~ Dlaczego musimy jeść węglowodany: o diecie Paula Jamineta ~

Mój ostatni artykuł spotkał się z ogromnym zainteresowaniem z Waszej strony. To pokazuje, jak problematyczne może być prowadzenie protokołu autoimmunologicznego i że nieumiejętnie stosowany może przynieść więcej szkód niż korzyści. Dlatego w kolejnych artykułach chciałabym rozwinąć wątki, które w poprzednim artykule zostały zaledwie zarysowane.

A jeśli podoba Ci się mój blog, oddaj na mnie głos w konkursie Blog Roku 2015! 🙂

Najgorętszym tematem wśród protokołowiczów są zdecydowanie węglowodany. Na diecie paleo (a zwłaszcza na protokole autoimmunologicznym) znacznie je ograniczamy, co, niestety, może okazać się bardzo niekorzystne, a wręcz szkodliwe. W poprzednim artykule [tutaj] przedstawiłam Wam 100 gramów jako generalne minimum dziennego na nie zapotrzebowania. Wiadomo jednak, że kiedy coś jest do wszystkiego, tak naprawdę jest do niczego i zasada ta nie będzie sprawdzać się w każdym wypadku. Należy pamiętać, że każdy z nas jest inny, nasze jelita są w różnym stanie zniszczenia i cierpimy na różne schorzenia (np. insulinooporność). Przeważnie jednak przedstawia się powyższe zalecenia:

1. Osoby z niedoczynnością tarczycy lub Hashimoto a także kobiety (zwłaszcza w wieku rozrodczym) będą potrzebować więcej węglowodanów.

2. Osoby z problemami jelitowymi często odczują poprawę przy zmniejszeniu podaży węglowodanów.

3. Osobom z insulinoopornością także często zaleca się zmniejszoną podaż cukrów.

4. Istnieją schorzenia, w których zaleca się bardzo ograniczone spożycie cukrów, a nawet zupełne ich odstawienie (np. epilepsja). Pojawia się także coraz więcej osób, które twierdzą, że dzięki odstawieniu węglowodanów wyleczyły raka. Na razie jednak badania w tym kierunku nie były prowadzone i dlatego radzę nie próbować tego w domu i bez nadzoru lekarza.

Uwaga! Warto zaznaczyć, że węglowodany nie są dla nas niezbędne do przeżycia, gdyż organizm potrafi wyprodukować glukozę z tłuszczu i białek. Jest to jednak nasz mechanizm awaryjny. Teoretycznie więc bez cukrów żyć możemy, ale bez białek i tłuszczu już nie. Mimo to węglowodany przeważająca część populacji absolutnie jeść musi – choćby i w małych ilościach. Nawet dr Kwaśniewski w swojej bardzo tłustej diecie zaleca spożywanie 50 gramów cukrów dziennie.

Wielu z Was pewnie nie raz się zastanawiało ile w ogóle należy jeść węglowodanów. Można do tego dojść metodą prób i błędów, pamiętając, że zarówno nadmiar jak i niedobór są szkodliwe, lub skonsultować się z lekarzem/dietetykiem, który fachowo ustali optymalne zapotrzebowanie w każdym indywidualnym wypadku, bazując na wynikach badań przez pacjenta dostarczonych. Tutaj jednak pojawia się pewien kłopot: specjalistów, którzy zajmują się dietą paleo oraz protokołem można pewnie wyliczyć na palcach jednej ręki (na pewno są to pani Iwona Wierzbicka vel Ajwen, MS z Tłustego Życia, czyli pani Monika Skuza oraz pani Małgorzata Desmond). Problem jednak jest taki, że popyt na ich usługi jest przeogromny, a podaż niewielka (bo przecież poza przyjmowaniem pacjentów muszą powyżej wymienione panie spać, jeść, spotykać się z rodziną, doszkalać się i edukować). Sama czytam wiele komentarzy bezradnych osób, które nie mogą doprosić się porady, bo czas oczekiwania na wizytę wynosi nawet kilka miesięcy. Niestety, „tradycyjni” dietetycy, do których nie ma kolejek, najczęściej nie będą nam w stanie pomóc: Protokół autoimmunologiczny znacznie wykracza poza powszechnie obowiązujący model żywienia.

Stąd mój apel: kiedy już konsultujecie się z fachowcem, zapytajcie dokładnie ile procentowo powinno być w Waszej diecie węglowodanów, tłuszczów i białka oraz ile kalorii dziennie powinniście spożywać. Jeśli specjalista zaleci Wam znaczne ograniczenie węglowodanów (poniżej 100 gramów dziennie), podzielcie się waszymi wątpliwościami i zapytajcie, czy nie odbije się to na Waszej gospodarce hormonalnej. Pytajcie także o konkretne liczby – łatwiej jest zastosować się np. 150 gramów banana niż do szklanki banana dziennie (mielibyśmy tego banana pokroić czy zmielić?). Brak jasnych wytycznych sprawia, że pacjenci często się gubią, a fora internetowe pękają w szwach od wątpliwości.

Wiem też, że części z Was nie stać na konsultację z dietetykiem. W takim wypadku warto znaleźć zaufanego lekarza, nie postrzegającego paleo i protokołu jako wierutnej bzdury, którą należy tępić. Wiem, że to jest bardzo trudne, ale ja ostatnio osobiście sama trafiłam na taką lekarkę. To taka ulga gdy można otwarcie powiedzieć lekarzowi o wszystkim, co nas dręczy! Niestety, większość osób szczycących się tytułem „lek. med.” neguje prawo pacjenta do wiedzy i do uzyskania informacji. Zainteresowanie, którym cieszy się dieta bezglutenowa, dieta paleo i zdrowa żywność wyraźnie pokazują, że my, ludzie chorzy, mamy dość liczenia na autorytety i próbujemy sami odzyskiwać zdrowie. Zwłaszcza że lekarze także są omylni a nauka nie przynosi odpowiedzi na wszystkie pytania.

Dlaczego węglowodany są tak ważne?

