Jak złość niszczy ci zdrowie

Fakty są nieubłagane: złość wywiera ogromny wpływ na stan twojego zdrowia. Im częściej się gniewasz, tym większe ryzyko chorób serca, otyłości czy parodontozy. Jeśli nauczysz się panować nad emocjami, twoje szanse na dłuższe i szczęśliwsze życie znacząco wzrosną.

Parszywa dwunastka: jakie są skutki złości

Dotychczasowe badania naukowe wykazały silny związek między złością a następującymi skutkami zdrowotnymi:

1. Zwiększone ryzyko nadciśnienia.

2. Wyższy poziom homocysteiny, prowadzący do uszkodzenia tętnic i podwyższenia ryzyka choroby niedokrwiennej serca.

3. Zwiększony poziom białka C-reaktywnego (CRP) powiązanego z chorobami serca i zawałem.

4. Podwyższone stężenie kortyzolu i adrenaliny (są to hormony odpowiadające za reakcję „walcz lub uciekaj”).

5. Osłabiona funkcja układu odpornościowego (spowodowana przez nadaktywne hormony)*.

6. Podwyższona masa ciała (spowodowana przez zbyt wysoki poziom kortyzolu).

7. Zwiększona podatność na patogeny, zarazki, wirusy oraz rodzinna predyspozycja do raka i chorób serca.

8. Zwiększone ryzyko parodontozy.

9. Wyższe ryzyko zaburzeń odżywiania.

10. Częstsze pojawianie się niepokoju, depresji oraz objawów psychosomatycznych (takich jak ból).

11. Szybsze starzenie się komórek, krótsza długość życia.

12. Większe ryzyko, że gniewni pacjenci nie będą stosować zaleczonego leczenia, ryzykując własnym zdrowiem.

* W przypadku osób cierpiących na choroby autoimmunologiczne, osłabienie układu odpornościowego może zaostrzać objawy schorzenia.

Gniew w liczbach

– Chronicznie zagniewani mężczyźni mają od pięciu do siedmiu razy wyższe ryzyko zgonu do 50 roku życia od ich spokojniejszych kolegów [1].

– Osoby gniewne, wrogie i depresyjne okazały się bardziej podatne na choroby serca niż osoby niemal nie mające takich problemów. Pierwsze grupa prezentowała dwa do trzech razy wyższe stężenie białka C-reaktywnego [źródło].

– Mężczyźni, którzy codziennie się gniewali, mieli o 43% większe szanse na rozwój parodontozy w porównaniu z mężczyznami złoszczącymi się rzadko [źródło].

– Mężczyźni i kobiety skorzy do gniewu mieli trzy razy wyższe ryzyko zawału serca, mimo ciśnienia krwi mieszczącego się w normie [źródło].

– Kobiety w średnim wieku, które intensywnie się złościły i otwarcie wyrażały swój gniew, miały wyższe poziomy insuliny oraz więcej tkanki tłuszczowej od kobiet mniej wrogich [źródło].

– Osoby chronicznie zestresowane były dwa razy bardziej podatne na złapanie grypy lub przeziębienia. Im większy stres, tym wyższe ryzyko choroby [źródło].

– Mężczyźni miotani negatywnymi emocjami, wybuchami złości oraz zarzucający innym brak emocjonalnego wsparcia, byli bardziej podatni na przyrost tkanki tłuszczowej w wyższych partiach ciała [2].

Zadbaj o swoje serce… I uśmiechnij się, zapominając o złości!

Złość czai się w genach?

Badania dra Redforda Williamsa pokazały, że istnieje drobna molekularna wariacja genu, która może predysponować nas do gniewu. Dzięki odkryciom Davida Lykkena z 1996 roku wiemy zaś, że około 50% naszej satysfakcji z życia pochodzi z genów.

Powyższe informacje nie mogą stać się wymówką dla osób często okazujących złość. Podejście „jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz” zdecydowanie nie działa. Musimy pamiętać, że geny, sposób w jaki zostaliśmy wychowani oraz otoczenie mają wpływ na odczuwane przez nas emocje; niemniej jednak tylko od nas zależy, co zrobimy z targającymi nami uczuciami, a także czy wykorzystamy je w pozytywny i konstruktywny sposób.

Jak wyrażać złość

Gniewasz się? No dalej, rozbij kilka talerzy, uderz w coś, krzycz, rozładuj napięcie!… Nie pomogło? To zrób to jeszcze raz!

Społeczeństwo zachęca każdego do wyrzucenia z siebie złości. Wierzymy, że w ten sposób negatywne emocje nas opuszczą, a my znów staniemy się spokojni i radośni. Nic bardziej mylnego! W badaniu przeprowadzonym przez dra Brada  J. Bushmana przekazano uczestnikom informację, że wyżycie się (np. poprzez rzucanie przedmiotami) jest efektywną metodą pozbycia się złości. Okazało się, że te osoby były później bardziej agresywne w stosunku do swoich rywali. Wyładowanie złości poprzez rzucanie przedmiotami, kopanie czy bicie sprawia, że negatywne emocje wciąż się w nas tlą. 

Jak więc poradzić sobie z gniewem? Poprzez zajęcie się czymś, co jest niepowiązane z naszymi uczuciami: czytanie, oglądanie komedii, słuchanie muzyki. Ćwiczenia fizyczne nie zawsze okazują się pomocne – w niektórych wypadkach utrzymują w nas gniew.

Czy złość jest zła?

Od dzieciństwa wpaja się nam, że istnieją dobre, pożądane emocje (choćby radość czy duma) oraz emocje złe, których powinniśmy unikać (strach, niepewność, złość). Takie podejście może zrujnować nasze zdrowie w życiu dorosłym.

Człowiek dysponuje całym wachlarzem stanów emocjonalnych i jest zupełnie naturalne, że odczuwa tak złość, jak i radość. Ważniejsze od tego, co czujemy, jest podejście do własnych emocji oraz sposób, w jakie je wyrażamy. Jeśli podejrzewasz u siebie problem z ekspresją uczuć, czas na krótką podróż do czasów dzieciństwa.

„Grzeczne dziewczynki się nie złoszczą”; „Chłopaki nie płaczą”; „Masz być radosna i uśmiechnięta”; „Nie becz”; „Jesteś niegrzeczny!”; „Nie marudź, mamusia jest zajęta”; „Przeszkadzasz mi, tatuś chce poczytać”. Które z tych zdań brzmią znajomo? Kiedy dziecko jest karane za wyrażanie „negatywnych” emocji oraz oczekuje się od niego tylko uczuć „pozytywnych”, złość narasta w nim aż do wybuchu. Oczywiście taka kulminacja niesie ze sobą tragiczne konsekwencje. Dziecko uczy się, że gniew należy ukrywać i że tylko wybuch przynosi pewną ulgę.

Uczucia, które nami targają, najlepiej wyrażać od razu, wyjaśniając je pokrótce. Dzięki temu zrozumiemy własne emocje i nauczymy się komunikować je otoczeniu w sposób funkcjonalny. „Jestem szczęśliwa, bo dostałam dobrą ocenę”. „Jestem zła, bo zapomniałeś kupić chleb”. „Jest mi przykro, bo szefowa mnie skrytykowała”. „Jestem podekscytowana, bo właśnie poznałam bardzo przystojnego mężczyznę”. A jakie emocje Ty chciałbyś dziś wyrazić?

