Hashimoto i choroby autoimmunologiczne a osobowość

Ludzka złożoność nie przestaje mnie zachwycać i zaskakiwać. Nie dość, że posiadamy cudowne ciała składające się z miliardów komórek, to na dodatek w każdym z nas kryje się potężny umysł, którego sekrety wciąż jeszcze zostały niezbadane… Wielu z nas czuje w sobie także obecność czegoś więcej – duszy, będącej źródłem naszych marzeń i chęci do życia. Te trzy elementy działają jak naczynia połączone, których wzajemny wpływ wciąż jeszcze nie został dobrze poznany. Wiemy jednak, że każde uszkodzenie ciała wpływa na stan naszej psychiki i nastroju – trudno być szczęśliwym, gdy męczy nas migrena czy kiedy zranimy się w palec. Mechanizm ten działa oczywiście także w odwrotny sposób – niejednokrotnie z powodu stresu czy strachu zaczyna boleć nas brzuch lub głowa. Czy nasze emocje i cechy osobowości mogą jednak prowadzić do pojawienia się chorób chronicznych takich jak Hashimoto lub inne schorzenia autoagresywne? A może to pojawienie się tych chorób zmienia nasz sposób widzenia świata?…

Depresja, fochy i smuteczki

Kilka miesięcy temu zajęłam się przeanalizowaniem związku zapalenia tarczycy Hashimoto z depresją. Badania, na które się natknęłam, pokazywały, iż osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami wykazywały znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne niż osoby zdrowe [źródło]. Ostatnio związkowi depresji z Hashimoto poświęcono fragment programu Pytanie na Śniadanie, w którym miałam zaszczyt wystąpić 🙂 Zainteresowanych odsyłam [tutaj].

W przypadku chorób autoagresywnych pacjenci mogą mieć także problemy z tak zwaną „bierną agresją”, czyli nieumiejętnością dzielenia się ze światem swoimi uczuciami (w zeszłym roku ukazał się na blogu cykl artykułów poświęconych temu tematowi autorstwa Pana Jaskiniowego – zerknijcie tutaj, tu i tutaj). Moje dotychczasowe doświadczenia z Panem Hashimoto pozwoliły mi jednak przypuszczać, że te problemy to tylko wierzchołek góry lodowej.

Całkiem niedawno udało mi się trafić na niezwykle ciekawy artykuł autorstwa Britt z bloga Instinctual Wellbeing. Podobnie jak wielu z nas, ma ona osobiste doświadczenia z chorobami autoimmunologicznymi oraz jest członkinią kilku grup wsparcia (a jedną z nich nawet sama prowadzi). Wielomiesięczne obserwacje siebie i innych pacjentów pozwoliły jej na sformułowanie teorii łączącej schorzenia autoagresywne z pewnymi cechami osobowości. Oczywiście hipoteza ta nie znajduje na razie naukowego potwierdzenia – wydała mi się jednak na tyle ciekawa i bliska mojemu życiu, że postanowiłam się nią z czytelnikami Jaskiniowej Kuchni podzielić.

Choroby autoimmunologiczne a osobowość

Zdaniem Britt (z którą całkowicie się zgadzam) osoby cierpiące na schorzenia autoimmunologiczne mogą charakteryzować się poniższymi cechami:

  1. Tendencje perfekcjonistyczne;
  2. Niezwykła wrażliwość;
  3. Zachowawczość i niechęć do podejmowania ryzyka;
  4. Zwykle posiadają osobowość typu A, charakteryzującą się wysokim poziomem stresu, wywołanym presją czasu, tendencją do zachowań rywalizacyjnych, wysokim poziomem ambicji, agresywnością i wrogością wobec innych;
  5. Nieustanny lęk przed zawiedzeniem innych lub popełnieniem błędu;
  6. Tendencje do introwersji;
  7. Przesadna ambicja;
  8. Problemy z mówieniem „nie”;
  9. Są bardzo krytyczni wobec siebie samych; zmuszają się do pracy chcąc spełnić swoje własne wysokie oczekiwania;
  10. Niechęć do pokazania, kim naprawdę są; mają problemy z otwieraniem się przed ludźmi;
  11. Skłonności do niepokoju i zamartwiania się;
  12. Skłonności do większej otwartości na alternatywne i duchowe metody leczenia;
  13. Nie lubią tracić kontroli nad sytuacją;
  14. Spędzili większość swojego życia czując, że „nie do końca pasują” lub czując się niezrozumiani przez innych;
  15. Mieli okazję doświadczyć pewnej traumy lub ich dzieciństwo było traumatyczne.

Kiedy przeanalizowałam wszystkie te cechy i wzięłam pod uwagę również te, które udało mi się już przepracować,  zdobyłam w tym teście aż 12 punktów na 15. A jaki jest Wasz wynik?

Jak nie kopać leżącego?

W przypadku chorób z autoagresji bardzo ważne jest, by minimalizować nie tylko produkcję „fizycznych” przeciwciał (co często skutecznie osiąga się np. poprzez stosowanie odpowiedniej diety), lecz także zapobiegać autoagresji psychicznej. Niezwykle trafnie pisze o tym Kala Bochenek, coach i psycholog, na swoim blogu Holistyczne leczenie Hashimoto (niestety od dwóch lat nie pojawiają się nowe wpisy). Jej zdaniem atakowanie samego siebie poprzez nieustanne agresywne myśli może jedynie pogorszyć nasz stan. Dlatego warto obserwować swoje zachowanie oraz być szczególnie wyczulonym na poniższe nawyki:

•    potępianie i krytykowanie samego siebie oraz poczucie winy (np. z powodu choroby)
•    nadmierne wymagania wobec samego siebie (perfekcjonizm, presja na doskonałość, brak przyzwolenia na własne niedoskonałości i błędy)
•    ciągłe  zamartwianie się (chorobą i innymi rzeczami)
•    zadręczanie się myśleniem o tym, czego nie możemy robić, a kiedyś robiliśmy oraz tym, co funkcjonuje „gorzej” w naszym życiu
•    wymuszanie na sobie czegoś, z czym ciało nie daje sobie obecnie rady
•    rozpaczliwe próby natychmiastowej poprawy samopoczucia, aby jak najszybciej „pozbyć się” przykrych objawów
•    ignorowanie własnych potrzeb i stawianie potrzeb innych ludzi na pierwszym miejscu
•    angażowanie się w takie relacje i działania, które pozbawiają nas sił
•    nieumiejętność stawiania ludziom zdrowych granic

[Źródło]

Brzmi znajomo? Być może niektóre z tych nawyków towarzyszą Wam od wielu lat, wywierając negatywny wpływ na Wasze zdrowie. Najrozsądniej byłoby oczywiście zastąpić te niekorzystne myśli zachowaniami pozytywnymi, ale nie zawsze okazuje się to proste, zwłaszcza jeśli zmartwienia i autokrytyka towarzyszyły nam przez wiele lat.

Dlaczego tak łatwo nam kopać leżącego? Zamiast krytykować – spróbujmy okazać sobie samym trochę miłości.

U źródeł problemu

Jestem przekonana, że istnieje związek między pewnymi cechami osobowości a występowaniem choroby Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to cechy takie jak perfekcjonizm, wrażliwość czy skłonność do zmartwień predysponują nas do zapadnięcia na Hashimoto (lub inną chorobę autoimmunologiczną), czy może wraz z pojawieniem się choroby zmienia się nasza osobowość. Ciekawi mnie także, jaki odsetek chorych ma problemy z cechami osobowości i zachowaniami wymienionymi przez Britt i Kalę Bochenek. Dlatego apeluję: studenci psychologii, ręce do pracy! Osób diagnozowanych w kierunku Hashimoto i innych schorzeń autoagresywnych jest coraz więcej i warto zbadać psychiczne podłoże tej choroby.

Zanim jednak pojawią się dokładne badania naukowe, jak mamy radzić sobie my, pacjenci? Wiem z doświadczenia, że w przypadku nieradzenia sobie z emocjami najefektywniejsze będzie udanie się po pomoc do specjalisty. Warto wybrać terapeutę pracującego w nurcie terapii poznawczo – behawioralnej, dzięki któremu będziemy mogli okiełznać niekorzystne myśli, emocje i zachowania. Niestety, terapia jest dość kosztowna i nie każdego na nią stać. Warto jednak pamiętać, że spotkania nie muszą odbywać się co tydzień. Ponadto istnieje możliwość podjęcia tańszej terapii grupowej.

Możesz się zastanawiać: Czy to naprawdę konieczne?… A czy czujesz się dobrze z samą sobą? Czy nie gnębią Cię natrętne myśli, których wolałabyś się pozbyć?… Czy masz dość perfekcjonizmu, skutecznie utrudniającego Ci życie?

Jeśli czujesz, że czas na zmiany, terapia może być dla Ciebie najlepszą decyzją. Przecież będziesz żyć z samą sobą jeszcze wiele długich lat, więc warto zadbać o to, by wzajemne relacje psychiki i ciała były jak najlepsze 🙂

(A jeśli naprawdę nie jesteś w stanie pozwolić sobie na wizytę u specjalisty, zajrzyj do tego artykułu. Zebrałam w nim wiele użytecznych informacji, jak pomóc sobie samemu wyjść na prostą).

Kiedy boli nas brzuch czy gnębi przeziębienie – udajemy się do specjalisty. Kiedy mamy problemy z emocjami – również powinniśmy udać się do specjalisty!

Czy to aby na pewno wina Hashimoto?

Wiem, że życie z osobą chorobą na Hashimoto nie jest usłane różami. Najprzeróżniejsze dolegliwości fizyczne (ciągłe uczucie zimna, tycie, wypadanie włosów, zmęczenie… i wiele innych) często spotykają się z niezrozumieniem otoczenia. Do tego nierzadko dochodzą objawy ze strony psychiki, takie jak drażliwość, skłonność do wybuchów czy ciągłe zamartwianie się. Pamiętajmy, że nieleczona lub leczona niewłaściwie niedoczynność tarczycy (która najczęściej idzie w parze z Hashimoto) może zamienić życie chorego i jego rodziny w koszmar. [Tutaj] znajdziecie świetnie napisaną historię o tym, jak także życie może wyglądać.

Niestety, czasem mimo leczenia uciążliwe objawy nie znikają. Wtedy najbliżsi pacjenta (oraz on sam) mogą nieustannie zadawać sobie pytanie: Czy to wina choroby? A może ta osoba już taka jest, taki ma charakter?… Próżno szukać odpowiedzi.

Nie da się oddzielić pacjenta od choroby. Dlatego też należy patrzeć na każdego człowieka holistycznie, wraz z jego wszystkimi zaletami, wadami i schorzeniami. Szukajmy pomocy, konsultujmy się ze specjalistami. I nie poddawajmy się! Łatwo powiedzieć „To wina Hashimoto”, ale przecież to nie rozwiązuje naszych problemów. Śmiało, do dzieła! Masz problemy z nerwowością? Zacznij medytować, ćwiczyć jogę, głęboko oddychać. Męczy Cię perfekcjonizm? Poszukaj książek, które pomogą Ci go okiełznać lub wybierz się na terapię. Nieustannie czujesz się zmęczona? Wykonaj odpowiednie badania, zapytaj lekarza o suplementację, zacznij uprawiać sport. Nie ma znaczenia, czy Twoje problemy są spowodowane chorobą Hashimoto, liczy się to, czy szukasz rozwiązań! 🙂

(W nawiasie pozwolę sobie jeszcze dodać, że część chorych jest skłonna oskarżać Hashimoto prawie o wszystko, co ich spotyka. Kochani, nie tędy droga! Nie pozwólcie, by choroba odebrała Wam życie – przecież ciągle macie w nim coś do powiedzenia).

Hashimoto a osobowość – czy da się wyjść na prostą?

Spędziłam ponad dziesięć lat życia nie wiedząc, że cierpię na Hashimoto (zyskałam jedynie diagnozę niedoczynności, a leczenie było dobrane niewłaściwie). W tym czasie dręczył mnie perfekcjonizm, bardzo często się zamartwiałam, czułam się gorsza i nieadekwatna. Dziś może nie jest idealnie, bo zdarzają mi się gorsze dni*, ale dzięki wytrwałości i wsparciu terapeuty udało mi się wyjść na prostą – akceptuję siebie i skupiam się na radosnych aspektach mojego życia. Ba, nawet nękającą mnie chorobę Hashimoto przekułam w coś bardzo pozytywnego – czyli ten blog 🙂

(*Jednak staram się nimi nie przejmować, bo przecież każdy ma gorsze dni).

Co ciekawe, zmiany, które we mnie zaszły, można wyjaśnić naukowo. Części mózgu odpowiadające za osobowość chmurną i pogodną (czyli za optymizm i pesymizm) należą do jednych z najbardziej plastycznych. „Drobne poprawki sposobu postrzegania świata – uprzedzeń i upodobań umysłu – potrafią wpłynąć na budowę połączeń nerwowych w mózgu i skłonić nas ku bardziej optymistycznemu lub pesymistycznemu nastawieniu. Poprzez zmianę sposobu, w jaki nasz mózg reaguje na wyzwania i radości, możemy zmienić samych siebie” (str. 15; Elaine Fox: Między pesymizmem a optymizmem. Szczęście w rozumie).

W jakiej więc sytuacji byś się nie znajdowała – zawsze znajdzie się wyjście. Najważniejsze to się nie poddawać i z nadzieją patrzeć w przyszłość. Życie mamy tylko jedno i nie można pozwolić, by pan Hashimoto przejął nad nim kontrolę.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. Wiem, że ostatnio bardzo mnie mało na blogu. W przyszłym roku planujemy z Panem Jaskiniowym się pobrać i dlatego poświęciłam się obecnie przede wszystkim pracy – pieniążki same się nie zarobią. Ale kiedy już nam się uda ustatkować, mam nadzieję poświęcić blogowi duuuużo czasu, by nadrobić wszystkie zaległości 🙂

Jak skutecznie zmotywować się do zmian w życiu?

