~ Paleo gołąbki z liści kalarepy ~

Gołąbki były niegdyś jednym z moich ulubionych dań: mięso, kasza, kapusta… Połączenie idealne. Niestety, kiedy rozpoczęłam w zeszłym roku protokół autoimmunologiczny, musiałam na jakiś czas pożegnać się z tą potrawą. Niedawno postanowiłam jednak do gołąbków wrócić. Zmodyfikowałam tradycyjny przepis i… Wyszło pysznie!

Składniki (na 8-10 dużych liści kalarepy):

~ 450 gramów mielonego mięsa (użyłam piersi indyka i samodzielnie je zmieliłam)
~ duża cebula
~ średnia czerwona papryka
~ jedno duże jajko*
~ przyprawy**: łyżeczka świeżo startej gałki muszkatołowej, łyżeczka soli, pół łyżeczki pieprzu, dwie łyżeczki mielonej słodkiej papryki, półtorej łyżeczki czubrycy
~ 8-10 bardzo dużych liści kalarepy (najlepiej, jeśli będą trochę zwiędłe)***
~ masło klarowane lub bezzapachowy olej kokosowy do smażenia
~ cztery orzechy brazylijskie

* Jeśli nie możecie jeść jajek, zamiast tego możecie zagęścić farsz dowolną skrobią, np. marantą trzcinowatą lub mąką z tapioki, chociaż dla niektórych będzie to połączenie ciężkostrawne.
** Oczywiście przyprawić gołąbki można wedle uznania 🙂
*** Jeśli nie dysponujecie liśćmi kalarepy, oczywiście możecie użyć liści kapusty – danie będzie wtedy mniej hipsterskie 😉 A o właściwościach liści możecie przeczytać [tutaj].

Przygotowanie:

Cebulę bardzo drobno siekamy i smażymy na złoto, co jakiś czas mieszając, przez ok. dziesięć minut na rozgrzanym tłuszczu. W międzyczasie kroimy paprykę w niewielką kostkę. Dodajemy do cebuli i całość dusimy por przykryciem przez ok. 10 minut, aż papryka zmięknie. Następnie dodajemy mięso mielone i całość razem smażymy. Jeśli mięso zacznie wydzielać zbyt dużo soku, odlewamy go łyżką. Pod koniec smażenia dodajemy przyprawy i dokładnie mieszamy. Wyłączamy gaz.

Jajko rozbijamy do miseczki i ubijamy je widelcem. Dodajemy do mięsnego farszu i dokładnie mieszamy, by całość lekko się ścięła.

Gdy farsz wystygnie, przygotowujemy liście kalarepy. Jeśli są świeże i kruche, wkładamy je na parę minut do wrzątku, by stały się elastyczne. Oczywiście możecie wykorzystać też liście kapusty: główkę pozbawioną głąba wystarczy obgotować przez parę minut we wrzątku na małym gazie i obrać.

Na każdym z liści układamy farsz i zawijamy jak tortillę: najpierw przykrywamy liściem część mięsa, później składamy boki do środka i bardzo ciasno zwijamy.

Kolejne etapy produkcji gołąbków: ważne jest, by ciasno je zwinąć!

Liście kalarepy mają dość twarde łodygi. Najlepiej je obciąć.

Jeśli w liściu mamy dziurę, polecam „zakleić” ją kawałkiem innego liścia. Dzięki temu farsz nie wypłynie.

Dzięki gotowaniu na parze tracimy mniej witamin, a gołąbki na pewno się nie przypalą!

.

Gotowe gołąbki gotujemy na parze przez ok. 20-25 minut (jest to czas dla liści kalarepy, gołąbki z kapusty będą potrzebować trochę więcej czasu). Serwujemy z sosem pomidorowym lub sosem paleodorowym [przepis]. Całość warto też posypać startymi na tarce o drobnych oczkach orzechami brazylijskimi.

Smacznego!

~ Targi Healing Diet: Podsumowanie ~

Dokładnie tydzień temu odbyły się Targi Healing Diet – poświęcone diecie paleo oraz chorobom autoimmunologicznym. Miałam ogromną przyjemność oraz zaszczyt w nich uczestniczyć. Dziś, kiedy emocje już opadły, chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

Na ponad tydzień przed wydarzeniem zaczęłam zaopatrywać się w platany. Część z nich musiała zżółknąć i dlatego tak ważne było wcześniejsze ich zakupienie. Oczywiście przy okazji zupełnie ogołociłam łódzkiego Selgrossa z tych owoców, ale mam nadzieję, że inni klienci mi to wybaczą 😉

W przeddzień targów zabrałam się za gotowanie. Przygotowywanie potraw dla Was było niezwykłym wyzwaniem! Na początku zabrałam się za stworzenie dań bezjajecznych, by mieć absolutną pewność, że nie będą zawierały śladowych ilości jajek unoszących się w powietrzu 😉 Każdy z produktów przeze mnie użytych był oczywiście w pełni bezglutenowy. Niekiedy znalezienie idealnego składnika nie było łatwe – odwiedziłam trzy łódzkie sklepy ze zdrową żywnością, zanim znalazłam bezglutenową mąkę kokosową!

Pierwsze doświadczenia z mikrofonem: ależ emocje! 🙂

Przygotowania oczywiście nie odbyły się bez drobnych potknięć. Chrupki do zupy musiałam piec trzy razy, zanim wyszły idealne. Nie dopilnowałam ich, zajęta kremem do tarty, i trochę się przypiekły… Niemniej jednak byłam gotowa na błędy. Ba, nawet ich oczekiwałam!

Noc przed targami… Czułam się jak przed maturą. Nie mogłam spać. Na szczęście szybko wstało słońce.

Podróż z Łodzi do Poznania to sama przyjemność – dzięki autostradzie trasę można pokonać w dwie i pół godziny! Niestety, za tę przyjemność trzeba słono zapłacić, no ale kwestie polityczne związane z autostradą wykraczają poza tematykę tego bloga 😉

Warsztaty były całkowicie poświęcone platanom.

Wizyta w Poznaniu bardzo mnie ucieszyła. Przez ostatnie dwa lata studiowałam w tym mieście zaocznie i pokochałam to miejsce! Ba, pokochałam je nawet zanim do niego zawitałam! Jestem zagorzałą czytelniczką powieści Małgorzaty Musierowicz i Poznań zawsze jawił mi się jako cudowna, na poły legendarna kraina. Spacerowanie po ulicach znanych z powieści było cudownym uczuciem! Kiedy po raz pierwszy trafiłam do stolicy Wielkopolski dwa lata temu, czułam się niemal jak w domu. Wiele nazw ulic było dla mnie znajomych i bez trudu mogłam sobie wyobrazić, jak spacerują nimi bohaterowie Jeżycjady…

Byłam pewna, że skoro targi odbywają się w moim ukochanym Poznaniu, wszystko musi wypaść dobrze. Myślę, że zaprezentowałam się całkiem nieźle, a był to mój debiut! Największym wyzwaniem było dla mnie zdecydowanie zapanowanie nad stresem, zwłaszcza gdy na scenie nie wszystko układało się po mojej myśli… Mam jednak nadzieję, że mój warsztat okazał się dla Was interesujący i że czujecie się zmotywowani do używania platanów w kuchni 🙂 Liczę też, że będzie mi dane w przyszłości coś jeszcze dla Was ugotować i że uda mi się rozwijać moje zdolności kulinarno-estradowe.

Kręcę makaron z cukinii. Spiromat to genialna maszyna!

.

Z zeszłotygodniowych targów mogę wyciągnąć kilka wniosków. Być może i Wam się kiedyś przydadzą te wskazówki:

1. Na dużych imprezach nie gotuj zupy, chyba że kuchenka jest sprawdzona i ma dużą moc. Inaczej warzywa nie zdążą się dogotować.

2. Na wszelki wypadek używaj własnego blendera.

3. Postaw kogoś znajomego na scenie, by pilnował składników. W przeciwnym razie coś może zaginąć.

.

W czasie pokazu przygotowałam dla Was trzy potrawy: zupę-krem z selera i kalafiora; spaghetti z cukinii i marchwi z platanowymi talarkami; placuszki z platanów. Wszystkie dania były zgodne z zasadami protokołu autoimmunologicznego, a zatem nie zawierały glutenu, ziaren, jajek, mleka, orzechów…

Po pokazie mieliście okazję spróbować innych dań – prawie wszystkie były przygotowane z platanów. Zaserwowałam Wam: tartę cytrynową [przepis], kremową tartę z kalafiora [przepis], karobowe ciasteczka z marcepanowym kremem, kuleczki marcepanowe, platanowe ciasteczka bez cukru [przepis], waniliową babkę z platanów [przepis] oraz naleśniki platanowe z mąki kasztanowej – bez cukru. Mam nadzieję, że dania przypadły Wam do gustu 🙂

Degustacja. Ponoć było bardzo smacznie 🙂

Wiem, że pewne rzeczy mogłam zrobić lepiej. Niemniej jednak targi były dla mnie doskonałą okazją, by trochę powalczyć z moim perfekcjonizmem i ze stresem. W zeszłym tygodniu w Poznaniu wydarzyło się wiele pięknych rzeczy: poznałam naprawdę cudownych ludzi – Kasię z bloga Cook It Lean, Monikę z Paleo Strefy i Pawła z bloga Paleo Dla Opornych (chociaż Paweł uparcie powtarza, że blogerem nie jest – i rozumiem jego punkt widzenia). Miałam też okazję porozmawiać z Wami, moimi czytelnikami. Dziękuję Wam za obecność! Chciałabym też podziękować recenzentowi mojej pracy magisterskiej, który również przybył mnie wspierać. To było dla mnie niezwykle ważne. Jestem też wdzięczna mojej rodzinie za pomoc, a Panu Jaskiniowemu za robienie zdjęć. Wiem, jak bardzo tego nie lubi. W naszym związku to ja jestem stroną fotografującą – zdaniem Pana Jaskiniowego zachowuję się czasem jak japoński turysta 😉

A jak Wy oceniacie targi? Co Wam się podobało, a co zasługuje na krytykę? Będę wdzięczna za komentarze 🙂

Trzymajcie się zdrowo!

Razem z Kasią i Pawłem. Mam nadzieję, że będziemy mieli jeszcze niejedną okazję, by się spotkać!

~ Jak ususzyć pestki dyni? ~

Niejednokrotnie już Wam wspominałam, że nienawidzę marnować jedzenia. Z tej przyczyny zawsze szukam sposobu, by znacząco ograniczyć straty pożywienia… Ostatnio na moim celowniku znalazła się dynia. Każdy okaz zawiera ogromne ilości pestek, które w żadnym razie nie powinny być marnowane! Niestety, na początku ich suszenie okazało się niezmiernie kłopotliwe. Dlatego zaczęłam szukać lepszych rozwiązań. Postanowiłam wykorzystać dostępne mi urządzenia… I opracowałam optymalną metodę! Nie udało mi się co prawda zdobyć na nią patentu, ale jakoś to przeboleję 🙂

P.S. Pestki można też oczywiście jeść na surowo – skutecznie zwalczą one wszelkie pasożyty.

 

 

 

1. Ostrym nożem przekrawamy dynię na pół.

 

 

 

 

 

 

2. Przy pomocy dość wklęsłej łyżki wydrążamy pestki. Najlepiej suszyć pestki z kilku dyń na raz – trzech lub czterech.

 

 

 


 

 

.