Po powyższych dygresjach czas powrócić do głównego tematu. Natknęłam się na bardzo ciekawy artykuł Stefani Ruper. Nie jest ona co prawda fachowcem, ale mgr dietetyki, Laura Schoenfeld, oceniła jej tekst bardzo pozytywnie. Dla tych, którzy nie czytają po angielsku, przedstawię streszczenie najważniejszych i najciekawszych zagadnień z tego tekstu:

1. Glukoza jest niezbędna do zamiany T4 w T3 w wątrobie. Co prawda wątroba jest w stanie wytworzyć własną glukozę w procesie glukoneogenezy, jednak proces ten może być utrudniony, zwłaszcza jeśli wątroba jest w kiepskiej kondycji spowodowanej złą dietą, niedostatkami pierwiastków, stresem czy ograniczeniami kalorycznymi. Gdy zaś jemy glukozę, nasza wątroba nie będzie musiała „wyrabiać nadgodzin”.

2. Glukoza powoduje odpowiedź insuliny, która z kolei podbija poziom leptyny we krwi. Umiarkowane i regularne spożywanie węglowodanów podbija leptynę do wystarczającego poziomu, by podwzgórze uzyskało wiadomość, że jesteśmy najedzeni. Leptyna jest absolutnie niezbędna dla utrzymania funkcji rozrodczych. [Tutaj zacytuję Wikipedię: „Leptyna informuje mózg o zasobach energetycznych organizmu i poziom jej we krwi jest proporcjonalny do masy tkanki tłuszczowej. Jest ona sygnałem, którego „zanik” pociąga za sobą nastawienie organizmu na przetrwanie głodu. Dlatego wtedy organizm rezygnuje z procesów energochłonnych jakimi są reprodukcja, termogeneza, wzrost organizmu itd.”].

3. Umiarkowane spożycie węglowodanów jest powiązane z lepszym nastrojem, lepszą jakością snu i redukcją stresu.

Dla zdrowia reprodukcyjnego kobiet, które mają problemy z gospodarką hormonalną, węglowodany są absolutnie niezbędne.

4. Poleca się jeść raczej węglowodany zawierające glukozę niż fruktozę. Dobra jest zatem skrobia i warzywa skrobiowe (bataty, tapioka, yam).

Owoce, które mają więcej glukozy niż fruktoza to na przykład: jagody, wiśnie, banany.

5. Warzywa nie zaliczają się do ilości spożytych węglowodanów. Wiele z glukozy w warzywach jest związanych z błonnikiem. Cząsteczki te zostaną następnie rozerwane i stanowią pożywkę dla bakterii jelitowych [Przypis ode mnie: informacja bardzo arcyciekawa i wyjaśnia, czemu mimo jedzenia masy warzyw wciąż możemy cierpieć na niedostatek cukrów).

6. Dla kobiet zaleca się jedzenie 100-200 gramów węglowodanów dziennie. Dla osób, które mają problemy z insuliną, węglowodany lepiej spożywać po południu.

[Tutaj kończy się artykuł Stefani Ruper].

Dieta Idealnego Zdrowia

Jakiś czas temu natknęłam się na postać Paula Jamineta. Jest on fizykiem zafascynowanym dietetyką. Parę lat temu zaczęła się jego przygoda z paleo. Niestety, dieta nie przyniosła mu ulgi i dlatego zaczął eksperymentować i opracowywać własne zalecenia. Pomogła mu w tym żona, Shou-Ching Shih Jaminet, która jest biologiem molekularnym. Razem stworzyli Dietę Idealnego Zdrowia (Perfect Health Diet), o której piszą w swojej książce oraz na swoim blogu.

Ogólne zalecenia są takie, że dzienne pożywienie powinno składać się z ¾ produktów roślinnych i ¼ produktów zwierzęcych. W przeliczeniu na kalorie powinno się dostarczać ok. 600 kalorii z węglowodanów (20-30% dziennego zapotrzebowania na kalorie; w niektórych wypadkach powinno to być do 40%), 300 kalorii z białka, zaś 50-60% kalorii powinno pochodzić z tłuszczu. Te zalecenia muszą oczywiście być dostosowane do chorób, na które cierpimy. O modyfikacjach diety Paul pisze w swojej książce.

Przetłumaczyłam też dla Was graficzne zalecenia Paula. Obrazek pobrałam z tej strony (mam nadzieję, że nie jest to łamanie praw autorskich, ale w końcu robię to w szczytnym celu):

UWAGA! Powyższe zalecenia dotyczą ludzi zdrowych. W przypadku chorób należy je odpowiednio modyfikować, np. odrzucając ziemniaki (bo to psiankowate i niektórym mogą zaszkodzić). Model ten oczywiście także musi zostać dostosowany do potrzeb protokołu autoimmunologicznego. Rośliny strączkowe oznaczyłam gwiazdką, gdyż zdaniem Paula można je jeść po odpowiednio długim moczeniu i ugotowaniu w szybkowarze (dzięki ciśnieniu „złe” białka rozbijają się).

Zagrożenia diety niskowęglowodanowej

(Wszystkie informacje pochodzą z tego artykułu).

Paul Jaminet był na diecie bogatej w warzywa, lecz niskiej w węglowodany od grudnia 2005 do stycznia 2008. Sądził wtedy, że warzywa pokrywają jego dzienne zapotrzebowanie na cukry, jednak się mylił. Węglowodany z tego źródła są niemal w całości pochłaniane przez bakterie jelitowe, bądź przez komórki jelitowe, które konsumują glukozę podczas trawienia.

W czasie dwóch lat diety Paul cierpiał z powodu suchości oczu oraz jamy ustnej. Jak następnie ustalił, przyczyniły się do tego dwa czynniki: niedobór glukozy oraz witaminy C. Zwiększenie konsumpcji tych składników odżywczych sprawiło, że jego oczy ponownie popłynęły łzami (radości, oczywiście).

Kolejnym objawem niedoboru węglowodanów są zatwardzenia. Powszechnie przyjęło się uważać, że ich przyczyną jest niedobór błonnika, jednak zdaniem Paula przyczyną może być niedobór śluzu, który wysusza jelito.

Łzy, ślina oraz śluz znajdujący się w zatokach oraz w przewodzie pokarmowym składają głównie się z białek glikozydowanych zwanych mucynami. Białka te zaś są tworzone z cukru. Ponadto do ich wytwarzania potrzebne są niektóre mikroskładniki, np. witamina D.

Należy zaznaczyć, że istnieje silna zależność między niedoborami śluzu, jodu i selenu a rakiem przewodu pokarmowego. Paul podaje przykład Polski: z powodu niedoboru słońca i niskiej podaży jodu my, Polacy, mieliśmy najwyższy wskaźnik śmierci z powodu raka żołądka w Europie. Kiedy w roku 1996 rozpoczęto „jodową profilaktykę”, odsetek chorych cierpiących na raka żołądka spadł.