Pracuj nad konstruktywnym wyrażaniem złości. Tłuczenie talerzy i szyb nie działa!

Bierna agresja – ukryta złość

Należy pamiętać, że nie zawsze złość jest głośna i jawna. Gdy w dzieciństwie byliśmy karani za wyrażanie emocji, w życiu dorosłym możemy cierpieć z powodu tzw. biernej agresji. Jest to nic innego jak ukrywanie własnych uczuć, lub wyrażanie ich w sposób pośredni, na przykład poprzez odkładanie rzeczy na później, sarkazm czy zdradę partnera.

Temat biernej agresji został poruszony na tym blogu już dwa razy przez mojego narzeczonego – studenta i pasjonata psychologii. W pierwszym artykule przeczytacie więcej o podstawowych objawach biernej agresji, zaś w jego kontynuacji znajdziecie informacje na temat sposobów walki z jej przejawami. Jeśli podejrzewacie u siebie podobny problem, zachęcam do zasięgnięcia porady u fachowca.

Złość jest wszędzie wokół

Gniew możemy kierować nie tylko na zewnątrz, wyładowując złość na innych, lecz także do środka, na przykład poprzez palenie papierosów, picie, zażywanie narkotyków czy zaburzenia odżywania. Wiele osób nie potrafi radzić sobie ze złością, tak własną, jak i cudzą. Na szczęście w dobie Internetu możemy dzielić  się wiedzą i wzajemnie wspierać. Ja powoli uczę się wyrażać swoje emocje w sposób funkcjonalny. Nie jest to oczywiście łatwe, ale przynosi ogromne korzyści zdrowotne. Pamiętajcie, że naszym celem nie jest nieodczuwanie złości, a wyrażanie jej w zdrowy dla nas i dla otoczenia sposób.

Trzymam za Was kciuki! 

Wasza Ola

A w wolnej chwili zapraszam Cię na mój Facebook!

.

Źródła:

Pierwsza połowa powyższego artykułu jest tłumaczeniem oraz streszczeniem informacji pochodzących ze stron 28-35 książki Overcoming Passive-Aggression autorstwa Tima Murphy’ego i Loriann Hoff Oberlin. Powyższa pozycja nie doczekała się dotychczas tłumaczenia na język polski, nad czym ubolewam, gdyż jest to niezwykle ciekawa i dokładna analiza problemu złości i biernej agresji.

[1] Gutfeld, G. (1998) Stop the madness! Man’s Health, str. 118.

[2] Tim Murphy, Loriann Hoff Oberlin, Overcoming Passive-Aggression: How to Stop Hidden Anger from Spoiling Your Relationships, Career and Happiness, str. 31.

Zrozumieć Hashimoto…

Życie z osobą chorą na Hashimoto nie zawsze jest łatwe. Niekiedy pacjent spotyka się z niezrozumieniem ze strony bliskich, co prowadzi do licznych nieporozumień, napięć i kłótni. Czy można usprawnić komunikację między pacjentem i jego otoczeniem? Oczywiście! Wystarczy odrobina dobrej woli, chęć współpracy i zdobycia podstawowych informacji. By jak najlepiej osobę cierpiącą na Hashimoto zrozumieć, należy poznać mechanizmy działania i objawy tego schorzenia.

Czym jest Hashimoto?

Choroba Hashimoto to inaczej autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. W wyniku działania czynników takich jak stres, zła dieta czy antybiotykoterapia układ odpornościowy zaczyna postrzegać własne tkanki jako wrogów, których trzeba zniszczyć. Organizm produkuje przeciwciała, te zaś zaczynają atakować tarczycę, co prowadzi do jej niedoczynności. A że nasz organizm jest tworem niezwykle wrażliwym, niedobór hormonów tarczycowych uniemożliwia sprawne funkcjonowanie wielu narządów. Chory zaczyna skarżyć się na uczucie zimna, osłabienie koncentracji i pamięci, otyłość, depresję… A jakby tego było mało, choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami, a nawet trójkami. Organizm, który raz nauczył się atakować własne tkanki, może zacząć „doskonalić” tę umiejętność, w wyniku czego ucierpią inne narządy.

Powyższe informacje są niezbędnym minimum, pozwalającym zrozumieć mechanizm choroby Hashimoto. Wiem, że życie z pacjentem autoimmunologicznym może okazać się niezwykle trudne – moja mama cierpiała z powodu niezdiagnozowanego Hashimoto przez wiele lat, co nieraz odczuliśmy w dość bolesny sposób. Rozumiem także punkt widzenia osoby chorej, gdyż sama nią jestem.

Zainteresował Cię temat? Przeczytaj więcej o objawach i przyczynach Hashimoto!

Dwie twarze Hashimoto

Powszechnie stosowane leczenie niedoczynności tarczycy polega na codziennym zażywaniu hormonu – L-tyroksyny. Teoretycznie to powinno wystarczyć, by pacjent wrócił do pełni sił. I rzeczywiście w przypadku niektórych osób praktycznie nie trzeba posiłkować się innymi lekami lub suplementami. Objawy niedoczynności stopniowo zanikają, pacjent chudnie, a później wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Niestety, w wielu wypadkach Hashimoto przyjmuje bardziej agresywne oblicze. Hormony skaczą w górę i w dół niczym piłka kauczukowa, waga szybuje wyżej niż byśmy chcieli, pojawia się depresja i niemoc. W takich momentach życie z osobą chorą wymaga wiele cierpliwości. Okresy zaostrzenia objawów nazywa się rzutami choroby. Przechodziłam je w swoim życiu dwa razy i mam szczerą nadzieję, że już nigdy się nie powtórzą.

Dowiedz się więcej na temat dwóch oblicz Hashimoto.

Pamiętacie postać Dwóch Twarzy z filmu „Batman: Mroczny Rycerz”? Bardzo mi ona przypomina chorobę Hashimoto.

Hashimoto: choroba, której nie widać

Choroba Hashimoto działa niezwykle subtelnie i praktycznie nie daje żadnych objawów zewnętrznych. Mimo to nie należy jej bagatelizować:  przeciwciała niszczą tkanki pacjenta, co powoduje nieustanny stres dla organizmu. Do tego u wielu chorych pojawiają się inne schorzenia silnie powiązane z Hashimoto: insulinooporność (a nawet cukrzyca), problemy z układem sercowo-naczyniowym (nadciśnienie lub zbyt niskie ciśnienie), bóle stawów, problemy trawienne, zmęczenie nadnerczy…

Istnieje wiele odmian i stopni zaawansowania Hashimoto. Dlatego zamiast snuć domysły, zapytajcie bliską Wam osobę o objawy, które jej dolegają oraz ich uciążliwość. Nic tak nie ułatwia komunikacji i wzajemnego zrozumienia jak szczerość.

Przeczytaj też: Hashimoto – od A do Z

Życie z Hashimoto: Czego można się spodziewać?

Jeśli jesteś członkiem rodziny pacjenta autoimmunologicznego, niekiedy mogą denerwować cię jego zachowania lub kaprysy. Wiem z doświadczenia, że niełatwo takie konflikty rozwiązać: nigdy nie możemy być pewni, w jakim stopniu za dane postępowanie odpowiada choroba, a w jakim charakter i dotychczasowe doświadczenia pacjenta, z zwłaszcza przeżycia z dzieciństwa. Co więc zrobić? Rozmawiać, analizować, pytać i troszczyć się o siebie nawzajem. A przede wszystkim: jasno wyrażać swoje uczucia i potrzeby.

