Protokół autoimmunologiczny – poradnik dla początkujących

Ilość pacjentów, u których diagnozuje się celiakię, reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń czy przede wszystkim Hashimoto, rośnie lawinowo. Choroby autoimmunologiczne wciąż stanowią zagadkę dla lekarzy: o ich przyczynach i przebiegu wiadomo całkiem dużo, lecz mimo to leczenie często okazuje się nieskuteczne. Dlatego coraz szersze grono specjalistów proponuje alternatywne spojrzenie na schorzenia z tej grupy: wierzą oni, że dzięki odpowiedniej diecie, suplementacji i zmianom w trybie życia pacjenta można znacząco poprawić jego stan, a nawet osiągnąć remisję. Czy rzeczywiście jest to możliwe?

Protokół autoimmunologiczny to dieta, której założenia najpełniej opracowała dr Sarah Ballantyne. Kuracja polega na wykluczeniu na okres co najmniej miesiąca pokarmów, które mogą wywoływać reakcję naszego układu odpornościowego, takich jak: wszystkie ziarna, nabiał, orzechy i pestki, rośliny psiankowate… (więcej szczegółów tutaj). Po tym czasie próbujemy po kolei wprowadzać wykluczone produkty i bacznie obserwujemy reakcje naszego organizmu po ich spożyciu (źródło). Oczywiście dieta ta wzbudza wiele kontrowersji i wątpliwości. Bazując na moich doświadczeniach w dzisiejszym artykule spróbuję rozwiać niektóre z nich.

1. Czy każda osoba cierpiąca na którąś z chorób autoimmunologicznych powinna przejść  na protokół?

Nie, oczywiście. Decyzja o rozpoczęciu diety to kwestia indywidualna. Moim zdaniem protokół to rozwiązanie ostateczne, które powinno zostać wdrożone, gdy wszystko inne zawiodło. U części chorych samo odrzucenie glutenu i nabiału wystarcza, by odczuć znaczącą poprawę i uciekanie się do protokołu nie jest konieczne… Najlepiej oczywiście kierować się zaleceniami lekarza i dietetyka, którzy zadecydują, czy protokół jest niezbędny w naszym wypadku.

2. Czy protokół autoimmunologiczny to jedyna opcja dla chorych?

Nie. Istnieje wiele diet, które mogą znacząco poprawić stan chorego. Mimo pewnych różnic, wszystkie zakładają eliminację produktów przetworzonych, rafinowanych i pełnych konserwantów. Ponadto zaleca się unikanie glutenu, nabiału i najczęściej zbóż. Przykładami diet, które mogą pomóc w przypadku chorób autoimmunologicznych oraz wielu innych schorzeń (np. cukrzycy) są:

W wielu wypadkach protokół jest w stanie zdziałać cuda. Czasem jednak organizm potrzebuje innego podejścia dietetycznego… Niejednokrotnie czytałam opowieści pacjentów, którym protokół autoimmunologiczny nie pomógł i którym ulgę przyniosła dopiero Dieta dr Dąbrowskiej. Należy także pamiętać, że wiedza na temat chorób autoimmunologicznych nieustannie ewoluuje, pojawiają się kolejne odkrycia, pozwalające na tworzenie coraz trafniejszych zaleceń dla pacjentów.

3. Kiedy zdecydować się na protokół autoimmunologiczny?

Osoby cierpiące na Hashimoto lub inne schorzenia z autoagresji najczęściej decydują się na zmianę sposobu odżywiania, gdy konwencjonalne leczenie nie pomaga. Jeśli wciąż czujesz się osłabiony, niewyspany, cierpisz na problemy trawienne i gnębią Cię depresyjne myśli – protokół może być dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem. Od czego jednak zacząć?

Idealne wydawałoby się wykonanie na początek testu na nietolerancje pokarmowe i dostosowanie diety do jej wyników. Wiem, że takie testy wzbudzają wiele kontrowersji i część specjalistów podważa ich wiarygodność. Doświadczenia pacjentów również znacząco się różnią: u części osób otrzymane wyniki potwierdzają reakcje zaobserwowane wcześniej, zaś u innych taki test nie wykazuje niemal żadnych nietolerancji. Jeśli z jakiegoś powodu chciałbyś uniknąć poddania się takiemu badaniu, warto pamiętać, że dla większości pacjentów najbardziej problematyczne okazują się gluten i nabiał, trochę rzadziej jajka, zboża bezglutenowe, soja czy owoce morza.

Zanim jednak zdecydujesz się na na jakąkolwiek interwencję dietetyczną, koniecznie wykonaj badania, które pozwolą odpowiednio zaplanować dietę. Będą to więc: morfologia, krzywa cukrowa i insulinowa (pomaga wykryć insulinooporność i cukrzycę), badania ferrytyny, żelaza, witaminy D (metabolit 25 OH), witaminy B12, trójki tarczycowej (tsh, ft3, ft4)… Warto też przebadać się pod kątem występowania pasożytów i bakterii, np. lamblii, glisty ludzkiej czy yersinii. Dla części chorych wskazane byłoby także wykonanie badań w kierunku celiakii.

Gdy już otrzymamy wyniki, może się okazać, że przyczyna naszego złego samopoczucia leży na przykład w insulinooporności lub niedoborze witaminy D (co najczęściej oznacza także niedostatki magnezu) i zastosowanie diety tak rygorystycznej jak protokół autoimmunologiczny nie będzie konieczne.

Korzystajmy ze słońca ile się da 🙂 Chociaż pamiętajmy, że niestety u niektórych pacjentów to za mało i nawet po wakacjach notują oni niedobory witaminy D.

4. Czy protokół można stosować bez konsultacji z lekarzem lub dietetykiem?

Teoretycznie tak. Istnieje bardzo dużo wartościowych źródeł w języku angielskim, które pomagają prawidłowo zorganizować ten model żywienia. Należy jednak pamiętać, że zawsze niesie to ze sobą pewne ryzyko, gdyż, jakby nie patrzeć, eksperymentujemy z własnym ciałem i zdrowiem. Trzeba spędzić wiele naprawdę długich godzin na gromadzeniu informacji, by sobie nie zaszkodzić. Kiedy ja przeprowadzałam protokół, wiedza na jego temat dopiero raczkowała w naszym kraju i trudno było znaleźć specjalistę, u którego można by dokonać konsultacji. Dziś na szczęście łatwo znaleźć wielu wspaniałych dietetyków i lekarzy, potrafiących dostosować protokół do naszych potrzeb i zlecających odpowiednie badania. Ich nazwiska znajdziecie [tutaj].

5. Czy protokół to dieta na całe życie?

Nie. Stosujemy go tylko przez pewien okres czasu – najczęściej zalecane są trzy miesiące, ale dietetyk może zadecydować o przedłużeniu diety.

6. Czy rozpoczynając protokół powinno się zrezygnować z dotychczas stosowanego leczenia?

Nie. Nasz organizm potrzebuje czasu na regenerację. Siniaki nie znikają w jeden dzień – stanu zapalnego gnębiącego nasze ciało także nie ugasimy po tygodniu diety. Dlatego nie wolno nam rezygnować z dotychczas stosowanych leków, takich jak na przykład syntetyczny hormon tarczycy. Oczywiście może się okazać, że po pewnym czasie konieczne będzie zmniejszenie dawki lub całkowita rezygnacja z leku, jednak o tym zadecyduje lekarz.

7. Czy możliwe jest przeprowadzenie protokołu bez suplementów diety?

Teoretycznie tak. W założeniu protokół obfituje w wartości odżywcze, które mają wyprowadzić organizm na prostą. Niemniej jednak proces ten najczęściej zajmuje dużo czasu i dlatego odpowiednio dobrana suplementacja może znacząco przyspieszyć regenerację.

Zdecydowanie odradzam samodzielne dobieranie preparatów, oczywiście o ile nie mamy wykształcenia medycznego. Nie chcemy przecież zaburzyć już i tak zaburzonego funkcjonowania organizmu… Nawet zbyt duże dawki witaminy D mogą okazać się szkodliwe [źródło, źródło]. Dlatego w kwestii suplementacji udajmy się do specjalisty, który odpowiednio nas poprowadzi.

Więcej na temat suplementów diety przeczytacie w jednym z moich poprzednich artykułów [tutaj].

8. Jak najlepiej przygotować się do protokołu?

Warto działać stopniowo i po kolei wykluczać problematyczne dla nas pokarmy. Dzięki temu nasze ciało przyzwyczai się do zmiany diety, a i my nauczymy się, czego unikać. Oczywiście będzie to także ulgą dla psychiki – rezygnacja z większości pokarmów spożywanych do tej pory to duże wyzwanie i należy działać powoli, z rozwagą.

Bardzo ważne jest także opracowanie planu posiłków i znalezienie odpowiednich przepisów. Jeśli możesz, spróbuj nawiązać kontakt z okolicznymi rolnikami lub kolektywą spożywczą, by zapewnić sobie dostęp do warzyw i mięsa dobrej jakości.

Przed rozpoczęciem protokołu warto „uzbroić się” w potrzebną wiedzę. Kiedy wiemy, czego unikać, będzie łatwiej nam przeprowadzić dietę. Mały test: pamiętacie, które z produktów pokazanych na zdjęciu są niedozwolone na protokole? 🙂

9. Czy da się pogodzić protokół z życiem zawodowym i rodzinnym?

Może być to trudne, ale dla chcącego nic trudnego 🙂 Oczywiście ta dieta niesie ze sobą konieczność spędzania większej ilości czasu przy przygotowywaniu posiłków, ale przy odpowiednim rozplanowaniu posiłków trzy miesiące upłyną bardzo szybko.

Warto pamiętać, że sukces protokołu zależy w dużej mierze od wsparcia najbliższych. Wyjaśnij rodzinie i przyjaciołom, że ta dieta to dla ciebie ogromna szansa i wierzysz w jej pozytywne działanie. Dlatego nie będzie żadnych wyjątków: ani kawałku tortu na urodzinach babci, ani wypadu na pizzę z przyjaciółmi. Niestety, nasze postanowienie zmiany diety może się spotkać z niezrozumieniem otoczenia. To boli, gdy najbliżsi podważają sens podjętej przez nas decyzji. W takich sytuacjach warto uciąć dyskusję krótkim: „Czułam się bardzo źle, a ta dieta mi pomaga”. Kluczowa jest tutaj asertywność.

10. Czy protokół autoimmunologiczny oznacza tylko zmianę diety?

Protokół (i każda dieta, którą zdecydujemy się zastosować) niesie ze sobą konieczność zmiany stylu życia. Niezwykle ważna jest oczywiście odpowiednia dieta, ale bez zniwelowania innych czynników wzmagających stan zapalny niemożliwy okaże się powrót do zdrowia. Dlatego ograniczmy źródła stresu i zadbajmy o jakość snu. Unikajmy w miarę możliwości toksyn i konserwantów i dokładnie analizujmy składy używanych przez nas kosmetyków. Warto także rozważyć psychoterapię – choroby autoimmunologiczne mogą wiązać się z nierozwiązanymi i nieustannie nas gnębiącymi problemami z przeszłości. Więcej na ten temat przeczytacie [tutaj].

11. Na protokole poczułam się gorzej niż przed nim. Co robię źle?

Podstawowe błędy popełniane na protokole autoimmunologicznym to nadmierne ograniczenie podaży kalorii oraz węglowodanów (co może okazać się problematyczne zwłaszcza u osób cierpiących na niedoczynność tarczycy). Więcej o błędach popełnianych na protokole autoimmunologicznych przeczytacie [tutaj]. Warto także wysłuchać materiału Iwony Wierzbickiej na Youtubie [klik!].

***

Mimo że protokół stanowi skuteczną alternatywę w przypadku chorób autoimmunologicznych, należy pamiętać, iż nie sprawdzi się u każdego pacjenta. Ludzki organizm jest niezwykle złożony, a zdrowie to wypadkowa bardzo wielu czynników… Warto jednak próbować i, co najważniejsze, nie poddawać się! Wiem, że kiedy czujemy się fatalnie i wszystko wokół wydaje się pozbawione nadziei, wiara w powodzenie diety może okazać się zbawienna. 

Nie zapominajmy także, że nasza wiedza o funkcjonowaniu organizmu cały czas się pogłębia. Dlatego najpewniej i zalecenia dla pacjentów cierpiących na choroby autoimmunologiczne będą się zmieniać. Obecnie jednym z najświeższych doniesień jest wspomniana przez Monikę Skuzę (Tłuste Życie) dieta Instytutu Funkcjonalnej Medycyny w USA, która polega na eliminacji zbóż zawierających gluten, kukurydzy, wołowiny i wieprzowiny, owoców morza, soi, pomarańczy, orzeszków ziemnych, przetworzonych cukrów, nabiału oraz jajek. Podobno te zalecenia okazują się skuteczne u 80% pacjentów.

Na chwilę obecną jedno pozostaje pewne: zmiana diety* działa. Jesteśmy tym, co jemy, a także tym, co strawimy i przyswoimy. I cieszę się, że takie spojrzenie na choroby autoimmunologiczne spotyka się z coraz większym zainteresowaniem lekarzy i pacjentów. Oby tak dalej!

*Oczywiście zmiana diety musi być połączona z odpowiednimi modyfikacjami stylu życia.

https://dysk.onet.pl/api/manager/?thumbnail&link=UlTMR&id=112557f9e6c5d808bade51419d1af411&size=FU części pacjentów protokół okaże się skuteczny, inni poczują się rozczarowani. Każdy z nas jest inny i nasze organizmy mogą różnie reagować na te same zalecenia dietetyczne.

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat protokołu i chorób autoimmunologicznych, koniecznie odwiedźcie te strony:

Po przepisy zgodne z dietą paleo i protokołem sięgnijcie do:

Polecam Wam także bardzo wartościowe źródła w języku angielskim:

Jeśli znacie inne ciekawe strony, dajcie znać w komentarzach 🙂

A tymczasem trzymajcie się zdrowo i nie zapomnijcie odwiedzić mnie na Facebooku,

Wasza Ola 

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę 🙂 I oczywiście zachęcam Was do korzystania z usług profesjonalistów – lekarzy i dietetyków. Nigdy nie rezygnujcie też z dokładnych badań!

Zdjęcia pochodzą ze strony www.pexels.com

Życie z niezdiagnozowanym Hashimoto


Czy trudno żyć z Hashimoto? I tak, i nie. Część pacjentów praktycznie nie odczuwa związanych z tym schorzeniem objawów, zaś inni nieustannie skarżą się na zmęczenie, poczucie zimna, problemy z wagą… Hashimoto jest chorobą o wielu obliczach, nie zawsze dającą się łatwo okiełznać. Można jednak wyróżnić jeden kluczowy czynnik, który znacząco oddziałuje na intensywność i ilość odczuwanych przez pacjenta symptomów: to czas wykrycia choroby. Niezliczona ilość osób przez długie lata może nieść na swoich barkach Pana Hashimoto – bardzo uciążliwego pasażera na gapę, którego obecności jest zupełnie nieświadoma.

Niedoczynność tarczycy i jej skutki

Hashimoto należy do grupy chorób z autoagresji: w pewnym momencie organizm zaczyna produkować przeciwciała, skierowane przede wszystkim wobec komórek tarczycy. W ten sposób zaczyna się niszczenie gruczołu, co najczęściej prowadzi do jego niedoczynności.

