Jaskiniowa TV: Czym są platany? Inauguracja mojego kanału na Youtube!

Kochani, mam dla Was ekscytujące wiadomości! Po wielu próbach i eksperymentach, udało mi się nagrać pierwszy, inauguracyjny film na Youtubie! Zapraszam Was do oglądania, komentowania i subskrybowania Jaskiniowej TV 🙂

Pomysł uruchomienia kanału na Youtubie chodził mi po głowie już od dłuższego czasu. Od dłuższego czasu podejmowałam także pewne nieśmiałe próby nagrań, co okazało się wcale niełatwym zadaniem! Stanięcie przed obiektywem łączy się z pewną tremą, zwłaszcza, jeśli ktoś jest debiutantem 😉

Mój pierwszy film poświęcony jest platanom, które zachwalam już od początku istnienia Jaskiniowej Kuchni. To owoce niezwykle przestronne, z których można stworzyć mnóstwo przysmaków. Zresztą, posłuchajcie sami:

https://www.youtube.com/watch?v=DBB8dkPSqSY

Gdybyście mieli pytania, postaram się na nie odpowiedzieć 🙂 Czekam też na Wasze opinie: co Wam się podobało, a co mogę ulepszyć.

Trzymajcie się zdrowo,

Wasza Ola

Bolą cię stawy? Zmień dietę!


Boli Cię głowa? Weź tabletkę. Jesteś przeziębiony? Weź tabletkę. Brak Ci energii? Weź tabletkę. Bolą Cię stawy? I na to znajdzie się oczywiście tabletka.

Kiedyś szczerze wierzyłam, że farmaceutyki są w stanie pomóc w łagodzeniu symptomów większości przykrych schorzeń. Ten pogląd diametralnie się zmienił, gdy tabletki okazały się w moim wypadku nieskuteczne, a dobre samopoczucie pozwoliła mi odzyskać nowa dieta. Dzięki niej pragnęłam przede wszystkim wspomóc tarczycę. Jakież było moje zdumienie, gdy odnotowałam liczne pozytywne „skutki uboczne” zmiany stylu odżywiania. Nagle przestały mnie boleć stawy i kolana!

Diabeł tkwi… w przyczynie

Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej wizyty u gastrologa: po pięciu minutach wywiadu zdiagnozował u mnie zespół jelita drażliwego i zaordynował tabletki, które oczywiście nie pomogły. Łatwiej jest zapisać lek uśmierzający objawy, niż szukać przyczyny schorzenia. Nie ma się co oszukiwać: diagnostyka jest droga, a i nie wszyscy pacjenci są na tyle zainteresowani stanem własnego ciała, by zastanawiać się nad źródłem bólu czy innego problemu. Wziąłem tabletkę? Przeszło? To wystarczy!

Wydaje się całkiem logiczne, że jeśli przyczyną choroby są błędy dietetyczne, prawdziwą pomoc może przynieść jedynie zmiana sposobu odżywiania.

Nowa dieta… I po bólu!

Cierpisz na stany zapalne, bóle stawów i mięśni, odczuwasz łamanie w kościach, jesteś wrażliwy na zmiany pogody? Trzej główni podejrzani o Twoje problemy to: rośliny z rodziny psiankowatych i w mniejszym stopniu gluten oraz nabiał. Czyli, jakby nie patrzeć, pokarmy, które większość z nas jada w nadmiarze.

Rośliny psiankowate a stawy

Rośliny z tej rodziny pojawiły się w europejskim jadłospisie stosunkowo niedawno. Pomidory sprowadzili na nasz kontynent Hiszpanie w XVI wieku, zaś w Polsce zaczęto je uprawiać dopiero w XIX wieku [1]. Niewiele wcześniej zagościły u nas ziemniaki. Co ciekawe, rośliny te na początku były uznawane za trujące i służyły wyłącznie za ozdobę.

Pod całkiem wdzięczną nazwą psiankowatych kryją się między innymi pomidory, ziemniaki, papryka, bakłażany, jagody goji i tytoń. Dlaczego jednak te popularne i lubiane warzywa i rośliny mogą szkodliwie oddziaływać na stawy?

Pierwszym winowajcą jest kalcytriol, hormon produkowany w nerkach i obecny także… w niektórych roślinach, między innymi z rośliny psiankowatych [2]. Jego nadmiar powoduje zwiększenie absorpcji wapnia z pożywienia, który następnie zostaje odkładany w tkankach miękkich – ścięgnach, więzadłach, naczyniach krwionośnych nerkach i skórze. Choroba zwyrodnieniowa stawów może być więc spowodowana stopniowym i trwającym przez wiele lat odkładaniem wapnia w stawach, do czego przyczynia się między innymi nadmierne spożycie ziemniaków, papryki, pomidorów czy tytoniu [3].

Kolejnym problemem są alkaloidy – związki, w które obfitują rośliny psiankowate. Jednym z nich jest solanina, glikoalkaloid występujący głównie w ziemniakach i bakłażanach. Pełni ona funkcje obronne – kiedy bulwa zostaje w jakiś sposób uszkodzona (np. w czasie transportu lub gdy zostają wystawione na światło dzienne), produkcja solaniny zostaje zwiększona. Większość tego związku zostaje produkowana tuż pod skórką, co widać gołym okiem. Jeśli ziemniak jest zielonkawy lub zaczął kiełkować – nie nadaje się do jedzenia! [3], [4].

Solanina oraz inne glikoalkaloidy blokują rozpad acetylocholiny, jednego z głównych neuroprzekaźników, co skutkuje skurczami i sztywnością mięśni [3].

Wpływ roślin psiankowatych na stawy został zbadany w dwóch eksperymentach. W 1979 roku poddano obserwacji 763 osoby. 72.7% z nich odpowiedziało pozytywnie na dietę pozbawioną roślin psiankowatych: badani stwierdzili powrót sprawności w uprzednio unieruchomionych stawach, a niejednokrotnie ich stan poprawił się na tyle, że przestawali używać lasek, balkoników i wózków inwalidzkich! Co ciekawe, stwierdzono, że 20% osób biorących udział w eksperymencie nie przestrzegało zaleceń. Zatem jedynie 7,5% osób nie zauważyło pozytywnych skutków nowej diety! [5]

Kolejne badanie przyniosło jeszcze bardziej spektakularne rezultaty: zalecono wykluczenie psiankowatych grupie 369 respondentów, u których uprzednio stwierdzono artretyzm. Ci, którzy ściśle przestrzegali diety (52% badanych), w 94% odnotowali całkowite lub znaczące ograniczenie ich symptomów bólowych! [5]

A jaki płynie wniosek z powyższych eksperymentów? Jeśli masz problemy ze stawami lub mięśniami – odrzuć psiankowate na co najmniej miesiąc. Całkiem możliwe, że nękające Cię objawy znikną!

Źródła: [1], [2], [3], [4], [5]

Kto z nas nie lubi pomidorów?… Niestety, w wypadku problemów ze stawami może być konieczne wykluczenie ich na jakiś czas z diety.

Nabiał

Rezygnacja z produktów mlecznych również może przynieść ulgę w przypadku problemów ze stawami, aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że taka dieta przyniesie pozytywne efekty tylko u niektórych osób. W 1983 roku poddano obserwacji 20 pacjentów cierpiących na reumatoidalne zapalenie stawów. Przez trzy miesiące stosowali oni dietę wegańską (pozbawioną mięsa, ryb i nabiału). 11 osób odnotowało poprawę, 7 nie zauważyło zmian, a 2 poczuły się gorzej [1]. Co ciekawe, w badaniu z 2005 roku tylko dwie z 26 obserwowanych osób cierpiących na artretyzm zauważyło znaczną poprawę dzięki diecie pozbawionej konserwantów, owoców, czerwonego mięsa i nabiału [2].

Dieta bezmleczna zapewne przyniesie więc ulgę jedynie osobom cierpiącym na alergię na białka mleka. Gdy ciało nie toleruje nabiału, w czasie jego konsumpcji dochodzi do uwolnienia histaminy i powstania reakcji zapalnej, w wyniku czego może pojawić się ból stawów – i to nie natychmiast, a w przeciągu kilku godzin lub dopiero następnego dnia! Jeśli cierpisz na artretyzm lub inne choroby stawów, zapytaj lekarza o badania w kierunku alergii na mleko [3].

Źródła: [1], [2], [3]

Gluten

W przypadku chorób autoimmunologicznych takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, gluten może wzmagać stany zapalne. Zdaniem dr Rochelle Rosian, reumatologa i immunologa, jest wysoce prawdopodobne, że stan zapalny w jelitach negatywnie wpływa na kondycję stawów. Wielu jej pacjentów, nadwrażliwych na gluten, odczuwa ulgę dzięki wykluczeniu go z diety [1].

Badanie z 2001 roku potwierdza te obserwacje. 22 pacjentów cierpiących na reumatoidalne zapalenie stawów stosowało przez co najmniej 9 miesięcy dietę wegańską i bezglutenową. Ponad 40% z nich odczuło poprawę, zaś w grupie kontrolnej stosującej zbilansowaną, niewegańską dietę – ulgę odnotowało tylko 4% z 25 pacjentów [2].

Podobnie jak w przypadku nabiału, nie można stwierdzić, że dieta bezglutenowa pomoże każdemu – aczkolwiek warto wiedzieć, że jest ona jedną z opcji. Być może uzasadnione byłoby także przebadanie części osób cierpiących na schorzenia stawów o podłożu autoimmunologicznym w kierunku celiakii, gdyż choroby z autoagresji lubią chodzić parami.

Źródła: [1], [2]

Gluten, gluten wszędzie… Na szczęście dieta bezglutenowa nie musi być utrapieniem! Przeczytaj, jak zacząć żyć bez glutenu i zorganizować nową dietę!

Co na ból stawów? Czy tylko tabletki?