Hashimoto przeważnie nie jest uciążliwą chorobą. Należy jednak pamiętać, że ilość objawów oraz ich natężenie zależą od wielu czynników: niektórzy z pacjentów będą wydawać się okazami zdrowia, zaś inni będą skarżyć się na coraz to nowe dolegliwości. Poniżej znajdziecie wybrane symptomy, które są charakterystyczne dla choroby Hashimoto:

1. „Ale mi zimno!”

Lodowate, a nawet sine dłonie i stopy, to typowy objaw niedoczynności tarczycy. Dlatego warto sprezentować osobie chorej grube skarpetki i flanelową piżamę. Taki prezent bardzo ją ucieszy 🙂

2. „Nie mam siły rano wstawać. Ciągle chce mi się spać. Czuję się zmęczona”

Takie skargi możecie usłyszeć zwłaszcza w przypadku nieodpowiednio dobranej dawki hormonu. W takich sytuacjach należy wykonać badania TSH, FT3 i FT4 oraz odwiedzić endokrynologa.

3. „Jak wy mnie wszyscy denerwujecie!”

Nerwowość i płaczliwość to kolejny objaw nierównowagi hormonalnej. Poza wizytą u lekarza zachęć chorego do zmian w diecie (zwłaszcza do rezygnacji z dużych ilości cukru!) oraz porady dietetycznej i do umiarkowanego wysiłku fizycznego.

4. „Znów przytyłam!”

Nadwaga i Hashimoto, niestety, często idą w parze. Niekiedy pacjent może dwoić się i troić, by osiągnąć wymarzoną sylwetkę, jednak bez uregulowania hormonów nie ma dużych szans na powodzenie.

5. „Zapomniałam…”

Problemy z pamięcią i koncentracją oraz tak zwana „mgła mózgowa” to udręka części osób dotkniętych Hashimoto. Czy jest na to rada? Oczywiście! Pamięć należy ciągle ćwiczyć, chociażby przez naukę języków obcych. Na mózg korzystnie wpłynie także aktywność fizyczna.

6. „Wszystko jest czarne i beznadziejne”

Najgorszym bodaj objawem Hashimoto jest depresja. W takich wypadkach warto zachęcić bliską nam osobę do wykonania badań i wizyty u specjalisty. Wierzcie mi, że komunikaty takie jak: „Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży”, „Inni mają gorzej” czy „Nie narzekaj” osiągną efekt przeciwny do zamierzonego. W czasie rzutu choroby wszystko staje się czarne i pozbawione nadziei. Każdą czynność wykonuje się automatycznie, bez entuzjazmu. Ma się wrażenie, że życie straciło sens… Trudno poradzić sobie z depresją samemu. W takich chwilach najważniejsze jest wsparcie rodziny i szukanie pomocy u endokrynologa i psychoterapeuty. Czasem wystarczy podnieść dawkę syntetycznego hormonu tarczycy, by objawy depresji minęły.

7. „Męczą mnie zaparcia i problemy trawienne”

80% naszej odporności mieści się w jelitach i właśnie z nimi są mocno powiązane wszystkie choroby autoimmunologiczne. U niektórych pacjentów ten związek widać niezwykle wyraźnie. Gazy, wzdęcia i zaparcia to dla nich codzienność. Na szczęście wielu osobom chorym ulgę może przynieść zmiana diety, co czasem okazuje się kłopotliwe dla reszty rodziny. Najbardziej szkodliwymi produktami dla większości chorych są gluten i nabiał. Na pierwszy rzut oka rezygnacja z mleka i mąki może wydać się szaleństwem – przecież to podstawa polskiej diety! Czasem jednak eliminacja tych produktów jest koniecznością i przynosi pacjentowi ogromną ulgę. Doświadczyłam tego osobiście.

Jeśli bliska Wam osoba postanowiła zmienić dietę – okażcie swoje wsparcie i zrozumienie. Zrezygnujcie z następujących komentarzy: „No spróbuj moich ciasteczek, przecież od jednego razu nic ci się nie stanie” czy „Hej, przecież to są urodziny babci! Będzie jej przykro, jak nie zjesz tortu”. Porzucenie glutenu i nabiału wymaga ogromnego zaparcia i motywacji, dlatego apeluję: nie utrudniajcie bliskim zmiany diety.

Dowiedz się więcej na temat związku między jelitami i chorobami autoimmunologicznymi.

Podjęcie decyzji o wyłączeniu z diety glutenu i nabiału może przynieść choremu dużą ulgę.

8. „Wciąż wypadają mi włosy”

Osoby cierpiące na Hashimoto często mają problemy z niedoborami żelaza, co skutkuje wypadaniem włosów oraz przerzedzaniem się brwi. Ta przypadłość bywa niezwykle frustrująca, gdyż szampony i odżywki przeważnie nie pomagają… Dlatego poleca się oznaczenie w laboratorium ferrytyny i zwrócenie się z wynikiem do lekarza pierwszego kontaktu lub endokrynologa.

9. „Nie mam ochoty na seks”

Zaburzenia hormonalne mogą mieć negatywny wpływ na kobiece libido. I nie ma w tym nic dziwnego: gdy atakuje nas depresja i niemoc, seks jest jedną z ostatnich rzeczy, na jaką mamy ochotę. Pozwolę sobie zaapelować do was, panowie: jeśli zauważycie, że życie seksualne w waszym związku zamarło, wyślijcie wasze partnerki na badania i do endokrynologa. Dzięki zastosowaniu odpowiednich dawek hormonów w sypialni znów powinien zawitać ogień 🙂

A jeśli szukasz więcej informacji, sięgnij po poradnik dla pacjentów i chorych: jak zdrowo żyć z chorobą.

   .

Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje wiele chorób znacznie bardziej uciążliwych i przykrych niż Hashimoto. Mimo to należy pamiętać, iż pan Hashimoto czasem może dać się nam oraz naszym bliskim dość mocno we znaki. Dlatego na wszelki wypadek należy się przygotować i uzbroić w odpowiednią wiedzę. Życzę Wam oczywiście z całego serca, byście nigdy nie poznali gorszego oblicza pana Hashimoto. A jeśli przeżywacie trudne chwile, szukajcie pomocy u specjalistów i pamiętajcie, że i one przeminą.

Jeśli artykuł się podobał, polub Jaskiniową Kuchnię na facebooku!

A co dla Was, rodzin osób chorych, okazuje się najbardziej kłopotliwe? Czy Wy, pacjenci, często spotykacie się z niezrozumieniem otoczenia? Jakie objawy Hashimoto są dla Was najbardziej uciążliwe? Liczę na Wasze komentarze!

Trzymajcie się zdrowo,

Ola

`Najważniejsze jest oczywiście wsparcie najbliższych. Bez tego ani rusz!

