~ Liściasta jajecznica z boczkiem ~

Całkiem niedawno pisałam Wam o tym, że liście wielu roślin są jak najbardziej jadalne [klik!]. Do tej pory pozostaje zagadką, czemu tak wielu z nas je wyrzuca… Postanowiłam pójść na przekór temu marnotrawstwu i dorzucać liści, gdzie tylko mogę. Na pierwszy ogień poszła jajecznica – dzięki zielonym częściom kalarepy nabrała ciekawego smaku. A do tego zyskała dodatkowe witaminy i minerały. A tego, jak wiadomo, nigdy dość 🙂

Składniki (dla jednej osoby):

~ trzy jajka
~ 120 gramów wędzonego boczku
~ liście z dwóch kalarep – razem z łodygami (u mnie wyszły trzy garście)
~ pół łyżeczki soli
                                                                                       ~ masło klarowane do smażenia                                                                                                         ~ opcjonalnie pieprz do smaku

Przygotowanie:

Boczek kroimy w kostkę i smażymy aż do zrumienienia, co jakiś czas mieszając. Liście kalarepy myjemy i kroimy w paski o szerokości ok. 0,7 cm.  Jajka  rozbijamy  i oddzielamy białka od żółtek. Białka wlewamy    do     podsmażonego    boczku i mieszamy, aż się zetną. Następnie dodajemy pokrojone liście. Wyłączamy gaz w momencie gdy  liście będą miękkie i ciemnozielone. Wtedy też dodajemy żółtka* oraz sól i wszystko raz jeszcze mieszamy. Smacznego!

* Gdy robię jajecznicę, zawsze dodaję żółtka już po wyłączeniu gazu. Nie chcę ich smażyć ani nadmiernie ścinać, by nie niszczyć witamin. A przecież żółtko jest najbardziej wartościową częścią jajka.

~ Ekspresowe placki marchwiowe ~

Ostatnio robiliśmy z Panem Jaskiniowym sok marchwiowy. Po całej operacji zostało nam mnóstwo marchwiowych wiórków… A że w mojej kuchni nic się nie marnuje, postanowiłam je wykorzystać i zrobić „odpadkowe” śniadanie, szybkie i zdrowe. W sam raz dla tych, którzy nie mają czasu gotować 🙂

Składniki (na 10 placków):

~ 130 gramów suchych wiórków marchwiowych (resztki z wyciskania soku)
~ 4 jajka
~ 50 gramów świeżych liści selera (o innych jadalnych liściach przeczytacie tutaj)
~ jedna mała cebula o wadze ok. 100 gramów
~ 1,5 łyżki majeranku
~ pół łyżeczki soli
~ opcjonalnie pieprz wedle uznania
~ masło klarowane do smażenia

Przygotowanie:

Cebulę kroimy w bardzo drobną kostkę. Liście selera (wraz z łodyżkami) dokładnie siekamy. Białka oddzielamy od żółtek i wkładamy do miski (żółtka zachowujemy do podania). Dodajemy marchewkę, cebulę, seler, majeranek i sól i mieszamy. Smażymy na średnim ogniu. Podajemy z surowymi żółtkami*. Jeśli lubicie zjeść tłusto, możecie polać jeszcze placki masłem. Smacznego! 🙂

* Polecam jeść surowe żółtka, tylko jeśli jajka pochodzą ze sprawdzonego źródła. Sklepowe trójki na pewno się do tego nie nadają. Ja osobiście żółtka staram się jeść głównie na surowo, dzięki temu mam pewność, że nie utraciły witamin.

~ Drożdżowe racuchy platanowe – bez glutenu, bez laktozy ~

Stęskniłam się za smakiem drożdży. Kiedyś wypieki drożdżowe były podstawą mojej diety – codziennie obowiązkowo chleb i bułeczki, a do tego czasem ciasto czy pampuchy. Ale czy drożdże w ogóle są paleo? Poszukałam, poszperałam i… Zdaniem Sary Ballantyne są one w najgorszym razie neutralne [źródło]. Jupi! Zanim jednak przystąpiłam do pracy, postanowiłam znaleźć więcej informacji. Niestety, okazało się, że dla osób z chorobami autoimmunologicznymi drożdże mogą być potencjalnym alergenem [źródło]. W ramach testowania nowych pokarmów postanowiłam jednak zaryzykować. I tym sposobem otrzymałam przepyszne racuszki! O matko, jak ja tęskniłam za tym drożdżowym smakiem…

P.S. Niedawno przebadałam się na nietolerancje pokarmowe. Drożdży niestety nie toleruję i obawiam się, że to może być problem wielu osób wrażliwych na gluten… Dlatego zachęcam do badań i samoobserwacji 🙂

Składniki (na 18 sztuk):

~ jeden duży żółty platan

~ dwa jajka

~ trzy czubate łyżki mąki (użyłam ryżowej, kasztanowa też się nada)

~ pół szklanki wody lub rzadkiego mleka kokosowego

~ łyżeczka drożdży suszonych (ok. 4 gramów)*

~ opcjonalnie czubata łyżeczka cynamonu

~ masło klarowane lub olej kokosowy do smażenia

* Apel do osób na diecie: Upewnijcie się, że drożdże są bezglutenowe!