Intensywność procesu zapalnego może być wysoce zróżnicowana. Rozwój schorzenia będzie inaczej postępował u każdego z pacjentów, zależnie od czynników takich jak: stres, dieta, wysiłek fizyczny, przyjmowane leki (np. antybiotyki), nastawienie do życia… Niekiedy atak może być szybki i towarzyszyć mu będą liczne i mocno odczuwalne symptomy. W innych wypadkach choroba będzie czaić się latami, dając objawy łatwe do zignorowania: zmęczenie, wypadanie włosów, problemy trawienne, depresję, zaburzenia nastroju…

Uszkodzona tarczyca nie jest w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości hormonów (głównie tyroksyny – T4 i trójjodotyroniny – T3), co wpływa na kondycję całego organizmu. Związki chemiczne produkowane przez ten niepozorny gruczoł regulują wiele ważnych procesów: przemianę materii, wzrost kości, metabolizm tłuszczów, białek, węglowodanów i witamin. Odgrywają także ważną rolę w działaniu serca, mięśni i mózgu. A jakby tego było mało – każda komórka ludzkiego ciała potrzebuje hormonów tarczycy do prawidłowego wzrostu i rozwoju.

Nieleczona niedoczynność tarczycy może nieść ze sobą bardzo niebezpieczne w skutkach konsekwencje. Dlatego tak ważne jest możliwie jak najszybsze wykrycie choroby: kiedy wiemy, co nam dolega, okresowe badania oraz codzienne przyjmowanie hormonów pozwala utrzymać Pana Hashimoto w ryzach. Gorzej, jeśli przez wiele lat żyliśmy w nieświadomości, a niedoczynność tarczycy zdążyła zebrać obfite żniwo w naszym organizmie…

Tutaj dowiesz się więcej na temat przyczyn i objawów choroby Hashimoto!

Życie z niezdiagnozowanym Hashimoto: przypadek mojej mamy

Choroba Hashimoto i spowodowana nią niedoczynność tarczycy mogą dawać wiele niespecyficznych objawów, które lekarze dość łatwo przypisują innym schorzeniom. Jeśli los się do nas uśmiechnie, trafimy na specjalistę będącego w stanie połączyć nasze symptomy w całość i skierować nas na badania tarczycy. Niestety, zbyt wielu pacjentów przez lata odwiedza kolejnych lekarzy, którzy nie potrafią postawić właściwej diagnozy…

Tak właśnie wygląda historia mojej mamy. Odkąd tylko pamiętam, cierpiała na liczne problemy zdrowotne. Nieustannie dawały jej się we znaki słaba odporność, niedokrwistość, podwyższony cholesterol, ciągłe uczucie zimna, zmęczenie, nerwowość, nadciśnienie… A jakby tego było mało, pojawiały się codzienne zaburzenia trawienne, wypadanie włosów, bóle serca, głowy, stawów i kości.

Niepodobna zliczyć specjalistów, których mama odwiedziła. Gastrolodzy zapisywali tabletki, które oczywiście nie pomagały. Badania niemal nie wykazywały nieprawidłowości, zaś przyczyny zaparć upatrywano się w nadmiernie „skręconej” okrężnicy. Ciągłe uczucie zimna też nie zaniepokoiło lekarzy – jeden z nich stwierdził: „Bo jest pani za chuda!”. Na bóle serca i stawów oczywiście zaordynowano leki. Część symptomów zignorowano, stwierdzając, że mama je wymyśla (jeden z lekarzy podobno zapisał nawet w karcie „symulant”).

Kilka lat temu lekarz pierwszego kontaktu w końcu zlecił badanie TSH. Wynik wyniósł ponad 10 mU/l. Od tego czasu mama leczyła się u endokrynologa, który zapisał Euthyrox. I dopiero półtora roku temu, na naszą wyraźną prośbę, zostało wykonane badanie przeciwciał. Wynik anty-TPO – ponad tysiąc (norma to 34). Pan Hashimoto właśnie się ujawnił.

Oczywiście leczenie się nie zmieniło, wciąż jedynym zaleceniem pozostało codzienne przyjmowanie syntetycznego hormonu tarczycy. Zachęciłam jednak mamę do próby zmiany diety na bezglutenową i bezmleczną – i pomogło. Nękające ją od wielu lat problemy trawienne niemal całkowicie ustały, podobnie jak bóle stawów. Żadne tabletki nie przyniosły tak spektakularnych efektów.

Mamy wiele powodów by przypuszczać, że także moja babcia cierpiała na chorobę Hashimoto. W pewnym momencie życia bardzo przytyła, męczyło ją nadciśnienie i problemy z sercem. Babcia zmarła młodo, nie dożyła nawet sześćdziesięciu lat. Niestety, w czasach PRL-u i przy braku Internetu pacjent miał nikłe szanse na uzyskanie diagnozy Hashimoto.

Zdaję sobie sprawę, że zawód lekarza należy do jednego z najtrudniejszych. Wiem także, że każdemu zdarza się popełniać błędy – tyle że pomyłki specjalistów mogą kosztować zdrowie, a nawet życie pacjenta. Dlatego jeśli macie wątpliwości co do diagnozy lub zastosowanego leczenia – skonsultujcie się z innym lekarzem!

Czarny scenariusz

Nieleczona przez wiele lat choroba Hashimoto jest w stanie spowodować liczne komplikacje zdrowotne: podwyższony poziom cholesterolu, łagodne nadciśnienie, niewydolność serca, depresję, zaburzenia intelektualne, niedobór żelaza, problemy z oddychaniem i nerkami, jaskrę, bóle głowy, sztywność stawów, bezpłodność… Oczywiście te symptomy mogą wiązać się ze wcześniejszym zgonem, aczkolwiek niestety nie znalazłam badań pokazujących, o ile procent wzrasta prawdopodobieństwo śmierci w przypadku nieleczonej choroby autoimmunologicznej.

Byśmy w pełni sobie uświadomili, jak tragiczne może być życie niewłaściwie zdiagnozowanego pacjenta, pozwolę sobie przytoczyć historię mamy Zuzanny, jednej z czytelniczek bloga. Chciałabym jej serdecznie podziękować za zgodę na opublikowanie tych tragicznych dla niej przeżyć. Zuzanna cierpi na chorobę Hashimoto i już od ponad roku jest na diecie bezglutenowej i bezmlecznej:

„W mojej rodzinie występują choroby tarczycy. Moja mama miała wole, guzki tarczycowe i TSH prawie 2,9. Miała początki cukrzycy, depresję, problemy z pamięcią, chroniczne zmęczenie, chore serce, potworne problemy ze stawami i kręgosłupem (była zakwalifikowana do implantacji tytanem kręgów lędźwiowych, a za 10 lat chirurdzy wróżyli jej wózek inwalidzki), tyła z powietrza, miała słabą odporność i wiele innych schorzeń. Zmarła prawie rok temu w wieku 52 lat, popełniła samobójstwo, bo oprócz depresji padła ofiarą mobbingu w pracy, a w ostatnich dniach jej życia fizycznie była wrakiem człowieka. Do którego lekarza by nie poszła, to każdy jej mówił, że to od otyłości te wszystkie jej choroby…. Nawet na prywatnych wizytach u sław neurochirurgii i ortopedii też dawali taki argument, zamiast zająć się jej tarczycą… Po śmierci mamy, jak zebraliśmy po kilku miesiącach różne wyniki badań, które miała, wyszło u niej łącznie około 20 przewlekłych schorzeń.

Leczyła się u tych samych endokrynologów, co i ja, które też jej nie chciały podawać hormonu tarczycowego. Dodam, że mama nie chciała przejść na tę dietę, którą ja stosuję z zalecenia lekarza: bezglutenową i beznabiałową.

My się jakoś już zbieramy z bratem, wracamy do normalności”.

Część lekarzy nie wdraża leczenia, bo wynik „mieści się w normie”. Historia Zuzanny pokazuje, że nie tylko na wynik powinno się patrzeć, a na pacjenta i jego symptomy. Zostało już udowodnione, że profilaktyczne włączenie hormonu tarczycy może przynieść wiele korzyści w przypadku schorzeń z autoagresji. Wyniki badań niemieckich naukowców pokazały, że zapobiegawcze leczenie syntetycznym T4 spowodowało zdecydowanie wolniejszy rozwój choroby autoimmunologicznej. W badaniu brały udział osoby, których wyniki znajdowały się z laboratoryjnej normie i trwały rok. Po tym czasie porównano wyniki osób leczonych i nieleczonych: osoby przyjmujące syntetyczny hormon miały wyraźnie niższy poziom przeciwciał i limfocytów.

                    Badajmy się i leczmy – nie tylko dla naszego dobra, ale i dla dobra naszych bliskich.

Niedoczynność tarczycy? A może to Hashimoto?

Jeśli została już u Was stwierdzona niedoczynność tarczycy, koniecznie przebadajcie się pod kątem Hashimoto! Szacuje się, że 80% przypadków niedoczynności ma podłoże autoimmunologiczne. By wiarygodnie ocenić funkcjonowanie tego gruczołu, należy wykonać poniższe badania:

TSH, FT3*, FT4

anty-TPO, anty-TG

USG tarczycy

* U niektórych pacjentów wskazane byłoby także badanie rT3 (odwrócona trójjodotyronina), w Polsce bardzo słabo dostępne, które pokazuje efektywność konwersji T3 do T4.

Dzięki nim zyskamy niezakłamany obraz stanu zdrowia naszej tarczycy. Pamiętajcie, że samo TSH to zdecydowanie za mało! Niestety, wielu lekarzy opiera leczenie wyłącznie na tym wyniku – zapewne z powodu oszczędności. Fenomenem pozostanie też dla mnie niechęć lekarzy do badania przeciwciał. Dlatego część chorych musi wykonywać badania prywatnie, co oczywiście kosztuje i na co nie każdego stać.

Pamiętajmy, że nawet jeśli wynik TSH mieści się w normie, już możemy chorować (lub zachorujemy w przyszłości) na niedoczynność tarczycy! W jednym z brytyjskich badań przez ponad 20 lat obserwowano grupę 2779 osób:  wynik TSH wynoszący ponad 2 mU/l przy pierwszym badaniu podwyższał prawdopodobieństwo wystąpienia niedoczynności tarczycy w przyszłości! Co więcej, prawdopodobieństwo to było jeszcze większe, jeśli takiemu wynikowi towarzyszyła obecność przeciwciał.  

Jaki z tego wszystkiego płynie wniosek? Jeśli czujesz się źle, Twoje TSH wynosi ponad 2, a lekarz odmawia leczenia – poszukaj innego specjalisty.

Nieleczony pacjent – drogi pacjent

Objawy takie jak zmęczenie, ciągłe poczucie zimna, podwyższony cholesterol i tycie powinny motywować lekarzy do kierowania na badania tarczycy. To naprawdę ważne: nawet jeśli dziś my, podatnicy, zaoszczędzimy kilkanaście złotych na badaniach wiecznie marznącego i przemęczonego pacjenta, może się okazać, że za kilka lat taka niezdiagnozowana osoba będzie nas kosztować setki, a nawet tysiące złotych!

Pieniądze są jednak w tym wypadku kwestią drugorzędną. Nieleczona niedoczynność tarczycy jest w stanie zamienić życie chorego i jego rodziny w prawdziwą udrękę. Dlatego badajmy się i przyjmujmy leki. Dla dobra siebie i naszych bliskich.

A w wolnej chwili zajrzyjcie na jaskiniowy facebook!

                                                                                   ***

P.S Pamiętajcie: schorzeń tarczycy nie wolno ignorować! Ważne jest regularne przyjmowanie syntetycznej wersji tyroksyny zależne od wyników badań (niektórzy lekarze zalecają także syntetyczną trójjodotyroninę). Oczywiście wielu wypadkach pomógłby zapewne naturalny hormon, produkowany ze świńskiej tarczycy – niestety, nie jest on jeszcze w Polsce powszechny.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Hashimoto i emocje

Choroba Hashimoto jest wypadkową wielu zmiennych: złej diety, antybiotykoterapii, obciążeń genetycznych, zakażeń pasożytami, zaburzeń flory bakteryjnej jelit… Teoretycznie więc odpowiednia dawka hormonu, prowadzenie zdrowego stylu życia oraz odpowiednie suplementy powinny utrzymać chorobę w ryzach. Niestety, nie zawsze się to udaje. Nie da się uleczyć ciała, zapominając o psychice [źródło].

Przeciwciała przeciwtarczycowe a zaburzenia nastroju

„Wszystkie choroby powstają w umyśle”, twierdzi Joseph Murphy, autor książki „Potęga podświadomości”. Można się oczywiście z takim podejściem nie zgadzać, jednak znajduje ono coraz szersze potwierdzenie w nauce. Nasze podejście do życia, stosunek do przeszłości i przyszłości oraz odczuwane emocje wywierają niebagatelny wpływ na stan organizmu. Dysponujemy chociażby licznymi badaniami ukazującymi, w jaki sposób chroniczna złość przyczynia się do powstawania wielu powszechnie spotykanych dziś schorzeń [źródło].

Hashimoto należy do grupy chorób autoagresywnych, w wyniku której ciało niszczy samo siebie. A może nasz organizm jedynie odzwierciedla to, co kryje się w naszym umyśle? „Człowiek jest tym, o czym myśli przez cały dzień” (Ralph Waldo Emerson). Czyżbyśmy więc poprzez ciągły negatywizm dawali ciału sygnał do rozpoczęcia autodestrukcji?… A może to choroba wywołuje w nas gonitwę destruktywnych myśli?…

Istnieje wiele hipotez łączących obecność przeciwciał przeciwtarczycowych z różnymi formami zaburzeń nastroju, takimi jak depresja atypowa, depresja poporodowa czy depresja menopauzalna. Badania z 2016 roku pokazały, że przeciwciała mogą być markerami zaburzeń autoimmunologicznych oddziałujących na mózg oraz wykazały ich związek z zaburzeniami afektywnymi dwubiegunowymi [źródło]. Dwa lata wcześniej, w 2014 roku, poddano obserwacji osoby cierpiące na Hashimoto z wynikiem TSH mieszczącym się w normie, jednak z obecnymi przeciwciałami. Wyniki pokazały, że w porównaniu z grupą kontrolną wykazywali oni znacząco wyższą podatność na depresję, zaburzenia lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne [źródło]! 

Mam nadzieję, że w przyszłości przeprowadzone zostaną także badania odpowiadające na pytanie, w jakim stopniu odpowiednia dieta może wpłynąć na obniżenie przeciwciał, a tym samym zmniejszyć ryzyko wystąpienia depresji i zaburzeń nastroju. To niezwykle ekscytujące, jak wiele jest jeszcze do odkrycia!

Smutek i depresja mogą wiązać się z chorobą Hashimoto. Gdy nie radzisz sobie z destruktywnymi emocjami, nie wahaj się poprosić o pomoc!  

Teoria a praktyka, czyli jak okiełznać Hashimocje

Kiedy patrzę na swoje życie z perspektywy przeżytych 25 lat, wyraźnie dostrzegam związek między Hashimoto a moimi wahaniami nastroju i doświadczonymi dwukrotnie stanami depresyjnymi. To niezwykła ulga znaleźć w końcu odpowiedź na pytanie, czemu tak często gnębiły mnie nawracające negatywne myśli! Nagle wszystko się zgadza: stres prowadził do zaostrzenia choroby i (zapewne) wzmożonej produkcji przeciwciał, co skutkowało atakami smutku, z którymi nie potrafiłam sobie poradzić.