Jesteśmy tym, co jemy. Z tej przyczyny analizę przyczyn niemal wszystkich schorzeń chronicznych powinno się zacząć od szukania winnego w diecie i trybie życia. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że wiele osób woli połknąć tabletkę, niż zmienić to, co ląduje na ich talerzach. To na pewno łatwiejsze rozwiązanie, które jednak nie leczy przyczyn, a jedynie łagodzi objawy. A do tego może spowodować przykre skutki uboczne.

Rezygnacja z roślin psiankowatych, glutenu i nabiału może wydać się nam niemożliwa. I nie ma w tym nic dziwnego – te produkty uzależniają! Występują w nich odpowiednio związki takie jak: nikotyna (w różnym stężeniu, zależnie od gatunku i stopnia dojrzałości rośliny, jednak oczywiście w zdecydowanie niższym stężeniu niż w przypadku tytoniu [1] i [2]), glutenomorfiny i kazomorfiny [3].

Na szczęście i w wypadku diety wszystko zależy od dawki. Na początku najlepiej całkowicie wykluczyć daną grupę produktów, jednak po pewnym czasie powinniśmy spróbować do nich wrócić. Oczywiście kluczowy jest umiar – dr Ewa Bednarczyk-Witoszek w swojej książce Dieta Dobrych Produktów zaleca rotację pokarmów co 3-7 dni. Dzięki temu możemy uniknąć nawrotu przykrych reakcji bólowych, a jednocześnie co pewien czas cieszyć się smakiem pomidorów czy ziemniaków. W niektórych wypadkach oczywiście konieczne jest wykluczenie danego pokarmu na dłuższy czas, zależnie od stanu organizmu (u starszych osób proces regeneracji trwa dłużej). Należy także pamiętać, że kluczem do sukcesu jest obserwacja własnych objawów – każdy z nas jest wyjątkowy i niekiedy nasze dolegliwości mogą być powodowane przez inne produkty, niewymienione w powyższym artykule: konserwanty, cukier, orzechy, rośliny strączkowe…

W życiu nic nie jest czarno-białe. Tyczy się to także jedzenia: rośliny mogą zawierać związki dla nas szkodliwe, jednak obfitują także w mikro i makroelementy oraz witaminy. Ważne jest, by w miarę możliwości codziennie nie jadać tego samego i odpowiednio dozować dawki danego pokarmu. A dieta typowego Europejczyka niekiedy przez lata składa się z tych samych produktów, jadanych w różnych odsłonach: możemy dziś wypić jogurt, jutro zjeść ser, a pojutrze posmarować kanapkę masłem – ale to wciąż będą te same białka mleka, organizm nie odczuje różnicy! Bardzo łatwo również „przedawkować” rośliny psiankowate: na śniadanie chleb z ketchupem, na obiad ziemniaki, a na kolację papryka do schrupania… Nadmiar glutenu w diecie to niemal oczywistość: codzienny chleb i bułki, do tego panierka na mięsie, makarony, pizza, ciasta, ciasteczka, batoniki… Więcej na ten temat przeczytacie we wspomnianej powyżej książce „Dieta Dobrych Produktów” dr Ewy Bednarczyk-Witoszek.

Nikomu nie trzeba mówić, że przedawkowanie leków niesie ze sobą różne przykre skutki uboczne. A przecież i w jedzeniu występują związki, z którymi można „przeholować”… Zwłaszcza, jeśli codziennie jadamy to samo, przez wiele lat.

Dlatego zamiast sięgać po kolejną tabletkę, przyjrzyj się swojej diecie. Wiem z doświadczenia, że odpowiednie zmiany przyniosą Twoim stawom ulgę*. I szczerzę wierzę, że medycyna przyszłości skupi się na przyczynach, a nie maskowaniu objawów!

Źródła: [1], [2], [3]

P.S. Jedna z czytelniczek podała bardzo ważną informację – bóle stawów mogą być także spowodowane przez obecność chlamydii. Dlatego warto rozważyć i zapytać o badania:  chlamydia trachomatis i pneumonieae.

Spodobał Ci się artykuł? Polub ten blog na facebooku!

* Od niemal dwóch lat jestem na diecie bezglutenowej i bezmlecznej. Na początku przez 8 miesięcy nie jadłam roślin psiankowatych. Bóle kolan i stawów całkowicie u mnie zniknęły! Ostatnio jednak drobne bóle powróciły – włączyłam za dużo roślin psiankowatych do diety (ach, te młode ziemniaczki!). A zatem to dla mnie sygnał ostrzegawczy i kolejny dowód na to, jak ważne jest przestrzeganie diety.


***

 

P.S. Zaznaczam, że nie mam wykształcenia medycznego, więc moje artykuły nie mają charakteru porady lekarskiej. Opieram się na swoich doświadczeniach oraz staram się wybierać jak najbardziej wiarygodne źródła, jednak oczywiście zawsze mogę się mylić. Jeśli się z czymś nie zgadzacie lub zauważyliście błąd merytoryczny – dajcie mi znać. Chętnie skoryguję swoją niewiedzę 🙂 I oczywiście zachęcam Was do korzystania z usług profesjonalistów – lekarzy i dietetyków. Nigdy nie rezygnujcie też z dokładnych badań!

Poradnik: jak ugościć bezglutenowca?

Ostatnio przyjaciółka zrobiła mi niezwykłą niespodziankę: porwała mnie i zawiozła do dawno niewidzianej koleżanki. Razem przygotowały paleo wieczór, wykorzystując moje przepisy! Aż zaniemówiłam z wrażenia! Dziewczyny spisały się na medal i przygotowały dania z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa: zero glutenu, zero mleka. Jestem im za to niezmiernie wdzięczna… A przy okazji ich niespodzianka zainspirowała mnie do stworzenia poniższego poradnika dla gospodarzy 🙂

Bez glutenu – bez paniki!

Bezglutenowy gość może przyprawić nas o zimne poty… Co ugotować? Jak przyrządzić dania, by bliska nam osoba nie ucierpiała? Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że nie musicie porywać się z motyką na słońce. Jeśli czujesz, że zadanie Cię przerośnie, nie podejmuj się go. Osoby na diecie nie wymagają cudów! Mięso, warzywa i owoce w zupełności nam wystarczą. Ja osobiście niemal zawsze odwiedzam rodzinę i znajomych przygotowana, zabierając własne jedzenie, lub gotując coś z nimi wspólnie na miejscu. Nie jest to oznaka braku szacunku czy zaufania: dzięki takiej organizacji czuję się bezpiecznie, zaś bliskie mi osoby nie muszą zaprzątać sobie głowy bezglutenowymi daniami.

Bezglutenowe dania mogą być pyszne i łatwe w przygotowaniu!

Kilka porad dla chętnych

Znajdą się pewnie wśród Was tacy, którzy należycie będą chcieli powitać gościa solą i chlebem… Bezglutenowym, oczywiście. Na szczęście wizyta osoby na diecie nie musi stać się dla Was utrapieniem. Wystarczy, że będziecie trzymać się kilku zasad:

1. Gluten znajduje się w pszenicy, życie i jęczmieniu. Dlatego należy dokładnie czytać składy produktów – dzięki temu zyskujemy całkowitą pewność, że nasz gość nie ucierpi. Uważajcie też na takie składniki jak choćby „słód jęczmienny”. Piwo także zawiera gluten!

2. Uważajcie na produkty zawierające ostrzeżenie „może zawierać śladowe ilości glutenu” (np. w przyprawach, kaszach, czy ryżu). Teoretycznie ryzyko skażenia jest bardzo małe, ale ja wolę unikać takich wyrobów. Wiem jednak, że część osób na diecie nie martwi się tymi ostrzeżeniami… Najlepiej więc, jeśli wykonacie telefon do Waszego gościa i zapytacie, jakie produkty i firmy poleca. Kolejną opcją jest także odwiedzenie sklepu ze zdrową żywnością, gdzie bardzo łatwo znajdziecie produkty oznaczone przekreślonym kłosem.

3. Na szczęście istnieje cała gama produktów naturalnie bezglutenowych, których bezpiecznie możecie użyć: wszystkie warzywa i owoce, mięso (ale nie gotowe wyroby, takie jak kiełbasy i pasztety), surowe, wędzone i mrożone ryby (bez panierki), oleje, jajka…

4. Nietolerancje pokarmowe często chodzą parami. Zapytajcie więc Waszego gościa, czy przypadkiem nie wykluczył z diety innych produktów, np. nabiału, kukurydzy, soi, strączków… A może przeszedł na dietę paleo i w ogóle nie je ziaren? Żeby ułatwić Wam zadanie, przygotowałam formularz, dzięki któremu łatwiej Wam będzie przygotować bezpieczny posiłek 🙂

5. Praktycznie w każdym markecie możecie znaleźć dział z produktami bezglutenowymi, np. firm Bezgluten, Glutenex, Balviten czy Schär. Uwaga! Najczęściej zawierają one jednak mleko, kukurydzę i soję i nie nadają się dla osób takich jak ja, które są wyjątkowo nietolerancyjne. Dlatego zanim się na nie skusicie, wypytajcie dokładnie Waszego gościa o jego preferencje dietetyczne 🙂

6. Bardzo ważny jest sam proces przygotowania potraw. Umyjcie bardzo dokładnie blaty i deskę do krojenia, a jeśli jest stara i pełna zadrapań – lepiej nabyć nową. Słyszałam legendy o glutenie czającym się w szczelinach plastiku i drewna 😉 Zadbajcie też, by nigdzie wokół nie znalazła się mąka pszenna ani okruszki chleba czy ciasta. Wszystkie naczynia, garnki i patelnie muszą być idealnie czyste. Jeśli na stole zagoszczą potrawy glutenowe i bezglutenowe, poproście innych gości, by dania „dietetyczne” nakładali czystymi sztućcami. Dla osoby chorej nawet kilka okruszków chleba może okazać się bardzo problematyczne.

