Hashimoto i choroby autoimmunologiczne a osobowość

Ludzka złożoność nie przestaje mnie zachwycać i zaskakiwać. Nie dość, że posiadamy cudowne ciała składające się z miliardów komórek, to na dodatek w każdym z nas kryje się potężny umysł, którego sekrety wciąż jeszcze zostały niezbadane… Wielu z nas czuje w sobie także obecność czegoś więcej – duszy, będącej źródłem naszych marzeń i chęci do życia. Te trzy elementy działają jak naczynia połączone, których wzajemny wpływ wciąż jeszcze nie został dobrze poznany. Wiemy jednak, że każde uszkodzenie ciała wpływa na stan naszej psychiki i nastroju – trudno być szczęśliwym, gdy męczy nas migrena czy kiedy zranimy się w palec. Mechanizm ten działa oczywiście także w odwrotny sposób – niejednokrotnie z powodu stresu czy strachu zaczyna boleć nas brzuch lub głowa. Czy nasze emocje i cechy osobowości mogą jednak prowadzić do pojawienia się chorób chronicznych takich jak Hashimoto lub inne schorzenia autoagresywne? A może to pojawienie się tych chorób zmienia nasz sposób widzenia świata?…

Depresja, fochy i smuteczki

Kilka miesięcy temu zajęłam się przeanalizowaniem związku zapalenia tarczycy Hashimoto z depresją. Badania, na które się natknęłam, pokazywały, iż osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami wykazywały znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne niż osoby zdrowe [źródło]. Ostatnio związkowi depresji z Hashimoto poświęcono fragment programu Pytanie na Śniadanie, w którym miałam zaszczyt wystąpić 🙂 Zainteresowanych odsyłam [tutaj].

W przypadku chorób autoagresywnych pacjenci mogą mieć także problemy z tak zwaną „bierną agresją”, czyli nieumiejętnością dzielenia się ze światem swoimi uczuciami (w zeszłym roku ukazał się na blogu cykl artykułów poświęconych temu tematowi autorstwa Pana Jaskiniowego – zerknijcie tutaj, tu i tutaj). Moje dotychczasowe doświadczenia z Panem Hashimoto pozwoliły mi jednak przypuszczać, że te problemy to tylko wierzchołek góry lodowej.

Całkiem niedawno udało mi się trafić na niezwykle ciekawy artykuł autorstwa Britt z bloga Instinctual Wellbeing. Podobnie jak wielu z nas, ma ona osobiste doświadczenia z chorobami autoimmunologicznymi oraz jest członkinią kilku grup wsparcia (a jedną z nich nawet sama prowadzi). Wielomiesięczne obserwacje siebie i innych pacjentów pozwoliły jej na sformułowanie teorii łączącej schorzenia autoagresywne z pewnymi cechami osobowości. Oczywiście hipoteza ta nie znajduje na razie naukowego potwierdzenia – wydała mi się jednak na tyle ciekawa i bliska mojemu życiu, że postanowiłam się nią z czytelnikami Jaskiniowej Kuchni podzielić.

Choroby autoimmunologiczne a osobowość

Zdaniem Britt (z którą całkowicie się zgadzam) osoby cierpiące na schorzenia autoimmunologiczne mogą charakteryzować się poniższymi cechami:

  1. Tendencje perfekcjonistyczne;
  2. Niezwykła wrażliwość;
  3. Zachowawczość i niechęć do podejmowania ryzyka;
  4. Zwykle posiadają osobowość typu A, charakteryzującą się wysokim poziomem stresu, wywołanym presją czasu, tendencją do zachowań rywalizacyjnych, wysokim poziomem ambicji, agresywnością i wrogością wobec innych;
  5. Nieustanny lęk przed zawiedzeniem innych lub popełnieniem błędu;
  6. Tendencje do introwersji;
  7. Przesadna ambicja;
  8. Problemy z mówieniem „nie”;
  9. Są bardzo krytyczni wobec siebie samych; zmuszają się do pracy chcąc spełnić swoje własne wysokie oczekiwania;
  10. Niechęć do pokazania, kim naprawdę są; mają problemy z otwieraniem się przed ludźmi;
  11. Skłonności do niepokoju i zamartwiania się;
  12. Skłonności do większej otwartości na alternatywne i duchowe metody leczenia;
  13. Nie lubią tracić kontroli nad sytuacją;
  14. Spędzili większość swojego życia czując, że „nie do końca pasują” lub czując się niezrozumiani przez innych;
  15. Mieli okazję doświadczyć pewnej traumy lub ich dzieciństwo było traumatyczne.

Kiedy przeanalizowałam wszystkie te cechy i wzięłam pod uwagę również te, które udało mi się już przepracować,  zdobyłam w tym teście aż 12 punktów na 15. A jaki jest Wasz wynik?

Jak nie kopać leżącego?

W przypadku chorób z autoagresji bardzo ważne jest, by minimalizować nie tylko produkcję „fizycznych” przeciwciał (co często skutecznie osiąga się np. poprzez stosowanie odpowiedniej diety), lecz także zapobiegać autoagresji psychicznej. Niezwykle trafnie pisze o tym Kala Bochenek, coach i psycholog, na swoim blogu Holistyczne leczenie Hashimoto (niestety od dwóch lat nie pojawiają się nowe wpisy). Jej zdaniem atakowanie samego siebie poprzez nieustanne agresywne myśli może jedynie pogorszyć nasz stan. Dlatego warto obserwować swoje zachowanie oraz być szczególnie wyczulonym na poniższe nawyki:

•    potępianie i krytykowanie samego siebie oraz poczucie winy (np. z powodu choroby)
•    nadmierne wymagania wobec samego siebie (perfekcjonizm, presja na doskonałość, brak przyzwolenia na własne niedoskonałości i błędy)
•    ciągłe  zamartwianie się (chorobą i innymi rzeczami)
•    zadręczanie się myśleniem o tym, czego nie możemy robić, a kiedyś robiliśmy oraz tym, co funkcjonuje „gorzej” w naszym życiu
•    wymuszanie na sobie czegoś, z czym ciało nie daje sobie obecnie rady
•    rozpaczliwe próby natychmiastowej poprawy samopoczucia, aby jak najszybciej „pozbyć się” przykrych objawów
•    ignorowanie własnych potrzeb i stawianie potrzeb innych ludzi na pierwszym miejscu
•    angażowanie się w takie relacje i działania, które pozbawiają nas sił
•    nieumiejętność stawiania ludziom zdrowych granic

[Źródło]

Brzmi znajomo? Być może niektóre z tych nawyków towarzyszą Wam od wielu lat, wywierając negatywny wpływ na Wasze zdrowie. Najrozsądniej byłoby oczywiście zastąpić te niekorzystne myśli zachowaniami pozytywnymi, ale nie zawsze okazuje się to proste, zwłaszcza jeśli zmartwienia i autokrytyka towarzyszyły nam przez wiele lat.

Dlaczego tak łatwo nam kopać leżącego? Zamiast krytykować – spróbujmy okazać sobie samym trochę miłości.

U źródeł problemu

Jestem przekonana, że istnieje związek między pewnymi cechami osobowości a występowaniem choroby Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to cechy takie jak perfekcjonizm, wrażliwość czy skłonność do zmartwień predysponują nas do zapadnięcia na Hashimoto (lub inną chorobę autoimmunologiczną), czy może wraz z pojawieniem się choroby zmienia się nasza osobowość. Ciekawi mnie także, jaki odsetek chorych ma problemy z cechami osobowości i zachowaniami wymienionymi przez Britt i Kalę Bochenek. Dlatego apeluję: studenci psychologii, ręce do pracy! Osób diagnozowanych w kierunku Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych jest coraz więcej i warto zbadać psychiczne podłoże tej choroby.

Zanim jednak pojawią się dokładne badania naukowe, jak mamy radzić sobie my, pacjenci? Wiem z doświadczenia, że w przypadku nieradzenia sobie z emocjami najefektywniejsze będzie udanie się po pomoc do specjalisty. Warto wybrać terapeutę pracującego w nurcie terapii poznawczo – behawioralnej, dzięki któremu będziemy mogli okiełznać niekorzystne myśli, emocje i zachowania. Niestety, terapia jest dość kosztowna i nie każdego na nią stać. Warto jednak pamiętać, że spotkania nie muszą odbywać się co tydzień. Ponadto istnieje możliwość podjęcia tańszej terapii grupowej.

Możesz się zastanawiać: Czy to naprawdę konieczne?… A czy czujesz się dobrze z samą sobą? Czy nie gnębią Cię natrętne myśli, których wolałabyś się pozbyć?… Czy masz dość perfekcjonizmu, skutecznie utrudniającego Ci życie?

Jeśli czujesz, że czas na zmiany, terapia może być dla Ciebie najlepszą decyzją. Przecież będziesz żyć z samą sobą jeszcze wiele długich lat, więc warto zadbać o to, by wzajemne relacje psychiki i ciała były jak najlepsze 🙂

(A jeśli naprawdę nie jesteś w stanie pozwolić sobie na wizytę u specjalisty, zajrzyj do tego artykułu. Zebrałam w nim wiele użytecznych informacji, jak pomóc sobie samemu wyjść na prostą).

Kiedy boli nas brzuch czy gnębi przeziębienie – udajemy się do specjalisty. Kiedy mamy problemy z emocjami – również powinniśmy udać się do specjalisty!

Czy to aby na pewno wina Hashimoto?

Wiem, że życie z osobą chorobą na Hashimoto nie jest usłane różami. Najprzeróżniejsze dolegliwości fizyczne (ciągłe uczucie zimna, tycie, wypadanie włosów, zmęczenie… i wiele innych) często spotykają się z niezrozumieniem otoczenia. Do tego nierzadko dochodzą objawy ze strony psychiki, takie jak drażliwość, skłonność do wybuchów czy ciągłe zamartwianie się. Pamiętajmy, że nieleczona lub leczona niewłaściwie niedoczynność tarczycy (która najczęściej idzie w parze z Hashimoto) może zamienić życie chorego i jego rodziny w koszmar. [Tutaj] znajdziecie świetnie napisaną historię o tym, jak także życie może wyglądać.

Niestety, czasem mimo leczenia uciążliwe objawy nie znikają. Wtedy najbliżsi pacjenta (oraz on sam) mogą nieustannie zadawać sobie pytanie: Czy to wina choroby? A może ta osoba już taka jest, taki ma charakter?… Próżno szukać odpowiedzi.

Nie da się oddzielić pacjenta od choroby. Dlatego też należy patrzeć na każdego człowieka holistycznie, wraz z jego wszystkimi zaletami, wadami i schorzeniami. Szukajmy pomocy, konsultujmy się ze specjalistami. I nie poddawajmy się! Łatwo powiedzieć „To wina Hashimoto”, ale przecież to nie rozwiązuje naszych problemów. Śmiało, do dzieła! Masz problemy z nerwowością? Zacznij medytować, ćwiczyć jogę, głęboko oddychać. Męczy Cię perfekcjonizm? Poszukaj książek, które pomogą Ci go okiełznać lub wybierz się na terapię. Nieustannie czujesz się zmęczona? Wykonaj odpowiednie badania, zapytaj lekarza o suplementację, zacznij uprawiać sport. Nie ma znaczenia, czy Twoje problemy są spowodowane chorobą Hashimoto, liczy się to, czy szukasz rozwiązań! 🙂

(W nawiasie pozwolę sobie jeszcze dodać, że część chorych jest skłonna oskarżać Hashimoto prawie o wszystko, co ich spotyka. Kochani, nie tędy droga! Nie pozwólcie, by choroba odebrała Wam życie – przecież ciągle macie w nim coś do powiedzenia).