Przygotowanie:

Wszystkie składniki mielimy blenderem na gładką masę. Wylewamy ją na dobrze rozgrzany tłuszcz i smażymy na złoto. Serwujemy ze świeżymy owocami sezonowymi. Smacznego!

~ Paleo Pancakes (pomarańczowo-czekoladowe): bez mąki, jajek, mleka i cukru ~

Powoli zbliżam się do Detosku Odcukrzającego. Nareszcie! Ale zanim to nastąpi, korzystam z okazji i przerabiam platany, które dostałam od wujka z Holandii. Przywiózł mi aż dziesięć kilo! I dlatego wpis dedykuję wujkowi Jackowi, dzięki któremu mogę swobodnie oddawać się radości tworzenia. A z platanów tworzy się wybitnie prosto. W sumie czego by się nie zrobiło, zawsze się uda 😉

 

Paleo Pancakes udały się wręcz wybitnie. Są delikatne i miękkie w środku, a do tego cudnie pachną i smakują. Połączenie pomarańczy i czekolady zawsze mnie zachwycało, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, by przetestować je w naleśnikach.

 

Składniki:

~ 4 duże żółte platany (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie, rozpowszechnijmy je!)

~ sok wyciśnięty z czterech średnich pomarańczy

~ jedna czubata łyżka dowolnej skrobi (ja używam maranty trzcinowatej, bo jedna z niewielu skrobi, która nie wywołuje reakcji krzyżowej z glutenem)

~ czubata łyżeczka skórki pomarańczowej

~ 4 łyżki karobu (bądź kakao, jeśli nie cierpicie na chorobę autoimmunologiczną)

~ 4 plastry żelatyny (ja używam takiej, jest bezglutenowa, wiem na pewno, bo pisałam do producenta)

~ 5 łyżek oleju kokosowego + olej do smażenia

Przygotowanie:

Żelatynę przygotowujemy zgodnie z instrukcją (moją trzeba namoczyć w zimnej wodzie). Platany mielimy blenderem na gładko, dodając skrobię i karob. Olej kokosowy roztapiamy, dodajemy do niego skórkę pomarańczową i delikatnie podsmażamy. Następnie do oleju dodajemy sok pomarańczowy, podgrzewamy do ok. 70-80 stopni. Do płynu dodajemy żelatynę i dokładnie ją rozpuszczamy. Tak przygotowany sok wlewamy do zmielonych platanów i dokładnie miksujemy. Masa powinna mieć konsystencję musu.

Naleśniki smażymy na oleju kokosowym. Smacznego!

 

A to platany przywiezione przez wujka z Holandii.

~ Słoneczne paleo śniadanie: zamiast owsianki ~

Zanim przeszłam na paleo (i zanim w ogóle dowiedziałam się o istnieniu tej diety) na śniadanie codziennie jadłam owsiankę. Uważałam, że to najzdrowsze, co istnieje. Niestety, zamiast pomagać, bardzo sobie tym posiłkiem szkodziłam. Osoby z chorobami autoimmunologicznymi nie powinny jeść żadnych ziaren. Ponadto owsianka (jak i wszystkie ziarna oraz orzechy) zawiera kwas fitowy, który utrudnia wchłanianie m.in. magnezu, cynku i wapnia. Co więc jadam teraz na śniadanie? Danie pyszne i pożywne, idealne na jesienne dni. Zawiera surowe żółtka, czyli jest bogate w witaminy A, E, D i K oraz B2 i B12, kwas pantotenowy i składniki mineralne: fosfor, potas, wapń, żelazo, magnez oraz w luteinę (źródło). A do tego przypomina słońce. Oby do lata!

Składniki:

~ 250-350 gramów ugotowanej dyni*

~ 2-3 surowe żółta**

~ 3-4 łyżki oleju kokosowego (zależnie od ilości użytej dyni)

~ opcjonalnie można też dodać banana, trochę ananasa lub kilka migdałów***

* Zależnie od tego, jak głodni jesteście. Najlepiej użyć dyni piżmowej, nadaje się też hokkaido. Ja gotuję ogromny gar dyni, którą później używam do różnych celów.