Chciałabym Was jednak uspokoić: Hashimoto nie zawsze wiąże się z obniżeniem nastroju, a każdy przypadek jest inny. Dzięki internetowym grupom wsparcia można poznać osoby, którym choroba niemal nie daje się we znaki. Pamiętajmy jednak, by mimo to nie negować uciążliwych objawów innych pacjentów. Ku mojemu przerażeniu, na forach czasem można natrafić na komentarze bardzo uszczypliwe i złośliwe. A przecież gdy cieszymy się dobrym samopoczuciem, często trudno w pełni zrozumieć nam osoby pogrążone w depresji. „Wystarczy się zebrać do pracy i chandra minie!”, myślimy. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że gdy przeżywamy załamanie, absolutnie nic nie jest w stanie nas zmotywować do działania. Wszystko wydaje się czarne i pozbawione nadziei. Z wielkim trudem wstajemy z łóżka i pragniemy, by dzień już się skończył. Do tego ciągle odczuwamy zmęczenie i senność i ten przerażający smutek…

Dla osoby przeżywającej stany depresyjne nie ma nic bardziej frustrującego od uwag najbliższych, teoretycznie mających nas pokrzepić: „Zobacz, inni mają gorzej”; „Czym się martwisz, przecież są ludzie bez rąk i nóg i jakoś żyją…”. Załamanie nastroju sprawia, że skupiamy się tylko na sobie i na swoim cierpieniu. Inni mogą nie istnieć. Logiczne nawet porady wydają nam się niemożliwe do zrealizowania.

Czy da się z tego wyjść? Oczywiście! Potrzebne jest mocne postanowienie: „Chcę to przerwać”, za którym pójdzie aktywne szukanie pomocy. W okresach depresji możemy potrzebować zwiększenia dawki hormonu oraz suplementacji magnezem i witaminą D, wykonajmy zatem odpowiednie badania i zgłośmy się do lekarza. W miarę możliwości należy także odciąć główne źródło stresu i skorzystać z pomocy terapeuty lub psychologa. Konieczne jest także wyrobienie w sobie nawyku codziennej aktywności fizycznej, za wszelką cenę. Liczne badania pokazują, że ruch bardzo skutecznie poprawia nastrój i zmniejsza niepokój [źródło]. Dla mnie kluczowa okazała się również zmiana diety, która dała mi nadzieję i motywację do pracy. Zamiast skupiać się na sobie, zaczęłam pisać dla innych. Pomagając bliźnim, pomagamy sobie. Dlatego na przykład podjęcie wolontariatu może mieć wysoką wartość terapeutyczną.

Jeśli przeżywasz właśnie załamanie i nie widzisz dla siebie żadnej nadziei, zdradzę Ci jedno: tylko Ty dysponujesz wystarczającą mocą, by wyjść z tego stanu. Smutek sam na pewno nie minie. Wiem, że jakiekolwiek działanie wydaje Ci się obecnie trudne, o ile nie niemożliwe, ale po prostu zacznij. Powoli, małymi kroczkami, wrócisz do pełni sił.

Prewencja dla psychiki

Hashimoto da się okiełznać, podobnie jak nękające nas destrukcyjne emocje. Podstawa to oczywiście dobra i zróżnicowana dieta oraz aktywność fizyczna. Musimy jednak pamiętać, że te działania nie przyniosą pożądanych efektów, gdy nie zadbamy o higienę psychiczną.

Jak to zrobić? Kochając siebie. I nie mam tu na myśli miłości narcystycznej, a jedynie zdrowe i pełne szacunku podejście do własnego ciała i ducha. Zamiast nieustannie się krytykować, zacznijmy chwalić własne osiągnięcia. Nie rozpamiętujmy ciągle tego, co było, a skupmy się na działaniu tu i teraz. Stałe zamartwianie zastąpmy snuciem planów pełnych nadziei. W miarę możliwości wybierajmy ludzi, miejsca, filmy, muzykę, książki i ubrania, które pozytywnie na nas oddziałują. Dbajmy o swoje potrzeby i rozwijamy własne zainteresowania.

Zawsze zachęcam Was również do szukania pomocy u specjalisty. Terapia jest doświadczeniem niezwykle oczyszczającym i śmiało mogę Wam ją polecić. Do tego warto sięgnąć po książki takie jak „Potęga podświadomości” Josepha Murphy’ego czy „Możesz uzdrowić swoje życie” Louise L. Hay.

Wiem, że uzdrawianie własnej psychiki na początku może wydać się trudne, a nawet nieosiągalne. To jednak praca, którą wykonujemy dla siebie i dla własnego dobrego samopoczucia. Dlatego warto włożyć w nią jak najwięcej wysiłku. „Czując się zdrowymi, tworzymy zdrowie; czując się bogatymi, bogacimy się. A ty jak się czujesz?” (Joseph Murphy).

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Dieta w Hashimoto: Tak, tylko która?

Coraz więcej mówi się o znaczeniu diety w chorobie Hashimoto. Tylko jaka to powinna być dieta? Część specjalistów sugeruje odrzucenie glutenu i nabiału, inni zaś polecają styl życia paleo, czyli rezygnację ze wszystkich ziaren. Niektórzy zachwalają wegetarianizm, a są nawet i tacy, którzy za najlepszą dietę uznają… brak diety. Kto ma rację i komu powinniśmy zaufać? 

Hashimoto? Możesz jeść wszystko!

Pacjenci cierpiący na chorobę Hashimoto są podzieleni na dwa przeciwstawne obozy – jedni uważają wszelkie diety za zupełnie zbędne, zaś inni uznają konieczność odrzucenia glutenu, nabiału i nierzadko wielu innych pokarmów. Moje dotychczasowe doświadczenia pozwalają mi zrozumieć racje obu stron.

Hashimoto jest chorobą niezwykle specyficzną. W wielu wypadkach może nie dawać niemal żadnych objawów, zwłaszcza jeśli w odpowiednim czasie zostanie wprowadzone leczenie syntetycznym lub naturalnym hormonem tarczycy. Dzięki temu pacjent czuje się zdrowo i najczęściej nie odczuwa potrzeby wprowadzenia zmian w swoim trybie życia. Sama przez większość życia moją chorobę postrzegałam właśnie w taki sposób: poza problemami trawiennymi, których z Hashimoto nie wiązałam, zupełnie nic mi nie dolegało… Pamiętam, że gdy pierwszy raz natknęłam się na wzmiankę o diecie bezglutenowej, pomyślałam: „To bez sensu, jak niby chleb może szkodzić?”.

W pewnym momencie sielanka się skończyła. Ogromny stres oraz nieodpowiednia dieta wyzwoliły rzut choroby, czyli okres zaostrzenia objawów. Pojawiła się depresja, bóle stawów, ciągłe zmęczenie, absolutny brak motywacji… Wtedy też zaczęłam czytać o znaczeniu odpowiedniego stylu życia w chorobie Hashimoto i uznałam, że to moja ostatnia nadzieja. Zmiana diety nie była łatwa, ale okazała się niezwykle pomocna.

Moje doświadczenia nie pozwalają mi wierzyć lekarzom twierdzącym, że w chorobie Hashimoto „można jeść wszystko”. Nawet jeśli czujemy się zdrowo, nasza tarczyca jest niszczona przez przeciwciała, co stanowi nieustanny stres dla organizmu. Wszystko ma jednak swoje granice i ciało może powiedzieć „dość”, a wówczas pan Hashimoto pokaże nam, co potrafi… Na szczęście dzięki zmianie diety możemy znacząco ograniczyć stan zapalny i zapobiec ewentualnemu rzutowi choroby. Lepiej dmuchać na zimne. Przecież jesteśmy tym, co jemy.

Dlaczego dieta jest tak ważna?

Choroby autoagresywne, takie jak Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów czy cukrzyca typu I, wiążą się w wadliwą pracą układu immunologicznego, który w pewnym momencie zaczyna postrzegać własne tkanki jak wrogów. Należy pamiętać, że około 80% naszej odporności kryje się w jelitach i właśnie dlatego w przypadku wyżej wymienionych chorób tak ważne jest zadbanie o jak najlepszą ich kondycję.

Celem diety w chorobach autoimmunologicznych jest wyeliminowanie pokarmów, które mogą podrażniać jelita, wzmagać stan zapalny i wywoływać reakcję układu odpornościowego. Zalicza się do nich przede wszystkim gluten i nabiał, o których więcej przeczytacie [tutaj]. Także inne pokarmy, takie jak zboża, rośliny strączkowe czy psiankowate, bywają dla chorych problematyczne. Niedawno poświęciłam im dość obszerny artykuł [klik!].

Wiem, że na początku ilość potencjalnie szkodliwych dla nas pokarmów może okazać się frustrująca. Przecież zboża, ziemniaki czy pomidory jedzą wszyscy! U osób z pewnymi predyspozycjami genetycznymi powodują one jednak reakcję immunologiczną. Dlaczego tak się dzieje? Każde żywe stworzenie żyjące na Ziemi musi bronić się przed szkodnikami czy nieprzychylnymi warunkami atmosferycznymi. Dla zwierząt nie stanowi to problemu, gdyż mogą poruszać się i uciekać. Rośliny natomiast przytwierdzone są na stałe do podłoża… Z tej przyczyny w toku ewolucji wyprodukowały liczne substancje, które mają ochronić je przed atakami z zewnątrz, a więc także i przed ludźmi. Każde stworzenie na Ziemi dąży do przetrwania i podobnie ma się rzecz z roślinami – one najczęściej nie chcą być zjedzone*. Jedne gatunki pokazują to bardzo wyraźnie, zaś inne w znacznie subtelniejszy sposób. Więcej na ten temat przeczytacie w książce „Zmysłowe życie roślin” Daniela Chamowitza (polecam!).

Związki, które mogą okazać się kłopotliwe, to między innymi lektyny, występujące głównie w zbożach i roślinach strączkowych oraz alkaloidy, wytwarzane przez rośliny psiankowate.

* Trochę inaczej ma się sprawa z owocami, którym wręcz zależy na tym, byśmy je zjedli i rozprowadzili po świecie nasiona… Ale to już temat na inny artykuł.

Jeszcze dwa lata w życiu bym nie pomyślała, że pomidory mogą wywoływać u mnie alergię, a ziemniaki bóle stawów. Wiedza jest błogosławieństwem!

Dieta, owszem, tylko która?

Wiem, że na początku bardzo liczne i nierzadko sprzeczne zalecenia mogą zniechęcić do stosowania jakiejkolwiek diety. Jeśli jednak Wasze samopoczucie jest dalekie od ideału, a wyniki pozostawiają wiele do życzenia – nie rezygnujcie! Na początek polecam udać się do dietetyka, który stworzy optymalne dla Was zalecenia. Na szczęście specjalistów zajmujących się chorobami autoimmunologicznymi jest coraz więcej. Niezwykle użyteczną ich listę stworzyła Anita, autorka wspaniałego blogu Alpacasquare. Zerknijcie [tutaj]. W poprzednim artykule wspominałam Wam również o testach na nietolerancje pokarmowe i o diecie eliminacyjnej. Ich wyniki bardzo ułatwiają planowanie zmian w odżywianiu.

A tymczasem przeanalizujmy wspólnie wszystkie za i przeciw stosowania różnych diet.

1. Dieta bezglutenowa i bezmleczna

Zdecydowany faworyt wśród zaleceń dietetycznych. Najczęściej już eliminacja tych dwóch składników wystarczy, by pacjent poczuł się lepiej. I nie ma w tym nic dziwnego: gluten przyczynia się do rozszczelnienia jelit, zaś mleko często wywołuje reakcję układu odpornościowego. Oczywiście poprawa samopoczucia nie zawsze jest natychmiastowa, a u niektórych osób odrzucenie glutenu może przynieść nawet pogorszenie. O możliwych przyczynach tego zjawiska przeczytacie [tutaj].

By dieta bezglutenowa zadziałała prawidłowo, konieczne jest dobre jej zaplanowanie. Większość gotowych produktów oznaczonych przekreślonym kłosem ma, niestety, dość nieprzyjazny jelitom skład. Na szczęście można sobie łatwo poradzić bez nich – użyteczny poradnik znajdziecie [tutaj].

Obecnie i ja stosuję tę dietę i dostosowałam ją do swoich potrzeb, biorąc pod uwagę kilka zaleceń paleo. Z ziaren jem jedynie ryż, grykę i czasem proso, starając się zawsze je uprzednio namaczać. Orzechy i rośliny strączkowe jadam okazyjnie, gdyż w większych ilościach mi nie służą.

2. Protokół autoimmunologiczny

Ponad półtora roku temu rozpoczęłam swoje dietetyczne przygody poprzez wyeliminowanie glutenu z diety. Na tym jednak nie poprzestałam. Czułam się naprawdę źle, co motywowało mnie do kolejnych zmian. Po upływie ponad miesiąca przeszłam na protokół autoimmunologiczny – bardzo restrykcyjną dietę, która wyklucza wszystkie pokarmy potencjalnie podrażniające układ odpornościowy, takie jak zboża, orzechy, pestki, rośliny strączkowe i psiankowate [źródło].

Jestem zdania, że protokół jest dietą trudną, ale na chwilę obecną to jedna z najskuteczniejszych opcji. Dzięki niemu zniknęły u mnie: alergia, kichanie, bóle stawów, serca i tarczycy (tak, tarczyca też może boleć!), a nawet opryszczka, która przed dietą pojawiała się regularnie co trzy miesiące! Niestety, popełniłam również kilka błędów – jadłam chociażby zbyt mało węglowodanów, przez co bardzo schudłam. Dlatego przed rozpoczęciem protokołu zachęcam Was do konsultacji dietetycznej i lekarskiej, dzięki którym powinniście uniknąć pomyłek. Bardzo ważna jest także autoedukacja. Na szczęście Internet obfituje w wiele użytecznych źródeł. Polecam Wam chociażby naszpikowaną informacjami stronę Grzegorza PaleoSMAK.

Warto pamiętać, że protokół autoimmunologiczny jest opcją, a nie koniecznością. Patrząc przez pryzmat moich doświadczeń, polecałabym go szczególnie osobom nękanym przez kilka chorób autoimmunologicznych, lub uskarżającym się na wiele przykrych objawów Hashimoto, takich jak bóle stawów, problemy trawienne czy insulinooporność. Mimo to nie we wszystkich przypadkach tak drastyczna dieta musi być konieczna.

Samo przejście na protokół nie gwarantuje sukcesu – nasze ciała mają różną zdolność regeneracji, a i może się okazać, że źle reagujemy na pokarm teoretycznie na diecie dozwolony [źródło]. Dlatego istotnym elementem tej zmiany jest nieustanna samoobserwacja. Ważna uwaga: protokół stosujemy tylko przez pewien okres, po upływie którego ponownie próbujemy włączyć do diety kłopotliwe pokarmy. Wkrótce pojawi się na blogu obszerny artykuł na ten temat.

3. Dieta paleo

Włączanie kolejnych pokarmów po zakończeniu protokołu autoimmunologicznego najczęściej skutkuje przejściem (na pewien czas lub na dłużej) na dietę paleo. Wyklucza ona ziarna, wszystkie produkty rafinowane i najczęściej także nabiał [źródło]. Jej podstawą są pokarmy o wysokiej wartości odżywczej, pochodzące z jak najlepszych upraw i hodowli, takie jak mięso, jaja, warzywa, owoce, surowy miód.