Znasz to uczucie doskonale: postanowiłaś* dokonać rewolucji w swoim życiu i uwierzyłaś, że tym razem naprawdę Ci się to uda. Zaczęłaś chodzić na siłownię, zmieniłeś dietę, zapisałaś się na kurs hiszpańskiego. Wytrwałości starczyło Ci na miesiąc. Nagle Twoje mocne postanowienie gdzieś zniknęło, a niezwykle kuszące stało się szukanie sobie wymówek: dzisiaj nie mogę, bo boli mnie głowa, a jutro są urodziny męża, nie wypada odmówić tortu… Dwa tygodnie później zdajesz sobie sprawę, że wpadłaś jak śliwka w kompot i powróciłaś do złych nawyków. Znów zadajesz sobie pytanie: DLACZEGO?! Dziś spróbuję udzielić na nie odpowiedzi i pokażę, jak skutecznie zmotywować się do wprowadzenia zmian w życiu.

Czasem może się wydawać, że osoby takie jak Bill Gates, Lance Armstrong czy Mark Zuckerberg dysponują jakimś rodzajem supermocy niedostępnym dla zwykłych śmiertelników. Zapewne otrzymali oni w życiu więcej inteligencji czy szczęścia niż inni, ale to nie wystarczyłoby, by odnieść sukces. Liczy się codzienna praca i wytrwałość, które przecież może pielęgnować w sobie każdy z nas.

Część z Was zapewne w wolnych chwilach snuje różne ciekawe plany: marzycie o wyjeździe na Karaiby, chcielibyście zmienić pracę, nauczyć się nowego języka lub zacząć dbać o urodę. Spędziliście już wiele długich godzin na rozmyślaniach i… nic. I nic dziwnego. Bo samo nie przyjdzie. Trzeba ruszyć dupsko, jak ciężkie by nie było, i zacząć działać.

Kluczem do sukcesu jest uświadomienie sobie, że każdy nasz cel musi być Realistyczny, Ustalony w czasie, Możliwy do osiągnięcia, Akceptowalny/Ambitny/Atrakcyjny i Konkretny (łatwo zapamiętać, bo to po prostu RUMAK, który doprowadzi nas do spełnienia naszych planów i marzeń). Co to wszystko oznacza? Że postanowienia takie jak „chcę być bogaty”, „chcę napisać książkę”, „chcę schudnąć”, „chcę zdrowo się odżywiać”, najczęściej na chceniu się kończą. „Chcę napisać książkę” brzmi tak mętnie, odlegle i przerażająco, że skutecznie zdemotywuje Cię do pracy. Zamiast tego podziel cel na kilka etapów:

1. Określ tematykę książki mieszczącą się w spektrum Twoich zainteresowań, wiedzy i doświadczeń
2. Zaplanuj ilość rozdziałów i naszkicuj, co w każdym z nich się znajdzie.
3. Ustal, ile będziesz pisać: stronę codziennie, czy może trzy strony co dwa dni?
4. Wyznacz termin, do którego planujesz ukończyć pisanie.

Lepiej? Dzięki takiemu ujęciu Twój plan nagle nabiera kolorytu i staje się możliwy do zrealizowania. Dbanie o urodę? Proszę bardzo: codziennie stosujesz olej kokosowy na skórę, co tydzień robisz peeling kawowy, a raz w miesiącu odwiedzasz kosmetyczkę. Pomnożenie majątku? Zapisujesz się na kurs pozwalający Ci nabyć nowe kwalifikacje i awansować lub otwierasz własną działalność oraz zapisujesz realistyczny cel finansowy na najbliższe kilka miesięcy. Chcesz schudnąć? Na dzień X wyznaczasz wizytę i udajesz się do dietetyka, a następnie trzymasz się otrzymanych zaleceń (a przy okazji wykonujesz testy na insulinooporność). Wyjazd na Karaiby? Od jutra zapisujesz się na kurs francuskiego i zaczynasz odkładać 100 złotych miesięcznie na wyjazd.

Metoda małych kroczków prowadzących do celu nie wydaje się skomplikowana. Mimo to niektórzy z Was mogą mieć problem z wdrożeniem ich w życie. Na szczęście takich trudności łatwo uniknąć, wykorzystując jedną z dwóch opisanych poniżej metod.

Kwadraty dla tradycjonalistów i tradycjonalistek

Jedyne, czego będziesz potrzebować, to kartka papieru, drukarka, długopis oraz kredki: zielona i czerwona. To metoda niezwykle prosta i zaskakująco skuteczna: wypatrzyłam ją na blogu Aniamaluje (i polecam z całego serca lekturę artykułów Ani!).

Przygotowałam dla Was gotowy szablon: w wyznaczonym miejscu należy wpisać nasze codzienne postanowienie, chociażby nakładanie kremu, nauczenie się pięciu nowych angielskich słówek, podlewanie kwiatków, sprzątanie łazienki… Przy pierwszym kwadraciku możecie wpisać dzień, w którym zaczęliście wdrażać postanowienie w życie. Dalej procedura jest już prosta: jeśli wykonaliście zadanie, możecie pomalować kwadrat na zielono. Jeśli nie – malujecie go na czerwono.

Ważna uwaga: jeśli daną czynność wykonujecie np. co dwa dni, dzień, w który nie mieliście jej wykonać, również malujecie na zielono. Możecie go także wykreślić krzyżykiem, jednak zielony motywuje lepiej 🙂 Ania proponuje także, by przy każdym celu określić nagrodę, którą sobie sprawicie, gdy wytrwacie w postanowieniu.
I to już! Kartkę warto powiesić w widocznym miejscu, by móc z dumą patrzeć na nasze osiągnięcia i motywować się do dalszego działania i trwania w naszym postanowieniu. Gotowy szablon, który wystarczy wydrukować znajdziecie na blogu Ani [tutaj], lub do pobrania w moim wykonaniu [tutaj].

Ustal sobie cel: słodycze tylko dwa razy w tygodniu. Jeśli go dotrzymasz, w nagrodę będziesz mogła kupić tę piękną bluzkę, którą ostatnio widziałaś na wystawie!

Habitica dla lubiących technologię

Trudno pewnie byłoby znaleźć dziś osobę posiadającą smartfona i niekorzystającą z żadnej aplikacji. Te przydatne narzędzia mają ułatwiać nam życie i rzeczywiście często im się to udaje. W moim wypadku „Spending Tracker” pomaga organizować wydatki, a „Memrise” i „Duolingo” są idealne do nauki języków obcych. Czy istnieje jednak aplikacja, która pomogłaby zorganizować życie? Okazuje się, że tak. Nazywa się „Habitica” i może zdziałać cuda.

Pomysł jest całkiem prosty: tworzymy sobie awatara, a następnie dodajemy realne zadania podzielone na trzy kategorie: nawyki, czynności wykonywane w określone dni tygodnia oraz te do zrealizowania tylko raz. Za wykonanie każdego zadania przyznajemy sobie punkty. Punkty zamieniają się na złoto, za które możemy kupować nagrody: nowy hełm, pancerz czy miecz dla naszego bohatera. Habitica daje nam także możliwość wyhodowania sobie kompana: za zrealizowane zadania co pewien czas otrzymujemy jajka oraz mikstury wyklucia. Mnie towarzyszą już czerwony wilk, kaktus-zombie i cukierkoworóżowy smok  🙂

Nawigacja w Habitice jest naprawdę przejrzysta. Celi i postanowień możesz dodać wiele: od sprzątania, prania i gotowania, poprzez ćwiczenia fizyczne i na regularnej nauce skończywszy.  Na górze po lewej stronie widać mojego cukierkoworóżowego smoka 🙂

Aplikacja jest prosta i przyjazna w użyciu. I naprawdę działa! Myśl o przyznaniu sobie punktów skutecznie motywuje do wykonywania zadań. Z upływem czasu możemy dodawać coraz to nowe postanowienia, dzięki czemu stopniowo będziemy zmieniać nasze nawyki. Pamiętaj jednak, nie wszystko od razu! Wdrażanie zbyt wielu zmian na raz może skutecznie zniechęcić. Zawsze dbaj też o odpoczynek – należy Ci się po wykonaniu wszystkich zadań 🙂

I jeszcze jedno: nawet jeśli nie posiadasz smartphone’a, nie musisz rezygnować z używania Habitiki. Tutaj znajdziesz komputerową wersję aplikacji.

(Dziękuję bardzo Oli K. za polecenie mi tej aplikacji – pewnie sama w życiu bym na nią nie trafiła!).

Trudna sztuka organizacji

Zdarzyło Ci się kiedyś narzekać, że doba jest za krótka? Mnie też. To niezwykle wygodna wymówka.

Tak naprawdę to nie doba jest za krótka, a po prostu my źle organizujemy te cenne minuty, które zostały nam dane. Ile czasu tracimy na przeglądanie Facebooka lub innych stron internetowych? Ile czasu marnujemy na bezcelowe przełączanie kanały w telewizji? Ile czasu stoimy w korkach? Ile czasu snujemy się po domu, nie robiąc nic konkretnego?

Zacznij przyglądać się swojej dobie, a najlepiej zapisuj, co robisz i ile Ci to zajmuje. Gdy zbierzesz dane z całego tygodnia, zastanów się, co możesz zmienić, by zyskać więcej czasu. Następnie wypisz sobie wszystkie czynności, które danego dnia pragniesz wykonać i zastanów się, jak optymalnie je rozplanować.

Kilka przykładów:

– Nie możesz znaleźć czasu na ruch? Dojeżdżaj do pracy/szkoły rowerem. Połączyć przyjemne z pożytecznym.

– Nie masz kiedy czytać książek? Zamień samochód na autobus lub tramwaj, dzięki czemu będziesz mógł spokojnie oddać się lekturze. A jeśli nie wyobrażasz sobie życia bez samochodu, kup kilka audiobooków (oczywiście o ile nie masz problemów z podzielnością uwagi).

– Zastanów się, które czynności możesz wykonywać w pracy. Ja chociażby w pracy piję pokrzywę (na włosy) i zażywam magnez, żeby nie musieć robić tego w domu.

– Chcesz się nauczyć nowego języka? Ściągnij kilka podcastów i słuchaj ich w czasie sprzątania czy spaceru. Możesz też wykorzystać telefon komórkowy i nagrać sobie słówka, które pragniesz opanować. Niezwykle pomocne są także aplikacje „Memrise” i „Duolingo”.

W polskich miastach mamy coraz więcej ścieżek rowerowych – ja już opracowałam dogodną ścieżkę rowerową z domu do pracy 🙂

Każdy człowiek na Ziemi dysponuje dokładnie taką samą ilością czasu. A jednak tylko części udaje się realizować powzięte cele. Sekret musi więc tkwić w organizacji. Zatem do dzieła: weź kartkę papieru i zaplanuj jutrzejszy dzień!

Warto mieć cele w życiu

Czy osoba niewidoma może trafić w cel, którego nie widzi? A czy Ty możesz trafić w cel, którego nie masz?

Życie z dnia na dzień może i jest wygodnie, ale raczej donikąd nas nie doprowadzi. Cele nadają naszemu życiu smak i pozwalają się nieustannie rozwijać. I nawet jeśli nie trafisz do mety, którą obrałeś, gdzieś na pewno dojdziesz. Może nawet będzie to miejsce jeszcze bardziej ekscytujące niż to przez Ciebie wymarzone.

Najważniejsze to zrobić pierwszy krok. Uwierz, że Ci się to uda! Ja w Ciebie wierzę 🙂

(W tym artykule czasowników używałam w artykule głównie w formie żeńskiej, ale artykuł kieruję oczywiście również do Was, Drodzy Panowie).

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, przeczytaj też:

Jak stworzyć udany związek?

Efekt potwierdzenia, czyli komu powinniśmy wierzyć?

Uzdrów swoje relacje i zapomnij o fochach!

Jak złość niszczy Ci zdrowie

Koniec z fochami! Czyli jak wyrażać swoje uczucia

P.S. Na koniec mam jeszcze dla Was kilka filmów na temat motywacji i działania. Naprawdę warto obejrzeć! A po ich obejrzeniu zajrzyjcie na Jaskiniowego Facebooka 🙂

P.S. 2 A co Was motywuje do działania? Macie jakieś sprawdzone metody na niemoc?

 

https://www.youtube.com/watch?v=PR8VH55X2YI

https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4

https://www.youtube.com/watch?v=ZtLlfdyDySY

https://www.youtube.com/watch?v=TPaXSdDuryc

https://www.youtube.com/watch?v=b9oQ-vczuj8

Ruch to zdrowie! Tylko jak pokonać lenistwo?

Muszę Wam coś wyznać: nigdy nie lubiłam ćwiczyć. Moja niechęć do wysiłku fizycznego zaczęła się już w podstawówce. Byłam mniej sprawna od innych uczniów i zawsze dostawałam czwórki. Niezwykle mnie ten fakt frustrował: „Hej, przecież mam ze wszystkich przedmiotów same piątki i szóstki, więc skąd ta czwórka z wychowania fizycznego na świadectwie?!”. Czułam się bardzo zniechęcona, a do tego na zajęciach prześladował mnie pech: a to boleśnie oberwałam piłką, a to się przewróciłam i nabiłam sobie guza… W szóstej klasie zaczęłam nosić okulary i dlatego od czasu gimnazjum nie uczęszczałam na lekcje wychowania fizycznego. Jakże się z tego cieszyłam! W końcu nikt nie karał mnie złymi ocenami! Od tej pory stałam się jednak odpowiedzialna za swoje ciało i musiałam sama zmotywować się do ćwiczeń, co wcale nie przyszło mi łatwo…

WF: Wielkie Fiasko

Wychowanie fizyczne jest niezwykle potrzebnym przedmiotem, zwłaszcza dziś, w epoce niezwykłej otyłości wśród dzieci. Wiem jednak, że przymusem nic nie osiągniemy. Najmłodszym trzeba pokazać, że nasze ciała są stworzone do ruchu i że wśród wielu sportów każdy znajdzie coś dla siebie. Dla mnie nie było nic bardziej zniechęcającego od wykonania kolejnego skoku z dal lub wzwyż, którego wynik pozostawał w tyle za osiągnięciami koleżanek, mimo największych moich starań.