Hashimoto a osobowość – czy da się wyjść na prostą?

Spędziłam ponad dziesięć lat życia nie wiedząc, że cierpię na Hashimoto (zyskałam jedynie diagnozę niedoczynności, a leczenie było dobrane niewłaściwie). W tym czasie dręczył mnie perfekcjonizm, bardzo często się zamartwiałam, czułam się gorsza i nieadekwatna. Dziś może nie jest idealnie, bo zdarzają mi się gorsze dni*, ale dzięki wytrwałości i wsparciu terapeuty udało mi się wyjść na prostą – akceptuję siebie i skupiam się na radosnych aspektach mojego życia. Ba, nawet nękającą mnie chorobę Hashimoto przekułam w coś bardzo pozytywnego – czyli ten blog 🙂

(*Jednak staram się nimi nie przejmować, bo przecież każdy ma gorsze dni).

Co ciekawe, zmiany, które we mnie zaszły, można wyjaśnić naukowo. Części mózgu odpowiadające za osobowość chmurną i pogodną (czyli za optymizm i pesymizm) należą do jednych z najbardziej plastycznych. „Drobne poprawki sposobu postrzegania świata – uprzedzeń i upodobań umysłu – potrafią wpłynąć na budowę połączeń nerwowych w mózgu i skłonić nas ku bardziej optymistycznemu lub pesymistycznemu nastawieniu. Poprzez zmianę sposobu, w jaki nasz mózg reaguje na wyzwania i radości, możemy zmienić samych siebie” (str. 15; Elaine Fox: Między pesymizmem a optymizmem. Szczęście w rozumie).

W jakiej więc sytuacji byś się nie znajdowała – zawsze znajdzie się wyjście. Najważniejsze to się nie poddawać i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Życie mamy tylko jedno i nie można pozwolić, by pan Hashimoto przejął nad nim kontrolę.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. Wiem, że ostatnio bardzo mnie mało na blogu. W przyszłym roku planujemy z Panem Jaskiniowym się pobrać i dlatego poświęciłam się obecnie przede wszystkim pracy – pieniążki same się nie zarobią. Ale kiedy już nam się uda ustatkować, mam nadzieję poświęcić blogowi duuuużo czasu, by nadrobić wszystkie zaległości 🙂

Życie z niezdiagnozowanym Hashimoto


Czy trudno żyć z Hashimoto? I tak, i nie. Część pacjentów praktycznie nie odczuwa związanych z tym schorzeniem objawów, zaś inni nieustannie skarżą się na zmęczenie, poczucie zimna, problemy z wagą… Hashimoto jest chorobą o wielu obliczach, nie zawsze dającą się łatwo okiełznać. Można jednak wyróżnić jeden kluczowy czynnik, który znacząco oddziałuje na intensywność i ilość odczuwanych przez pacjenta symptomów: to czas wykrycia choroby. Niezliczona ilość osób przez długie lata może nieść na swoich barkach Pana Hashimoto – bardzo uciążliwego pasażera na gapę, którego obecności jest zupełnie nieświadoma.

Niedoczynność tarczycy i jej skutki

Hashimoto należy do grupy chorób z autoagresji: w pewnym momencie organizm zaczyna produkować przeciwciała, skierowane przede wszystkim wobec komórek tarczycy. W ten sposób zaczyna się niszczenie gruczołu, co najczęściej prowadzi do jego niedoczynności.

Intensywność procesu zapalnego może być wysoce zróżnicowana. Rozwój schorzenia będzie inaczej postępował u każdego z pacjentów, zależnie od czynników takich jak: stres, dieta, wysiłek fizyczny, przyjmowane leki (np. antybiotyki), nastawienie do życia… Niekiedy atak może być szybki i towarzyszyć mu będą liczne i mocno odczuwalne symptomy. W innych wypadkach choroba będzie czaić się latami, dając objawy łatwe do zignorowania: zmęczenie, wypadanie włosów, problemy trawienne, depresję, zaburzenia nastroju…

Uszkodzona tarczyca nie jest w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości hormonów (głównie tyroksyny – T4 i trójjodotyroniny – T3), co wpływa na kondycję całego organizmu. Związki chemiczne produkowane przez ten niepozorny gruczoł regulują wiele ważnych procesów: przemianę materii, wzrost kości, metabolizm tłuszczów, białek, węglowodanów i witamin. Odgrywają także ważną rolę w działaniu serca, mięśni i mózgu. A jakby tego było mało – każda komórka ludzkiego ciała potrzebuje hormonów tarczycy do prawidłowego wzrostu i rozwoju.

Nieleczona niedoczynność tarczycy może nieść ze sobą bardzo niebezpieczne w skutkach konsekwencje. Dlatego tak ważne jest możliwie jak najszybsze wykrycie choroby: kiedy wiemy, co nam dolega, okresowe badania oraz codzienne przyjmowanie hormonów pozwala utrzymać Pana Hashimoto w ryzach. Gorzej, jeśli przez wiele lat żyliśmy w nieświadomości, a niedoczynność tarczycy zdążyła zebrać obfite żniwo w naszym organizmie…

Tutaj dowiesz się więcej na temat przyczyn i objawów choroby Hashimoto!

Życie z niezdiagnozowanym Hashimoto: przypadek mojej mamy

Choroba Hashimoto i spowodowana nią niedoczynność tarczycy mogą dawać wiele niespecyficznych objawów, które lekarze dość łatwo przypisują innym schorzeniom. Jeśli los się do nas uśmiechnie, trafimy na specjalistę będącego w stanie połączyć nasze symptomy w całość i skierować nas na badania tarczycy. Niestety, zbyt wielu pacjentów przez lata odwiedza kolejnych lekarzy, którzy nie potrafią postawić właściwej diagnozy…

Tak właśnie wygląda historia mojej mamy. Odkąd tylko pamiętam, cierpiała na liczne problemy zdrowotne. Nieustannie dawały jej się we znaki słaba odporność, niedokrwistość, podwyższony cholesterol, ciągłe uczucie zimna, zmęczenie, nerwowość, nadciśnienie… A jakby tego było mało, pojawiały się codzienne zaburzenia trawienne, wypadanie włosów, bóle serca, głowy, stawów i kości.