10 faktów, których o mnie nie wiedzieliście

Jaskiniową Kuchnię prowadzę już od niemal półtora roku. W tym czasie zdążyliście poznać moje zdanie na temat diety, choroby Hashimoto, zdrowego stylu życia i suplementacji. Dziś chciałabym pokazać, że za tymi artykułami i przemyśleniami stoi żywy człowiek z krwi i kości. Oto ja – Ola lub Panna Jaskiniowa – autorka bloga Jaskiniowa Kuchnia. Obecnie z grzywką i włosami do ramion. Zawsze bez makijażu i przeważnie uśmiechnięta 🙂

1. Mój ukochany Pan Jaskiniowy ma na imię Marcin

Jesteśmy parą już od pięciu i pół roku. Poznaliśmy się… na ustnej maturze z angielskiego. Nasza historia zdecydowanie zasługuje na opowiedzenie. Wszystko zaczęło się dokładnie 1 września 2007 roku, kiedy rozpoczynałam naukę w liceum. Marcin natychmiast przykuł moją uwagę. Zobaczyłam go już przed wejściem do szkoły i pomyślałam „Ale fajny chłopak!”. Przez trzy lata codziennie mijaliśmy się na korytarzach, tylko raz zamieniając ze sobą kilka zdań. Na szczęście przeznaczenie zawsze znajdzie drogę! Ustną maturę z angielskiego zdawaliśmy podzieleni na małe grupy pięcioosobowe. Pamiętam, że szłam na maturę pełna lęku, z własnoręcznie wykonanymi kolczykami w uszach. Coś kazało mi usiąść obok Marcina, który natychmiast pochwalił moją biżuterię. Komplement bardzo mnie ucieszył i stał się idealnym pretekstem do nawiązania rozmowy. Oboje szybko poczuliśmy, że tak, to TO! I tak już zostało 🙂

Pan Jaskiniowy od samego początku wspierał mnie i motywował przy tworzeniu bloga. Ostatnio jednak postanowiłam zaangażować go trochę bardziej. Efektem jego pracy oraz mojej korekty są dwa artykuły na temat biernej agresji: pierwszy o jej związku z chorobami autoimmunologicznymi [klik!] oraz drugi o metodach radzenia sobie z nią [klik!]. Mam nadzieję, że nasza współpraca w przyszłości okaże się równie owocna 🙂

Zdjęcie z września. Kolejna ciekawostka – noszę okulary. Bez nich wszystko jest za mgłą 🙁

2. Mam starszą siostrę – Karolinę

Karolina jest ode mnie starsza o siedem lat i oczywiście zawsze dysponowała wiedzą i doświadczeniem większymi od moich. Dzięki jej wsparciu i pomocy bardzo dobrze się rozwijałam i nigdy nie miałam problemów w szkole. Co więcej, to właśnie Karolina stała na straży poprawności stylistycznej mojej podstawówkowej twórczości literackiej. Pamiętam, że gdy zaprezentowałam jej jedno z wypracowań, skrytykowała mnie za ciągłe używanie słowa „być”. „Pomyśl”, powiedziała, „jak możesz je zastąpić. Istnieje tylko czasowników: wydawać się, stawać, charakteryzować, odznaczać…”. Dzięki tej krytyce skupiłam się na poszerzaniu mojego słownictwa oraz unikaniu powtórzeń – efekty możecie podziwiać na blogu 🙂 Obecnie Karolina rozwija się naukowo.

3. Ukończyłam dwujęzyczne gimnazjum i liceum z wykładowym językiem niemieckim

Geografia po niemiecku? Chemia po niemiecku? Matematyka po niemiecku?! Tak, Moi Drodzy, to wszystko przerobiłam, i nawet z bardzo pozytywnymi ocenami! Kiedyś uwielbiałam język niemiecki i uczyłam się go niezwykle pilnie (nawet pilniej niż angielskiego!). Po sześciu latach poczułam jednak, że czas odpocząć. Zaczęłam więc studiować filologię hiszpańską, z czego niezmiernie się cieszę. Poznałam piękny język, a do tego miałam okazję zwiedzić pewną część Hiszpanii [klik!]

4. Kiedyś zajmowałam się tworzeniem biżuterii

Od dziecka uwielbiałam realizować się we wszelkiego rodzaju pracach manualnych. Pasjonowało mnie lepienie z modeliny, szydełkowanie, robienie na drutach, wyklejanie, wycinanie, rysowanie, malowanie, decoupage… Na początku studiów zajęłam się produkowaniem biżuterii, wykonanej głównie z modeliny. To zajęcie przynosiło mi wiele satysfakcji i szczęścia. Sprzedawałam nawet swoje wyroby na targach rękodzieła i prowadziłam bloga  poświęconego tej pasji. Niestety, na produkcję znajdowałam coraz mniej czasu, a w pewnym momencie musiałam całkowicie oddać się pisaniu pracy licencjackiej. Obecnie tworzę biżuterię i przedmioty użytkowe na użytek własny oraz moich najbliższych.

.

.

.

.

.

.

.

.

Moje modelinowe dzieła i ulubione motywy: jedzenie i róże. Dobrze, że przynajmniej pierogi i wafelki z modeliny na pewno mi nie zaszkodzą 😀

.

.

.

5. Mam psa – Nelę

Nela pochodzi ze schroniska. Przygarnęliśmy ją, gdy miała około siedmiu miesięcy. Początki naszej znajomości były niezwykle burzliwe – sunia gryzła wszystko, co tylko stanęło na jej drodze, włączając w to właścicieli. Na szczęście szybko dojrzała i obecnie jest absolutnie przecudowna i kochana. Uwielbia wszelkie pieszczoty. Daje nam także mnóstwo radości i powodów do śmiechu: ostatnio chociażby polizała pierniczka, wiszącego na choince. Nie zjadła, tylko polizała. Taka sprytna.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Mój pies – Nela. Jest niezwykle ruchliwa, czego zdjęcia nie oddają 😉

6. Pochodzę z Łodzi

Nie żywię do tego miasta ogromnego sentymentu, ale całkiem dobrze mi się tu żyje. No i mamy w Łodzi wspaniałą grecką restaurację z menu bezglutenowym. Bywam tam całkiem często 🙂

7. Mam słabość do chałwy

Chałwa to jeden z niewielu łakoci na rynku, który zazwyczaj nie jest skażony glutenem ani mlekiem. Mimo to przeraża składem i staram się jej unikać, ale niekiedy pokusa jest silniejsza… Dlatego ostatnio wyprodukowałam domową wersję mojego ulubionego przysmaku. Cukier zastąpiłam miodem i ksylitolem. Efekt był… Cudowny, niebiański i rozpływający się w ustach. Mmm!

 8. Kocham kolor niebieski

Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż moje oczy są właśnie tego koloru. Kiedyś większość  moich ubrań była niebieska, co skutkowało przykrymi scenami w sklepie: koleżanki musiały odciągać mnie od kolejnej błękitnej bluzki… Dziś moja szafa wydaje się bardziej zrównoważona: sporo w niej czerni, czerwieni, szarości i granatu.

W niebieskiej sukience. Obok moje ulubione odcienie niebieskiego i bransoletka-marzenie, którą wykonałam własnoręcznie.

9. Moje ukochane filmy to: „Kochankowie z księżyca”, „To właśnie miłość”, „Źródło” i „Interstellar”

W czasach gimnazjalnych kino było moją ogromną pasją: potrafiłam obejrzeć nawet trzy filmy dziennie, znałam daty wszystkich premier, pamiętałam nieskończoną liczbę reżyserów i ich dzieł. Planowałam nawet zostać w przyszłości krytykiem filmowym. Powoli jednak pasja zaczęła zanikać, a ja postanowiłam poświęcać czas bardziej konstruktywnym zajęciom. Co prawda wciąż lubię obejrzeć czasem coś ciekawego, ale zdarza mi się to bardzo rzadko.