Całkiem możliwe, że najlepszym rozwiązaniem okazałoby się zrezygnowanie z ocen z WF-u. Na studiach miałam okazję dobrać dla siebie zajęcia spośród szerokiej gamy możliwości. Zdecydowałam się na gimnastykę zdrowotną i to był strzał w dziesiątkę! Liczyła się obecność. Żadnych ocen, żadnego poczucia, że wykonuję dane ćwiczenie „niewystarczająco” dobrze. Prowadząca w bardzo ciekawy sposób urozmaicała zajęcia, wprowadzając na przykład elementy jogi. I tak właśnie powinny wyglądać zajęcia z wychowania fizycznego!

Ruszajmy się!

Dzieci ruszają się chętnie i często. Gorzej jest z nami, dorosłymi: kiedy zabraknie przymusu w formie zajęć wychowania fizycznego, niekiedy trudno zebrać się w sobie i zacząć ćwiczyć… Ten problem gnębił mnie przez większość życia. Próbowałam różnych dyscyplin, zawsze jednak w końcu sobie odpuszczałam. A przecież bez ruchu nie da się ożyć zdrowo!

Czy Wam też zdarzyło się wpaść kiedyś w błędne koło lenistwa i niemocy? Nie ćwiczysz, bo nie masz energii, a nie masz energii, bo nie ćwiczysz… To naprawdę tak działa! I tylko Ty dysponujesz mocą, która jest w stanie przezwyciężyć powyższy schemat. Mnie się udało, więc i Ty dasz radę 🙂

Ćwiczenia z piłką to jedna z wielu opcji wysiłku fizycznego. Śmiało mogę je Wam polecić!

Jak pokonać lenistwo?

Najważniejsze to znaleźć zestaw ćwiczeń, który polubisz i który będzie do Ciebie przemawiał. Niechaj będzie to taniec, joga, judo, karate, pływanie, boks, tenis, spacery… Cokolwiek. Znajdź radość w tym, co robisz.

Następnie zdecyduj, ile razy w tygodniu i w jakiej formie będziesz ćwiczyć. Jeśli boisz się, że zabraknie Ci motywacji, poinformuj bliską Ci osobę o swoich planach i poproś o sprawdzanie Twoich postępów (zwłaszcza na początku). Wspaniale sprawdzi się też metoda malowania kwadratów, opisana przez Anię z bloga Ania Maluje [klik!].

Trzeci krok to po prostu ruch. Nie znajduj sobie wymówek czy usprawiedliwień. Trzymaj się planu i ćwicz regularnie. Jeśli po pewnym czasie poczujesz, że wybrana przez Ciebie dyscyplina Ci się znudziła, poszukaj czegoś innego. Na szczęście tego kwiatu jest pół światu i naprawdę jest w czym wybierać 😉

Jak działa to u mnie

W swoim życiu miałam okazję spróbować najprzeróżniejszych form wysiłku fizycznego. Był więc i taniec, i karate, i pływanie (niestety, zakończone fiaskiem, gdyż nadal pływać nie potrafię), joga, aerobic, bieganie… W końcu trafiłam na ćwiczenia, które śmiało mogę Wam polecić i które naprawdę lubię. Są to przede wszystkim rytuały tybetańskie, które warto wykonywać codziennie. Nie zabierają dużo czasu, a przynoszą pozytywne efekty zdrowotne dla naszego kręgosłupa. Pan Jaskiniowy zmotywował mnie także do wykonywania przysiadów. Na początku szły mi one dość opornie, ale teraz robię ich już 130! Ćwiczę w ten sposób regularnie od początku stycznia i moja kondycja zdecydowanie się poprawiła. A lepszy wygląd pośladków to tylko efekt uboczny 🙂 Program, z którego korzystam, znajdziecie [tutaj]. W czasie wykonywania przysiadów zawsze włączam jakiś ciekawy wykład na youtubie, dzięki czemu rozwijam nie tylko ciało, ale i umysł.

Wnioski? Rusz się!

Niestety, w życiu nic samo się nie dzieje. Lenistwa nie pokonamy bezmyślnym wpatrywaniem się w monitor. Nikt inny nie zmotywuje Cię tak skutecznie jak Ty sam! Też kiedyś byłam niezwykle oporna i leniwa, jednak dzięki regularnym ćwiczeniom czuję się zdecydowanie lepiej. Skoro ja dałam radę, Ty też dasz! Wierzę w Ciebie 🙂

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. Jaka jest Wasza ulubiona forma wysiłku fizycznego? Ruszacie się chętnie, czy macie problemy z zabraniem się do ćwiczeń? Co Was motywuje? Czekam na Wasze opinie! 🙂

A w wolnej chwili zajrzyjcie na Jaskiniowy Facebook!

 

Hashimoto i emocje

Choroba Hashimoto jest wypadkową wielu zmiennych: złej diety, antybiotykoterapii, obciążeń genetycznych, zakażeń pasożytami, zaburzeń flory bakteryjnej jelit… Teoretycznie więc odpowiednia dawka hormonu, prowadzenie zdrowego stylu życia oraz odpowiednie suplementy powinny utrzymać chorobę w ryzach. Niestety, nie zawsze się to udaje. Nie da się uleczyć ciała, zapominając o psychice [źródło].

Przeciwciała przeciwtarczycowe a zaburzenia nastroju

„Wszystkie choroby powstają w umyśle”, twierdzi Joseph Murphy, autor książki „Potęga podświadomości”. Można się oczywiście z takim podejściem nie zgadzać, jednak znajduje ono coraz szersze potwierdzenie w nauce. Nasze podejście do życia, stosunek do przeszłości i przyszłości oraz odczuwane emocje wywierają niebagatelny wpływ na stan organizmu. Dysponujemy chociażby licznymi badaniami ukazującymi, w jaki sposób chroniczna złość przyczynia się do powstawania wielu powszechnie spotykanych dziś schorzeń [źródło].

Hashimoto należy do grupy chorób autoagresywnych, w wyniku której ciało niszczy samo siebie. A może nasz organizm jedynie odzwierciedla to, co kryje się w naszym umyśle? „Człowiek jest tym, o czym myśli przez cały dzień” (Ralph Waldo Emerson). Czyżbyśmy więc poprzez ciągły negatywizm dawali ciału sygnał do rozpoczęcia autodestrukcji?… A może to choroba wywołuje w nas gonitwę destruktywnych myśli?…

Istnieje wiele hipotez łączących obecność przeciwciał przeciwtarczycowych z różnymi formami zaburzeń nastroju, takimi jak depresja atypowa, depresja poporodowa czy depresja menopauzalna. Badania z 2016 roku pokazały, że przeciwciała mogą być markerami zaburzeń autoimmunologicznych oddziałujących na mózg oraz wykazały ich związek z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi [źródło]. Dwa lata wcześniej, w 2014 roku, poddano obserwacji osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami. Wyniki pokazały, że w porównaniu z grupą kontrolną wykazywali oni znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne [źródło]! 

Mam nadzieję, że w przyszłości przeprowadzone zostaną także badania odpowiadające na pytanie, w jakim stopniu odpowiednia dieta może wpłynąć na obniżenie przeciwciał, a tym samym zmniejszyć ryzyko wystąpienia depresji i zaburzeń nastroju. To niezwykle ekscytujące, jak wiele jest jeszcze do odkrycia!

Smutek i depresja mogą wiązać się z chorobą Hashimoto. Gdy nie radzisz sobie z destruktywnymi emocjami, nie wahaj się poprosić o pomoc!  

Teoria a praktyka, czyli jak okiełznać Hashimocje

Kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy przeżytych 25 lat, wyraźnie dostrzegam związek między Hashimoto a moimi wahaniami nastroju i doświadczonymi dwukrotnie stanami depresyjnymi. To niezwykła ulga znaleźć w końcu odpowiedź na pytanie, czemu tak często gnębiły mnie nawracające negatywne myśli! Nagle wszystko się zgadza: stres prowadził do zaostrzenia choroby i (zapewne) wzmożonej produkcji przeciwciał, co skutkowało atakami smutku, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić.

Chciałabym Was jednak uspokoić: Hashimoto nie zawsze wiąże się z obniżeniem nastroju, a każdy przypadek jest inny. Dzięki internetowym grupom wsparcia można poznać osoby, którym choroba niemal nie daje się we znaki. Pamiętajmy jednak, by mimo to nie negować uciążliwych objawów innych pacjentów. Ku mojemu przerażeniu, na forach czasem można natrafić na komentarze bardzo uszczypliwe i złośliwe. A przecież gdy cieszymy się dobrym samopoczuciem, często trudno w pełni zrozumieć nam osoby pogrążone w depresji. „Wystarczy się zebrać do pracy i chandra minie!”, myślimy. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że gdy przeżywamy załamanie, absolutnie nic nie jest w stanie nas zmotywować do działania. Wszystko wydaje się czarne i pozbawione nadziei. Z wielkim trudem wstajemy z łóżka i pragniemy, by dzień już się skończył. Do tego ciągle odczuwamy zmęczenie i senność i ten przerażający smutek…

Dla osoby przeżywającej stany depresyjne nie ma nic bardziej frustrującego od uwag najbliższych, teoretycznie mających nas pokrzepić: „Zobacz, inni mają gorzej”; „Czym się martwisz, przecież są ludzie bez rąk i nóg i jakoś żyją…”. Załamanie nastroju sprawia, że skupiamy się tylko na sobie i na swoim cierpieniu. Inni mogą nie istnieć. Logiczne nawet porady wydają nam się niemożliwe do zrealizowania.

Czy da się z tego wyjść? Oczywiście! Potrzebne jest mocne postanowienie: „Chcę to przerwać”, za którym pójdzie aktywne szukanie pomocy. W okresach depresji możemy potrzebować zwiększenia dawki hormonu oraz suplementacji magnezem i witaminą D, wykonajmy zatem odpowiednie badania i zgłośmy się do lekarza. W miarę możliwości należy także odciąć główne źródło stresu i skorzystać z pomocy terapeuty lub psychologa. Konieczne jest także wyrobienie w sobie nawyku codziennej aktywności fizycznej, za wszelką cenę. Liczne badania pokazują, że ruch bardzo skutecznie poprawia nastrój i zmniejsza niepokój [źródło]. Dla mnie kluczowa okazała się również zmiana diety, która dała mi nadzieję i motywację do pracy. Zamiast skupiać się na sobie, zaczęłam pisać dla innych. Pomagając bliźnim, pomagamy sobie. Dlatego na przykład podjęcie wolontariatu może mieć wysoką wartość terapeutyczną.

Jeśli przeżywasz właśnie załamanie i nie widzisz dla siebie żadnej nadziei, zdradzę Ci jedno: tylko Ty dysponujesz wystarczającą mocą, by wyjść z tego stanu. Smutek sam na pewno nie minie. Wiem, że jakiekolwiek działanie wydaje Ci się obecnie trudne, o ile nie niemożliwe, ale po prostu zacznij. Powoli, małymi kroczkami, wrócisz do pełni sił.

Prewencja dla psychiki

Hashimoto da się okiełznać, podobnie jak nękające nas destrukcyjne emocje. Podstawa to oczywiście dobra i zróżnicowana dieta oraz aktywność fizyczna. Musimy jednak pamiętać, że te działania nie przyniosą pożądanych efektów, gdy nie zadbamy o higienę psychiczną.

Jak to zrobić? Kochając siebie. I nie mam tu na myśli miłości narcystycznej, a jedynie zdrowe i pełne szacunku podejście do własnego ciała i ducha. Zamiast nieustannie się krytykować, zacznijmy chwalić własne osiągnięcia. Nie rozpamiętujmy ciągle tego, co było, a skupmy się na działaniu tu i teraz. Stałe zamartwianie zastąpmy snuciem planów pełnych nadziei. W miarę możliwości wybierajmy ludzi, miejsca, filmy, muzykę, książki i ubrania, które pozytywnie na nas oddziałują. Dbajmy o swoje potrzeby i rozwijamy własne zainteresowania.

Zawsze zachęcam Was również do szukania pomocy u specjalisty. Terapia jest doświadczeniem niezwykle oczyszczającym i śmiało mogę Wam ją polecić. Do tego warto sięgnąć po książki takie jak „Potęga podświadomości” Josepha Murphy’ego czy „Możesz uzdrowić swoje życie” Louise L. Hay.

Wiem, że uzdrawianie własnej psychiki na początku może wydać się trudne, a nawet nieosiągalne. To jednak praca, którą wykonujemy dla siebie i dla własnego dobrego samopoczucia. Dlatego warto włożyć w nią jak najwięcej wysiłku. „Czując się zdrowymi, tworzymy zdrowie; czując się bogatymi, bogacimy się. A ty jak się czujesz?” (Joseph Murphy).

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Jak uzdrowić swój stosunek do jedzenia i przestać podjadać?

Ignorowanie problemów to jedna z moich największych wad. Gdy jakaś sytuacja mnie przerasta, albo wierzę, że w przyszłości wszystko cudownie się rozwiąże, albo udaję, że nic szczególnego się nie dzieje. Też Wam się to zdarza? Niestety, problemy możemy ignorować tylko do pewnego momentu. Ostatnio poczułam, że miarka się przebrała i dlatego powiedziałam „dość” podjadaniu. Czas uzdrowić swój stosunek do jedzenia.

Czym jest dla Ciebie jedzenie?

Nasze podejście do jedzenia jest wypadkową stosunku do własnego ciała i nawyków wyniesionych z dzieciństwa. Z tej przyczyny wszelkie zaburzenia pokarmowe można najczęściej całkiem łatwo wyjaśnić.

Kiedy rodzice nie przywiązują wagi do regularności posiłków ani do ich wartości odżywczej, pragną wydawać na jedzenie jak najmniej, a do tego cierpią na otyłość – szanse, że ich potomek powieli w przyszłości ten wzorzec, znacząco rosną. Nawet codzienne powtarzanie dziecku „jedz owoce i warzywa, bo są zdrowe” nic nie da, jeśli sami na jego oczach sięgamy po słodycze i szybkie dania z mikrofalówki. Maluchy najskuteczniej uczą się przez obserwację i naśladownictwo, a nie przez puste komunikaty pozbawione pokrycia.