Dieta (Nie)Optymalna

Co ciekawe, Paul wspomina o polskiej diecie optymalnej dra Kwaśniewskiego. Jego zdaniem ten sposób żywienia jest zdecydowanie zbyt ubogi w węglowodany i często prowadzi to ketozy. Paul podaje także przykład Adama Jany, prezesa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Optymalnych, który zmarł z powodu raka żołądka w wieku 64 lat po 17 latach żywienia optymalnego. Wcześniej Karol Braniek, inny lider Stowarzyszenia, zmarł w wieku 68 lat z powodu raka dwunastnicy. Paul przywołuje także wypowiedź jednego z byłych zwolenników diety Kwaśniewskiego: „Odnosiliśmy wrażenie, że przypadki raka jelit, żołądka, dwunastnicy są raczej częste”.

Mając na uwadze powyżej wspomniane informacje sądzę, że to wszystko się „dodaje” (uwielbiam to powiedzenie Mariusza Max Kolonko): zbyt mało węglowodanów prowadzi do niedoborów śluzu, co z kolei może skutkować rakiem. Chyba nikogo już nie muszę przekonywać, że dla każdego z nas cukry są absolutnie niezbędne do utrzymania dobrego zdrowia.  

Nawet wiedźmin Geralt musi jeść węglowodany, by mieć siłę walczyć z potworami (źródło obrazka).

(Pan Jaskiniowy ostatnio nie mówi o niczym innym jak o Wiedźminie III, więc i mi się udzieliło) 😉

Final thought

Sama osobiście popełniłam błąd, który popełnił Paul Jaminet. Uważałam, że węglowodany z warzyw zupełnie mi wystarczają. Niestety, jest to myślenie błędne i dlatego chcę Was przed nim przestrzec. Bez węglowodanów nie jesteśmy sobą, umysł pracuje fatalnie, obniża się libido.

Myślę, że dla większości z nas zalecenia Paula okażą się optymalne. Ja osobiście po sugerowanym przez Paula dziennym spożyciu skrobi czuję się bardzo dobrze, czego i Wam życzę z całego serca 🙂 Chciałabym jednak zaznaczyć, że model Paula jest jedną z wielu możliwości odżywiania się. Spróbujcie, przetestujcie. A nuż poczujecie się na takiej diecie wspaniale? Wiadomo jednak, że nie ma doskonałej diety dla wszystkich i że to, co będzie dobre dla sąsiada, u Ciebie okaże się nieskuteczne.

Wiem także, że niektórzy z Was cierpią uskarżają się na niemożność trawienia węglowodanów lub różne przykre sensacje po ich zjedzeniu. W następnym artykule spróbuję przedstawić możliwe przyczyny tych trudności.

A na koniec zaprezentuję Wam jeszcze krótkie wideo pokazujące skok adrenaliny po spożyciu sacharozy. Jeśli Twoje dziecko jest nadpobudliwe, spróbuj ograniczyć mu cukier. Powinno pomóc 🙂

 

Trzymajcie się zdrowo!

~ O błędach popełnianych na protokole autoimmunologicznym (AIP) ~

Ostatnio pojawia się coraz więcej osób, które mają problemy na protokole autoimmunologicznym. Niby powinny tryskać energią, a tymczasem czują się gorzej niż przed dietą! Dlatego też postanowiłam przedstawić możliwe przyczyny pogorszenia samopoczucia, bazując oczywiście na doświadczeniach własnych. Mam nadzieję, że dzięki temu tekstowi unikniecie błędów, które popełniłam ja.

A jeśli podoba Ci się mój blog, oddaj na mnie głos w konkursie Blog Roku 2015! 🙂

(UWAGA! Jeśli przeszliście na protokół pod okiem dietetyka/lekarza, stosujcie się do jego zaleceń, a w razie wątpliwości się z nim konsultujcie. Poniższy tekst kieruję głównie do osób, które na protokół przeszły (lub planują przejść) same. Oczywiście polecam konsultację z fachowcem, bo nie ma co ukrywać, że protokół to restrykcyjna dieta i łatwo doprowadzić do niedoborów. Rozumiem jednak, że niektórzy z Was mogą nie dysponować odpowiednimi finansami. W takiej sytuacji chyba jednak lepiej nie porywać się samemu na protokół, a spróbować na początek tylko diety bezglutenowej i bezmlecznej).

Protokół autoimmunologiczny to dieta opracowana dla osób walczących z problemami trawiennymi oraz z przeróżnymi chorobami autoimmunologicznymi (Hashimoto zajmuje tu bezsprzecznie pierwsze miejsce; protokół może być jednak także panaceum na reumatyczne zapalenie stawów, alergie, chorobę Leśniowskiego-Crohna, toczeń, łuszczycę a nawet stwardnienie rozsiane). Jego celem jest wykluczenie wszystkich pokarmów, które potencjalnie mogą wywoływać reakcję układu immunologicznego (spis takich pokarmów znajdziecie tutaj). W założeniu protokół powinien trwać co najmniej miesiąc, ale nie przekraczać trzech miesięcy. Po zakończeniu protokołu po kolei wprowadzamy pokarmy i obserwujemy reakcję organizmu (Uwaga! Części pokarmów nie zaleca się wprowadzać ponownie, np. tych glutenowych).

Warto zaznaczyć, że zdecydowanie się na protokół autoimmunologiczny (AIP) wcale nie gwarantuje sukcesu. Pomimo to wiele osób rozpoczyna tę dietę, traktując ją często jako ostatnią deskę ratunku. Podobnie było w moim przypadku, a że nie konsultowałam się z dietetykiem, do wszystkiego musiałam dojść sama. Chciałabym jednak tutaj zaznaczyć, że nawet korzystanie z pomocy specjalisty nie zawsze jest w stanie ustrzec nas przed błędami: jeśli dostajemy tylko ogólne wytyczne, a posiłki zaplanować musimy sami, może okazać się to problematyczne (a zwłaszcza zachowanie równowagi między białkami, węglowodanami i tłuszczami). Ponadto ludzie są tylko ludźmi i specjalistom, tak jak każdemu, zdarzają się błędy. Dlatego w razie wątpliwości pytaj! Nie każdy organizm musi zareagować dobrze na dany plan dietetyczny.

