~ Smażone cynamonowe platany w panierce ~

Muszę przyznać uczciwie: tak przygotowane platany są absolutnie nieziemskie. Chrupiące i jednocześnie rozpływające się w ustach. Słodkie – i to bez dodatku cukru! Mają tylko jedną zasadniczą wadę: znikają z talerza zdecydowanie za szybko. Tata mój ocenił je na 100000/10. Lepszej rekomendacji nie trzeba  : )

Wiem, że ostatnio publikuję rzadko (ku mojej niezmiernej rozpaczy), ale pochłania mnie praca magisterska. Idzie mi to jak krew z nosa. Czasem nawet robię wszystko, byle tylko jej nie pisać… W takich sytuacjach wolę się jednak blogiem nie zajmować, by nie generować wyrzutów sumienia. Liczę na Waszą wyrozumiałość i cierpliwość : )

Składniki (dla jednej osoby):

~ jeden duży żółty (a nawet już czerniejący) platan (Jeśli nie wiecie, czym są platany, pisałam o nich tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie i w nielicznych sklepach, rozpowszechnijmy je! Proszę Was też o intensywny mailing).

~ 30 gramów mąki z tapioki (inna skrobia też na pewno zadziała, choć nie gwarantuję smaku; dla osób na AIP polecam marantę trzcinowatą)

~ trzy-cztery spore łyżki oleju kokosowego

~ czubata łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:

Platana obieramy i kroimy na plasterki o średnicy ok. 0,5 centymetra. Następnie każdy plasterek obtaczamy w mące (warto to robić widelcem, inaczej palce będą się Wam potwornie kleić). Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy (podczas smażenia będzie go trzeba jeszcze uzupełniać zależnie od potrzeb) i układamy platany. Smażymy na średnim ogniu aż do zrumienienia (ok. 8 minut), przewracamy na drugą stronę i również czekamy, aż się zrumienią. Układamy na talerzu i posypujemy cynamonem. Serwujemy na zimno lub na ciepło, w każdej postaci są pyszne  : )

~ Walkę o platany czas zacząć: Platan na polskie stoły! ~

Kochani Moi Czytelnicy, jest nas już na tyle dużo, że możemy zacząć aktywną walkę o wejście platanów na polski rynek. Jak to zrobimy? Wyjdziemy na ulicę. Będziemy krzyczeć. Oblepimy się transparentami głoszącymi „Żądamy platanów!”. A jeśli zajdzie potrzeba, to i nawet będziemy palić platany! (Na wzór palonych opon, z tą jednak różnicą, że platany po spaleniu apetycznie można zjeść). Zanim to jednak nastąpi…

Pierwszą i najłatwiej dostępną linią ataku są listy i maile. Najpierw weźmy się za Biedronkę – nieraz sprowadzali już różne ciekawostki, to i platany sprowadzą. Można napisać do nich bezpośrednio na ich stronie lub na adres mailowy: bok@biedronka.eu.

Przygotowałam dla Was list, który wystarczy skopiować i wysłać (na modyfikacje oczywiście zezwalam, list nie jest objęty prawem autorskim, hihi):

Dzień dobry,

Zwracam się do Was z prośbą o poszerzenie asortymentu sklepu o platany (znane także jako plantany lub banany do gotowania – cooking plantain). Jestem na diecie bezglutenowej/na bezziarnowej diecie paleo z powodów zdrowotnych (niepotrzebne skreślcie) i chciałabym urozmaicić swoje posiłki – a platan nadaje się do tego idealnie! Przez wielu jest uważany za najlepszy substytut mąki, a do tego nigdy nie zawiera nawet śladowych ilości glutenu.

Z dnia na dzień w Polsce przybywa osób szukających alternatywy dla pszenicy. Jestem pewna/y, że platany staną się popularne nie tylko wśród osób chorych na celiakię bądź inne choroby autoimmunologiczne, ale także wśród wszystkich pragnących zdrowo się odżywiać.

Będę wdzięczna/y za rozważenie mojej sugestii.