3. W robocie kuchennym umieszczamy plastikową końcówkę do wyrabiania kruchego ciasta.

 

 

 

.

 

 

4. Umieszczamy w nim pestki i włączamy maszynę na średnie obroty. Miksujemy przez ok. minutę.

 

 

.

.

 

.

5. Tak pestki będą wyglądać po mieleniu. Celem tego zabiegu jest oddzielenie ich od miąższu. Całej operacji można oczywiście dokonać przy użyciu własnych rąk – ja jednak nie polecam tej metody – jest to zajęcie wysoce nieefektywne i zajmuje ogromną ilość czasu.

 

 

.

 

 

 

6. Zmielone pestki wkładamy do miski i zalewamy letnią wodą.

 

 

 

.

.

.

7. Przy pomocy szpatułki (najlepiej, by miała dość szerokie dziury) wyławiamy pestki i przekładamy do innej miski.

 

 

 

 .

 .

.

8. Tak wygląda woda, z której odcedziliśmy pestki. Powinna się w niej osadzić większość dyniowego miąższu.

 

 

 .

 

9. Odcedzone pestki. Części miąższu jeszcze nie udało się pozbyć i dlatego powtarzamy całą operację – mielimy pestki w robocie kuchennym, zalewamy wodą, odcedzamy.

 

 

 

.

10. Po powtórnym czyszczeniu pestki nadają się już do suszenia.

 


11. Pestki osuszamy papierowym ręcznikiem  i umieszczamy w nagrzanym piekarniku. Najlepiej oczywiście suszyć je przy użyciu temperatury jak najniższej. Dzięki temu nie zniszczymy dobroczynnych kwasów tłuszczowych, w które pestki obfitują. Przy 100 stopniach pestki ususzą się w mniej niż godzinę, ale stracą wiele cennych wartości odżywczych… Optymalnie jest suszyć je w temperaturze 40, maksymalnie 50 stopni (przy zamkniętych drzwiczkach). Co prawda proces potrwa parę godzin, ale czego się nie robi dla zdrowia 🙂 Jeśli pestek macie dużo, przemieszajcie je co jakiś czas.

.

.

12. Suszenia można także dokonać przy pomocy suszarki do grzybów. Ja osobiście na początku suszę pestki w piekarniku, a cały proces kończę przy użyciu suszarki. Mam dla Was małą sztuczkę: wyłóżcie kolejne piętra urządzenia pojedynczą warstwą gazy. Dzięki temu nawet małe pestki nie spadną na dno maszyny 🙂

.

.

13. Ususzone pestki przechowujemy w szczelnym słoiku – bezpiecznie przetrwają kilka miesięcy. Jeśli pragniecie ich użyć, polecam wsypać pożądaną ilość do miseczki (u mnie jest to zawsze garstka), zalać na noc ciepłą wodą i przykryć. Po kilku godzinach pestki zmiękną i znacznie łatwiej będzie je obrać.

I tym oto sposobem nie marnujemy jedzenia oraz zyskujemy pyszną przekąskę 🙂 Idealny układ „win-win”! A jeśli ciekawiłoby Was, jak przygotować własnoręcznie domowe wiórki kokosowe, zapraszam Was [tutaj].

Trzymajcie się zdrowo!

~ Serowa tarta z kalafiora: bez glutenu, jajek, mleka ~

Życie bez sera na początku może wydać się tragiczne: wszelkie zapiekanki stają się wspomnieniem, a o serniku nie mamy nawet co marzyć… Na szczęście potrzeba jest matką wynalazku! A co, gdyby ser zastąpić… kalafiorem? Wymyśliłam, przetestowałam, skosztowałam. Da się! I to naprawdę pysznie! 🙂

 

 

Składniki (na formę o średnicy 24 cm):

~ 60 gramów mąki kasztanowej
~ 40 gramów mąki kokosowej
~ 50 gramów nierafinowanego oleju kokosowego
~ czubata łyżka mąki z tapioki
~ półtora dużego, żółtego platana [czym jest platan?]*
~ 125 gramów nerkowców
~ ¼ łyżeczki sody
~ puszka kremowego mleka kokosowego (nie wstrząsajcie nim przed użyciem!)
~ 4 łyżki oleju kokosowego
~ dziewięć plastrów żelatyny
~ 4 łyżki jasnego miodu, np. lipowego (zależnie od preferencji smakowych można użyć więcej lub mniej) + 2 łyżeczki miodu do ciasta
~ średni kalafior o wadze ok. 1500 gramów
~ 20 czereśni, 25-30 malin lub innych owoców sezonowych (np. jagód)

* Jeśli nie dysponujecie platanami, polecam wykorzystać przepis na spód do tarty [stąd].

Przygotowanie:

 

 1. Na kilka godzin przed przygotowaniem ciasta namaczamy orzechy nerkowca w letniej wodzie z odrobiną soku z cytryny.

 

2. Platany obieramy, mielimy blenderem, dodajemy mąkę kasztanową, mąkę z tapioki, mąkę kokosową, sodę, 50 gramów roztopionego oleju kokosowego, dwie łyżeczki miodu i ponownie mielimy na gładką masę. Jeśli ciasto jest zbyt lepkie, dodajemy jeszcze trochę mąki kokosowej. Uwaga! Słabsze blendery mogą nie podołać. W takim wypadku ciasto zagniatamy ręką.

Wkładamy do zamrażarki na 20 minut by ciasto zgęstniało. Po tym czasie wykładamy nim formę do tarty, nakłuwamy widelcem i pieczemy na złoto 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do 145 stopni (z termoobiegiem).

 3. Ze średniego kalafiora ostrym nożem odkrawamy różyczki. 

.

4. Mleko kokosowe dzielimy na dwie części: zbieramy z góry łyżką kremową śmietankę (powinniśmy jej uzyskać ponad szklankę). Na dole zostanie nam jasna, biaława woda.

5. W garnku rozpuszczamy cztery łyżki oleju kokosowego i podsmażamy na nim pokrojone różyczki kalafiora przez około pięć minut. Następnie dodajemy 1/2 szklanki rzadkiego mleka kokosowego, ¼ szklanki wody, przykrywamy i gotujemy do miękkości na małym ogniu ok. 25-30 minut. Po tym czasie mielimy całość blenderem na gładką masę.

.

6. Żelatynę namaczamy w zimnej wodzie, by zmiękła.

7. Nerkowce odsączamy i mielimy blenderem na krem.               

8. Gdy masa kalafiorowa osiągnie temperaturę pokojową, dodajemy do niej krem z nerkowców i kremowe mleko kokosowe (w puszcze powinno nam zostać jeszcze ¼ szklanki dość rzadkiego mleka kokosowego). Wlewamy miód i ponownie mielimy całość blenderem.

9. ¼ szklanki mleka kokosowego podgrzewamy i rozpuszczamy w nim żelatynę. Następnie dodajemy dwie   łyżki   kremu   kalafiorowego i mieszamy. Na koniec całość powoli i ciągle mieszając wlewamy do masy kalafiorowej.

.

10. Jeśli użyliśmy czereśni, drylujemyje i napełniamy  masą kalafiorową.

11. Owoce układamy na upieczonym blacie, polewamy resztą kremu kalafiorowego i wkładamy tartę do zamrażarki, by stężała (zajmie to ok. 1-1,5 h). Później przekładamy ją do lodówki. Smacznego! 🙂

.

.

~ Jak powinna wyglądać dieta bezglutenowa? ~

Schorzenia takie jak celiakia czy choroby tarczycy o podłożu autoimmunologicznym* niosą ze sobą konieczność całkowitego usunięcia glutenu z diety. Mimo że ta zmiana wydaje się kłopotliwa, bardzo szybko można przyzwyczaić się do nowego stylu odżywiania: na śniadanie sięgniemy po bezglutenowe muesli lub bezglutenową owsiankę; później z bezglutenowego chlebka robimy sobie kanapeczki. Na obiad mamy makaron ze znakiem przekreślonego kłosa. Na deser są bezglutenowe ciasteczka, a kolacja znów będzie się składała z bezglutenowego chlebka (albo bułeczek). I już? To wystarczy? Nie do końca…

* Na chwilę obecną nie zostało potwierdzone, czy wszyscy pacjenci z Hashimoto powinni odrzucić gluten, dla mnie jest to bardzo wysoce prawdopodobne. Warto też pamiętać, że dieta bezglutenowa może pomóc osobom z zaburzeniami trawienia, depresją, niedokrwistością… [źródło].

O bezglutenowych produktach

Popyt rodzi podaż. Rynek produktów bezglutenowych dosłownie kwitnie na naszych oczach – możemy już kupić zastępnik każdego „tradycyjnego” pszennego wyrobu. Dzięki temu osoby chore nie muszą przeżywać katuszy spowodowanych bardzo restrykcyjną dietą. Gotowe mieszanki do wypieku chleba, bułki tarte, ciasteczka… Do wyboru, do koloru. I tym oto sposobem szczęśliwy żywot pacjenta zostaje ocalony!

Niestety, nie wszystko złoto, co się świeci. Pierwszą wadą produktów bezglutenowych jest oczywiście ich cena – ja jednak na nią nie narzekam, bo doskonale wiadomo, że wymagają one bardzo restrykcyjnych warunków produkcji. Jednak to dopiero wierzchołek góry lodowej. Produkty ze znakiem przekreślonego kłosa są najczęściej wysoce przetworzone, zmodyfikowane i pełne konserwantów. Gdy czytam ich składy, niekiedy aż przecieram oczy ze zdumienia… Pamiętajmy, że są one przeznaczone dla osób chorych, cierpiących na zanik kosmków jelitowych i rozszczelnienie jelit.

Kolejnym problemem jest fakt, że produkty bezglutenowe opierają się na innych zbożach. U osób chorych na celiakię i choroby autoimmunologiczne poza nietolerancją glutenu często występują reakcje na inne zboża, ziarna czy rośliny strączkowe: kukurydzę, proso, soję, fasolę… Dlatego stwierdzenie u pacjenta choroby trzewnej powinno być dopiero początkiem jego diagnostyki. Niestety, badanie na nietolerancje pokarmowe nie jest zwyczajową procedurą. Niektórzy lekarze głośno poddają też w wątpliwość ich skuteczność, i mają w tym nieco racji. Niemniej jednak na razie nie dysponujemy lepszym narzędziem (może z wyjątkiem diety eliminacyjnej). Co ciekawe, zdaniem Nory Gedgaudas testy z krwi mają 30% skuteczność, ale wyniki pozytywne są niemal zawsze pewne. Wynik negatywny nie oznacza, że nietolerancja u nas nie występuje. Dlatego w przypadkach wątpliwych warto się obserwować i zastosować dietę eliminacyjną.

Kukurydza często zastępuje mąkę pszenną. Ja osobiście jej nie toleruję i polecam zbadać, czy dla Was też nie jest przypadkiem szkodliwa!

Jakby tego było mało, ogromna większość produktów ze znakiem przekreślonego kłosa zawiera mleko lub śladowe jego ilości. Zdaniem dr Terry Wahls u 80% z nietolerancją glutenu występuje także reakcja na mleko. Za zaliczam się do bezmlecznej większości i dlatego zawsze przeglądam produkty bezglutenowe z pewnym smutkiem. Co z mi po przekreślonym kłosie, skoro praktycznie wszędzie jest mleko?… Najbardziej frustruje mnie problem czekolady – każda zawiera albo jeden alergen, albo drugi, albo oba na raz.