A jeśli jesteś już na protokole i zamiast tryskać energią nie masz siły na nic, przyczyny mogą być następujące:

1. Jesz za mało węglowodanów

Mimo że nie jestem dietetykiem, obstawiam, że to najczęstsza przyczyna pogorszenia samopoczucia na protokole. 100 gramów węglowodanów dziennie jest absolutną koniecznością (niektórzy ponoć czują się dobrze dopiero przy 150 lub 200 gramach… To już jest jednak kwestia osobnicza). Brak węglowodanów prowadzi do zaburzeń hormonalnych, co zwłaszcza u osób chorych na Hashimoto może okazać się zwyczajnie niebezpieczne i objawiać się np. zatrzymaniem miesiączki.

Kontrola ilości spożywanych cukrów jest zatem absolutną koniecznością. Jak to zrobić? Najlepiej kupić sobie wagę kuchenną i ważyć to, co się je (nie codziennie, oczywiście, wystarczy co parę dni w ramach kontroli). Następnie należy skorzystać ze strony NutritionData.com i wprowadzić tam odpowiedni produkt. Strona jest bardzo dokładna i gdy przykładowo wpiszemy marchewkę („carrot”) otrzymamy całą listę jej wartości odżywczych zależnie od metody przygotowania: mamy więc marchew surową, gotowaną na parze, w wodzie, z solą, bez soli… Strona ta jest naprawdę praktyczna, bo pokazuje nam nie tylko wartość kaloryczną, ale także wszystkie witaminy i pierwiastki, które dany pokarm zawiera.

Jeśli jednak nie czujecie się na siłach, by korzystać ze strony angielskiej, istnieje także bardzo użyteczna strona w języku polskim: Fatsecret. Nie trzeba się na niej logować, wystarczy wpisać u góry pożądany produkt.

Wiem, że w tym miejscu pojawi się pytanie: a skąd brać węglowodany? Najlepszym ich źródłem na protokole są owoce (przede wszystkim platany, które cierpliwie próbuję rozpowszechnić, a także banany, ananasy, pomarańcze, brzoskwinie… I wiele innych). Tylko tutaj ważna uwaga: dla niektórych osób owoce w zbyt dużej ilości mogą okazać się szkodliwe ze względu na wysoką zawartość fruktozy (np. w winogronach) oraz błonnika. A zatem sami musicie dojść do optymalnej dla Was ilości lub skonsultować się z dietetykiem (zwłaszcza, jeśli cierpicie na insulinooporność).

Specjaliści mogą Wam jednak zalecić odstawienie niektórych owoców (choćby bananów) co najmniej na miesiąc. Zapytajcie ich wtedy koniecznie o alternatywne źródło węglowodanów. Jeśli nie jecie owoców, pozostaje oczywiście sięgnąć po warzywa… Ale z tych może być ciężko uciułać odpowiednią ilość cukrów, no chyba że żywilibyście się głównie batatami. To jednak grozi Wam bankructwem, bo dość drogie te bulwy są 😉

Żeby podbić węgle idealna wydaje się tapioka (cassava) oraz mąka z niej przygotowywana. W 100 gramach mąki znajdziecie aż 88 gramów węglowodanów! Niestety, tapioka wykluczona jest z protokołu (wspomina o tym PaleoMama – Sarah Ballantyne tutaj), ale zapytajcie Waszego dietetyka, po jakim czasie radzi ją Wam wprowadzić. Być może zdołacie spróbować już po miesiącu – i tym sposobem możecie spać spokojnie, bo z tapioką niedobór węglowodanów Wam nie grozi. Podobnie ma się rzecz z innymi mąkami – np. z kasztanów jadalnych czy z żołędzi.

Uwaga! Niestety przy niektórych schorzeniach radzi się znaczne ograniczenie węglowodanów. Często trzeba wybrać tutaj mniejsze zło: czuć się fatalnie z powodu braku cukrów, czy czuć się fatalnie z powodu dolegliwości jelitowych… Zawsze można też próbować małych porcji węglowodanów kilka razy dziennie (to jednak należy skonsultować z dietetykiem).

2. Jesz zbyt mało

Wbrew pozorom na protokole trzeba liczyć kalorie. Zejście zbyt nisko może być tragiczne w skutkach… a o to nietrudno. Ponownie odsyłam Was do stron (tej i tej), byście obliczyli, ile spożywacie kalorii w ciągu dnia. Jeśli poniżej 1700, to zdecydowanie zeszliście zbyt nisko. 

3. Jesz zbyt mało różnorodnie

Jeśli Twoje codzienne menu składa się z marchewki i buraka, popełniasz ogromny błąd. Na protokole musimy wybitnie dbać o różnorodność pokarmów, żeby nie zabrakło nam żadnego składnika odżywczego. Dlatego też polecam wzbogacić dietę o szeroki wachlarz warzyw i (jeśli nie macie z nimi problemów) owoców. Im więcej kolorów na talerzu, tym lepiej! Do tego oczywiście włącz ryby morskie (np. makrele, szprotki, śledzie). Na mnie działają znakomicie 🙂

4. Jesz zbyt mało tłuszczu

Gram węglowodanów dostarcza nam 4 kcal, gram białka – również 4 kcal, a gram tłuszczu – 9 kcal! Dlatego jeśli postanowiliście zmniejszyć spożycie węglowodanów z powodu problemów trawiennych, energię musicie zacząć czerpać z tłuszczu. Niestety, nie ma innej opcji.

Mimo to trzeba jednak pamiętać, że sam tłuszcz to mało. Dieta powinna opierać się na warzywach (które są co prawda pełne witamin, ale niezbyt kaloryczne, niestety), zaś tłuszcz ma dać nam uczucie nasycenia.

Kombinowanie na własną rękę to oczywiście odważny krok, więc polecam konsultację z dietetykiem (na tym blogu dzielę się tylko swoimi doświadczeniami, a że każdy jest skonstruowany inaczej, sugerowanie się moimi subiektywnymi przeżyciami może okazać się dla kogoś zgubne). W przypadku diety wysoko tłuszczowej naprawdę radzę udać się do specjalisty, zwłaszcza w wypadku insulinooporności i cukrzycy. Jeśli całe życie jedliście przede wszystkim węglowodany, łatwo popełnić błąd przy nagłej zmianie diety. Może się też okazać, że źle trawicie tłuszcz i jesteście stworzeni do jedzenia węglowodanów (tak jak ja). Dziś już wiem, że dieta wysoko tłuszczowa w moim przypadku się nie sprawdza, dlatego radzę zachować ostrożność i najlepiej skonsultować się z fachowcem.