Serdecznie pozdrawiam/Z wyrazami szacunku:

………………………………………………………………

Im więcej takich listów do Biedronki trafi, tym większa szansa, że platany trafią do nas! Proście rodzinę i przyjaciół, aby także zaangażowali się w naszą sprawę.

Jeśli w Biedronce nie pójdzie, zwrócimy się do Almy. Chociaż jestem dobrej myśli 🙂

I wybaczcie, że rzadko się odzywam. Pochłania mnie praca oraz pisanie pracy magisterskiej. Gdybym tylko mogła, z całą chęcią pisałabym codziennie!

Kiedy już platany pojawią się w sklepach, pamiętajcie, że przepisy na platanowe pyszności znajdziecie w kategorii „Platanowo mi”.

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie dał lajka platanowi, znajdzie go tutaj.

A moja Jaskiniowa Kuchnia kryje się tu.

Trzymajcie się ciepło, zdrowo i platanowo!

~ Sałatka z awokado i mango ~

Przyjęcia za czasów PRL-u prezentowały menu dość klasyczne: śledzik, ogórek, zimne nóżki lub flaki i sałatka (koniecznie z majonezem!). Na szczęście przez ostatnie 20 lat menu imprezowe mocno się zmieniło. Dziś lubimy częstować gości czymś prostym, ale wykwintnym. I szybkim w przygotowaniu, oczywiście! Sałatka z awokado i mango łączy w sobie wszystkie te przymioty. A na dodatek jest pyszna! 🙂

Składniki (dla dwóch osób):

~ cztery obfite garście rukoli

~ jedno awokado

~ pół małego mango

~ garść pestek granatu

~ oliwa z oliwek i sól do smaku

Przygotowanie:

Rukolę układamy na talerzu. Pozostałe składniki kroimy i dekorujemy nimi rukolę. Skrapiamy oliwą z oliwek. Smacznego! 🙂

 

~ Jestem paleo. Jestem eko! ~

Jak ma się paleo do ekologii? Jak pięść do oka? Jak piernik do wiatraka? A może jak frytka do majonezu?

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, ile codziennie produkujecie śmieci? Nie? Cóż, ja także kiedyś nigdy o tym nie myślałam. Teoretycznie docierały do mnie dane o niebotycznej ilości odpadków generowanych przez każdego homo sapiens, ale kto będzie się tym przejmował? Śmieć się wyrzuca i tyle. Po co dłużej zaprzątać sobie nim głowę?

Po kilku tygodniach diety paleo doznałam olśnienia – praktycznie przestałam produkować śmieci! A może raczej – zmienił się ich typ. W koszu zagościły kilogramy obierków, które bardzo szybko lądują w moim przydomowym kompostowniku (będzie z nich później nawóz jak ta lala).

Radość z mojego odkrycia bardzo szybko ustąpiła przerażeniu. Do tej pory codziennie jadłam jogurt czy nawet dwa, co daje nam dwa plastikowe kubeczki rozkładające się ok. 300 lat. Do tego mleko – jedna plastikowa butelka co dwa, trzy dni. Batoniki albo cukierki – urocze papierki będą się rozkładać przez prawie 500 lat. Chleb – kolejne foliowe opakowanie. Masło – folia aluminiowa. Kiełbaski, wędliny, sery – znów plastik! A to tego dochodzą nam jeszcze przeróżne puszki, pudełka (choćby po ryżu czy kaszy), torebki po makaronach. Nie ma się co oszukiwać: każdy nasz posiłek obciąża środowisko. KAŻDY. Kiedy zjesz mały jogurcik, którego prawie nie poczujesz – Matka Natura będzie się z Twoim śmieciem męczyć przez najbliższe 300 lat.

Na szczęście istnieje prosty sposób by to zmienić: dieta. Śmieci które produkuję na paleo to: słoiki po oleju kokosowym i butelki po oliwie z oliwek (na szczęście szkło łatwo ponownie przetopić i użyć); troszkę foliówek po zakupach i plastikowe opakowania po żelatynie (raz na jakiś czas); duuużo obierek i sporo kości (te akurat spalamy w piecu). Czasem dojdą do tego opakowania np. po daktylach, karobie czy orzechach lub puszka po mleku kokosowym. I to tyle.