Dieta paleo jest moim zdaniem sposobem życia godnym uwagi, zwłaszcza jeśli dysponujemy dostępem do sprawdzonych źródeł żywności. Mimo to nie jest ona wolna od wad, chociażby bardzo dyskusyjna jest w jej wypadku kwestia spożycia węglowodanów. Więcej na ten temat przeczytacie na blogu Live the Nature [klik!]. W moim wypadku wersja wysokotłuszczowa paleo nie sprawdziła się. Oczywiście każdy z nas jest inny i całkiem możliwe, że mój organizm gorzej trawi tłuszcze i białka. Po włączeniu do diety większej ilości węglowodanów poczułam przypływ sił. Dlatego zachęcam każdego do obserwowania swoich reakcji – jeśli dana dieta przez dłuższy czas nie przynosi pożądanych rezultatów, być może po prostu nie jest dla nas stworzona. I nie ma w tym nic złego.

Dieta paleo kładzie nacisk nie na ilość, a na jakość.

4. Dieta dr Dąbrowskiej / Post Daniela

Dietę tę stosuje się przez okres od kilku dni do kilku tygodni. Jest ona oparta na warzywach nisko skrobiowych, takich jak na przykład: korzeniowe, kapustne, cebulowe, dyniowate, psiankowate, liściaste. „Równocześnie można spożywać niskocukrowe owoce takie jak: jabłka, grejpfruty, cytryny i nieduże ilości jagód. Szczególnie cenne są zielone soki, które pochodzą z zielonych pędów roślin” [źródło].

Zadaniem diety dr Dąbrowskiej jest oczyszczenie organizmu z toksyn oraz wzmocnienie układu odpornościowego, nerwowego i hormonalnego. Osobiście nie miałam z Postem Daniela do czynienia, jednak czytałam relacje osób zachwyconych jego rezultatami. Zdarza się też, że ta dieta pomaga osobom, dla których nieskuteczny okazał się protokół autoimmunologiczny.

Post Daniela najlepiej stosować latem, kiedy dostęp do warzyw i owoców jest niemal nieograniczony. Zanim go jednak rozpoczniecie, skonsultujcie się z lekarzem lub dietetykiem – dieta dr Dąbrowskiej wyklucza tłuszcz, co uniemożliwia wchłanianie witamin A, D, E i K i w dłuższej perspektywie może okazać się szkodliwe.

5. Dieta wegetariańska/wegańska/witariańska

Część chorych z przyczyn ideologicznych rezygnuje z jedzenia mięsa, ryb, a nawet produktów pochodzenia zwierzęcego. Oczywiście niektórzy specjaliści otwarcie mówią o wadach takiego stylu odżywiania i podkreślają, że białko zwierzęce jest dla nas najlepszym budulcem. Poza tym problem stanowi zbyt mała ilość kwasów tłuszczowych Omega-3, a także wysokie spożycie ziaren i roślin strączkowych (lektyny!) w dietach wegetariańskiej i wegańskiej. Warto także pamiętać, że produkty pochodzenia zwierzęcego są jedynym źródłem gotowej witaminy A i D. Problematyczne na tych dietach są także niedobory witaminy B12… Więcej na ten temat przeczytacie w książce dr Terry Wahls na stronach 158-165.

Oczywiście najbardziej szkodliwe dla pacjenta  mogą się okazać niechęć i wstręt, z którymi jadłby produkty niezgodne z własnymi poglądami. Dlatego jestem zdania, że przekonywanie kogoś do zmiany diety wbrew jego woli to pewna forma przemocy. Tak, możemy dysponować licznymi argumentami udowadniającymi zalety jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego, ale co z tego? I tak każdy postąpi w zgodzie ze swoim sumieniem i przekonaniami, o czym pisałam [tutaj].

Pozwolę sobie jednak nadmienić, że gdy mimo stosowania jednej z wymienionych powyżej diet czujesz się osłabiony, zmęczony, a Twoja odporność pozostawia wiele do życzenia – nie trwaj przy niej z uporem maniaka. Mimo wszystko nasze zdrowie jest ważniejsze od ideologii.

6. Dieta wysokotłuszczowa/dieta dra Kwaśniewskiego

Osoby cierpiące na niedoczynność tarczycy przeważnie źle czują się na dietach niskowęglowodanowych, gdyż cukry są potrzebne w przemianie nieaktywnej formy hormonu T4 do jego formy aktywnej, czyli T3 [źródło]. Niemniej jednak można znaleźć osoby, którym dieta wysokotłuszczowa pomaga, zwłaszcza jeśli zdiagnozowano u nich insulinooporność lub cukrzycę. Chociaż w moim wypadku dieta wysokotłuszczowa się nie sprawdziła, pozwoliła mi na zmianę poglądów i zrozumienie, że tłuszczów nie wolno się bać. Bardzo ciekawa okazała się też lektura książki dra Kwaśniewskiego, dzięki której w pełni doceniłam żółtka jaj. Mimo to dla części osób wadą diety dra Kwaśniewskiego jest zalecany w niej nabiał. W przypadku choroby Hashimoto wielu pacjentów mleka po prostu nie toleruje.

Żółtka jaj pochodzące od wolnych i szczęśliwych kur to jedno z najlepszych źródeł witamin i minerałów. Uwaga, niestety część chorych na Hashimoto może jajek nie tolerować.

Po ponad półtora roku moich przygód dietetycznych mogę powiedzieć Wam jedno: zmiana stylu odżywiania to droga wyboista, na której zapewne popełnicie błędy. Warto jednak rozpocząć tę wędrówkę, gdyż umożliwia ona poznanie swojego ciała i odkrycie, co mu szkodzi. A jeśli czujemy, że nie jesteśmy na właściwej ścieżce, wybierzmy inną. Pamiętajmy, dieta to nie religia, zawsze można ją zmienić. I nie próbujmy też na siłę nawracać innych! Ja chociażby na samym początku naczytałam się tak wiele na temat szkodliwości większości pokarmów, że jadłam niewiele i z ciągłym lękiem oraz patrzyłam z trwogą na osoby jedzące gluten. A przecież nie o to chodzi. Eksperymentujmy, obserwujmy, uczmy się. Istnieje wiele diet i wielu ludzi i to, co sprawdza się w naszym wypadku, niekoniecznie pomoże innej osobie. Na łamach tego blogu nie kwestionuję skuteczności żadnego stylu odżywiania, a jedynie dzielę się tym, co działa u mnie. Warto też pamiętać, że absolutnie każdą dietę należy wesprzeć odpowiednią ilością snu, wysiłkiem fizycznym i zdrowym podejściem do stresu.

Wiem, że początki naszej edukacji dietetycznej bywają trudne i dlatego zachowujmy umiar tylko tam, gdzie możemy. Jeśli już zdecydowaliśmy się na dietę bezglutenową i bezmleczną – trzymajmy się jej bez wyjątków przez co najmniej miesiąc, by móc obiektywnie ocenić jej skutki. Po okresie eliminacji lub protokołu autoimmunologicznego większość wykluczonych pokarmów nie powinna okazać się dla nas szkodliwa, choć oczywiście jedzona w rozsądnych ilościach. Sami zaobserwujecie, co i jak na Was działa: ja na przykład wiem, że ziemniaki w większych ilościach powodują u mnie bóle stawów, a pomidory kichanie.

Jest jeszcze jedna kwestia – wiara w to, co dla nas dobre. Czasem to nie sam pokarm może zaszkodzić, a nasze do niego podejście. Jeśli boimy się śladowych ilości glutenu, a nie mamy pewności co do czystości zupy zaserwowanej u cioci – całkiem możliwe, że złe samopoczucie wywoła nie gluten, a stres spowodowany jego potencjalną obecnością. Kiedy jesteś absolutnie pewien, że coś jest dla Ciebie szkodliwe, lepiej tego nie jedz.

Czy każdy chory na Hashimoto powinien zmienić dietę? Wiem, że nawet jeśli odpowiem twierdząco, nie wszyscy z Was będą na taką zmianę gotowi. Przytoczę jednak historię pewnej pacjentki opisaną w książce dr Sarah Ballantyne: u dość młodej kobiety zdiagnozowano stwardnienie rozsiane. Krótko po diagnozie natknęła się na informacje o konieczności stosowania diety i pomyślała: „Nigdy w życiu! Wolę przestać chodzić, niż nie jeść chleba!”. Po roku choroba rozwinęła się na tyle, że dziewczyna rzeczywiście straciła władzę w nogach. Wtedy z wielką chęcią i nadzieją porzuciła chleb, nabiał i wszystkie ziarna, dzięki czemu zaczęła ponownie chodzić i poczuła się znacznie lepiej.

Jeśli chorujesz na Hashimoto, ale czujesz się dobrze, życzę Ci z całego serca, by nigdy się to nie zmieniło. Jeśli jednak w pewnym momencie zaczną Cię gnębić przykre objawy, pamiętaj, że odpowiednia dieta może znacząco poprawić Twój stan. Najczęściej doceniamy zdrowie dopiero wtedy, gdy je utracimy. Taka już jest przewrotna ta ludzka natura.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Zapraszam Was także na jaskiniowego Facebooka.

***

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę   🙂

 

Hashimoto: Czego i dlaczego nie jeść?

Przychodzi pacjent do lekarza, zadaje kilka pytań, a lekarz na to: „Znów się pani naczytała bzdur z Internetu? To proszę się leczyć u doktora Google!”. Brzmi znajomo? Niestety, część specjalistów najwyraźniej odmawia choremu prawa do zdobycia wiedzy na temat schorzenia, które go gnębi. A przecież dzięki Internetowi wiele osób szybciej uzyskało diagnozę lub znalazło praktyczne i pomocne informacje. Mimo to każdą internetową poradę zdrowotną należy traktować z pewną dozą ostrożności. W przeciwnym razie możemy wpaść w niepotrzebną panikę. A nic tak nie szkodzi zdrowiu jak stres.

Czego nie jeść w chorobie Hashimoto

Wiem, że część z Was nie ma czasu na dokładne przejrzenie wszystkich stron poświęconych diecie w chorobie Hashimoto. Dlatego postanowiłam sama przeprowadzić dokładne poszukiwania i przedstawić Wam ich wyniki w niniejszym artykule. W telegraficznym skrócie dieta pokarmów niewskazanych przy chorobie Hashimoto oparta o różne źródła wygląda następująco:

  • gluten (czyli: pszenica, żyto, jęczmień)
  • pozostałe ziarna (np. ryż, kukurydza) i pseudozboża (także amarantus, quinoa)
  • pestki (słonecznik, dynia, siemię lniane)
  • nabiał (wszystkie sery, jogurty, kefiry itd.)
  • jaja
  • cukier rafinowany i słodziki (w tym syrop glukozowo-fruktozowy)
  • rośliny strączkowe (przede wszystkim soja)
  • orzechy
  • kawa
  • rośliny psiankowate (pomidory, ziemniaki, papryka, bakłażan; także tytoń)
  • czarna i zielona herbata
  • rośliny zawierające goitrogeny (m.in. szpinak, kapusta, kalarepa, kalafior, brokuły, jarmuż, gruszki, truskawki)
  • oleje roślinne
  • ryby morskie, sól jodowana

Zaraz, Ola, Ty chyba żartujesz!? Powiedz, że to żart! Spokojnie, zaraz to wszystko przeanalizujemy.

W poszukiwaniu złotego środka

Powyższa lista może wywołać w chorym dwie reakcje: albo wzruszy ramionami i pomyśli „to jakieś bzdury”, albo przerazi się nie na żarty, nakaże rodzinie wyrzucić całą zawartość lodówki, a na widok glutenu będzie prychać z irytacją i nienawiścią. Wiem, że listy produktów niewskazanych mogą przerażać. Mnie samą także na początku wszelkie zalecenia dietetyczne bardzo zniechęciły. Dlatego należy wziąć kilka głębokich oddechów, a następnie spojrzeć na nie chłodnym okiem. Na początek każdy chory powinien odpowiedzieć sobie na najbardziej kluczowe pytanie:

Czy w ogóle chcę zmienić coś w swojej diecie?

Zakładam, że jeśli nie zaobserwowaliście żadnych przykrych objawów choroby, odpowiedź zabrzmi „NIE!”. W przypadku, gdy Wasze samopoczucie ma się nie najlepiej, możliwość zmiany diety może wydać Wam się niezwykle obiecująca. Jaka by nie była Wasza decyzja, polecam zachować umiar i zdrowy rozsądek.

Jeść czy nie jeść? Oto jest pytanie!

Czy i jak zmienić dietę?

Jeśli zdiagnozowano u nas jakąkolwiek chorobę, nie możemy udawać, że wszystko jest w absolutnym porządku. Ciało wyraźnie daje znać, iż nasz dotychczasowy tryb życia mu nie służył. Może potrzebujemy więcej snu? Może nadmiernie się stresowaliśmy? A może po prostu nasza dieta nie była odpowiednia?

Drobne modyfikacje sposobu odżywiania z pewnością wyjdą nam na zdrowie. Każdy chory skorzysta na ograniczeniu spożycia rafinowanego cukru i produktów naszpikowanych konserwantami. Jeśli jednak pociągałyby Was bardziej radykalne zmiany, polecam działać stopniowo i najlepiej pod okiem dietetyka.

Od czego w ogóle zacząć? Coraz częściej poleca się wyeliminowanie glutenu i nabiału. Mnie osobiście taka zmiana bardzo pomogła, jednak czy pomoże i Tobie – nie wiem. Z tej przyczyny zachęcałabym Was do wykonania testów na nietolerancje pokarmowe, które staną się cenną wskazówką przy planowaniu diety. Ponadto kluczowa jest samoobserwacja: jeśli po jakiś produkcie czujesz się źle, to wyraźny znak, by go nie jeść.

Należy pamiętać, że nie ma uniwersalnej diety dla każdego pacjenta z Hashimoto. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na dany pokarm. Dlatego przerażająco długie listy „Tego nie jedz!” traktujmy z pewną dozą ostrożności. Owszem, całkiem możliwe, że nasz organizm nie toleruje pewnych produktów. Jednak na pewno nie wszystkich!

Zamiast wpadać w panikę, przeanalizujmy, skąd w ogóle biorą się te zalecenia.

Hashimoto i dieta

Najpopularniejszym zaleceniem dietetycznym przy chorobie Hashimoto jest eliminacja glutenu i nabiału. Temat ten jest jednak na tyle szeroki, że poświęciłam mu niedawno osoby artykuł [klik!]. Co jednak z resztą pokarmów z czarnej listy? Oczywiście można wyeliminować wszystkie z nich na pewien czas, gdy zdecydujemy się zastosować dietę zwaną protokołem autoimmunologicznym. Gdy jednak nie interesują Was tak rygorystyczne zmiany, pozostaje tylko umiar, samoobserwacja i testy na nietolerancje pokarmowe. Wspominałam Wam także w jednym z artykułów o diecie eliminacyjnej – wyłączamy dany pokarm z diety na co najmniej trzy tygodnie – całkowicie, gdyż nawet małe ilości mogą zaburzyć wynik eksperymentu! Następnie ponownie go wprowadzamy i obserwujemy swoją reakcję. Wszelkie niepokojące objawy mogą świadczyć o nietolerancji: bóle brzucha, biegunka, zatwardzenie, swędzenie, pokrzywki, bóle głowy, migreny, kichanie, katar… Uwaga, takie symptomy mogą pojawić się nawet po kilku lub kilkunastu godzinach od spożycia posiłku!

