~ Jak żyć z chorobą – poradnik dla pacjentów i ich rodzin ~

W ciągu ostatnich kilkunastu lat medycyna dokonała niebywałego postępu. Potrafimy uratować życie osobom po ciężkich wypadkach, przywracać słuch czy wzrok, a nawet przeszczepić dowolną część ciała, z twarzą włącznie. Zdawać by się mogło, że medycyna może naprawdę wszystko… Mimo wszystkich jej osiągnięć, w pewnych dziedzinach wciąż sobie nie radzi. Jedną z nich są choroby chroniczne, do których zaliczają się wszelkie schorzenia o podłożu autoimmunologicznym. Najczęściej pacjent jest skazany na dożywotnie zażywanie leków, bez nadziei na wyleczenie. Teoretycznie nic się nie da zrobić… Czy aby na pewno?

W  życiu miałam to (nie)szczęście, że doświadczyłam zarówno życia osoby chorej, jak i życia z osobą chorą. Dzięki temu wiem, jakich uczuć i problemów może doznawać pacjent oraz jego rodzina. Mimo że moja praktyka ogranicza się do choroby Hashimoto, jestem pewna, że spostrzeżenia zawarte w poniższym artykule będą miały charakter uniwersalny.

Zanim przejdę do meritum, mam pewną uwagę do rodzin: Nic na siłę! Spróbujcie zachęcić bliskich do proponowanych przeze mnie zmian, jednak do niczego nie zmuszajcie! Przymus rodzi opór. Warto pokazać, co można zrobić, by ulżyć sobie w chorobie. Wasz rodzic, brat, czy kuzyn podejmie decyzję, czy z rad skorzystać. Uszanujcie jego wybór, nawet jeśli będzie odmową jakiegokolwiek działania. „Nie możemy innych zmusić do zmiany, możemy im tylko pomóc, żeby sami się zmienili” (Bernie S. Siegel, [1], str. 170). Czasem nie da się nic zrobić. W takiej sytuacji nie miejcie wyrzutów sumienia. Ważne, że próbowaliście.

1. Regularnie się badaj / Regularnie sprawdzaj, czy bliska Ci osoba się bada

Przy chorobie chronicznej niezbędna jest regularna diagnostyka. Dzięki niej możemy ocenić, czy stan zdrowia chorego jest stabilny, a także modulować dawkę przyjmowanego przez niego leku. Dzięki temu życie staje się komfortowe zarówno dla pacjenta, jak i jego otoczenia. Punkt ten niesie jednak ze sobą pewne utrudnienie: badania finansowane przez NFZ często są niewystarczające i pacjent musi sięgać do własnej kieszeni, by monitorować stan swojego zdrowia. Wiem niestety, jak tragiczna jest sytuacja – po ostatniej kontroli u endokrynologa dostałam zalecenie zgłoszenia się za rok (sic!), bo tarczyca stabilna i nic poważnego się nie dzieje… Badania kontrolne powinno wykonywać się co trzy-sześć miesięcy, zależnie od stanu zdrowia chorego. Ponadto warto pamiętać, że niekiedy skierowania uzyskane od lekarza nie są wystarczające. Sądzę, że wielu osobom przydałyby się takie badania jak poziom witaminy D, czy krzywa cukrowa oraz insulinowa. Dokładna diagnostyka jest jednak niezwykle droga i dlatego pacjent niejednokrotnie jest zmuszony, by pokrywać koszty badań (a nawet wizyt lekarskich) samodzielnie. Tylko majętna osoba może chorować w spokoju i zdrowiu.

Uwagi do rodzin: Niekiedy pacjenci stawiają opór i nie chcą się badać. Czasem szkoda im pieniędzy, a czasem wolą nie znać prawdy. Zachęcaj do wizyt u lekarza. Powiedz niepokornemu członkowi rodziny: „Kocham cię i dlatego pragnę, byś był zdrowy i żył jak najdłużej”. Zmuszanie nie pomoże, tylko miłością można coś zdziałać. A jeśli i to nie zadziała, nie nalegaj i się nie denerwuj. Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie.

 

[Źródło]

2. Nie opieraj się na jednej diagnozie / Zachęć bliską osobę do wizyty u kilku specjalistów

Jedna diagnoza wiosny nie czyni. W przypadku schorzeń chronicznych warto poznać opinię kilku lekarzy. Polecam odwiedzać specjalistów zainteresowanych medycyną funkcjonalną, którzy poza lekami zadbają o nasze niedobory witamin i minerałów i zalecą nam na przykład suplementowanie witaminy D, magnezu, selenu czy cynku.

Wiem, że w praktyce jest to trudne do zrealizowania. Klimat jaki mamy, każdy widzi, NFZ jak działa, każdy widzi, a jak lekarze leczą… Każdy widzi. Jeśli nie stać Cię na kilka wizyt, skorzystaj ze stron takich jak znanylekarz.pl. Dzięki opiniom innych pacjentów będziesz mógł trafić do najlepszego możliwego specjalisty.

Uwagi do rodzin: Jeśli pacjent jest oporny, możecie zaproponować zafundowanie wizyty u lekarza w ramach prezentu świątecznego czy urodzinowego. Na pewno wyjdzie mu to na zdrowie.

[Źródło]

3. Regularnie zażywaj lekarstwa / Pilnuj, by bliska Ci osoba zażywała lekarstwa

Pacjenci lubią się czasem buntować, gdyż to daje im poczucie kontroli. Niestety, takie działania najczęściej obracają się na naszą niekorzyść.

Zażywam syntetyczny hormon tarczycy od 11 roku życia. Nigdy nie wiedziałam, czemu mam łykać te tabletki i co one mi dają. Dlatego czasem z premedytacją o nich zapominałam. Raz nawet, kiedy byłam w liceum, skończyły mi się i nie zażywałam ich przez trzy tygodnie. Skończyło się to atakiem paniki i kołataniem serca. Nie polecam.

To normalne, że pacjent ma wątpliwości. Dlatego tak ważne jest dokładne wypytanie lekarza o działanie i możliwe skutki uboczne zapisanego nam lekarstwa! Jeśli obawiamy się przyjęcia „ciężkich” leków, na przykład sterydowych, skonsultujmy konieczność ich zażywania z innym specjalistą.

W wielu przypadkach wprowadzenie zmian żywieniowych zmniejsza ilość niezbędnych preparatów, a nawet może nam pozwolić na zupełne ich odstawienie! Podam tutaj przykład mojego taty: od kilku lat cierpi na nadciśnienie. Dzięki eliminacji glutenu (nie całkowitej, a w jakiś 85%), cukru, żywności przetworzonej i suplementacji magnezem oraz witaminą C, od około miesiąca nie zażywa tabletek! Nie wiem, oczywiście, który czynnik miał największe znaczenie, ale całokształt działań przyniósł pożądany efekt! Część leków można także zastąpić ziołami. Polecam odwiedzenie ziołoleczniczej poradni Bonifratrów, np. w Łodzi [tutaj].

Pamiętaj, że jeśli pragniesz sobie pomóc dietą, nie możesz zarzucić lekarstw! Dopiero gdy wyniki się poprawią, a lekarz wyrazi zgodę, zmniejsz zażywaną ich dawkę.

Uwagi do rodzin: Czasem warto skontrolować, czy bliska nam osoba dostatecznie dobrze o siebie dba. Osoby starsze, a nawet (teoretycznie odpowiedzialni) nastolatkowie mogą przez nieuwagę zapominać o przyjmowaniu lekarstwa… Sprawdź od czasu do czasu, czy zażywają poprawną dawkę w odpowiedniej ilości.

[Źródło]

4. Nie wyszukuj na siłę objawów / Pilnuj, by bliska Ci osoba nie popadła w przesadę

Internet jest błogosławieństwem. Wystarczy, że wpiszemy nasze objawy, a doktor Google natychmiast dokona diagnozy. Najczęściej jest to rak.

Jeśli nie chcesz popaść w paranoję, podchodź do takich rewelacji z głową. Nie ignoruj sygnałów, które wysyła Ci Twoje ciało, ale jednocześnie nie myśl, że każdy ból głowy, wysypka, pryszcz czy kichanie jest objawem Twojej choroby! Nawet zdrowi ludzie mają problemy. Najważniejsza jest obserwacja własnego organizmu. Jeśli jednak jakiś symptom trwa dłużej niż tydzień, lub często się powtarza, to dostateczny powód by zasięgnąć porady specjalisty.