Dzięki ograniczeniu produkcji śmieci poczułam do paleo jeszcze większą sympatię. I nie tylko do paleo – do każdej diety, która każe nam ograniczyć spożywanie paczkowanych produktów. 

Kiedy będziecie sięgać po kolejny nafaszerowany cukrem jogurt zastanówcie się przez chwilę, czy naprawdę warto. A może lepiej wybrać banana czy jabłko? My na Ziemi pożyjemy jeszcze (w najlepszym razie) kilkanaście lat, ale nasze dzieci i wnuki w pełni odczują konsekwencje naszych dietetycznych wyborów.

Dlatego apeluję: odrzuć śmieciowe jedzenie. Matka Natura będzie Ci za to wdzięczna.

I, jak zawsze, bądźcie zdrowi, Kochani!

~ Zapiekane gruszki z nadzieniem platanowym (bez mąki, jajek, mleka, cukru) ~

Hej ho i czółko Drogim Czytelnikom! Dziś dzień mamy piękny, bo nie dość, że to Dzień Kobiet, to na dodatek pojawiło się słońce. To wystarczyło, by zagnać mnie do kuchni i wyczarować jakąś słodycz. Wybrałam gruszki (uwielbiam je ostatnio, naprawdę). Do tego oczywiście platany, daktyle kokos i… Gotowe. Objadłam się tym deserem niemiłosiernie ; )

Z okazji Dnia Kobiet życzę Wszystkim Czytelniczkom nieustającej radości z gotowania, cudownych mężczyzn, którzy zawsze będą u Waszego boku (ja mam to szczęście, że już na takiego trafiłam) oraz zdrowia, zdrowia, zdrowia!

A jeśli chcielibyście mnie znaleźć, to zapraszam na Jaskiniowego Facebooka.

Składniki:

~ cztery małe lub średnie gruszki o ładnym i regularnym kształcie

~ 1/4 żółtego platana (Jeśli nie wiecie, czym są platany, pisałam o nich tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Na razie platany są dostępne tylko w Selgrosie i w nielicznych sklepach, rozpowszechnijmy je!)

~ cztery suszone śliwki

~ czubata łyżeczka kakao, karobu lub cynamonu

~ 10 łyżek mleka kokosowego

~ cztery łyżki stopionego oleju kokosowego

~ 340 gramów suszonych daktyli

~ 70 gramów mąki kokosowej

Przygotowanie:

1. Zaczynamy od przyrządzenia farszu. Platana mielimy blenderem z pięcioma łyżkami mleka kokosowego. Następnie 1/3 masy przekładamy do innego naczynia, dodajemy trzy śliwki i ponownie mielimy. Ostatnią śliwkę możecie pokroić na bardzo drobno i dodać do nadzienia lub również zmielić.Do pozostałych 2/3 masy masy platanowej dodajemy karob, kakao lub cynamon (ja użyłam karobu). (Uwaga! Zapewne nie wykorzystacie całego farszu. W takim wypadku wystarczy dodać do niego trochę mąki kokosowej i wyjdą ciastka).

2. Następnie przyrządzamy ciasto: daktyle mielimy blenderem z mąką kokosową, olejem kokosowym oraz pięcioma łyżkami mleka kokosowego.

3. A teraz instrukcja obrazkowa, co zrobić z gruszkami:

a) Myjemy:

b) Obieramy ze skórki:

c) Wydrążamy przy pomocy wydrążaczki do jabłek. Uwaga! Musimy to zrobić precyzyjnie i dlatego jest ważne, by gruszki miały ładny, symetryczny kształt:

d) Z powstałych słupków odcinamy górę (z gałązką) i dół:

e) Spody gruszek zatykamy:

f) Gruszki nadziewamy. Najlepiej robić to wąskim trzonkiem łyżeczki:

g) Zatykamy i następnie oblepiamy wcześniej przygotowanym ciastem. Warstwa ciasta będzie gruba, ok. 0,5-0,7 cm.