A teraz przyjrzyjmy się parszywej dwunastce, która może, ale NIE MUSI okazać się dla chorego kłopotliwa:

1. Ziarna bezglutenowe i pseudozboża – zaleca się ich eliminację przy stosowaniu diety zwanej protokołem autoimmunologicznym. Białka poszczególnych zbóż mają budowę podobną do glutenu i dlatego mogą działać na osoby chore podobnie jak pszenica, żyto czy jęczmień. Ostatnio pojawia się jednak coraz więcej głosów mówiących, że ludzie w ogóle nie powinni jeść ziaren. Dlaczego? Zawierają one białka trudne do strawienia, które podrażniają jelita i mogą prowadzić do zwiększonego stanu zapalnego i zwiększenia ryzyka wystąpienia chorób autoimmunologicznych [1]. Sama przez dłuższy czas byłam na diecie paleo, obecnie jednak wprowadziłam do diety niektóre zboża bezglutenowe. Jestem zdania, że ziarno ziarnu nierówne. Zboża warto moczyć i fermentować, na przykład przygotowując chleb gryczany wg tego przepisu.

Zdaję sobie sprawę, że temat ziaren jest mocno kontrowersyjny i dlatego najlepiej chyba zrobić test na nietolerancje pokarmowe: może się okazać, że nie tolerujemy kukurydzy, ale grykę już tak.

[1] Wolf, Robb (2010): „PALEO dieta”. Poznań. Strona 86.

2. Rośliny strączkowe – na pewno warto znacznie ograniczyć spożycie soi (a nawet całkowicie ją wykluczyć), gdyż obfituje ona w fitoestrogeny i może zaburzać gospodarkę hormonalną. Reszta roślin – z umiarem i stosownie do reakcji. Ja zaobserwowałam przykre reakcje po fasoli oraz po fasolce szparagowej, ale po soczewicy nic mi nie jest.

3. Jajka – zależnie od wyników testów na nietolerancje pokarmowe lub diety eliminacyjnej. Co ciekawe, białka wywołują reakcję alergiczną częściej niż żółtka.

4. Rośliny psiankowate – warto ograniczyć ich spożycie lub je wyeliminować, zwłaszcza gdy cierpimy na dolegliwości stawów. Ale dlaczego w ogóle ziemniaki, pomidory i papryka mogą być dla nas szkodliwe? „Psiankowate mogą sprzyjać „wypłukiwaniu” wapnia z zębów oraz kości i odkładaniu go w tkankach, gdzie nie ma dla niego miejsca, co może mieć związek z artretyzmem, arteriosklerozą, kamieniami nerkowymi, reumatyzmem, migrenami, wysokim ciśnieniem krwi, stanami spastycznymi oskrzeli, osteoporozą, toczniem i innymi powszechnymi przypadłościami. Z doniesień wielu moich pacjentów, którzy wykluczyli psiankowate z diety, wynika, że wymienione schorzenia ustąpiły lub uległy znacznemu złagodzeniu”, pisze dr Wojciech Ozimek.

Ach, te podstępne psiankowate!

5. Kawabadania z 1998 roku pokazały, że kawa podnosi poziom cukru we krwi i dlatego osoby cierpiące na Hashimoto oraz insulinooporność lub cukrzycę powinny jej unikać. Na dodatek zdarza się, iż pacjenci z problemami trawiennymi doświadczają po kawie np. refluksu. I rzecz najważniejsza: mała czarna pobudza nadnercza do wydzielania większej ilości kortyzolu, hormonu stresu, co może nieść ze sobą przykre konsekwencje zwłaszcza w wypadku zmęczenia nadnerczy. Czyli znów zachęcam do umiaru i obserwowania własnych reakcji 🙂  

6. Cukier rafinowany i słodziki – zdecydowanie warto zrezygnować ze wszystkiego, co zawiera syrop fruktozowy, gdyż coraz więcej badań wskazuje na jego szkodliwość. Cukier rafinowany z kolei warto zastąpić miodem czy daktylami i starać się spożywać go jak najrzadziej. Tak będzie naturalniej i zdrowiej. Uwaga! Jeśli masz zdiagnozowaną insulinooporność, konieczne będzie ograniczenia spożycia węglowodanów pod okiem dietetyka.

7. Czarna i czerwona herbata – lepiej spożywać je okazyjnie, gdyż zawierają one fluor, który „może powodować stan zapalny i obumieranie komórek tarczycy, prowadząc do powstania autoimmunologicznego zapalenia tarczycy”. Okazuje się też, że herbaty tańszych marek zawierają znacznie wyższe ilości fluoru niż produkty uznanych producentów  Warto też wybierać pastę do zębów bez fluoru. 

8. Zielona herbata – dla części pacjentów może być szkodliwa, a dla innych korzystna. Wszystko zależy od kondycji naszego układu immunologicznego i od tego, które z jego ramion jest dominujące: Th1 czy Th2. Jeśli więc po zielonej herbacie czujesz się gorzej – oczywiście ogranicz jej spożycie.

9. Rośliny zawierające goitrogeny – pod wpływem wysokiej temperatury te związki zostają zneutralizowane. Co więcej, te rośliny zawierają wiele pożytecznych substancji i dlatego absolutnie nie powinniśmy ich unikać! Warto także jeść te rośliny na surowo, choć w umiarkowanych ilościach. 

10. Ryby morskie – jod budzi wiele kontrowersji w przypadku Hashimoto. Dotychczasowe badania pokazują, że dla części chorych rzeczywiście może być szkodliwy, jednak u innych może przynieść poprawę stanu zdrowia. Czyli znów najważniejsza jest obserwacja – ja na przykład po rybach morskich czuję się bardzo dobrze, co oczywiście nie oznacza, że i dla Ciebie będą one korzystne.

11. Oleje roślinneJednym z największych problemów współczesnej diety jest zaburzony stosunek kwasów tłuszczowych Omega-3 do Omega-6 powinien wynosić od 1:1 do 1:4, a tymczasem u większości osób oscyluje wokół 1:16! Kwasy tłuszczowe Omega-6 występują przede wszystkim w ziarnach, pestkach i orzechach (w oliwie z oliwek znajdziemy ich stosunkowo mało), zaś Omega-3 – w rybach morskich, tranie oraz w tłuszczu zwierząt karmionych trawą (także w jajkach kur nie karmionych paszą). A teraz niech każdy z was uczciwie policzy, ile dziennie spożywa produktów z pierwszej, a ile z drugiej grupy.

Nadmierne spożycie kwasów tłuszczowych Omega-6 sprzyja powstawaniu wielu chorób, w tym: układu sercowo-naczyniowego, raka i chorób autoimmunologicznych, gdyż wykazują działanie prozapalne. Czyli – zdecydowanie więcej Omega-3 w diecie, a mniej Omega-6.

12. Pestki i orzechy – z umiarem, gdyż zawierają duże ilości kwasów Omega-6. Starajmy się też jeść je na surowo; optymalnie byłoby też uprzednio je namoczyć, żeby zneutralizować kwas fitynowy.

W pułapce Internetu

Często dostaję od Was wiadomości pełne bezradności: „To mam jeść te ziemniaki czy nie? Bo strona X mówi jedno, a strona Z coś innego”; „Czy powinnam wyeliminować wszystkie zboża? Jak sądzisz?”; „Mam Hashimoto, czy muszę przestać jeść gluten?”. Na takie wiadomości odpowiadam zawsze podobnie: „Nie wiem. Być może musisz, ale to zależy…”. Każdy z nas jest inny. W Internecie nie znajdziesz porady dostosowanej do Twoich potrzeb i Twojego stanu zdrowia, a jedynie pewne ogólne wytyczne. I właśnie dlatego istnieją lekarze i dietetycy* – to właśnie oni są w stanie stworzyć zalecenia uszyte na miarę Twoich potrzeb.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

* Pamiętajmy oczywiście, że specjalista specjaliście nierówny i czasem musimy wykazać się ogromną cierpliwości, zanim trafimy na dobrego lekarza.

 

A w wolnej chwili zapraszam Was na jaskiniowego Facebooka.

***

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę  🙂

 

Dieta w chorobie Hashimoto: o glutenie i nabiale

Internet jest obecnie najdoskonalszym źródłem informacji. Niestety, gdy brakuje nam fachowej wiedzy, bardzo problematyczne może się okazać oddzielenie ziarna od plew. Internet, podobnie jak papier, zniesie dosłownie wszystko. Czasem bardzo trudno zdecydować nam, laikom, komu powinniśmy wierzyć… Dlatego postanowiłam zebrać całą moją wiedzę oraz dotychczasowe doświadczenia, by w sposób jak najbardziej obiektywny przedstawić Wam kwestię diety w chorobie Hashimoto. Trudno oczywiście wyczerpać ten temat w jednym artykule i dlatego dziś przyjrzymy się razem działaniu glutenu i nabiału; w kolejnej części zastanowimy się, czego warto unikać, a na sam koniec opowiem Wam o moich przygodach dietetycznych. Zachęcam także do dzielenia się Waszymi historiami 🙂

Przede wszystkim umiar i zdrowy rozsądek

Osoby, które dopiero zaczęły szukać informacji na temat diety w Hashimoto, mają pełne prawo czuć się przerażone i zniechęcone. Do tej pory większość z nas żyła całkiem normalnie, a nagle okazuje się, że musimy wykluczyć z diety niemal 80% produktów dotychczas przez nas spożywanych. Pamiętajmy jednak, że na każdą informację powinniśmy spojrzeć chłodnym okiem i zawsze pytać – dlaczego? Zachęcam także to zasięgania opinii specjalistów, chociaż czasem i ci potrafią znacznie różnić między sobą w poglądach i zaleceniach…

Gluten i jego związek z nieszczelnością jelit

Hashimoto należy do grupy chorób autoimmunologicznych, w wyniku której organizm produkuje przeciwciała, niszczące własne tkanki. W ten sposób ciało musi zmagać się z ciągłym stanem zapalnym, co jest dla niego niezwykłym obciążeniem.

By wspomóc wadliwie funkcjonujący układ odpornościowy, coraz więcej lekarzy i dietetyków zaleca rezygnację z glutenu i nabiału. Istnieją także badania naukowe uzasadniające takie postępowanie: wiemy, że u pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi tarczycy występuje większe ryzyko nietolerancji glutenu (celiakii). Dlatego też naukowcy zalecają przebadanie wszystkich chorych na Hashimoto czy Gravesa-Basedova pod jej kątem.

Musimy pamiętać, że choroby autoimmunologiczne są silnie związane z jelitami, gdyż to od ich pracy zależy co najmniej 70% naszej odporności. Aglutynina zawarta w pszenicy wpływa na ich przepuszczalność. Kluczem w tym procesie jest białko, zonulina: gdy zjemy gluten, jej poziom wzrasta, w wyniku czego jelita stają się nieszczelne. U osób z predyspozycjami genetycznymi ten proces może doprowadzić do powstania stanów zapalnych i chorób autoimmunologicznych, co udowodnił Alesio Fasano, włoski lekarz i naukowiec.  

Na chwilę obecną niestety nie ma badań, które jednoznacznie wskazywałyby na konieczność wykluczenia  z diety glutenu przez wszystkie osoby cierpiące na Hashimoto. Dysponujemy jedynie poszlakami, pojedynczymi fragmentami układanki, które jednak powoli układają się w całość. Wiemy, że choroby autoimmunologiczne wiążą się z nieprawidłową pracą układu odpornościowego. Wiemy też, że u osób predysponowanych do tego genetycznie, gluten negatywnie wpływa na stan jelit, od których zależy większość naszej odporności. I, co najważniejsze, coraz więcej osób chorych na Hashimoto donosi o poprawie samopoczucia towarzyszącej odstawieniu pszenicy, żyta i jęczmienia.

Kilka słów o mleku

Występujące w nabiale laktoza i kazeina są silnym alergenem. Mleko może podrażniać nie tylko układ trawienny, lecz także płuca, dając objawy takie jak kaszel, astma, czy nadmierne wydzielanie śluzu. Nietolerancja mleka odbija się także na stanie naszej skóry, wywołując podrażnienia, trądzik czy egzemę.

Część specjalistów łączy nietolerancję glutenu z nietolerancją mleka i jego przetworów (chociażby dr Terry Wahls twierdzi w swojej książce, że 80% osób nietolerujących glutenu nie toleruje również nabiału). Co ciekawe, pojawiają się doniesienia o przypadkach, w których osoby nietolerujące laktozy nie były w stanie przyswoić podawanego im syntetycznego hormonu tarczycy.  

Na szczęście dieta bezmleczna nie musi być utrapieniem. A gdy tęsknimy za nabiałem – spróbujmy poszukać jego zamienników, chociażby przyrządzając domowe mleka orzechowe. Polecam przepis na mleko kokosowe, smakuje obłędnie!

„Choruję na Hashimoto – czy mam wyeliminować gluten i nabiał?”

Przede wszystkim musisz pamiętać, że nikt Cię do tego nie zmusza. To powinna być tylko i wyłącznie Twoja decyzja, dobrze przemyślana, a najlepiej skonsultowana także z dietetykiem lub lekarzem.

Zmianę diety radziłabym zacząć od wykonania testów na nietolerancje pokarmowe. Mimo, że wokół nich narosło wiele kontrowersji, obecnie nie dysponujemy lepszym narzędziem diagnostycznym (a przynajmniej nie w Polsce). Warto też rozważyć dietę eliminacyjną – wyłączamy gluten i nabiał z diety na co trzy tygodnie – całkowicie, gdyż nawet małe ilości mogą zaburzyć wynik eksperymentu! Następnie pojedynczo, w odstępach co najmniej czterodniowych, ponownie wprowadzamy te pokarmy i obserwujemy swoją reakcję. Wszelkie niepokojące objawy mogą świadczyć o nietolerancji: bóle brzucha, biegunka, zatwardzenie, swędzenie, pokrzywki, bóle głowy, migreny, kichanie, katar… Uwaga, takie symptomy mogą pojawić się nawet po kilku lub kilkunastu godzinach od spożycia posiłku!

Dotychczasowe doniesienia naukowe pokazują, że wykluczenie glutenu i nabiału wydaje się być logicznym postępowaniem w przypadku chorób autoimmunologicznych. Mam nadzieję, że już wkrótce doczekamy się odpowiedzi na pytanie, czy wszyscy chorzy powinni zrezygnować z jedzenia tych pokarmów. Na chwilę obecną zarówno pacjenci, jak i lekarze, mogą czuć się zagubieni. Niemniej jednak wydaje mi się bardzo przykre, że część endokrynologów neguje dietę bezglutenową i nazywa ją „wymysłem Internetu”. Spotkałam już zbyt wiele osób, którym wykluczenie glutenu niezwykle pomogło, by przestać wierzyć w skuteczność takiego sposobu żywienia.

„Wyeliminowałam gluten i nabiał – i czuję się gorzej niż przed dietą!”

Czasem czytam opowieści osób, które po eliminacji glutenu i nabiału zaczęły się uskarżać na liczne przykre dolegliwości, takie jak problemy trawienne, bóle brzucha czy migreny. Jaka może być tego przyczyna?

Gluten oraz nabiał zawierają odpowiednio glutenomorfiny i kazomorfiny, które mają działanie podobne do opiatów: nie dość, że uzależniają, to na dodatek mogą działać przeciwbólowo! Co ciekawe, receptory opioidowe można znaleźć nie tylko w mózgu, lecz także w jelitach.

Musimy pamiętać, że w przypadku chorób autoimmunologicznych mamy do czynienia z chronicznym stanem zapalnym, a przecież „gluten i kazeina mają zdolność tworzenia związków morfinopodobnych”, czyli przeciwbólowych. Czy jest więc możliwe, że ludzie, którzy chorują na przewlekłe stany zapalane, są uzależnieni od tych substancji?