Uwagi do rodzin: Kiedy pacjent otrzymuje diagnozę, może spędzać całe dnie na czytaniu o swojej chorobie. W takich sytuacjach bardzo potrzebne jest Wasze wsparcie i pilnowanie, by myśl o schorzeniu nie była jedyną, jaka zagości z głowie bliskiej Wam osoby. Powinieneś też sam zdobyć informację na temat danej jednostki chorobowej. Od dziś będziesz z nią żył pod jednym dachem. Dobrze się przygotuj, a w razie ciężkich chwil – wykaż zrozumienie. Niektórych schorzeń (np. Hashimoto) nie widać, ale potrafią one nieźle namieszać w życiu chorego.

 

 

[Źródło]

5. Znajdź dietę, która złagodzi objawy Twojego schorzenia / Zachęć bliską Ci osobę do zmiany diety.

Od setek lat wiadomo, że jesteśmy tym, co jemy. Choroba to ewidentny znak, że czegoś w naszej diecie brakuje i że dotychczasowy styl życia nam nie służy. Z tego powodu konieczne są zmiany. Poczytaj, co może przynieść ulgę w przypadku Twojego schorzenia. Eliminacja glutenu i nabiału pomaga wielu osobom z chorobom autoimmunologicznym takim jak Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów czy stwardnienie rozsiane. Polecam też konsultację dietetyczną, a także badania na nietolerancje pokarmowe. Wielu chorym pomaga również dieta paleo, a przede wszystkim – protokół autoimmunologiczny.

Pamiętaj, że odstawienie konserwantów, żywności przetworzonej i naszpikowanej cukrem to absolutny mus.

Uwagi do rodzin: Zmiana diety ma kluczowe znaczenie w stanie zdrowia chorego. Jeśli bliska Ci osoba stawia opór, zachęć ją działaniem! Sam zacznij się zdrowo odżywiać, a najlepiej zaangażuj w ten proces całą rodzinę. Dzięki temu nie tylko pacjent będzie zdrowiał, lecz jego otoczenie również!

[Źródło]

6. Zmień tryb życia / Zachęć bliską osobę do zmiany trybu życia

Szacuje się, że nasi przodkowie pokonywali dziennie od 6 do 16 kilometrów [źródło]. Gimnastyka XXI wieku wygląda nieco inaczej: pięć kroków z łóżka do kuchni, trzy kroki do łazienki, sześć do windy… Później wsiadamy do samochodu i niektórzy z nas pewnie nawet pokonują te 16 kilometrów, a może i więcej. Ale że my ludźmi nowoczesnymi jesteśmy, nie musimy używać nóg! Kto by się tam męczył.. W pracy też dbamy o relaks naszych członków, cały dzień siedząc. Byle tylko nóżek nadmiernie nie obciążyć.

Życie to ruch, a my jesteśmy do niego stworzeni. Nie można spędzać całych dni na fotelu i być zdrowym. Dlatego tak ważne jest znalezienie aktywności fizycznej, która będzie Ci sprawiać przyjemność, a zarazem zmusi Cię do pewnego wysiłku. Nie ma wymówek! Nawet w przypadku ciężkich chorób lekarz lub fizjoterapeuta może zalecić lekkie ćwiczenia, które przyniosą Ci ulgę.

Uwagi do rodziny: Spróbuj zachęcić osobę chorą do ruchu. Zabierz ją na spacer po parku, sesję jogi, basen… Znajdźcie razem aktywność, która Was zafascynuje i będzie nieść ze sobą satysfakcję.

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/70/Straight-leg-test.gif

[Źródło]

7. Ogranicz stres / Pokaż bliskiej osobie techniki ograniczające stres

Chroniczny stres sprzyja rozwojowi chronicznej choroby i uniemożliwia nam powrót do zdrowia. Dlatego tak ważne jest wyeliminowanie czynników, które odbierają nam równowagę i pogodę ducha.

Przygotuj listę, na której wypiszesz wszystkie stresujące Cię miejsca, osoby, sytuacje, wydarzenia. Zastanów się, z czego możesz zrezygnować, a co znajduje się poza Twoim wpływem.

Jeśli nienawidzisz swojej pracy – spróbuj porozmawiać ze współpracownikami i kierownictwem, w jaki sposób poprawić atmosferę. Gdy to nie pomoże, poszukaj innego zajęcia. Wszak spędzasz w pracy 1/3 doby – a niekiedy pewnie i więcej. Osiem godzin nerwów dziennie to murowana choroba. Jeśli stresują Cię sytuacje rodzinne, spróbuj znaleźć przyczynę problemu i rozwiązać go wraz z najbliższymi.

Istnieją oczywiście w życiu czynniki zupełnie niezależne od nas. Kiedy nie możemy wpłynąć na daną sytuację, zmieńmy nasz stosunek do niej. Denerwują Cię korki? Twój stres nie sprawi, że znikną. Masz dość oszustw polityków? Czy Twoje nerwy są w stanie poprawić sytuację?

Uwagi do rodziny: Znajdź informacje na temat technik medytacyjnych i jogi. Zachęć bliską Ci osobę do kontrolowanego, spokojnego i głębokiego oddechu. A na najbliższe święta kup jej w prezencie książkę o metodach relaksacji.

[Źródło]

8. Zastanów się, jakie korzyści przynosi Ci choroba / Przeanalizuj, w jaki sposób choroba bliskiej Ci osoby wpływa na budowę Waszego systemu rodzinnego

Niezbadana jest jeszcze potęga ludzkiej psychiki. Myślami jesteśmy w stanie wpływać na ciało, zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny. Niechęć czy nienawiść do swojego organizmu może skutkować pojawieniem się choroby.

Zadaj sobie pytanie: „Dlaczego akurat ja jestem chora/chory i dlaczego cierpię akurat na to schorzenie?”. Wbrew pozorom choroba często przynosi nam korzyści. „Przez całe życie uczono nas kojarzyć chorobę z nagrodą. Możemy leżeć w łóżku i odpoczywać. […] Nawet nasz system ubezpieczeniowy nagradza chorobę, karząc tych, którzy dbają o siebie” (Bernie S. Siegel, [1], str. 171-172).

Dzięki chorobie możemy zwrócić na siebie uwagę bliskich, uzyskać ich wsparcie, odpocząć. Niekiedy pozwala nam ona także zachować równowagę w systemie rodzinnym. By lepiej Wam uzmysłowić, jak działa ten mechanizm, posłużę się przykładami z dwóch fascynujących książek. Autorem pierwszej z nich jest onkolog ([1], str. 168-169), zaś drugiej – psychiatra ([2], str. 197).

„Moja pacjentka Gladys, która cierpiała na przewlekłe zapalenie jelit przez jakieś pięćdziesiąt lat, z tego powodu nauczyła się znakomicie manipulować rodziną. Poznałem ją, kiedy zachorowała na raka. Odniosłem wrażenie, że to rodzina jest bardziej chora niż ona, ponieważ 24 godziny na dobę miała zawsze kogoś przy sobie. Nawet kiedy wzięli pielęgniarkę, żeby się nią opiekowała, Gladys potrafiła obudzić w nocy wszystkich z wyjątkiem pielęgniarki. W domu często miała poważne   bóle, które w tajemniczy sposób ustępowały, ilekroć została przyjęta do szpitala. Prawie w każdy weekend ci,   którzy w tygodniu nie byli w domu, wieźli ją na ostry   dyżur z powodu uporczywie nawracających bólów w klatce piersiowej. Stale prosiła kogoś o podanie jej szklanki wody czy ściereczki, nawet jeśli ta rzecz była w zasięgu ręki.

Kiedy dobrze poznałem Gladys, dałem jej do przeczytania książkę A. Hutschneckera Wola życia. Następnego ranka podczas obchodu powiedziała, że czegoś zapomniałem, mianowicie książki. Przesłanie było wyraźne: „Proszę nie uczyć mnie, żebym się wyrzekła swojej choroby, ponieważ jest to jedyny sposób, w jaki mogę być związana z moimi bliskimi”. Jakże przerażająca jest taka forma miłości”.