10. Uwielbiam liczbę „10”

Urodziłam się dziesiątego stycznia i dlatego zawsze biorę liczbę „10” za dobrą wróżbę. Wiedziałam, że rok 2010 będzie dla mnie korzystny i rzeczywiście tak się stało – poznałam wówczas mojego ukochanego. Co ciekawe, mam pewną drobną obsesję na punkcie liczb. Uwielbiam sumować i analizować. Wierzę, że poza dziesiątką, szczęście przynoszą mi także siódemka, trzynastka i czternastka. Tak, to głupie, ale tak już mam 😉

Jeszcze jedno zdjęcie z wakacji. Obecnie marzę o założeniu takiej sukienki!

Jeśli mielibyście do mnie jakieś pytania, bardzo chętnie na nie odpowiem 🙂 I oczywiście zapraszam na mojego facebooka [tutaj].

 

Trzymajcie się ciepło,

Wasza Ola

Kolczyki-arbuzy i byle do lata! 😀

Koniec z fochami! Czyli jak wyrażać swoje uczucia

Błądzimy przez życie, niedoinformowani, zagubieni i nieświadomi pułapek, w które wciąż wpadamy, a gdy spotkamy na swej drodze trudną prawdę, odwracamy wzrok. Trzeba ogromnej odwagi, by spojrzeć jej prosto w oczy i przyznać się przed samym sobą do własnej niedoskonałości. Wielu z Was zrobiło właśnie to. Otworzyliście oczy na bierną agresję, swoją i Waszych bliskich. Otwarcie się do niej przyznaliście i poprosiliście o pomoc. Cóż, mówicie – macie 🙂 W dzisiejszym artykule przyjrzymy się najpowszechniejszym przejawom biernej agresji oraz zastanowimy się, w jaki sposób jej przeciwdziałać. 

Nie musisz już udawać. Wyraź to, co naprawdę czujesz!

Poniższy tekst jest kontynuacją artykułu pt. „Fochy, choroby autoimmunologiczne i bierna agresja” [klik!]. Czym w ogóle jest bierna agresja? Ukrywaniem swoich uczuć i wyrażaniem złości w sposób pośredni. Wiemy już, że takie postępowanie tyczy się przede wszystkim kobiet (wspomnijmy chociażby znany wszystkim „foch”). Zachowania te stają wyjątkowo problematyczne w wypadku chorób autoimmunologicznych: niewyrażanie emocji jest niezwykle stresujące. Taka mieszanka złości i stresu może znacząco pogorszyć samopoczucie chorego. Na szczęście i na fochy znajdzie się sposób! Najważniejsze to uświadomić sobie problem i… Przeczytać do końca poniższy artykuł 🙂

Żeby radzić sobie z bierną agresją, trzeba ją przede wszystkim rozpoznawać. Niestety, zachowań tego rodzaju jest niemało. Ludzka kreatywność nie ma sobie równych, gdy chodzi o ranienie innych. A oto najczęściej spotykane przejawy biernej agresji:

1. Unikanie odpowiedzialności

To nigdy nie jest ich wina. Za wszystko jesteś odpowiedzialny ty lub czynniki trzecie. Spóźniła się przez korki w mieście. Obiad się przypalił, bo piecyk za mocno grzeje, a on musiał na chwilkę pójść do toalety. Pracę domową zjadł jej pies. W domu wcale nie ma brudu, tylko z ciebie jest pedantka. Jednym słowem: wymówki i obwinianie. Prędzej nauczysz kota aportować, niż zobaczysz jak osoba biernie agresywna bierze odpowiedzialność za zawiedzenie czyichś oczekiwań.   

2. Utrzymywanie nastroju, który cię rani

Gdy foch to za mało, następują ciche dni. Atmosfera robi się gęsta i napięta. Na zadawane pytania otrzymujesz zdawkowe odpowiedzi, westchnięcia, prychnięcia lub nic. Wzrok skupia się na wszystkim poza tobą, a twarz zdobi ból, rozczarowanie i śmiertelna uraza. Czy to aby na pewno odpowiednia kara za zjedzenie ostatniego kawałka pizzy? Choć urażony stara się tu odgrywać ofiarę, tak naprawdę mści się na tobie w wyjątkowo wyrafinowany sposób, z niekłamaną przyjemnością patrząc, jak miotasz się, próbując przepraszać, domyślać się o co chodzi i poprawiać mu humor. Z niekłamaną przyjemnością, bo w tej sytuacji ma nad tobą kontrolę.

3. Obrzydzanie cudzej radości

Opowiedziałaś przyjaciółce o tym jaki kochany jest twój narzeczony. Ona smutnym tonem odparła:

– Ech, chociaż ty masz dobrze, bo z moim Zbyszkiem to tragedia…

Pochwaliłaś się właśnie mamie swoim pierścionkiem zaręczynowym. Usłyszałaś że diament mógłby być większy.

Dostałeś awans w pracy. Twój kolega przyszedł ci pogratulować, dodając że tak naprawdę otrzymujesz tylko pusty tytuł, ale i tak się cieszy twoim „sukcesem”.

No nie dogodzisz. Zamiast cieszyć się z tobą, agresor ukarze cię, gdyż miałeś czelność zaznać trochę radości. Nie masz do tego prawa. Masz czuć się winny temu, że on cierpi, a jeśli spotkało cię coś miłego, to tak naprawdę wcale nie było miłe. Dość krzywdzący sposób radzenia sobie z zazdrością.  

4. Usta mówią „tak”, zachowanie mówi „nigdy!”

Ziemniaki się ugotowały, czyli obiad jest gotowy. Wołasz męża. On krzyczy, że już idzie, po czym mija 5 minut i wciąż go nie ma.

Prosisz córkę o posprzątanie. Zgadza się to zrobić zanim wrócisz z pracy. Wróciłeś… i wciąż jest brudno. Pytasz ją, czemu nie posprzątała, a ona beztrosko odpowiada, iż zapomniała.

Nie możesz odebrać dziś dzieci z przedszkola, więc zwracasz się z prośbą o pomoc do teścia, który szybko zgadza się po nie pojechać. Wieczorem wracasz do pustego domu. Panika! Gdzie jest twoje potomstwo? Dzwonisz, by wyjaśnić sprawę. Teść nie odebrał wnuków z przedszkola. Jak twierdzi, myślał, że chodziło ci o jutrzejszy dzień.

Po co mówić innemu człowiekowi wprost, że nie chce się czegoś zrobić, skoro tak przyjemnie jest kontrolować sytuację i zemścić się na nim za posiadanie jakichkolwiek oczekiwań wobec ciebie?

5. Zatruwanie złością

Dla biernego agresora nie ma większej przyjemności niż oglądanie, jak puszczają ci nerwy. W końcu wyrażasz za niego złość, której nie umie ujawnić, więc karmi się twoją. Wykorzysta każdą broń w swoim arsenale, by doprowadzić cię do wrzenia, po czym zarzuci ci brak kontroli nad sobą i agresywne zachowanie. Może też wykorzystać osoby trzecie, by odegrały jego złość. Na pewno  pamiętacie, jak denerwowaliście się kiedyś na partnera/kolegę/dziecko wujka/mamy/kuzyna/przyjaciółki po usłyszeniu opowieści o tym, jak się zachowuje. Prawdopodobnie sam zainteresowany tej opowieści nie usłyszał.