Możecie się pewnie zastanawiać, czy te środki bezpieczeństwa są potrzebne… W przypadku osoby chorej (przede wszystkim na choroby autoimmunologiczne, w tym celiakię) – tak. Powołam się na przykład z własnego doświadczenia: raz nieopatrznie zjadłam u rodziny kawałek mięsa – i cierpiałam później niemiłosiernie. Nie dość, że bolały mnie brzuch i jelita, to na dodatek ból wędrował do płuc… Mięso zawierało niewielkie ilości glutenu w postaci przyprawy. Niestety, dla niektórych osób nawet takie drobinki są niebezpieczne i dlatego tak ważne jest poprawne przygotowanie potraw.

Szukajcie tego znaku. Oznacza on, że produkt jest bezglutenowy.

Teoria a praktyka

Jeśli odpowiednio się przygotujecie, dietetyczne gotowanie okaże się dla Was bezglutenową bułką z klarowanym masłem. Podam przykład z życia wzięty: moja siostra przygotowała dla gości kurczaka w jogurcie z przyprawami, zaś moją porcję zanurzyła w mleku kokosowym. Da się? Da się! A jakby tego było mało, w Internecie znajdziecie ogromną ilość przepisów bezglutenowych, najczęściej bardzo prostych do wykonania.

Moi ulubieńcy

Osobiście mam przetestowanych kilka produktów, które są łatwo dostępne na polskim rynku i nie zawierają ani glutenu, ani mleka. Ryż firmy Risana nie zawiera ostrzeżeń o zawartości glutenu – przetestowałam i wszystko było w porządku (odpukać!). Niestety, jeśli idzie o kaszę jaglaną i gryczaną, całkowicie bezpieczne są jedynie produkty, które możemy zamówić w sklepach internetowych (bądź poszukać ich w sklepie ze zdrową żywnością), np. marek Bioharmonie lub Denver.

Bardzo polecam morskie ryby wędzone – do kupienia w każdym sklepie. Konserwy najczęściej zawierają gluten, więc znów polecam czytać składy. Na naszym rynku można także zakupić bezglutenowe wędliny i kiełbasy, chociażby marki Konspol.

Nawet przyprawy nie są problemem – firma Dary Natury oznacza swoje produkty jako bezglutenowe. Z kolei marka Kresto sprzedająca bakalie i owoce suszone nie ostrzega na opakowaniach o zawartości glutenu, więc teoretycznie również nie powinno go tam być. Dodatki takie jak musztarda czy ketchup także nietrudno znaleźć – ostatnio firma Roleski zaczęła oznaczać swoje produkty przekreślonym kłosem.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/31/Veggies.jpg

Na szczęście wszystkie warzywa i owoce są naturalnie bezglutenowe! Ufff…

Przykładowe menu

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że tradycyjny trzydaniowy polski obiad jest prawdziwą mieszanką wybuchową dla naszych jelit. Dlatego zawsze zalecam robić odstępy między posiłkami i starać się serwować dania jak najprostsze.

1. Zupy:

Praktycznie wszystkie tradycyjne polskie zupy nadadzą się dla osoby na diecie bezglutenowej (no, może z wyjątkiem żurku i barszczu białego). Musicie jednak pamiętać, by nie używać gotowych kostek rosołowych, Maggi, Vegety i innych gotowych mieszanek lub koncentratów. Zamiast tego wykorzystajcie np. lubczyk. Zup oczywiście nie serwujemy z makaronem, a z ryżem lub kaszą, bądź tylko z warzywami (dla osób na diecie paleo). Do zagęszczania nie używamy mąki pszennej, a np. ryżowej. Kilka pomysłów:

  • zupa krem z mlekiem kokosowym: marchwiowa, kalafiorowa, brokułowa…
  • pomidorówka z ryżem
  • barszcz czerwony
  • zupa grzybowa, szczawiowa, ogórkowa…
  • zupa „śmieciowa”: wrzucamy wszystkie warzywa, jakie mamy w kuchni i gotujemy
  • zupa z soczewicą, marchewką, papryką i pomidorami (soczewicę przed podaniem moczymy przez co najmniej dobę w wodzie z odrobiną soku z cytryny)
  • zupa krem z dyni [przepis]

2. Danie główne:

Oczywiście musimy zrezygnować ze wszystkich gotowych sosów „z papierka” i panierek. Na szczęście bardzo łatwo przyrządzić mięso duszone w warzywach, pieczone, grillowane, smażone… Do tego oczywiście dowolna sałatka lub surówka – najlepiej z oliwą z oliwek. Kilka propozycji:

  • kotlety w panierce z wiórek kokosowych (uwielbiam!)
  • mięso duszone z cebulą i papryką
  • kotlety mielone z kalafiorem
  • schab/kaczka/kurczak pieczone z ziołami
  • rolady schabowe, np. ze śliwkami
  • mięso grillowane
  • piżmowa mini pizza [przepis]
  • spaghetti bolognese w wersji paleo [przepis]

Spaghetti z cukinii to idealne danie nie tylko na diecie bezglutenowej, ale i na paleo oraz protokole autoimmunologicznym.

3. Desery:

Ciasta, naleśniki i gofry bez problemu można wykonać w wersji bezglutenowej, chociaż ostatniej pozycji nie polecam – o ile nie dysponujecie nowym sprzętem: gofrownicy nie da się idealnie umyć i zawsze czają się w niej glutenowe resztki. Na szczęście bezpieczne są wszelkie pianki i musy z mleka kokosowego. Warto też wykorzystać [platany]. Kilka propozycji:

  • naleśniki z mąki kasztanowej
  • frytki piżmowe [przepis]
  • placki z platanów [przepis]
  • ciasto z bananów
  • kremy z kaszy jaglanej
  • pianki kokosowe
  • owoce w każdej postaci: musy owocowe, koktajle, sałatki
  • tarta rabarbarowa [przepis]
  • Panna Cotta [przepis]
  • smażone platany [przepis]
  • pieczone gruszki z rozmarynem [przepis]
  • galaretki ananasowe [przepis]

Podsumowanie:

Jeszcze raz powtórzę najważniejsze zasady:

1. Wybieramy produkty pozbawione pszenicy, żyta i jęczmienia. Znak przekreślonego kłosa daje nam gwarancję bezpieczeństwa.

2. Deska do krojenia, blaty, garnki, patelnie i formy do pieczenia muszą być idealnie czyste.

3. Pamiętamy o innych możliwych nietolerancjach naszego gościa (np. na nabiał, jajka, drożdże).

Dzięki tym prostym zasadom wizyta przebiegnie koncertowo 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

P.S. Zapraszam Wam także na moją facebookową stronę [tutaj].

Dodatek: Formularz – gość na diecie

Zachęcam Was do pytania gości o ich potrzeby dietetyczne. Być może poniższy formularz ułatwi Wam sprawne przygotowanie wizyty (zapiszcie go jako obraz, a stanie się czytelniejszy):

 

~ Jak powinna wyglądać dieta bezglutenowa? ~

Schorzenia takie jak celiakia czy choroby tarczycy o podłożu autoimmunologicznym* niosą ze sobą konieczność całkowitego usunięcia glutenu z diety. Mimo że ta zmiana wydaje się kłopotliwa, bardzo szybko można przyzwyczaić się do nowego stylu odżywiania: na śniadanie sięgniemy po bezglutenowe muesli lub bezglutenową owsiankę; później z bezglutenowego chlebka robimy sobie kanapeczki. Na obiad mamy makaron ze znakiem przekreślonego kłosa. Na deser są bezglutenowe ciasteczka, a kolacja znów będzie się składała z bezglutenowego chlebka (albo bułeczek). I już? To wystarczy? Nie do końca…

* Na chwilę obecną nie zostało potwierdzone, czy wszyscy pacjenci z Hashimoto powinni odrzucić gluten, dla mnie jest to bardzo wysoce prawdopodobne. Warto też pamiętać, że dieta bezglutenowa może pomóc osobom z zaburzeniami trawienia, depresją, niedokrwistością… [źródło].

O bezglutenowych produktach

Popyt rodzi podaż. Rynek produktów bezglutenowych dosłownie kwitnie na naszych oczach – możemy już kupić zastępnik każdego „tradycyjnego” pszennego wyrobu. Dzięki temu osoby chore nie muszą przeżywać katuszy spowodowanych bardzo restrykcyjną dietą. Gotowe mieszanki do wypieku chleba, bułki tarte, ciasteczka… Do wyboru, do koloru. I tym oto sposobem szczęśliwy żywot pacjenta zostaje ocalony!

Niestety, nie wszystko złoto, co się świeci. Pierwszą wadą produktów bezglutenowych jest oczywiście ich cena – ja jednak na nią nie narzekam, bo doskonale wiadomo, że wymagają one bardzo restrykcyjnych warunków produkcji. Jednak to dopiero wierzchołek góry lodowej. Produkty ze znakiem przekreślonego kłosa są najczęściej wysoce przetworzone, zmodyfikowane i pełne konserwantów. Gdy czytam ich składy, niekiedy aż przecieram oczy ze zdumienia… Pamiętajmy, że są one przeznaczone dla osób chorych, cierpiących na zanik kosmków jelitowych i rozszczelnienie jelit.

Kolejnym problemem jest fakt, że produkty bezglutenowe opierają się na innych zbożach. U osób chorych na celiakię i choroby autoimmunologiczne poza nietolerancją glutenu często występują reakcje na inne zboża, ziarna czy rośliny strączkowe: kukurydzę, proso, soję, fasolę… Dlatego stwierdzenie u pacjenta choroby trzewnej powinno być dopiero początkiem jego diagnostyki. Niestety, badanie na nietolerancje pokarmowe nie jest zwyczajową procedurą. Niektórzy lekarze głośno poddają też w wątpliwość ich skuteczność, i mają w tym nieco racji. Niemniej jednak na razie nie dysponujemy lepszym narzędziem (może z wyjątkiem diety eliminacyjnej). Co ciekawe, zdaniem Nory Gedgaudas testy z krwi mają 30% skuteczność, ale wyniki pozytywne są niemal zawsze pewne. Wynik negatywny nie oznacza, że nietolerancja u nas nie występuje. Dlatego w przypadkach wątpliwych warto się obserwować i zastosować dietę eliminacyjną.

