle, a ta dieta mi pomaga”. Kluczowa jest tutaj asertywność.

10. Czy protokół autoimmunologiczny oznacza tylko zmianę diety?

Protokół (i każda dieta, którą zdecydujemy się zastosować) niesie ze sobą konieczność zmiany stylu życia. Niezwykle ważna jest oczywiście odpowiednia dieta, ale bez zniwelowania innych czynników wzmagających stan zapalny niemożliwy okaże się powrót do zdrowia. Dlatego ograniczmy źródła stresu i zadbajmy o jakość snu. Unikajmy w miarę możliwości toksyn i konserwantów i dokładnie analizujmy składy używanych przez nas kosmetyków. Warto także rozważyć psychoterapię – choroby autoimmunologiczne mogą wiązać się z nierozwiązanymi i nieustannie nas gnębiącymi problemami z przeszłości. Więcej na ten temat przeczytacie [tutaj].

11. Na protokole poczułam się gorzej niż przed nim. Co robię źle?

Podstawowe błędy popełniane na protokole autoimmunologicznym to nadmierne ograniczenie podaży kalorii oraz węglowodanów (co może okazać się problematyczne zwłaszcza u osób cierpiących na niedoczynność tarczycy). Więcej o błędach popełnianych na protokole autoimmunologicznych przeczytacie [tutaj]. Warto także wysłuchać materiału Iwony Wierzbickiej na Youtubie [klik!].

***

Mimo że protokół stanowi skuteczną alternatywę w przypadku chorób autoimmunologicznych, należy pamiętać, iż nie sprawdzi się u każdego pacjenta. Ludzki organizm jest niezwykle złożony, a zdrowie to wypadkowa bardzo wielu czynników… Warto jednak próbować i, co najważniejsze, nie poddawać się! Wiem, że kiedy czujemy się fatalnie i wszystko wokół wydaje się pozbawione nadziei, wiara w powodzenie diety może okazać się zbawienna. 

Nie zapominajmy także, że nasza wiedza o funkcjonowaniu organizmu cały czas się pogłębia. Dlatego najpewniej i zalecenia dla pacjentów cierpiących na choroby autoimmunologiczne będą się zmieniać. Obecnie jednym z najświeższych doniesień jest wspomniana przez Monikę Skuzę (Tłuste Życie) dieta Instytutu Funkcjonalnej Medycyny w USA, która polega na eliminacji zbóż zawierających gluten, kukurydzy, wołowiny i wieprzowiny, owoców morza, soi, pomarańczy, orzeszków ziemnych, przetworzonych cukrów, nabiału oraz jajek. Podobno te zalecenia okazują się skuteczne u 80% pacjentów.

Na chwilę obecną jedno pozostaje pewne: zmiana diety* działa. Jesteśmy tym, co jemy, a także tym, co strawimy i przyswoimy. I cieszę się, że takie spojrzenie na choroby autoimmunologiczne spotyka się z coraz większym zainteresowaniem lekarzy i pacjentów. Oby tak dalej!

*Oczywiście zmiana diety musi być połączona z odpowiednimi modyfikacjami stylu życia.

https://dysk.onet.pl/api/manager/?thumbnail&link=UlTMR&id=112557f9e6c5d808bade51419d1af411&size=FU części pacjentów protokół okaże się skuteczny, inni poczują się rozczarowani. Każdy z nas jest inny i nasze organizmy mogą różnie reagować na te same zalecenia dietetyczne.

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat protokołu i chorób autoimmunologicznych, koniecznie odwiedźcie te strony:

Po przepisy zgodne z dietą paleo i protokołem sięgnijcie do:

Polecam Wam także bardzo wartościowe źródła w języku angielskim:

Jeśli znacie inne ciekawe strony, dajcie znać w komentarzach 🙂

A tymczasem trzymajcie się zdrowo i nie zapomnijcie odwiedzić mnie na Facebooku,

Wasza Ola 

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę 🙂 I oczywiście zachęcam Was do korzystania z usług profesjonalistów – lekarzy i dietetyków. Nigdy nie rezygnujcie też z dokładnych badań!

Zdjęcia pochodzą ze strony www.pexels.com

Zagłosuj na Jaskiniową Kuchnię w konkursie Blog Roku 2015!

Uwaga! Głosowanie już się zakończyło! Dziękuję za Wasze wsparcie 🙂

Moi Drodzy Czytelnicy, dziś zwracam się do Was z prośbą o wsparcie. Wystarczy 1,23 zł (z VAT!) i kilka sekund by oddać głos na Jaskiniową Kuchnię w konkursie Blog Roku 2015 w kategorii „Styl Życia”! Pomożecie? 🙂

Kiedy półtora roku temu rozpoczynałam moją działalność blogerską, miałam ogromne poczucie misji. Wierzyłam, że mogę zmotywować innych chorych do zmian i pomóc im odnaleźć ścieżkę do zdrowia. I udało się to lepiej, niż mogłabym zapragnąć! Licznik odwiedzin wczoraj osiągnął wynik 700 000, zaś Jaskiniowy Fanpage liczy ponad 4900 członków! Dziękuję Wam za zainteresowanie i wsparcie! Motywujecie mnie do dalszego tworzenia i rozwoju 🙂

Mam nadzieję, że konkurs Blog Roku 2015 pomoże mi dotrzeć do jeszcze szerszej publiczności i zainspirować nowych czytelników do zmiany stylu życia. Kto wie, może dzięki moim artykułom ktoś w końcu dowie się, że jego problemy zdrowotne były spowodowane przez chorobę Hashimoto? A może część pacjentów postanowi zmienić dietę i dzięki temu poczuje poprawę?

Dzięki Waszemu wsparciu moje blogerskie plany mogą się zrealizować 🙂 Wyślijcie sms o treści F11349 pod numer 7124 (1,23 zł z VAT). W ten sposób pomożecie nie tylko mnie, lecz także podopiecznym fundacji Dziecięca Fantazja! Głosowanie trwa do 1 marca do godziny 12.

P.S. Sms można wysłać tylko raz z danego numeru. Ważne są jedynie smsy wysyłane z numerów należących do polskich operatorów, jeśli więc mieszkacie za granicą – poproście bliskich z Polski o wysłanie smsa w Waszym imieniu 🙂

Trzymajcie się zdrowo i trzymajcie za mnie kciuki,

Wasza Ola

Poradnik: jak ugościć bezglutenowca?

Ostatnio przyjaciółka zrobiła mi niezwykłą niespodziankę: porwała mnie i zawiozła do dawno niewidzianej koleżanki. Razem przygotowały paleo wieczór, wykorzystując moje przepisy! Aż zaniemówiłam z wrażenia! Dziewczyny spisały się na medal i przygotowały dania z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa: zero glutenu, zero mleka. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna… A przy okazji ich niespodzianka zainspirowała mnie do stworzenia poniższego poradnika dla gospodarzy 🙂

Bez glutenu – bez paniki!

Bezglutenowy gość może przyprawić nas o zimne poty… Co ugotować? Jak przyrządzić dania, by bliska nam osoba nie ucierpiała? Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie musicie porywać się z motyką na słońce. Jeśli czujesz, że zadanie Cię przerośnie, nie podejmuj się go. Osoby na diecie nie wymagają cudów! Mięso, warzywa i owoce w zupełności nam wystarczą. Ja osobiście niemal zawsze odwiedzam rodzinę i znajomych przygotowana, zabierając własne jedzenie, lub gotując coś z nimi wspólnie na miejscu. Nie jest to oznaka braku szacunku czy zaufania: dzięki takiej organizacji czuję się bezpiecznie, zaś bliskie mi osoby nie muszą zaprzątać sobie głowy bezglutenowymi daniami.

Bezglutenowe dania mogą być pyszne i łatwe w przygotowaniu!

Kilka porad dla chętnych

Znajdą się pewnie wśród Was tacy, którzy należycie będą chcieli powitać gościa solą i chlebem… Bezglutenowym, oczywiście. Na szczęście wizyta osoby na diecie nie musi stać się dla Was utrapieniem. Wystarczy, że będziecie trzymać się kilku zasad:

1. Gluten znajduje się w pszenicy, życie i jęczmieniu. Dlatego należy dokładnie czytać składy produktów – dzięki temu zyskujemy całkowitą pewność, że nasz gość nie ucierpi. Uważajcie też na takie składniki jak choćby „słód jęczmienny”. Piwo także zawiera gluten!

2. Uważajcie na produkty zawierające ostrzeżenie „może zawierać śladowe ilości glutenu” (np. w przyprawach, kaszach, czy ryżu). Teoretycznie ryzyko skażenia jest bardzo małe, ale ja wolę unikać takich wyrobów. Wiem jednak, że część osób na diecie nie martwi się tymi ostrzeżeniami… Najlepiej więc, jeśli wykonacie telefon do Waszego gościa i zapytacie, jakie produkty i firmy poleca. Kolejną opcją jest także odwiedzenie sklepu ze zdrową żywnością, gdzie bardzo łatwo znajdziecie produkty oznaczone przekreślonym kłosem.