Niektórzy tylko czekają, aż wybuchniesz. W ten sposób wyrazisz za nich złość.

 .

Bierna agresja to złożony problem. Dotyczy całego systemu relacji, w którego samym środku tkwisz właśnie ty. Proces radzenia sobie z nią warto więc rozpatrzyć przynajmniej na trzech poziomach:

1. Moja bierna agresja

2. Cudza bierna agresja

3. Nasza bierna agresja

Zmiany najlepiej zacząć od siebie, dlatego tym razem zajmiemy się radzeniem sobie z własną ukrytą złością.

 

1. Zaakceptuj złość w swoim życiu

Nie ma złych uczuć. Smutku potrzebujemy tak samo jak radości. Nawet odraza pełni bardzo konkretne funkcje i służy twojemu przetrwaniu. Złość nie jest wyjątkiem. Nieważne jak usilnie ktoś starał się przekonać cię, że to brzydko się złościć, że nie wypada, że nie wolno, nie da się wyłączyć tego uczucia. Potrzebujesz go, a co najważniejsze – masz do niego prawo.

„Mam prawo się złościć!”

Zapisz tę myśl na ozdobnym papierze, opraw w ramki, przyklej na lustrze, monitorze, maselniczce i wózeczku dziecięcym. Powtarzaj ją w głowie tak długo, aż uwierzysz. Jeśli Goebbelsowi udało się w ten sposób przekonać społeczeństwo, tobie uda się z jedną osobą! Zezłość się w końcu porządnie i warknij że wkurwia cię ten burdel w zlewie! Masz do tego prawo.

Zezłość się! To Twoje święte prawo.

2. Zidentyfikuj źródła złości i swoje oczekiwania

Zastanów się, kiedy ostatnio strzeliłaś focha albo rzuciłaś sarkastyczną uwagę. Co takiego się wydarzyło, gdy ostatnim razem zmarszczyłaś brwi, mówiąc „nic” albo „domyśl się”? O jakiej sytuacji plotkowałaś z przyjaciółką? Wyniki swoich przemyśleń zapisz, np. w ten w sposób:

Emocje: Sytuacja: Oczekiwania:
Złość. W zlewie są brudne naczynia. Pusty zlew, zmyte naczynia.
Mega złość!!! Narzeczony flirtuje z moją koleżanką na przyjęciu. Na przyjęciach narzeczony flirtuje tylko ze mną.

 

To proste ćwiczenie pozwoli ci lepiej zorientować się w gąszczu swych nerwów i ułatwi komunikację potrzeb otoczeniu. Wyobraź sobie minę swojego partnera, kiedy zarzuca ci, że nie wiesz czego chcesz, a ty podstawiasz mu tę listę pod nos 🙂

 

3. Reaguj natychmiast

Pierwszego dnia starasz się zignorować brudne skarpetki leżące koło łóżka. Oczywiście przeszkadza ci to i poczułaś wręcz ukłucie w boku na ich widok, ale dasz partnerowi szansę, żeby sam się domyślił, co ci przeszkadza. Drugiego dnia te same skarpetki patrzą na ciebie wyzywająco z tego samego miejsca, a ty zaczynasz zaciskać zęby i rzucać wymowne spojrzenia w ich stronę. Pytana, czy aby na pewno wszystko w porządku, cedzisz „tak” i tym razem jesteś już przekonana, że ten idiota domyśli się, o co chodzi. Trzeciego dnia skarpetki już się rozgościły i nawet zaprosiły koleżanki. Obserwujesz nienawistnie, jak bezczelnie relaksują się i tulą do siebie na twojej podłodze. Z oczu strzelają ci pioruny, kark sztywnieje, przybierasz pozę kobry gotowej do ataku.

– No, zawsze wiedziałam że z ciebie czyścioch, ale żeby aż taki pedant, to nie miałam pojęcia, kochanie.

Na jego twarzy maluje się szok i niezrozumienie. Emocje te znajdują ujście w prostym, męskim „hę?”. Wciąż nic. Ok. Nie mogłaś wyrazić się jaśniej. Jutro na pewno sprzątnie te zafajdane skarpety. Odpuszczasz i zasypiasz, wzburzona, lecz pełna nadziei. Czwartego dnia skarpety urządziły regularną orgię. Jedna na drugiej, trzecia na czwartej, piąta na fotelu, a szósta nie wiadomo gdzie. Wszystkie w lubieżnych pozach  zagarniają twą przestrzeń do życia, a ten bałwan leży sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic. Koniec dobroci. Wybuchasz. Awantura na całego. Atakujesz jego charakter, jego kompletny brak poszanowania dla twoich potrzeb i komfortu, nazywasz go paskudnym brudasem, a on, zamiast cię wysłuchać, zaczyna się bronić, zaprzeczać twoim słowom i twierdzić że nad sobą nie panujesz i wybuchasz bez powodu. 

Zwlekanie z ujawnieniem problemu nie tylko gwarantuje masę stresu, ale obniża również szansę na jego rozwiązanie. Gdy rozładowujesz całą nagromadzoną złość naraz, druga strona nie usłyszy, o co właściwie chodzi, bo poczuje się zaatakowana i skupi się na obronie. Efektem będzie jeszcze więcej stresu i wzajemne niezrozumienie. Dyskomfort należy ujawnić natychmiast, kiedy jest jeszcze tylko malutkim ukłuciem w boku. Wtedy dużo łatwiej się nim zająć i tobie i drugiej osobie. Jest duża różnica między „Ty parszywy brudasie, w ogóle o mnie nie dbasz”, a „Denerwują mnie skarpetki leżące na podłodze”. W codziennej bieganinie nie zdążysz ujawnić wszystkiego, co cię razi. Czasem zwyczajnie nie będziesz mieć na to siły, a czasem bezmyślnie wpadniesz w schemat ukrywania złości. Wtedy możesz poratować się zapisaniem problemu i swoich uczuć. Myśl ucieknie z głowy na papier, zabierając ze sobą trochę napięcia i zwiększając szansę na to, że ujawnisz problem w dogodnej chwili.

4. Ćwicz asertywność

Nie wyrażając złości i sprzeciwu otwarcie, nie uczysz się języka ani zdolności potrzebnych do ich wyrażania. Po prostu nie wiesz jak powiedzieć „nie”. Spokojnie, tego można się nauczyć. Wystarczy przyłożyć się do treningu asertywności. Asertywność jest zbiorem konkretnych umiejętności umożliwiających uprzejme, dyplomatyczne i stanowcze wyrażanie swoich uczuć, potrzeb oraz opinii.

Jej podstawą jest komunikat „ja”, czyli nie mówimy „TY nabrudziłeś”, tylko „przeszkadza MI, że koło łóżka leżą skarpetki”. Jak widać, unikamy ogólników, a skupiamy się na jak najdokładniejszym opisie faktów. „Brudno” to opinia. „Na podłodze leżą skarpetki” to smutny fakt.