5. Jesz zbyt dużo mięsa

Nie istnieją co prawda ścisłe zalecenia dotyczące spożycia mięsa (chyba że posłużymy się proporcją Kwaśniewskiego), jednak moim zdaniem mięso do każdego posiłku to za dużo. Warto pamiętać także, że aby uzyskać z białka 100 kcal nasz organizm musi na proces trawienia zwydatkować aż 30 kcal energii, a ponadto trawienie mięsa to proces powolny. Część osób skarży się także na problemy trawienne po zjedzeniu mięsa i dlatego korzystniejsze będzie dla nich ograniczenie jego spożycia. Uwaga! Jeśli dietetyk zalecił Ci spożywanie białka przy każdym posiłku, stosuj się do jego zaleceń! W moim wypadku dwie porcje dziennie (na śniadanie i obiad) w zupełności wystarczają.

6. Przeszedłeś na protokół zbyt pospiesznie

Jeśli do tej pory stosowałeś standardową dietę (gluten, ziemniaki, ryż, kasze, słodycze, nabiał) nie przejdziesz na protokół w jeden dzień. Cóż, powiedzmy, że teoretycznie MOŻESZ to zrobić, ale ja szczerze nie polecam.

Organizm potrzebuje czasu, by przestawić się na nowy sposób odżywiania. Jeśli do tej pory większość energii czerpałeś z węglowodanów, a teraz pragniesz czerpać ją z tłuszczu, działaj stopniowo. Kiedy nagle zabierzesz organizmowi większość jego podstawowego paliwa, skutki mogą być opłakane.

7. Cierpisz na niedobory witamin lub minerałów

Przed przejściem na protokół warto gruntownie się przebadać i ustalić z lekarzem potrzebną suplementację. Praktycznie wszyscy potrzebujemy syntetycznej witaminy D (bo w naszym kraju miodem płynącym niestety słońca często nie uświadczysz…), a do tego często K2. Potrzebna może być też np. witamina B12, selen, magnez… Ostrzegam jednak, by nie suplementować się na ślepo, tylko uzgodnić ją z zaufanym lekarzem/naturopatą, a przynajmniej wykonać badania. Do tego nie polecam zażywania dużych dawek suplementów – np. nadmiar witaminy D może prowadzić do niedoborów magnezu [źródło].

8. Cierpisz na niedobór wapnia

Jeśli przestałeś spożywać nabiał i nie zadbałeś o alternatywnie źródło wapnia, po dwóch-trzech miesiącach możesz zacząć odczuwać skutki tej decyzji. Więcej o wapniu w tym artykule.

9. Nie trzymasz się ściśle diety

Na protokole obowiązuje niestety zasada  – wszystko albo nic. Nie ma wyjątków od diety, imienin cioci czy wyjścia z przyjaciółmi. Nawet śladowe ilości (np. glutenu) mogą okazać się szkodliwe.

10. Spożywasz lekarstwa z substancją, której nie tolerujesz

Niestety, większość leków zawiera współcześnie wypełniacze zabronione na protokole, np. skrobię kukurydzianą czy ziemniaczaną lub laktozę… Dlatego trzeba zapytać lekarza lub farmaceutę o możliwe zamienniki, chociażby syntetycznego hormonu tarczycy. Ja np. na Letroxie czuję się znacznie lepiej niż na Euthyroxie, który zawiera laktozę.

11. Przyczyna Twoich dolegliwości leży gdzie indziej

Jeśli protokół nie przyniósł Ci ulgi, może to oznaczać, że musisz szukać dalej… Może to Candida, może jakiś pasożyt, może nadnercza źle pracują… Warto jednak dać sobie trochę czasu i nie oczekiwać cudownych efektów diety po tygodniu.

12. Na protokole jesteś zbyt długo

Nie można protokołu przedłużać w nieskończoność. Wiadomo, że różne mamy możliwości finansowe i różny dostęp do produktów żywnościowych… Pułapką może być opieranie swojej diety na mało różnorodnych pokarmach. W ten sposób przestajemy dostarczać sobie potrzebnych witamin i minerałów.

Po wyjściu z protokołu warto spróbować wprowadzić do diety wartościowe pokarmy takie jak np. żółtka jaj (białka warto zostawić na później, bo zazwyczaj to one bardziej alergizują) czy kiełki (na protokole także można jeść kiełki, ale nie te z roślin strączkowych; są one jednak na tyle wartościowe że warto później zobaczyć, czy będziemy na nie reagować. Ja osobiście po kiełkach soczewicy czuję się bardzo dobrze).

13. Masz słabo zakwaszony żołądek

Punkt ten dodaję po bardzo cennej uwadze czytelniczki. Wielu z nas ma problem z zakwaszeniem żołądka. Przyjęło się uważać, że problemem jest nadmierna produkcja kwasu żołądkowego i stąd w aptekach spotkać można niebotyczne wręcz ilości preparatów na jego neutralizację… Otóż nie tędy droga. Wiele współczesnych problemów wynika właśnie z niedokwaszenia (choćby trudności w trawieniu białek). Jak jednak sprawdzić czy nasze zakwaszenie jest dostateczne? Jerzy Zięba proponuje na to prosty test (dosłowny cytat z tej strony):


„Do przetestowania tego czy żołądek jest zakwaszony czy nie, używamy 1/2 szklanki wody i 1/2 łyżeczki SODY jeśli „odbicie” gazem (CO2) nastąpi przed upływem 90 sekund, możemy uznać, że zakwaszenie żołądka jest prawidłowe.
Jeśli nastąpi to później, zakwaszenie jest już mniejsze, a jeśli nastąpi to po 3 minutach, albo wcale… wtedy można uznać, że zakwaszenie jest niedostateczne”.

Jeśli potrzebujemy dokwaszenia żołądka, Jerzy Zięba daje taką oto receptę (cytat z tego samego miejsca):

„Do zakwaszenia żołądka używamy (u dorosłej osoby) ok. 1/4 szklanki wody i dwie łyżki octu jabłkowego. Dla dziecka odpowiednio mniej np. 1 łyżeczka octu.
 Oczywiście, zakwaszenie żołądka robimy ok. 10 -15 min PRZED każdym posiłkiem, szczególnie jeśli jest to posiłek wysokobiałkowy (mięso, warzywa)”.