Odstawienie glutenu i nabiału może sprawić, że poczujemy się fatalnie. Jest jednak całkiem prawdopodobne, że przyczyną pogorszenia naszego samopoczucia będą stany zapalne, od dawna maskowane przez związki morfinopodobne zawarte w pszenicy i mleku! W takich sytuacjach większość osób wraca do jedzenia glutenu i nabiału i notuje natychmiastową poprawę. Inaczej być nie może – organizm otrzymuje silny środek przeciwbólowy, od którego jest uzależniony i chory odczuwa znaczącą ulgę.

Oczywiście glutenomorfiny i kazomorfiny są tylko jedną z wielu możliwych przyczyn pogorszenia samopoczucia na nowej diecie. Równie problematyczne mogą się okazać gotowe wyroby, teoretycznie bezpiecznie, gdyż oznakowane przekreślonym kłosem, a jednak pełne konserwantów i utrwalaczy. Pamiętajmy, że dieta bezglutenowa powinna opierać się o naturalne i nieprzetworzone produkty – w jednym z moich wcześniejszych artykułów przeczytacie, jak taką dietę zaplanować. Zachęcam też oczywiście do konsultacji dietetycznej, dzięki której zminimalizujecie ryzyko wystąpienia przykrych objawów przy zmianie diety. Pamiętajmy też, że gluten i nabiał silnie uzależniają i dlatego ich wykluczenie na początku może okazać się niezwykle trudne. Wykażcie jednak cierpliwość – przykre symptomy powinny ustąpić przed upływem jednego miesiąca.

Zmiana diety nie oznacza, że od razu poczujemy się lepiej. Czasem nawet nasze samopoczucie może ulec pogorszeniu… Dlatego należy uzbroić się w cierpliwość i nie rezygnować!

„Nie wierzę w dietę bezglutenową – jem wszystko i czuję się świetnie!”

Część chorych reaguje paniką, przerażeniem i wstrętem na wszelką wzmiankę na temat diety bezglutenowej. „Mój lekarz mówi, że to bzdura i ja też tak myślę”. Oczywiście rozumiem ten punkt widzenia: skoro ktoś nie ma problemów trawiennych i czuje się świetnie, po co się martwić jakimś glutenem?

Ja, autorka tego bloga, nie chcę nakłaniać Cię na zmianę diety wbrew Twojej woli. Wiem, że przymus zawsze rodzi opór. Jeśli nie wierzysz, że wyłączenie glutenu z jadłospisu Ci nie pomoże i że to fanaberie – nie rób tego, bo najprawdopodobniej i tak wrócisz do poprzednich nawyków.

Mimo to pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę: nietolerancja glutenu może się objawiać nie tylko problemami trawiennymi, lecz także niedokrwistością, bezpłodnością, depresją, problemami z pamięcią, migrenami, kamieniami w pęcherzyku żółciowym… Jest zatem dość prawdopodobne, że problem nietolerancji Cię dotyczy, nawet jeśli uważasz to za niemożliwe i nie uskarżasz się na wzdęcia, zaparcia czy gazy.

Słowo końcowe

W moim przypadku zmiana diety przyniosła ogromną ulgę. Większość przykrych objawów, które gnębiły mnie całe życie, znacznie zelżała. Wiem także, że dieta bezglutenowa i bezmleczna pomaga coraz większej grupie pacjentów, co znajduje swoje uzasadnienie w badaniach naukowych. Czy zatem wszyscy chorzy powinni zrezygnować z mleka i pszennych bułeczek? Cóż, na pewno można spróbować, by przekonać się, jak taka dieta wpłynie na nasz organizm. Pamiętajmy jednak, by nie popadać w skrajności: nie negujmy tego, że dieta może pomóc, ale też nie zmuszajmy nikogo do zmian wbrew jego woli. Na szczęście każdy z nas jest wolny i tę wolność uszanujmy, a przynajmniej tak długo, jak długo nauka nie dostarczy nam jednoznacznej odpowiedzi na kluczowe pytanie: no to mamy w końcu jeść ten gluten czy nie?!

Następna część artykułu będzie poświęcona produktom niewskazanym w chorobie Hashimoto. Później zajmiemy się analizą różnych diet (w tym protokołu autoimmunologicznego). Będzie się działo 🙂

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę 🙂


Kliknijcie by trafić na Jaskiniowy Facebook.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola


Zrozumieć Hashimoto…

Życie z osobą chorą na Hashimoto nie zawsze jest łatwe. Niekiedy pacjent spotyka się z niezrozumieniem ze strony bliskich, co prowadzi do licznych nieporozumień, napięć i kłótni. Czy można usprawnić komunikację między pacjentem i jego otoczeniem? Oczywiście! Wystarczy odrobina dobrej woli, chęć współpracy i zdobycia podstawowych informacji. By jak najlepiej osobę cierpiącą na Hashimoto zrozumieć, należy poznać mechanizmy działania i objawy tego schorzenia.

Czym jest Hashimoto?

Choroba Hashimoto to inaczej autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. W wyniku działania czynników takich jak stres, zła dieta czy antybiotykoterapia układ odpornościowy zaczyna postrzegać własne tkanki jako wrogów, których trzeba zniszczyć. Organizm produkuje przeciwciała, te zaś zaczynają atakować tarczycę, co prowadzi do jej niedoczynności. A że nasz organizm jest tworem niezwykle wrażliwym, niedobór hormonów tarczycowych uniemożliwia sprawne funkcjonowanie wielu narządów. Chory zaczyna skarżyć się na uczucie zimna, osłabienie koncentracji i pamięci, otyłość, depresję… A jakby tego było mało, choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami, a nawet trójkami. Organizm, który raz nauczył się atakować własne tkanki, może zacząć „doskonalić” tę umiejętność, w wyniku czego ucierpią inne narządy.

Powyższe informacje są niezbędnym minimum, pozwalającym zrozumieć mechanizm choroby Hashimoto. Wiem, że życie z pacjentem autoimmunologicznym może okazać się niezwykle trudne – moja mama cierpiała z powodu niezdiagnozowanego Hashimoto przez wiele lat, co nieraz odczuliśmy w dość bolesny sposób. Rozumiem także punkt widzenia osoby chorej, gdyż sama nią jestem.

Zainteresował Cię temat? Przeczytaj więcej o objawach i przyczynach Hashimoto!

Dwie twarze Hashimoto

Powszechnie stosowane leczenie niedoczynności tarczycy polega na codziennym zażywaniu hormonu – L-tyroksyny. Teoretycznie to powinno wystarczyć, by pacjent wrócił do pełni sił. I rzeczywiście w przypadku niektórych osób praktycznie nie trzeba posiłkować się innymi lekami lub suplementami. Objawy niedoczynności stopniowo zanikają, pacjent chudnie, a później wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Niestety, w wielu wypadkach Hashimoto przyjmuje bardziej agresywne oblicze. Hormony skaczą w górę i w dół niczym piłka kauczukowa, waga szybuje wyżej niż byśmy chcieli, pojawia się depresja i niemoc. W takich momentach życie z osobą chorą wymaga wiele cierpliwości. Okresy zaostrzenia objawów nazywa się rzutami choroby. Przechodziłam je w swoim życiu dwa razy i mam szczerą nadzieję, że już nigdy się nie powtórzą.

Dowiedz się więcej na temat dwóch oblicz Hashimoto.

Pamiętacie postać Dwóch Twarzy z filmu „Batman: Mroczny Rycerz”? Bardzo mi ona przypomina chorobę Hashimoto.

Hashimoto: choroba, której nie widać

Choroba Hashimoto działa niezwykle subtelnie i praktycznie nie daje żadnych objawów zewnętrznych. Mimo to nie należy jej bagatelizować:  przeciwciała niszczą tkanki pacjenta, co powoduje nieustanny stres dla organizmu. Do tego u wielu chorych pojawiają się inne schorzenia silnie powiązane z Hashimoto: insulinooporność (a nawet cukrzyca), problemy z układem sercowo-naczyniowym (nadciśnienie lub zbyt niskie ciśnienie), bóle stawów, problemy trawienne, zmęczenie nadnerczy…

Istnieje wiele odmian i stopni zaawansowania Hashimoto. Dlatego zamiast snuć domysły, zapytajcie bliską Wam osobę o objawy, które jej dolegają oraz ich uciążliwość. Nic tak nie ułatwia komunikacji i wzajemnego zrozumienia jak szczerość.

Przeczytaj też: Hashimoto – od A do Z

Życie z Hashimoto: Czego można się spodziewać?

Jeśli jesteś członkiem rodziny pacjenta autoimmunologicznego, niekiedy mogą denerwować cię jego zachowania lub kaprysy. Wiem z doświadczenia, że niełatwo takie konflikty rozwiązać: nigdy nie możemy być pewni, w jakim stopniu za dane postępowanie odpowiada choroba, a w jakim charakter i dotychczasowe doświadczenia pacjenta, z zwłaszcza przeżycia z dzieciństwa. Co więc zrobić? Rozmawiać, analizować, pytać i troszczyć się o siebie nawzajem. A przede wszystkim: jasno wyrażać swoje uczucia i potrzeby.

Hashimoto przeważnie nie jest uciążliwą chorobą. Należy jednak pamiętać, że ilość objawów oraz ich natężenie zależą od wielu czynników: niektórzy z pacjentów będą wydawać się okazami zdrowia, zaś inni będą skarżyć się na coraz to nowe dolegliwości. Poniżej znajdziecie wybrane symptomy, które są charakterystyczne dla choroby Hashimoto:

1. „Ale mi zimno!”

Lodowate, a nawet sine dłonie i stopy, to typowy objaw niedoczynności tarczycy. Dlatego warto sprezentować osobie chorej grube skarpetki i flanelową piżamę. Taki prezent bardzo ją ucieszy 🙂

2. „Nie mam siły rano wstawać. Ciągle chce mi się spać. Czuję się zmęczona”

Takie skargi możecie usłyszeć zwłaszcza w przypadku nieodpowiednio dobranej dawki hormonu. W takich sytuacjach należy wykonać badania TSH, FT3 i FT4 oraz odwiedzić endokrynologa.

3. „Jak wy mnie wszyscy denerwujecie!”

Nerwowość i płaczliwość to kolejny objaw nierównowagi hormonalnej. Poza wizytą u lekarza zachęć chorego do zmian w diecie (zwłaszcza do rezygnacji z dużych ilości cukru!) oraz porady dietetycznej i do umiarkowanego wysiłku fizycznego.

4. „Znów przytyłam!”

Nadwaga i Hashimoto, niestety, często idą w parze. Niekiedy pacjent może dwoić się i troić, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę, jednak bez uregulowania hormonów nie ma dużych szans na powodzenie.

5. „Zapomniałam…”

Problemy z pamięcią i koncentracją oraz tak zwana „mgła mózgowa” to udręka części osób dotkniętych Hashimoto. Czy jest na to rada? Oczywiście! Pamięć należy ciągle ćwiczyć, chociażby przez naukę języków obcych. Na mózg korzystnie wpłynie także aktywność fizyczna.

6. „Wszystko jest czarne i beznadziejne”

Najgorszym bodaj objawem Hashimoto jest depresja. W takich wypadkach warto zachęcić bliską nam osobę do wykonania badań i wizyty u specjalisty. Wierzcie mi, że komunikaty takie jak: „Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży”, „Inni mają gorzej” czy „Nie narzekaj” osiągną efekt przeciwny do zamierzonego. W czasie rzutu choroby wszystko staje się czarne i pozbawione nadziei. Każdą czynność wykonuje się automatycznie, bez entuzjazmu. Ma się wrażenie, że życie straciło sens… Trudno poradzić sobie z depresją samemu. W takich chwilach najważniejsze jest wsparcie rodziny i szukanie pomocy u endokrynologa i psychoterapeuty. Czasem wystarczy podnieść dawkę syntetycznego hormonu tarczycy, by objawy depresji minęły.

7. „Męczą mnie zaparcia i problemy trawienne”

80% naszej odporności mieści się w jelitach i właśnie z nimi są mocno powiązane wszystkie choroby autoimmunologiczne. U niektórych pacjentów ten związek widać niezwykle wyraźnie. Gazy, wzdęcia i zaparcia to dla nich codzienność. Na szczęście wielu osobom chorym ulgę może przynieść zmiana diety, co czasem okazuje się kłopotliwe dla reszty rodziny. Najbardziej szkodliwymi produktami dla większości chorych są gluten i nabiał. Na pierwszy rzut oka rezygnacja z mleka i mąki może wydać się szaleństwem – przecież to podstawa polskiej diety! Czasem jednak eliminacja tych produktów jest koniecznością i przynosi pacjentowi ogromną ulgę. Doświadczyłam tego osobiście.

Jeśli bliska Wam osoba postanowiła zmienić dietę – okażcie swoje wsparcie i zrozumienie. Zrezygnujcie z następujących komentarzy: „No spróbuj moich ciasteczek, przecież od jednego razu nic ci się nie stanie” czy „Hej, przecież to są urodziny babci! Będzie jej przykro, jak nie zjesz tortu”. Porzucenie glutenu i nabiału wymaga ogromnego zaparcia i motywacji, dlatego apeluję: nie utrudniajcie bliskim zmiany diety.

Dowiedz się więcej na temat związku między jelitami i chorobami autoimmunologicznymi.

Podjęcie decyzji o wyłączeniu z diety glutenu i nabiału może przynieść choremu dużą ulgę.

8. „Wciąż wypadają mi włosy”

Osoby cierpiące na Hashimoto często mają problemy z niedoborami żelaza, co skutkuje wypadaniem włosów oraz przerzedzaniem się brwi. Ta przypadłość bywa niezwykle frustrująca, gdyż szampony i odżywki przeważnie nie pomagają… Dlatego poleca się oznaczenie w laboratorium ferrytyny i zwrócenie się z wynikiem do lekarza pierwszego kontaktu lub endokrynologa.

9. „Nie mam ochoty na seks”

Zaburzenia hormonalne mogą mieć negatywny wpływ na kobiece libido. I nie ma w tym nic dziwnego: gdy atakuje nas depresja i niemoc, seks jest jedną z ostatnich rzeczy, na jaką mamy ochotę. Pozwolę sobie zaapelować do was, panowie: jeśli zauważycie, że życie seksualne w waszym związku zamarło, wyślijcie wasze partnerki na badania i do endokrynologa. Dzięki zastosowaniu odpowiednich dawek hormonów w sypialni znów powinien zawitać ogień 🙂

A jeśli szukasz więcej informacji, sięgnij po poradnik dla pacjentów i chorych: jak zdrowo żyć z chorobą.

   .

Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje wiele chorób znacznie bardziej uciążliwych i przykrych niż Hashimoto. Mimo to należy pamiętać, iż pan Hashimoto czasem może dać się nam oraz naszym bliskim dość mocno we znaki. Dlatego na wszelki wypadek należy się przygotować i uzbroić w odpowiednią wiedzę. Życzę Wam oczywiście z całego serca, byście nigdy nie poznali gorszego oblicza pana Hashimoto. A jeśli przeżywacie trudne chwile, szukajcie pomocy u specjalistów i pamiętajcie, że i one przeminą.

Jeśli artykuł się podobał, polub Jaskiniową Kuchnię na facebooku!