Jest jeszcze jedna kwestia warta poruszenia: niektóre produkty bezglutenowe zawierają pszenicę. Została ona co prawda pozbawiona glutenu (sic!), ale podejrzewam, że nietolerancja na nią może być jedną z najczęściej występujących (nawet mojemu super-zdrowemu ukochanemu w badaniu wyszła nietolerancja tego zboża!). I właśnie tutaj tkwi istota problemu: celiakia i choroby autoimmunologiczne to nie tylko gluten. Opierając swoją dietę na innych ziarnach, możemy po pewnym czasie znaleźć się w tym samym miejscu, z którego wyruszaliśmy. Czy słyszeliście kiedyś o reakcji krzyżowej? Mimo, że nie jemy glutenu, po pewnym czasie nasz organizm może reagować na inne białka roślinne i pokarmy (np. na drożdże czy kawę) tak, jakby to był gluten! Z tej przyczyny po kilku miesiącach czy latach diety bezglutenowej u niektórych pacjentów powracają dolegliwości takie jak problemy trawienne czy bóle stawów. Dlatego wielu osobom pomaga protokół autoimmunologiczny, polegający na chwilowym odrzuceniu m.in. ziaren i strączków [źródło]. Polecam też oczywiście testy na nietolerancje pokarmowe.

Jak na razie odnoszę się do rynku produktów z przekreślonym kłosem dość sceptycznie. Mam jednak nadzieję, że wraz z upływem czasu będzie on coraz lepiej rozumiał potrzeby osób chorych i uwzględniał inne nietolerancje pokarmowe.

Skład kajzerek przyprawia o zawrót głowy. Co więcej, te bułki mogą leżeć na sklepowej półce kilka miesięcy! Dlatego zalecam ostrożność i czytanie składu.

I co dalej?

Wiem, że część z Was obawia się przejścia na dietę bezglutenową ze względu na koszty i uciążliwość. Chcę Was jednak pocieszyć i pokazać, że taka zmiana wcale nie musi  być trudna!

Warto zacząć od tego, że dieta bezglutenowa nie polega na zastąpieniu dotychczasowego sposobu żywienia produktami bezglutenowymi. I nawet nie chodzi tu o kwestie finansowe, a o aspekt zdrowotny. Wysoce przetworzone jedzenie pełne ziaren i soi nie wyleczy chorych jelit.

Z moich doświadczeń wynika, że dieta bezglutenowa powinna być kompletną rewolucją w żywieniu. Dzięki takiej zmianie zaczniemy jeść smacznie i zdrowo. I, co najważniejsze, przyczynimy się do regeneracji uszkodzonych jelit i zmniejszenia produkcji przeciwciał (chociażby w wypadku Hashimoto). Jak to zrobić?

Po pierwsze, polecam wykonać choćby podstawowy test na nietolerancję pokarmową lub skorzystać z diety eliminacyjnej. Dzięki temu dowiemy się, na jakie ziarna i reagujemy źle. Bardzo ważna jest też obserwacja swojego samopoczucia. Podam Wam przykład z życia wzięty: kilka lat temu moja mama zauważyła, że źle znosi większe ilości kaszy jaglanej. Dziś wiemy już, że proso źle wpływa na tarczycę i osoby z Hashimoto powinny jeść je okazyjnie.

Gdy już mamy już świadomość tego, co nam szkodzi, możemy zabrać się do planowania diety. W tym momencie warto się zastanowić, czy nie pociąga nas idea paleo, czyli całkowitego odrzucenia ziaren. Domyślam się jednak, że na początku będzie to perspektywa mało kusząca i zdecydujecie się na „tradycyjną” dietę bezglutenową, uwzględniającą bezglutenowe ziarna takie jak proso, grykę, amarantus czy quinoę.

Pierwszym krokiem jest dokładne wyczyszczenie kuchni z resztek glutenu i produktów go zawierających. Jeśli inni domownicy nie przechodzą na dietę, warto przeznaczyć dla nich osobną szafkę, w której będą trzymali produkty dla nas niebezpieczne  – można ją oznaczyć trupią czaszką, hihi 😀

W urządzeniach takich jak gofrownica niekiedy mogą czaić się resztki glutenu. Przy zmianie diety ważne jest dokładne wyczyszczenie wszystkich urządzeń i zakup nowych sprzętów, chociażby desek do krojenia.

.

Następnie polecam pozbyć się produktów wysoce przetworzonych i pełnych rafinowanego cukru. Ich obecność w naszym jadłospisie na pewno nie przyczyni się do regeneracji jelit.

Gdy już to zrobimy, przygotujmy dokładną listę naszych ulubionych potraw i produktów. Początki diety bywają bardzo trudne i z tej przyczyny warto zaopatrzyć się w to, co przyniesie nam pocieszenie w chwilach kryzysowych. Czyli?… Jeśli nie możesz żyć bez klusek, znajdź przepisy na bezglutenowe kopytka czy knedle z kaszy jaglanej. Uwielbiasz pizzę? Bez glutenu może być równie pyszna 🙂 A fanom makaronów i owsianki polecam nabyć bezglutenowe wersje tych produktów.

Kolejnym etapem jest zaplanowanie zakupów. To najważniejszy punkt, który wzbudza w chorych wiele lęku. Na szczęście wycieczka do sklepu okazuje się całkiem prosta: robimy solidny zapas warzyw, mięsa, ryb, jajek (jeśli nie mamy na nie nietolerancji) i owoców. Ponadto badamy, które kasze i ryże są bezglutenowe, a w razie wątpliwości szukamy informacji w wyszukiwarce lub dzwonimy do producenta. Podobnie postępujemy z produktami, które spożywaliśmy dotychczas, a których bezglutenowość wzbudza nasze wątpliwości: dokładnie czytamy składy ketchupów, musztard, przypraw… Możecie też oczywiście wybrać się do działu z produktami oznaczonymi przekreślonym kłosem, by zobaczyć, co z oferty danego sklepu wyda Wam się atrakcyjne. Co ciekawe, ja osobiście praktycznie nic w takich działach nie kupuję – za dużo kukurydzy i żywności wysoko przetworzonej! Swego czasu opisałam dokładnie, w czym może czaić się gluten – zapraszam Was do lektury [tutaj].

Gdy już zaopatrzymy się w produkty pierwszej potrzeby, możemy zacząć badać sklepy internetowe i zastanowić się, co jeszcze nam się przyda. Na początku będziecie zapewne używać sporo mąk bezglutenowych, ja jednak postuluję stopniowe odzwyczajanie się od nich. Dzięki temu koszty diety znacząco spadną. Osobiście używam mąki ryżowej, kokosowej, żołędziowej, kasztanowej i (bardzo rzadko) amarantusowej i teff. Kupiłam też mąkę z topinamburu, ale zawiodłam się na niej – okropnie chrzęści w zębach, jakby zawierała piasek. Wszystkich mąk używam okazyjnie – praktycznie tylko kiedy mam gości, lub kiedy wyjeżdżam i przygotowuję na drogę np. muffinki. Kwestię innych artykułów spożywczych musicie przemyśleć sami: może przyda Wam się bezglutenowy budyń czy żelatyna ze znakiem przekreślonego kłosa… Na początku zapewne wydacie też sporo na bezglutenowe makarony i gotowe mieszanki chleba. 

Bez glutenu można sobie doskonale radzić nawet w święta. Uwielbiam przygotowywać „tradycyjne” przysmaki, wykorzystując platany. Przepis na babkę znajdziecie [tutaj].

Czyli… Co ja mam teraz jeść?!

Podstawą diety muszą być warzywa, mięso, ryby, jajka, owoce, dobre tłuszcze. Są to produkty naturalnie bezglutenowe i najzdrowsze dla człowieka. Tę listę łatwo uzupełnić kaszami dobrze przez Was tolerowanymi i innymi produktami, które Waszym zdaniem warto włączyć do diety. Okazyjnie możecie też zakupić sobie jakiś wyrób z przekreślonym kłosem – ciasteczka, bułeczki czy batonik… Najważniejsza jest różnorodność – dzięki rotacji pokarmów dostarczymy sobie wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

Idealne dla osób na diecie bezglutenowej są także platany – banany pełne skrobi, z których można wyczarować naleśniki, ciasta, ciasteczka, gofry, chipsy, nachosy… I oczywiście są naturalnie bezglutenowe 🙂 Więcej na ich temat przeczytacie [tutaj].

I tym oto sposobem przykładowy jadłospis mamy taki:

Śniadanie: resztki z obiadu lub kolacji z poprzedniego dnia + warzywa (papryka, pomidory, ogórki, marchew…) / ryba wędzona + warzywa (moje ulubione śniadanie ostatnio!) / awokado + warzywa / jajecznica z cebulą na maśle klarowanym + warzywa / placuszki z platanów + warzywa / omlet z cebulką i boczkiem / kiełbaski bezglutenowe + warzywa / warzywa gotowane na parze, polane oliwą z oliwek / smażona cukinia z masłem klarowanym…

Obiad: Mięso zapiekane w sosie z warzyw / smażone / w panierce z wiórek kokosowych / gulasz zagęszczony np. mąką ryżową / + surówka, sałatka i warzywa (np. kalafior, brokuł, burak…) / quiche / smażone grzyby / zupa krem z marchwi, kalafiora, brokułu / zupa z soczewicy (jeśli ją tolerujemy) / rosół (najlepszy na kościach)… Oczywiście tradycyjnie możecie do takiego obiadu dodać kaszę lub ziemniaki, chociaż pamiętajcie, że niektórzy źle tolerują połączenie węglowodanów z białkami.

Kolacja: Owoce, np. banany z cynamonem, miodem i olejem kokosowym lub wiórkami kokosowymi / naleśniki z platanów / placki ziemniaczane / placki z marchewki / placki z kaszy gryczanej czy jaglanej / pieczone bataty…

Przekąski: Garstka orzechów czy pestek (jeśli je tolerujemy) / ciasteczka platanowe / pieczona marchewka z cynamonem i olejem kokosowym / owoce / sałatka z tuńczyka / chipsy z jarmużu… + skorupka jajka by uzupełnić dietę bezmleczną w wapń [źródło]

Powyższe dania warto wzbogacić zdrowymi tłuszczami, np. oliwą z oliwek, olejem kokosowym, masłem klarowanym, awokado… Dzięki takiej diecie nasze jelita będą się regenerować, a my poczujemy się lepiej. Mam nadzieję, że moje propozycje Was zainspirują. Jeśli jednak czujecie, że układanie diety Was przerasta, polecam konsultację z dietetykiem. W przypadku cięższych schorzeń, np. insulinooporności, wizyta u specjalisty jest niezbędna.

P.S. Zauważyliście zapewne, że w moim menu nie pojawia się chleb. To dowód na to, że da się jeść zdrowe i zróżnicowane posiłki bez niego 🙂 Na początku możecie oczywiście wzbogacać nim dania, bo wiem, że wykluczenie go z diety nie jest proste. Nabiału też nie uwzględniłam, bo go nie toleruję i wiem, że wielu z Was ma podobny problem.