3. Na szczęście istnieje cała gama produktów naturalnie bezglutenowych, których bezpiecznie możecie użyć: wszystkie warzywa i owoce, mięso (ale nie gotowe wyroby, takie jak kiełbasy i pasztety), surowe, wędzone i mrożone ryby (bez panierki), oleje, jajka…

4. Nietolerancje pokarmowe często chodzą parami. Zapytajcie więc Waszego gościa, czy przypadkiem nie wykluczył z diety innych produktów, np. nabiału, kukurydzy, soi, strączków… A może przeszedł na dietę paleo i w ogóle nie je ziaren? Żeby ułatwić Wam zadanie, przygotowałam formularz, dzięki któremu łatwiej Wam będzie przygotować bezpieczny posiłek 🙂

5. Praktycznie w każdym markecie możecie znaleźć dział z produktami bezglutenowymi, np. firm Bezgluten, Glutenex, Balviten czy Schär. Uwaga! Najczęściej zawierają one jednak mleko, kukurydzę i soję i nie nadają się dla osób takich jak ja, które są wyjątkowo nietolerancyjne. Dlatego zanim się na nie skusicie, wypytajcie dokładnie Waszego gościa o jego preferencje dietetyczne 🙂

6. Bardzo ważny jest sam proces przygotowania potraw. Umyjcie bardzo dokładnie blaty i deskę do krojenia, a jeśli jest stara i pełna zadrapań – lepiej nabyć nową. Słyszałam legendy o glutenie czającym się w szczelinach plastiku i drewna 😉 Zadbajcie też, by nigdzie wokół nie znalazła się mąka pszenna ani okruszki chleba czy ciasta. Wszystkie naczynia, garnki i patelnie muszą być idealnie czyste. Jeśli na stole zagoszczą potrawy glutenowe i bezglutenowe, poproście innych gości, by dania „dietetyczne” nakładali czystymi sztućcami. Dla osoby chorej nawet kilka okruszków chleba może okazać się bardzo problematyczne.

Możecie się pewnie zastanawiać, czy te środki bezpieczeństwa są potrzebne… W przypadku osoby chorej (przede wszystkim na choroby autoimmunologiczne, w tym celiakię) – tak. Powołam się na przykład z własnego doświadczenia: raz nieopatrznie zjadłam u rodziny kawałek mięsa – i cierpiałam później niemiłosiernie. Nie dość, że bolały mnie brzuch i jelita, to na dodatek ból wędrował do płuc… Mięso zawierało niewielkie ilości glutenu w postaci przyprawy. Niestety, dla niektórych osób nawet takie drobinki są niebezpieczne i dlatego tak ważne jest poprawne przygotowanie potraw.

Szukajcie tego znaku. Oznacza on, że produkt jest bezglutenowy.

Teoria a praktyka

Jeśli odpowiednio się przygotujecie, dietetyczne gotowanie okaże się dla Was bezglutenową bułką z klarowanym masłem. Podam przykład z życia wzięty: moja siostra przygotowała dla gości kurczaka w jogurcie z przyprawami, zaś moją porcję zanurzyła w mleku kokosowym. Da się? Da się! A jakby tego było mało, w Internecie znajdziecie ogromną ilość przepisów bezglutenowych, najczęściej bardzo prostych do wykonania.

Moi ulubieńcy

Osobiście mam przetestowanych kilka produktów, które są łatwo dostępne na polskim rynku i nie zawierają ani glutenu, ani mleka. Ryż firmy Risana nie zawiera ostrzeżeń o zawartości glutenu – przetestowałam i wszystko było w porządku (odpukać!). Niestety, jeśli idzie o kaszę jaglaną i gryczaną, całkowicie bezpieczne są jedynie produkty, które możemy zamówić w sklepach internetowych (bądź poszukać ich w sklepie ze zdrową żywnością), np. marek Bioharmonie lub Denver.

Bardzo polecam morskie ryby wędzone – do kupienia w każdym sklepie. Konserwy najczęściej zawierają gluten, więc znów polecam czytać składy. Na naszym rynku można także zakupić bezglutenowe wędliny i kiełbasy, chociażby marki Konspol.

Nawet przyprawy nie są problemem – firma Dary Natury oznacza swoje produkty jako bezglutenowe. Z kolei marka Kresto sprzedająca bakalie i owoce suszone nie ostrzega na opakowaniach o zawartości glutenu, więc teoretycznie również nie powinno go tam być. Dodatki takie jak musztarda czy ketchup także nietrudno znaleźć – ostatnio firma Roleski zaczęła oznaczać swoje produkty przekreślonym kłosem.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/31/Veggies.jpg

Na szczęście wszystkie warzywa i owoce są naturalnie bezglutenowe! Ufff…

Przykładowe menu

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że tradycyjny trzydaniowy polski obiad jest prawdziwą mieszanką wybuchową dla naszych jelit. Dlatego zawsze zalecam robić odstępy między posiłkami i starać się serwować dania jak najprostsze.

1. Zupy:

Praktycznie wszystkie tradycyjne polskie zupy nadadzą się dla osoby na diecie bezglutenowej (no, może z wyjątkiem żurku i barszczu białego). Musicie jednak pamiętać, by nie używać gotowych kostek rosołowych, Maggi, Vegety i innych gotowych mieszanek lub koncentratów. Zamiast tego wykorzystajcie np. lubczyk. Zup oczywiście nie serwujemy z makaronem, a z ryżem lub kaszą, bądź tylko z warzywami (dla osób na diecie paleo). Do zagęszczania nie używamy mąki pszennej, a np. ryżowej. Kilka pomysłów:

  • zupa krem z mlekiem kokosowym: marchwiowa, kalafiorowa, brokułowa…
  • pomidorówka z ryżem
  • barszcz czerwony
  • zupa grzybowa, szczawiowa, ogórkowa…
  • zupa „śmieciowa”: wrzucamy wszystkie warzywa, jakie mamy w kuchni i gotujemy
  • zupa z soczewicą, marchewką, papryką i pomidorami (soczewicę przed podaniem moczymy przez co najmniej dobę w wodzie z odrobiną soku z cytryny)
  • zupa krem z dyni [przepis]

2. Danie główne:

Oczywiście musimy zrezygnować ze wszystkich gotowych sosów „z papierka” i panierek. Na szczęście bardzo łatwo przyrządzić mięso duszone w warzywach, pieczone, grillowane, smażone… Do tego oczywiście dowolna sałatka lub surówka – najlepiej z oliwą z oliwek. Kilka propozycji:

  • kotlety w panierce z wiórek kokosowych (uwielbiam!)
  • mięso duszone z cebulą i papryką
  • kotlety mielone z kalafiorem
  • schab/kaczka/kurczak pieczone z ziołami
  • rolady schabowe, np. ze śliwkami
  • mięso grillowane
  • piżmowa mini pizza [przepis]
  • spaghetti bolognese w wersji paleo [przepis]

Spaghetti z cukinii to idealne danie nie tylko na diecie bezglutenowej, ale i na paleo oraz protokole autoimmunologicznym.

3. Desery:

Ciasta, naleśniki i gofry bez problemu można wykonać w wersji bezglutenowej, chociaż ostatniej pozycji nie polecam – o ile nie dysponujecie nowym sprzętem: gofrownicy nie da się idealnie umyć i zawsze czają się w niej glutenowe resztki. Na szczęście bezpieczne są wszelkie pianki i musy z mleka kokosowego. Warto też wykorzystać [platany]. Kilka propozycji:

  • naleśniki z mąki kasztanowej
  • frytki piżmowe [przepis]
  • placki z platanów [przepis]
  • ciasto z bananów
  • kremy z kaszy jaglanej
  • pianki kokosowe
  • owoce w każdej postaci: musy owocowe, koktajle, sałatki
  • tarta rabarbarowa [przepis]
  • Panna Cotta [przepis]
  • smażone platany [przepis]
  • pieczone gruszki z rozmarynem [przepis]
  • galaretki ananasowe [przepis]

Podsumowanie:

Jeszcze raz powtórzę najważniejsze zasady:

1. Wybieramy produkty pozbawione pszenicy, żyta i jęczmienia. Znak przekreślonego kłosa daje nam gwarancję bezpieczeństwa.

2. Deska do krojenia, blaty, garnki, patelnie i formy do pieczenia muszą być idealnie czyste.

3. Pamiętamy o innych możliwych nietolerancjach naszego gościa (np. na nabiał, jajka, drożdże).

Dzięki tym prostym zasadom wizyta przebiegnie koncertowo 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

P.S. Zapraszam Wam także na moją facebookową stronę [tutaj].