Niepodobna zliczyć specjalistów, których mama odwiedziła. Gastrolodzy zapisywali tabletki, które oczywiście nie pomagały. Badania niemal nie wykazywały nieprawidłowości, zaś przyczyny zaparć upatrywano się w nadmiernie „skręconej” okrężnicy. Ciągłe uczucie zimna też nie zaniepokoiło lekarzy – jeden z nich stwierdził: „Bo jest pani za chuda!”. Na bóle serca i stawów oczywiście zaordynowano leki. Część symptomów zignorowano, stwierdzając, że mama je wymyśla (jeden z lekarzy podobno zapisał nawet w karcie „symulant”).

Kilka lat temu lekarz pierwszego kontaktu w końcu zlecił badanie TSH. Wynik wyniósł ponad 10 mU/l. Od tego czasu mama leczyła się u endokrynologa, który zapisał Euthyrox. I dopiero półtora roku temu, na naszą wyraźną prośbę, zostało wykonane badanie przeciwciał. Wynik anty-TPO – ponad tysiąc (norma to 34). Pan Hashimoto właśnie się ujawnił.

Oczywiście leczenie się nie zmieniło, wciąż jedynym zaleceniem pozostało codzienne przyjmowanie syntetycznego hormonu tarczycy. Zachęciłam jednak mamę do próby zmiany diety na bezglutenową i bezmleczną – i pomogło. Nękające ją od wielu lat problemy trawienne niemal całkowicie ustały, podobnie jak bóle stawów. Żadne tabletki nie przyniosły tak spektakularnych efektów.

Mamy wiele powodów by przypuszczać, że także moja babcia cierpiała na chorobę Hashimoto. W pewnym momencie życia bardzo przytyła, męczyło ją nadciśnienie i problemy z sercem. Babcia zmarła młodo, nie dożyła nawet sześćdziesięciu lat. Niestety, w czasach PRL-u i przy braku Internetu pacjent miał nikłe szanse na uzyskanie diagnozy Hashimoto.

Zdaję sobie sprawę, że zawód lekarza należy do jednego z najtrudniejszych. Wiem także, że każdemu zdarza się popełniać błędy – tyle że pomyłki specjalistów mogą kosztować zdrowie, a nawet życie pacjenta. Dlatego jeśli macie wątpliwości co do diagnozy lub zastosowanego leczenia – skonsultujcie się z innym lekarzem!

Czarny scenariusz

Nieleczona przez wiele lat choroba Hashimoto jest w stanie spowodować liczne komplikacje zdrowotne: podwyższony poziom cholesterolu, łagodne nadciśnienie, niewydolność serca, depresję, zaburzenia intelektualne, niedobór żelaza, problemy z oddychaniem i nerkami, jaskrę, bóle głowy, sztywność stawów, bezpłodność… Oczywiście te symptomy mogą wiązać się ze wcześniejszym zgonem, aczkolwiek niestety nie znalazłam badań pokazujących, o ile procent wzrasta prawdopodobieństwo śmierci w przypadku nieleczonej choroby autoimmunologicznej.

Byśmy w pełni sobie uświadomili, jak tragiczne może być życie niewłaściwie zdiagnozowanego pacjenta, pozwolę sobie przytoczyć historię mamy Zuzanny, jednej z czytelniczek bloga. Chciałabym jej serdecznie podziękować za zgodę na opublikowanie tych tragicznych dla niej przeżyć. Zuzanna cierpi na chorobę Hashimoto i już od ponad roku jest na diecie bezglutenowej i bezmlecznej:

„W mojej rodzinie występują choroby tarczycy. Moja mama miała wole, guzki tarczycowe i TSH prawie 2,9. Miała początki cukrzycy, depresję, problemy z pamięcią, chroniczne zmęczenie, chore serce, potworne problemy ze stawami i kręgosłupem (była zakwalifikowana do implantacji tytanem kręgów lędźwiowych, a za 10 lat chirurdzy wróżyli jej wózek inwalidzki), tyła z powietrza, miała słabą odporność i wiele innych schorzeń. Zmarła prawie rok temu w wieku 52 lat, popełniła samobójstwo, bo oprócz depresji padła ofiarą mobbingu w pracy, a w ostatnich dniach jej życia fizycznie była wrakiem człowieka. Do którego lekarza by nie poszła, to każdy jej mówił, że to od otyłości te wszystkie jej choroby…. Nawet na prywatnych wizytach u sław neurochirurgii i ortopedii też dawali taki argument, zamiast zająć się jej tarczycą… Po śmierci mamy, jak zebraliśmy po kilku miesiącach różne wyniki badań, które miała, wyszło u niej łącznie około 20 przewlekłych schorzeń.

Leczyła się u tych samych endokrynologów, co i ja, które też jej nie chciały podawać hormonu tarczycowego. Dodam, że mama nie chciała przejść na tę dietę, którą ja stosuję z zalecenia lekarza: bezglutenową i beznabiałową.

My się jakoś już zbieramy z bratem, wracamy do normalności”.

Część lekarzy nie wdraża leczenia, bo wynik „mieści się w normie”. Historia Zuzanny pokazuje, że nie tylko na wynik powinno się patrzeć, a na pacjenta i jego symptomy. Zostało już udowodnione, że profilaktyczne włączenie hormonu tarczycy może przynieść wiele korzyści w przypadku schorzeń z autoagresji. Wyniki badań niemieckich naukowców pokazały, że zapobiegawcze leczenie syntetycznym T4 spowodowało zdecydowanie wolniejszy rozwój choroby autoimmunologicznej. W badaniu brały udział osoby, których wyniki znajdowały się z laboratoryjnej normie i trwały rok. Po tym czasie porównano wyniki osób leczonych i nieleczonych: osoby przyjmujące syntetyczny hormon miały wyraźnie niższy poziom przeciwciał i limfocytów.