Przy zmianie diety najważniejsze to działać stopniowo i nie wprowadzać wszystkich ulepszeń na raz, bo może nas to nieco przytłoczyć 😉

Coś dla fanów spaghetti: bezglutenowy i niezwykle zdrowy makaron z cukinii! Przepis znajdziecie [tutaj].

A co poza domem?

Do pracy czy szkoły koniecznie musicie zabierać ze sobą gotowe posiłki. Znajdźcie też bezglutenowe restauracje, działające w Waszej okolicy. A gdyby na mieście dopadł Was głód, najlepiej kupować np. banany. Ja w kryzysowych sytuacjach nabywam też szprotki i makrelę 😉 Pozostaje jeszcze kwestia spotkań rodzinnych. Najlepiej przygotować własne potrawy – dzięki temu nie sprawimy gospodarzowi problemu, a my będziemy pewni, że jemy bezpiecznie. A jeśli rodzina chciałaby dla Was coś przyrządzić, polecam podesłać jej poradnik, który znajdziecie [tutaj].

I… To by było na tyle!

Proponowana przeze mnie dieta bezglutenowa nie powinna być droższa od Waszego dotychczasowego sposobu odżywiania. Koszty można zmniejszyć jeszcze bardziej, jeśli znajdziecie w swojej okolicy hurtowy rynek i będziecie zaopatrywać się w warzywa bezpośrednio u rolników. Wiem też, że dla części z Was problem może stanowić gotowanie. Dlatego polecam przygotowywać większe porcje na zapas (możemy je nawet mrozić). Warto też użyć jednego składnika do kilku dań, chociażby gotując duży garnek kaszy, której część zjemy na obiad, a z reszty przygotujemy na kolację błyskawiczne placuszki (zmiel kaszę, dodaj jajko, banana, cynamon i już!).

Dieta bezglutenowa nie musi być droga, nieciekawa i trudna. Na początku oczywiście możecie się burzyć, protestować i tęsknić za „tradycyjnymi” potrawami. Pamiętajcie jednak, że dla nas, osób chorych, odrzucenie glutenu oznacza ogromną ulgę. Powoli wprowadzajcie w życie zdrowe zmiany i nie wymagajcie od siebie zbyt dużo na raz. Pierwsze pozytywne efekty diety zmotywują Was do wytrwania w niej 🙂

Życzę Wam powodzenia i zdrowia! I niech gluten nie będzie z Wami 😉

Dodatek: moje doświadczenia

Pod koniec czerwca zeszłego roku przeczytałam o szkodliwości glutenu w przypadku choroby Hashimoto. Bardzo szybko wyrzuciłam go z diety. Ucieszyłam się, że to takie proste… Później doszła informacja o nabiale. Smutno mi było się go pozbywać, ale czego nie robi się dla zdrowia?… Żywiłam się bezglutenowymi kaszami i ziarnami, ryżem i warzywami. Nawet udało mi się upiec pyszny jaglany chlebek z mąką kukurydzianą i rozmarynem! Moja radość nie trwała długo. Czułam się źle i pragnęłam natychmiastowego powrotu do zdrowia. Zaczęłam czytać o paleo i rozpoczęłam protokół autoimmunologiczny, wyrzucając z diety wszystkie ziarna.

Na początku największym problemem być chleb, a raczej jego brak. Kiedyś byłam miłośniczką pieczywa, piekłam je sama i jadłam naprawdę często – kilka razy dziennie. Dlatego konieczność jego odstawienia była dla mnie prawdziwą traumą. W pierwszym dniu niemal płakałam. Po trzech dniach spłynął na mnie spokój i żyję już ponad rok bez niego.

Pewnie ciekawi Was, czy także musicie zrezygnować z pieczywa… Pamiętajcie, że gotowy chleb bezglutenowy jest najczęściej naszpikowany konserwantami i (podobno) niesmaczny. Z tej przyczyny warto piec chleb w domu, chociażby z mąki gryczanej, lub takiej, jaką dobrze tolerujemy. Pojawia się jednak pytanie: czy pieczywo w ogóle jest nam niezbędne do przeżycia? Moim zdaniem nie i możecie stopniowo zmniejszać jego udział w Waszej diecie. Świat obfituje w pyszne, pełnowartościowe pokarmy i doskonale można obejść się bez chleba i bez ziaren 🙂

A gdybyście szukali mnie na Facebooku, zapraszam [tutaj].

~ Dieta bezglutenowa: Dla kogo? ~

DSC_0299aDieta bezglutenowa stała się ostatnio niezwykle popularna, głównie dzięki książce W. Davisa „Dieta bez pszenicy”. Zanim jednak się zdecydujesz na ten sposób żywienia, polecam zapoznać się z poniższymi informacjami.

Uwaga! Pozwoliłam sobie edytować niektóre fragmenty poniższego artykułu po kilku cennych uwagach czytelników.

Dieta bezglutenowa – dla kogo?

1. Celiakia

Jeśli cierpisz na celiakię, każdy, nawet najmniejszy kontakt z glutenem, będzie u Ciebie wywoływał uszkodzenie kosmków jelitowych. Objawy tego schorzenia mogą ściśle wiązać się z układem pokarmowym (biegunki, wzdęcia, bóle brzucha). Warto jednak pamiętać, że u części chorych występują objawy atypowe: niedokrwistość, osteoporoza, niedobór wzrostu i masy ciała, zmiany skórne, bezpłodność, kamienie w pęcherzyku żółciowym, poronienia, depresja, problemy z pamięcią, migreny, autyzm…

W przypadku podejrzeń celiakii, koniecznie należy wykonać odpowiednie badania. Najpierw oznacza się przeciwciała z krwi. Uwaga! Ich brak nie wyklucza choroby! W wypadku wątpliwości zleca się wykonanie gastroskopii i biopsji jelita cienkiego, by ocenić stan kosmków jelitowych. Można także skusić się na testy genetyczne, jednak obecność genów HLA-DQ2 lub HLA-DQ8 nie świadczy jeszcze o istnieniu choroby, a jedynie o naszej predyspozycji. Więcej na temat diagnostyki możecie przeczytać [tutaj].

W przypadku celiakii warto wykonać badania na nietolerancje pokarmowe, gdyż może się okazać, że poza glutenem nie tolerujesz też innych ziaren (np. kukurydzy). Co więcej, zdaniem dr Terry Wahls 80% osób nietolerujących glutenu nie toleruje również mleka.

Chciałabym jeszcze dodać, że wokół diagnostyki istnieje wiele kontrowersji, o których możecie przeczytać [tutaj]. Na chwilę obecną nie dysponujemy jednak lepszymi narzędziami i dlatego nie sądzę, by całkowita rezygnacja z diagnostyki była najlepszym rozwiązaniem. Niemniej jednak, zdaniem Nory Gedgaudas testy z krwi mają 30% skuteczność, ale wyniki pozytywne są niemal zawsze pewne. Wynik negatywny nie oznacza, że nietolerancja u nas nie występuje. Dlatego w przypadkach wątpliwych warto się obserwować i zastosować dietę eliminacyjną.

2. Inne choroby autoimmunologiczne (np. Hashimoto)

Na chwilę obecną nauka potwierdziła już wysoką korelację między chorobami tarczycy o podłożu autoimmunologicznym (zapalenie tarczycy Hashimoto, choroba Gravesa-Basedowa) i celiakią. Co więcej, zdaniem włoskich naukowców, wszyscy pacjenci dotknięci schorzeniami tarczycy powinni zostać przebadani w kierunku celiakii, gdyż występuje u nich podwyższone ryzyko nietolerancji glutenu [źródło].

Powyższe zalecenie pochodzi z roku 1998. Upłynęło 17 lat, a w Polsce dopiero teraz zaczyna się napomykać o związku między Hashimoto i glutenem (sic!). Niestety, realia są tragiczne. Za badania w kierunku choroby trzewnej pacjent musi zapłacić sam.

Co więc robić? Jeśli masz Hashimoto, podejrzewasz nietolerancję glutenu i dysponujesz odpowiednimi środkami, przebadaj się w kierunku celiakii. Szczegóły znajdziesz [tutaj]. Ponadto warto wykonać badania na nietolerancje pokarmowe, gdyż może się okazać, że poza glutenem nie tolerujesz też innych ziaren (np. kukurydzy).

Czy dieta bezglutenowa jest też wskazana w wypadku innych chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów czy stwardnienie rozsiane? Naukowcy są w tej kwestii podzieleni [źródło], jednak wiele wskazuje na to, że wykluczenie glutenu przynosi ulgę chorym. Osobiście tego doświadczyłam – niegdyś cierpiałam na chroniczne bóle stawów i kolan; dzięki diecie bezglutenowej, bezmlecznej i paleo te przykre dolegliwości ustały.

3. Zespół jelita drażliwego

Jeśli lekarz postawił Ci diagnozę zespołu jelita drażliwego, przyczyną Twoich dolegliwości również może być gluten. Ponownie polecam przebadać się w kierunku celiakii i nietolerancji pokarmowych.

4. Problemy trawienne o nieznanym podłożu

Moja mama przez 20 lat uskarżała się na problemy trawienne. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i zapisywali tabletki. Dziś już wiemy, że mama cierpi na Hashimoto i jedzenie pszenicy, żyta i nabiału przez wiele lat niszczyło jej zdrowie.

Bóle brzucha, gazy, wzdęcia, biegunki i złe wchłanianie mogą być skutkiem nietolerancji glutenu. Badania w kierunku celiakii i nietolerancji pokarmowych powinny przynieść rozwiązanie Twoich dolegliwości.

5. Problemy neurologiczne

Jak już wspomniałam, nietolerancja glutenu może objawiać się problemami z pamięcią i koncentracją, depresją, autyzmem, migrenami… O wpływie tej frakcji białek na mózg możecie przeczytać na blogu pani Moniki Skuzy [tutaj].

Jestem w grupie ryzyka – I co teraz?

Zanim przejdziesz na dietę, zacznij od diagnozy. Ostawienie glutenu może uniemożliwić późniejszą diagnostykę i wykrycie celiakii.

Co jednak zrobić, gdy nas na takie badania nie stać?… Na chwilę obecną badania naukowe pokazują, że u wielu chorych na Hashimoto czy Gravesa-Basedova występuje ryzyko nietolerancji glutenu. Niestety, na razie nie wiadomo, czy wszyscy chorzy powinni odstawić gluten. Mam jednak szczerą nadzieję, że wkrótce nauka odpowie na to pytanie, dzięki czemu my, pacjenci, zaoszczędzimy wiele zdrowia i pieniędzy.

Gdy jesteś w grupie ryzyka, istnieje pewna darmowa opcja: dieta eliminacyjna. Spróbuj wyłączyć na miesiąc gluten z diety. Po tym czasie wprowadź go ponownie i obserwuj, czy powrócą Twoje dolegliwości. Przy takiej próbie warto również wykluczyć nabiał – jak już mówiłam, szacuje się, że u 80% osób z nietolerancją glutenu występuje nietolerancja nabiału. Jeśli próba wypadnie pomyślnie i objawy wrócą wraz z włączeniem glutenu do diety, rozważ wykonanie dokładnych badań i konsultację dietetyczną. Warto też poinformować o naszych podejrzeniach lekarza pierwszego kontaktu.