Dodatek: Formularz – gość na diecie

Zachęcam Was do pytania gości o ich potrzeby dietetyczne. Być może poniższy formularz ułatwi Wam sprawne przygotowanie wizyty (zapiszcie go jako obraz, a stanie się czytelniejszy):

 

~ Jak powinna wyglądać dieta bezglutenowa? ~

Schorzenia takie jak celiakia czy choroby tarczycy o podłożu autoimmunologicznym* niosą ze sobą konieczność całkowitego usunięcia glutenu z diety. Mimo że ta zmiana wydaje się kłopotliwa, bardzo szybko można przyzwyczaić się do nowego stylu odżywiania: na śniadanie sięgniemy po bezglutenowe muesli lub bezglutenową owsiankę; później z bezglutenowego chlebka robimy sobie kanapeczki. Na obiad mamy makaron ze znakiem przekreślonego kłosa. Na deser są bezglutenowe ciasteczka, a kolacja znów będzie się składała z bezglutenowego chlebka (albo bułeczek). I już? To wystarczy? Nie do końca…

* Na chwilę obecną nie zostało potwierdzone, czy wszyscy pacjenci z Hashimoto powinni odrzucić gluten, dla mnie jest to bardzo wysoce prawdopodobne. Warto też pamiętać, że dieta bezglutenowa może pomóc osobom z zaburzeniami trawienia, depresją, niedokrwistością… [źródło].

O bezglutenowych produktach

Popyt rodzi podaż. Rynek produktów bezglutenowych dosłownie kwitnie na naszych oczach – możemy już kupić zastępnik każdego „tradycyjnego” pszennego wyrobu. Dzięki temu osoby chore nie muszą przeżywać katuszy spowodowanych bardzo restrykcyjną dietą. Gotowe mieszanki do wypieku chleba, bułki tarte, ciasteczka… Do wyboru, do koloru. I tym oto sposobem szczęśliwy żywot pacjenta zostaje ocalony!

Niestety, nie wszystko złoto, co się świeci. Pierwszą wadą produktów bezglutenowych jest oczywiście ich cena – ja jednak na nią nie narzekam, bo doskonale wiadomo, że wymagają one bardzo restrykcyjnych warunków produkcji. Jednak to dopiero wierzchołek góry lodowej. Produkty ze znakiem przekreślonego kłosa są najczęściej wysoce przetworzone, zmodyfikowane i pełne konserwantów. Gdy czytam ich składy, niekiedy aż przecieram oczy ze zdumienia… Pamiętajmy, że są one przeznaczone dla osób chorych, cierpiących na zanik kosmków jelitowych i rozszczelnienie jelit.

Kolejnym problemem jest fakt, że produkty bezglutenowe opierają się na innych zbożach. U osób chorych na celiakię i choroby autoimmunologiczne poza nietolerancją glutenu często występują reakcje na inne zboża, ziarna czy rośliny strączkowe: kukurydzę, proso, soję, fasolę… Dlatego stwierdzenie u pacjenta choroby trzewnej powinno być dopiero początkiem jego diagnostyki. Niestety, badanie na nietolerancje pokarmowe nie jest zwyczajową procedurą. Niektórzy lekarze głośno poddają też w wątpliwość ich skuteczność, i mają w tym nieco racji. Niemniej jednak na razie nie dysponujemy lepszym narzędziem (może z wyjątkiem diety eliminacyjnej). Co ciekawe, zdaniem Nory Gedgaudas testy z krwi mają 30% skuteczność, ale wyniki pozytywne są niemal zawsze pewne. Wynik negatywny nie oznacza, że nietolerancja u nas nie występuje. Dlatego w przypadkach wątpliwych warto się obserwować i zastosować dietę eliminacyjną.

Kukurydza często zastępuje mąkę pszenną. Ja osobiście jej nie toleruję i polecam zbadać, czy dla Was też nie jest przypadkiem szkodliwa!

Jakby tego było mało, ogromna większość produktów ze znakiem przekreślonego kłosa zawiera mleko lub śladowe jego ilości. Zdaniem dr Terry Wahls u 80% z nietolerancją glutenu występuje także reakcja na mleko. Za zaliczam się do bezmlecznej większości i dlatego zawsze przeglądam produkty bezglutenowe z pewnym smutkiem. Co z mi po przekreślonym kłosie, skoro praktycznie wszędzie jest mleko?… Najbardziej frustruje mnie problem czekolady – każda zawiera albo jeden alergen, albo drugi, albo oba na raz.

Jest jeszcze jedna kwestia warta poruszenia: niektóre produkty bezglutenowe zawierają pszenicę. Została ona co prawda pozbawiona glutenu (sic!), ale podejrzewam, że nietolerancja na nią może być jedną z najczęściej występujących (nawet mojemu super-zdrowemu ukochanemu w badaniu wyszła nietolerancja tego zboża!). I właśnie tutaj tkwi istota problemu: celiakia i choroby autoimmunologiczne to nie tylko gluten. Opierając swoją dietę na innych ziarnach, możemy po pewnym czasie znaleźć się w tym samym miejscu, z którego wyruszaliśmy. Czy słyszeliście kiedyś o reakcji krzyżowej? Mimo, że nie jemy glutenu, po pewnym czasie nasz organizm może reagować na inne białka roślinne i pokarmy (np. na drożdże czy kawę) tak, jakby to był gluten! Z tej przyczyny po kilku miesiącach czy latach diety bezglutenowej u niektórych pacjentów powracają dolegliwości takie jak problemy trawienne czy bóle stawów. Dlatego wielu osobom pomaga protokół autoimmunologiczny, polegający na chwilowym odrzuceniu m.in. ziaren i strączków [źródło]. Polecam też oczywiście testy na nietolerancje pokarmowe.

Jak na razie odnoszę się do rynku produktów z przekreślonym kłosem dość sceptycznie. Mam jednak nadzieję, że wraz z upływem czasu będzie on coraz lepiej rozumiał potrzeby osób chorych i uwzględniał inne nietolerancje pokarmowe.

Skład kajzerek przyprawia o zawrót głowy. Co więcej, te bułki mogą leżeć na sklepowej półce kilka miesięcy! Dlatego zalecam ostrożność i czytanie składu.

I co dalej?

Wiem, że część z Was obawia się przejścia na dietę bezglutenową ze względu na koszty i uciążliwość. Chcę Was jednak pocieszyć i pokazać, że taka zmiana wcale nie musi  być trudna!

Warto zacząć od tego, że dieta bezglutenowa nie polega na zastąpieniu dotychczasowego sposobu żywienia produktami bezglutenowymi. I nawet nie chodzi tu o kwestie finansowe, a o aspekt zdrowotny. Wysoce przetworzone jedzenie pełne ziaren i soi nie wyleczy chorych jelit.

Z moich doświadczeń wynika, że dieta bezglutenowa powinna być kompletną rewolucją w żywieniu. Dzięki takiej zmianie zaczniemy jeść smacznie i zdrowo. I, co najważniejsze, przyczynimy się do regeneracji uszkodzonych jelit i zmniejszenia produkcji przeciwciał (chociażby w wypadku Hashimoto). Jak to zrobić?

Po pierwsze, polecam wykonać choćby podstawowy test na nietolerancję pokarmową lub skorzystać z diety eliminacyjnej. Dzięki temu dowiemy się, na jakie ziarna i reagujemy źle. Bardzo ważna jest też obserwacja swojego samopoczucia. Podam Wam przykład z życia wzięty: kilka lat temu moja mama zauważyła, że źle znosi większe ilości kaszy jaglanej. Dziś wiemy już, że proso źle wpływa na tarczycę i osoby z Hashimoto powinny jeść je okazyjnie.

Gdy już mamy już świadomość tego, co nam szkodzi, możemy zabrać się do planowania diety. W tym momencie warto się zastanowić, czy nie pociąga nas idea paleo, czyli całkowitego odrzucenia ziaren. Domyślam się jednak, że na początku będzie to perspektywa mało kusząca i zdecydujecie się na „tradycyjną” dietę bezglutenową, uwzględniającą bezglutenowe ziarna takie jak proso, grykę, amarantus czy quinoę.

Pierwszym krokiem jest dokładne wyczyszczenie kuchni z resztek glutenu i produktów go zawierających. Jeśli inni domownicy nie przechodzą na dietę, warto przeznaczyć dla nich osobną szafkę, w której będą trzymali produkty dla nas niebezpieczne  – można ją oznaczyć trupią czaszką, hihi 😀

W urządzeniach takich jak gofrownica niekiedy mogą czaić się resztki glutenu. Przy zmianie diety ważne jest dokładne wyczyszczenie wszystkich urządzeń i zakup nowych sprzętów, chociażby desek do krojenia.

.

Następnie polecam pozbyć się produktów wysoce przetworzonych i pełnych rafinowanego cukru. Ich obecność w naszym jadłospisie na pewno nie przyczyni się do regeneracji jelit.