Czasem jednak ocet nie daje rady i jest autentycznie za słaby. Wtedy poleca się zakup Betainy HCL (kwas solny) z pepsyną (np. firmy NowFoods, sama taką nabyłam, chociaż praktycznie w ogóle jej nie używam – po prostu nie czuję potrzeby). Można także zakupić enzymy trawienne, ale ja nic nie polecam poza konsultacją ze specjalistą, bo nie jestem lekarzem, tylko filologiem-kucharką z zainteresowaniami zdrowotnymi 🙂

UWAGA! Gdy cierpisz na jakikolwiek stan zapalny żołądka, kwas solny absolutnie nie jest dla Ciebie! Jeśli jednak temat zakwaszenia Cię zaciekawił, odsyłam do zaufanego lekarza 🙂

Na koniec jeszcze jedna uwaga: na początku protokołu możecie czuć się źle, jako że organizm oczyszcza się i przestawia na nową dietę. Jeśli jednak Wasze złe samopoczucie utrzymuje się, a jesteście pewni, że nie popełniajcie błędów, skonsultujcie się z lekarzem lub dietetykiem.

Życzę Wam jednak, żeby protokół Wam pomógł i obyście czuli się na nim kwitnąco i radośnie 🙂

 

Trzymajcie się zdrowo!

A jeśli podoba Wam się to, co robię, zachęcam do polubienia mojej strony na facebooku.

P.S. Urodziłam już 49 stron pracy magisterskiej! Jestem z siebie naprawdę dumna 😀

~ Jaki jest związek między witaminą C, szkorbutem, zawałem serca i udarem mózgu? ~

Dziś będzie artykuł z serii: „O czym lekarze nie mówią (bo pewnie sami nie wiedzą)”. Artykuł smutny, ale (mam nadzieję) ogromnie pomocny.

(Większość informacji dziś przeze mnie przedstawionych jest efektem pracy dra Ratha. Zachęcam Was do obejrzenia tego wideo, które wspaniale pokazuje to, co opisałam).

Zawał serca i udar mózgu należą do jednych z najczęstszych przyczyn zgonów w Polsce. Corocznie na zawał zapada prawie 90 tysięcy osób [1], zaś przypadków udaru w roku 2011 zanotowano dokładnie 93 232. Koszty leczenia drugiej grupy pacjentów wyniosły 545 050 000 złotych, do której to kwoty należy doliczyć także koszty następstw poudarowych, czyli stałą niepełnosprawność wymagającą pomocy w postaci rehabilitacji oraz wszelkiego rodzaju zasiłków rehabilitacyjnych bądź rentowych [2]. Koszty leczenia zawału serca wynoszą z kolei 15 000 złotych [3]. Pomnóżmy to przez liczbę osób zapadających rokrocznie na to schorzenie, a wyjdą nam niebagatelnie wysokie koszty: 1 350 000 000. Właśnie tyle: prawie półtora miliarda złotych rocznie. Dodajmy do tego koszty leczenia udarów, a otrzymamy niemal dwa miliardy złotych.

Gdybyśmy tylko znali przyczynę tych schorzeń! Ileż pieniędzy można by zaoszczędzić!

Zaraz, zaraz… Przecież o przyczynach trąbi się wszem i wobec: zła dieta bogata w tłuszcz, palenie papierosów, siedzący tryb życia, stres… Ale czy tylko?

Szkorbut a zapotrzebowanie na witaminę C

Szkorbut to jednostka chorobowa praktycznie nieistniejąca w dzisiejszych czasach. Niegdyś cierpieli na nią marynarze, więźniowie oraz wszyscy ci, którzy narażeni byli na chroniczny niedobór witaminy C. Dziś na szczęście doskonale wiadomo o konieczności przyjmowania tej witaminy i ustalone jest jej bezpieczne dzienne spożycie: ok. 70 mg na dzień [4]. Powinniśmy więc spać spokojnie. Chociaż…

Niestety, moi drodzy, ale wiele wskazuje na to, że dzienne zapotrzebowanie na tym poziomie to bzdura. I mamy peszek!

70 mg na dobę to dawka, która ma zapobiec szkorbutowi. Czyli tak naprawdę utrzymuje nas ona na granicy szkorbut-brak szkorbutu. W rzeczywistości dzienne zapotrzebowanie na witaminę C jest znacznie wyższe.

W książce „Ukryte terapie” Jerzy Zięba [5] podaje przykład dra Hugh Riordana, który to w ramach eksperymentu zmierzył sobie zawartość witaminy C we krwi. Była w normie – 1,3-1,7 mg/dL. Przydarzył mu się jednak wypadek i ugryzł go pająk. Po tym incydencie ponownie zbadał poziom witaminy C i… Praktycznie nie mógł jej wykryć! Co ciekawe, dopiero oo pięciu dniach codziennego dożylnego przyjmowania 15 gramów witaminy C dożylnie (razem 75 gramów) jej poziom we krwi wrócił do normy (2014: 63-64). W świetle tego zajścia warto więc zapytać się: Co więc daje nam 70 mg na dobę? Nic, praktycznie nic.

W tym miejscu pozwolę sobie zaznaczyć rzecz niezwykle ważną: nie trzeba oczywiście zażywać takich niebotycznych ilości. Trudno jest znaleźć ścisłe zalecenia, ale dane Kliniki Mayo mówią, że górny limit to 2000 mg dziennie i bardzo rzadkie są skutki uboczne, do których należą: biegunka, mdłości, wymioty, zgaga, gazy, bóle głowy, bezsenność, kamienie nerkowe [6]. Postarajcie się więc jeść wystarczającą ilość witaminy C z warzyw i owoców i suplementujcie się w ilości rozsądnej. Zdaniem Paula Jamineta dziennie powinniśmy sobie dostarczać 500-1000 mg witaminy C i sądzę, że jest to dawka bezpieczna i zdrowa [źródło].

Jerzy Zięba opisuje także praktyki dra Roberta F. Cathcarta, który skutecznie leczył dużymi dawkami witaminy C z wielu schorzeń. Zainteresowanych odsyłam do książki lub do tego wykładu.