                    Badajmy się i leczmy – nie tylko dla naszego dobra, ale i dla dobra naszych bliskich.

Niedoczynność tarczycy? A może to Hashimoto?

Jeśli została już u Was stwierdzona niedoczynność tarczycy, koniecznie przebadajcie się pod kątem Hashimoto! Szacuje się, że 80% przypadków niedoczynności ma podłoże autoimmunologiczne. By wiarygodnie ocenić funkcjonowanie tego gruczołu, należy wykonać poniższe badania:

TSH, FT3*, FT4

anty-TPO, anty-TG

USG tarczycy

* U niektórych pacjentów wskazane byłoby także badanie rT3 (odwrócona trójjodotyronina), w Polsce bardzo słabo dostępne, które pokazuje efektywność konwersji T3 do T4.

Dzięki nim zyskamy niezakłamany obraz stanu zdrowia naszej tarczycy. Pamiętajcie, że samo TSH to zdecydowanie za mało! Niestety, wielu lekarzy opiera leczenie wyłącznie na tym wyniku – zapewne z powodu oszczędności. Fenomenem pozostanie też dla mnie niechęć lekarzy do badania przeciwciał. Dlatego część chorych musi wykonywać badania prywatnie, co oczywiście kosztuje i na co nie każdego stać.

Pamiętajmy, że nawet jeśli wynik TSH mieści się w normie, już możemy chorować (lub zachorujemy w przyszłości) na niedoczynność tarczycy! W jednym z brytyjskich badań przez ponad 20 lat obserwowano grupę 2779 osób:  wynik TSH wynoszący ponad 2 mU/l przy pierwszym badaniu podwyższał prawdopodobieństwo wystąpienia niedoczynności tarczycy w przyszłości! Co więcej, prawdopodobieństwo to było jeszcze większe, jeśli takiemu wynikowi towarzyszyła obecność przeciwciał.  

Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Jeśli czujesz się źle, Twoje TSH wynosi ponad 2, a lekarz odmawia leczenia – poszukaj innego specjalisty.

Nieleczony pacjent – drogi pacjent

Objawy takie jak zmęczenie, ciągłe poczucie zimna, podwyższony cholesterol i tycie powinny motywować lekarzy do kierowania na badania tarczycy. To naprawdę ważne: nawet jeśli dziś my, podatnicy, zaoszczędzimy kilkanaście złotych na badaniach wiecznie marznącego i przemęczonego pacjenta, może się okazać, że za kilka lat taka niezdiagnozowana osoba będzie nas kosztować setki, a nawet tysiące złotych!

Pieniądze są jednak w tym wypadku kwestią drugorzędną. Nieleczona niedoczynność tarczycy jest w stanie zamienić życie chorego i jego rodziny w prawdziwą udrękę. Dlatego badajmy się i przyjmujmy leki. Dla dobra siebie i naszych bliskich.

A w wolnej chwili zajrzyjcie na jaskiniowy facebook!

                                                                                   ***

P.S Pamiętajcie: schorzeń tarczycy nie wolno ignorować! Ważne jest regularne przyjmowanie syntetycznej wersji tyroksyny zależne od wyników badań (niektórzy lekarze zalecają także syntetyczną trójjodotyroninę). Oczywiście wielu wypadkach pomógłby zapewne naturalny hormon, produkowany ze świńskiej tarczycy – niestety, nie jest on jeszcze w Polsce powszechny.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Hashimoto i emocje

Choroba Hashimoto jest wypadkową wielu zmiennych: złej diety, antybiotykoterapii, obciążeń genetycznych, zakażeń pasożytami, zaburzeń flory bakteryjnej jelit… Teoretycznie więc odpowiednia dawka hormonu, prowadzenie zdrowego stylu życia oraz odpowiednie suplementy powinny utrzymać chorobę w ryzach. Niestety, nie zawsze się to udaje. Nie da się uleczyć ciała, zapominając o psychice [źródło].

Przeciwciała przeciwtarczycowe a zaburzenia nastroju

„Wszystkie choroby powstają w umyśle”, twierdzi Joseph Murphy, autor książki „Potęga podświadomości”. Można się oczywiście z takim podejściem nie zgadzać, jednak znajduje ono coraz szersze potwierdzenie w nauce. Nasze podejście do życia, stosunek do przeszłości i przyszłości oraz odczuwane emocje wywierają niebagatelny wpływ na stan organizmu. Dysponujemy chociażby licznymi badaniami ukazującymi, w jaki sposób chroniczna złość przyczynia się do powstawania wielu powszechnie spotykanych dziś schorzeń [źródło].

Hashimoto należy do grupy chorób autoagresywnych, w wyniku której ciało niszczy samo siebie. A może nasz organizm jedynie odzwierciedla to, co kryje się w naszym umyśle? „Człowiek jest tym, o czym myśli przez cały dzień” (Ralph Waldo Emerson). Czyżbyśmy więc poprzez ciągły negatywizm dawali ciału sygnał do rozpoczęcia autodestrukcji?… A może to choroba wywołuje w nas gonitwę destruktywnych myśli?…

Istnieje wiele hipotez łączących obecność przeciwciał przeciwtarczycowych z różnymi formami zaburzeń nastroju, takimi jak depresja atypowa, depresja poporodowa czy depresja menopauzalna. Badania z 2016 roku pokazały, że przeciwciała mogą być markerami zaburzeń autoimmunologicznych oddziałujących na mózg oraz wykazały ich związek z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi [źródło]. Dwa lata wcześniej, w 2014 roku, poddano obserwacji osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami. Wyniki pokazały, że w porównaniu z grupą kontrolną wykazywali oni znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne [źródło]! 