Jak widzicie, choroba jest doskonałym narzędziem manipulacji oraz spoiwem rodzinnym. Z tej przyczyny należy dokładnie przeanalizować jej rolę w naszym życiu. Tyczy się to zwłaszcza dzieci. W ich wypadku choroba może być odbiciem niewypowiedzianych napięć w rodzinie. Jeśli ten temat Was zainteresował, w aneksie do tego artykułu załączam trzy dodatkowe historie. Gorąco polecam też lekturę cytowanych przeze mnie książek.

Uwagi do rodzin: Choroba jednego z członków rodziny może być znakiem, że w całym systemie coś się zepsuło. Przeanalizuj swoją rolę w takim układzie. Niestety, nawet jeśli jedna osoba dostrzeże problem i zacznie działać, w pojedynkę nie zmieni toksycznego systemu rodzinnego. Współdziałanie jest jedynym lekarstwem.

[Źródło]

9. Udaj się do psychoterapeuty / Zachęć do wizyty u psychoterapuety

Jeśli wciąż nosisz w sobie bolączki z czasów dzieciństwa i nie potrafisz radzić sobie z emocjami, psychoterapia powinna Ci pomóc. Dzięki sesjom będziesz w stanie zrozumieć swoje zachowania i motywy nimi kierujące, a także je zmienić.

Uwagi do rodzin: Psychoterapia może być doskonałym lekarstwem dla całej rodziny. Jeśli podejrzewasz, że choroba jest narzędziem manipulacji, zachęć najbliższych do konsultacji z profesjonalistą. Musisz się jednak liczyć z odmową, niechęcią i wyparciem. Bardzo trudno zmienić toksyczny system, w którym każdy ma wyznaczoną rolę i odgrywa ją od wielu lat.

10. Utrzymuj kontakt zarówno z osobami chorymi, jak i zdrowymi / Zachęć do bogatych kontaktów towarzyskich

Warto znać osoby, które cierpią na tę samą chorobę. Możemy wymienić się z nimi doświadczeniami, a także uzyskać pomoc. W dobie internetu nawiązanie takich znajomości nie jest trudne. Grupa wsparcia Hashimoto na Facebooku liczy już ponad 8000 członków! Pamiętaj jednak, że potrzeba nam także kontaktu z osobami zdrowymi. Sama widzę, że gdy zbyt dużo siedzę przy komputerze, czytając o chorobach, zaburza mi się widzenie świata. Wydaje mi się, że praktycznie wszyscy są chorzy… Warto otworzyć się na świat i zobaczyć, że zdrowie istnieje i ma się całkiem dobrze 🙂

Uwagi do rodzin: Skontroluj czasami, czy bliska Ci osoba nie zamyka się w sobie i świecie swojej choroby i czy prowadzi wystarczająco bogate życie towarzyskie. Mnie czasem mój ukochany wyciąga do ludzi i bardzo jestem mu za to wdzięczna 🙂

W grupie wsparcia możesz uzyskać pomoc, której potrzebujesz, a także podzielić się doświadczeniami [źródło].

11. Ciesz się życiem / Pokaż, że życie jest piękne

Choroba może sprawić, że przywiązujesz wagę przede wszystkim do negatywnych aspektów życia. A przecież w każdej chwili można znaleźć coś pięknego! Dostrzegaj detale, które przywrócą uśmiech na Twojej twarzy. Podam Ci przykład z mojego doświadczenia: ostatnio nocowałam w prywatnej kwaterze. Z radością odkryłam, że radio i umywalka się do mnie śmieją! Smutny człowiek pewnie nigdy nie dostrzegłby tych szczegółów. Kiedy jednak emanujesz szczęściem, cały świat zdaje się odwzajemniać to uczucie.

Kolejną metodą wartą polecenia jest nieoglądanie dzienników telewizyjnych, lub  robienie tego jak najrzadziej. Czy zauważyliście, jak bardzo są one naszpikowane negatywnymi i przerażającymi informacjami? Wbrew pozorom, świat nie jest taki straszny. Kradzieże, przemoc i morderstwa zdarzały się zawsze, jednak we współczesnych czasach doświadczamy ich zdecydowanie rzadziej niż kiedyś. Obiektywizm dzienników telewizyjnych jest mocno zmanipulowany. Uwagę widza można przykuć jedynie informacją szokującą, najlepiej pełną krwi i cierpienia.

Świat obfituje w ciepłych i pozytywnych ludzi. Gdzie ich spotkać? Co jakiś czas będę Wam dawać wskazówki, jak na nich trafić 🙂

Uwagi do rodzin: Pokaż bliskiej osobie, że świat jest piękny. Zabierz ją do kina czy teatru, posłuchajcie razem Twojej ulubionej muzyki (tylko błagam, niech to nie będzie japanese style heavy death punk metal), zapiszcie się na kurs szydełkowania. Wspierajcie się, a razem odkryjecie, jak niezwykłym miejscem jest nasza planeta. Kiedy zajmiecie się Waszą pasją, choroba zejdzie na drugi plan.

 

Choroba nie musi być tragedią. Wszystko zależy od naszego podejścia – potraktuj schorzenie jak wyzwanie i życiową lekcję. Zacznij słuchać swojego ciała. Chroniczna choroba nie jest wyrokiem. Znane są przypadki remisji, a nawet wyleczenia! Wszystko zaczyna się w Twojej głowie. To Ty decydujesz, jaką rolę odegra choroba w Twoim życiu.

P.S. Dzisiejszy tekst jest artykułem rocznicowym! Dokładnie 29.08.2014 pojawił się na tym blogu pierwszy wpis. Dziękuję Wam za ten wspólnie spędzony rok, za wszystkie komentarze i ciepłe słowa. Mam nadzieję, że wciąż z przyjemnością będziecie mnie odwiedzać. Ten rok to dopiero początek! Mam Wam jeszcze bardzo dużo do powiedzenia 🙂 A w międzyczasie zapraszam Was na mojego Facebooka [tutaj] 🙂

Bibliografia:

[1] Siegel, Bernie: „Miłość, medycyna i cuda”. Limbus, Bydgoszcz, 1995.

[2] Willi, Jurg: „Związek dwojga”. Jacek Santorski & Co, Warszawa, 1996.

Aneksy (historie osób chorych z punktu widzenia psychiatry):

~ Czy wiesz, co pijesz? ~

Świadomość żywieniowa ma się w Polsce coraz lepiej. Wiemy, które produkty są zdrowe i których powinniśmy unikać. Mimo to do części obywateli wiedza dociera bardzo powoli, co często można zauważyć na ulicach. Z przerażeniem obserwuję rodziców pojących swoje pociechy gęstą, marchewkową zawiesiną, zwaną soczkiem, „bo to zdrowe”. Z dorosłymi sytuacja ma się zresztą niewiele lepiej: a to napój gazowany, a to cola, a później pełen cukru nektar… Co więc powinniśmy pić? Wodę. Zanim jednak zdradzę Wam, jakie magiczne właściwości ma ten napój, opiszę dokładnie, czym NIE powinniśmy gasić pragnienia – ani swojego, ani naszych dzieci. [Źródło zdjęcia].

 


(Poniższy artykuł powstał głównie z myślą o akcji „Głodni Zmian”. Pamiętacie o podpisywaniu petycji? Zerknijcie [tutaj] oraz [tutaj] by poznać więcej szczegółów).