Gdy już to zrobimy, przygotujmy dokładną listę naszych ulubionych potraw i produktów. Początki diety bywają bardzo trudne i z tej przyczyny warto zaopatrzyć się w to, co przyniesie nam pocieszenie w chwilach kryzysowych. Czyli?… Jeśli nie możesz żyć bez klusek, znajdź przepisy na bezglutenowe kopytka czy knedle z kaszy jaglanej. Uwielbiasz pizzę? Bez glutenu może być równie pyszna 🙂 A fanom makaronów i owsianki polecam nabyć bezglutenowe wersje tych produktów.

Kolejnym etapem jest zaplanowanie zakupów. To najważniejszy punkt, który wzbudza w chorych wiele lęku. Na szczęście wycieczka do sklepu okazuje się całkiem prosta: robimy solidny zapas warzyw, mięsa, ryb, jajek (jeśli nie mamy na nie nietolerancji) i owoców. Ponadto badamy, które kasze i ryże są bezglutenowe, a w razie wątpliwości szukamy informacji w wyszukiwarce lub dzwonimy do producenta. Podobnie postępujemy z produktami, które spożywaliśmy dotychczas, a których bezglutenowość wzbudza nasze wątpliwości: dokładnie czytamy składy ketchupów, musztard, przypraw… Możecie też oczywiście wybrać się do działu z produktami oznaczonymi przekreślonym kłosem, by zobaczyć, co z oferty danego sklepu wyda Wam się atrakcyjne. Co ciekawe, ja osobiście praktycznie nic w takich działach nie kupuję – za dużo kukurydzy i żywności wysoko przetworzonej! Swego czasu opisałam dokładnie, w czym może czaić się gluten – zapraszam Was do lektury [tutaj].

Gdy już zaopatrzymy się w produkty pierwszej potrzeby, możemy zacząć badać sklepy internetowe i zastanowić się, co jeszcze nam się przyda. Na początku będziecie zapewne używać sporo mąk bezglutenowych, ja jednak postuluję stopniowe odzwyczajanie się od nich. Dzięki temu koszty diety znacząco spadną. Osobiście używam mąki ryżowej, kokosowej, żołędziowej, kasztanowej i (bardzo rzadko) amarantusowej i teff. Kupiłam też mąkę z topinamburu, ale zawiodłam się na niej – okropnie chrzęści w zębach, jakby zawierała piasek. Wszystkich mąk używam okazyjnie – praktycznie tylko kiedy mam gości, lub kiedy wyjeżdżam i przygotowuję na drogę np. muffinki. Kwestię innych artykułów spożywczych musicie przemyśleć sami: może przyda Wam się bezglutenowy budyń czy żelatyna ze znakiem przekreślonego kłosa… Na początku zapewne wydacie też sporo na bezglutenowe makarony i gotowe mieszanki chleba. 

Bez glutenu można sobie doskonale radzić nawet w święta. Uwielbiam przygotowywać „tradycyjne” przysmaki, wykorzystując platany. Przepis na babkę znajdziecie [tutaj].

Czyli… Co ja mam teraz jeść?!

Podstawą diety muszą być warzywa, mięso, ryby, jajka, owoce, dobre tłuszcze. Są to produkty naturalnie bezglutenowe i najzdrowsze dla człowieka. Tę listę łatwo uzupełnić kaszami dobrze przez Was tolerowanymi i innymi produktami, które Waszym zdaniem warto włączyć do diety. Okazyjnie możecie też zakupić sobie jakiś wyrób z przekreślonym kłosem – ciasteczka, bułeczki czy batonik… Najważniejsza jest różnorodność – dzięki rotacji pokarmów dostarczymy sobie wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Idealne dla osób na diecie bezglutenowej są także platany – banany pełne skrobi, z których można wyczarować naleśniki, ciasta, ciasteczka, gofry, chipsy, nachosy… I oczywiście są naturalnie bezglutenowe 🙂 Więcej na ich temat przeczytacie [tutaj].

I tym oto sposobem przykładowy jadłospis mamy taki:

Śniadanie: resztki z obiadu lub kolacji z poprzedniego dnia + warzywa (papryka, pomidory, ogórki, marchew…) / ryba wędzona + warzywa (moje ulubione śniadanie ostatnio!) / awokado + warzywa / jajecznica z cebulą na maśle klarowanym + warzywa / placuszki z platanów + warzywa / omlet z cebulką i boczkiem / kiełbaski bezglutenowe + warzywa / warzywa gotowane na parze, polane oliwą z oliwek / smażona cukinia z masłem klarowanym…

Obiad: Mięso zapiekane w sosie z warzyw / smażone / w panierce z wiórek kokosowych / gulasz zagęszczony np. mąką ryżową / + surówka, sałatka i warzywa (np. kalafior, brokuł, burak…) / quiche / smażone grzyby / zupa krem z marchwi, kalafiora, brokułu / zupa z soczewicy (jeśli ją tolerujemy) / rosół (najlepszy na kościach)… Oczywiście tradycyjnie możecie do takiego obiadu dodać kaszę lub ziemniaki, chociaż pamiętajcie, że niektórzy źle tolerują połączenie węglowodanów z białkami.

Kolacja: Owoce, np. banany z cynamonem, miodem i olejem kokosowym lub wiórkami kokosowymi / naleśniki z platanów / placki ziemniaczane / placki z marchewki / placki z kaszy gryczanej czy jaglanej / pieczone bataty…

Przekąski: Garstka orzechów czy pestek (jeśli je tolerujemy) / ciasteczka platanowe / pieczona marchewka z cynamonem i olejem kokosowym / owoce / sałatka z tuńczyka / chipsy z jarmużu… + skorupka jajka by uzupełnić dietę bezmleczną w wapń [źródło]

Powyższe dania warto wzbogacić zdrowymi tłuszczami, np. oliwą z oliwek, olejem kokosowym, masłem klarowanym, awokado… Dzięki takiej diecie nasze jelita będą się regenerować, a my poczujemy się lepiej. Mam nadzieję, że moje propozycje Was zainspirują. Jeśli jednak czujecie, że układanie diety Was przerasta, polecam konsultację z dietetykiem. W przypadku cięższych schorzeń, np. insulinooporności, wizyta u specjalisty jest niezbędna.

P.S. Zauważyliście zapewne, że w moim menu nie pojawia się chleb. To dowód na to, że da się jeść zdrowe i zróżnicowane posiłki bez niego 🙂 Na początku możecie oczywiście wzbogacać nim dania, bo wiem, że wykluczenie go z diety nie jest proste. Nabiału też nie uwzględniłam, bo go nie toleruję i wiem, że wielu z Was ma podobny problem.

Przy zmianie diety najważniejsze to działać stopniowo i nie wprowadzać wszystkich ulepszeń na raz, bo może nas to nieco przytłoczyć 😉

Coś dla fanów spaghetti: bezglutenowy i niezwykle zdrowy makaron z cukinii! Przepis znajdziecie [tutaj].

A co poza domem?

Do pracy czy szkoły koniecznie musicie zabierać ze sobą gotowe posiłki. Znajdźcie też bezglutenowe restauracje, działające w Waszej okolicy. A gdyby na mieście dopadł Was głód, najlepiej kupować np. banany. Ja w kryzysowych sytuacjach nabywam też szprotki i makrelę 😉 Pozostaje jeszcze kwestia spotkań rodzinnych. Najlepiej przygotować własne potrawy – dzięki temu nie sprawimy gospodarzowi problemu, a my będziemy pewni, że jemy bezpiecznie. A jeśli rodzina chciałaby dla Was coś przyrządzić, polecam podesłać jej poradnik, który znajdziecie [tutaj].

I… To by było na tyle!

Proponowana przeze mnie dieta bezglutenowa nie powinna być droższa od Waszego dotychczasowego sposobu odżywiania. Koszty można zmniejszyć jeszcze bardziej, jeśli znajdziecie w swojej okolicy hurtowy rynek i będziecie zaopatrywać się w warzywa bezpośrednio u rolników. Wiem też, że dla części z Was problem może stanowić gotowanie. Dlatego polecam przygotowywać większe porcje na zapas (możemy je nawet mrozić). Warto też użyć jednego składnika do kilku dań, chociażby gotując duży garnek kaszy, której część zjemy na obiad, a z reszty przygotujemy na kolację błyskawiczne placuszki (zmiel kaszę, dodaj jajko, banana, cynamon i już!).