Uwaga! Pierwsze dni bez glutenu i nabiału mogą być bardzo trudne. Nie zdziw się, gdy zaczniesz doświadczać przykrych symptomów odstawienia: bóli głowy, nerwowości, smutku… Po pewnym czasie te objawy powinny minąć. Staraj się przetrwać miesiąc bez tych pokarmów (nawet śladowe ilości są w stanie zepsuć test!). Dopiero po tym czasie będzie można obiektywnie ocenić wyniki eksperymentu.

A co z osobami zdrowymi?

Jeśli nie masz problemów zdrowotnych, a pragniesz wyeliminować gluten z diety, oczywiście możesz to zrobić. Na razie jednak brakuje dowodów naukowych, by ocenić zasadność takiego postępowania, chociaż jest to temat mocno kontrowersyjny… Szerzej zajmę się tą kwestią w jednym z przyszłych artykułów i przedstawię Wam swój punkt widzenia.

Moja historia

Osobiście odstawiłam gluten ponad rok temu. Teraz żałuję, że nie przebadałam się w kierunku celiakii – dzięki temu miałabym absolutną pewność swojego stanu zdrowia. Niestety, rok temu nawet mi to do głowy nie przyszło: kiedyś konsultowałam się z kilkoma gastrologami i żaden z nich nie zasugerował mi badań w kierunku tego schorzenia, ba, żaden nawet nie wspomniał o nietolerancjach!… Niedawno wykonałam podstawowy test na nietolerancje pokarmowe i wykazał on kilka produktów, m.in.: gluten, pszenicę, żyto i mleko (nawet kozie!). Wiem, że dieta przynosi u mnie efekty i zdecydowanie działa. Nie wiem natomiast, czy moja nietolerancja glutenu nie jest przypadkiem spowodowana celiakią i czy w przypadku Hashimoto jest w ogóle możliwa nieceliakalna nietolerancja glutenu… Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zbadać i poznać prawdę. Muszę tylko zebrać odpowiednie fundusze 🙂

Ale przecież dieta bezglutenowa jest droga i skomplikowana…

Jeśli okaże się, że musisz zacząć stosować dietę bezglutenową, nie martw się! Wcale nie musi ona być droga i trudna! Za jakiś czas opowiem Wam, jak powinna wyglądać dobrze zaplanowana dieta bezglutenowa 🙂

Wnioski

Celiakia wcale nie jest tak rzadka, jak nam się wydaje. Choruje na nią jedna osoba na 100 [źródło]. Dlatego też istnieje duże ryzyko, że ten problem dotyczy i Ciebie, zwłaszcza jeśli masz już zdiagnozowaną inną chorobę autoimmunologiczną. I stąd mój apel: badajcie się. Przetestujcie dietę eliminacyjną. Warto dowiedzieć się, czy gluten (wraz z nabiałem) nie pogarszają stanu Twojego zdrowia. Nie czekaj, aż lekarz zasugeruje Ci odpowiednie badania. Niestety my, pacjenci, nie możemy liczyć na NFZ, a wyłącznie na siebie.

Trzymajcie się zdrowo! 🙂

~ Hashimoto od A do Z: Ciąg dalszy ~

O chorobach autoimmunologicznych wiemy już całkiem sporo. Nauka cały czas dokonuje nowych odkryć o niezwykłej dla nas wadze. Ważne jest, byśmy my, pacjenci, byli tego świadomi i posiadali chociaż podstawową wiedzę na temat schorzenia, z którym musimy na co dzień się borykać. Dziś zapraszam Was na zakończenie alfabetu Hashimoto. Mam nadzieję, że informacje zaprezentowane w obu tekstach pomogą Wam zrozumieć istotę tej choroby oraz ułatwią Wam życie z Japończykiem u boku. Część pierwszą artykułu możecie znaleźć [tutaj].

M jak mózg i mgła mózgowa

Przyjęło się twierdzić, że Hashimoto jest chorobą tarczycy: organizm produkuje przeciwciała, które niszczą ten organ. Dlatego też powszechnie przyjętą metodą leczenia jest stosowanie syntetycznego hormonu – tarczyca pogrążona w niedoczynności nie jest w stanie wyprodukować odpowiedniej ilości T4 (tyroksyny). Jedna tabletka powinna wystarczyć.

Niestety, nasz organizm nie jest na tyle mądry, by atakować wyłącznie tarczycę. Skoro nauczył się niszczyć jedną tkankę, jaką mamy gwarancję, że nie zacznie uszkadzać następnej? Choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami – częstym połączeniem jest chociażby Hashimoto i reumatoidalne zapalenie stawów. Z kolei w przypadku celiakii jest większa szansa na wystąpienie m.in.  chorób tarczycy o podłożu autoimmunologicznym (Hashimoto, Graves-Basedov), cukrzycy typu I, wyczerpania nadnerczy, co zostało potwierdzone badaniami [źródło].

W przypadku Hashimoto atak na tarczycę czy stawy nie jest głównym problemem. Zdaniem dra Datisa Kharraziana 30% chorych produkuje przeciwciała przeciwko własnemu mózgowi [źródło]. Stwierdza on także, że: „Obecność choroby autoimmunologicznej kreuje stan zapalny w mózgu, a także proces autoimmunologiczny bezpośrednio dotyczy mózgu. Istnieją opublikowane badania, które pokazują, że przeciwciała anty-TPO przyczepiają się do astrocytów w rejonie mózgu, który jest zwany móżdżkiem. Oznacza to, że kiedy przeciwciała anty-TPO się podnoszą, nie tylko przyczepiają się do tarczycy i dają sygnał do jej niszczenia, ale dodatkowo taki sam proces następuje w móżdżku”.

Po latach takiego procesu mogą pojawić się zaburzenia pamięci i koncentracji, nerwowość, mgła mózgowa, zaburzenia równowagi. Doskonale znam te objawy z „własnego podwórka”: moja mama, przez ponad 20 lat błędnie diagnozowana i leczona, skarży się na problemy z pamięcią i koncentracją. Zupełnie bez powodu traciła równowagę. A jej nerwowości przez wiele lat doświadczałam na własnej skórze.

Pisząc o tym wszystkim, nie chcę Was w jakikolwiek sposób straszyć. Kondycja naszego mózgu w dużej mierze zależy on nas samych – jeśli dobrze go odżywimy właściwą dietą i będziemy regularnie ćwiczyć pamięć i koncentrację, znacznie zmniejszymy ryzyko zaburzeń w przyszłości. Chcę Wam jednak uświadomić rzecz, która mnie osobiście przeraża.

Większość lekarzy uparcie twierdzi, że syntetyczny hormon w tabletkach jest wystarczającym lekarstwem w przypadku Hashimoto. Tyle że te pastylki nie hamują produkcji przeciwciał! Praktycznie każdy lekarz, którego odwiedziłam (w tym bardzo znany profesor) mówił mi, że „przeciwciałami nie ma się co przejmować, bo one i tak nie znikną”. Wspaniale! Co z tego, że mój własny organizm niszczy mi tarczycę, stawy, mózg?… Nic się nie da zrobić!

Ja mówię takiej postawie zdecydowane NIE. Leczenie Hashimoto (i innych chorób autoimmunologicznych) powinno polegać na redukcji przeciwciał, by powstrzymać organizm przed niszczeniem samego siebie! Z tej przyczyny jestem ogromną zwolenniczką stosowania diety, która pozwala ograniczyć produkcję przeciwciał (odrzucenie glutenu i nabiału jest wspaniałym początkiem).

Warto też pamiętać, że każdy chory jest inny i że u każdego choroba postępuje w różnym tempie, zależnie od natężenia czynników takich jak stres czy zła dieta. Dlatego też przez wiele lat możecie czuć się dobrze i nie doświadczać skutków choroby. W moim wypadku choroba zaatakowała z całą mocą dopiero gdy miałam 23 lata, wcześniej czułam się praktycznie zupełnie zdrowa – wystarczyła jedna mała tabletka rano. Teraz wiem, że atakowi choroby można zapobiec i dlatego zachęcam Was do działań prewencyjnych.

N jak nietolerancje pokarmowe, niedobory i nadnercza

Jak już wspomniałam w pierwszej części artykułu, choroby autoimmunologiczne mają ścisły związek z jelitami. Dlatego też coraz więcej się ostatnio mówi na temat korelacji istniejącej między tymi schorzeniami, a nietolerancjami pokarmowymi. Kontakt ze szkodzącym nam produktami pobudza system odpornościowy i może zaogniać stan zapalny oraz produkcję przeciwciał. A czym różni się alergia od nietolerancji? W przypadku tej pierwszej reakcja następuje natychmiast po spożyciu danego pokarmu. Nietolerancja z kolei daje objawy po kilku lub kilkunastu godzinach, a nawet – po kilku dniach. 

Najbardziej szkodliwymi pokarmami są dla większości chorych oczywiście gluten i nabiał – szacuje się, że 80% osób nietolerujących glutenu nie toleruje również nabiału (Wahls, str. 101), a w przypadku chorób autoimmunologicznych powinno się wykluczyć obie grupy pokarmów. Problematyczne mogą się też okazać inne ziarna, orzechy, czy rośliny z rodziny psiankowatych. By się o tym przekonać najlepiej oczywiście wykonać odpowiednie badanie. Takie testy są jednak dość drogie, zaś ich skuteczność jest poddawana w wątpliwość. Niestety, na chwilę obecną nie oferuje nam lepszego narzędzie. Jeśli jednak nie dysponujecie wystarczającymi środkami, dobrą opcją może być dieta eliminacyjna.

Dlaczego usunięcie potencjalnie drażniących pokarmów jest tak ważne? W przypadku Hashimoto należy robić wszystko, co w naszej mocy, by poprawić kondycję jelit. Ich nieszczelność oraz zaburzenia flory bakteryjnej utrudniają wchłanianie pokarmu, przez co możemy doprowadzić do niedoborów i stopniowego pogarszania naszego zdrowia. A że dzisiejsze pożywienie jest znacznie uboższe w witaminy i minerały od pokarmu naszych rodziców i dziadków, droga do niedoborów jest znacznie łatwiejsza, niż nam się zdaje.

***

Nie dość, że choroby autoimmunologiczne chodzą parami, to u wielu Hashimotowców zaburzenia pracy tarczycy często idą w parze z zaburzeniami funkcjonowania nadnerczy. Więcej na ten temat przeczytacie [tutaj].

Nabiał. Taki dobry, a dla nas często taki niedobry.

O jak objawy i osłabiona odporność

Tyle jest odmian Hashimoto, ilu jest pacjentów. U każdego z nas występuje indywidualny zestaw objawów, które niekiedy się nasilają, a niekiedy słabną. Poniżej znajdziecie dość kompletną listę symptomów. Sugeruję Wam zaznaczyć pozycje, które Was dotyczą i w ten sposób zobaczyć, jak dalece Hashimoto wpływa na Wasze życie.