Kukurydza często zastępuje mąkę pszenną. Ja osobiście jej nie toleruję i polecam zbadać, czy dla Was też nie jest przypadkiem szkodliwa!

Jakby tego było mało, ogromna większość produktów ze znakiem przekreślonego kłosa zawiera mleko lub śladowe jego ilości. Zdaniem dr Terry Wahls u 80% z nietolerancją glutenu występuje także reakcja na mleko. Za zaliczam się do bezmlecznej większości i dlatego zawsze przeglądam produkty bezglutenowe z pewnym smutkiem. Co z mi po przekreślonym kłosie, skoro praktycznie wszędzie jest mleko?… Najbardziej frustruje mnie problem czekolady – każda zawiera albo jeden alergen, albo drugi, albo oba na raz.

Jest jeszcze jedna kwestia warta poruszenia: niektóre produkty bezglutenowe zawierają pszenicę. Została ona co prawda pozbawiona glutenu (sic!), ale podejrzewam, że nietolerancja na nią może być jedną z najczęściej występujących (nawet mojemu super-zdrowemu ukochanemu w badaniu wyszła nietolerancja tego zboża!). I właśnie tutaj tkwi istota problemu: celiakia i choroby autoimmunologiczne to nie tylko gluten. Opierając swoją dietę na innych ziarnach, możemy po pewnym czasie znaleźć się w tym samym miejscu, z którego wyruszaliśmy. Czy słyszeliście kiedyś o reakcji krzyżowej? Mimo, że nie jemy glutenu, po pewnym czasie nasz organizm może reagować na inne białka roślinne i pokarmy (np. na drożdże czy kawę) tak, jakby to był gluten! Z tej przyczyny po kilku miesiącach czy latach diety bezglutenowej u niektórych pacjentów powracają dolegliwości takie jak problemy trawienne czy bóle stawów. Dlatego wielu osobom pomaga protokół autoimmunologiczny, polegający na chwilowym odrzuceniu m.in. ziaren i strączków [źródło]. Polecam też oczywiście testy na nietolerancje pokarmowe.

Jak na razie odnoszę się do rynku produktów z przekreślonym kłosem dość sceptycznie. Mam jednak nadzieję, że wraz z upływem czasu będzie on coraz lepiej rozumiał potrzeby osób chorych i uwzględniał inne nietolerancje pokarmowe.

Skład kajzerek przyprawia o zawrót głowy. Co więcej, te bułki mogą leżeć na sklepowej półce kilka miesięcy! Dlatego zalecam ostrożność i czytanie składu.

I co dalej?

Wiem, że część z Was obawia się przejścia na dietę bezglutenową ze względu na koszty i uciążliwość. Chcę Was jednak pocieszyć i pokazać, że taka zmiana wcale nie musi  być trudna!

Warto zacząć od tego, że dieta bezglutenowa nie polega na zastąpieniu dotychczasowego sposobu żywienia produktami bezglutenowymi. I nawet nie chodzi tu o kwestie finansowe, a o aspekt zdrowotny. Wysoce przetworzone jedzenie pełne ziaren i soi nie wyleczy chorych jelit.

Z moich doświadczeń wynika, że dieta bezglutenowa powinna być kompletną rewolucją w żywieniu. Dzięki takiej zmianie zaczniemy jeść smacznie i zdrowo. I, co najważniejsze, przyczynimy się do regeneracji uszkodzonych jelit i zmniejszenia produkcji przeciwciał (chociażby w wypadku Hashimoto). Jak to zrobić?

Po pierwsze, polecam wykonać choćby podstawowy test na nietolerancję pokarmową lub skorzystać z diety eliminacyjnej. Dzięki temu dowiemy się, na jakie ziarna i reagujemy źle. Bardzo ważna jest też obserwacja swojego samopoczucia. Podam Wam przykład z życia wzięty: kilka lat temu moja mama zauważyła, że źle znosi większe ilości kaszy jaglanej. Dziś wiemy już, że proso źle wpływa na tarczycę i osoby z Hashimoto powinny jeść je okazyjnie.

Gdy już mamy już świadomość tego, co nam szkodzi, możemy zabrać się do planowania diety. W tym momencie warto się zastanowić, czy nie pociąga nas idea paleo, czyli całkowitego odrzucenia ziaren. Domyślam się jednak, że na początku będzie to perspektywa mało kusząca i zdecydujecie się na „tradycyjną” dietę bezglutenową, uwzględniającą bezglutenowe ziarna takie jak proso, grykę, amarantus czy quinoę.

Pierwszym krokiem jest dokładne wyczyszczenie kuchni z resztek glutenu i produktów go zawierających. Jeśli inni domownicy nie przechodzą na dietę, warto przeznaczyć dla nich osobną szafkę, w której będą trzymali produkty dla nas niebezpieczne  – można ją oznaczyć trupią czaszką, hihi 😀

W urządzeniach takich jak gofrownica niekiedy mogą czaić się resztki glutenu. Przy zmianie diety ważne jest dokładne wyczyszczenie wszystkich urządzeń i zakup nowych sprzętów, chociażby desek do krojenia.

.

Następnie polecam pozbyć się produktów wysoce przetworzonych i pełnych rafinowanego cukru. Ich obecność w naszym jadłospisie na pewno nie przyczyni się do regeneracji jelit.

Gdy już to zrobimy, przygotujmy dokładną listę naszych ulubionych potraw i produktów. Początki diety bywają bardzo trudne i z tej przyczyny warto zaopatrzyć się w to, co przyniesie nam pocieszenie w chwilach kryzysowych. Czyli?… Jeśli nie możesz żyć bez klusek, znajdź przepisy na bezglutenowe kopytka czy knedle z kaszy jaglanej. Uwielbiasz pizzę? Bez glutenu może być równie pyszna 🙂 A fanom makaronów i owsianki polecam nabyć bezglutenowe wersje tych produktów.

Kolejnym etapem jest zaplanowanie zakupów. To najważniejszy punkt, który wzbudza w chorych wiele lęku. Na szczęście wycieczka do sklepu okazuje się całkiem prosta: robimy solidny zapas warzyw, mięsa, ryb, jajek (jeśli nie mamy na nie nietolerancji) i owoców. Ponadto badamy, które kasze i ryże są bezglutenowe, a w razie wątpliwości szukamy informacji w wyszukiwarce lub dzwonimy do producenta. Podobnie postępujemy z produktami, które spożywaliśmy dotychczas, a których bezglutenowość wzbudza nasze wątpliwości: dokładnie czytamy składy ketchupów, musztard, przypraw… Możecie też oczywiście wybrać się do działu z produktami oznaczonymi przekreślonym kłosem, by zobaczyć, co z oferty danego sklepu wyda Wam się atrakcyjne. Co ciekawe, ja osobiście praktycznie nic w takich działach nie kupuję – za dużo kukurydzy i żywności wysoko przetworzonej! Swego czasu opisałam dokładnie, w czym może czaić się gluten – zapraszam Was do lektury [tutaj].

Gdy już zaopatrzymy się w produkty pierwszej potrzeby, możemy zacząć badać sklepy internetowe i zastanowić się, co jeszcze nam się przyda. Na początku będziecie zapewne używać sporo mąk bezglutenowych, ja jednak postuluję stopniowe odzwyczajanie się od nich. Dzięki temu koszty diety znacząco spadną. Osobiście używam mąki ryżowej, kokosowej, żołędziowej, kasztanowej i (bardzo rzadko) amarantusowej i teff. Kupiłam też mąkę z topinamburu, ale zawiodłam się na niej – okropnie chrzęści w zębach, jakby zawierała piasek. Wszystkich mąk używam okazyjnie – praktycznie tylko kiedy mam gości, lub kiedy wyjeżdżam i przygotowuję na drogę np. muffinki. Kwestię innych artykułów spożywczych musicie przemyśleć sami: może przyda Wam się bezglutenowy budyń czy żelatyna ze znakiem przekreślonego kłosa… Na początku zapewne wydacie też sporo na bezglutenowe makarony i gotowe mieszanki chleba. 

Bez glutenu można sobie doskonale radzić nawet w święta. Uwielbiam przygotowywać „tradycyjne” przysmaki, wykorzystując platany. Przepis na babkę znajdziecie [tutaj].

Czyli… Co ja mam teraz jeść?!

Podstawą diety muszą być warzywa, mięso, ryby, jajka, owoce, dobre tłuszcze. Są to produkty naturalnie bezglutenowe i najzdrowsze dla człowieka. Tę listę łatwo uzupełnić kaszami dobrze przez Was tolerowanymi i innymi produktami, które Waszym zdaniem warto włączyć do diety. Okazyjnie możecie też zakupić sobie jakiś wyrób z przekreślonym kłosem – ciasteczka, bułeczki czy batonik… Najważniejsza jest różnorodność – dzięki rotacji pokarmów dostarczymy sobie wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Idealne dla osób na diecie bezglutenowej są także platany – banany pełne skrobi, z których można wyczarować naleśniki, ciasta, ciasteczka, gofry, chipsy, nachosy… I oczywiście są naturalnie bezglutenowe 🙂 Więcej na ich temat przeczytacie [tutaj].