Nie jest łatwo tak nagle zacząć komunikować się inaczej niż dotychczas, więc najlepiej zacznij od czegoś małego. Poćwicz wypowiadanie zdania „To rani moje uczucia”. Temat asertywności na pewno jeszcze nieraz zagości na tym blogu, ale jeśli nie możesz czekać, rozejrzyj się za literaturą na ten temat, albo jeszcze lepiej, popytaj o warsztaty z asertywności prowadzone w Twoim mieście.

5. Rozważ psychoterapię

Zachowania biernie-agresywne kształtują się od urodzenia i są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Samą świadomością i siłą woli nie zrzucisz z barków tego ciężaru. Wizyta u wykwalifikowanego specjalisty pomoże przyjrzeć ci się destrukcyjnym schematom, które przewijają się w historii twoich relacji i dotrzeć do ich źródeł. Terapeuta stworzy dla ciebie bezpieczną przestrzeń, w której przepracujesz bolesne wspomnienia z dzieciństwa i wykształcisz bardziej funkcjonalne sposoby komunikacji.

 

Wprowadzenie tych porad w życie nie rozwiąże twojego problemu od razu. Pewnych rzeczy uczymy się przez całe życie, więc nie warto oczekiwać cudów w kwestii prędkości ich oduczania. Na początku nie będzie idealnie i nieraz, mimo najlepszych chęci, zachowasz się biernie agresywnie. Zwracaj na to uwagę, ale nie poświęcaj temu więcej emocji, niż to potrzebne. Nie od razu Rzym zbudowano, nie od razu złość wyrażono otwarcie. Ważne by uparcie, pomalutku dążyć do pozytywnej zmiany. Masz gwarancję studenta psychologii, że stosując się do tych porad, osiągniesz progres i uwolnisz się od części napięć uprzykrzających twój żywot.

W następnym artykule opiszę metody obrony przed cudzą bierną agresją oraz sposoby na usprawnienie relacji dotkniętej tym problemem.

Autorem powyższego artykułu jest Pan Jaskiniowy, student i pasjonat psychologii. Zaprosiłam mego lubego do współpracy, gdyż jego wiedza na temat ludzkiej psychiki znacznie przewyższa moją 😉 Jeśli tekst się podobał, dajcie lajka [tutaj]. Komentarze też są bardzo mile widziane 🙂

 

Źródła:

Martin Kantor, Passive Aggression – A Guide for the Therapist, the Patient and the Victim

Tim Murphy, Loriann Hoff Oberlin, Overcoming Passive-Aggression: How to Stop Hidden Anger from Spoiling Your Relationships, Career and Happiness

Jaskiniowa Kuchnia: zmiany na blogu

Jaskiniowa Kuchnia działa już od niemal roku i pięciu miesięcy. Bloga zakładałam przede wszystkim po to, by znaleźć motywację do nowego stylu życia i by dzielić się z Wami moimi doświadczeniami. Okres blogowania był dla mnie wspaniałą przygodą. Zarówno mój blog, jak i ja sama, bardzo się rozwinęliśmy. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o tym, jak obecnie widzę swoją działalność i jakie aspekty mojej strony chciałabym rozwinąć.

Jaskiniowa Kuchnia miała być blogiem zdrowotno-kulinarnym. Od zawsze uwielbiałam gotować, zaś mój zły stan zdrowia zmusił mnie do poszukiwania zdrowych alternatyw w kuchni i do rezygnacji z glutenu i nabiału. Uznałam, że mój nowy styl życia może okazać się dla kogoś pomocny.

Na początku blog był przede wszystkim kulinarny. Obecnie ta część została mocno zaniedbana i zdaję sobie z tego sprawę. Dzieje się tak z kilku powodów: winę ponosi tu przede wszystkim mój perfekcjonizm. Zawsze wydawało mi się, że moje przepisy nie są idealne, a do tego sieć wręcz pęka w szwach od pomysłów na przeróżne dania… Ponadto martwiła mnie jakość zdjęć – postawiłam sobie poprzeczkę bardzo wysoko i pragnęłam, by fotografie moich dań wyglądały jak te z najlepszych magazynów kulinarnych.

Dlatego stopniowo zaczęłam rozwijać aspekt zdrowotny Jaskiniowej Kuchni. Spotkał się on z dużym zainteresowaniem z Waszej strony i uznałam, że więcej dobrego dla czytelników zrobię pisząc, a nie gotując. Z tego powodu artykuły na temat diety i choroby Hashimoto zaczęły przeważać.

W międzyczasie szukałam coraz to nowych dróg wiodących do zdrowia. Całkiem niedawno doszłam do wniosku, że wszystkie diety oraz suplementy świata nas nie uleczą, jeśli w naszej psychice dzieje się źle… Nieprzerobione lęki z okresu dzieciństwa, niewypowiedziane emocje oraz problemy z poczuciem własnej wartości trzymają nas w okowach choroby. Przestałam się oszukiwać i powróciłam do niełatwej przeszłości. I nagle wszystkie elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Zrozumiałam, czemu zachorowałam i dlaczego borykam się akurat z Hashimoto.

Co oznacza to wszystko dla przyszłości Jaskiniowej Kuchni? Że będzie jeszcze bardziej zdrowotnie, niż było 🙂  Obecnie jednak chciałabym zająć się zdrowiem w najszerszym tego słowa zakresie: interesuje mnie już nie tylko dieta, lecz także stan naszej psychiki i relacji. Na blogu pojawi się więcej psychologii (czasem poproszę też Pana Jaskiniowego o pomoc – w końcu tę materię studiuje) oraz więcej treści motywujących. Postanowiłam także pisać mniej na tematy stricte zdrowotne – wiem, że brakuje mi fachowej wiedzy i nie chcę, by moje sugestie kogokolwiek skrzywdziły. Dlatego z czystym sumieniem odsyłam Was do dietetyków i lekarzy*, zaś ja zajmę się Waszą motywacją 🙂 Niemal półtora roku blogowania nauczyło mnie, że skupianie się na chorobie jedynie pogarsza nasz stan. Chcę przekazywać Wam radość oraz tworzyć artykuły, które będą Was inspirowały do pozytywnych zmian.

Jaskiniowa Kuchnia będzie więc blogiem zdrowotno-psychologiczno-motywującym. A co z jego częścią kulinarną? Oczywiście co pewien czas będę dzielić się z Wami przepisami. Obecnie uczę się w weekendy w szkole policealnej na kierunku kucharz w nadziei, że moje dania będą coraz smaczniejsze. Zawsze miałam poczucie, że brakuje mi fachowej wiedzy – i dlatego postanowiłam ją zdobyć. W ten sposób rozwijam swoje pasję i będę mogła przedstawiać Wam coraz ciekawsze przepisy.

Na koniec mam do Was prośbę: czy poświęcilibyście chwilę, by wyrazić opinię na temat mojej strony? 🙂 Co podoba Wam się w Jaskiniowej Kuchni? Jakich treści pragnęlibyście widzieć więcej? Z czego powinnam zrezygnować? Czy moja wizja bloga jest dla Was ciekawa? Zachęcam też do krytyki – dzięki niej moja strona będzie stawać się coraz lepsza. Jaskiniowa Kuchnia to miejsce dla Was i pragnę, byście czuli się tutaj jak w domu.

Ściskam Was bardzo mocno,

Wasza Ola

*Oczywiście lekarz lekarzowi nierówny i dlatego polecam pytać np. na grupie wsparcia Hashimoto o polecanych fachowców.