Niestety, dość często złe nawyki żywieniowe wyniesione z dzieciństwa łączą się z licznymi kompleksami i niskim poczuciem własnej wartości. Kiedy nie szanujemy własnego ciała i żywimy do niego niechęć, przeważnie nie przykładamy wagi do tego, co wkładamy do ust. To oczywiście może prowadzić do przejadania się czy nadmiernej konsumpcji słodyczy. W niektórych wypadkach wrogość żywiona do samego siebie kończy się nadwagą, a nawet otyłością. Skrajnymi przejawami zaburzeń odżywiania są bulimia i anoreksja.

Kiedy w pewnym momencie naszego życia jedzenie staje się problemem, warto wybrać się w podróż do przeszłości i odpowiedzieć na kilka pytań. Jak wyglądały nawyki żywieniowe Twoich rodziców? Czy posiłki spożywałeś w gronie rodzinnym, czy samotnie? Co myślałeś w dzieciństwie o swoim ciele? Jak dziś oceniasz siebie samego? Lubisz to, czym się obecnie zajmujesz?

Powrót do przeszłości pozwoli Ci zrozumieć, czym tak naprawdę jest dla Ciebie jedzenie. Zwykłym paliwem, które utrzymuje Cię przy życiu? Nałogiem? Przyjemnością? Rozrywką? Sposobem na ucieczkę od tego, co bolesne?

Jak przestać podjadać i zapomnieć o kompulsywnym jedzeniu?

Ostatnio sama zrobiłam rachunek sumienia. Próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie, skąd wziął się mój problem z podjadaniem. Stres na pewno był jednym z wyzwalaczy. To dość wygodna wymówka. Ale… Przecież to nie stres otwiera moje usta i wkłada w nie kolejne porcje pożywienia. To moja ręka sięga po dokładki. Czyżbym więc nie miała kontroli nad własną ręką? To chyba bardzo źle o mnie świadczy.

Od kilku dni staram się panować nie nad podjadaniem, a nad swoją dłonią. I to działa! Zdecydowanie łatwiej jest nadzorować rękę niż usta, którym ciągle mało. To jednak dopiero był początek. Za tą zmianą poszły kolejne. Zaczęłam zupełnie inaczej postrzegać pożywienie.

Jeśli zapanujemy nad ręką, która sięga po kolejny kęs, zapanujemy nad podjadaniem.

Zdrowe spojrzenie na jedzenie

Zaburzenia odżywiania to jeden z najpowszechniejszych problemów XXI wieku. Jemy bezmyślnie, gapiąc się w ekran telewizora czy monitora. Najczęściej interesuje nas nie wartość odżywcza danego produktu, a jego smak i wygląd. Ręka sama sięga po to, co słodkie, kolorowe i rozpropagowane licznymi reklamami. Niejednokrotnie jemy, nawet nie czując głodu. Poprzez takie zachowania wyrządzamy sobie ogromną krzywdę, a konsekwencje naszych działań będą widoczne dopiero po wielu miesiącach czy latach.

Jak więc uzdrowić nasz stosunek do jedzenia? Najważniejsze to mocno tego chcieć, mieć dobrą motywację i zacząć od razu, bez niepotrzebnej zwłoki. Poniżej znajdziecie kilka propozycji, które ułatwią wprowadzanie pozytywnych zmian.

  1. Nakładajmy na talerz umiarkowane porcje. Żołądek jest wielkości dwóch naszych pięści i naprawdę nie trzeba mu wiele do szczęścia.
  2. Zadbajmy o jakość posiłków. Im więcej w nich witamin i minerałów, tym lepiej. Unikajmy tzw. „pustych kalorii” – organizm wykorzysta energię na ich strawienie, a nie uzyska niemal nic w zamian.
  3. Jedzmy tylko wtedy, gdy odczuwamy głód.
  4. Podziękujmy za każdy posiłek dobrej sile, w którą wierzymy, lub samej Naturze. Przed konsumpcją wyobraźmy sobie, jak pokarm zasila wszystkie komórki naszego ciała.
  5. W czasie posiłków skupmy się na talerzu i jego zawartości, a nie na ekranie monitora lub rozmowie. Delektujmy się każdym kęsem i zamykając oczy, poczujmy jego smak.
  6. Bardzo dokładnie gryźmy. Dzięki temu odciążymy układ trawienny i łatwiej zyskamy uczucie nasycenia.
  7. Spróbujmy nauczyć się jeść pałeczkami. To wymusi uwagę i skupienie przy posiłkach.
  8. Jedzmy to, co zdrowe i co jednocześnie lubimy. Uwielbiasz warzywa, ale nienawidzisz zielonych soków? Zrób sobie sałatkę. Nie cierpisz wątróbki? Dodaj ją do pasztetu i dobrze go przypraw. Jedzenie powinno sprawiać przyjemność, a nie być katorgą.
  9. Wyznaczmy czas, który przeznaczony będzie tylko i wyłącznie na spokojny posiłek. Pośpiech lub stres w znacznym stopniu utrudniają trawienie.

 

Jedzenie pałeczkami ma same zalety: nabieramy mniejsze porcje i spożywamy posiłek wolniej. A do tego jest bardzo przyjemne i odprężające! Polecam 🙂

Wszystkie powyższe wskazówki same wejdą nam w nawyk, gdy uświadomimy sobie jedno: jedzenie powinno jak najlepiej służyć naszemu ciału, a jego dobór świadczy o naszej miłości (lub jej braku) do własnych komórek i narządów. Gdy jadamy w pośpiechu, wysyłamy sobie samym informację: „nie mam czasu, są sprawy ważniejsze od ciebie”. Kiedy sięgamy po produkty, o których wiemy, że są niezdrowe, niepotrzebnie stresujemy własne ciało. Nie dziwmy się więc, jeśli po pewnym czasie odmówi posłuszeństwa i zacznie chorować.

Zaburzenia odżywiania to najczęściej złożony problem, który wiąże się z niską samooceną, stresem czy złymi nawykami wyniesionymi z dzieciństwa. Na szczęście w każdej chwili możemy stawić mu czoła i powiedzieć „dość”. Najważniejsze to przestać udawać, że wszystko jest w porządku. Mnie życie bez podjadania wyjątkowo służy i niechaj powyższy artykuł będzie uroczystym przyrzeczeniem, że już nigdy już nie stracę kontroli nad tym, co wkładam do ust. I życzę Wam tego samego 🙂

P.S. Kiedy próbowałeś już wszystkiego i nadal sobie nie radzisz z problemem kompulsywnego jedzenia lub innym zaburzeniem, nie wahaj się poprosić o pomoc psychologa lub terapeutę.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

A jeśli dobrze Ci się czytało, być może zainteresują Cię też artykuły o tym, jak powinna wyglądać dieta bezglutenowa i o tym, czy dieta idealna istnieje.

Efekt potwierdzenia, czyli komu powinniśmy wierzyć?

Zastanawiało Was kiedyś, dlaczego fachowcy miewają niekiedy zupełnie przeciwstawne opinie w tej samej kwestii? Czemu lekarz A twierdzi, że tłuszcze nasycone są złe, zaś lekarz B zaleca jeść je jak najczęściej? Dlaczego dietetyk Y radzi odstawić pszenicę, zaś dietetyk X mówi, że jest ona niezbędnym składnikiem naszej diety?… Kto ma rację? I skąd biorą się te różnice?

Mózg nie jest doskonały

Ewolucja wyposażyła ludzi w liczne narzędzia, które od tysięcy lat umożliwiały nam orientację w przestrzeni, skuteczne zdobywanie pożywienia i znajdowanie schronienia. Dziś jednak przyszło nam żyć w zupełnie innym świecie i to, co kiedyś pomagało w przetrwaniu, czasem przysparza problemów.

Wierzysz, że podejmujesz decyzje w sposób racjonalny? Wydaje ci się, że twoje poglądy są obiektywne? To mit. Na nasze przekonania i wybory ogromny wpływ wywierają tak zwane błędy poznawcze. Nie ma sposobu, by ich uniknąć, ale na szczęście każdy błąd można naprawić. Trzeba sobie tylko zdać z niego sprawę.

Efekt potwierdzenia

Psychologia wyróżnia około sześćdziesiąt różnych błędów poznawczych. Jednym z nich jest efekt potwierdzenia: zwracasz uwagę tylko na informacje, które potwierdzają to, w co wierzysz. Jednocześnie ignorujesz wszystko, co zaprzecza twoim opiniom.

Prosty przykład: jesteś przekonany, że wszystkie konserwanty i dodatki E do żywności są złe. Dlatego zaprzeczysz każdej osobie twierdzącej, iż większość tych środków nie ma wpływu na nasze zdrowie. Efekt potwierdzenia wpływa na absolutnie każdą sferę życia, także na twoje poglądy polityczne: partia X jest twoim zdaniem dobrodziejstwem dla naszego kraju. Ignorujesz informację o tym, że jej przewodniczący niedawno został oskarżony o przyjęcie łapówki. „To oszczerstwa!”, myślisz. A nawet jeśli nie, wszyscy politycy tak robią. Partia X i tak jest najlepsza.

Efekt potwierdzenia daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Wierzymy w poprawność i prawdziwość naszych opinii tak bardzo, że nawet nie musimy ich weryfikować. To niezwykle wygodne, ale jednocześnie szalenie niebezpieczne. Ten błąd poznawczy nie tylko utrudnia komunikację i osiąganie konsensusu w dyskusjach, lecz także może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu. Efektem potwierdzenia kierujesz się nie tylko ty. Ma on także wpływ na twojego męża, brata, sąsiada, mechanika, dietetyka i… lekarza.

W poszukiwaniu potwierdzeń własnej nieomylności.

Efekt potwierdzenia w nauce

W historii nauki niejednokrotnie ignorowano odkrycia, które nie zgadzały się ze światopoglądem danej epoki. Sztandarowym przykładem może być potwierdzenie przez Mikołaja Kopernika faktu, że to Ziemia krąży wokół Słońca i wyśmianie tej hipotezy przez innych współczesnych mu badaczy. Co więcej, niejednokrotnie zdarzało się, że sami naukowcy odrzucali prawidłowe wyniki, które nie potwierdzały ich założeń. We współczesnej nauce istnieje oczywiście wiele procedur, które mają zniwelować skutki błędów poznawczych, chociażby technika podwójnie ślepej próby [źródło]. Mimo to nie zawsze udaje się zapobiec pomyłkom czy wysnuciu przez badaczy błędnych i pochopnych wniosków.

Należy pamiętać, że nauka nie może być wolna od błędów, gdyż ludzie ją tworzący również nie są bezbłędni. „Jeśli chcesz, naukowo możesz udowodnić wszystko”, powiedziała mi raz znajoma pani biolog. To wyjaśnia, dlaczego tak liczne są badania, potwierdzające zupełnie przeciwstawne tezy. Przykład? Osoby, które stwierdziły u siebie nieceliakalną nietolerancję glutenu, po zastosowaniu diety ubogiej w FODMAP’s nie stwierdzały u siebie przykrych objawów po zjedzeniu pszenicy, żyta czy jęczmienia [źródło]. Inne badanie zaś pokazuje, że takie osoby stwierdzały nasilenie symptomów nawet po zjedzeniu niewielkiej ilości glutenu [źródło]. Równie kontrowersyjna jest kwestia cholesterolu: od wielu lat uważano, że szkodliwie wpływa na nasze zdrowie, jednak ostatnie doniesienia naukowe temu zaprzeczają, co udowadnia dr Uffe Ravnskov w książce: „Cholesterol. Naukowe kłamstwo”. Idźmy dalej: Dr Sanjay Sharma twierdzi, że najlepiej jeść produkty pozbawione konserwantów [źródło]. W innym źródle zaś czytamy, że większość konserwantów jest dla nas bezpieczna [źródło]. Te wszystkie przykłady to jednak jeszcze nic.

Nie ma zapewne dziedziny wiedzy pełniejszej sprzeczności od dietetyki. Dr Douglas N. Graham jest twórcą diety 80/10/10 i zaleca, by 80% spożywanych dziennie kalorii pochodziło z węglowodanów, głównie w formie surowych owoców. Dr Loren Cordain, propagator diety paleo, twierdzi, że większość naszego pożywienia powinno stanowić białko i tłuszcz. Zbóż należy unikać. T. Colin Campbell z kolei poleca ograniczyć spożycie tłuszczu, wyeliminować białko zwierzęce i oprzeć dietę na pełnowartościowych produktach roślinnych, czyli warzywach, owocach, zbożach, pestkach, orzechach. I wszyscy ci panowie przytaczają liczne badania naukowe na poparcie swych tez! Czyżby jednocześnie ignorowali informacje, które zaprzeczają ich przekonaniom?

Te sprzeczności mogą przerażać nie tylko zwykłych śmiertelników, ale również i fachowców. Kto ma rację? Musimy pamiętać, że skupianie się na wynikach eksperymentów to zdecydowanie za mało. Ocena badania powinna obejmować przyjętą metodologię, jego przebieg, wyszukanie informacji na temat tego, kto w ogóle je sponsorował… Niewiele osób dysponuje odpowiednią wiedzą i czasem, które pozwoliłyby na obiektywną ocenę danego doniesienia naukowego.

Dlaczego lekarze mają różne opinie?

Teoretycznie wszyscy lekarze kończą te same uniwersytety medyczne, a jednak ich wiedza i przekonania mogą się diametralnie różnić. Całkiem łatwo to wyjaśnić: część specjalistów bazuje na swojej wiedzy ze studiów i odrzuca wszelkie doniesienia, które zaprzeczają powszechnie przyjętym przekonaniom. Inni z kolei starają się mieć otwarty umysł, szukać nowych informacji i na tej podstawie tworzą swój odmienny światopogląd. Oczywiście i oni mogą wpaść w pułapkę efektu potwierdzenia.

Lekarze powinni być szczególnie wyczuleni na działanie tego błędu poznawczego. Niestety, najczęściej tak się nie dzieje. Specjalistom praktycznie każdej dziedziny jest łatwiej bazować na dotychczasowej wiedzy. Dlatego duże brawa należą się dla tych, którzy zdają sobie sprawę z własnych ograniczeń i poświęcają wiele czasu na ciągłe szkolenia i rozwój.