I tym oto sposobem przykładowy jadłospis mamy taki:

Śniadanie: resztki z obiadu lub kolacji z poprzedniego dnia + warzywa (papryka, pomidory, ogórki, marchew…) / ryba wędzona + warzywa (moje ulubione śniadanie ostatnio!) / awokado + warzywa / jajecznica z cebulą na maśle klarowanym + warzywa / placuszki z platanów + warzywa / omlet z cebulką i boczkiem / kiełbaski bezglutenowe + warzywa / warzywa gotowane na parze, polane oliwą z oliwek / smażona cukinia z masłem klarowanym…

Obiad: Mięso zapiekane w sosie z warzyw / smażone / w panierce z wiórek kokosowych / gulasz zagęszczony np. mąką ryżową / + surówka, sałatka i warzywa (np. kalafior, brokuł, burak…) / quiche / smażone grzyby / zupa krem z marchwi, kalafiora, brokułu / zupa z soczewicy (jeśli ją tolerujemy) / rosół (najlepszy na kościach)… Oczywiście tradycyjnie możecie do takiego obiadu dodać kaszę lub ziemniaki, chociaż pamiętajcie, że niektórzy źle tolerują połączenie węglowodanów z białkami.

Kolacja: Owoce, np. banany z cynamonem, miodem i olejem kokosowym lub wiórkami kokosowymi / naleśniki z platanów / placki ziemniaczane / placki z marchewki / placki z kaszy gryczanej czy jaglanej / pieczone bataty…

Przekąski: Garstka orzechów czy pestek (jeśli je tolerujemy) / ciasteczka platanowe / pieczona marchewka z cynamonem i olejem kokosowym / owoce / sałatka z tuńczyka / chipsy z jarmużu… + skorupka jajka by uzupełnić dietę bezmleczną w wapń [źródło]

Powyższe dania warto wzbogacić zdrowymi tłuszczami, np. oliwą z oliwek, olejem kokosowym, masłem klarowanym, awokado… Dzięki takiej diecie nasze jelita będą się regenerować, a my poczujemy się lepiej. Mam nadzieję, że moje propozycje Was zainspirują. Jeśli jednak czujecie, że układanie diety Was przerasta, polecam konsultację z dietetykiem. W przypadku cięższych schorzeń, np. insulinooporności, wizyta u specjalisty jest niezbędna.

P.S. Zauważyliście zapewne, że w moim menu nie pojawia się chleb. To dowód na to, że da się jeść zdrowe i zróżnicowane posiłki bez niego 🙂 Na początku możecie oczywiście wzbogacać nim dania, bo wiem, że wykluczenie go z diety nie jest proste. Nabiału też nie uwzględniłam, bo go nie toleruję i wiem, że wielu z Was ma podobny problem.

Przy zmianie diety najważniejsze to działać stopniowo i nie wprowadzać wszystkich ulepszeń na raz, bo może nas to nieco przytłoczyć 😉

Coś dla fanów spaghetti: bezglutenowy i niezwykle zdrowy makaron z cukinii! Przepis znajdziecie [tutaj].

A co poza domem?

Do pracy czy szkoły koniecznie musicie zabierać ze sobą gotowe posiłki. Znajdźcie też bezglutenowe restauracje, działające w Waszej okolicy. A gdyby na mieście dopadł Was głód, najlepiej kupować np. banany. Ja w kryzysowych sytuacjach nabywam też szprotki i makrelę 😉 Pozostaje jeszcze kwestia spotkań rodzinnych. Najlepiej przygotować własne potrawy – dzięki temu nie sprawimy gospodarzowi problemu, a my będziemy pewni, że jemy bezpiecznie. A jeśli rodzina chciałaby dla Was coś przyrządzić, polecam podesłać jej poradnik, który znajdziecie [tutaj].

I… To by było na tyle!

Proponowana przeze mnie dieta bezglutenowa nie powinna być droższa od Waszego dotychczasowego sposobu odżywiania. Koszty można zmniejszyć jeszcze bardziej, jeśli znajdziecie w swojej okolicy hurtowy rynek i będziecie zaopatrywać się w warzywa bezpośrednio u rolników. Wiem też, że dla części z Was problem może stanowić gotowanie. Dlatego polecam przygotowywać większe porcje na zapas (możemy je nawet mrozić). Warto też użyć jednego składnika do kilku dań, chociażby gotując duży garnek kaszy, której część zjemy na obiad, a z reszty przygotujemy na kolację błyskawiczne placuszki (zmiel kaszę, dodaj jajko, banana, cynamon i już!).

Dieta bezglutenowa nie musi być droga, nieciekawa i trudna. Na początku oczywiście możecie się burzyć, protestować i tęsknić za „tradycyjnymi” potrawami. Pamiętajcie jednak, że dla nas, osób chorych, odrzucenie glutenu oznacza ogromną ulgę. Powoli wprowadzajcie w życie zdrowe zmiany i nie wymagajcie od siebie zbyt dużo na raz. Pierwsze pozytywne efekty diety zmotywują Was do wytrwania w niej 🙂

Życzę Wam powodzenia i zdrowia! I niech gluten nie będzie z Wami 😉

Dodatek: moje doświadczenia

Pod koniec czerwca zeszłego roku przeczytałam o szkodliwości glutenu w przypadku choroby Hashimoto. Bardzo szybko wyrzuciłam go z diety. Ucieszyłam się, że to takie proste… Później doszła informacja o nabiale. Smutno mi było się go pozbywać, ale czego nie robi się dla zdrowia?… Żywiłam się bezglutenowymi kaszami i ziarnami, ryżem i warzywami. Nawet udało mi się upiec pyszny jaglany chlebek z mąką kukurydzianą i rozmarynem! Moja radość nie trwała długo. Czułam się źle i pragnęłam natychmiastowego powrotu do zdrowia. Zaczęłam czytać o paleo i rozpoczęłam protokół autoimmunologiczny, wyrzucając z diety wszystkie ziarna.

Na początku największym problemem być chleb, a raczej jego brak. Kiedyś byłam miłośniczką pieczywa, piekłam je sama i jadłam naprawdę często – kilka razy dziennie. Dlatego konieczność jego odstawienia była dla mnie prawdziwą traumą. W pierwszym dniu niemal płakałam. Po trzech dniach spłynął na mnie spokój i żyję już ponad rok bez niego.

Pewnie ciekawi Was, czy także musicie zrezygnować z pieczywa… Pamiętajcie, że gotowy chleb bezglutenowy jest najczęściej naszpikowany konserwantami i (podobno) niesmaczny. Z tej przyczyny warto piec chleb w domu, chociażby z mąki gryczanej, lub takiej, jaką dobrze tolerujemy. Pojawia się jednak pytanie: czy pieczywo w ogóle jest nam niezbędne do przeżycia? Moim zdaniem nie i możecie stopniowo zmniejszać jego udział w Waszej diecie. Świat obfituje w pyszne, pełnowartościowe pokarmy i doskonale można obejść się bez chleba i bez ziaren 🙂

A gdybyście szukali mnie na Facebooku, zapraszam [tutaj].

~ Dieta bezglutenowa: Dla kogo? ~

DSC_0299aDieta bezglutenowa stała się ostatnio niezwykle popularna, głównie dzięki książce W. Davisa „Dieta bez pszenicy”. Zanim jednak się zdecydujesz na ten sposób żywienia, polecam zapoznać się z poniższymi informacjami.

Uwaga! Pozwoliłam sobie edytować niektóre fragmenty poniższego artykułu po kilku cennych uwagach czytelników.

Dieta bezglutenowa – dla kogo?

1. Celiakia

Jeśli cierpisz na celiakię, każdy, nawet najmniejszy kontakt z glutenem, będzie u Ciebie wywoływał uszkodzenie kosmków jelitowych. Objawy tego schorzenia mogą ściśle wiązać się z układem pokarmowym (biegunki, wzdęcia, bóle brzucha). Warto jednak pamiętać, że u części chorych występują objawy atypowe: niedokrwistość, osteoporoza, niedobór wzrostu i masy ciała, zmiany skórne, bezpłodność, kamienie w pęcherzyku żółciowym, poronienia, depresja, problemy z pamięcią, migreny, autyzm…

W przypadku podejrzeń celiakii, koniecznie należy wykonać odpowiednie badania. Najpierw oznacza się przeciwciała z krwi. Uwaga! Ich brak nie wyklucza choroby! W wypadku wątpliwości zleca się wykonanie gastroskopii i biopsji jelita cienkiego, by ocenić stan kosmków jelitowych. Można także skusić się na testy genetyczne, jednak obecność genów HLA-DQ2 lub HLA-DQ8 nie świadczy jeszcze o istnieniu choroby, a jedynie o naszej predyspozycji. Więcej na temat diagnostyki możecie przeczytać [tutaj].

W przypadku celiakii warto wykonać badania na nietolerancje pokarmowe, gdyż może się okazać, że poza glutenem nie tolerujesz też innych ziaren (np. kukurydzy). Co więcej, zdaniem dr Terry Wahls 80% osób nietolerujących glutenu nie toleruje również mleka.

Chciałabym jeszcze dodać, że wokół diagnostyki istnieje wiele kontrowersji, o których możecie przeczytać [tutaj]. Na chwilę obecną nie dysponujemy jednak lepszymi narzędziami i dlatego nie sądzę, by całkowita rezygnacja z diagnostyki była najlepszym rozwiązaniem. Niemniej jednak, zdaniem Nory Gedgaudas testy z krwi mają 30% skuteczność, ale wyniki pozytywne są niemal zawsze pewne. Wynik negatywny nie oznacza, że nietolerancja u nas nie występuje. Dlatego w przypadkach wątpliwych warto się obserwować i zastosować dietę eliminacyjną.

2. Inne choroby autoimmunologiczne (np. Hashimoto)

Na chwilę obecną nauka potwierdziła już wysoką korelację między chorobami tarczycy o podłożu autoimmunologicznym (zapalenie tarczycy Hashimoto, choroba Gravesa-Basedowa) i celiakią. Co więcej, zdaniem włoskich naukowców, wszyscy pacjenci dotknięci schorzeniami tarczycy powinni zostać przebadani w kierunku celiakii, gdyż występuje u nich podwyższone ryzyko nietolerancji glutenu [źródło].

Powyższe zalecenie pochodzi z roku 1998. Upłynęło 17 lat, a w Polsce dopiero teraz zaczyna się napomykać o związku między Hashimoto i glutenem (sic!). Niestety, realia są tragiczne. Za badania w kierunku choroby trzewnej pacjent musi zapłacić sam.