Dieta bezglutenowa nie musi być droga, nieciekawa i trudna. Na początku oczywiście możecie się burzyć, protestować i tęsknić za „tradycyjnymi” potrawami. Pamiętajcie jednak, że dla nas, osób chorych, odrzucenie glutenu oznacza ogromną ulgę. Powoli wprowadzajcie w życie zdrowe zmiany i nie wymagajcie od siebie zbyt dużo na raz. Pierwsze pozytywne efekty diety zmotywują Was do wytrwania w niej 🙂

Życzę Wam powodzenia i zdrowia! I niech gluten nie będzie z Wami 😉

Dodatek: moje doświadczenia

Pod koniec czerwca zeszłego roku przeczytałam o szkodliwości glutenu w przypadku choroby Hashimoto. Bardzo szybko wyrzuciłam go z diety. Ucieszyłam się, że to takie proste… Później doszła informacja o nabiale. Smutno mi było się go pozbywać, ale czego nie robi się dla zdrowia?… Żywiłam się bezglutenowymi kaszami i ziarnami, ryżem i warzywami. Nawet udało mi się upiec pyszny jaglany chlebek z mąką kukurydzianą i rozmarynem! Moja radość nie trwała długo. Czułam się źle i pragnęłam natychmiastowego powrotu do zdrowia. Zaczęłam czytać o paleo i rozpoczęłam protokół autoimmunologiczny, wyrzucając z diety wszystkie ziarna.

Na początku największym problemem być chleb, a raczej jego brak. Kiedyś byłam miłośniczką pieczywa, piekłam je sama i jadłam naprawdę często – kilka razy dziennie. Dlatego konieczność jego odstawienia była dla mnie prawdziwą traumą. W pierwszym dniu niemal płakałam. Po trzech dniach spłynął na mnie spokój i żyję już ponad rok bez niego.

Pewnie ciekawi Was, czy także musicie zrezygnować z pieczywa… Pamiętajcie, że gotowy chleb bezglutenowy jest najczęściej naszpikowany konserwantami i (podobno) niesmaczny. Z tej przyczyny warto piec chleb w domu, chociażby z mąki gryczanej, lub takiej, jaką dobrze tolerujemy. Pojawia się jednak pytanie: czy pieczywo w ogóle jest nam niezbędne do przeżycia? Moim zdaniem nie i możecie stopniowo zmniejszać jego udział w Waszej diecie. Świat obfituje w pyszne, pełnowartościowe pokarmy i doskonale można obejść się bez chleba i bez ziaren 🙂

A gdybyście szukali mnie na Facebooku, zapraszam [tutaj].

~ Dieta bezglutenowa: Dla kogo? ~

DSC_0299aDieta bezglutenowa stała się ostatnio niezwykle popularna, głównie dzięki książce W. Davisa „Dieta bez pszenicy”. Zanim jednak się zdecydujesz na ten sposób żywienia, polecam zapoznać się z poniższymi informacjami.

Uwaga! Pozwoliłam sobie edytować niektóre fragmenty poniższego artykułu po kilku cennych uwagach czytelników.

Dieta bezglutenowa – dla kogo?

1. Celiakia

Jeśli cierpisz na celiakię, każdy, nawet najmniejszy kontakt z glutenem, będzie u Ciebie wywoływał uszkodzenie kosmków jelitowych. Objawy tego schorzenia mogą ściśle wiązać się z układem pokarmowym (biegunki, wzdęcia, bóle brzucha). Warto jednak pamiętać, że u części chorych występują objawy atypowe: niedokrwistość, osteoporoza, niedobór wzrostu i masy ciała, zmiany skórne, bezpłodność, kamienie w pęcherzyku żółciowym, poronienia, depresja, problemy z pamięcią, migreny, autyzm…

W przypadku podejrzeń celiakii, koniecznie należy wykonać odpowiednie badania. Najpierw oznacza się przeciwciała z krwi. Uwaga! Ich brak nie wyklucza choroby! W wypadku wątpliwości zleca się wykonanie gastroskopii i biopsji jelita cienkiego, by ocenić stan kosmków jelitowych. Można także skusić się na testy genetyczne, jednak obecność genów HLA-DQ2 lub HLA-DQ8 nie świadczy jeszcze o istnieniu choroby, a jedynie o naszej predyspozycji. Więcej na temat diagnostyki możecie przeczytać [tutaj].

W przypadku celiakii warto wykonać badania na nietolerancje pokarmowe, gdyż może się okazać, że poza glutenem nie tolerujesz też innych ziaren (np. kukurydzy). Co więcej, zdaniem dr Terry Wahls 80% osób nietolerujących glutenu nie toleruje również mleka.

Chciałabym jeszcze dodać, że wokół diagnostyki istnieje wiele kontrowersji, o których możecie przeczytać [tutaj]. Na chwilę obecną nie dysponujemy jednak lepszymi narzędziami i dlatego nie sądzę, by całkowita rezygnacja z diagnostyki była najlepszym rozwiązaniem. Niemniej jednak, zdaniem Nory Gedgaudas testy z krwi mają 30% skuteczność, ale wyniki pozytywne są niemal zawsze pewne. Wynik negatywny nie oznacza, że nietolerancja u nas nie występuje. Dlatego w przypadkach wątpliwych warto się obserwować i zastosować dietę eliminacyjną.

2. Inne choroby autoimmunologiczne (np. Hashimoto)

Na chwilę obecną nauka potwierdziła już wysoką korelację między chorobami tarczycy o podłożu autoimmunologicznym (zapalenie tarczycy Hashimoto, choroba Gravesa-Basedowa) i celiakią. Co więcej, zdaniem włoskich naukowców, wszyscy pacjenci dotknięci schorzeniami tarczycy powinni zostać przebadani w kierunku celiakii, gdyż występuje u nich podwyższone ryzyko nietolerancji glutenu [źródło].

Powyższe zalecenie pochodzi z roku 1998. Upłynęło 17 lat, a w Polsce dopiero teraz zaczyna się napomykać o związku między Hashimoto i glutenem (sic!). Niestety, realia są tragiczne. Za badania w kierunku choroby trzewnej pacjent musi zapłacić sam.

Co więc robić? Jeśli masz Hashimoto, podejrzewasz nietolerancję glutenu i dysponujesz odpowiednimi środkami, przebadaj się w kierunku celiakii. Szczegóły znajdziesz [tutaj]. Ponadto warto wykonać badania na nietolerancje pokarmowe, gdyż może się okazać, że poza glutenem nie tolerujesz też innych ziaren (np. kukurydzy).

Czy dieta bezglutenowa jest też wskazana w wypadku innych chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów czy stwardnienie rozsiane? Naukowcy są w tej kwestii podzieleni [źródło], jednak wiele wskazuje na to, że wykluczenie glutenu przynosi ulgę chorym. Osobiście tego doświadczyłam – niegdyś cierpiałam na chroniczne bóle stawów i kolan; dzięki diecie bezglutenowej, bezmlecznej i paleo te przykre dolegliwości ustały.

3. Zespół jelita drażliwego

Jeśli lekarz postawił Ci diagnozę zespołu jelita drażliwego, przyczyną Twoich dolegliwości również może być gluten. Ponownie polecam przebadać się w kierunku celiakii i nietolerancji pokarmowych.

4. Problemy trawienne o nieznanym podłożu

Moja mama przez 20 lat uskarżała się na problemy trawienne. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i zapisywali tabletki. Dziś już wiemy, że mama cierpi na Hashimoto i jedzenie pszenicy, żyta i nabiału przez wiele lat niszczyło jej zdrowie.

Bóle brzucha, gazy, wzdęcia, biegunki i złe wchłanianie mogą być skutkiem nietolerancji glutenu. Badania w kierunku celiakii i nietolerancji pokarmowych powinny przynieść rozwiązanie Twoich dolegliwości.

5. Problemy neurologiczne

Jak już wspomniałam, nietolerancja glutenu może objawiać się problemami z pamięcią i koncentracją, depresją, autyzmem, migrenami… O wpływie tej frakcji białek na mózg możecie przeczytać na blogu pani Moniki Skuzy [tutaj].

Jestem w grupie ryzyka – I co teraz?

Zanim przejdziesz na dietę, zacznij od diagnozy. Ostawienie glutenu może uniemożliwić późniejszą diagnostykę i wykrycie celiakii.

Co jednak zrobić, gdy nas na takie badania nie stać?… Na chwilę obecną badania naukowe pokazują, że u wielu chorych na Hashimoto czy Gravesa-Basedova występuje ryzyko nietolerancji glutenu. Niestety, na razie nie wiadomo, czy wszyscy chorzy powinni odstawić gluten. Mam jednak szczerą nadzieję, że wkrótce nauka odpowie na to pytanie, dzięki czemu my, pacjenci, zaoszczędzimy wiele zdrowia i pieniędzy.

Gdy jesteś w grupie ryzyka, istnieje pewna darmowa opcja: dieta eliminacyjna. Spróbuj wyłączyć na miesiąc gluten z diety. Po tym czasie wprowadź go ponownie i obserwuj, czy powrócą Twoje dolegliwości. Przy takiej próbie warto również wykluczyć nabiał – jak już mówiłam, szacuje się, że u 80% osób z nietolerancją glutenu występuje nietolerancja nabiału. Jeśli próba wypadnie pomyślnie i objawy wrócą wraz z włączeniem glutenu do diety, rozważ wykonanie dokładnych badań i konsultację dietetyczną. Warto też poinformować o naszych podejrzeniach lekarza pierwszego kontaktu.