#glodnizmian

Parszywa jedenastka

Butelki wypełnione kolorowymi cieczami zajmują w każdym supermarkecie co najmniej jedną długą alejkę. Dzieciom trudno oderwać wzrok od tej ferii barw… Żywe kolory działają jednak także na dorosłych. Nawet jeśli opuścisz sklep bez słodkiego napoju, wkrótce zapewne po niego wrócisz: telewizja, radio i billboardy atakują reklamami i każda z firm przekonuje, że to właśnie jej produkt najlepiej ugasi pragnienie. Największe kompanie są w stanie zainwestować niewyobrażalne kwoty w promocję swoich wyrobów: The Coca-Cola Company osiągnęła w 2013 roku przychód wynoszący prawie 47 miliardów dolarów [źródło]. Dlatego firmy produkujące słodkie soki i napoje zrobią wszystko, byś kupił je dla siebie oraz dla swoich dzieci. Ale czy rzeczywiście te napitki są tak złe?… Udałam się wczoraj do sklepu, by przeanalizować ich składy. Z moich obserwacji wynika, że podstawowym problemem jest cukier. Ponadto producenci częstują nas konserwantami, słodzikami i niebezpiecznymi barwnikami…

1. Kolorowe i gazowane napoje

Praktycznie każdy z nich w jednej szklance o pojemności 200 ml zawiera co najmniej 20 gramów cukru. Jedna łyżeczka waży 4 gramy… Szybki rachunek pozwala nam obliczyć, że w niepozornej szklance mamy ponad 5 łyżeczek cukru. Ale przecież „cukier krzepi”, czyż nie? Ano, niestety nie. Badania naukowe pokazały, że regularne picie słodzonych napojów przyczynia się do rozwoju nadciśnienia [źródło], do stłuszczenia wątroby, zwłaszcza u osób otyłych [źródło], szybszego starzenia się komórek i zaburzeń metabolizmu [źródło]. Na dodatek regularne spożycie takich produktów może powodować choroby nerek [źródło]. A jakby tego było mało, picie Coli przez myszy przyspieszyło u nich rozwój miażdżycy [źródło].

Pomyślicie pewnie, że gorzej już być nie może… Cukier to jednak nic. Kolorowe napoje są najczęściej mieszaniną przeróżnych konserwantów i barwników. Pod żadnym pozorem nie powinny spożywać ich dzieci! Dorośli trują się na swoją własną odpowiedzialność. Na zdjęciu obok [źródło] znajdziesz skład popularnego pomarańczowego napoju: benzoesan sodu, sorbinian potasu oraz żółcień pomarańczowa mogąca powodować u dzieci nadpobudliwość oraz objawy alergiczne [źródło]. Smacznego!

Co więcej, nawet tak chętnie spożywany z alkoholem tonik zawiera pokaźne ilości cukru. Dla osoby cierpiącej na cukrzycę lub insulinooporność taka mieszanka może okazać się naprawdę wybuchowa [źródło zdjęcia].

Uwaga! Zastąpienie kolorowych napojów ich wersjami „light” nie jest rozwiązaniem problemu! Wiele substancji słodzących okazuje się równie szkodliwe co cukier. Badania pokazały, że spożywanie niekalorycznych słodzików przez dłuższy czas może zaburzać psychologiczne procesy sterujące naszymi wyborami żywieniowymi i prowadzić do otyłości [źródło]. Ponadto sztuczne słodziki przyczyniają się do zaburzeń metabolizmu, przez co mogą powodować nawet cukrzycę typu II [źródło]. U myszy z kolei chroniczne spożycie acesulfamu-K wywołało zaburzenia funkcji poznawczych [źródło]. Na chwilę obecną można znaleźć wiele badań analizujących wpływ słodzików na zwierzęta. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości pojawią się też liczniejsze badania obrazujące ich wpływ na ludzi.

2. Napoje i nektary owocowe

Zapewne wielu z nas sądzi, że nektar czy napój owocowy jest zdrową alternatywą dla kolorowych oranżad. Nic bardziej mylnego! Takie produkty są praktycznie zawsze słodzone, w wyniku czego obfitują w cukier lub sztuczne słodziki.

3. Soki owocowe (z koncentratu)

Teoretycznie zawierają one 100% wkładu owocowego… Kryje się tu jednak pewne „ale”. Są to produkty wysoko przetworzone. Z owoców wyciska się soki, a następnie pasteryzuje je i zagęszcza. W tej formie mogą być składowane od kilku miesięcy do nawet roku! Długie magazynowanie wpływa jednak negatywnie na zapach soku i dlatego należy go później dodać. Sztuczne aromaty są często produkowane przez te same firmy, które produkują perfumy! Jakby tego było mało, firmy bardzo rzadko informują na opakowaniach o dodawanych aromatach [źródło].

Warto pamiętać, że wyciskanie soku oznacza pozbawienie go błonnika oraz cennych witamin i minerałów. Teoretycznie producent może je dodać w procesie produkcyjnym… To już jednak nie to samo co witaminy naturalnie występujące w owocach. Pamiętajmy, że „sok 100%” jest bogatym w cukier i ubogim w składniki odżywcze kolorowym płynem. Nie wierzycie? Mam na to dowody naukowe! 🙂

Badania z 2013 roku pokazały, że spożywanie soku owocowego podwyższało ryzyko cukrzycy typu 2, zaś jedzenie całych owoców (jagód, winogron, jabłek) obniżało je [źródło]. Co z tego wynika? Że picie soków owocowych jest niewiele lepsze od picia kolorowych napojów [źródło]. Cukier to wciąż cukier.

Soki – przede wszystkim te składowane miesiącami na sklepowych półkach – powinniśmy spożywać jak najrzadziej i skończyć raz na zawsze z przeświadczeniem, że stanowią one element zdrowej diety. Jeśli jednak decydujemy się na sok, niechaj nie pochodzi on z koncentratu. Warto wybierać produkty mętne i niepasteryzowane (np. jednodniowe), a jeszcze lepiej – wycisnąć sok samemu. Chociaż i tak najzdrowiej sięgnąć po cały, nieprzetworzony owoc 🙂

A jeśli ciekawiłoby Was, jak wygląda sok z koncentratu, stosowne video znajdziecie [tutaj].

Ciekawe porównanie: sok i nektar tej samej marki. Zauważcie, że ilość cukru w 100 ml jest praktycznie identyczna!

.

.
.
.
.

.

.

.

.

.

.

4. Soki przecierowe typu „Kubuś”

Przeraża mnie, że takie produkty reklamuje się jako zdrowe i rekomendowane dzieciom. Rodzicu, nie daj się nabrać! Soki dla dzieci są najczęściej uzyskiwane z koncentratu, a do tego wzbogacane aromatami. Teoretycznie można znaleźć w nich syntetyczne witaminy… Jednak ich przyswajalność jest dla mnie mocno dyskusyjna.

 

5. Soki dla niemowląt i małych dzieci

Na opakowaniu nie znalazłam informacji, czy sok został uzyskany z koncentratu. Niemniej jednak ilość cukru, którą można w takim soku znaleźć, jest powalająca. Czy czteromiesięczne dziecko naprawdę powinno konsumować tyle słodkości?… Teoretycznie jest to cukier naturalnie występujący w owocach; pamiętajmy jednak, że w owocach znajduje się także błonnik, którego sok jest praktycznie pozbawiony. Do tego pozostaje jeszcze kwestia witamin, ulegających zniszczeniu w procesie produkcyjnym…

 

.

.

.

.

.

.

.

.

.

6. Wody smakowe

Wydają się idealną alternatywą dla tych, którzy nie lubią wody, bo „nie ma smaku”… Nic bardziej mylnego! Producenci najczęściej poza aromatem dodają też cukier. I to nawet w produktach przeznaczonych dla dzieci! W półlitrowej butelce smakowej wody znajdziesz 6 łyżeczek cukru. Producent jednak bardzo zachwala swój wyrób… Cóż, przynajmniej woda smakowa dla dzieci nie zawiera konserwantów, w przeciwieństwie do produktu konkurencyjnej marki:

7. Syropy smakowe

Teoretycznie powinny być całkiem zdrowe… Niestety, takie syropy również obfitują w cukier. W 20 ml syropu znajdziesz go aż 17 gramów, czyli 4 łyżeczki!

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

8. Herbatki granulowane

W składzie znów dominuje cukier. Co ciekawe, zdaniem producentów glukoza ma właściwości uspokajające… Chyba że stawiają na homeopatyczne działanie ziół wymienionych w składzie 😉 [źródło] i [źródło]

9. Napoje izotoniczne i energetyzujące

Nie dość, że zawierają cukier i kofeinę, to na dodatek znaleźć w nich można całą gamę konserwantów i barwników… Dla mnie to kiepski wybór. Ostatnio nawet trafiłam na artykuł na ten temat w „Metrze”. Możecie znaleźć jego kopię na dole strony.