Co więc robić? Jeśli masz Hashimoto, podejrzewasz nietolerancję glutenu i dysponujesz odpowiednimi środkami, przebadaj się w kierunku celiakii. Szczegóły znajdziesz [tutaj]. Ponadto warto wykonać badania na nietolerancje pokarmowe, gdyż może się okazać, że poza glutenem nie tolerujesz też innych ziaren (np. kukurydzy).

Czy dieta bezglutenowa jest też wskazana w wypadku innych chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów czy stwardnienie rozsiane? Naukowcy są w tej kwestii podzieleni [źródło], jednak wiele wskazuje na to, że wykluczenie glutenu przynosi ulgę chorym. Osobiście tego doświadczyłam – niegdyś cierpiałam na chroniczne bóle stawów i kolan; dzięki diecie bezglutenowej, bezmlecznej i paleo te przykre dolegliwości ustały.

3. Zespół jelita drażliwego

Jeśli lekarz postawił Ci diagnozę zespołu jelita drażliwego, przyczyną Twoich dolegliwości również może być gluten. Ponownie polecam przebadać się w kierunku celiakii i nietolerancji pokarmowych.

4. Problemy trawienne o nieznanym podłożu

Moja mama przez 20 lat uskarżała się na problemy trawienne. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i zapisywali tabletki. Dziś już wiemy, że mama cierpi na Hashimoto i jedzenie pszenicy, żyta i nabiału przez wiele lat niszczyło jej zdrowie.

Bóle brzucha, gazy, wzdęcia, biegunki i złe wchłanianie mogą być skutkiem nietolerancji glutenu. Badania w kierunku celiakii i nietolerancji pokarmowych powinny przynieść rozwiązanie Twoich dolegliwości.

5. Problemy neurologiczne

Jak już wspomniałam, nietolerancja glutenu może objawiać się problemami z pamięcią i koncentracją, depresją, autyzmem, migrenami… O wpływie tej frakcji białek na mózg możecie przeczytać na blogu pani Moniki Skuzy [tutaj].

Jestem w grupie ryzyka – I co teraz?

Zanim przejdziesz na dietę, zacznij od diagnozy. Ostawienie glutenu może uniemożliwić późniejszą diagnostykę i wykrycie celiakii.

Co jednak zrobić, gdy nas na takie badania nie stać?… Na chwilę obecną badania naukowe pokazują, że u wielu chorych na Hashimoto czy Gravesa-Basedova występuje ryzyko nietolerancji glutenu. Niestety, na razie nie wiadomo, czy wszyscy chorzy powinni odstawić gluten. Mam jednak szczerą nadzieję, że wkrótce nauka odpowie na to pytanie, dzięki czemu my, pacjenci, zaoszczędzimy wiele zdrowia i pieniędzy.

Gdy jesteś w grupie ryzyka, istnieje pewna darmowa opcja: dieta eliminacyjna. Spróbuj wyłączyć na miesiąc gluten z diety. Po tym czasie wprowadź go ponownie i obserwuj, czy powrócą Twoje dolegliwości. Przy takiej próbie warto również wykluczyć nabiał – jak już mówiłam, szacuje się, że u 80% osób z nietolerancją glutenu występuje nietolerancja nabiału. Jeśli próba wypadnie pomyślnie i objawy wrócą wraz z włączeniem glutenu do diety, rozważ wykonanie dokładnych badań i konsultację dietetyczną. Warto też poinformować o naszych podejrzeniach lekarza pierwszego kontaktu.

Uwaga! Pierwsze dni bez glutenu i nabiału mogą być bardzo trudne. Nie zdziw się, gdy zaczniesz doświadczać przykrych symptomów odstawienia: bóli głowy, nerwowości, smutku… Po pewnym czasie te objawy powinny minąć. Staraj się przetrwać miesiąc bez tych pokarmów (nawet śladowe ilości są w stanie zepsuć test!). Dopiero po tym czasie będzie można obiektywnie ocenić wyniki eksperymentu.

A co z osobami zdrowymi?

Jeśli nie masz problemów zdrowotnych, a pragniesz wyeliminować gluten z diety, oczywiście możesz to zrobić. Na razie jednak brakuje dowodów naukowych, by ocenić zasadność takiego postępowania, chociaż jest to temat mocno kontrowersyjny… Szerzej zajmę się tą kwestią w jednym z przyszłych artykułów i przedstawię Wam swój punkt widzenia.

Moja historia

Osobiście odstawiłam gluten ponad rok temu. Teraz żałuję, że nie przebadałam się w kierunku celiakii – dzięki temu miałabym absolutną pewność swojego stanu zdrowia. Niestety, rok temu nawet mi to do głowy nie przyszło: kiedyś konsultowałam się z kilkoma gastrologami i żaden z nich nie zasugerował mi badań w kierunku tego schorzenia, ba, żaden nawet nie wspomniał o nietolerancjach!… Niedawno wykonałam podstawowy test na nietolerancje pokarmowe i wykazał on kilka produktów, m.in.: gluten, pszenicę, żyto i mleko (nawet kozie!). Wiem, że dieta przynosi u mnie efekty i zdecydowanie działa. Nie wiem natomiast, czy moja nietolerancja glutenu nie jest przypadkiem spowodowana celiakią i czy w przypadku Hashimoto jest w ogóle możliwa nieceliakalna nietolerancja glutenu… Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zbadać i poznać prawdę. Muszę tylko zebrać odpowiednie fundusze 🙂

Ale przecież dieta bezglutenowa jest droga i skomplikowana…

Jeśli okaże się, że musisz zacząć stosować dietę bezglutenową, nie martw się! Wcale nie musi ona być droga i trudna! Za jakiś czas opowiem Wam, jak powinna wyglądać dobrze zaplanowana dieta bezglutenowa 🙂

Wnioski

Celiakia wcale nie jest tak rzadka, jak nam się wydaje. Choruje na nią jedna osoba na 100 [źródło]. Dlatego też istnieje duże ryzyko, że ten problem dotyczy i Ciebie, zwłaszcza jeśli masz już zdiagnozowaną inną chorobę autoimmunologiczną. I stąd mój apel: badajcie się. Przetestujcie dietę eliminacyjną. Warto dowiedzieć się, czy gluten (wraz z nabiałem) nie pogarszają stanu Twojego zdrowia. Nie czekaj, aż lekarz zasugeruje Ci odpowiednie badania. Niestety my, pacjenci, nie możemy liczyć na NFZ, a wyłącznie na siebie.

Trzymajcie się zdrowo! 🙂

~ Uważaj! W tych produktach może kryć się gluten! ~

Dieta bezglutenowa staje się coraz bardziej popularna. Należy jednak pamiętać, że dla przeważającej grupy osób ją stosujących taki styl żywienia to nie przejściowa moda, a po prostu konieczność – zwłaszcza w przypadku celiakii czy innych chorób autoimmunologicznych (chociaż w tym przypadku badania dopiero zaczęły być prowadzone). Jeśli zdecydowałeś się na porzucenie glutenu z pobudek czysto ideologicznych, śladowe ilości tych białek roślinnych Ci nie zaszkodzą. Osoby chore muszą jednak przykładać ogromną wagę do tego, by w ich posiłkach nie znalazła się ani krztyna glutenu. Nawet śladowe ilości mogą się przyczyniać do rozszczelniania i uszkodzeń jelit. I dlatego właśnie przygotowałam dla początkujących bezglutenowców listę produktów, na które szczególnie należy uważać.

Czytaj etykiety!

Każdy zakup powinniśmy rozpocząć od dokładnej lektury składu produktu. Gluten występuje nie tylko w pszenicy, lecz także w życie i jęczmieniu oraz we wszystkich pochodnych tych zbóż – kaszach (chociażby w pozornie niewinnej kaszy mannie czy kuskusie), słodzie, occie słodowym, otrębach czy mąkach. Ponadto gluten może kryć się dekstrynie, maltodekstrynie, maltozie czy skrobi modyfikowanej – zależnie od tego, z jakiego zboża zostały uzyskane te substancje. Pamiętajcie też, że także owies jest obecnie bardzo mocno zanieczyszczony glutenem.

Na szczęście dziś większość firm zaznacza alergeny pogrubioną czcionką i podkreśleniem. Niekiedy jednak producent opisuje swój produkt dość enigmatycznie i początkujący bezglutenowiec może zupełnie nieumyślnie narazić się na kontakt ze szkodliwą dla siebie substancją.

Zanim zaczniemy naszą podróż po pokarmach najeżonych glutenowymi pułapkami chciałabym zaznaczyć, że niektóre osoby mogą cierpieć na nietolerancję pszenicy, a nie glutenu. Dlatego też inne zboża glutenowe (np. żyto) nie wywołują w nich objawów chorobowych. By jednak się przekonać o tym, czy cierpimy na nietolerancję właśnie tej frakcji białek, czy tylko pszenicy, należy wykonać odpowiednie badania. Ponadto chciałabym jeszcze zaznaczyć, że poniższe zalecenia powinny stosować przede wszystkim osoby cierpiące na celiakię. Kwestia szkodliwości glutenu przy innych chorobach autoimmunologicznych wciąż jest badana, jednak wiele wskazuje na to, iż ma on duże znaczenie dla rozwoju takich schorzeń jak Hashimoto czy reumatoidalne zapalenie stawów. Mimo to nie polecam działać na ślepo: najlepiej wykonać badania w kierunku celiakii i nietolerancji glutenu, gdyż jest to najbardziej wiarygodna ocena stanu naszego zdrowia*. Wiem jednak, że nie wszystkich na takie testy stać. W takim wypadku zastosujcie dietę eliminacyjną – na co najmniej miesiąc wyeliminujcie gluten z Waszej diety (ale w 100%, inaczej eksperyment się nie uda), a później spróbujcie go wprowadzić i obserwujcie swoje reakcje. Bóle brzucha, wzdęcia, biegunka, zamęczenie, bóle głowy, wysypka, kichanie czy bóle stawów mogą być objawami nietolerancji. Po takim eksperymencie warto podzielić się lekarzem z naszymi spostrzeżeniami i być może ten zaleci nam dalsze badania.