Tendencje do tycia; obrzmiała, okrągła twarz (przykładowe zdjęcia chorych znajdziecie tutaj); obfite miesiączki; zaburzenia miesiączkowania; drażliwość; depresja; bezsenność; osłabienie koncentracji i pamięci; kołatanie serca; zaburzenia rytmu serca; hipercholesterolemia (zwiększenie stężenia cholesterolu w osoczu); chroniczne zmęczenie; problemy trawienne; senność w ciągu dnia; sucha skóra (np. na łokciach); zaparcia, słaba odporność; wypadanie włosów; wrażliwość na zimno…

Jednym z najistotniejszych objawów jest osłabiona odporność. Ciągłe infekcje osłabiają nasz system odpornościowy, który i tak jest już wystarczająco zmęczony chorobą Hashimoto i ciągłym stanem zapalnym. Ten aspekt to kolejny dowód na to, jak nieskuteczne jest leczenie powszechnie praktykowane w polskich poradniach: syntetyczny hormon tarczycy nie sprawia, że nasza odporność się poprawia, nie ma wpływu na kondycję naszych jelit. Możemy zażywać go całe życie i tak doświadczając bardziej lub mniej uciążliwych objawów choroby.

P jak protokół autoimmunologiczny i paleo

Coraz więcej chorych decyduje się na dietę paleo i jej odmianę specjalnie przystosowaną do potrzeb pacjentów – protokół autoimmunologiczny.

Istotą diety paleo jest odrzucenie wszystkich ziaren. Przyczyną ich eliminacji nie jest fakt, że ziarna nie znajdowały się w menu naszych przodków, a raczej to, że zawierają one mnóstwo substancji przeciwodżywczych, podrażniających jelita. Ponadto należy pamiętać o tzw. reakcji krzyżowej: białka ziaren mają bardzo podobną budowę. Nawet jeśli nie jemy glutenu, nasz organizm może pomylić z nim białka innego ziarna! By stwierdzić, czy reakcja krzyżowa ma miejsce w naszym wypadku, należałoby wykonać badania w amerykańskich laboratorium Cyrex [szczegóły tutaj], tyle że są one bardzo drogie. Dlatego znacznie tańszą opcją jest protokół autoimmunologiczny.

Protokół polega na eliminacji  wszystkch potencjalnie szkodliwych pokarmów – ziaren i pestek, nabiału, orzechów, warzyw z rodziny pisankowatych, produktów rafinowanych w celu regeneracji jelit. Powinien on trwać od miesiąca do trzech miesięcy. Po tym czasie stopniowo wprowadzamy do diety różne produkty i obserwujemy naszą reakcję. Po protokole część osób zostaje na „zwykłym” paleo, zaś inni stopniowo włączają do diety ziarna bezglutenowe. Ja trzymam się paleo, jedynie czasami jem ryż czy rośliny strączkowe. Dzięki protokołowi odkryłam w sobie niezwykłą nietolerancję na pomidory. Ziemniaki też mi nie służą, zaś papryka – jak najbardziej. Protokół jest wspaniałą okazją do zagłębienia się w reakcje naszego organizmu.

Uwaga! Pamiętajcie, że protokół nie jest złotym lekarstwem na wszystko i może się okazać, że Wam nie pomógł. Polecam udać się do specjalisty, który nas poprowadzi i zwiększy szanse powodzenia diety.

Ostatnio pojawiają się też głosy fachowców, postulujące zmianę założeń protokołu. Należy pamiętać, że nasza wiedza cały czas się pogłębia i na chwilę obecną protokół stanowi wypadkową dotychczasowych odkryć naukowych. Nie jest on jednak święty i niezmienny – wraz z rozwojem nauki i medycyny będziemy wiedzieć coraz więcej i coraz będziemy skuteczniej pomagać chorym.

Chciałabym Wam jeszcze uzmysłowić, że protokół nie jest obowiązkowym postępowaniem w przypadku chorób autoimmunologicznych, a jedynie opcją. Jeśli czujecie się źle, warto spróbować i przekonać się, czy przyniesie nam ulgę. Więcej na temat protokołu przeczytacie [tutaj]. Istnieją także inne diety, które pomagają wielu chorym, takie jak Dieta dr Ewy Dąbrowskiej (Post Daniela).

 

Warto inspirować się dietą naszych przodków: łowców-zbieraczy.

R jak rzut choroby

Rzut choroby to nic innego jak okres zaostrzenia objawów, w którym najczęściej występuje zwiększona produkcja przeciwciał i zaognienie stanu zapalnego. Z mojego doświadczenia wynika, że rzut jest powodowany przede wszystkim przez silny stres.

W ciągu mojego życia musiałam zmierzyć się z dwoma rzutami Hashimoto. Pierwszy miał miejsce przed maturą i trwał około trzy miesiące. Nic mnie wtedy nie cieszyło, wszystko było depresyjne, czarne i pozbawione nadziei. W tamtym okresie zupełnie nie skojarzyłam mojej przypadłości z tarczycą. Wierzyłam, że kiedyś mi ten smutek przejdzie – tak się rzeczywiście stało wraz z nadejściem wiosny i pojawieniem się słońca (a tak w nawiasie dodam, że żaden z lekarzy nigdy nie zbadał mi poziomu witaminy D ani nawet nie wspomniał o konieczności jej suplementacji. Gdyby było inaczej, zapewne rzut choroby byłby łagodniejszy).

Rok temu Hashimoto zaatakowało po raz drugi. Dokładnie 24 lutego miał miejsce najgorszy dzień mojego życia: zaczęłam pracę, poszło mi fatalnie, zostałam skrytykowana, a po powrocie do domu okazało się, że mój ukochany piesek zginął w wypadku samochodowym. Przez tydzień nie mogłam normalnie spać i jeść. Kolejne cztery miesiące były koszmarem – wszystko stało się czarne i pozbawione nadziei. Cały czas byłam zmęczona, mimo wielu godzin snu. Ten okres popchnął mnie na ścieżkę diety paleo.

Jeśli doświadczacie rzutu choroby, pamiętajcie, by dokładnie zbadać stan tarczycy, gdyż może być konieczne podniesienie dawki leku. Polecam także wykonać badania poziomu witaminy D i zwiększyć podaż magnezu w diecie (lub rozpocząć jego suplementację). A przede wszystkim zachęcam Was do zmiany sposobu odżywiania!

W rzucie choroby często doświadczamy depresji.

S jak stawy, stres i suplementacja

Czy istnieje związek między stawami i Hashimoto? No ba! Łącznikiem między nimi jest gluten. Wraz z rozszczelnieniem jelit do krwi przedostają się niestrawione cząsteczki białek (przypomnę że gluten jest frakcją białek roślinnych, na którą składają się gliadyna i glutenina). Gliadyna jest najbardziej problematyczna, gdyż jej molekuły przypominają budową strukturę molekularną tarczycy. Gdy zjemy posiłek glutenowy, a mamy nieszczelne jelita, cząsteczki białek przedostają się do krwiobiegu. Organizm produkuje przeciwciała by gliadynę zniszczyć, niszcząc przy okazji swoją własną tarczycę [źródło]. W podobny sposób gluten może przyczyniać się do stanów zapalnych stawów [więcej na ten temat przeczytacie tutaj]. Dlatego my, Hashimotowcy, często uskarżamy się nie tylko dolegliwości tarczycy, lecz także na stawy. Na szczęście bólom można zapobiec – odstawienie glutenu i nabiału ogranicza produkcję przeciwciał. Przekonałam się o tym osobiście – kiedyś stawy i kolana bolały mnie codziennie, dzisiaj te dolegliwości są rzadkością 🙂

***

Śmiało można stwierdzić, że współczesny styl życia jest największym winowajcą chorób. Żyjemy szybko, jemy byle co, cały czas musimy martwić się o pracę, pieniądze i rachunki… Natura nie przystosowała człowieka do chronicznego stresu. I nie ma co łudzić się, że jest inaczej: prędzej czy później odbije się on na naszym zdrowiu.

Okazjonalny stres jest nam potrzebny, a nawet niezbędny. Jednak chroniczny stres zaburza pracę naszego organizmu: przyczynia się do rozszczelnienia jelit i znacznie utrudnia poprawne trawienie i wchłanianie. W jego wyniku zaburzeniu ulegają procesy metaboliczne, co może prowadzić do rozwoju stanów zapalnych ciała i mózgu. Ponadto chroniczny stres zwiększa ryzyko otyłości i cukrzycy, miażdżycy, problemów psychicznych, schorzeń autoimmunologicznych, a nawet do rozwoju komórek rakowych… „Już sam fakt rozwoju choroby przewlekłej wprowadza organizm w stan przewlekłego stresu” (Wahls, str. 286).

Nie można żyć zdrowo w ciągłym stresie. I dlatego w każdej chorobie (nie tylko w wypadku Hashimoto) konieczna jest eliminacja głównych stresorów. Jeśli nie znosisz swojej pracy, a spędzasz w niej co najmniej osiem godzin dziennie, nie zdziw się, gdy pojawi się choroba lub zaostrzenie objawów schorzenia już istniejącego. Lista czynników mogących pogorszyć nasz stan praktycznie nie ma końca: brak satysfakcji w życiu rodzinnym, sprzeczki z partnerem, niezadowolenie z miejsca zamieszkania, nieumiejętność zaakceptowania rzeczywistości (zwłaszcza rzeczy, na które nie mamy wpływu)…

Moja lekarka powiedziała mi raz, że nie zaleci mi ograniczania stresu, bo to i tak niemożliwe we współczesnych czasach. Cóż, z takim podejściem na pewno nic się nie da zrobić. Kiedyś też myślałam, że muszę ciężko tyrać, ale w momencie rzutu choroby powiedziałam „dość” i zrezygnowałam z części zajęć. Co z tego, że zarobię trochę mniej? Zdrowie jest ważniejsze. Dlatego zachęcam Was: nie pracujcie ponad siły i proście o pomoc rodzinę i znajomych, gdy nie dajecie rady.

***

Suplementy diety są w modzie. I, co najgorsze, część z nich jest nam potrzebna: współczesne warzywa, owoce i mięso są znacznie uboższe w witaminy i minerały niż kiedyś. Ziemia jest wyjałowiona, pełna sztucznych nawozów i środków ochrony roślin. Jeśli gleba została pozbawiona minerałów, warzywo nie będzie ich miało skąd czerpać.

W przypadku Hashimoto większość z nas skorzysta na suplementacji selenu, magnezu, cynku, witaminy C i (często) witamin z grupy B. Oczywiście polecam skonsultować spożycie tych preparatów z lekarzem. Istnieją też przeróżne mieszanki typu „Super Tarczyca Max Bio”, jednak nie radzę ich kupować bez wskazania lekarza. Tzw. „Superfoods” w nadmiarze również mogą nam zaszkodzić (zwłaszcza preparaty wpływające na gospodarkę hormonalną, chociażby maca).

Z drugiej strony istnieją preparaty bardzo przydatne i mam nadzieję, że w przyszłości będą one zapisywane potrzebującym pacjentom. Jednym z nich jest L-glutamina, uszczelniająca jelita. Wiele osób uskarżających się na problemy jelitowe chwali sobie również enzymy trawienne i betainę z pepsyną (więcej pisałam o nich na końcu [tego] artykułu, w punkcie 14). Przed zastosowaniem tych preparatów skonsultuj się oczywiście z lekarzem lub farmaceutą 🙂

(A tak w nawiasie dodam, że najlepiej oczywiście stosować suplementy naturalnego pochodzenia: selen z orzechów brazylijskich czy witaminę C z papryki i dzikiej róży. Istnieją też pokarmy, które warto włączyć do diety, takie jak kurkuma).

Różnorodność diety bogatej w wartości odżywcze to przy Hashimoto podstawa.