P.S. Dziękuję Wam za wszystkie lajki na facebooku! A jeśli ktoś jeszcze na niego nie trafił, zapraszam [tutaj] 🙂

O postanowieniach noworocznych

Minął kolejny rok. Dla mnie wyjątkowo trudny, ale jednocześnie przełomowy. Wierzę, że teraz może być już tylko lepiej…. Pewnie każdy z nas wygląda Nowego Roku z nadzieją na pozytywne zmiany. Dlatego tworzymy listy postanowień, licząc, że tym razem naprawdę się rozwiniemy, że już nigdy nie powrócimy do złych nawyków. I co? I nic. Znów się nie udaje i po paru dniach lub tygodniach postanowienia zostają odłożone do następnego roku. Dlaczego tak się dzieje? Czy naprawdę musimy czekać na Nowy Rok, by coś zmienić w naszym życiu?

1. Każdy dzień jest dobry na zmiany

Chcesz zacząć dietę? Schudnąć? Rzucić palenie? Zacznij dzisiaj, bez różnicy, czy mamy pierwszy stycznia, czy pierwszy lipca. Nie musisz czekać na Nowy Rok. Po prostu zrób to, co zaplanowałeś. Lepszej okazji nie będzie.

2. Nie wymagaj od siebie zbyt wiele

Nie jesteś ideałem i nigdy nim nie zostaniesz. Nigdy. A to naprawdę wspaniała wiadomość! Gdy tylko zaakceptujesz swoją niedoskonałość, będziesz mógł wprowadzać zmiany stopniowo, bez presji. Wiem, że dla niektórych z Was może być to trudne… Ja sama walczyłam z perfekcjonizmem przez wiele lat. Na szczęście i z chęcią bycia ideałem można wygrać 😉

3. Wyznacz sobie realne cele i podziel je na etapy

Jeśli planujesz schudnąć, spróbuj podzielić swój cel na kilka mniejszych etapów. Dlaczego jest to tak ważne? Wyobraźmy sobie panią Małgosię, która postanowiła schudnąć 30 kilogramów. Liczba ta nieco ją przeraziła i dlatego szybko zaniechała wizyt na siłowni. Jej sąsiadka, pani Bożena, również postanowiła schudnąć: najpierw dwa kilo, potem trzy, potem pięć, pięć, pięć, pięć i znów pięć. Bardzo szybko osiągnęła pierwszy cel i to zmotywowało ją do dalszej pracy.

Metoda etapów może okazać się pomocna w każdej dziedzinie życia. Pamiętam, że w czasie moich górskich wędrówek miewałam momenty zwątpienia i zmęczenia. W takich sytuacjach mówiłam sobie: „Dojdę to tamtego krzaczka i odpocznę. No, jeszcze trochę, przy tamtym głazie zaczerpnę oddechu”. Dzięki temu zawsze docierałam do celu.

4. Cel ma być Twój

Żona namawia Cię, byś rzucił palenie? Jeśli chęć zmiany nie płynie z Twego serca, zapewne dość szybko wrócisz do starych nawyków. Wsparcie bliskich może być niezwykle ważne i motywujące, jednak jedyną osobą, która może Cię zmienić jesteś… Ty sam.

5. Nie rezygnuj – mimo wszystko

Załóżmy, że postanowiłaś rozpocząć dietę bezglutenową. Przeczytałaś wszystkie możliwe blogi na ten temat, zaopatrzyłaś się w produkty oznaczone przekreślonym kłosem… Idzie Ci całkiem nieźle, przynajmniej na początku. Po dwóch tygodniach życia bez glutenu wybierasz się na urodziny przyjaciółki. Marcepanowy torcik wygląda tak kusząco… Dwa kawałki szybko trafiają do Twojego żołądka. To koniec. Po diecie. Nie nadajesz się, wiedziałaś o tym od początku.

Czy jeden grzech przekreśla wszystkie nasze starania i oznacza, że powinniśmy powrócić do starych nawyków? Ależ skąd! Nikt z nas nie jest idealny. Upadamy, podnosimy się i znów upadamy. Najważniejsze to nigdy nie przestawać się podnosić.

Nie obwiniaj się za ten kawałek tortu, a cały epizod potraktuj jak wyzwanie. Może następnym razem przygotujesz dla przyjaciółki tort bezglutenowy? I wilk będzie syty, i owca cała.

Obiecałeś sobie, że codziennie będziesz biegać. Udawało Ci się przez tydzień, aż tu nagle krach, lenistwo wzięło górę… To jednak nie powód, by rezygnować z postanowienia! Pozytywne nawyki wyrabiają się powoli.

 6. Nagradzaj się

Właśnie kończy się Twój pierwszy tydzień na diecie bezmlecznej. Serki i jogurty kusiły, ale powiedziałeś im stanowcze „NIE”. Zasłużyłeś na nagrodę! Wybierz się do kina, kup sobie jakiś drobiazg, o którym zawsze marzyłeś (choćby i to była upragniona obcinaczka do paznokci ze wzorkiem Hello Kitty) albo przygotuj na deser pyszne mini-serniczki z nerkowców.

7. Nie bój się prosić o pomoc

Najodważniejszym postanowieniem noworocznym jest chęć zerwania z nałogiem. Niestety, bardzo często okazuje się, że problem uzależnienia nas przerasta.

Na początku warto zastanowić się, skąd w ogóle wzięły się nasze złe nawyki. Być może w szukaniu odpowiedzi na to pytanie pomoże Wam cytat z książki „Toksyczne związki. Anatomia i terapia współuzależnienia” autorstwa Pii Mellody: „Nałóg to przymusowy proces, z którego pomocą człowiek pragnie się oderwać od trudnej do zniesienia rzeczywistości. Ponieważ proces ów maskuje ból życia, przedmiot nałogu staje się dla nałogowca najwyższą wartością, której poświęca cały swój czas i uwagę”.

Powyższe słowa odnoszą się przede wszystkim do takich problemów jak alkoholizm czy narkomania. Mimo to mogą nas jednak zainspirować do odnalezienia przyczyn kompulsywnego objadania się, maniakalnego wydawania pieniędzy czy grania godzinami w gry komputerowe.

I dlatego apeluję: nie bójmy się zwracać do fachowców. Jeśli planujesz dietę – wybierz się do dietetyka. Masz problemy z nałogami albo męczą Cię trudne przeżycia z dzieciństwa? – udaj się do psychologa. Chcesz schudnąć? Znajdź trenera. W ten sposób zagwarantujesz sobie większą szansę na dotrzymanie postanowień noworocznych 🙂

8. Mniej znaczy więcej

Po co tworzyć obszerne listy postanowień noworocznych? Lepiej ustalić sobie jeden, góra dwa cele. Dopiero gdy je zrealizujemy, będziemy mogli przejść do kolejnych planów. Obszerne listy niepotrzebnie nas zniechęcą.

.

 

To, czy rok 2016 okaże się pomyślny, zależy od Ciebie. Działaj! Dziś jest najlepszy dzień, by zacząć zmieniać swoje życie. I życzę z całego serca, by wszystko ułożyło Ci w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy tak, jak to sobie wymarzysz 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

Jaskiniową Kuchnię możecie znaleźć także na facebooku [tutaj].