** Z dobrego źródła, od kurek, które oglądały słońce. Tylko takie jajka są zdrowe. Jeśli jesteście chorzy na jakąś chorobę autoimmunologiczną, uważajcie na białka, zwłaszcza surowe. Często możemy reagować na nie źle, więc lepiej dać je komuś zdrowemu do przerobienia 😉

*** Te ostatnie jednak dodajemy tylko okazyjnie ze względu na wysoką obecność prozapalnych kwasów Omega-6. A jeśli przyjmujecie Letrox lub Euthyrox, migdały rano są zakazane, bo wapń zmniejsza wchłanianie się leku.

Przygotowanie:

Dynię (oraz opcjonalne składniki) mielimy blenderem, dodajemy olej kokosowy i lekko podgrzewamy aż do momentu rozpuszczenia się oleju. Nie gotujemy! Następnie zestawiamy z gazu, dodajemy żółtka i mieszamy. Smacznego!

~ Platanowe Gofry ~

Gofry uwielbiają wszyscy. Jeśli spotkacie kogoś, kto uparcie będzie twierdził, że nie, że nie lubi i nie jada, śmiało możecie uznać, że jest z innej planety. Tradycyjne gofry nie są oczywiście zdrowe, bo opierają się na mące pszennej. Ale od czego jest platan? Platanowe gofry są przepyszne. Wybitnie przepyszne.

Składniki:

~ zielony platan zaczynający żółknieć  (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!).

~ duża łyżka oleju kokosowego

~ jedna czwarta łyżeczki sody oczyszczonej

Przygotowanie:

Składniki mielimy blenderem i pieczemy w dobrze rozgrzanej i natłuszczonej gofrownicy. Serwujemy z dowolnymi dodatkami, u mnie były to krem czekoladowy oraz sos z chirimoyi (zmieliłam chirimoyę z odrobiną cynamonu). Oczywiście chirimoyi raczej w Polsce nie dostaniecie, więc można ją zastąpić bananami i zrobić podobny sos (choć już nie tak niebiańsko pyszny).

Smacznego!

 

~ Paleo-kanapka z platanowym chlebkiem ~

Tak, wzrok Was nie myli! Na protokole autoimmunologicznym można jeść kanapki! I to jakie! Kiedy jadłam to cudo, które widzicie na zdjęciu, popłakałam się ze szczęścia. I to wcale nie dlatego, że jadłam „chleb” po raz pierwszy od dwóch miesięcy. Nie, po prostu nigdy nie jadłam kanapki tak idealnie skomponowanej, w której ostrość idealnie współgra ze słodyczą.

 

Składniki (na jedną kanapkę):

~ duży żółty platan (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!).

~ kotlet w panierce bananowo-kokosowej

~ sałata

~ czerwona cebula

~ ogórek kiszony

~ marchwiowe guacamole (lub inny ostry sos)

~ smalec lub inny tłuszcz do smażenia platanów

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od zrobienia platanowego „chleba”. Platana obieramy, odcinamy końcówki i smażymy na złoto na średnim gazie (obracajcie go często, żeby się nie przypalił).

 

 

2. Gdy platany nieco zmiękną i przybiorą złotą barwę, zdejmujemy je z patelni i kładziemy na desce do krojenia.

 

 

3. Platany przykrywamy drugą deską do krojenia. Bierzemy młotek i uderzamy parę razy tak, by platany się spłaszczyły do grubości ok. jednego centymetra (u mnie wystarczyły cztery uderzenia).

 

4. Spłaszczone platany podważamy cienką szpatułką i przekładamy na patelnię. Smażymy po obu stronach do uzyskania złotego koloru.

 

5. Na talerzu układamy kromkę platanowego chleba, na nim kładziemy sałatę, kotlet, sos, ogórek i cebulę i przykrywamy drugą kromką. Smacznego!

 

~ Platanowe Placuszki ~

Gdy rozpoczynałam swoją przygodę z paleo i protokołem autoimmunologicznym, nie sądziłam, że będzie mi jeszcze dane rozkoszować się smakiem naleśników. Nie mogłam się bardziej mylić! Platanowe placki wręcz rozpływają się w ustach, są słodkie i delikatne. I bardzo zdrowe!

Składniki:

~ jeden duży lekko żółkniejący platan (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!).

~ dwa średnie banany

~ dwie łyżki oleju kokosowego (plus olej do smażenia)

~ opcjonalnie dwie łyżki brązowej skórki z kokosa (pisałam o niej tutaj)

Przygotowanie:

Wszystkie składniki dokładnie mielimy razem blenderem. Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy i smażymy placuszki, nadając im dowolny kształt (warto użyć foremek do pieczenia naleśników). Podajemy z owocami i wiórkami kokosowymi. Smacznego!