T jak TSH

TSH (tyreotropina) jest hormonem przysadki mózgowej . Gdy tarczyca pracuje słabo, przysadka produkuje go więcej, by pobudzić ją do pracy. Niski poziom TSH przeważnie świadczy o nadczynności tarczycy. Jak już wiemy, TSH wiosny nie czyni i należy badać całą „trójkę tarczycową”: TSH, ft3, ft4, by poznać ilość hormonu tarczycy w organizmie oraz wydajność jego konwersji. [Tutaj] znajdziecie kalkulator, dzięki któremu możecie przeliczyć Wasze wyniki na procenty. Najlepiej jest oczywiście, gdy ft3 i ft4 wynoszą powyżej 50%.

Normy TSH wynoszą 0,27 od do 4,2. Przez większość życia moje TSH wynosiło ok. 2,5-4 i cieszyłam się, że jestem w normie! Niestety, norma ta jest daleka od normy. U kobiety w wieku rozrodczym TSH powinno wynosić 1-2,5. Większość kobiet najlepiej czuje się w przedziale 1-1,5, chociaż czytałam wypowiedzi Hashimotek, które normalnie funkcjonują tylko przy TSH równym 0,5. Zbyt wysokie TSH poparte badaniami ft3 i t4 to najczęściej znak, że dawka syntetycznego hormonu tarczycy powinna zostać podniesiona (o tym decyduje lekarz – przestrzegam przed samodzielnymi eksperymentami).  Czasem jednak podniesienie dawki nic nie da – chociażby kiedy mamy problem z konwersją. Ale to już temat na osobny artykuł.

U jak usg tarczycy

By stwierdzić Hashimoto, niezbędna jest ocena stanu tarczycy na aparacie USG. Dzięki temu badaniu można stwierdzić stan zapalny, potwierdzić (lub wykluczyć) obecność guzków i oszacować powstałe do tej pory zniszczenia. Wymiary tarczycy pozwalają nam także ocenić jej objętość. Odpowiedni kalkulator znajdziecie [tutaj], u dołu strony.

W jak witamina D i K2

Wciąż niedoceniana jest rola witaminy D w naszym organizmie. Nie dość, że wpływa ona na stan kości, to na dodatek wspomaga nasz układ odpornościowy. W przypadku chorób autoimmunologicznych jej poziom jest często tragiczny. U mnie było to 12 (po wakacjach!). Norma wynosi 30 ng/ml. Podobno przy chorobach autoimmunologicznych najlepiej, by wahała się w granicach 50 ng/ml, zaś w przypadku stwardnienia rozsianego dr Terry Wahls zaleca 80 ng/ml (Wahls, str. 261).

Dla większości pacjentów 1000 jednostek dziennie nie wystarczy, by wrócić do normy. W skrajnych wypadkach lekarz może zalecić nawet 4000-6000 jednostek. Po trzech-czterech miesiącach suplementacji warto powtórzyć badanie.

Uwaga! Jeśli zażywacie duże ilości „słoneczka w pastylce”, konieczne jest zwiększenie podaży witaminy K2! Więcej na jej temat przeczytacie [tutaj].

File:Sun-in-the-sky.jpg

W Polsce słońca mamy jak na lekarstwo… Najczęściej konieczna jest suplementacja.

Y jak yersinia

Istnieją Hashimotowcy, u których stwierdzono zakażenie yersinią (po więcej informacji zapraszam tutaj). Częste są także zakażenia pasożytami (lamblie, glista ludzka, toksokaroza). I nie ma w tym nic dziwnego – osłabiony układ odpornościowy nie jest w stanie skutecznie się bronić przed inwazją z zewnątrz. A gdy już pasożyt się w nas zagnieździ, przyczynia się do rozszczelnienia jelit. Dlatego zachęcam Was do wykonania badań na pasożyty. Uważajcie jednak: te z kału są mało miarodajne (chyba że będziemy oddawać próbki codziennie przez miesiąc). Badania z krwi mają większą skuteczność. Ze swojej strony polecam Wam jednak badanie biorezonansem – istnieją pierwsze badania naukowe potwierdzające skuteczność tej metody i mam nadzieję, że z czasem stanie się on powszechnym narzędziem diagnostycznym.

Z jak zdrowie

Czy choroby autoimmunologiczne są uleczalne? Powszechnie przyjęło się twierdzić, że nie. Jednak zmiany w diecie oraz trybie życia mogą zahamować rozwój schorzenia, a nawet doprowadzić do remisji! Możliwości organizmu ludzkiego wciąż są niepoznane i szczerze wierzę w jego potęgę.

Każdy z nas pragnie żyć zdrowo, mimo choroby. Wszystkie informacje i wskazówki, którymi się z Wami dzielę, są odbiciem mojego pragnienia normalnego życia. Wiem jednak, że nie jest to droga łatwa – dieta bezglutenowa, beznabiałowa czy paleo bardzo nam pomagają, jednak stanowią nie lada wyzwanie. Niezwykle trudno znaleźć produkty czyste i dla nas bezpieczne. Nie wspomnę już o kwestii naszej psychiki: spotkania rodzinne czy wyjazdy stanowią nie lada pokusę. A przecież nawet mały grzeszek nie pozostaje bez konsekwencji – każda ilość glutenu rozszczelnia jelita.

My, pacjenci autoimmunologiczni, jesteśmy skazani na obojętność służby zdrowia. Teoretycznie możemy podążać za jej wskazówkami, zażywać syntetyczny hormon i „jeść wszystko”, przyczyniając się tym najczęściej do stopniowego pogarszania naszego stanu. Wiem, że istnieją choroby znacznie tragiczniejsze i zupełnie nie narzekam na ograniczenia, z którymi się spotykam. Co więcej, jestem przekonana, że lekarstwo na nasze schorzenie zostanie odkryte. Wszak nie ma chorób nieuleczalnych – po prostu my jeszcze nie umiemy ich wyleczyć.

Schorzenia autoimmunologiczne atakują coraz częściej i coraz dotkliwiej. Może czas, by pacjenci połączyli siły z lekarzami? Wszak obu stronom (podobno) chodzi jedynie o zdrowie… Tymczasem często patrzymy na siebie z wzajemną nieufnością i krytycyzmem. Liczę, że mój blog będzie się przyczyniał do zmiany oblicza polskiej służby zdrowia oraz okaże się dla Was inspiracją 🙂

Na sam koniec chciałabym Was życzyć zdrowego życia z Hashimoto. Na chwilę obecną wiemy już naprawdę dużo o tej chorobie i dzięki temu możemy funkcjonować całkiem normalnie. Pamiętajcie, że zdrowym można czuć się mimo pewnych nieprawidłowości w wynikach. Wszystko siedzi w naszej głowie – im więcej będziemy myśleć o chorobie, tym gorzej będziemy się czuć. Dbajmy o nasze ciała i umysły, a wszystko będzie dobrze 🙂

P.S. Zachęcam Was do dzielenia się Waszymi historiami w komentarzach. Piszcie o dobrych lekarzach i o tym, co przynosi Wam ulgę w chorobie. My, Hashimotowcy, musimy się wzajemnie wspierać 🙂

Polecana lektura: Wahls, Terry: Fenomenalna Kuracja dr Wahls. Vivante, Białystok 2015. 

.

Dodatek: Dossier Hashimoto – Badania:

Pamiętajcie, by regularnie się badać (co trzy-sześć miesięcy) i codziennie przyjmować syntetyczny hormon. Ponadto dieta i ruch to podstawa. Polecam też dołączenie do Grupy Wsparcia Hashimoto na Facebooku [tutaj] – to naprawdę wspaniałe miejsce, pełne pomocnych duszyczek.

Uwaga! Dodaję pewne sprostowanie dotyczące hormonu (Letrox, Euthyrox). Syntetyk przyjmujemy, gdy nasza tarczyca jest na tyle zniszczona lub mała, że wpadliśmy w niedoczynność. Niekiedy mimo diagnozy Hashimoto nie jest to potrzebne, jednak jeśli tarczyca ma małą wydajność – jest konieczne jego przyjmowanie. Syntetyczny hormon ma też oczywiście swoje wady (np. niektórzy mają problem z jego konwersją do t3) i dlatego części osób zdecydowanie lepiej służy hormon naturalny z tarczycy świnki, jednak na razie jest on na polskim rynku praktycznie niedostępny. Podobnie ma się rzecz z leczeniem syntetycznym t3 lub combo t4 + t3, ale to już jest temat na osobny artykuł, który powstanie, gdy spłynie na mnie natchnienie 🙂

By zdiagnozować Hashimoto:

TSH, ft3, ft4, anty-TPO, anty-TG, usg tarczycy

Gdy już jesteśmy chorzy (częstotliwość badań zależnie od stanu zdrowia):

TSH, ft3, ft4, usg tarczycy; przeciwciała niekoniecznie, spokojnie można je badać rzadziej, chyba że podjęliśmy działania, by spadły (np. dieta).

Badania dodatkowe:

– morfologia, elektrolity, ferrytyna i żelazo, witamina D, hormony nadnerczy (DHEA-S, androstenion), testosteron, krzywa cukrowa i insulinowa – zależnie od potrzeb i wskazań lekarskich

– badania na pasożyty

– badania Cyrex: pomiar szczelności bariery jelitowej, pomiar reakcji krzyżowych związanych z glutenem, pomiar przeciwciał prognozujących (więcej informacji znajdziecie tutaj)

– testy na nietolerancje pokarmowe – chociażby takie jak te, które znajdziecie [tutaj]

Uwaga! Ostatnie dwie pozycje są bardzo drogie, ale tak naprawdę każdy pacjent autoimmunologiczny powinien mieć takie badania zrobione. Niestety, realia polskie są dosłownie tragiczne i poza okresową morfologią i badaniami TSH, anty-TPO i anty-TG większość z nas nie ma na co liczyć. Nawet ft3 i ft4 lekarze zlecają niechętnie.

A jeśli jeszcze nie trafiliście na mojego Facebooka, zapraszam Was [tutaj].

~ Hashimoto – od A do Z ~

Postanowiłam przygotować dla Was Alfabet Hashimotowca, czyli wszystko co pacjent cierpiący na to schorzenie powinien wiedzieć. Zdecydowałam się podzielić ten artykuł na dwie części – dzięki temu wygodniej będzie się Wam czytało 🙂 

A jak anty-TPO i anty-TG

Anty TPO i anty-TG to przeciwciała, których obecność we krwi pozwala postawić diagnozę Hashimoto. Jeśli cierpisz na niedoczynność tarczycy o nieznanym podłożu, koniecznie je zbadaj! Są one świadectwem toczącego się w organizmie stanu zapalnego, a także procesu niszczenia tarczycy. Uwaga! Niekiedy przeciwciała jeszcze nie są produkowane, a tarczyca już jest niszczona! Dlatego do pełnej diagnozy wymagany jest także obraz usg.

B jak ból tarczycy i bezpłodność

To nieprawda, że tarczyca nie boli. Przed rozpoczęciem diety bolała mnie notorycznie. Lekarz ignorował moje objawy twierdząc, że to niemożliwe… A przecież przy chorobie Hashimoto tarczyca cierpi na chroniczny stan zapalny! Moją mamę tarczyca również bolała wiele lat – sądziła, że to z winy gardła. Dopiero niedawno uświadomiła sobie prawdziwą przyczynę. Dlatego apeluję:  Nie ignoruj tego objawu! Ból tarczycy to ewidentny znak, że gruczoł ten jest w złym stanie.