Mam nadzieję, że w przyszłości przeprowadzone zostaną także badania odpowiadające na pytanie, w jakim stopniu odpowiednia dieta może wpłynąć na obniżenie przeciwciał, a tym samym zmniejszyć ryzyko wystąpienia depresji i zaburzeń nastroju. To niezwykle ekscytujące, jak wiele jest jeszcze do odkrycia!

Smutek i depresja mogą wiązać się z chorobą Hashimoto. Gdy nie radzisz sobie z destruktywnymi emocjami, nie wahaj się poprosić o pomoc!  

Teoria a praktyka, czyli jak okiełznać Hashimocje

Kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy przeżytych 25 lat, wyraźnie dostrzegam związek między Hashimoto a moimi wahaniami nastroju i doświadczonymi dwukrotnie stanami depresyjnymi. To niezwykła ulga znaleźć w końcu odpowiedź na pytanie, czemu tak często gnębiły mnie nawracające negatywne myśli! Nagle wszystko się zgadza: stres prowadził do zaostrzenia choroby i (zapewne) wzmożonej produkcji przeciwciał, co skutkowało atakami smutku, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić.

Chciałabym Was jednak uspokoić: Hashimoto nie zawsze wiąże się z obniżeniem nastroju, a każdy przypadek jest inny. Dzięki internetowym grupom wsparcia można poznać osoby, którym choroba niemal nie daje się we znaki. Pamiętajmy jednak, by mimo to nie negować uciążliwych objawów innych pacjentów. Ku mojemu przerażeniu, na forach czasem można natrafić na komentarze bardzo uszczypliwe i złośliwe. A przecież gdy cieszymy się dobrym samopoczuciem, często trudno w pełni zrozumieć nam osoby pogrążone w depresji. „Wystarczy się zebrać do pracy i chandra minie!”, myślimy. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że gdy przeżywamy załamanie, absolutnie nic nie jest w stanie nas zmotywować do działania. Wszystko wydaje się czarne i pozbawione nadziei. Z wielkim trudem wstajemy z łóżka i pragniemy, by dzień już się skończył. Do tego ciągle odczuwamy zmęczenie i senność i ten przerażający smutek…

Dla osoby przeżywającej stany depresyjne nie ma nic bardziej frustrującego od uwag najbliższych, teoretycznie mających nas pokrzepić: „Zobacz, inni mają gorzej”; „Czym się martwisz, przecież są ludzie bez rąk i nóg i jakoś żyją…”. Załamanie nastroju sprawia, że skupiamy się tylko na sobie i na swoim cierpieniu. Inni mogą nie istnieć. Logiczne nawet porady wydają nam się niemożliwe do zrealizowania.

Czy da się z tego wyjść? Oczywiście! Potrzebne jest mocne postanowienie: „Chcę to przerwać”, za którym pójdzie aktywne szukanie pomocy. W okresach depresji możemy potrzebować zwiększenia dawki hormonu oraz suplementacji magnezem i witaminą D, wykonajmy zatem odpowiednie badania i zgłośmy się do lekarza. W miarę możliwości należy także odciąć główne źródło stresu i skorzystać z pomocy terapeuty lub psychologa. Konieczne jest także wyrobienie w sobie nawyku codziennej aktywności fizycznej, za wszelką cenę. Liczne badania pokazują, że ruch bardzo skutecznie poprawia nastrój i zmniejsza niepokój [źródło]. Dla mnie kluczowa okazała się również zmiana diety, która dała mi nadzieję i motywację do pracy. Zamiast skupiać się na sobie, zaczęłam pisać dla innych. Pomagając bliźnim, pomagamy sobie. Dlatego na przykład podjęcie wolontariatu może mieć wysoką wartość terapeutyczną.

Jeśli przeżywasz właśnie załamanie i nie widzisz dla siebie żadnej nadziei, zdradzę Ci jedno: tylko Ty dysponujesz wystarczającą mocą, by wyjść z tego stanu. Smutek sam na pewno nie minie. Wiem, że jakiekolwiek działanie wydaje Ci się obecnie trudne, o ile nie niemożliwe, ale po prostu zacznij. Powoli, małymi kroczkami, wrócisz do pełni sił.

Prewencja dla psychiki

Hashimoto da się okiełznać, podobnie jak nękające nas destrukcyjne emocje. Podstawa to oczywiście dobra i zróżnicowana dieta oraz aktywność fizyczna. Musimy jednak pamiętać, że te działania nie przyniosą pożądanych efektów, gdy nie zadbamy o higienę psychiczną.

Jak to zrobić? Kochając siebie. I nie mam tu na myśli miłości narcystycznej, a jedynie zdrowe i pełne szacunku podejście do własnego ciała i ducha. Zamiast nieustannie się krytykować, zacznijmy chwalić własne osiągnięcia. Nie rozpamiętujmy ciągle tego, co było, a skupmy się na działaniu tu i teraz. Stałe zamartwianie zastąpmy snuciem planów pełnych nadziei. W miarę możliwości wybierajmy ludzi, miejsca, filmy, muzykę, książki i ubrania, które pozytywnie na nas oddziałują. Dbajmy o swoje potrzeby i rozwijamy własne zainteresowania.

Zawsze zachęcam Was również do szukania pomocy u specjalisty. Terapia jest doświadczeniem niezwykle oczyszczającym i śmiało mogę Wam ją polecić. Do tego warto sięgnąć po książki takie jak „Potęga podświadomości” Josepha Murphy’ego czy „Możesz uzdrowić swoje życie” Louise L. Hay.

Wiem, że uzdrawianie własnej psychiki na początku może wydać się trudne, a nawet nieosiągalne. To jednak praca, którą wykonujemy dla siebie i dla własnego dobrego samopoczucia. Dlatego warto włożyć w nią jak najwięcej wysiłku. „Czując się zdrowymi, tworzymy zdrowie; czując się bogatymi, bogacimy się. A ty jak się czujesz?” (Joseph Murphy).