* Uwaga! Pamiętajcie, że testy także mogą być zawodne [źródło] i w niektórych wypadkach tylko dieta eliminacyjna pozwala stwierdzić obecność nietolerancji.

Gluten, gluten wszędzie

Niestety, taka jest smutna prawda. Zanim przeszłam na dietę bezglutenową i paleo, nie sądziłam, że życie osoby chorej może być tak problematyczne. Nagle musisz wykluczyć ok. 80% tego, co jadłeś do tej pory. Produkty, które dotąd były podstawą naszej diety, muszą wylądować w koszu na śmieci. Są to przede wszystkim:

1. Pieczywo, bułki i wszystkie produkty mączne (np. makarony). Jedynie przekreślony kłos daje nam gwarancję, że dany produkt jest wolny od glutenu*. Najczęściej jednak bezglutenowe pieczywo jest nafaszerowane konserwantami, więc jeśli już jeść chleb – to najlepiej ten pieczony w domu. A jeszcze lepiej przejść na dietę paleo i w ogóle nie przejmować się bezglutenowością naszego chleba 🙂

*Pamiętajcie jednak, że znak przekreślonego kłosa nie oznacza całkowitego braku glutenu w danym produkcie. Mogą kryć się w nim bardzo, ale to bardzo śladowe ilości (do 20 ppm – 20 części na milion), które zostały uznane za bezpieczne dla osób chorujących na celiakię [źródło]. Mimo to podobno dla niektórych osób nawet takie ilości mogą być szkodliwe, ale to wymaga dalszych badań.

2. Płatki muesli, płatki kukurydziane i wielozbożowe. Ostatnio co prawda Nestle wypuściło na rynek Corn Flakes bezglutenowe… Jest to jednak produkt wysoce przetworzony i nie powinien znaleźć się z zdrowej diecie.

3. Wszystkie zupy czy sosy w proszku, a także kostki rosołowe (chyba że producent oznaczył swój produkt jako bezglutenowy).

4. Przyprawy – na terenie zakładów produkcyjnych używana jest mąka i gluten unosi się w powietrzu; ponadto maszyny mogą być nim zanieczyszczone. Należy uważać na gotowe mieszanki typu vegeta. Na chwilę obecną jedyną znalezioną przeze mnie firmą przyprawową, która oznacza niektóre swoje produkty jako nie zawierające glutenu, są Dary Natury.

W przypadku przypraw należy zachować szczególną ostrożność. Większość z nich zawiera śladowe ilości glutenu [źródło zdjęcia].

5. Jogurty (zwłaszcza z aromatami i z dodatkiem zbóż). Jogurty naturalne, sery, mleko i śmietana powinny być bezpieczne, jednak w razie wątpliwości polecam skontaktować się z producentem. Dokładnie badajcie jednak skład serów pleśniowych, serów z przyprawami i serków topionych. Ponadto otrzymałam od czytelniczki informację, że ser, który kupiła zrobiony został na bazie… Piwa! Uważajcie na takie pułapki. Nie jest łatwe życie bezglutenowca, oj nie jest…

6. Batoniki, czekolada, pralinki, ciasteczka, chrupki, chipsy, krakersy, budynie – jeśli producent nie oznaczył swoich wyrobów jako bezglutenowe. Jak dotąd bezpiecznymi słodyczami dla bezglutenowców były wybrane produkty marki Goplana i według zapewnień producenta wciąż powinno tak być (na ten temat więcej pisze [tutaj] Bezglutenowa Mama).

7. Gotowe dania mrożone – pizze, zapiekanki, paluszki rybne w panierkach etc. Na szczęście nie wszystkie produkty mrożone są zanieczyszczone. Wg danych producentów mrożone frytki firm Aviko i McCain nie zawierają glutenu [źródło].

8. Musztarda, ketchup, majonez, chrzan – powinny być bezpieczne. Niekiedy jednak produkty te zawierają w składzie aromaty czy przyprawy, które mogą zawierać gluten. Ponadto mogą zawierać ocet, który nie był destylowany. Dlatego w razie wątpliwości najlepiej skonsultować się z producentem. Z moich poszukiwań wynika jednak, że produkty marki Heinz i ketchup firmy McDonald’s są bezpieczne [źródło].

9. Gotowe kiełbasy i produkty mięsne – przeważająca większość z nich jest zanieczyszczona glutenem. Nawet mięso mielone może zawierać dodatki glutenowe! Ponadto praktyczne wszystkie produkty wędzone są moczone w koncentracie dymu wędzarniczego. Ten zaś zawiera aromaty, w których może czaić się gluten… Najbezpieczniej jest więcej kupić kawałek mięsa i przygotować wędlinę w domu. A jeśli nie macie czasu, polecam poszukać firm oferujących produkty bezglutenowe, np. Konspol.

Nie dla bezglutenowca kiełbasa! [Źródło obrazka]

10. Kasze i mąki (pozornie) bezglutenowe – wg badań przeprowadzonych na zlecenie Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Beglutenowej wiele mąk teoretycznie bezpiecznych (choćby kukurydziana, z cieciorki, gryczana) było zanieczyszczonych glutenem w stopniu znacznym (dokładny spis skażonych produktów znajdziecie tutaj). Ponadto w kaszach mogą zawieruszyć się obce ziarna – i to nawet jeśli producent oznacza swój produkt jako naturalnie bezglutenowy! Co więc robić? Albo przejść na dietę paleo, na której wyrzucamy wszystkie ziarna, albo kupować tylko produkty ze znakiem przekreślonego kłosa, albo dokładnie przebierać kasze tak jak to robi Bezglutenowa Mama [źródło]. Ja tam osobiście polecam jednak dietę paleo 😉

Wiem jednak, że dla niektórych z Was rezygnacja z kasz może być chwilowo awykonalna. Na szczęście takie firmy jak Kupiec robią wszystko co w ich mocy, by zminimalizować ryzyko skażenia własnych produktów glutenem. Mimo to należy pamiętać, że czasem pozornie bezglutenowe kasze czy mąki mogą być źródłem naszego złego samopoczucia. Absolutnie nie chcę Was tutaj straszyć, lecz jedynie uczulić. Czasem mamy pewność, że trzymamy się diety, a tymczasem skażenia kasz wywołują w nas objawy chorobowe. W takim przypadku warto wyeliminować je na jakiś czas z diety i zobaczyć, czy będzie różnica w naszym samopoczuciu.

11. Lody – jeśli zawierają dodatki w postaci wafelków na pewno zawierają gluten. Ponadto aromaty też mogą być dla nasz szkodliwe. Dlatego zawsze dokładnie należy czytać skład! [Tutaj] i [tutaj] znajdziecie oświadczenia Algidy na temat bezglutenowości ich produktów. Lody Grycan są z kolei całkowicie bezpieczne [źródło].

12. Piwo – zawiera słód jęczmienny, a więc i gluten. Zanieczyszczone glutenem mogą także być wódki kolorowe czy smakowe. Na szczęście wódki czyste zostały przebadane i są… czyste 😉 Bezpieczny do spożycia jest też cydr [źródło]. 

13. Gotowe sosy oraz sos sojowy – też mogą być niebezpieczne (zwłaszcza sos sojowy, gdyż zawiera pszenicę). Szukajcie bezglutenowych odpowiedników – na szczęście istnieją!

14. Suszone owoce – ze względu na zanieczyszczenie linii produkcyjnych glutenem. Dla mnie jest to istna katorga – czytam składy i wszędzie może być gluten! I ogarnia mnie rozpacz, że nawet wiórki kokosowe nie są bezpieczne. Uwaga! Także drogie produkty ekologiczne mają oznaczenia ostrzegające przed śladowymi ilościami glutenu. Słyszałam też, że owoce suszone i orzechy są posypywane mąką, by się nie zlepiały… Jednak nie wiem, czy to prawda, czy plotka.

Praktycznie wszystkie owoce suszone na polskim rynku mają na opakowaniu ostrzeżenie o śladowych ilościach glutenu [źródło obrazka].

15. Kiszonki i kwaszonki – producent może je wzbogacić octem słodowym lub przyprawami zawierającymi gluten.

16. Konserwy i produkty puszkowane – nawet pozornie bezpieczne szproty pomidorowe mogą zawierać gluten! [źródło].  Dlatego powtórzę: czytajmy etykiety!

17. Kawa – powinniśmy uważać na kawy rozpuszczalne, które mogą zawierać domieszki ziaren. Ostatnio pojawiła się jednak na rynku bezpieczna Inka Bezglutenowa (ale i tak osoby paleo z niej nie skorzystają, bo zawiera inne ziarna).

Uwaga! Nietolerancja glutenu często idzie w parze z nietolerancją laktozy czy kazeiny i dlatego wiele osób będzie zmuszonych uszczuplić powyższą listę o produkty mleczne czy zawierające białka mleka.

Gluten… w szmince?!

Jak do tej pory wymieniłam produkty niezbyt kontrowersyjne. Początkujący bezglutenowiec z pewnością poradzi sobie z wszystkimi potencjalnie na niego czyhającymi pułapkami. Istnieje jednak grupa artykułów, których w życiu byście nie zakwalifikowali jako glutenowe! Żeby jednak uniknąć możliwego kontaktu z tym białkiem roślinnym, uważajcie na:

1. Kosmetyki, a zwłaszcza szminki i pomadki – mogą zawierać ekstrakty ze zbóż, a więc i gluten. Szminkę niestety bardzo łatwo obliznąć i połknąć, więc jakieś ryzyko jest. Podobno też niektóre osoby cierpiące na celiakię źle reagują na kontakt skórny z glutenem znajdującym się np. w balsamach, to jednak wymaga dalszej weryfikacji. Niemniej jednak zawsze sprawdzajcie, czy na kosmetyku nie znajdują się pochodne tych nazw: Triticum vulgare (pszenica), Hordeum vulgare (jęczmień), Secale cereale (żyto), Triticale (pszenżyto), and Triticum spelta (orkisz). Pełen spis glutenowych dodatków używanych w produkcji kosmetyków znajdziecie tutaj.