A co dla Was, rodzin osób chorych, okazuje się najbardziej kłopotliwe? Czy Wy, pacjenci, często spotykacie się z niezrozumieniem otoczenia? Jakie objawy Hashimoto są dla Was najbardziej uciążliwe? Liczę na Wasze komentarze!

Trzymajcie się zdrowo,

Ola

`Najważniejsze jest oczywiście wsparcie najbliższych. Bez tego ani rusz!

Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja

Niespodziewane przyjęcie w mieszkaniu znajomych. Ty mimo braku czasu pięknie się wystroiłaś. Twój partner zdążył tylko narzucić marynarkę na codzienne ciuchy.
Jest zabawnie. Ludzie wymieniają się anegdotami, zawierają nowe znajomości, niektórzy nawet tańczą. W pewnym momencie ktoś chwali Twoją kreację:

– Wow! Wyglądasz dziś naprawdę odlotowo!
Twój partner dodaje od siebie:
– No, naprawdę super! Zupełnie jak nie ty…
Przeciąga ostatnie słowa z sarkastycznym uśmiechem, patrząc Ci w oczy.

 

Wracasz do domu. Od razu kierujesz wzrok na półeczkę na buty. Mąż jest w domu, butów nie ma na półeczce, czyli znajdują się… Oczywiście, że na podłodze koło półki! A przecież mówiłaś tysiąc razy, żeby odkładał te cholerne buty na tę cholerną półeczkę! Właśnie wychodzi z pokoju, by się z Tobą przywitać. Pyta, czy wszystko w porządku. Nie dajesz nic po sobie poznać. Przewracasz oczami, zaciskasz usta i rzucasz krótkie „tak”, po czym znikasz w łazience. Powinien się domyślić!

 

Poprosiłeś współpracownika o wysłanie maila do ważnego klienta. Na początku był niechętny, ale w końcu się zgodził. Czekałeś na odpowiedź na tyle długo, że zacząłeś się niepokoić. Zapytałeś go, czy na pewno wysłał tę wiadomość. Potwierdził. Coś ci jednak nie pasowało, więc postanowiłeś trochę go przycisnąć. Sprawdziliście folder „wysłane” w jego skrzynce. Rzeczywiście, wysłał, tylko do innego klienta. Zezłościłeś się i powiedziałeś mu o tym. W odpowiedzi usłyszałeś:

– No co ty, zwykła ludzka pomyłka. Przesadzasz! W ogóle nad sobą nie panujesz!…

 

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie co łączy te historie, poradź się swoich emocji. Czujesz napięcie karku, ciepło na twarzy i przyspieszone bicie serca? Zgadłeś, chodzi o złość.  Bardzo specyficzny rodzaj złości, wyrażonej nie wprost, lecz naokoło. To złość skrywana za maską uśmiechu, atakująca znienacka, próbująca skryć swą tożsamość przed swymi ofiarami i sobą samą. Jej imię to bierna agresja.

Otwartą agresję bardzo łatwo rozpoznać: jest jak wyciągnięcie miecza i przygotowanie się do pojedynku. Bierna przypomina przyjacielskie klepanie po plecach połączone z wbijaniem w nie sztyletów.

Ale o co w ogóle chodzi tym ludziom? Czy nie mogą po prostu powiedzieć, co im nie pasuje? No właśnie nie mogą i kryją się za tym lata powtarzanych, ciężkich doświadczeń. Zachowania biernie-agresywne rozwijają się w sytuacjach, w których otwarty konflikt i otwarte wyrażanie siebie są uniemożliwione lub karane. Ludzie zachowujący się w ten sposób naprawdę nie mogli mówić otwarcie o swoim niezadowoleniu. I o ile nie uświadomią sobie swojego problemu, będzie on przez cały czas wpływał na ich relacje z otoczeniem, powodując wiele smutku i ciągłych wyrzutów.

Życie z bierną agresją jest cholernie napięte. Zarówno osoby mające z tym problem, jak i osoby przebywające w otoczeniu biernie agresywnych, cierpią z powodu chronicznego stresu. Spróbuj wyobrazić sobie, że nie możesz nikomu powiedzieć, że coś ci nie odpowiada. Że z czymś jest ci źle. Że nie chcesz czegoś robić. Nie możesz też pokazać złości, smutku, niezadowolenia. W każdym momencie jesteś narażony na konieczność robienia czegoś, z czym się nie zgadzasz, a Twoje sposoby okazywania niezadowolenia, na przykład sarkastyczne uwagi, spotykają się z niechęcią i niezrozumieniem. Teraz spróbuj sobie wyobrazić życie z taką osobą. Nigdy nie wiesz, czy zrobi to, o co ją prosisz. Nigdy nie dowiesz się, z której strony i w którym momencie nadejdzie atak. Nigdy nie powie ci otwarcie o co chodzi i ciągle musisz domyślać się, co tym razem zrobiłeś nie tak.

Brzmi znajomo? Jeśli do tej pory bagatelizowałeś takie zachowania, proponuję przyjrzeć im się raz jeszcze. Są one silnie związane z chronicznym stresem i mogą pogarszać twój stan zdrowia, a nawet przyczynić się do powstania choroby! Nauka dostarcza coraz to nowych badań na ten temat. Wiemy już, że przedłużająca się ekspozycja na stres może zwiększać ryzyko chorób autoimmunologicznych. Co więcej, mechanizm za to odpowiedzialny pojawia się wyraźniej u kobiet. A to właśnie panie częściej cierpią na choroby autoimmunologiczne (78% wszystkich chorych)! Częściej są też biernie agresywne. Dzieje się tak zapewne dlatego, że są mniejsze i otwarty konflikt z, powiedzmy, pijanym mężem, mógłby skończyć się drastycznie. Wiemy też, że skumulowany stres z dzieciństwa zwiększa ryzyko hospitalizacji ze zdiagnozowaną chorobą autoimmunologiczną w wieku dorosłym. Podczas obserwacji klinicznych zauważono, iż powtarzające się, stresujące wydarzenia często poprzedzały rzuty chorób autoimmunologicznych dotykających układu hormonalnego.

Pamiętaj, że ukrywana złość działa jak trucizna przeznaczona dla kogoś innego, którą wypijasz Ty. To Ty dźwigasz ten ciężar i to Ciebie on atakuje. Kto wie, może gdy robi się tak wystarczająco długo, ciało bierze przykład z emocji i zaczyna atakować samo siebie?… Niewyrażanie uczuć niesie ze sobą tragiczne konsekwencje. A jeśli już jesteśmy chorzy, może znacznie pogorszyć nasz stan.

Przyczyny biernej agresji

Jeśli czujesz, że zachowania bierno-agresywne mogą być i twoim problemem, zachęcam do bacznego przyjrzenia się im. Zacznijmy od analizy przyczyn, które oczywiście kryją się w dzieciństwie. Te najbardziej wyraziste to:

1. Problemy z poczuciem kontroli

Wyobraź sobie małego Bartusia, któremu mama kupiła do szkoły prześliczną kurtkę w misie. Według niego jest paskudna i babska. Mówi więc, zły:

 – Nie chcę tego nosić!

Mama odpowiada:

 – Nie będziesz tak do mnie mówił i będziesz nosił to, co ci każę! – po czym zakłada mu kurtkę siłą i wysyła go do szkoły. Bartuś właśnie nauczył się, że otwarte wyrażanie niezadowolenia jest z góry skazane na niepowodzenie. Prawdopodobnie któregoś dnia kurtka „przypadkiem” podrze się na szkolnym murku.

2. Brak umiejętności otwartego wyrażania emocji

Dzieci widzą, co robią ich rodzice. Widzą więcej, niż myślimy, a co gorsze, chłoną wszystko jak gąbka. Obrazek z życia – mama nie lubi sprzątać, . Chodzi cały dzień napięta, wzdycha, złorzeczy pod nosem, kiedy wyciera kurze, a gdy ktoś ją zapyta, czy coś jest nie tak, odpowiada:

– Nie, nie, wszystko w porządku…  –  po czym znowu wzdycha i wywraca oczami.

W końcu ojciec nie wytrzymuje i mówi żonie, żeby przestała sprzątać, on dokończy. Ona wzdycha jeszcze raz i rzecze :

– No dobrze, skoro nalegasz…

Sprawę pewnie załatwiłoby „Nie lubię sprzątać, denerwuje mnie to. Potrzebuję pomocy”. Niestety, dziecko nauczyło się czegoś zupełnie odwrotnego. Wyrażania emocji pośrednio, w zawoalowany sposób. Nauczyło się też, że inni powinni domyślać się jego potrzeb.

Co robisz / co naprawdę masz ochotę zrobić

3. Zakaz wyrażania pewnych uczuć

Mała Gosia miała ciężki dzień w przedszkolu. Koleżanka nadepnęła na jej ulubioną zabawkę. Na obiad była paskudna wątróbka, której nie chciała jeść, za co pani posłała ją do kąta. Musiała w dodatku czekać pół godziny dłużej niż zwykle, aż mama po nią przyjedzie. Zrozumiałe więc, że gdy mama w końcu przyjechała, Gosia spojrzała na nią ze wściekłością, tupnęła nóżką i głośno powiedziała:

 –  Dlaczego jesteś tak późno? Siedziałam tu sama, nudziłam się i jestem wściekła!

Mama zaczerwieniła się, nabrała powietrza i odpowiedziała równie wściekła:

– Jak śmiesz mówić tak do własnej matki, niewdzięczna smarkulo?! Nikt cię nie uczył, że dziewczynki się tak nie zachowują?! Masz zachowywać się tak, jak przystoi młodej damie, a za ten wybryk pójdziesz dzisiaj spać bez kolacji.  Zasłużyłaś na to!

Tak właśnie uczy się dzieci, że pewne emocje są złe i nie wolno im ich wyrażać. Poprzez karę i potępienie. Gosia nie przestanie się złościć, bo nie da się w człowieku wyłączyć żadnego uczucia. Po prostu zacznie to ukrywać.

 

Po tak intensywnym treningu dzieciaki wyrosną na prawdziwych „ekspertów” od pośredniego wyrażania wrogości. Poniżej przedstawiam wybrane zachowania, którymi będą dręczyć siebie i innych. Jest ich oczywiście o wiele więcej, ale by opisać wszystkie, trzeba by stworzyć co najmniej kilka artykułów na ten temat.

Wybrane przejawy biernej agresji

1. Odcięcie komunikacji

Jeden z dwóch składników popularnego focha. Ktoś przestaje się do ciebie odzywać. Siedzi i milczy, a pytany o co chodzi, milczy dalej i jeszcze bardziej zawzięcie. Koleżanka przestaje dzwonić, mamusia nie odbiera telefonów, kolega przestaje zapraszać cię na imprezy, współpracownik nie informuje cię o spotkaniu pracowników.

2. Odcięcie afektu

Drugi składnik focha. Bliska ci osoba nagle staje się oziębła. Znikają uśmiechy, zostaje tylko zbolała, ewentualnie zawiedziona mina. Możesz zapomnieć o miłych słowach albo ciepłym dotyku. Przytulisz się, co najwyżej, do kota.

3. Sarkazm

– Kochanie, pójdziemy do kina na tę nową komedię romantyczną?

– O, bardzo chętnie, wprost uwielbiam komedie romantyczne.

Kolejny sposób na zamaskowanie swojego niezadowolenia. Trujący i nieuchwytny, ciężko się z nim skonfrontować, bo używający sarkazmu zawsze może ci zarzucić brak poczucia humoru albo nadwrażliwość. Dla osoby postronnej może brzmieć niewinnie, ale ciebie przecież boli. Niektórzy twierdzą, że ta umiejętność to oznaka inteligencji. Ja twierdzę, że to nieumiejętność otwartego wyrażania emocji.

Tak, hm, to szalenie interesujące co mówisz…

4. Plotkowanie, angażowanie osób trzecich

Kiedy nie potrafimy powiedzieć drugiej osobie wprost, że coś jest nie tak, rozładowujemy napięcie, mówiąc o problemie każdemu naokoło. Ile te biedne mamy nasłuchały się o swoich okropnych zięciach, ile córki o tym jaki tatuś jest podły, ile te biedne przyjaciółki o koszmarnych chłopakach, a ile kumple od kielicha o tych wstrętnych babach? Problemu to raczej nie rozwiąże, a tylko psuje opinie zainteresowanego, który często nawet nie wie, że  w związku są jakieś trudności.

5. Prokrastynacja

Chce, ale nie może. Próbuje się za to zabrać, tylko ciągle ma tysiąc spraw na głowie. Zrealizowanie  zadania zostaje odwleczone na ostatnią chwilę, przez co obniża się jakość wykonania. Zlew cieknie już dwa tygodnie, a po prędkiej naprawie psuje się po dwóch dniach. Zakup biletów na wakacje jest odwlekany aż do czerwca, kiedy to niespodziewanie się okazuje, że podrożały i nie stać was już na wymarzony wyjazd. To oczywiście wszystko twoja wina, bo masz wygórowane wymagania i nie rozumiesz, że zdarzają się wypadki losowe. Bardzo przebiegła i trudna w wykryciu manipulacja, bo okazanie niezadowolenia rozwleka się w czasie.

.

Warto pamiętać, że bierna agresja nigdy nie jest problemem wyłącznie jednej ze stron. Dlatego nie próbuj obarczać winą partnera, ale też nie bierz całej odpowiedzialności na swoje barki. Wspólne działanie pozwoli Wam łatwiej i skuteczniej uporać się z zachowaniami biernie-agresywnymi oraz przestać się wzajemnie ranić.

Zachęcam Was, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, do zwrócenia bacznej uwagi na bierną agresję. Dajcie znać, czy któreś z opisanych problemów i zachowań pojawiają się w Waszym życiu. A nuż okaże się, że zwęszyliśmy niezły trop i Wasze fochy lub fochy partnera mają jasną przyczynę.

Jeśli temat Was zainteresował, kontynuację artykułu znajdziecie [tutaj].

 

Autorem powyższego artykułu jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Ja tym razem posłużyłam tylko jako edytor 😉 Uznałam, że Pan Jaskiniowy w bardziej fachowy niż ja sposób opowie Wam o biernej agresji. Jeśli macie pytania do poruszonego dziś zagadnienia lub jakiekolwiek uwagi – zachęcam do zostawienia komentarza 🙂

Źródła:

http://www.karger.com/Article/Abstract/181094

http://nocamels.com/2013/05/lets-relax-researchers-show-stress-leads-to-increase-in-autoimmune-diseases/

http://www.medicinenet.com/script/main/art.asp?articlekey=60918

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19188532

http://www.news-medical.net/news/20150102/Stress-can-trigger-diabetes-depression-and-other-autoimmune-diseases.aspx

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2527069/

Ostrożnie z syntetyczną witaminą D!

Życie w Polsce pociąga za sobą niedobory witaminy D i dlatego ostatnio coraz więcej reklam zachęca nas do suplementacji. Zanim jednak pobiegniecie do apteki, zapoznajcie się z moimi doświadczeniami.

Po pierwsze: badania!

Zachęcam Was do wykonania prostego badania – oznaczenia metabolitu 25 OH. Jego koszt to ok. czterdzieści złotych (przynajmniej w Łodzi). Niestety, lekarz pierwszego kontaktu nie może go zlecić.

Teoretycznie możemy założyć, że niemal każdy Polak cierpi na niedobory witaminy D. Mimo to oznaczenie jej poziomu jest konieczne – dzięki temu dowiemy się, jak znaczny jest nasz niedobór i jaką dawkę suplementu powinniśmy przyjąć. Profilaktycznie zaleca się 1000 jednostek, jednak dla części osób taka dawka może być kroplą (albo małym promyczkiem słońca) w morzu potrzeb.