10. Herbaty mrożone

Zawierają mniej cukru niż napoje gazowane, jednak ich zakup jest wyborem „mniejszego zła”. Szklanka takiego napoju to ponad 3 łyżeczki cukru… W zamian zaś nie dostajemy żadnych wartości odżywczych. Co więcej, polecam uważne czytanie składów! Na zdjęciu poniżej producent zachwala swój produkt znakiem „bez substancji słodzących”, a tymczasem w składzie na drugim miejscu znajdziemy cukier lub syrop glukozowo-fruktozowy! Próbowałam dociec, jaka jest definicja „substancji słodzącej” i czy cukier się w niej mieści, ale się poddałam. Może ktoś z Was wie?

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

11. Jogurty pitne

Znajdą się pewnie wśród Was ich miłośnicy. Niestety, jogurt pitny niezbyt skutecznie gasi pragnienie, a na dodatek jest nafaszerowany cukrem… Ponad 12 łyżeczek w butelce mieszczącej 400 gramów to całkiem sporo!

Co zatem pić?

Wodę, oczywiście. Nie poruszę tutaj kwestii, która jest najlepsza – butelkowana, kranowa, filtrowana – bo to temat na odrębny artykuł. Chciałabym Wam jednak przekazać, w jaki sposób możemy wzbogacić naszą wodę codzienną. Wystarczy skorzystać z jednej z poniższych propozycji i dodać:

szczyptę soli himalajskiej lub kłodawskiej (niejodowanej!). Więcej na ten temat znajdziecie [tutaj].
łyżeczkę naturalnego octu jabłkowego – taka mieszanka pita 15 minut przed posiłkiem pobudzi soki żołądkowe i poprawi trawienie. Uwaga! Odradza się stosowanie jej m.in. w przypadku wrzodów żołądka.
– plasterek ogórka – dobra propozycja na lato – orzeźwia i chłodzi
– plasterek cytryny

Z powyższych propozycji najzdrowsze są oczywiście dwie pierwsze 🙂

Jak zachęcić dzieci do picia wody?

Dzieci uczą się przez obserwację Twojego zachowania. Jeśli właśnie ciurkiem wypiłeś butelkę coli, a mówisz dziecku: „pij wodę, bo to zdrowe”, jak sądzisz, co wyda mu się atrakcyjniejsze?

Pamiętaj, że dzieci powinny pić wodę już od początku swojego życia. Jeśli zamiast niej będziesz serwować mu soki i napoje, przyzwyczaisz go do gaszenia pragnienia słodkim smakiem. Z takim nałogiem trudno będzie mu w przyszłości wygrać.

Jeśli jednak Twoja pociecha ma już kilka lat, a Ty popełniłeś błąd – można go naprawić! Przede wszystkim zacznij sam dawać przykład, pijąc wodę. Na początku możesz też wzbogacić ją owocami – chociażby plasterkami truskawek czy brzoskwiń. Dzięki temu woda nabierze słodszego smaku i wyda się dziecku atrakcyjniejsza. Stopniowo jednak staraj się eliminować te dodatki.

Zapewne niektórym z Was wyda się to walką z wiatrakami – wszak nasze pociechy chodzą do szkoły i jeżdżą na wycieczki, gdzie nie mamy nad nimi kontroli. Dlatego tak ważne jest rozbudzenie świadomości dziecka. Jeśli będzie Was błagało o zakup soczku czy coli, powiedzcie: „Nie. To szkodliwe, a ja cię kocham i nie chcę, by stała Ci się krzywda”. Jeśli nauczysz dziecko pić wodę i podejmować mądre decyzje, nie musisz się lękać o jego zakupy w sklepiku szkolnym. [Źródło zdjęcia]

Wnioski

Ani kolorowe napoje, ani nektary, ani nawet soki nie są dobrymi metodami nawadniania organizmu. Nasz organizm traktuje te płyny jak bardziej jedzenie niż picie – zawierają one mnóstwo cukru, który musimy przecież strawić. W wyniku tego procesu wydzielają się duże dawki insuliny. Im częściej spożywamy słodkie napoje i soki, tym większe ryzyko insulinooporności i cukrzycy w przyszłości. Co więc robić? Zachować umiar. Okazyjne spożycie wymienionych przeze mnie produktów nie powinno wpłynąć negatywnie na stan Waszego zdrowia. Mimo to zawsze warto wybierać zdrowszą alternatywę, jaką są soki świeżo wyciskane w domu. A przede wszystkim – czytajmy etykiety i dokładnie analizujmy zawartość cukru i konserwantów w danym produkcie.

Pamiętajcie, że nic tak dobrze nie gasi pragnienia jak woda. Dlatego zamiast leżącego miesiącami na półce soku czy napoju, sięgnijcie po szklankę cudnego, przezroczystego płynu, a na deser wybierzcie owoc: nieprzetworzony, w 100% naturalny, pełen witamin i błonnika. Lepszego wyboru dokonać nie można 🙂

 

Trzymajcie się zdrowo!

A jeśli jeszcze nie trafiliście na mojego Faceboka, znajdziecie go [tutaj].

Dodatek: „Metro”, 18.08.2015, strona 5:

~ Liściasta jajecznica z boczkiem ~

Całkiem niedawno pisałam Wam o tym, że liście wielu roślin są jak najbardziej jadalne [klik!]. Do tej pory pozostaje zagadką, czemu tak wielu z nas je wyrzuca… Postanowiłam pójść na przekór temu marnotrawstwu i dorzucać liści, gdzie tylko mogę. Na pierwszy ogień poszła jajecznica – dzięki zielonym częściom kalarepy nabrała ciekawego smaku. A do tego zyskała dodatkowe witaminy i minerały. A tego, jak wiadomo, nigdy dość 🙂

Składniki (dla jednej osoby):

~ trzy jajka
~ 120 gramów wędzonego boczku
~ liście z dwóch kalarep – razem z łodygami (u mnie wyszły trzy garście)
~ pół łyżeczki soli
                                                                                       ~ masło klarowane do smażenia                                                                                                         ~ opcjonalnie pieprz do smaku

Przygotowanie:

Boczek kroimy w kostkę i smażymy aż do zrumienienia, co jakiś czas mieszając. Liście kalarepy myjemy i kroimy w paski o szerokości ok. 0,7 cm.  Jajka  rozbijamy  i oddzielamy białka od żółtek. Białka wlewamy    do     podsmażonego    boczku i mieszamy, aż się zetną. Następnie dodajemy pokrojone liście. Wyłączamy gaz w momencie gdy  liście będą miękkie i ciemnozielone. Wtedy też dodajemy żółtka* oraz sól i wszystko raz jeszcze mieszamy. Smacznego!

* Gdy robię jajecznicę, zawsze dodaję żółtka już po wyłączeniu gazu. Nie chcę ich smażyć ani nadmiernie ścinać, by nie niszczyć witamin. A przecież żółtko jest najbardziej wartościową częścią jajka.

~ Ekspresowe placki marchwiowe ~

Ostatnio robiliśmy z Panem Jaskiniowym sok marchwiowy. Po całej operacji zostało nam mnóstwo marchwiowych wiórków… A że w mojej kuchni nic się nie marnuje, postanowiłam je wykorzystać i zrobić „odpadkowe” śniadanie, szybkie i zdrowe. W sam raz dla tych, którzy nie mają czasu gotować 🙂

Składniki (na 10 placków):

~ 130 gramów suchych wiórków marchwiowych (resztki z wyciskania soku)
~ 4 jajka
~ 50 gramów świeżych liści selera (o innych jadalnych liściach przeczytacie tutaj)
~ jedna mała cebula o wadze ok. 100 gramów
~ 1,5 łyżki majeranku
~ pół łyżeczki soli
~ opcjonalnie pieprz wedle uznania
~ masło klarowane do smażenia

Przygotowanie:

Cebulę kroimy w bardzo drobną kostkę. Liście selera (wraz z łodyżkami) dokładnie siekamy. Białka oddzielamy od żółtek i wkładamy do miski (żółtka zachowujemy do podania). Dodajemy marchewkę, cebulę, seler, majeranek i sól i mieszamy. Smażymy na średnim ogniu. Podajemy z surowymi żółtkami*. Jeśli lubicie zjeść tłusto, możecie polać jeszcze placki masłem. Smacznego! 🙂

* Polecam jeść surowe żółtka, tylko jeśli jajka pochodzą ze sprawdzonego źródła. Sklepowe trójki na pewno się do tego nie nadają. Ja osobiście żółtka staram się jeść głównie na surowo, dzięki temu mam pewność, że nie utraciły witamin.