Złote lekarstwo: witamina C

Fakty, jak widać, są bezlitosne: ludzkość cierpi na chroniczny niedobór witaminy C. A skoro jest niedobór, jest także i szkorbut (!).

Wielu z Was pamięta pewnie, gdy w szkole podstawowej uczono nas o szkorbucie i o marynarzach. Jednak założę się, że tylko nieliczna grupka pamiętać będzie skutki tej choroby, czyli (cytat z [7]):

  • bóle mięśni, stawów i kości (wynik krwawień);
  • patologiczne złamania;
  • ogólne osłabienie;
  • zapalny przerost dziąseł, chwianie się i wypadanie zębów;
  • słabe gojenie ran oraz
  • samoistne krwawienia (niedobór kolagenu w ścianach naczyń krwionośnych).

I tym oto sposobem wracamy do zawałów i udarów.

Wraz ze szkorbutem/niedoborem witaminy C (a co za tym idzie – niemożnością wyprodukowania włókien kolagenu) ściany tętnic ulegają osłabieniu i tracą spójność. A że proces ten trwa latami, organizm ma czas, by zareagować w sposób bardzo prosty i logiczny – wysyła sygnał do wątroby, by ta zwiększyła produkcję lipoprotein, niosących ze sobą cholesterol i tłuszcz. Cząsteczki te „łatają” szczeliny spowodowane brakiem kolagenu/witaminy C i tak łatają i łatają… Aż do powstania złogów miażdżycowych. Jeśli złogi te powstaną w naczyniach krwionośnych serca i będą narastać aż do momentu zatkania ich – mamy zawał. Jeśli zaś mamy to nieszczęście, że zablokowane zostaną tętnice mózgu – mamy udar.

Podsumuję: niedobór witaminy C (a także innych witamin i minerałów) prowadzi do niemożności wyprodukowania odpowiedniej ilości kolagenu, co z kolei wiąże się z powstawaniem złogów miażdżycowych i może doprowadzić do udaru mózgu lub zawału.

Czy jest na to lekarstwo? Większość z Was powinna odpowiedzieć twierdząco. Wystarczy jeść witaminę C. Dużo i codziennie. A to tego warto zwiększyć spożycie dwóch aminokwasów – proliny i lizyny, które pomogą usunąć już istniejące złogi miażdżycowe. (A gdzież te magiczne aminokwasy można znaleźć? We wszystkim, co ma kolagen: rosole na kościach, zimnych nóżkach, żelatynie…).

Tragiczna rzeczywistość

Nie brzmi to wszystko zbyt skomplikowanie, prawda? Jest wręcz banalnie proste. Czy więc lekarze o tym nie wiedzą?…

Jaka by nie była tego przyczyna, sytuacja jest tragiczna. Zła dieta oraz niedobory witamin (przede wszystkim witaminy C) prowadzą corocznie prawie 200 000 polaków do zawału i udaru, co kosztuje nas prawie 2 miliardy złotych. Do tej kwoty należy jeszcze dodać koszty kampanii społecznych mających zniechęcić do palenia czy jedzenia tłuszczu. Wszystkie te przyczyny łączą się w bardzo smutny obraz.

Zacznijmy od cholesterolu. Wszędzie mówi się, że taki on niedobry, tak go trzeba unikać, powstają coraz to nowe leki na obniżenie jego stężenia we krwi… Rzadko kto mówi jednak, że podwyższony cholesterol jest tylko OBJAWEM choroby, a jedną z jego przyczyn jest niedobór witaminy C. Samo obniżanie poziomu tego składnika nic nie da. Niezbędna jest zmiana żywienia. Zainteresowanych tematem odsyłam [tutaj].

Z paleniem też jest (nie)wesoło. Wystarczy nadmienić, że jeden papieros niszczy 25 mg witaminy C [8]. Znam ludzi, którzy wypalają 10 „dymków” dziennie, ale są też tacy, którzy i całej paczce podołają. Prosty rachunek matematyczny pozwala nam obliczyć, że palacze dziennie tracą od 250 do 500 mg witaminy C (!). Proszę mi teraz wskazać osobę, która dbałaby o pokrycie tych niedoborów… Las rąk widzę, nie ma co.

Warto pamiętać jednak, że efekty niedoboru narastają w nas latami i tydzień suplementacji witaminą C nie przyniesie natychmiastowych efektów. Należy jednak być cierpliwym, bo zmiany są odwracalne, lecz potrzeba na to dużo, dużo czasu.

Medycyna komórkowa, czyli odkrycia dra Ratha

Wiedzę na ten temat zawdzięczam doktorowi Matthiasowi Rathowi [na dole strony dodałam sprostowanie tyczące się tej postaci]. Jest on lekarzem i naukowcem, który poprzez swoje badania udowodnił, że skuteczne leczenie chorób musi zaczynać się już na poziomie komórki. Celem leczenia powinno być znalezienie przyczyn schorzenia, którymi są najczęściej niedobory witamin, minerałów, pierwiastków śladowych czy aminokwasów [9].

Podstawowe założenia medycyny komórkowej to (dosłowny cytat z [10]):

  • „zdrowie i choroba rozstrzygają się na poziomie milionów komórek naszego ciała – najmniejszych jednostek ludzkiego organizmu.
  • każda komórka potrzebuje odpowiedniej ilości składników odżywczych w celu zapewnienia optymalnego przebiegu procesów metabolicznych. Chroniczny niedobór mikroelementów prowadzi do upośledzonej pracy komórek.
  • długotrwały niedobór składników odżywczych niezbędnych do optymalnego wytworzenia energii biologicznej jest najczęstszym powodem choroby sercowo-naczyniowej, ze względu na  szczególnie wysokie zapotrzebowanie tego układu w bioenergię.
  • długotrwały niedobór składników odżywczych niezbędnych do optymalnej produkcji tkanki łącznej jest częstym powodem nieprawidłowej funkcji układu kostnego i wielu innych organów, jak również rozprzestrzeniania się procesów nowotworowych
  • kluczem do sukcesu w profilaktyce i leczeniu chorób chronicznych i nowotworowych jest optymalny dodatek niezbędnych komórkowych składników odżywczych do dziennej diety”.