Gdy przekraczasz próg gabinetu pamiętaj, że zarówno ty, jak i twój lekarz możecie tkwić w pułapce efektu potwierdzenia. „Lekarz wie swoje i mnie nie słucha”, narzekają pacjenci. „Pacjent wie swoje i mnie nie słucha”, narzekają specjaliści. A przecież to tylko dwie strony tej samej monety.

Zdrowy czy niezdrowy posiłek? Zależy od wyznawanej diety.

Efekt potwierdzenia w życiu codziennym

Jeśli chcesz zobaczyć, jak działa efekt potwierdzenia w praktyce, wejdź na dowolne forum internetowe. Bardzo szybko natkniesz się na jedną z zażartych dyskusji, w których uczestnicy prześcigają się argumentami na poparcie swoich tez. Odsyłają nawet oponentów do licznych źródeł i badań naukowych. Mimo najlepszych dowodów, przeciwnicy najczęściej zostają nieprzekonani. I nie ma w tym nic dziwnego: dlaczego mieliby zaakceptować coś, co burzy ich światopogląd?

Z tej przyczyny już dawno odkryłam, że przytłaczająca większość kłótni i dyskusji nie ma sensu. Żadna ze stron nie ma ochoty na zmianę swojego zdania; chce tylko pokazać przeciwnikowi, iż to on się myli. Dlatego wszelką wymianę zdań powinniśmy zaczynać od pytania: „Czy jesteś gotowy na modyfikację swoich przekonań?”. Jeśli nie, dyskusja będzie stratą czasu (chyba że dyskutujemy dla przyjemności, a nie po to, by kogoś skłonić do zmiany opinii). Bo czy osoba na diecie paleo przekona weganina do jedzenia mięsa i jajek? Czy osoba na diecie bezglutenowej przekona smakosza makaronów, że są one szkodliwe? Czy wyborca partii A uwierzy wyborcy partii B? Czy fan marki Apple przerzuci się na zwykłego Samsunga?… Nie, gdyż każdy ma rację. Swoją rację. „Jeżeli nie zwracasz uwagi na przeciwstawne sądy i opinie, szukasz potwierdzenia swoich racji w gazetach, czasopismach, stertach książek i programach telewizyjnych, możesz stać się tak pewnym słuszności swojego spojrzenia na świat, że nikt nie jest cię w stanie od niego odwieść” (David McRaney, str. 42).

Bądź świadomy swoich ograniczeń

Istnieje tylko jeden sposób, by złagodzić efekty błędów poznawczych: być ich świadomym. Zawsze gdy odrzucasz jakąś informację, zastanów się, jaka jest tego przyczyna. Czy naprawdę ta wiadomość zasługuje na krytykę? A może Ty nie chcesz zmieniać swoich ugruntowanych poglądów?

„Ludzie lubią, kiedy mówi im się to, co już wiedzą” (Terry Pratchett). Z tej przyczyny zdecydowanie chętniej przebywamy z osobami, które zgadzają się z naszym światopoglądem i sięgamy po źródła sprzyjające naszym opiniom. To wygodne. I oczywiście postępujemy tak zarówno my, jak i nasi sąsiedzi, lekarze, dietetycy, politycy…

Pamiętajmy jednak, że nasza prawda może być kłamstwem dla drugiej osoby. Dlatego jeśli bierzesz udział w jakiejś zażartej dyskusji, uświadom ich uczestników o istnieniu błędów poznawczych. Gorzej, jeśli za nic w świecie nie będą chcieli potwierdzić istnienia i skutków efektu potwierdzenia. Wtedy nie ma już dla nich nadziei.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

P.S. W czasie lektury lekturze mojego bloga pamiętajcie, że i ja mogę wpaść w pułapkę efektu potwierdzenia. Dlatego zawsze proszę Was o krytyczne podejście do moich tekstów, dla mojego i Waszego dobra 🙂

P.S.2. Czasem zachowanie i poglądy danego lekarza czy polityka można wyjaśnić nie efektem potwierdzenia, a jego układem z daną firmą i zyskiem, który za ten układ otrzymuje, jednak to jest już temat na odrębny artykuł.

Zacytowane powyżej słowa pochodzą z książki, którą wyjątkowo polecam, gdyż w bardzo ciekawy sposób opowiada o błędach poznawczych: McRaney David (2013): „Ruletka nawyków”. Warszawa, PWN. A jeśli interesowałyby Was inne artykuły z dziedziny psychologii, zapraszam [tutaj]. I oczywiście zapraszam na mój Facebook.


 

Uzdrów swoje relacje i zapomnij o fochach!

Męczą cię ciągłe fochy i ciche dni? Masz dość domyślania się potrzeb swojej drugiej połówki, szefa czy przyjaciółki? Nie martw się, nie jesteś sam. Powyższe zachowania mogą świadczyć o tak zwanej biernej agresji. Czy da się jej jakoś zaradzić? Oczywiście, chociaż wymaga to czasu i wspólnej pracy. Bierna agresja nigdy nie jest problemem tylko jednej ze stron. Do tanga zawsze trzeba dwojga.

Jutro Walentynki, piękny dzień pełen romantycznych uniesień i obopólnych zachwytów… A już pojutrze… powrót do normalności? Niekoniecznie. Jeśli w twoim związku i w relacjach rodzinnych czy zawodowych zdarzają się zgrzyty i fochy, polecam zainteresować się tematem biernej agresji. Jej przyczyn należy szukać przede wszystkim w dzieciństwie, gdy rodzice karzą swoje dziecko za wyrażanie uczuć [źródło]. Co więcej, kobiety częściej niż mężczyźni zachowują się w taki sposób. Bierna agresja może także być związana z chorobami autoimmunologicznymi – powoduje potężny stres, który pogarsza stan chorego i zaostrza objawy choroby.

Osoby biernie agresywne łatwo się obrażają, często są sarkastyczne, potrafią skutecznie obrzydzić cudzą radość i często mówią „tak” gdy myślą „nie” [źródło]. Oczywiście kontakt z nimi może wzbudzać w nas ciągłe poczucie winy. Niekiedy też mamy ochotę w jakiś sposób wpłynąć na ich postępowanie i je zmodyfikować. Najczęściej okazuje się jednak, że to niemożliwe.

Niektórzy ludzie są tak zawzięcie biernie agresywni, że mimo twoich największych starań, wsparcia światowej klasy specjalistów od psychologii i rozwoju osobistego oraz szwadronu uczynnych wróżek, nie zmienisz ich zachowania. Trudno, w takiej sytuacji bierz nogi za pas i pozwól im taplać się w swojej głęboko skrywanej złości z ludźmi, którzy mają na to ochotę. Na szczęście zazwyczaj da się to jakoś naprawić. Niestety, oznacza to konieczność stawienia czoła smutnemu odkryciu, że przeważnie robisz coś, co umożliwia drugiej osobie traktowanie cię właśnie w ten sposób. Ba, czasem nieświadomie nagradzasz takie zachowania. Dziś dowiesz się jak, jakie są tego skutki i jak temu zaradzić.

1. Słuchanie narzekań

Kiedy cierpliwie słuchasz o tym jaką paskudną, rzucającą skarpetki gdzie popadnie fleją jest chłopak Twojej przyjaciółki, możesz myśleć, że okazujesz jej w ten sposób emocjonalne wsparcie, ale tak naprawdę dajesz z siebie robić emocjonalny tampon. Chłoniesz jej napięcie, co zmniejsza szansę, że przyjaciółka zgłosi partnerowi problem. Po co, skoro już się komuś wygadała i złość minęła? Za jakiś czas facet znowu rzuci gdzieś skarpetki, bo pewnie nawet nie wie, że złości to jego dziewczynę. Przyjaciółka znowu przyleci na ploty, ponarzeka i problem zostanie zignorowany po raz kolejny, a Twoja opinia o jej lubym zmaleje jeszcze bardziej. W pewnym momencie napięcie wzrośnie na tyle, że zwierzanie się przestanie wystarczać i para zafunduje sobie karczemną awanturę.

Gdy do mądrej matki przybiega żalić się na męża jej córka, mądra matka odsyła ją do niego, kwitując rzecz słowami „to sprawa między wami”. Bądź jak ta mądra matka. Pozwól ludziom załatwiać ich sprawy między sobą. Inaczej nie załatwią ich wcale.

 

2. Sprzątanie ich bałaganu

Chciałabyś żeby Twój mąż wyniósł śmieci. Prosisz raz i nic. Prosisz drugi raz i wciąż nic. Prosisz trzeci raz i znowu nic, a śmieci zaczynają wychodzić same. Mąż zawsze ma wymówkę. Raz zapomniał, drugi raz był zmęczony, trzeci raz źle zrozumiał polecenie. Wkurzasz się i grozisz, że zostawisz te śmieci i w domu będzie śmierdzieć, dopóki on ich nie wyniesie. Po jakimś czasie jednak smród zaczyna ci doskwierać, bierzesz te parszywe śmieci i wynosisz je sama. Właśnie uległaś biernej agresji i wysłałaś komunikat „pozłoszczę się, pozłoszczę, a potem i tak zrobię to za ciebie”. Nagrodziłaś biernie agresywne zachowanie, zwiększając szansę na jego powtórzenie.

Kiedy alkoholik zaśnie na trawniku przed domem, najgorsze co można zrobić, to zabrać go do domu, do wygodnego łóżeczka. Ludziom trzeba dać odczuć konsekwencje ich zachowania, jeśli chcemy je zmienić. Następnym razem twoja groźba musi mieć pokrycie w rzeczywistości.

3. Wiara w dobre intencje

Przy rodzinnym posiłku rodzice chwalą córkę za wybitne postępy w nauce. Jej młodszy brat reaguje słowami:

– Ha ha, kujon, nigdy nie znajdziesz chłopaka!

Rodzinka wybucha śmiechem, tylko siostrze jest jakoś smutno. Matka strofuje ją:

– No weź nie histeryzuj, Bartuś chciał tylko pożartować, tak naprawdę jest dumny z Twoich ocen!

 

Ludzie zawsze deklarują posiadanie dobrych intencji. Taki Al Capone, na przykład, uważał że daje uciskanemu narodowi pożądane dobro, które wredny rząd złośliwie społeczeństwu odebrał. Hitler zapewne uważał się za zbawcę Europy. Bartuś zaś chciał tylko rozweselić rodzinę. Warto przestać nabierać się na altruistyczne motywy działania innych, zwłaszcza gdy te działania przynoszą komuś krzywdę. Spróbuj przetrzeć różowe okulary i dostrzec bliższe prawdzie źródła ludzkich zachowań: ochronę poczucia wartości oraz maksymalizację zysków przy minimalizacji wysiłku.

Kiedy Twój podwładny po raz drugi spóźnia się z terminem wypełnienia raportu kwartalnego i po raz drugi zapewnia cię, że starał się jak mógł i postara się dotrzymać następnego terminu, możesz mu jeszcze uwierzyć, ale po którymś razie taryfa ulgowa musi się skończyć. Ile szans dasz komuś, zanim w końcu wściekłość zburzy Twoją wiarę w dobre intencje i zaczniesz oceniać ludzi wedle rezultatów ich działań?

 

Spokojnie, one chcą się tylko pobawić

4. Unikanie konfliktu

Konflikty są nieuniknione, wynikają bowiem ze sprzeczności interesów i dążeń. Zachowanie ciągłej ich zgodności między dwoma ludźmi w ciągu życia jest statystycznie niemożliwe. Nie będą wam się zawsze podobać te same koszule, nie będziecie chcieli oglądać dokładnie tych samych filmów, nie będziecie mieli ochoty tak samo często odwiedzać swoich rodziców. Konflikt rodzi napięcie, nie dziwne więc, że chce się go czasem uniknąć. Jeśli twój związek jest sielankowy, w ogóle się nie kłócicie i we wszystkim zgadzacie… Czas zacząć się bać! Napięcie nieujawnione cichutko narasta pod powierzchnią pozorów, manifestując się na wiele wymyślnych sposobów. Tylko czekać na kąśliwe uwagi, sarkazm, złośliwości, zapominanie o zobowiązaniach itd.

Dwa magiczne pytania ułatwią wydobycie konfliktu na światło dzienne:

„Co jest nie tak?”

„Czego oczekujesz?”

Zadawaj je odważnie i często. Ujawnienie problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania.

 

Gdy ktoś jest biernie agresywny wobec ciebie, czujesz się okropnie. Nie wiesz o co tak naprawdę chodzi, bo foch wziął się „znikąd”. Nie możesz ufać swoim odczuciom, bo może on naprawdę tylko żartował. Nie możesz nic załatwić, bo ciągle jest ci stawiany opór, ale tak podstępnie, że nie potrafisz tego wychwycić. Gdy ty jesteś biernie agresywny, sam nie wiesz o co ci chodzi, bo nie masz dostępu do swoich emocji. Czujesz się osamotniony, bo nikt cię nie rozumie. Nie możesz żadnej sprawy doprowadzić do końca, bo oznaczałoby to spełnienie czyichś oczekiwań, a na to jesteś uczulony. W sumie nie wiadomo kto ma bardziej przerąbane. To i tak jeszcze nic. Wyobraź sobie zetknięcie dwójki biernie agresywnych ludzi. Gorzej, wyobraź sobie ich związek. Zobacz tę niemożliwie złożoną sieć frustracji i niespełnionych oczekiwań, przez którą okresowo przetaczają się siejące zniszczenie huragany niewypowiedzianych emocji. Dla Państwa FOCH! powrót do domu oznacza powrót na pole bitwy, o której nie wiedzą, że się rozgrywa. To wieczna walka o kontrolę i nieustający taniec wokół  min, które sami kładą sobie pod nogi, a których uparcie nie chcą dostrzegać. Czy z tym w ogóle można coś zrobić, wyłączając natychmiastowe rozstanie? Ano, można i nie chodzi tu tylko o długotrwałą, intensywną terapią par, którą gorąco polecam. Każdemu może zdarzyć się problem zbyt trudny do rozwiązania i warto wtedy skorzystać z pomocy wykwalifikowanego specjalisty. Kiedy jednak oboje dostrzegacie problem i jesteście zdeterminowani, by poprawić jakość swego związku, możecie wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko nie spodziewajcie się natychmiastowej poprawy. Nauka nowych sposobów funkcjonowania to proces. Proces, który uczyni z was lepszych partnerów.