~ Pełne ziarno – pełne zdrowia? O kwasie fitowym ~

Produkty pełnoziarniste są ostatnio w modzie. O ich walorach zdrowotnych nieustannie mówią dietetycy i lekarze, zaś reklamy zachwalają ciasteczka czy płatki śniadaniowe z pełnego ziarna. Mało kto wspomina jednak o ich ciemniej stronie. Poza witaminami i minerałami łuski ziaren zawierają substancje przeciwodżywcze, mające ochronić zarodek rośliny przed szkodnikami.  Znaleźć w nich też możemy inne niekorzystne dla nas związki, które w dużym stopniu utrudniają przyswajanie znajdujących się w pełnym ziarnie witamin i minerałów. Jednym z nich jest kwas fitowy (fitynowy). [Źródło zdjęcia].

Poniższy artykuł jest tłumaczeniem informacji znajdujących się [tutaj]. 

Czym jest kwas fitynowy?

Jest on główną formą magazynowania fosforu przez rośliny, przede wszystkim ziarna, orzechy, a także strączki i niektóre warzywa skrobiowe (np. yam). Znaleźć go można także w ziarnach kawy, kakao, a co za tym idzie – w czekoladzie. Występuje przede wszystkim w łuskach i szacuje się, że 80% fosforu w wymienionych roślinach przybiera właśnie tę formę. Ilość kwasu fitowego w nie jest stała, lecz zmienia się zależnie od warunków wzrostu rośliny i metod przetwarzania ziaren. Bardzo ważnym czynnikiem zwiększającym ilość tego związku chemicznego są powszechnie dziś używane nawozy fosforowe.

Kwas fitynowy kształtem przypomina płatek śniegu – w takiej formie fosfor jest mocno związany z grupą hydroksylową –OH, przez co charakteryzuje się niską przyswajalnością u zwierząt z jednym żołądkiem (a więc i u ludzi). Jakby tego było mało, wspomniana molekuła bardzo łatwo łączy się z innymi minerałami, takimi jak wapń, magnez, żelazo i cynk, w wyniku czego nie jesteśmy w stanie ich przyswoić. Tak związane cząsteczki noszą nazwę fitynianów.

http://www.westonaprice.org/wp-content/uploads/spring2010-phyticacid.jpg

Jak działa?

Kwas fitynowy nie tylko chelatuje ważne minerały, lecz także wstrzymuje pracę enzymu niezbędnego do strawienia białek (pepsyna) oraz amylazy koniecznej do rozbicia skrobi na cukry proste. Ponadto fityniany hamują wydzielanie trypsyny, używanej do trawienia białek. Zdaniem Ramie Nagel dieta bogata w kwas fitynowy może prowadzić do próchnicy, niedoborów minerałów, braku apetytu i problemów trawiennych. Nie wolno też zapominać, że ten związek chemiczny powoduje utratę wapnia z kości. Wg szacunków naukowców dieta pozbawiona fitynianów poprawiłaby przyswajalność cynku o 20%, a magnezu – aż o 60%.

Wysoka zawartość kwasu fitynowego jest bardzo szkodliwa w diecie dzieci. Może ona doprowadzić do niedoborów wapnia, fosforu i witaminy D, a co za tym idzie, do osłabionego wzrostu kości, a także do krzywicy i próchnicy. Niedobór cynku i żelaza może z kolei skutkować anemią, a nawet opóźnieniem umysłowym. Z tej przyczyny ważne jest zadbanie o wysoką podaż wapnia w diecie dziecka – chociażby z pełnowartościowych produktów mlecznych. Spożywanie dużej ilości wapnia oraz produktów zasobnych w witaminę D, przy jednoczesnym spożyciu ziaren, skutecznie zneutralizuje szkodliwe działanie kwasu fitynowego.

Szacuje się, że idealna dzienna zawartość kwasu fitowego w diecie nie powinna przekraczać 25 miligramów na 100 gramów pożywienia. Taka ilość uchroniłaby nas przed utratą cennych minerałów.

Jak go okiełznać?

Kwas fitynowy będzie nam wyrządzał mniej szkód, jeśli:

  • zadbamy o odpowiednie spożycie wapnia oraz witaminy D;
  • zwiększymy ilość witaminy C w diecie: badania pokazały, że kwas askorbinowy zapobiega przyłączeniu się żelaza do molekuły kwasu fitowego, a zatem kanapka z papryką to idealne połączenie;
  • będziemy jeść produkty zasobne w witaminę A i beta-karoten, dzięki którym przyswoimy żelazo, mimo obecności kwasu fitynowego w posiłku;
  • namoczymy i sfermentujemy ziarna.

Natura nie jest taka podła, czyli kilka słów o fitazie

Na całe szczęście natura dała nam narzędzie, które neutralizuje kwas fitynowy i uwalnia fosfor. Jest to fitaza, enzym znajdujący się w roślinach, a także produkowany przez bakterie jelitowe. Co ciekawe, zwierzęta-przeżuwacze wytwarzają znaczne ilości fitazy, a myszy produkują jej trzydzieści razy więcej niż ludzie!

W dzisiejszych czasach ogromna większość z nas cierpi na zaburzenia flory bakteryjnej i z tego powodu wspomnianego wyżej enzymu nam brakuje. Na szczęście możemy posłużyć się fitazą naturalnie występującą w roślinach. Najskuteczniejszymi metodami jej aktywacji jest kiełkowanie, fermentowanie i moczenie (najlepiej w kwaśnym środowisku i w cieple).

Żeby jednak nie było tak różowo, należy pamiętać, że fitaza jest niszczona pod wpływem pary o temperaturze 80 stopni w ciągu 10 minut, zaś gotowana w wodzie – ginie już w 55 stopniach! Wyobraźcie sobie teraz wysoko przetworzone pełnoziarniste płatki – pełne kwasu fitynowego i ubogie w fitazę… Co więcej, nawet zbyt szybkie mielenie ziaren, a także mrożenie i zbyt długie przechowywanie niszczą ten enzym. Świeża mąka ma wyższą zawartość fitazy niż ta składowana. Z tej też przyczyny dawne ludy mieliły ziarna na krótko przed ich spożyciem.

Kiełkowanie – rozwiązanie dobre, ale nie idealne

Istnieje kilka metod pozwalających na redukcję kwasu fitynowego. Jedną z nich jest kiełkowanie. Proces ten okazał się najbardziej wydajmy w przypadku pszenicy i jęczmienia, zmniejszając zawartość kwasu fitynowego w tych ziarnach o 57%. Jednak już w przypadku prosa 72 godziny kiełkowania pozwoliły na redukcję kwasu fitynowego zaledwie o 23,9% (po 96 godzinach było to 45,3%). Badania pokazały, że kiełkowanie jest najbardziej skuteczne w przypadku roślin strączkowych. Co więcej, wydajność tego procesu można zwiększyć, podnosząc temperaturę, w której dane ziarno kiełkuje. W przypadku kaszy jaglanej kiełkowanie przez minimum 48 godzin w temperaturze 33 stopni zredukowało kwas fitynowy aż o 92%! Przy 27 stopniach i 60 godzinach kiełkowania zawartość kwasu fitynowego zmniejszyła się ledwie o 50%.

Kiełki  (Źródło zdjęcia)

Kiełkowanie uwalnia witaminy i sprawia, że ziarna i nasiona stają się łatwiejsze do strawienia. Proces ten jest jednak dopiero początkiem: ziarna wymagają dalszej obróbki (moczenia i gotowania) w celu pozbycia się kwasu fitowego. Co ciekawe, wysokie spożycie wykiełkowanych ziaren może skutkować niedoborem cennych minerałów.

Pieczenie, moczenie, fermentacja – kolejne opcje

Pieczenie i prażenie jęczmienia i pszenicy redukują obecność kwasu fitynowego o 40%, jednak jednocześnie niszczą fitazę.