Warto nadmienić także, iż doktor Rath jest autorem książki „Dlaczego zwierzęta nie dostają zawałów serca… tylko my ludzie” (możecie przeczytać ją tutaj za darmo). Odpowiedź na to pytanie jest dziecinnie prosta: zwierzęta same produkują witaminę C. My zaś mamy tego pecha, iż związek ten musimy dostarczać wraz z pożywieniem.

Źródła witaminy C

Po przeczytaniu tego artykułu każdy z Was będzie chciał pewnie pobiec do apteki po zapas witaminy C. Zanim to jednak zrobicie, pamiętajcie że:

  • syntetyczna witamina C (kwas askorbinowy) nigdy nie będzie wchłaniana przez nas tak dobrze, jak witamina C naturalna. Ponadto pojawiają się głosy, że syntetyk to kwas prawoskrętny – kiepsko wchłanialny. Ile w tym jest prawdy – nie wiem. Badania nie były prowadzone.
  • można kupić kwas L-askorbinowy (teoretycznie jest lewoskrętna). Trzeba jednak pamiętać,  że witamina C to coś więcej niż ten kwas. Składa się także z rutyny, współczynników p i j oraz tyrozynazy [11];
  • najlepsze są naturalne źródła witaminy C, czyli owoce, warzywa i zioła (zawartość wit. C w 100 gramach produktu na podstawie [12]): surowa acerola (1677mg), papryka chili surowa (242mg), żółta słodka papryka (183mg), suszone liście kolendry (567mg), surowe pączki dzikiej róży (426mg), świeży tymianek (160mg), pietruszka (133mg), pomarańcze (136mg),  surowy jarmuż (120mg), pomidory (12,5 mg), kiwi (92,7 mg), surowe brokuły (89mg), ananas (47,8mg), grejpfrut (31,2mg)…

Osobiście kupiłam też kwas l-askorbinowy, który jem z owocami lub warzywami. Liczę, że w takim towarzystwie chociaż jego część się wchłonie 😉

A na zakończenie…

Zostawiam Was z pracą domową. Po pierwsze: natychmiast zwiększcie spożycie witaminy C i kolagenu.

Po drugie: jeśli palicie, to albo rzućcie ten nałóg, albo natychmiast zwiększcie spożycie witaminy C i kolagenu.

Po trzecie: uświadomcie bliskich i znajomych, aby natychmiast zwiększyli spożycie witaminy C i kolagenu.

JEŚLI NA ZAWAŁ NIE CHCESZ PAŚĆ, WITAMINY C ZJEDZ CODZIENNIE GARŚĆ!

(Rym prosty, ale mam nadzieję, że przemawia do wyobraźni).

Trzymajcie się ciepło i zdrowo!

P.S. Chciałabym jeszcze dodać, żebyście nie zapominali o odpowiedniej diecie, ćwiczeniach i ograniczaniu stresu. Nawet jeśli zwiększycie spożycie witaminy C, a Wasza dieta będzie bogata w cukier i tłuszcze trans, ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego Was nie omie. Pamiętajcie więc: wszystko z głową!

 

 A jeśli chcielibyście mnie polubić na fejsie (chociaż wiem, że i tak mnie lubicie, hihi), zapraszam tutaj.

 UWAGA: Informacje zawarte na tej stronie absolutnie nie mają charakteru porady lekarskiej. Ja tylko gotuję  😉

I jeszcze raz film, dla tych, co nie obejrzeli na początku:

https://www.youtube.com/watch?v=JuufeaJPRsg

.

Uwaga! Pozwolę sobie dodać sprostowanie do powyższego artykułu, gdyż otrzymałam właśnie od mojej siostry bardzo (nie)ciekawe informacje na temat dra Ratha. Wiedziałam, że zajmuje się on sprzedażą swoich suplementów, ale nie miałam pojęcia, że prowadził on kontrowersyjne badania w Afryce, w wyniku których kilka osób zmarło (wspomina o tym Wikipedia). Przykre to niezmiernie, kiedy ludzie, którzy mają wiedzę i środki by rewolucjonizować świat na lepsze sami zmieniają się na gorsze. Co jednak najważniejsze: Badania, które prowadził na temat witaminy C miały miejsce na początku jego kariery, kiedy (mam nadzieję) był obiektywny. Żeby jednak mieć pewność, poszukałam innych źródeł (gdyż absolutnie nie chcę podawać tutaj informacji niepewnych lub takich, które mogłyby komuś zaszkodzić). Znalazłam badania (tutaj), które wspominają, że witamina C może przyczynić się do obniżenia całkowitego poziomu cholesterolu, aczkolwiek fakt ten wymaga dalszych badań. Z kolei na stronie Uniwersytetu Maryland wspomina się, że niektóre badania (choć nie wszystkie), pokazują, że witamina C działając jako antyoksydant może spowolnić proces arteriosklerozy (miażdżycy). Inne badania pokazują, że witamina C może sprzyjać utrzymaniu elastyczności żył. Warto też zapoznać się z [tym] artykułem. Moim zdaniem te dane są wystarczające by zadbać o zwiększenie podaży witaminy C w pożywieniu i (opcjonalnie) w suplementach. Mimo tych smutnych informacji tyczących się dra Ratha postanowiłam zachować informacje znajdujące się w powyższym artykule. Mam szczerą nadzieję, że komuś uratują zdrowie (a nawet życie).

 Źródła:

[1]  http://www.gazetalekarska.pl/?p=4647

[2] http://www.aterotromboza.org.pl/publikacja,1889.html

[3]http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1688026,3,mozemy-obnizyc-koszty-leczenia-sercowcow,index.html

[4] http://zdrowie.med.pl/witaminy/witc_3.html

[5] Zięba, J (2014). „Ukryte terapie”. Rzeszów, EGIDA.

[6] http://www.mayoclinic.org/healthy-lifestyle/nutrition-and-healthy-eating/expert-answers/vitamin-c/faq-20058030

[7] http://pl.wikipedia.org/wiki/Szkorbut

[8] http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/nalogi/co-robic-zeby-zmniejszyc-skutki-palenia-papierosow_34879.html

[9] http://www.dr-rath-koalicja.pl/aboutus/co_to_jest_medycyna_komorkowa.html

[10] http://www.dr-rath-koalicja.pl/aboutus/podstawy_medycyny_komorkowej.html

[11] http://www.pepsieliot.com/yyy-nawet-kwas-l-askorbinowy-nie-jest-witamina-c/

[12] http://nutritiondata.self.com/foods-000101000000000000000-1w.html?