W dużym skrócie – zacznijcie od ujawnienia problemu, podajcie pomysły jego rozwiązania, opiszcie podjęte działania, ich rezultaty, a na koniec nagródźcie się wzajemnie za uporanie się z nim. Wszystko zapisujcie, by mieć zawsze pod ręką możliwość przypomnienia sobie o wiążącej was umowie, a zarazem dowód pracy na rzecz dobra relacji. Proponuje taką formę zapisu:

 

 

Obszar rozwoju

Pomysły rozwiązań

Podjęte działania

Rezultaty

Nagrody

Czysty, pusty zlew nad ranem Wstawać 5 minut wcześniej, by mieć  czas na zmywanie

...

..

Zostawiać brudne naczynia w swoim pokoju

Wstałam 3 minuty wcześniej i zmyłam wszystko poza jednym kubkiem

. ..

Wstałam 5 minut wcześniej i pozmywałam wszystko 

.

Nie wstałam wcześniej, ale zabrałam brudne naczynia do pokoju

Spokój – można komfortowo korzystać ze zlewu

. ..

..Radość na widok pustego zlewu i pozmywanych naczyń  

.

Radość i wdzięczność, spokojny poranek w czystej kuchni 🙂

Wieczorny spacer po parku
Więcej komplementów Raz w tygodniu pochwalę twój wygląd

………….. ..

Raz w tygodniu pochwal mnie za coś, co zrobiłam 

Pochwaliłem twoją nowa fryzurę

…………… ..

Zauważyłem jak atrakcyjnie wyglądasz w dzisiejszej kreacji 

 

Doceniłem wysiłek jaki włożyłaś w przygotowanie mi kolacji

Poczułam że mogę cię czymś jeszcze zaskoczyć

/……...

Poczułam się atrakcyjniejsza w twoich oczach 

.

Ucieszyło mnie, gdy dostrzegłeś jak się dla ciebie postarałam

Spałaszowanie całego pudełka drogich bombonierek

 

1. Obszar rozwoju

Chodzi oczywiście o zgłaszany problem. Rozwiązywanie problemów rozwija. Nazwa „obszar rozwoju” zachęca do działania sto razy bardziej niż „problem”. Dziecko słyszące „masz problem z bazgraniem” będzie mniej zmotywowane niż dziecko, które usłyszy „możesz pisać dużo ładniej”. Przy okazji taki zapis wyznacza jasny cel, a człowiek bez celu błądzi.

Kolory oznaczają osobę zgłaszającą prob… szar rozwoju 🙂 Załóżmy że Bartek wybrał kolor pomarańczowy, a Basia niebieski. Możecie również ustalić wspólny kolor dla obszarów zgłaszanych wspólnie.

2. Pomysły rozwiązań

Cele możemy mieć wspólne, ale zazwyczaj sami chcemy wybrać drogę, którą do nich zmierzamy. Jesteśmy dużo bardziej przekonani do pomysłów, które wyjdą z naszej głowy, dlatego warto by Basia sama zaproponowała sposób, w jaki poradzi sobie z brudnymi naczyniami w zlewie. Jeśli to nie wypali, dopiero wtedy skorzysta z pomysłu Bartka.

3. Podjęte działania

Ręka do góry, jeśli usłyszałeś kiedyś „Ty nie wiesz jak ja się dla ciebie staram!”. Teraz w końcu się dowiesz. Bardzo miło zajrzeć w taką ewidencję starań i dostrzec konkretne działania, które twój partner podejmuje by było wam ze sobą lepiej. Możesz nawet dopisywać daty przy działaniach, jeśli kręcą cię takie formalności 😉

4. Rezultaty

Najprzyjemniejsza część tabelki. Spijanie śmietanki sukcesu. To miejsce, gdzie możesz pochwalić partnera i nagrodzić jego wysiłki, opisując radość, którą ci sprawił. Nawet jeśli zdarzy ci się zapomnieć pochwalić go osobiście, twój ukochany będzie miał pisemny dowód na to, że jego działania przyniosły efekty i ty je doceniasz.

5. Nagroda

Proces wspólnego rozwiązywania problemów ma wam wejść w krew. Ma się tak dobrze kojarzyć, żebyście zgłaszając kolejny problem czuli ekscytację na myśl o nagrodach, które czekają na końcu ścieżki. Dlatego tak ważne jest, byście ZAWSZE nagrodzili każdy, przeprowadzony od początku do końca, „obszar rozwoju”. Czy to będzie lampka białego wytrawnego pod gwiazdami, wspólne wyjście do kina, czy wzajemny masaż stóp, to już kwestia dogadania i indywidualnych preferencji.

 

Propozycja nagrody

 

Na początku może nie być łatwo. Zapewne zdarzą się potknięcia. Motywacja do pracy nad sobą będzie chwiejna. Pojawią się niejasności i konflikty. No i trudno, nie zawsze musi być idealnie. Przy odrobinie dobrej woli i determinacji wyjdziecie na prostą i zaskoczycie się wzajemnie tym, jak przyjemnie może wam być razem. Związki wymagają pracy, ale to praca, którą kochamy. Także tego… Do roboty!

Więcej na temat biernej agresji przeczytacie w artykułach: „Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja” i „Koniec z fochami, czyli jak wyrażać swoje uczucia”.

Zapraszam również na Jaskiniowego Facebooka [tutaj].

Autorem trylogii o biernej agresji jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Ja tym razem posłużyłam tylko jako edytor 🙂 Jeśli macie pytania do poruszonego dziś zagadnienia lub jakiekolwiek uwagi – zachęcam do zostawienia komentarza  🙂

 

Koniec z fochami! Czyli jak wyrażać swoje uczucia

Błądzimy przez życie, niedoinformowani, zagubieni i nieświadomi pułapek, w które wciąż wpadamy, a gdy spotkamy na swej drodze trudną prawdę, odwracamy wzrok. Trzeba ogromnej odwagi, by spojrzeć jej prosto w oczy i przyznać się przed samym sobą do własnej niedoskonałości. Wielu z Was zrobiło właśnie to. Otworzyliście oczy na bierną agresję, swoją i Waszych bliskich. Otwarcie się do niej przyznaliście i poprosiliście o pomoc. Cóż, mówicie – macie 🙂 W dzisiejszym artykule przyjrzymy się najpowszechniejszym przejawom biernej agresji oraz zastanowimy się, w jaki sposób jej przeciwdziałać. 

Nie musisz już udawać. Wyraź to, co naprawdę czujesz!

Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu pt. „Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja” [klik!]. Czym w ogóle jest bierna agresja? Ukrywaniem swoich uczuć i wyrażaniem złości w sposób pośredni. Wiemy już, że takie postępowanie tyczy się przede wszystkim kobiet (wspomnijmy chociażby znany wszystkim „foch”). Zachowania te stają wyjątkowo problematyczne w wypadku chorób autoimmunologicznych: niewyrażanie emocji jest niezwykle stresujące. Taka mieszanka złości i stresu może znacząco pogorszyć samopoczucie chorego. Na szczęście i na fochy znajdzie się sposób! Najważniejsze to uświadomić sobie problem i… Przeczytać do końca poniższy artykuł 🙂

Żeby radzić sobie z bierną agresją, trzeba ją przede wszystkim rozpoznawać. Niestety, zachowań tego rodzaju jest niemało. Ludzka kreatywność nie ma sobie równych, gdy chodzi o ranienie innych. A oto najczęściej spotykane przejawy biernej agresji:

1. Unikanie odpowiedzialności

To nigdy nie jest ich wina. Za wszystko jesteś odpowiedzialny ty lub czynniki trzecie. Spóźniła się przez korki w mieście. Obiad się przypalił, bo piecyk za mocno grzeje, a on musiał na chwilkę pójść do toalety. Pracę domową zjadł jej pies. W domu wcale nie ma brudu, tylko z ciebie jest pedantka. Jednym słowem: wymówki i obwinianie. Prędzej nauczysz kota aportować, niż zobaczysz jak osoba biernie agresywna bierze odpowiedzialność za zawiedzenie czyichś oczekiwań.   

2. Utrzymywanie nastroju, który cię rani

Gdy foch to za mało, następują ciche dni. Atmosfera robi się gęsta i napięta. Na zadawane pytania otrzymujesz zdawkowe odpowiedzi, westchnięcia, prychnięcia lub nic. Wzrok skupia się na wszystkim poza tobą, a twarz zdobi ból, rozczarowanie i śmiertelna uraza. Czy to aby na pewno odpowiednia kara za zjedzenie ostatniego kawałka pizzy? Choć urażony stara się tu odgrywać ofiarę, tak naprawdę mści się na tobie w wyjątkowo wyrafinowany sposób, z niekłamaną przyjemnością patrząc, jak miotasz się, próbując przepraszać, domyślać się o co chodzi i poprawiać mu humor. Z niekłamaną przyjemnością, bo w tej sytuacji ma nad tobą kontrolę.

3. Obrzydzanie cudzej radości

Opowiedziałaś przyjaciółce o tym jaki kochany jest twój narzeczony. Ona smutnym tonem odparła:

– Ech, chociaż ty masz dobrze, bo z moim Zbyszkiem to tragedia…

Pochwaliłaś się właśnie mamie swoim pierścionkiem zaręczynowym. Usłyszałaś że diament mógłby być większy.

Dostałeś awans w pracy. Twój kolega przyszedł ci pogratulować, dodając że tak naprawdę otrzymujesz tylko pusty tytuł, ale i tak się cieszy twoim „sukcesem”.

No nie dogodzisz. Zamiast cieszyć się z tobą, agresor ukarze cię, gdyż miałeś czelność zaznać trochę radości. Nie masz do tego prawa. Masz czuć się winny temu, że on cierpi, a jeśli spotkało cię coś miłego, to tak naprawdę wcale nie było miłe. Dość krzywdzący sposób radzenia sobie z zazdrością.  

4. Usta mówią „tak”, zachowanie mówi „nigdy!”

Ziemniaki się ugotowały, czyli obiad jest gotowy. Wołasz męża. On krzyczy, że już idzie, po czym mija 5 minut i wciąż go nie ma.

Prosisz córkę o posprzątanie. Zgadza się to zrobić zanim wrócisz z pracy. Wróciłeś… i wciąż jest brudno. Pytasz ją, czemu nie posprzątała, a ona beztrosko odpowiada, iż zapomniała.

Nie możesz odebrać dziś dzieci z przedszkola, więc zwracasz się z prośbą o pomoc do teścia, który szybko zgadza się po nie pojechać. Wieczorem wracasz do pustego domu. Panika! Gdzie jest twoje potomstwo? Dzwonisz, by wyjaśnić sprawę. Teść nie odebrał wnuków z przedszkola. Jak twierdzi, myślał, że chodziło ci o jutrzejszy dzień.

Po co mówić innemu człowiekowi wprost, że nie chce się czegoś zrobić, skoro tak przyjemnie jest kontrolować sytuację i zemścić się na nim za posiadanie jakichkolwiek oczekiwań wobec ciebie?

5. Zatruwanie złością

Dla biernego agresora nie ma większej przyjemności niż oglądanie, jak puszczają ci nerwy. W końcu wyrażasz za niego złość, której nie umie ujawnić, więc karmi się twoją. Wykorzysta każdą broń w swoim arsenale, by doprowadzić cię do wrzenia, po czym zarzuci ci brak kontroli nad sobą i agresywne zachowanie. Może też wykorzystać osoby trzecie, by odegrały jego złość. Na pewno  pamiętacie, jak denerwowaliście się kiedyś na partnera/kolegę/dziecko wujka/mamy/kuzyna/przyjaciółki po usłyszeniu opowieści o tym, jak się zachowuje. Prawdopodobnie sam zainteresowany tej opowieści nie usłyszał.

Niektórzy tylko czekają, aż wybuchniesz. W ten sposób wyrazisz za nich złość.

 .

Bierna agresja to złożony problem. Dotyczy całego systemu relacji, w którego samym środku tkwisz właśnie ty. Proces radzenia sobie z nią warto więc rozpatrzyć przynajmniej na trzech poziomach:

1. Moja bierna agresja

2. Cudza bierna agresja

3. Nasza bierna agresja

Zmiany najlepiej zacząć od siebie, dlatego tym razem zajmiemy się radzeniem sobie z własną ukrytą złością.

 

1. Zaakceptuj złość w swoim życiu

Nie ma złych uczuć. Smutku potrzebujemy tak samo jak radości. Nawet odraza pełni bardzo konkretne funkcje i służy twojemu przetrwaniu. Złość nie jest wyjątkiem. Nieważne jak usilnie ktoś starał się przekonać cię, że to brzydko się złościć, że nie wypada, że nie wolno, nie da się wyłączyć tego uczucia. Potrzebujesz go, a co najważniejsze – masz do niego prawo.

„Mam prawo się złościć!”

Zapisz tę myśl na ozdobnym papierze, opraw w ramki, przyklej na lustrze, monitorze, maselniczce i wózeczku dziecięcym. Powtarzaj ją w głowie tak długo, aż uwierzysz. Jeśli Goebbelsowi udało się w ten sposób przekonać społeczeństwo, tobie uda się z jedną osobą! Zezłość się w końcu porządnie i warknij że wkurwia cię ten burdel w zlewie! Masz do tego prawo.

Zezłość się! To Twoje święte prawo.

2. Zidentyfikuj źródła złości i swoje oczekiwania

Zastanów się, kiedy ostatnio strzeliłaś focha albo rzuciłaś sarkastyczną uwagę. Co takiego się wydarzyło, gdy ostatnim razem zmarszczyłaś brwi, mówiąc „nic” albo „domyśl się”? O jakiej sytuacji plotkowałaś z przyjaciółką? Wyniki swoich przemyśleń zapisz, np. w ten w sposób:

Emocje: Sytuacja: Oczekiwania:
Złość. W zlewie są brudne naczynia. Pusty zlew, zmyte naczynia.
Mega złość!!! Narzeczony flirtuje z moją koleżanką na przyjęciu. Na przyjęciach narzeczony flirtuje tylko ze mną.