Uwaga! Pierwsze dni bez glutenu i nabiału mogą być bardzo trudne. Nie zdziw się, gdy zaczniesz doświadczać przykrych symptomów odstawienia: bóli głowy, nerwowości, smutku… Po pewnym czasie te objawy powinny minąć. Staraj się przetrwać miesiąc bez tych pokarmów (nawet śladowe ilości są w stanie zepsuć test!). Dopiero po tym czasie będzie można obiektywnie ocenić wyniki eksperymentu.

A co z osobami zdrowymi?

Jeśli nie masz problemów zdrowotnych, a pragniesz wyeliminować gluten z diety, oczywiście możesz to zrobić. Na razie jednak brakuje dowodów naukowych, by ocenić zasadność takiego postępowania, chociaż jest to temat mocno kontrowersyjny… Szerzej zajmę się tą kwestią w jednym z przyszłych artykułów i przedstawię Wam swój punkt widzenia.

Moja historia

Osobiście odstawiłam gluten ponad rok temu. Teraz żałuję, że nie przebadałam się w kierunku celiakii – dzięki temu miałabym absolutną pewność swojego stanu zdrowia. Niestety, rok temu nawet mi to do głowy nie przyszło: kiedyś konsultowałam się z kilkoma gastrologami i żaden z nich nie zasugerował mi badań w kierunku tego schorzenia, ba, żaden nawet nie wspomniał o nietolerancjach!… Niedawno wykonałam podstawowy test na nietolerancje pokarmowe i wykazał on kilka produktów, m.in.: gluten, pszenicę, żyto i mleko (nawet kozie!). Wiem, że dieta przynosi u mnie efekty i zdecydowanie działa. Nie wiem natomiast, czy moja nietolerancja glutenu nie jest przypadkiem spowodowana celiakią i czy w przypadku Hashimoto jest w ogóle możliwa nieceliakalna nietolerancja glutenu… Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zbadać i poznać prawdę. Muszę tylko zebrać odpowiednie fundusze 🙂

Ale przecież dieta bezglutenowa jest droga i skomplikowana…

Jeśli okaże się, że musisz zacząć stosować dietę bezglutenową, nie martw się! Wcale nie musi ona być droga i trudna! Za jakiś czas opowiem Wam, jak powinna wyglądać dobrze zaplanowana dieta bezglutenowa 🙂

Wnioski

Celiakia wcale nie jest tak rzadka, jak nam się wydaje. Choruje na nią jedna osoba na 100 [źródło]. Dlatego też istnieje duże ryzyko, że ten problem dotyczy i Ciebie, zwłaszcza jeśli masz już zdiagnozowaną inną chorobę autoimmunologiczną. I stąd mój apel: badajcie się. Przetestujcie dietę eliminacyjną. Warto dowiedzieć się, czy gluten (wraz z nabiałem) nie pogarszają stanu Twojego zdrowia. Nie czekaj, aż lekarz zasugeruje Ci odpowiednie badania. Niestety my, pacjenci, nie możemy liczyć na NFZ, a wyłącznie na siebie.

Trzymajcie się zdrowo! 🙂

~ Uważaj! W tych produktach może kryć się gluten! ~

Dieta bezglutenowa staje się coraz bardziej popularna. Należy jednak pamiętać, że dla przeważającej grupy osób ją stosujących taki styl żywienia to nie przejściowa moda, a po prostu konieczność – zwłaszcza w przypadku celiakii czy innych chorób autoimmunologicznych (chociaż w tym przypadku badania dopiero zaczęły być prowadzone). Jeśli zdecydowałeś się na porzucenie glutenu z pobudek czysto ideologicznych, śladowe ilości tych białek roślinnych Ci nie zaszkodzą. Osoby chore muszą jednak przykładać ogromną wagę do tego, by w ich posiłkach nie znalazła się ani krztyna glutenu. Nawet śladowe ilości mogą się przyczyniać do rozszczelniania i uszkodzeń jelit. I dlatego właśnie przygotowałam dla początkujących bezglutenowców listę produktów, na które szczególnie należy uważać.

Czytaj etykiety!

Każdy zakup powinniśmy rozpocząć od dokładnej lektury składu produktu. Gluten występuje nie tylko w pszenicy, lecz także w życie i jęczmieniu oraz we wszystkich pochodnych tych zbóż – kaszach (chociażby w pozornie niewinnej kaszy mannie czy kuskusie), słodzie, occie słodowym, otrębach czy mąkach. Ponadto gluten może kryć się dekstrynie, maltodekstrynie, maltozie czy skrobi modyfikowanej – zależnie od tego, z jakiego zboża zostały uzyskane te substancje. Pamiętajcie też, że także owies jest obecnie bardzo mocno zanieczyszczony glutenem.

Na szczęście dziś większość firm zaznacza alergeny pogrubioną czcionką i podkreśleniem. Niekiedy jednak producent opisuje swój produkt dość enigmatycznie i początkujący bezglutenowiec może zupełnie nieumyślnie narazić się na kontakt ze szkodliwą dla siebie substancją.

Zanim zaczniemy naszą podróż po pokarmach najeżonych glutenowymi pułapkami chciałabym zaznaczyć, że niektóre osoby mogą cierpieć na nietolerancję pszenicy, a nie glutenu. Dlatego też inne zboża glutenowe (np. żyto) nie wywołują w nich objawów chorobowych. By jednak się przekonać o tym, czy cierpimy na nietolerancję właśnie tej frakcji białek, czy tylko pszenicy, należy wykonać odpowiednie badania. Ponadto chciałabym jeszcze zaznaczyć, że poniższe zalecenia powinny stosować przede wszystkim osoby cierpiące na celiakię. Kwestia szkodliwości glutenu przy innych chorobach autoimmunologicznych wciąż jest badana, jednak wiele wskazuje na to, iż ma on duże znaczenie dla rozwoju takich schorzeń jak Hashimoto czy reumatoidalne zapalenie stawów. Mimo to nie polecam działać na ślepo: najlepiej wykonać badania w kierunku celiakii i nietolerancji glutenu, gdyż jest to najbardziej wiarygodna ocena stanu naszego zdrowia*. Wiem jednak, że nie wszystkich na takie testy stać. W takim wypadku zastosujcie dietę eliminacyjną – na co najmniej miesiąc wyeliminujcie gluten z Waszej diety (ale w 100%, inaczej eksperyment się nie uda), a później spróbujcie go wprowadzić i obserwujcie swoje reakcje. Bóle brzucha, wzdęcia, biegunka, zamęczenie, bóle głowy, wysypka, kichanie czy bóle stawów mogą być objawami nietolerancji. Po takim eksperymencie warto podzielić się lekarzem z naszymi spostrzeżeniami i być może ten zaleci nam dalsze badania.

* Uwaga! Pamiętajcie, że testy także mogą być zawodne [źródło] i w niektórych wypadkach tylko dieta eliminacyjna pozwala stwierdzić obecność nietolerancji.

Gluten, gluten wszędzie

Niestety, taka jest smutna prawda. Zanim przeszłam na dietę bezglutenową i paleo, nie sądziłam, że życie osoby chorej może być tak problematyczne. Nagle musisz wykluczyć ok. 80% tego, co jadłeś do tej pory. Produkty, które dotąd były podstawą naszej diety, muszą wylądować w koszu na śmieci. Są to przede wszystkim:

1. Pieczywo, bułki i wszystkie produkty mączne (np. makarony). Jedynie przekreślony kłos daje nam gwarancję, że dany produkt jest wolny od glutenu*. Najczęściej jednak bezglutenowe pieczywo jest nafaszerowane konserwantami, więc jeśli już jeść chleb – to najlepiej ten pieczony w domu. A jeszcze lepiej przejść na dietę paleo i w ogóle nie przejmować się bezglutenowością naszego chleba 🙂

*Pamiętajcie jednak, że znak przekreślonego kłosa nie oznacza całkowitego braku glutenu w danym produkcie. Mogą kryć się w nim bardzo, ale to bardzo śladowe ilości (do 20 ppm – 20 części na milion), które zostały uznane za bezpieczne dla osób chorujących na celiakię [źródło]. Mimo to podobno dla niektórych osób nawet takie ilości mogą być szkodliwe, ale to wymaga dalszych badań.

2. Płatki muesli, płatki kukurydziane i wielozbożowe. Ostatnio co prawda Nestle wypuściło na rynek Corn Flakes bezglutenowe… Jest to jednak produkt wysoce przetworzony i nie powinien znaleźć się z zdrowej diecie.