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Zrozumieć Hashimoto…

Życie z osobą chorą na Hashimoto nie zawsze jest łatwe. Niekiedy pacjent spotyka się z niezrozumieniem ze strony bliskich, co prowadzi do licznych nieporozumień, napięć i kłótni. Czy można usprawnić komunikację między pacjentem i jego otoczeniem? Oczywiście! Wystarczy odrobina dobrej woli, chęć współpracy i zdobycia podstawowych informacji. By jak najlepiej osobę cierpiącą na Hashimoto zrozumieć, należy poznać mechanizmy działania i objawy tego schorzenia.

Czym jest Hashimoto?

Choroba Hashimoto to inaczej autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. W wyniku działania czynników takich jak stres, zła dieta czy antybiotykoterapia układ odpornościowy zaczyna postrzegać własne tkanki jako wrogów, których trzeba zniszczyć. Organizm produkuje przeciwciała, te zaś zaczynają atakować tarczycę, co prowadzi do jej niedoczynności. A że nasz organizm jest tworem niezwykle wrażliwym, niedobór hormonów tarczycowych uniemożliwia sprawne funkcjonowanie wielu narządów. Chory zaczyna skarżyć się na uczucie zimna, osłabienie koncentracji i pamięci, otyłość, depresję… A jakby tego było mało, choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami, a nawet trójkami. Organizm, który raz nauczył się atakować własne tkanki, może zacząć „doskonalić” tę umiejętność, w wyniku czego ucierpią inne narządy.

Powyższe informacje są niezbędnym minimum, pozwalającym zrozumieć mechanizm choroby Hashimoto. Wiem, że życie z pacjentem autoimmunologicznym może okazać się niezwykle trudne – moja mama cierpiała z powodu niezdiagnozowanego Hashimoto przez wiele lat, co nieraz odczuliśmy w dość bolesny sposób. Rozumiem także punkt widzenia osoby chorej, gdyż sama nią jestem.

Zainteresował Cię temat? Przeczytaj więcej o objawach i przyczynach Hashimoto!

Dwie twarze Hashimoto

Powszechnie stosowane leczenie niedoczynności tarczycy polega na codziennym zażywaniu hormonu – L-tyroksyny. Teoretycznie to powinno wystarczyć, by pacjent wrócił do pełni sił. I rzeczywiście w przypadku niektórych osób praktycznie nie trzeba posiłkować się innymi lekami lub suplementami. Objawy niedoczynności stopniowo zanikają, pacjent chudnie, a później wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Niestety, w wielu wypadkach Hashimoto przyjmuje bardziej agresywne oblicze. Hormony skaczą w górę i w dół niczym piłka kauczukowa, waga szybuje wyżej niż byśmy chcieli, pojawia się depresja i niemoc. W takich momentach życie z osobą chorą wymaga wiele cierpliwości. Okresy zaostrzenia objawów nazywa się rzutami choroby. Przechodziłam je w swoim życiu dwa razy i mam szczerą nadzieję, że już nigdy się nie powtórzą.

Dowiedz się więcej na temat dwóch oblicz Hashimoto.

Pamiętacie postać Dwóch Twarzy z filmu „Batman: Mroczny Rycerz”? Bardzo mi ona przypomina chorobę Hashimoto.

Hashimoto: choroba, której nie widać

Choroba Hashimoto działa niezwykle subtelnie i praktycznie nie daje żadnych objawów zewnętrznych. Mimo to nie należy jej bagatelizować:  przeciwciała niszczą tkanki pacjenta, co powoduje nieustanny stres dla organizmu. Do tego u wielu chorych pojawiają się inne schorzenia silnie powiązane z Hashimoto: insulinooporność (a nawet cukrzyca), problemy z układem sercowo-naczyniowym (nadciśnienie lub zbyt niskie ciśnienie), bóle stawów, problemy trawienne, zmęczenie nadnerczy…

Istnieje wiele odmian i stopni zaawansowania Hashimoto. Dlatego zamiast snuć domysły, zapytajcie bliską Wam osobę o objawy, które jej dolegają oraz ich uciążliwość. Nic tak nie ułatwia komunikacji i wzajemnego zrozumienia jak szczerość.

Przeczytaj też: Hashimoto – od A do Z

Życie z Hashimoto: Czego można się spodziewać?

Jeśli jesteś członkiem rodziny pacjenta autoimmunologicznego, niekiedy mogą denerwować cię jego zachowania lub kaprysy. Wiem z doświadczenia, że niełatwo takie konflikty rozwiązać: nigdy nie możemy być pewni, w jakim stopniu za dane postępowanie odpowiada choroba, a w jakim charakter i dotychczasowe doświadczenia pacjenta, z zwłaszcza przeżycia z dzieciństwa. Co więc zrobić? Rozmawiać, analizować, pytać i troszczyć się o siebie nawzajem. A przede wszystkim: jasno wyrażać swoje uczucia i potrzeby.

Hashimoto przeważnie nie jest uciążliwą chorobą. Należy jednak pamiętać, że ilość objawów oraz ich natężenie zależą od wielu czynników: niektórzy z pacjentów będą wydawać się okazami zdrowia, zaś inni będą skarżyć się na coraz to nowe dolegliwości. Poniżej znajdziecie wybrane symptomy, które są charakterystyczne dla choroby Hashimoto:

1. „Ale mi zimno!”

Lodowate, a nawet sine dłonie i stopy, to typowy objaw niedoczynności tarczycy. Dlatego warto sprezentować osobie chorej grube skarpetki i flanelową piżamę. Taki prezent bardzo ją ucieszy 🙂

2. „Nie mam siły rano wstawać. Ciągle chce mi się spać. Czuję się zmęczona”

Takie skargi możecie usłyszeć zwłaszcza w przypadku nieodpowiednio dobranej dawki hormonu. W takich sytuacjach należy wykonać badania TSH, FT3 i FT4 oraz odwiedzić endokrynologa.