Moczenie ziaren o niskiej zawartości fitazy (takich jak soja, proso czy kukurydza) również nie przynosi spektakularnych efektów. Najbardziej efektywne jest fermentowanie ziaren bogatych w fitazę – czyli pszenicy i żyta. Po ośmiu godzinach fermentacji z użyciem zakwasu pełnoziarnisty chleb niemal całkowicie utracił kwas fitynowy! Warto wspomnieć, że użycie samych drożdży nie przynosi tego samego efektu – pełnoziarnisty chleb drożdżowy traci jedynie 22-58% kwasu fitowego.

Pełnoziarniste – tak czy nie?

Jak zdążyliście już zapewne zauważyć, wszystko zależy od metody przygotowania danego produktu. Nie wolno zapominać, że niektóre ziarna zawierają mniej fitazy niż inne i dlatego rozsądnym byłoby jadać je rzadziej. Są to przede wszystkim brązowy ryż, kukurydza, proso (kasza jaglana) i owies – pszenica zawiera 14 razy więcej fitazy niż ryż, a żyto ma jej dwa razy więcej niż pszenica!

Co ciekawe, oczyszczone ziarna (np. w postaci białego ryżu czy białej mąki) nie zawierają kwasu fitynowego; niestety, przy okazji są praktycznie pozbawione witamin i minerałów. Warto wspomnieć tutaj o badaniach Edwarda Mellanby’ego: Mimo że pełne ziarno jest zasobne w wartości odżywcze, kwas fitynowy i inne związki chroniące roślinę uniemożliwiają nam ich przyswojenie. Efekt jest więc praktycznie taki sam, co przy zjedzeniu oczyszczonego z łuski ziarna.

Chleb żytni na zakwasie – najzdrowszy ze wszystkich chlebów! [Źródło zdjęcia]

Nie taki diabeł straszny…

Jak do tej pory kwas fitynowy może się nam jawić jako brutalny złoczyńca. Na szczęście obecność tego związku chemicznego w diecie może okazać się dla nas korzystna. Kilka badań wykazało pozytywny wpływ kwasu fitynowego na obniżenie poziomu glukozy, cholesterolu i  trójglicerydów we krwi oraz na redukcję ryzyka raka czy chorób serca. Ponadto ten związek chemiczny może działać jak przeciwutleniacz. Należy jednak pamiętać, że wszystko w nadmiarze jest szkodliwe, i tyczy się to także tak powszechnie zachwalanych przeciwutleniaczy. W niektórych wypadkach kwas fitynowy może odgrywać też rolę terapeutyczną – chociażby poprzez usuwanie z organizmu nadmiaru toksycznych minerałów.

Czy jest czego się bać?

Celem tego artykułu nie jest zachęcenie Cię do całkowitej eliminacji ziaren, orzechów i roślin strączkowych z diety*. Warto jednak wyznaczyć sobie pewną granicę. Przekroczenie 800 miligramów kwasu fitynowego na dzień może okazać się kłopotliwe. Szacuje się, że dzienne spożycie tego związku chemicznego w Ameryce i Wielkiej Brytanii wynosi ok. 631-764 miligramów; w Finlandii jest to 370 miligramów, zaś w Szwecji – 180 miligramów. Jeśli dbamy o różnorodność naszej diety i dostarczamy sobie odpowiednich ilości wapnia, witamin A, C i D, dobrych tłuszczów oraz produktów poddanych fermentacji – dzienne spożycie kwasu fitynowego na poziomie 400-800 miligramów będzie całkowicie bezpieczne. Najważniejsze jest zachowanie umiaru w spożyciu pełnoziarnistych produktów, orzechów i roślin strączkowych. Kilka kromek chleba na zakwasie, garstka migdałów, odpowiednio przygotowana owsianka czy ryż nam nie zaszkodzą. Jeśli natomiast każdy nasz posiłek zawiera produkt pełnoziarnisty, a do tego często spożywamy niesfermentowane produkty sojowe, płatki śniadaniowe, musli w wersji raw czy niewystarczająco długo moczone rośliny strączkowe – możemy zupełnie nieświadomie narazić się na problemy zdrowotne.

* Chyba, że cierpisz na chorobę autoimmunologiczną – wtedy radzę zachować ostrożność, bo zboża mogą przyczyniać się do rozszczelniania jelit, a ponadto możesz ich nietolerować.

Moje autorskie wnioski

Poprzez ten artykuł chciałam Was pokazać, że niekiedy produkty powszechnie uważane za zdrowe nie do końca takie są. Pełne ziarno, owszem, zawiera mnóstwo minerałów, ale co nam po nich, skoro nie jesteśmy w stanie ich przyswoić? Dlatego tak ważne jest odpowiednie przygotowywanie posiłków. Moczenie i kiełkowanie sprawdzą się tutaj znakomicie.

Warto także brać przykład z ludów przygotowujących ziarna w tradycyjny sposób. W Japonii jada się soję, ale przede wszystkim fermentowaną – np. w postaci niezwykle zdrowego i bogatego w witaminę K2 natto. W Afryce z kolei nie dość, że mieli się ziarna niedługo przed ich zjedzeniem, to na dodatek bardzo żywa jest tradycja ich fermentacji (takie zabiegi stosuje się chociażby w przypadku kukurydzy).

Natto ze sfermentowanej soi [źródło zdjęcia]

W Europie i Ameryce nie liczy się jakość, a czas. Większość współczesnego pożywienia ma długi okres przydatności do spożycia. Należy pamiętać, że fitaza (enzym neutralizujący kwas fitynowy) jest wrażliwa na przechowywanie oraz na niską temperaturę. W kontekście tych informacji pomyślcie o wartości odżywczej marketowych chlebów, głęboko mrożonych, a następnie odgrzewanych na miejscu…

Co więc robić? Jeść mądrze. Nie dajcie się nabrać na pełnoziarniste ciasteczka czy płatki, które mają Wam dostarczyć wszystkich potrzebnych witamin i minerałów. Zamiast tego sięgnijcie po żytni chleb na zakwasie. Warto też zapytać w piekarni, jak długo taki chleb fermentował. Ponadto moczmy, kiełkujmy, a nawet fermentujmy wszystkie ziarna i rośliny strączkowe. Są to procesy naprawdę mało kłopotliwe, a dzięki nim możemy zwiększyć ilość przyswajanych przez nas witamin i minerałów. Pomocne może okazać się także wyłączenie z diety wszelkich otrąb, tak chętnie dodawanych współcześnie do jogurtu czy ciasteczek. Polecam również zrezygnować z podjadania dużych ilości orzechów i pestek (garstka dziennie w zupełności wystarczy), a zamiast tego schrupać marchewkę czy ogórka.

Niegdyś ludzie nie żałowali czasu na przygotowywanie swojego pożywienia. Robienie zakwasu, kiszenie kapusty czy suszenie mięs było czymś naturalnym i gwarantowało wysoką wartość odżywczą jedzenia. Współcześnie wszystko mamy gotowe, paczkowane, na wyciągnięcie ręki. Wielu z nas płaci ogromną cenę tej pozornej łatwości lub zapłaci ją w przyszłości – produkty pozbawione wartości odżywczej i nafaszerowane konserwantami przyczyniają się do rozwoju chorób. I dlatego tak ważne jest uzbrajanie się w wiedzę i dokonywanie mądrych wyborów żywieniowych.

Trzymajcie się zdrowo!

P.S. Ja osobiście trzymam się diety paleo i ziaren nie jem (poza białym ryżem). Wiem jednak, że ludzie nagle nie przestaną jeść pszenicy czy żyta i dlatego informuję co zrobić, by rośliny te były bardziej wartościowe. Pamiętajcie jednak, że w przypadku chorób (zwłaszcza autoimmunologicznych) ziarna mogą być szkodliwe. Ostatnio po roku spróbowałam żytniego chleba na zakwasie – nie poczułam się po nim dobrze i zaczęłam kichać. Ano, trudno. Rok bez chleba żyłam, będę żyć bez niego dalej 🙂

A jeśli nie chcecie przegapić moich artykułów i przepisów, zapraszam Was do polubienia Jaskiniowej Kuchni na Facebooku [tutaj].