 

To proste ćwiczenie pozwoli ci lepiej zorientować się w gąszczu swych nerwów i ułatwi komunikację potrzeb otoczeniu. Wyobraź sobie minę swojego partnera, kiedy zarzuca ci, że nie wiesz czego chcesz, a ty podstawiasz mu tę listę pod nos 🙂

 

3. Reaguj natychmiast

Pierwszego dnia starasz się zignorować brudne skarpetki leżące koło łóżka. Oczywiście przeszkadza ci to i poczułaś wręcz ukłucie w boku na ich widok, ale dasz partnerowi szansę, żeby sam się domyślił, co ci przeszkadza. Drugiego dnia te same skarpetki patrzą na ciebie wyzywająco z tego samego miejsca, a ty zaczynasz zaciskać zęby i rzucać wymowne spojrzenia w ich stronę. Pytana, czy aby na pewno wszystko w porządku, cedzisz „tak” i tym razem jesteś już przekonana, że ten idiota domyśli się, o co chodzi. Trzeciego dnia skarpetki już się rozgościły i nawet zaprosiły koleżanki. Obserwujesz nienawistnie, jak bezczelnie relaksują się i tulą do siebie na twojej podłodze. Z oczu strzelają ci pioruny, kark sztywnieje, przybierasz pozę kobry gotowej do ataku.

– No, zawsze wiedziałam że z ciebie czyścioch, ale żeby aż taki pedant, to nie miałam pojęcia, kochanie.

Na jego twarzy maluje się szok i niezrozumienie. Emocje te znajdują ujście w prostym, męskim „hę?”. Wciąż nic. Ok. Nie mogłaś wyrazić się jaśniej. Jutro na pewno sprzątnie te zafajdane skarpety. Odpuszczasz i zasypiasz, wzburzona, lecz pełna nadziei. Czwartego dnia skarpety urządziły regularną orgię. Jedna na drugiej, trzecia na czwartej, piąta na fotelu, a szósta nie wiadomo gdzie. Wszystkie w lubieżnych pozach  zagarniają twą przestrzeń do życia, a ten bałwan leży sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic. Koniec dobroci. Wybuchasz. Awantura na całego. Atakujesz jego charakter, jego kompletny brak poszanowania dla twoich potrzeb i komfortu, nazywasz go paskudnym brudasem, a on, zamiast cię wysłuchać, zaczyna się bronić, zaprzeczać twoim słowom i twierdzić że nad sobą nie panujesz i wybuchasz bez powodu. 

Zwlekanie z ujawnieniem problemu nie tylko gwarantuje masę stresu, ale obniża również szansę na jego rozwiązanie. Gdy rozładowujesz całą nagromadzoną złość naraz, druga strona nie usłyszy, o co właściwie chodzi, bo poczuje się zaatakowana i skupi się na obronie. Efektem będzie jeszcze więcej stresu i wzajemne niezrozumienie. Dyskomfort należy ujawnić natychmiast, kiedy jest jeszcze tylko malutkim ukłuciem w boku. Wtedy dużo łatwiej się nim zająć i tobie i drugiej osobie. Jest duża różnica między „Ty parszywy brudasie, w ogóle o mnie nie dbasz”, a „Denerwują mnie skarpetki leżące na podłodze”. W codziennej bieganinie nie zdążysz ujawnić wszystkiego, co cię razi. Czasem zwyczajnie nie będziesz mieć na to siły, a czasem bezmyślnie wpadniesz w schemat ukrywania złości. Wtedy możesz poratować się zapisaniem problemu i swoich uczuć. Myśl ucieknie z głowy na papier, zabierając ze sobą trochę napięcia i zwiększając szansę na to, że ujawnisz problem w dogodnej chwili.

4. Ćwicz asertywność

Nie wyrażając złości i sprzeciwu otwarcie, nie uczysz się języka ani zdolności potrzebnych do ich wyrażania. Po prostu nie wiesz jak powiedzieć „nie”. Spokojnie, tego można się nauczyć. Wystarczy przyłożyć się do treningu asertywności. Asertywność jest zbiorem konkretnych umiejętności umożliwiających uprzejme, dyplomatyczne i stanowcze wyrażanie swoich uczuć, potrzeb oraz opinii.

Jej podstawą jest komunikat „ja”, czyli nie mówimy „TY nabrudziłeś”, tylko „przeszkadza MI, że koło łóżka leżą skarpetki”. Jak widać, unikamy ogólników, a skupiamy się na jak najdokładniejszym opisie faktów. „Brudno” to opinia. „Na podłodze leżą skarpetki” to smutny fakt.

Nie jest łatwo tak nagle zacząć komunikować się inaczej niż dotychczas, więc najlepiej zacznij od czegoś małego. Poćwicz wypowiadanie zdania „To rani moje uczucia”. Temat asertywności na pewno jeszcze nieraz zagości na tym blogu, ale jeśli nie możesz czekać, rozejrzyj się za literaturą na ten temat, albo jeszcze lepiej, popytaj o warsztaty z asertywności prowadzone w Twoim mieście.

5. Rozważ psychoterapię

Zachowania biernie-agresywne kształtują się od urodzenia i są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Samą świadomością i siłą woli nie zrzucisz z barków tego ciężaru. Wizyta u wykwalifikowanego specjalisty pomoże przyjrzeć ci się destrukcyjnym schematom, które przewijają się w historii twoich relacji i dotrzeć do ich źródeł. Terapeuta stworzy dla ciebie bezpieczną przestrzeń, w której przepracujesz bolesne wspomnienia z dzieciństwa i wykształcisz bardziej funkcjonalne sposoby komunikacji.

 

Wprowadzenie tych porad w życie nie rozwiąże twojego problemu od razu. Pewnych rzeczy uczymy się przez całe życie, więc nie warto oczekiwać cudów w kwestii prędkości ich oduczania. Na początku nie będzie idealnie i nieraz, mimo najlepszych chęci, zachowasz się biernie agresywnie. Zwracaj na to uwagę, ale nie poświęcaj temu więcej emocji, niż to potrzebne. Nie od razu Rzym zbudowano, nie od razu złość wyrażono otwarcie. Ważne by uparcie, pomalutku dążyć do pozytywnej zmiany. Masz gwarancję studenta psychologii, że stosując się do tych porad, osiągniesz progres i uwolnisz się od części napięć uprzykrzających twój żywot.

W następnym artykule opiszę metody obrony przed cudzą bierną agresją oraz sposoby na usprawnienie relacji dotkniętej tym problemem.

Autorem powyższego artykułu jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Zaprosiłam mego lubego do współpracy, gdyż jego wiedza na temat ludzkiej psychiki znacznie przewyższa moją 😉 Jeśli tekst się podobał, dajcie lajka [tutaj]. Komentarze też są bardzo mile widziane 🙂

 

Źródła:

Martin Kantor, Passive Aggression – A Guide for the Therapist, the Patient and the Victim

Tim Murphy, Loriann Hoff Oberlin, Overcoming Passive-Aggression: How to Stop Hidden Anger from Spoiling Your Relationships, Career and Happiness

O postanowieniach noworocznych

Minął kolejny rok. Dla mnie wyjątkowo trudny, ale jednocześnie przełomowy. Wierzę, że teraz może być już tylko lepiej…. Pewnie każdy z nas wygląda Nowego Roku z nadzieją na pozytywne zmiany. Dlatego tworzymy listy postanowień, licząc, że tym razem naprawdę się rozwiniemy, że już nigdy nie powrócimy do złych nawyków. I co? I nic. Znów się nie udaje i po paru dniach lub tygodniach postanowienia zostają odłożone do następnego roku. Dlaczego tak się dzieje? Czy naprawdę musimy czekać na Nowy Rok, by coś zmienić w naszym życiu?

1. Każdy dzień jest dobry na zmiany

Chcesz zacząć dietę? Schudnąć? Rzucić palenie? Zacznij dzisiaj, bez różnicy, czy mamy pierwszy stycznia, czy pierwszy lipca. Nie musisz czekać na Nowy Rok. Po prostu zrób to, co zaplanowałeś. Lepszej okazji nie będzie.

2. Nie wymagaj od siebie zbyt wiele

Nie jesteś ideałem i nigdy nim nie zostaniesz. Nigdy. A to naprawdę wspaniała wiadomość! Gdy tylko zaakceptujesz swoją niedoskonałość, będziesz mógł wprowadzać zmiany stopniowo, bez presji. Wiem, że dla niektórych z Was może być to trudne… Ja sama walczyłam z perfekcjonizmem przez wiele lat. Na szczęście i z chęcią bycia ideałem można wygrać 😉

3. Wyznacz sobie realne cele i podziel je na etapy

Jeśli planujesz schudnąć, spróbuj podzielić swój cel na kilka mniejszych etapów. Dlaczego jest to tak ważne? Wyobraźmy sobie panią Małgosię, która postanowiła schudnąć 30 kilogramów. Liczba ta nieco ją przeraziła i dlatego szybko zaniechała wizyt na siłowni. Jej sąsiadka, pani Bożena, również postanowiła schudnąć: najpierw dwa kilo, potem trzy, potem pięć, pięć, pięć, pięć i znów pięć. Bardzo szybko osiągnęła pierwszy cel i to zmotywowało ją do dalszej pracy.

Metoda etapów może okazać się pomocna w każdej dziedzinie życia. Pamiętam, że w czasie moich górskich wędrówek miewałam momenty zwątpienia i zmęczenia. W takich sytuacjach mówiłam sobie: „Dojdę to tamtego krzaczka i odpocznę. No, jeszcze trochę, przy tamtym głazie zaczerpnę oddechu”. Dzięki temu zawsze docierałam do celu.

4. Cel ma być Twój

Żona namawia Cię, byś rzucił palenie? Jeśli chęć zmiany nie płynie z Twego serca, zapewne dość szybko wrócisz do starych nawyków. Wsparcie bliskich może być niezwykle ważne i motywujące, jednak jedyną osobą, która może Cię zmienić jesteś… Ty sam.

5. Nie rezygnuj – mimo wszystko

Załóżmy, że postanowiłaś rozpocząć dietę bezglutenową. Przeczytałaś wszystkie możliwe blogi na ten temat, zaopatrzyłaś się w produkty oznaczone przekreślonym kłosem… Idzie Ci całkiem nieźle, przynajmniej na początku. Po dwóch tygodniach życia bez glutenu wybierasz się na urodziny przyjaciółki. Marcepanowy torcik wygląda tak kusząco… Dwa kawałki szybko trafiają do Twojego żołądka. To koniec. Po diecie. Nie nadajesz się, wiedziałaś o tym od początku.

Czy jeden grzech przekreśla wszystkie nasze starania i oznacza, że powinniśmy powrócić do starych nawyków? Ależ skąd! Nikt z nas nie jest idealny. Upadamy, podnosimy się i znów upadamy. Najważniejsze to nigdy nie przestawać się podnosić.

Nie obwiniaj się za ten kawałek tortu, a cały epizod potraktuj jak wyzwanie. Może następnym razem przygotujesz dla przyjaciółki tort bezglutenowy? I wilk będzie syty, i owca cała.

Obiecałeś sobie, że codziennie będziesz biegać. Udawało Ci się przez tydzień, aż tu nagle krach, lenistwo wzięło górę… To jednak nie powód, by rezygnować z postanowienia! Pozytywne nawyki wyrabiają się powoli.

 6. Nagradzaj się

Właśnie kończy się Twój pierwszy tydzień na diecie bezmlecznej. Serki i jogurty kusiły, ale powiedziałeś im stanowcze „NIE”. Zasłużyłeś na nagrodę! Wybierz się do kina, kup sobie jakiś drobiazg, o którym zawsze marzyłeś (choćby i to była upragniona obcinaczka do paznokci ze wzorkiem Hello Kitty) albo przygotuj na deser pyszne mini-serniczki z nerkowców.

7. Nie bój się prosić o pomoc

Najodważniejszym postanowieniem noworocznym jest chęć zerwania z nałogiem. Niestety, bardzo często okazuje się, że problem uzależnienia nas przerasta.

Na początku warto zastanowić się, skąd w ogóle wzięły się nasze złe nawyki. Być może w szukaniu odpowiedzi na to pytanie pomoże Wam cytat z książki „Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia” autorstwa Pii Mellody: „Nałóg to przymusowy proces, z którego pomocą człowiek pragnie się oderwać od trudnej do zniesienia rzeczywistości. Ponieważ proces ów maskuje ból życia, przedmiot nałogu staje się dla nałogowca najwyższą wartością, której poświęca cały swój czas i uwagę”.

Powyższe słowa odnoszą się przede wszystkim do takich problemów jak alkoholizm czy narkomania. Mimo to mogą nas jednak zainspirować do odnalezienia przyczyn kompulsywnego objadania się, maniakalnego wydawania pieniędzy czy grania godzinami w gry komputerowe.

I dlatego apeluję: nie bójmy się zwracać do fachowców. Jeśli planujesz dietę – wybierz się do dietetyka. Masz problemy z nałogami albo męczą Cię trudne przeżycia z dzieciństwa? – udaj się do psychologa. Chcesz schudnąć? Znajdź trenera. W ten sposób zagwarantujesz sobie większą szansę na dotrzymanie postanowień noworocznych 🙂

8. Mniej znaczy więcej

Po co tworzyć obszerne listy postanowień noworocznych? Lepiej ustalić sobie jeden, góra dwa cele. Dopiero gdy je zrealizujemy, będziemy mogli przejść do kolejnych planów. Obszerne listy niepotrzebnie nas zniechęcą.

.

 

To, czy rok 2016 okaże się pomyślny, zależy od Ciebie. Działaj! Dziś jest najlepszy dzień, by zacząć zmieniać swoje życie. I życzę z całego serca, by wszystko ułożyło Ci w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy tak, jak to sobie wymarzysz 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

Jaskiniową Kuchnię możecie znaleźć także na facebooku [tutaj].