3. Wszystkie zupy czy sosy w proszku, a także kostki rosołowe (chyba że producent oznaczył swój produkt jako bezglutenowy).

4. Przyprawy – na terenie zakładów produkcyjnych używana jest mąka i gluten unosi się w powietrzu; ponadto maszyny mogą być nim zanieczyszczone. Należy uważać na gotowe mieszanki typu vegeta. Na chwilę obecną jedyną znalezioną przeze mnie firmą przyprawową, która oznacza niektóre swoje produkty jako nie zawierające glutenu, są Dary Natury.

W przypadku przypraw należy zachować szczególną ostrożność. Większość z nich zawiera śladowe ilości glutenu [źródło zdjęcia].

5. Jogurty (zwłaszcza z aromatami i z dodatkiem zbóż). Jogurty naturalne, sery, mleko i śmietana powinny być bezpieczne, jednak w razie wątpliwości polecam skontaktować się z producentem. Dokładnie badajcie jednak skład serów pleśniowych, serów z przyprawami i serków topionych. Ponadto otrzymałam od czytelniczki informację, że ser, który kupiła zrobiony został na bazie… Piwa! Uważajcie na takie pułapki. Nie jest łatwe życie bezglutenowca, oj nie jest…

6. Batoniki, czekolada, pralinki, ciasteczka, chrupki, chipsy, krakersy, budynie – jeśli producent nie oznaczył swoich wyrobów jako bezglutenowe. Jak dotąd bezpiecznymi słodyczami dla bezglutenowców były wybrane produkty marki Goplana i według zapewnień producenta wciąż powinno tak być (na ten temat więcej pisze [tutaj] Bezglutenowa Mama).

7. Gotowe dania mrożone – pizze, zapiekanki, paluszki rybne w panierkach etc. Na szczęście nie wszystkie produkty mrożone są zanieczyszczone. Wg danych producentów mrożone frytki firm Aviko i McCain nie zawierają glutenu [źródło].

8. Musztarda, ketchup, majonez, chrzan – powinny być bezpieczne. Niekiedy jednak produkty te zawierają w składzie aromaty czy przyprawy, które mogą zawierać gluten. Ponadto mogą zawierać ocet, który nie był destylowany. Dlatego w razie wątpliwości najlepiej skonsultować się z producentem. Z moich poszukiwań wynika jednak, że produkty marki Heinz i ketchup firmy McDonald’s są bezpieczne [źródło].

9. Gotowe kiełbasy i produkty mięsne – przeważająca większość z nich jest zanieczyszczona glutenem. Nawet mięso mielone może zawierać dodatki glutenowe! Ponadto praktyczne wszystkie produkty wędzone są moczone w koncentracie dymu wędzarniczego. Ten zaś zawiera aromaty, w których może czaić się gluten… Najbezpieczniej jest więcej kupić kawałek mięsa i przygotować wędlinę w domu. A jeśli nie macie czasu, polecam poszukać firm oferujących produkty bezglutenowe, np. Konspol.

Nie dla bezglutenowca kiełbasa! [Źródło obrazka]

10. Kasze i mąki (pozornie) bezglutenowe – wg badań przeprowadzonych na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Beglutenowej wiele mąk teoretycznie bezpiecznych (choćby kukurydziana, z cieciorki, gryczana) było zanieczyszczonych glutenem w stopniu znacznym (dokładny spis skażonych produktów znajdziecie tutaj). Ponadto w kaszach mogą zawieruszyć się obce ziarna – i to nawet jeśli producent oznacza swój produkt jako naturalnie bezglutenowy! Co więc robić? Albo przejść na dietę paleo, na której wyrzucamy wszystkie ziarna, albo kupować tylko produkty ze znakiem przekreślonego kłosa, albo dokładnie przebierać kasze tak jak to robi Bezglutenowa Mama [źródło]. Ja tam osobiście polecam jednak dietę paleo 😉

Wiem jednak, że dla niektórych z Was rezygnacja z kasz może być chwilowo awykonalna. Na szczęście takie firmy jak Kupiec robią wszystko co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko skażenia własnych produktów glutenem. Mimo to należy pamiętać, że czasem pozornie bezglutenowe kasze czy mąki mogą być źródłem naszego złego samopoczucia. Absolutnie nie chcę Was tutaj straszyć, lecz jedynie uczulić. Czasem mamy pewność, że trzymamy się diety, a tymczasem skażenia kasz wywołują w nas objawy chorobowe. W takim przypadku warto wyeliminować je na jakiś czas z diety i zobaczyć, czy będzie różnica w naszym samopoczuciu.

11. Lody – jeśli zawierają dodatki w postaci wafelków na pewno zawierają gluten. Ponadto aromaty też mogą być dla nasz szkodliwe. Dlatego zawsze dokładnie należy czytać skład! [Tutaj] i [tutaj] znajdziecie oświadczenia Algidy na temat bezglutenowości ich produktów. Lody Grycan są z kolei całkowicie bezpieczne [źródło].

12. Piwo – zawiera słód jęczmienny, a więc i gluten. Zanieczyszczone glutenem mogą także być wódki kolorowe czy smakowe. Na szczęście wódki czyste zostały przebadane i są… czyste 😉 Bezpieczny do spożycia jest też cydr [źródło]. 

13. Gotowe sosy oraz sos sojowy – też mogą być niebezpieczne (zwłaszcza sos sojowy, gdyż zawiera pszenicę). Szukajcie bezglutenowych odpowiedników – na szczęście istnieją!

14. Suszone owoce – ze względu na zanieczyszczenie linii produkcyjnych glutenem. Dla mnie jest to istna katorga – czytam składy i wszędzie może być gluten! I ogarnia mnie rozpacz, że nawet wiórki kokosowe nie są bezpieczne. Uwaga! Także drogie produkty ekologiczne mają oznaczenia ostrzegające przed śladowymi ilościami glutenu. Słyszałam też, że owoce suszone i orzechy są posypywane mąką, by się nie zlepiały… Jednak nie wiem, czy to prawda, czy plotka.

Praktycznie wszystkie owoce suszone na polskim rynku mają na opakowaniu ostrzeżenie o śladowych ilościach glutenu [źródło obrazka].

15. Kiszonki i kwaszonki – producent może je wzbogacić octem słodowym lub przyprawami zawierającymi gluten.

16. Konserwy i produkty puszkowane – nawet pozornie bezpieczne szproty pomidorowe mogą zawierać gluten! [źródło].  Dlatego powtórzę: czytajmy etykiety!

17. Kawa – powinniśmy uważać na kawy rozpuszczalne, które mogą zawierać domieszki ziaren. Ostatnio pojawiła się jednak na rynku bezpieczna Inka Bezglutenowa (ale i tak osoby paleo z niej nie skorzystają, bo zawiera inne ziarna).

Uwaga! Nietolerancja glutenu często idzie w parze z nietolerancją laktozy czy kazeiny i dlatego wiele osób będzie zmuszonych uszczuplić powyższą listę o produkty mleczne czy zawierające białka mleka.

Gluten… w szmince?!

Jak do tej pory wymieniłam produkty niezbyt kontrowersyjne. Początkujący bezglutenowiec z pewnością poradzi sobie z wszystkimi potencjalnie na niego czyhającymi pułapkami. Istnieje jednak grupa artykułów, których w życiu byście nie zakwalifikowali jako glutenowe! Żeby jednak uniknąć możliwego kontaktu z tym białkiem roślinnym, uważajcie na:

1. Kosmetyki, a zwłaszcza szminki i pomadki – mogą zawierać ekstrakty ze zbóż, a więc i gluten. Szminkę niestety bardzo łatwo obliznąć i połknąć, więc jakieś ryzyko jest. Podobno też niektóre osoby cierpiące na celiakię źle reagują na kontakt skórny z glutenem znajdującym się np. w balsamach, to jednak wymaga dalszej weryfikacji. Niemniej jednak zawsze sprawdzajcie, czy na kosmetyku nie znajdują się pochodne tych nazw: Triticum vulgare (pszenica), Hordeum vulgare (jęczmień), Secale cereale (żyto), Triticale (pszenżyto), and Triticum spelta (orkisz). Pełen spis glutenowych dodatków używanych w produkcji kosmetyków znajdziecie tutaj.

Wiem, że brzmi to kosmicznie, ale nawet pomadka może mieć gluten. Też kiedyś śmiałam się z takich informacji, dziś jednak rozumiem, że dla niektórych osób gluten może być naprawdę problematyczny [źródło obrazka].

2. Pasta do zębów – podobnie jak szminka może zawierać gluten. Wg tego artykułu Aquafresh gwarantuje brak glutenu w swoich produktach, natomiast Colgate i Sensodyne nie mogą zagwarantować, że któryś ze składników używanych przy wyrobie past nie miał kontaktu z glutenem, zaznaczają jednak, że półprodukty przez nich używane są bezglutenowe (czyli ryzyko skażenia jest znikome).