Wiem, że brzmi to kosmicznie, ale nawet pomadka może mieć gluten. Też kiedyś śmiałam się z takich informacji, dziś jednak rozumiem, że dla niektórych osób gluten może być naprawdę problematyczny [źródło obrazka].

2. Pasta do zębów – podobnie jak szminka może zawierać gluten. Wg tego artykułu Aquafresh gwarantuje brak glutenu w swoich produktach, natomiast Colgate i Sensodyne nie mogą zagwarantować, że któryś ze składników używanych przy wyrobie past nie miał kontaktu z glutenem, zaznaczają jednak, że półprodukty przez nich używane są bezglutenowe (czyli ryzyko skażenia jest znikome).

3. Herbata (zwłaszcza aromatyzowana) – większość herbat nie zawiera glutenu i można je bezpiecznie pić. Problematyczne są jednak herbaty aromatyzowane, zwłaszcza sprzedawane na wagę. Dodawane do nich aromaty mogą zawierać gluten. Niestety sama się o tym przekonałam – po trzech miesiącach bezglutenowej diety zaparzyłam sobie pysznej herbatki… A później brzuch mi chciało rozsadzić. Wtedy zaczęłam szukać rozwiązania tego nietypowego incydentu… I wyszło szydło z worka. Nawet w herbacie może być gluten!

4. Aromaty do ciasta – podobnie jak w przypadku herbat, aromaty mogą zawierać gluten. Dlatego najlepiej napisać do producenta, czy jego produkt jest bezpieczny.

5. Drożdże – zależnie od tego, jak zostały wyhodowane i zapakowane. Więcej informacji na ten temat znajdziecie [tutaj]. Ponadto wg Dra. Oetkera jego drożdże instant są bezglutenowe [źródło].

6. Żelatyna – jeśli pakowano ją w jednej hali z produktami zawierającymi gluten, mogła zostać skażona. Dr. Oetker zapewnia o bezglutenowości swojego produktu [źródło]. Moim zdaniem jednak najbezpieczniejsza jest żelatyna w listkach, a nie w proszku.

7. Leki i suplementy – na szczęście coraz więcej firm decyduje się na używanie bezglutenowych wypełniaczy, jednak osoby chore wciąż muszą bardzo uważać i czytać składy, lub prosić o to farmaceutów. [Tutaj] znajdziecie spis leków bezpiecznych (chociaż na pewno wymaga on uzupełnienia, gdyż pochodzi sprzed 10 lat).

8. Opłatek – mimo że dla wielu święty, zawiera gluten i może wywołać nieprzyjemne konsekwencje! Dlatego w razie potrzeby porozmawiajcie z księdzem i poproście go o zakup bezglutenowego opłatka i wręczenia go Wam w czasie mszy.

9. Guma do życia – może zawierać skrobię. [Tutaj] znajdziecie zbadane gumy marki Orbit, które okazały się bezpieczne. Ponadto firma Wrigley twierdzi, że ich produkty są całkowicie bezglutenowe [źródło], jednak czytanie składu nikomu nie zaszkodzi 🙂

10. Ciastolina i masa Play-Doh – punkt ważny dla dzieci chorych na celiakię. Masa Play-Doh jest wytwarzana z mąki. W czasie zabawy dziecko nieświadomie może włączyć pełną glutenu rączkę do ust… Brzmi mało prawdopodobnie, ale lepiej minimalizować ryzyko.

11. Gotowe produkty oznakowane jako „smażone”, „w panierce”, „chrupkie”, „chrupiące” – nawet jeśli nie zawierają panierki, mogą być smażone na zanieczyszczonym uprzednio glutenem tłuszczu.

12. Koperty i znaczki – tak, dobrze czytacie. Klej znajdujący się na kopertach i znaczkach może zawierać gluten. Wystarczy polizać… i zrobi się nieprzyjemnie.

Koperty i gluten… Spodziewalibyście się tego? 😉 [Źródło obrazka]

To jeszcze nie koniec

Nawet jeśli jesteście pewni, że w spożywanym przez Was jedzeniu nie ma glutenu, musicie uważać na możliwe skażenia (zwłaszcza jeśli mieszkacie z osobami glutenowymi). O czym warto więc pamiętać? (poniższe informacje zostały zainspirowane [tym artykułem] i doświadczeniem własnym).

1. Deski do krojenia – w zarysowaniach może kryć się gluten. Dlatego najlepiej kupić sobie własne, czyste deski. Najlepiej też kupić nowe łyżki drewniane (jeśli takich używacie).

2. Tostery, opiekacze do chleba, gofrownice – najczęściej takich urządzeń nie da się dokładnie umyć, więc zawsze ryzyko skażenia jakieś jest.

3. Sitka (zwłaszcza te używane do przesiewania mąki).

4. Pojemniki i naczynia niewłaściwie umyte.

5. Gluten unoszący się w powietrzu – jeśli Wasi domownicy przygotowują jakiś glutenowy wypiek, drobinki mąki mogą osiąść na wszystkich powierzchniach, z których Wy później skorzystacie… Zalecam więc zachować szczególną ostrożność w takich przypadkach.

6. Bezglutenowa pizza – nawet jeśli dany lokal oferuje pizzę teoretycznie dla nas bezpieczną, w powietrzu może unosić się gluten i osiadać na naszym jedzeniu.

7. Imprezy rodzinne – to może być duże źródło stresu. Wyobraźmy sobie, że ktoś nożem pełnym okruchów chleba sięga po masło, po które następnie (zupełnie nieświadomie) sięgniemy my… Dlatego należy zachować stałą czujność. Niestety, nie jest to łatwe, a do tego bywa krępujące, ale taka jest cena zdrowych jelit.

8. Patelnie, garnki, blachy do pieczenia – muszą być dokładnie wymyte. Niektórzy kupują zupełnie nowe przyrządy do gotowania, jednak nie wszystkich na to stać.

9. Romantyczne chwile z ukochanym i ukochaną – jeśli Wasz luby (lub luba) zjedli przed chwilą pysznego pączka i naszło Was na czułości… Na pewno poza słodkim pocałunkiem otrzymacie drobinki glutenu. Co więc robić? Albo partner będzie musiał przejść na dietę bezglutenową, albo myć zęby po glutenowych posiłkach, albo tak komponować posiłki, by zawsze kończyć je warzywem lub owocem (marchewka doskonale czyści zęby). A gdyby kogoś ciekawiło, czy w spermie jest gluten, to odpowiedź brzmi NIE 😉

10. Nieświadomość bliskich – dla osoby zdrowej zachowywanie takiej ostrożności może być jakąś fanaberią. Dlatego poinstruujmy dokładnie naszych domowników. Niech zwrócą uwagę na to, czy przypadkiem nie pokroili nam arbuza nożem, którego przed chwilą użyli do przygotowania kanapek… Wiem z własnego doświadczenia, że na początku jest to trudne, jednak najczęściej rodzina chętnie współpracuje, gdyż zależy jej na stanie naszego zdrowia i dobrobycie naszych jelit 🙂

Pamiętajcie, że niewłaściwie umyte przybory kuchenne mogą być źródłem glutenu! [Źródło obrazka]

Ponadto na gluten należy uważać w restauracjach. Niestety, wyjście na miasto to dla bezglutenowca najczęściej katorga. Restauratorzy często nie rozumieją, że dla osoby chorej posiłek musi być przygotowany na czystej desce, świeżym tłuszczu, bez użycia przypraw znanych marek (bo wszystkie zawierają gluten). Dlatego też rok nie ośmieliłam się odwiedzić żadnej restauracji. Ostatnio jednak skusiłam się parę razy… I bywało różnie, czasem brzuch wzdął mi się jak balon, nie wiem, czy z przejedzenia, czy z obecności glutenu w potrawach 😉 Smutne to bardzo, że czasem my, bezglutenowcy (a zwłaszcza paleowcy), musimy czuć się jak wybryki natury – szkodzi nam coś, co znajduje się dosłownie wszędzie i jest podstawą diety przeważającej części społeczeństwa. Na szczęście nasza sytuacja stopniowo się poprawia i wielu restauratorów rozumie dziś nasze potrzeby.

Wiem, że na początku dieta bezglutenowa może się wydać trudna, a nawet niemożliwa do zrealizowania. Bo co tu jeść? Jak żyć?! Na szczęście natura dała nam prawdziwe bogactwo warzyw, owoców, mięsa i ryb, które są całkowicie wolne od glutenu. Bez mąki można nawet stworzyć pyszne wypieki – wystarczą platany i naleśniki czy ciasto powstaną w mig [więcej o platanach/plantanach przeczytacie tutaj]! Ponadto korzyści z porzucenia glutenu są nie do przecenienia – dzięki diecie bezglutenowej (i często bezmlecznej) wiele osób w końcu zaczyna normalnie trawić i przyswajać pokarm, a dolegliwości ze strony układu trawiennego stają się bardziej znośnie lub znikają całkowicie.

Pamiętajcie, że my, bezglutenowcy, musimy dbać o swoje prawa. Nie bójmy się pisać do producentów i żądać konkretnych odpowiedzi. Im więcej nas będzie, tym bardziej producenci żywności będą się troszczyć o nasze potrzeby. A w idealnym świecie przyszłości każdy bezpieczny dla nas produkt będzie oznaczony przekreślonym kłosem.

Trzymajcie się zdrowo!

A jeśli nie chcecie przegapić żadnego z moich artykułów, zapraszam na Jaskiniowego Facebooka [tutaj]!