***

Wiele kobiet obawia się o problemy z płodnością w przypadku Hashimoto. Na szczęście mimo choroby można zajść w ciążę i urodzić zdrowe dziecko. Kluczowym czynnikiem jest dobra dieta, regularne badania, dobrze dobrane leczenie i utrzymywanie TSH na optymalnym poziomie – około 1. Kiedyś też martwiłam się widmem bezpłodności, ale od pewnego czasu jestem spokojna. Moja mama również cierpi na Hashimoto i urodziła dwójkę dzieci (siostra jest zupełnie zdrowa; tylko ja dostałam w spadku Japończyka). Podejrzewamy także, że moja babcia również chorowała na Hashimoto, a mimo to doczekała się trójki dzieci. Dziewczyny, nie smućcie się zatem i nie martwcie na zapas! Dbajcie o siebie, podejmujcie próby, a na USG pojawi się mała fasolka 🙂 

C jak cholesterol i cukier

W przypadku Hashimoto często mamy do czynienia z podwyższonym poziomem cholesterolu. Przy odpowiednim leczeniu wskaźnik ten powinien się obniżyć. Kluczową rolę w jego redukcji odgrywają także dobra dieta, odpowiednia ilość snu i ograniczenie stresu.

Kolejnym problemem przy tym schorzeniu może być cukier. U wielu chorych (a zwłaszcza osób z nadwagą) jego poziom może być podwyższony. Jeśli taki stan się utrzymuje, należy wykonać jednocześnie krzywą cukrową i krzywą insulinową i udać się do dietetyka (najlepiej zajmującego się dietą paleo), by ten zalecił nad odpowiednio dobraną dietę.

D jak dieta i depresja

Dieta ma kluczowe znaczenie w każdej chorobie. Wszak jesteśmy tym, co jemy. Nie dajcie się nabrać na słowa lekarzy, że przy Hashimoto można „jeść i żyć normalnie”. Jedząc to, co jest powszechnie uważane za „normalne”, czyli gluten, nabiał, cukier i konserwanty – przestajemy żyć normalnie. Eliminacja szkodliwych pokarmów znacznie polepsza żywot chorego, czego doświadczyłam osobiście. W moim wypadku Hashimoto połączone z dietą bogatą w cukier zakończyło się mini-depresją trwającą cztery miesiące. Zmiana sposobu odżywiania pozwoliła mi wrócić do równowagi.

Uwaga! Pamiętajcie, że depresja może także świadczyć o konieczności zwiększenia dawki syntetycznego hormonu tarczycy oraz o zaburzeniach pracy jelita grubego i flory bakteryjnej!

E jak endokrynolodzy i Euthyrox

Miałam w życiu do czynienia bodaj z siedmioma endokrynologami. Żaden z nich nie powiedział mi, na czym tak naprawdę polega moja choroba. Przez dziesięć lat nie postawiono mi poprawnej diagnozy i nie zbadano przeciwciał. O konieczności diety nikt nie wspomniał. Ba, nawet po stwierdzeniu u mnie Hashimoto, endokrynolodzy upierali się, że to choroba wyłącznie tarczycy, że jelita nie mają z nią żadnego związku… Zdaniem „specjalistów” leczenie polega na zapisywaniu syntetycznego hormonu tarczycy, Euthuyroxu. I to ma wystarczyć. Jeśli trafiłeś na tak niekompetentnego lekarza, natychmiast od niego uciekaj! Szkoda tracić czas, zdrowie i pieniądze.

Na szczęście wiem z relacji innych pacjentów, że istnieją też endokrynolodzy wspaniali i stale pogłębiający swoją wiedzę. Endokrynolodzy, którzy zdają sobie sprawę z tego, jak ważne jest żywienie w przypadku Hashimoto oraz że najczęściej niezbędne są dokładne badania oraz suplementacja. I oby było ich coraz więcej!

F jak FT3 i FT4

O konieczności wykonywania badań Ft3 i Ft4 dowiedziałam się (oczywiście!) z Internetu. Przez ponad 10 lat leczenia nikt mi ich nie wykonał (sic!). A przecież badanie TSH to zdecydowanie za mało. Dlaczego? Sprawa ma się dość prosto: syntetyczna lewotyroksyna (T4), którą przyjmujemy w formie Letroxu lub Euthyroxu, musi zostać przez organizm przekonwertowana do aktywnej formy hormonu, T3. Dzięki wskaźnikom wolnych hormonów Ft3 i Ft4 możemy zobaczyć, czy konwersja syntetycznej lewotyroksyny zachodzi prawidłowo. Część lekarzy uważa te badania za zbędne i dlatego, niestety, wielu pacjentów musi wykonywać je na własny koszt.

G jak gluten

Na chwilę obecną nie były prowadzone badania na temat związku między chorobą Hashimoto i wpływem glutenu na jej zaostrzenie i rozwój. Dysponujemy jednak poszlakami, które w pełni uzasadniają odrzucenie pszenicy, jęczmienia i żyta przez chorych.

Hashimoto jest chorobą układu odpornościowego, którego 80% mieści się w jelitach. Gluten przyczynia się do ich rozszczelnienia. W przypadku choroby autoimmunologicznej zostaje zaburzona bariera jelito-krew, w wyniku czego do krwi trafiają niepożądane substancje, np. źle strawione resztki białek. Organizm zaczyna walkę z nimi, przy okazji atakując swoje własne tkanki i narządy, chociażby tarczycę czy stawy. Eliminacja glutenu (oraz nabiału) pomaga ograniczyć autoagresję.

H jak holizm

Brak holistycznego podejścia jest największym problemem w przypadku leczenia chorób autoimmunologicznych takich jak Hashimoto. W chwili obecnej pacjent musi się udać do kardiologa, by leczyć kołatanie serca; do reumatologa, by ten zajął się bólami stawów; do psychiatry, który wyleczy depresję… Endokrynolog z kolei zajmie się tarczycą. Znacie to?

Niewielu jest lekarzy zdających sobie sprawę z wagi problemu. Hashimoto nie jest problemem tarczycy, a układu odpornościowego. Tarczyca jest tylko jedną z ofiar. Dlatego na łamach tego bloga postuluję zerwanie z dzieleniem pacjenta na czynniki pierwsze. Takie podejście często znacznie opóźnia diagnozę – tak było w przypadku mojej mamy, którą przez ponad 20 lat leczono na serce, stawy, mięśnie, nerwy i jelita, bym w końcu to ja odkryła, że przyczyną jej dolegliwości jest Hashimoto.

Leczenie choroby autoimmunologicznej powinno polegać na wyciszeniu układu odpornościowego i wzmocnieniu go poprzez wyeliminowanie z diety wszystkich pokarmów, które mogą wywołać reakcję układu immunologicznego. Podawanie wyłącznie syntetycznego hormonu tarczycy jest niczym załatanie jednej z wielu dziur w dachu i udawanie, że problem został zażegnany.

I jak insulinooporność

Insulinooporność jest ograniczeniem wrażliwości komórek na działanie insuliny. Może się ona objawiać np. podwyższonym poziomem cholesterolu czy trójglicerydów. O problemach z cukrem mogą też świadczyć nasze reakcje po posiłku – na przykład senność, czy nadmierne pobudzenie i późniejszy gwałtowny spadek formy. Więcej na temat insulinooporności przeczytacie [tutaj].  Pamiętajcie, że insulinooporność może doprowadzić do rozwoju cukrzycy typu II i dlatego tak ważne ustabilizowanie poziomu cukru, chociażby przez odpowiednią dietę!

J jak jod i jelita

Na chwilę obecną jod jest tematem bardzo kontrowersyjnym w przypadku Hashimoto. Niektórzy specjaliści odradzają spożywanie dużych ilości tego pierwiastka, gdyż może on pogłębiać stan zapalny tarczycy. Inni z kolei sądzą, że jod może znacząco poprawić samopoczucie chorego. Moim skromnym zdaniem potrzebujemy większej ilości badań na ten temat. Może się okazać, że dla niektórych pacjentów pierwiastek ten jest wskazany, zaś dla innych – szkodliwy. To mogłoby także wyjaśniać, dlaczego niektórzy chorzy czują się świetnie nad morzem, zaś inni przeżywają tam istne katusze.

***

Śmiało można powiedzieć, że w przypadku chorób autoimmunizacyjnych proces chorobowy zaczyna się od jelit. Wiemy już, że w nich kryje się 80% naszej odporności. Ich rozszczelnienie oraz zaburzenia flory bakteryjnej znacząco przyczyniają się do rozwoju choroby. Dlatego tak ważne jest dbanie o ich stan poprzez odpowiednią dietę (zaczynając od eliminacji glutenu i nabiału), ograniczanie stresu, odpowiednią ilość snu i mądrze prowadzoną suplementację.

Warto pamiętać, iż nieszczelność jelit nie musi objawiać się zaburzeniami ze strony układu pokarmowego. Mimo że wielu pacjentów z Hashimoto uskarża się na takie problemy jak wzdęcia, gazy czy bóle brzucha, znajdziemy także sporą grupę chorych niemającą tych dolegliwości. Nie wolno zapominać, że nieszczelność jelit była obecna w każdej badanej chorobie autoimmunologicznej [źródło].  A zatem dbanie o ten fragment układu pokarmowego to w przypadku Hashimoto absolutna konieczność.

K jak kołatanie serca

Kołatanie serca to jeden z klasycznych objawów Hashimoto. Zaburzenia rytmu serca są bardzo mylące – niekiedy latami leczymy się u kardiologa, nie mając pojęcia o chorobie autoimmunologicznej!

Uwaga, wrzucam edit po uwadze czytelniczki: kołatanie serca zwykle wiąże się z nadczynnością tarczycy. Jednak w przypadku Hashimoto może pojawić się niewydolność pracy serca i zwolnione tempo (bradykardia). W moim wypadku miałam do czynienia z uciskiem serca, który znika, jeśli zażywam większą dawkę leku. Hashimoto często jest też związane ze zbyt niskim ciśnieniem – u mnie 90/60 to wcale nierzadki wynik.

Jeśli cierpicie na zaburzenia pracy serca, istnieje duże prawdopodobieństwo, że są one związane z Hashimoto. W takim wypadku konieczna jest dokładna diagnostyka i, być może, podwyższenie dawki leku. Nie polecam jednak robić tego na własną rękę, bo zbyt dużo hormonu także szkodzi sercu 😉

L jak Letrox

Letrox i Euthyrox to podstawowe leki zapisywane w przypadku Hashimoto. Oba są syntetycznym hormonem tarczycy, jednak jest między nimi zasadnicza różnica – Letrox nie zawiera laktozy. W przypadku Hashimoto bardzo częsta jest nietolerancja mleka (kazeiny i laktozy) i jego przetworów. Z tej przyczyny wielu pacjentów czuje się lepiej przyjmując Letrox, gdyż lek ten lepiej się wchłania.

***

Ciąg dalszy wkrótce nastąpi 🙂 Jeśli ciekawiłyby Was inne artykuły mojego autorstwa na temat Hashimoto, zerknijcie [tutaj]. Mój Facebook z kolei znajduje się [tutaj].