3. Herbata (zwłaszcza aromatyzowana) – większość herbat nie zawiera glutenu i można je bezpiecznie pić. Problematyczne są jednak herbaty aromatyzowane, zwłaszcza sprzedawane na wagę. Dodawane do nich aromaty mogą zawierać gluten. Niestety sama się o tym przekonałam – po trzech miesiącach bezglutenowej diety zaparzyłam sobie pysznej herbatki… A później brzuch mi chciało rozsadzić. Wtedy zaczęłam szukać rozwiązania tego nietypowego incydentu… I wyszło szydło z worka. Nawet w herbacie może być gluten!

4. Aromaty do ciasta – podobnie jak w przypadku herbat, aromaty mogą zawierać gluten. Dlatego najlepiej napisać do producenta, czy jego produkt jest bezpieczny.

5. Drożdże – zależnie od tego, jak zostały wyhodowane i zapakowane. Więcej informacji na ten temat znajdziecie [tutaj]. Ponadto wg Dra. Oetkera jego drożdże instant są bezglutenowe [źródło].

6. Żelatyna – jeśli pakowano ją w jednej hali z produktami zawierającymi gluten, mogła zostać skażona. Dr. Oetker zapewnia o bezglutenowości swojego produktu [źródło]. Moim zdaniem jednak najbezpieczniejsza jest żelatyna w listkach, a nie w proszku.

7. Leki i suplementy – na szczęście coraz więcej firm decyduje się na używanie bezglutenowych wypełniaczy, jednak osoby chore wciąż muszą bardzo uważać i czytać składy, lub prosić o to farmaceutów. [Tutaj] znajdziecie spis leków bezpiecznych (chociaż na pewno wymaga on uzupełnienia, gdyż pochodzi sprzed 10 lat).

8. Opłatek – mimo że dla wielu święty, zawiera gluten i może wywołać nieprzyjemne konsekwencje! Dlatego w razie potrzeby porozmawiajcie z księdzem i poproście go o zakup bezglutenowego opłatka i wręczenia go Wam w czasie mszy.

9. Guma do życia – może zawierać skrobię. [Tutaj] znajdziecie zbadane gumy marki Orbit, które okazały się bezpieczne. Ponadto firma Wrigley twierdzi, że ich produkty są całkowicie bezglutenowe [źródło], jednak czytanie składu nikomu nie zaszkodzi 🙂

10. Ciastolina i masa Play-Doh – punkt ważny dla dzieci chorych na celiakię. Masa Play-Doh jest wytwarzana z mąki. W czasie zabawy dziecko nieświadomie może włączyć pełną glutenu rączkę do ust… Brzmi mało prawdopodobnie, ale lepiej minimalizować ryzyko.

11. Gotowe produkty oznakowane jako „smażone”, „w panierce”, „chrupkie”, „chrupiące” – nawet jeśli nie zawierają panierki, mogą być smażone na zanieczyszczonym uprzednio glutenem tłuszczu.

12. Koperty i znaczki – tak, dobrze czytacie. Klej znajdujący się na kopertach i znaczkach może zawierać gluten. Wystarczy polizać… i zrobi się nieprzyjemnie.

Koperty i gluten… Spodziewalibyście się tego? 😉 [Źródło obrazka]

To jeszcze nie koniec

Nawet jeśli jesteście pewni, że w spożywanym przez Was jedzeniu nie ma glutenu, musicie uważać na możliwe skażenia (zwłaszcza jeśli mieszkacie z osobami glutenowymi). O czym warto więc pamiętać? (poniższe informacje zostały zainspirowane [tym artykułem] i doświadczeniem własnym).

1. Deski do krojenia – w zarysowaniach może kryć się gluten. Dlatego najlepiej kupić sobie własne, czyste deski. Najlepiej też kupić nowe łyżki drewniane (jeśli takich używacie).

2. Tostery, opiekacze do chleba, gofrownice – najczęściej takich urządzeń nie da się dokładnie umyć, więc zawsze ryzyko skażenia jakieś jest.

3. Sitka (zwłaszcza te używane do przesiewania mąki).

4. Pojemniki i naczynia niewłaściwie umyte.

5. Gluten unoszący się w powietrzu – jeśli Wasi domownicy przygotowują jakiś glutenowy wypiek, drobinki mąki mogą osiąść na wszystkich powierzchniach, z których Wy później skorzystacie… Zalecam więc zachować szczególną ostrożność w takich przypadkach.

6. Bezglutenowa pizza – nawet jeśli dany lokal oferuje pizzę teoretycznie dla nas bezpieczną, w powietrzu może unosić się gluten i osiadać na naszym jedzeniu.

7. Imprezy rodzinne – to może być duże źródło stresu. Wyobraźmy sobie, że ktoś nożem pełnym okruchów chleba sięga po masło, po które następnie (zupełnie nieświadomie) sięgniemy my… Dlatego należy zachować stałą czujność. Niestety, nie jest to łatwe, a do tego bywa krępujące, ale taka jest cena zdrowych jelit.

8. Patelnie, garnki, blachy do pieczenia – muszą być dokładnie wymyte. Niektórzy kupują zupełnie nowe przyrządy do gotowania, jednak nie wszystkich na to stać.

9. Romantyczne chwile z ukochanym i ukochaną – jeśli Wasz luby (lub luba) zjedli przed chwilą pysznego pączka i naszło Was na czułości… Na pewno poza słodkim pocałunkiem otrzymacie drobinki glutenu. Co więc robić? Albo partner będzie musiał przejść na dietę bezglutenową, albo myć zęby po glutenowych posiłkach, albo tak komponować posiłki, by zawsze kończyć je warzywem lub owocem (marchewka doskonale czyści zęby). A gdyby kogoś ciekawiło, czy w spermie jest gluten, to odpowiedź brzmi NIE 😉

10. Nieświadomość bliskich – dla osoby zdrowej zachowywanie takiej ostrożności może być jakąś fanaberią. Dlatego poinstruujmy dokładnie naszych domowników. Niech zwrócą uwagę na to, czy przypadkiem nie pokroili nam arbuza nożem, którego przed chwilą użyli do przygotowania kanapek… Wiem z własnego doświadczenia, że na początku jest to trudne, jednak najczęściej rodzina chętnie współpracuje, gdyż zależy jej na stanie naszego zdrowia i dobrobycie naszych jelit 🙂

Pamiętajcie, że niewłaściwie umyte przybory kuchenne mogą być źródłem glutenu! [Źródło obrazka]

Ponadto na gluten należy uważać w restauracjach. Niestety, wyjście na miasto to dla bezglutenowca najczęściej katorga. Restauratorzy często nie rozumieją, że dla osoby chorej posiłek musi być przygotowany na czystej desce, świeżym tłuszczu, bez użycia przypraw znanych marek (bo wszystkie zawierają gluten). Dlatego też rok nie ośmieliłam się odwiedzić żadnej restauracji. Ostatnio jednak skusiłam się parę razy… I bywało różnie, czasem brzuch wzdął mi się jak balon, nie wiem, czy z przejedzenia, czy z obecności glutenu w potrawach 😉 Smutne to bardzo, że czasem my, bezglutenowcy (a zwłaszcza paleowcy), musimy czuć się jak wybryki natury – szkodzi nam coś, co znajduje się dosłownie wszędzie i jest podstawą diety przeważającej części społeczeństwa. Na szczęście nasza sytuacja stopniowo się poprawia i wielu restauratorów rozumie dziś nasze potrzeby.

Wiem, że na początku dieta bezglutenowa może się wydać trudna, a nawet niemożliwa do zrealizowania. Bo co tu jeść? Jak żyć?! Na szczęście natura dała nam prawdziwe bogactwo warzyw, owoców, mięsa i ryb, które są całkowicie wolne od glutenu. Bez mąki można nawet stworzyć pyszne wypieki – wystarczą platany i naleśniki czy ciasto powstaną w mig [więcej o platanach/plantanach przeczytacie tutaj]! Ponadto korzyści z porzucenia glutenu są nie do przecenienia – dzięki diecie bezglutenowej (i często bezmlecznej) wiele osób w końcu zaczyna normalnie trawić i przyswajać pokarm, a dolegliwości ze strony układu trawiennego stają się bardziej znośnie lub znikają całkowicie.

Pamiętajcie, że my, bezglutenowcy, musimy dbać o swoje prawa. Nie bójmy się pisać do producentów i żądać konkretnych odpowiedzi. Im więcej nas będzie, tym bardziej producenci żywności będą się troszczyć o nasze potrzeby. A w idealnym świecie przyszłości każdy bezpieczny dla nas produkt będzie oznaczony przekreślonym kłosem.

Trzymajcie się zdrowo!

A jeśli nie chcecie przegapić żadnego z moich artykułów, zapraszam na Jaskiniowego Facebooka [tutaj]!