Oczywiście najzdrowiej czerpać witaminę D ze słońca, ale taką opcję mamy tylko latem… Pamiętajcie też, że nie należy przesadnie stosować kremów z filtrami, bo wtedy narażamy się na niedobory witaminy D!

Objawy niedoboru

Istnieje kilka „grup ryzyka”, które są szczególnie narażone na niedobory witaminy D. Są to przede wszystkim osoby cierpiące na:

choroby autoimmunologiczne – przytoczę tu jedno z badań, pokazujące, że pacjenci ze stwardnieniem rozsianym mają zdecydowanie niższy poziom witaminy D niż osoby zdrowe [źródło]

cukrzycę i choroby serca oraz naczyń krwionośnych – oczywiście obszar ten wymaga dalszych badań [źródło]

raka – związek między witaminą D a rakiem jest wciąż badany, jednak dotychczasowe wyniki pokazały, że wyższy poziom witaminy D był np. związany z mniejszym ryzykiem raka prostaty [źródło]

osteoporozę [źródło]

Działanie

Witamina D ma dobroczynny wpływ na funkcjonowanie układu immunologicznego [źródło]. Ponadto oczywiście od jej poziomu zależy zdrowie kości i zębów oraz serca i układu sercowo-naczyniowego. Co ciekawe, receptory witaminy D znajdują się we wszystkich komórkach, a więc tak naprawdę nie do końca jest poznany jej wpływ na nasz organizm [źródło].

Pamiętaj, wszystko z umiarem! Witaminy to nie cukierki! Gdy już suplementujesz witaminę D, badaj jej poziom co jakiś czas. Może być konieczne obniżenie lub zwiększenie dawki.

Suplementacja

W moim wypadku poziom witaminy D po wakacjach wyniósł 12, a norma to 30 (chociaż część lekarzy twierdzi, że optymalny poziom wynosi ok. 50, zwłaszcza w przypadku osób chorych). Dlatego zażywałam najpierw 1000 jednostek, a potem 2000. Następnie naczytałam się na temat znaczenia witaminy D w chorobach autoimmunologicznych i sięgnęłam po 4000 jednostek. I to był mój błąd: powinnam była się zbadać, a dopiero potem rozważyć taką suplementację.

Po jakimś czasie zaczęło boleć mnie serce. Powiązałam ten niepokojący objaw z niedoczynnością tarczycy. Na szczęście lekarka uświadomiła mnie, że nadmiar witaminy D może obciążyć serce! Odstawiłam więc tabletki. Ból minął.

Witamina D a magnez

Miałam niezwykłe szczęście, bo jedna z internetowych znajomych uświadomiła mnie, że nadmiar witaminy D może powodować niedobór magnezu!

Witaminy to nie cukierki. Dlatego konieczne jest zachowanie zdrowego rozsądku. O ile nie otrzymamy wyraźnego zalecenia lekarza – nie przyjmujmy suplementów w niebotycznych ilościach. Powiązania między minerałami i witaminami wciąż są badane. Wiemy jednak, że witamina D musi współdziałać nie tylko z magnezem i wapniem, ale także z cynkiem, witaminami K2 i A oraz borem. Dlatego nadmiar witaminy D może skutkować niedoborami innych pierwiastków i minerałów! Jeśli mielibyście ochotę poczytać więcej na ten temat, zapraszam [tutaj] i [tutaj], a po polsku [tutaj].

Nie ma się co oszukiwać: suplementacja nie jest niewinną igraszką. Duże dawki jednej witaminy mogą pociągnąć za sobą konieczność przyjmowania innych preparatów… Uważajmy, by nie skończyć z garścią tabletek do codziennego zażywania!

Suplementuj się z głową!

Musimy pamiętać, że w pożywieniu witaminy i minerały współwystępują i działają synergicznie. Suplementy, owszem, zawierają powyższe substancje, jednak w postaci wyizolowanej. Nie wiemy jeszcze do końca, jak nasze organizmy je przyjmą w takiej formie i jak dane związki współdziałają lub się wykluczają. Co prawda prowadzonych jest coraz więcej badań na ten temat, jednak ocean naszej niewiedzy wciąż przeraża swoją objętością.

Co więc robić? Używać suplementów, ale z głową! Jestem zdania, że mądra suplementacja może nam pomóc, zwłaszcza w przypadku chorób. Nigdy jednak nie działajmy na własną rękę! Lekarz czy dietetyk kliniczny udzieli nam fachowej porady. Do tego oczywiście regularne badania to podstawa. Zadbajmy też o różnorodność diety, ograniczmy cukier, odrzućmy tłuszcze trans i przetworzoną żywność, a będziemy tętnić zdrowiem i radością 🙂 

 

Trzymajcie się zdrowo! A mój Facebook znajdziecie [tutaj].

Hashimoto: dobre, złe i brzydkie

Choroba Hashimoto jest przeważnie dość nieuciążliwym towarzyszem życia. Wystarczy zażywać syntetyczny hormon tarczycy i okresowo się badać… I już? Nie zawsze. Dla części pacjentów takie postępowanie będzie wystarczające, jednak, niestety, nie dla wszystkich. Kiedy Pan Hashimoto zaczyna prezentować swoje nieprzyjazne oblicze, nasze życie może stać się naprawdę nieprzyjemne…


Dwa obozy

Na forach internetowych poświęconych Hashimoto można zauważyć dwa przeciwstawne nurty: część chorych stosuje specjalne diety, suplementy i zabiegi, na co inni patrzą z dużą dozą podejrzliwości, myśląc „A po co to komu? Toż to przesada!”. Doskonale rozumiem obie strony „konfliktu”, gdyż sama miałam okazję poznać co najmniej dwie twarze pana Hashimoto.

Hashimoto dobre, czyli jedna tabletka rano i do przodu!

W wieku jedenastu lat zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy. Od tego czasu przyjmowałam syntetyczny hormon tarczycy – Euthyrox. Bardzo często zastanawiałam się, w jakim celu mam go stosować: przecież nic mi nie jest, czuję się zdrowo, mam energię. Gdyby ktoś powiedział mi wówczas, że powinnam stosować dietę bezglutenową i bezmleczną, wyśmiałabym go. Jak to tak, nie jeść składników absolutnie nieodzownych w polskim menu?! Niemożliwe! Przecież mam się znakomicie, więc po co mi dieta?
Nie jest to żaden sekret: kiedy czujemy się zdrowo, przeważnie nie widzimy potrzeby wprowadzania zmian. Warto jednak pamiętać, że lepiej zapobiegać, niż leczyć i zacząć działać, zanim mleko się rozleje.

Układając puzzle

Mimo postrzegania siebie jako osoby zdrowej, dokuczało mi kilka dolegliwości, które starałam się ignorować przez większość życia. Alergia? Kto jej nie ma! Zaburzenia miesiączkowania? Z czasem powinny minąć. Problemy trawienne – toż to norma w dwudziestym pierwszym wieku!
Przez większość życia brakowało mi wiedzy, by połączyć wszystkie te elementy w całość i powiązać je z chorobą autoimmunologiczną. Lekarze też oczywiście nie pomogli.
Prawie dwa lata temu zaczęłam poznawać brzydkie oblicze Hashimoto.

Stany depresyjne to jeden z klasyczniejszych objawów Hashimoto. Na szczęście zmiana diety, odpowiednio dobrana dawka leku, suplementy i psychoterapia mogą pomóc – i to bez antydepresantów!

Hashimoto brzydkie: Jedna tabletka rano to za mało!

Wszystko zaczęło się od chronicznego stresu. Nie dość, że zaczęłam pracować, to na dodatek mój kochany piesek został śmiertelnie potrącony przez samochód. Nie spałam normalnie, nie jadłam i płakałam prawie przez tydzień. Do tego doszedł jeszcze stres w pracy, który pociągnął za sobą trudności w życiu rodzinnym i uczuciowym. Co więcej, jadłam sporo słodyczy – na pocieszenie.

Pan Hashimoto doskonale czuje się w tak nerwowym środowisku i pokazuje wtedy, na co go stać. Wszystko staje się czarne, depresyjne i pozbawione nadziei. Przez cały czas byłam potwornie zmęczona i niewyspana – mimo że sypiałam ponad 8 godzin! Do tego doszły problemy z pamięcią i koncentracją, bóle serca i stawów oraz (oczywiście!) okropne zimno. Ponadto libido spadło praktycznie do zera. Czułam się jak zombie… Zaczęłam odwiedzać lekarzy, którzy nic niepokojącego w moich wynikach nie znaleźli. Zalecono mi tylko podnieść dawkę Euthyroxu – ale ile można? Mam ją podnosić w nieskończoność?

Wówczas zaczęłam czytać na temat diety w chorobach autoimmunologicznych oraz o działaniu mojego organizmu. Po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się, jak ogromne znaczenie ma witamina D! (A jej poziom wynosił u mnie po wakacjach całe… 12). Powoli zaczęłam wprowadzać zmiany dietetyczne, zwiększyłam też za wskazaniem lekarza dawkę leku i dziś okres depresji i smutku jest już wspomnieniem.

W poszukiwaniu złotego środka – czyli Hashimoto ani złe, ani brzydkie

Hashimoto może stać się dość przykrą i uciążliwą chorobą. Należy jednak pamiętać, że wszystko zależy od nas samych: jeśli nie będziemy pana Hashimoto drażnić, zamilknie i zacznie z nami współpracować. Jak to zrobić? Wystarczy trzymać się kilku zasad.

1. Jeśli znamy tylko przyjazne oblicze tej choroby, działajmy prewencyjnie! Nie można dopuścić do stworzenia warunków, w których pan Hashimoto pokaże, na co go stać. Dlatego dobra dieta, umiarkowany wysiłek fizyczny oraz minimalizacja stresów to absolutna konieczność. Z doświadczenia wiem, że każde ciało w końcu powie „dość” śmieciowemu jedzeniu i życiu w pośpiechu. Warto robić wszystko, by do takiego stanu przeciążenia nie doprowadzić.

2. Nie szukajmy objawów na siłę i nie róbmy z siebie bardziej chorych, niż w rzeczywistości jesteśmy. Nawet zdrowi ludzie czasem niedomagają. Należy oczywiście się kontrolować i badać, jednak nieustanne myślenie o chorobie może wywoływać przeróżne jej symptomy! Ciągłe zamartwianie się skutkuje stresem, ten zaś pogarsza nasz stan. Uspokójmy się i odetchnijmy. Bardzo może nam w tym pomóc chociażby [ta książka]. Polecam też w każdej sytuacji szukać pozytywów. Nawet mimo choroby można żyć szczęśliwie! Więcej na ten temat przeczytacie w [tym artykule].

3. Kiedy pan Hashimoto daje nam popalić, trzeba działać! Zbadajmy się wtedy gruntownie, poszukajmy pomocy u lekarzy i dietetyków, zmieńmy sposób odżywiania. Warto też przebadać się na nietolerancje pokarmowe, a nawet przebadać się pod kątem celiakii. Nie ma się co oszukiwać – Hashimoto to choroba układu immunologicznego, a że jego 80% kryje się w jelitach, właśnie od nich musimy zacząć leczenie. Wśród chorych najpowszechniejsze są oczywiście nietolerancje glutenu i mleka (kazeiny i laktozy). W moim wypadku doszły jeszcze: żyto, kukurydza, soja, drożdże, fasola i syrop fruktozowy.

4. Dbajmy o swoją psychikę. Choroby autoimmunologiczne mogą wiązać się z niechęcią do samego siebie, skłonnościami do depresji i zamartwiania się. Warto rozważyć psychoterapię, albo chociaż zacząć od kilku pozytywnych książek, takich jak chociażby wspomniana powyżej pozycja „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” Dale’a Carnegie. Wiem z własnego doświadczenia, że przy odrobinie silnej woli możemy pozbyć się stresu i zmartwień!

5. Róbmy to, co przynosi nam szczęście. Nie można jednocześnie być szczęśliwym i martwić się chorobą. Rozwijajmy swoje pasje, a pan Hashimoto będzie siedział cicho.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b4/Decoupage_Florentine_style_box.jpeg

Poświęcenie czasu swojej pasji pozwala nam żyć dłużej i zdrowiej. Jeśli uwielbiasz ozdabiać pudełka metodą decoupage’u – rób to! Kochasz zwierzęta? Działaj jako wolontariusz w schronisku! Lubisz pisać – załóż bloga! Życie pozbawione pasji jest przykre, bardzo przykre.

Wszyscy mamy ten sam cel

Na szczęście każdy z nas jest człowiekiem w pełni wolnym. Dlatego nigdy nie mówię innym „Musisz to zrobić, bo jak nie, to…”. Najważniejsze to informować – ale nie zmuszać. Warto pokazywać, że istnieją metody mogące poprawić nasz stan, chociażby dieta czy niektóre suplementy, a nuż komuś taka wiedza się przyda. Pamiętajmy jednak, że to, co pomogło jednej osobie, niekoniecznie musi się sprawdzić innych. Człowiek to złożona maszyna i nie istnieje złota metoda, która pomoże wszystkim. 

Pamiętajmy, że każdy z nas ma ten sam cel: żyć w spokoju i szczęściu. Niestety, nie ma jednej, uniwersalnej drogi, która pozwala ten błogostan osiągnąć. My, pacjenci, powinniśmy się wspierać oraz dzielić wiedzą i doświadczeniami. Dyskutujmy, ale jednocześnie szanujmy wybory innych. Krytykowanie i ubliżanie donikąd nas nie zaprowadzi.

Trzymajcie się zdrowo!

Na mój Facebook traficie [tutaj].

P.S. Przypominam o moim motywującym konkursie „Szczęśliwi mimo choroby”. Opiszcie, w jaki sposób radzicie sobie z Waszym schorzeniem i co pomaga Wam w trudnych chwilach. Mam nadzieję, że Wasze opowieści zainspirują innych pacjentów i podniosą ich na duchu 🙂 Regulamin i szczegóły znajdziecie [tutaj].

Dodatek: czy jedna tabletka rano rzeczywiście wystarcza?

Lekiem najpowszechniej stosowanym w niedoczynności tarczycy jest Euthyrox. Zawiera on syntetyczny hormon tarczycy – T4 (lewotyroksynę). Tak samo działa Letrox – tyle że nie zawiera on laktozy, a zatem działa lepiej w przypadku osób cierpiących na nietolerancję.

Należy jednak pamiętać, że poza tyroksyną (T4) nasza tarczyca produkuje także w mniejszej ilości inny hormon – T3 (trójjodotyroninę). Większość T3 powstaje w procesie konwersji z T4. Niestety, u niektórych osób konwersja nie zachodzi sprawnie i dlatego mimo zażywania Euthyroxu czy Letroxu utrzymują się u nas objawy niedoczynności. Z tej przyczyny tak ważne jest oznaczanie zarówno TSH, jak i ft3 i tf4.
Na rynku istnieją leki zawierające oba hormony – T3 i T4, jednak badania naukowe pokazują, że ich stosowanie nie przynosi znaczących korzyści. (Mały edit: są oczywiście osoby, którym syntetyczne T3 pomaga, więc zawsze można te opcję przetestować).

Ogromną nadzieją dla chorych jest naturalny hormon, otrzymywany z tarczyc świńskich. Co prawda na razie niewielu lekarzy decyduje się na jego stosowanie, jednak mam ogromną nadzieję, że „świnka” stanie się powszechna.