3. „Jak wy mnie wszyscy denerwujecie!”

Nerwowość i płaczliwość to kolejny objaw nierównowagi hormonalnej. Poza wizytą u lekarza zachęć chorego do zmian w diecie (zwłaszcza do rezygnacji z dużych ilości cukru!) oraz porady dietetycznej i do umiarkowanego wysiłku fizycznego.

4. „Znów przytyłam!”

Nadwaga i Hashimoto, niestety, często idą w parze. Niekiedy pacjent może dwoić się i troić, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę, jednak bez uregulowania hormonów nie ma dużych szans na powodzenie.

5. „Zapomniałam…”

Problemy z pamięcią i koncentracją oraz tak zwana „mgła mózgowa” to udręka części osób dotkniętych Hashimoto. Czy jest na to rada? Oczywiście! Pamięć należy ciągle ćwiczyć, chociażby przez naukę języków obcych. Na mózg korzystnie wpłynie także aktywność fizyczna.

6. „Wszystko jest czarne i beznadziejne”

Najgorszym bodaj objawem Hashimoto jest depresja. W takich wypadkach warto zachęcić bliską nam osobę do wykonania badań i wizyty u specjalisty. Wierzcie mi, że komunikaty takie jak: „Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży”, „Inni mają gorzej” czy „Nie narzekaj” osiągną efekt przeciwny do zamierzonego. W czasie rzutu choroby wszystko staje się czarne i pozbawione nadziei. Każdą czynność wykonuje się automatycznie, bez entuzjazmu. Ma się wrażenie, że życie straciło sens… Trudno poradzić sobie z depresją samemu. W takich chwilach najważniejsze jest wsparcie rodziny i szukanie pomocy u endokrynologa i psychoterapeuty. Czasem wystarczy podnieść dawkę syntetycznego hormonu tarczycy, by objawy depresji minęły.

7. „Męczą mnie zaparcia i problemy trawienne”

80% naszej odporności mieści się w jelitach i właśnie z nimi są mocno powiązane wszystkie choroby autoimmunologiczne. U niektórych pacjentów ten związek widać niezwykle wyraźnie. Gazy, wzdęcia i zaparcia to dla nich codzienność. Na szczęście wielu osobom chorym ulgę może przynieść zmiana diety, co czasem okazuje się kłopotliwe dla reszty rodziny. Najbardziej szkodliwymi produktami dla większości chorych są gluten i nabiał. Na pierwszy rzut oka rezygnacja z mleka i mąki może wydać się szaleństwem – przecież to podstawa polskiej diety! Czasem jednak eliminacja tych produktów jest koniecznością i przynosi pacjentowi ogromną ulgę. Doświadczyłam tego osobiście.

Jeśli bliska Wam osoba postanowiła zmienić dietę – okażcie swoje wsparcie i zrozumienie. Zrezygnujcie z następujących komentarzy: „No spróbuj moich ciasteczek, przecież od jednego razu nic ci się nie stanie” czy „Hej, przecież to są urodziny babci! Będzie jej przykro, jak nie zjesz tortu”. Porzucenie glutenu i nabiału wymaga ogromnego zaparcia i motywacji, dlatego apeluję: nie utrudniajcie bliskim zmiany diety.

Dowiedz się więcej na temat związku między jelitami i chorobami autoimmunologicznymi.

Podjęcie decyzji o wyłączeniu z diety glutenu i nabiału może przynieść choremu dużą ulgę.

8. „Wciąż wypadają mi włosy”

Osoby cierpiące na Hashimoto często mają problemy z niedoborami żelaza, co skutkuje wypadaniem włosów oraz przerzedzaniem się brwi. Ta przypadłość bywa niezwykle frustrująca, gdyż szampony i odżywki przeważnie nie pomagają… Dlatego poleca się oznaczenie w laboratorium ferrytyny i zwrócenie się z wynikiem do lekarza pierwszego kontaktu lub endokrynologa.

9. „Nie mam ochoty na seks”

Zaburzenia hormonalne mogą mieć negatywny wpływ na kobiece libido. I nie ma w tym nic dziwnego: gdy atakuje nas depresja i niemoc, seks jest jedną z ostatnich rzeczy, na jaką mamy ochotę. Pozwolę sobie zaapelować do was, panowie: jeśli zauważycie, że życie seksualne w waszym związku zamarło, wyślijcie wasze partnerki na badania i do endokrynologa. Dzięki zastosowaniu odpowiednich dawek hormonów w sypialni znów powinien zawitać ogień 🙂

A jeśli szukasz więcej informacji, sięgnij po poradnik dla pacjentów i chorych: jak zdrowo żyć z chorobą.

   .

Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje wiele chorób znacznie bardziej uciążliwych i przykrych niż Hashimoto. Mimo to należy pamiętać, iż pan Hashimoto czasem może dać się nam oraz naszym bliskim dość mocno we znaki. Dlatego na wszelki wypadek należy się przygotować i uzbroić w odpowiednią wiedzę. Życzę Wam oczywiście z całego serca, byście nigdy nie poznali gorszego oblicza pana Hashimoto. A jeśli przeżywacie trudne chwile, szukajcie pomocy u specjalistów i pamiętajcie, że i one przeminą.

Jeśli artykuł się podobał, polub Jaskiniową Kuchnię na facebooku!

A co dla Was, rodzin osób chorych, okazuje się najbardziej kłopotliwe? Czy Wy, pacjenci, często spotykacie się z niezrozumieniem otoczenia? Jakie objawy Hashimoto są dla Was najbardziej uciążliwe? Liczę na Wasze komentarze!

Trzymajcie się zdrowo,

Ola

`Najważniejsze jest oczywiście wsparcie najbliższych. Bez tego ani rusz!