 

Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja

Niespodziewane przyjęcie w mieszkaniu znajomych. Ty mimo braku czasu pięknie się wystroiłaś. Twój partner zdążył tylko narzucić marynarkę na codzienne ciuchy.
Jest zabawnie. Ludzie wymieniają się anegdotami, zawierają nowe znajomości, niektórzy nawet tańczą. W pewnym momencie ktoś chwali Twoją kreację:

– Wow! Wyglądasz dziś naprawdę odlotowo!
Twój partner dodaje od siebie:
– No, naprawdę super! Zupełnie jak nie ty…
Przeciąga ostatnie słowa z sarkastycznym uśmiechem, patrząc Ci w oczy.

 

Wracasz do domu. Od razu kierujesz wzrok na półeczkę na buty. Mąż jest w domu, butów nie ma na półeczce, czyli znajdują się… Oczywiście, że na podłodze koło półki! A przecież mówiłaś tysiąc razy, żeby odkładał te cholerne buty na tę cholerną półeczkę! Właśnie wychodzi z pokoju, by się z Tobą przywitać. Pyta, czy wszystko w porządku. Nie dajesz nic po sobie poznać. Przewracasz oczami, zaciskasz usta i rzucasz krótkie „tak”, po czym znikasz w łazience. Powinien się domyślić!

 

Poprosiłeś współpracownika o wysłanie maila do ważnego klienta. Na początku był niechętny, ale w końcu się zgodził. Czekałeś na odpowiedź na tyle długo, że zacząłeś się niepokoić. Zapytałeś go, czy na pewno wysłał tę wiadomość. Potwierdził. Coś ci jednak nie pasowało, więc postanowiłeś trochę go przycisnąć. Sprawdziliście folder „wysłane” w jego skrzynce. Rzeczywiście, wysłał, tylko do innego klienta. Zezłościłeś się i powiedziałeś mu o tym. W odpowiedzi usłyszałeś:

– No co ty, zwykła ludzka pomyłka. Przesadzasz! W ogóle nad sobą nie panujesz!…

 

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie co łączy te historie, poradź się swoich emocji. Czujesz napięcie karku, ciepło na twarzy i przyspieszone bicie serca? Zgadłeś, chodzi o złość.  Bardzo specyficzny rodzaj złości, wyrażonej nie wprost, lecz naokoło. To złość skrywana za maską uśmiechu, atakująca znienacka, próbująca skryć swą tożsamość przed swymi ofiarami i sobą samą. Jej imię to bierna agresja.

Otwartą agresję bardzo łatwo rozpoznać: jest jak wyciągnięcie miecza i przygotowanie się do pojedynku. Bierna przypomina przyjacielskie klepanie po plecach połączone z wbijaniem w nie sztyletów.

Ale o co w ogóle chodzi tym ludziom? Czy nie mogą po prostu powiedzieć, co im nie pasuje? No właśnie nie mogą i kryją się za tym lata powtarzanych, ciężkich doświadczeń. Zachowania biernie-agresywne rozwijają się w sytuacjach, w których otwarty konflikt i otwarte wyrażanie siebie są uniemożliwione lub karane. Ludzie zachowujący się w ten sposób naprawdę nie mogli mówić otwarcie o swoim niezadowoleniu. I o ile nie uświadomią sobie swojego problemu, będzie on przez cały czas wpływał na ich relacje z otoczeniem, powodując wiele smutku i ciągłych wyrzutów.

Życie z bierną agresją jest cholernie napięte. Zarówno osoby mające z tym problem, jak i osoby przebywające w otoczeniu biernie agresywnych, cierpią z powodu chronicznego stresu. Spróbuj wyobrazić sobie, że nie możesz nikomu powiedzieć, że coś ci nie odpowiada. Że z czymś jest ci źle. Że nie chcesz czegoś robić. Nie możesz też pokazać złości, smutku, niezadowolenia. W każdym momencie jesteś narażony na konieczność robienia czegoś, z czym się nie zgadzasz, a Twoje sposoby okazywania niezadowolenia, na przykład sarkastyczne uwagi, spotykają się z niechęcią i niezrozumieniem. Teraz spróbuj sobie wyobrazić życie z taką osobą. Nigdy nie wiesz, czy zrobi to, o co ją prosisz. Nigdy nie dowiesz się, z której strony i w którym momencie nadejdzie atak. Nigdy nie powie ci otwarcie o co chodzi i ciągle musisz domyślać się, co tym razem zrobiłeś nie tak.

Brzmi znajomo? Jeśli do tej pory bagatelizowałeś takie zachowania, proponuję przyjrzeć im się raz jeszcze. Są one silnie związane z chronicznym stresem i mogą pogarszać twój stan zdrowia, a nawet przyczynić się do powstania choroby! Nauka dostarcza coraz to nowych badań na ten temat. Wiemy już, że przedłużająca się ekspozycja na stres może zwiększać ryzyko chorób autoimmunologicznych. Co więcej, mechanizm za to odpowiedzialny pojawia się wyraźniej u kobiet. A to właśnie panie częściej cierpią na choroby autoimmunologiczne (78% wszystkich chorych)! Częściej są też biernie agresywne. Dzieje się tak zapewne dlatego, że są mniejsze i otwarty konflikt z, powiedzmy, pijanym mężem, mógłby skończyć się drastycznie. Wiemy też, że skumulowany stres z dzieciństwa zwiększa ryzyko hospitalizacji ze zdiagnozowaną chorobą autoimmunologiczną w wieku dorosłym. Podczas obserwacji klinicznych zauważono, iż powtarzające się, stresujące wydarzenia często poprzedzały rzuty chorób autoimmunologicznych dotykających układu hormonalnego.

Pamiętaj, że ukrywana złość działa jak trucizna przeznaczona dla kogoś innego, którą wypijasz Ty. To Ty dźwigasz ten ciężar i to Ciebie on atakuje. Kto wie, może gdy robi się tak wystarczająco długo, ciało bierze przykład z emocji i zaczyna atakować samo siebie?… Niewyrażanie uczuć niesie ze sobą tragiczne konsekwencje. A jeśli już jesteśmy chorzy, może znacznie pogorszyć nasz stan.

Przyczyny biernej agresji

Jeśli czujesz, że zachowania bierno-agresywne mogą być i twoim problemem, zachęcam do bacznego przyjrzenia się im. Zacznijmy od analizy przyczyn, które oczywiście kryją się w dzieciństwie. Te najbardziej wyraziste to:

1. Problemy z poczuciem kontroli

Wyobraź sobie małego Bartusia, któremu mama kupiła do szkoły prześliczną kurtkę w misie. Według niego jest paskudna i babska. Mówi więc, zły:

 – Nie chcę tego nosić!

Mama odpowiada:

 – Nie będziesz tak do mnie mówił i będziesz nosił to, co ci każę! – po czym zakłada mu kurtkę siłą i wysyła go do szkoły. Bartuś właśnie nauczył się, że otwarte wyrażanie niezadowolenia jest z góry skazane na niepowodzenie. Prawdopodobnie któregoś dnia kurtka „przypadkiem” podrze się na szkolnym murku.

2. Brak umiejętności otwartego wyrażania emocji

Dzieci widzą, co robią ich rodzice. Widzą więcej, niż myślimy, a co gorsze, chłoną wszystko jak gąbka. Obrazek z życia – mama nie lubi sprzątać, . Chodzi cały dzień napięta, wzdycha, złorzeczy pod nosem, kiedy wyciera kurze, a gdy ktoś ją zapyta, czy coś jest nie tak, odpowiada:

– Nie, nie, wszystko w porządku…  –  po czym znowu wzdycha i wywraca oczami.

W końcu ojciec nie wytrzymuje i mówi żonie, żeby przestała sprzątać, on dokończy. Ona wzdycha jeszcze raz i rzecze :

– No dobrze, skoro nalegasz…

Sprawę pewnie załatwiłoby „Nie lubię sprzątać, denerwuje mnie to. Potrzebuję pomocy”. Niestety, dziecko nauczyło się czegoś zupełnie odwrotnego. Wyrażania emocji pośrednio, w zawoalowany sposób. Nauczyło się też, że inni powinni domyślać się jego potrzeb.

Co robisz / co naprawdę masz ochotę zrobić

3. Zakaz wyrażania pewnych uczuć

Mała Gosia miała ciężki dzień w przedszkolu. Koleżanka nadepnęła na jej ulubioną zabawkę. Na obiad była paskudna wątróbka, której nie chciała jeść, za co pani posłała ją do kąta. Musiała w dodatku czekać pół godziny dłużej niż zwykle, aż mama po nią przyjedzie. Zrozumiałe więc, że gdy mama w końcu przyjechała, Gosia spojrzała na nią ze wściekłością, tupnęła nóżką i głośno powiedziała:

 –  Dlaczego jesteś tak późno? Siedziałam tu sama, nudziłam się i jestem wściekła!

Mama zaczerwieniła się, nabrała powietrza i odpowiedziała równie wściekła:

– Jak śmiesz mówić tak do własnej matki, niewdzięczna smarkulo?! Nikt cię nie uczył, że dziewczynki się tak nie zachowują?! Masz zachowywać się tak, jak przystoi młodej damie, a za ten wybryk pójdziesz dzisiaj spać bez kolacji.  Zasłużyłaś na to!

Tak właśnie uczy się dzieci, że pewne emocje są złe i nie wolno im ich wyrażać. Poprzez karę i potępienie. Gosia nie przestanie się złościć, bo nie da się w człowieku wyłączyć żadnego uczucia. Po prostu zacznie to ukrywać.

 

Po tak intensywnym treningu dzieciaki wyrosną na prawdziwych „ekspertów” od pośredniego wyrażania wrogości. Poniżej przedstawiam wybrane zachowania, którymi będą dręczyć siebie i innych. Jest ich oczywiście o wiele więcej, ale by opisać wszystkie, trzeba by stworzyć co najmniej kilka artykułów na ten temat.

Wybrane przejawy biernej agresji

1. Odcięcie komunikacji

Jeden z dwóch składników popularnego focha. Ktoś przestaje się do ciebie odzywać. Siedzi i milczy, a pytany o co chodzi, milczy dalej i jeszcze bardziej zawzięcie. Koleżanka przestaje dzwonić, mamusia nie odbiera telefonów, kolega przestaje zapraszać cię na imprezy, współpracownik nie informuje cię o spotkaniu pracowników.

2. Odcięcie afektu

Drugi składnik focha. Bliska ci osoba nagle staje się oziębła. Znikają uśmiechy, zostaje tylko zbolała, ewentualnie zawiedziona mina. Możesz zapomnieć o miłych słowach albo ciepłym dotyku. Przytulisz się, co najwyżej, do kota.

3. Sarkazm

– Kochanie, pójdziemy do kina na tę nową komedię romantyczną?

– O, bardzo chętnie, wprost uwielbiam komedie romantyczne.

Kolejny sposób na zamaskowanie swojego niezadowolenia. Trujący i nieuchwytny, ciężko się z nim skonfrontować, bo używający sarkazmu zawsze może ci zarzucić brak poczucia humoru albo nadwrażliwość. Dla osoby postronnej może brzmieć niewinnie, ale ciebie przecież boli. Niektórzy twierdzą, że ta umiejętność to oznaka inteligencji. Ja twierdzę, że to nieumiejętność otwartego wyrażania emocji.

Tak, hm, to szalenie interesujące co mówisz…

4. Plotkowanie, angażowanie osób trzecich

Kiedy nie potrafimy powiedzieć drugiej osobie wprost, że coś jest nie tak, rozładowujemy napięcie, mówiąc o problemie każdemu naokoło. Ile te biedne mamy nasłuchały się o swoich okropnych zięciach, ile córki o tym jaki tatuś jest podły, ile te biedne przyjaciółki o koszmarnych chłopakach, a ile kumple od kielicha o tych wstrętnych babach? Problemu to raczej nie rozwiąże, a tylko psuje opinie zainteresowanego, który często nawet nie wie, że  w związku są jakieś trudności.

5. Prokrastynacja

Chce, ale nie może. Próbuje się za to zabrać, tylko ciągle ma tysiąc spraw na głowie. Zrealizowanie  zadania zostaje odwleczone na ostatnią chwilę, przez co obniża się jakość wykonania. Zlew cieknie już dwa tygodnie, a po prędkiej naprawie psuje się po dwóch dniach. Zakup biletów na wakacje jest odwlekany aż do czerwca, kiedy to niespodziewanie się okazuje, że podrożały i nie stać was już na wymarzony wyjazd. To oczywiście wszystko twoja wina, bo masz wygórowane wymagania i nie rozumiesz, że zdarzają się wypadki losowe. Bardzo przebiegła i trudna w wykryciu manipulacja, bo okazanie niezadowolenia rozwleka się w czasie.

.

Warto pamiętać, że bierna agresja nigdy nie jest problemem wyłącznie jednej ze stron. Dlatego nie próbuj obarczać winą partnera, ale też nie bierz całej odpowiedzialności na swoje barki. Wspólne działanie pozwoli Wam łatwiej i skuteczniej uporać się z zachowaniami biernie-agresywnymi oraz przestać się wzajemnie ranić.

Zachęcam Was, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, do zwrócenia bacznej uwagi na bierną agresję. Dajcie znać, czy któreś z opisanych problemów i zachowań pojawiają się w Waszym życiu. A nuż okaże się, że zwęszyliśmy niezły trop i Wasze fochy lub fochy partnera mają jasną przyczynę.

Jeśli temat Was zainteresował, kontynuację artykułu znajdziecie [tutaj].

 

Autorem powyższego artykułu jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Ja tym razem posłużyłam tylko jako edytor 😉 Uznałam, że Pan Jaskiniowy w bardziej fachowy niż ja sposób opowie Wam o biernej agresji. Jeśli macie pytania do poruszonego dziś zagadnienia lub jakiekolwiek uwagi – zachęcam do zostawienia komentarza 🙂

Źródła:

http://www.karger.com/Article/Abstract/181094

http://nocamels.com/2013/05/lets-relax-researchers-show-stress-leads-to-increase-in-autoimmune-diseases/

http://www.medicinenet.com/script/main/art.asp?articlekey=60918

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19188532

http://www.news-medical.net/news/20150102/Stress-can-trigger-diabetes-depression-and-other-autoimmune-diseases.aspx

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2527069/