Załączniki:

1. Zawartość kwasu fitynowego (w 100 gramach suchej wagi):

Orzechy brazylijskie

1719

Kakao w proszku

1684-1796

Brązowy ryż

1250

Płatki owsiane

1174

Migdały

1138 – 1400

Orzechy włoskie

982

Prażone fistaszki

952

Soczewica

779

Kiełki orzeszków ziemnych 

610

Orzechy laskowe

648 – 1000

Mąka z dzikiego ryżu

634 – 752.5

Yam

637

Podgrzewana fasolka

622

Kukurydziane tortille

448

Kokos*

357

Kukurydza

367

Surowy kokos

270

Biała mąka

258

Tortille z białej mąki

123

Biały ryż

11.5 – 66

Truskawki

12

* Kolejne badania pokazały jednak, że kwas fitynowy w kokosie ma inną formę i nie łączy się z minerałami tak jak ziarna czy orzechy.

2. Redukcja fitynianów w przypadku ziarna quinoa:

PROCES

REDUKCJA FITYNIANÓW

Gotowanie przez 25 minut w 100 stopniach

15-20%

Moczenie przez 12-14 godzin w 20stopniach, następnie gotowanie

60-77%

Fermentowanie z serwatką przez 16-18 godzin w 30 stopniach, następnie gotowanie

82-88%

Moczenie przez 12-14 godzin, kiełkowanie przez 30 godzin, lakto-fermentacja przez 16-18 godzin, później gotowanie w 100 stopniach przez 25 minut

97-98%

 

~ Czy jesteś Głodny Zmian? ~

Kochani, razem możemy zmienić świat… Marchewką!

Nie ma się co oszukiwać: w XXI wieku chorujemy na potęgę. I to nie tylko my, dorośli: problemy ze zdrowiem zaczynają się już w wieku dziecięcym. Czas to zmienić! Czy jesteście Głodni Zmian? 🙂

Głodni Zmian to ruch społeczny rodziców troszczących się o przyszłość swoich pociech. W ramach tej inicjatywy walczymy o wdrożenie działań profilaktycznych dla dzieci w wieku 0-3 lat: bezpłatnych konsultacji z dietetykiem, a także stworzenia rzetelnego portalu zdrowotno-dietetycznego internetowego dla rodziców. Pomożesz?

Wbrew pozorom projekt Głodni Zmian nie jest skierowany tylko do rodziców. Pamiętajmy, że dzieci są przyszłością narodu i że jeśli uchronimy je przed chorobą dziś, jutro my wszyscy nie będziemy musieli płacić za ich leczenie. Nic nie jest tak opłacalnym działaniem jak profilaktyka! Z tej przyczyny i ja, mimo że na razie nie doczekałam się potomstwa, postanowiłam wesprzeć swoim blogiem akcję Głodnych Zmian. Sama choruję od jedenastego roku życia na niedoczynność tarczycy i nawet nie wiem od ilu lat na Hashimoto – dopiero niedawno zostałam poprawnie zdiagnozowana. Dziś ze smutkiem odkrywam, że przez trzynaście lat mojego leczenia żaden lekarz nie powiedział mi o zbawiennym wpływie dobrej diety na zahamowanie rozwoju tej choroby. Co więcej, mimo problemów trawiennych dręczących mnie od dzieciństwa nigdy nie skierowano mnie do dietetyka. Jestem pewna, że dzięki wcześniejszym zmianom w diecie stan mojego zdrowia mógłby być dziś zdecydowanie lepszy… Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem i narzekać. Nadszedł czas, by działać w imię dobrobytu przyszłych pokoleń! 🙂

Proszę Was wszystkich o podpisywanie petycji i przesyłanie jej dalej – znajdziecie ją [tutaj]. Tylko działając wspólnie możemy coś zmienić. Im nas więcej, tym lepiej 🙂

A na zachętę uśmiecham się do Was z marchewką 🙂 Podpisz petycję, nie bądź wiśnia! 😉     #marchefka  challange            #glodnizmian

Nawet mój pies popiera akcję i je marchewki! Trudno było mi jednak Nelę sfotografować, bo uciekała 😉

.

~ Platanowa Książka Kucharska: przepisy zebrane ~

platanyDziś postanowiłam zebrać dla Was wszystkie platanowe przepisy, które do tej pory opublikowałam. Wiem, że na razie dostępność platanów jest mała: można je kupić przede wszystkim w Selgrossie (znany jest tam jako „banan plantain”), jednak zanim się tam udacie, polecam zadzwonić i zapytać o najbliższą dostawę. Ponadto platany można znaleźć w Warszawie. Pełną listę miejsc, w których są dostępne znajdziecie [tutaj]. Mimo że owoce te na razie są w Polsce bardzo mało znane, moja akcja przynosi pierwsze pozytywne efekty – coraz więcej osób wie o platanach, pyta o nie w sklepach i wykorzystuje je do różnych eksperymentów kulinarnych. I będzie nas, platanowych, coraz więcej! 🙂

Platan (zwany też plantanem lub bananem warzywnym) jest bliskim kuzynem banana. Zawiera mnóstwo skrobi i dlatego świetnie sprawdza się w kuchni jako uniwersalny substytut mąki, jajek, a nawet nabiału! Platan ma długi okres przydatności do spożycia: kiedy jest zielony i twardy idealnie nadaje się do robienia wszelkich chipsów, tortilli i chrupkich przekąsek; gdy zżółknieje, można go wykorzystać do produkcji ciast i naleśników. Czarny platan z kolei może być nawet substytutem nabiału w lodach i kremach. Więcej na temat tego niezwykłego owocu przeczytacie w moim zeszłorocznym artykule [tutaj]. O akcji „Platan na polskie stoły” przeczytacie zaś [tutaj]. Zapraszam Was też do polubienia platanowej strony z przepisami na Facebooku [tutaj].

A dla wzrokowców całą potrzebną wiedzę na temat platanów zebrałam w tym filmie:


.

Platanowa Książka Kucharska

.

Poniżej znajdziecie wszystkie moje platanowe przepisy. Każdy z platanowych przysmaków jest absolutnie bezglutenowy, bezziarnowy i bezmleczny. Większość z nich nie zawiera też jajek.

.

Naleśniki, placki, gofry

DSC_0456aa

.

.

Drożdżowe racuchy [klik!]

P1160307a.

 .

Placki leśne ze śmietaną imbirową [klik!]


P1150432pod.

.Pancakes czekoladowo-pomarańczowe [klik!]

.

P1140398a

.

.

Placki z dynią – niemal jak ziemniaczane [klik!]

.

P1140321a

 

..

Platanowe gofry [klik!]

 

.

.

Ekspresowe placuszki platanowo-bananowe [klik!]

 

 

Ciasta, ciastka i muffinki

P1160559a.

.

Tarta rabarbarowo-bananowa [klik!]

P1160186bb

.

.

Mazurek z masą kajmakową [klik!]

P1160157a

.

.

Waniliowa babka wielkanocna [klik!]

P115066a0

.

.

Platanki – ekspresowe ciasteczka [klik!]

P1150541a

 

     

Owocowe ciasto Shrek [klik!]

P1150469.

..

Ciasto jabłkowe [klik!]

P1150013a.

.

Muffinki migdałowe [klik!]

P1140805a.

.

Rolada platanowa z nadzieniem figowym [klik!]

 

 

Lody

P1160844a

.

.

Lody platanowo-karobowe [klik!]

 

 

Lody truskawkowe [klik!]

 

 

Inne desery

P1150996

.

.

Gruszki z nadzieniem platanowym [klik!]

P1160077a.

.

Smażone platany w panierce [klik!]

 

 

Przekąski na ostro i słono.

P1140694

.

.

Platanowa tortilla [klik!]

 

P1140451a.

Pizza z platana [klik!]

P1140275

 

 

Frytki z platana [klik!]

 

 

.

Szybki platanowy chlebek [klik!]

.

.

Platanowe nachos [klik!]

 

.

Platanowa panierka [klik!]

 

 

Platanowe chipsy [klik!]

.

.

.

Zachęcam Was oczywiście do własnych platanowych eksperymentów 🙂 Co jakiś czas będę tworzyć nowe platanowe przysmaki – owoce te są tak uniwersalne, że chyba nigdy nie skończą mi się pomysły na ich przyrządzenie 😀

Trzymajcie się zdrowo!