h) Tak wygląda obklejona gruszka:

i) Podobnie postępujemy z każdą gruszką. Następnie ostrożnie przenosimy je na papier do pieczenia i pieczemy 40 minut w piekarniku nagrzanym do 155 stopni. Ciasto może troszkę popękać, ale tylko troszkę ; )  A tak wyglądają gotowe gruszki:

I życzę smacznego! 😀

~ Dziki gulasz: z sarniny i batatów ~

Jakiś czas temu Luby Mój przyniósł mi w prezencie kawałek sarny. Szkoda, że Pan Jaskiniowy sam nie poluje! Wielce na tym ubolewam: już widzę nas pędzących sobie radosny żywot w niewielkiej jaskini: on przynoszący a to sarnę, a to dzika, ja zaś – radośnie przerabiająca te dary natury. Gdyby to doszło do skutku, stałabym się mistrzynią w oprawianiu dzikiego mięsa. No a tak…

Muszę przyznać, że na dziczyźnie się nie znam. Jadam ją co jakiś czas, ale przygotowaną w sposób wręcz prostacki – gotowaną na parze lub pieczoną (na smaku mi nie zależy, a na wartościach zdrowotnych tego mięsa – lepsze niż dzikie nie istnieje!). Sarna stała się dla mnie wyzwaniem. Znalazłam całkiem ciekawy przepis tutaj i postanowiłam zmodyfikować go nieco zgodnie ze swoimi potrzebami. Wyszło naprawdę smacznie! Gulasz ma kwaskowy posmak, który zostaje przełamany smakiem migdałów.

I jak zawsze zachęcam Was do polubienia Jaskiniowej Kuchni na facebooku. Każde polubienie i komentarz powodują pobudzenie mojego ośrodka nagrody w mózgu. Lajkami przyczyniacie się więc do mojego procesu leczenia  ; )

 

Składniki:

~ kilogram sarniny lub mięsa z jelenia (ja dysponowałam częścią zadnią zwierzęcia)

~ 200 ml octu (zwykłego, nie jabłkowego) + 50 ml wody (możecie też dodać więcej octu, a mniej wody – zależnie od tego, czy lubicie smak kwaśny. Mnie kwaskowość tego gulaszu przypadła do gustu)

~ 20 ziaren jałowca i 4 ziarna ziela angielskiego

~ czubata łyżka rozmarynu

~ 100 gramów namoczonych i obranych migdałów

~ 10 łyżek maranty trzcinowatej lub dowolnej skrobi

~ 3 średnie cebule

~ 350 gramów obranego batata

~ pięć łyżek kwaśnej konfitury z jabłek

~ szklanka wody (lub więcej)

~ sól, pieprz

~ masło klarowane lub smalec do smażenia (to pierwsze jest najlepsze do smażenia dla osób zdrowych; dla tych mających mniej szczęścia zostaje smalec lub olej kokosowy)

Przygotowanie:

1. Mięso kroimy w kostkę. Ewentualne żyły i stwardnienia usuwamy.

2. Jałowiec i ziele angielskie miażdżymy w moździerzu. Ocet z wodą zagotowujemy wraz ze zmiażdżonymi przyprawami. Tą miksturą zalewamy pokrojone mięso i ostawiamy je na ok. 2,5-3 godziny. W międzyczasie kroimy cebulę w piórka a batata w drobną kostkę.

3. Mięso dokładnie obsuszamy ręcznikiem papierowym. Każdy kawałek obtaczamy w dowolnej skrobi.

4. Wcześniej skrojoną cebulę smażymy, aż zacznie brązowieć. Następnie dodajemy mięso i podsmażamy mieszając. Po ok. 5 minutach dodajemy szklankę wody (lub więcej, zależnie od tego, jak wysokie naczynie macie), rozmaryn i dusimy na małym ogniu ok. 45 minut aż do zmięknięcia mięsa.

UWAGA: W tym momencie możecie dodać bataty. W ten sposób bataty nabiorą kwaskowego smaku i przesiąkną potrawą. Możecie też upiec je w piekarniku (150 stopni, 20 minut, termoobieg) i dodać na koniec gotowania – wtedy zachowają słodycz.

5. Gdy mięso zmięknie, dodajemy konfiturę z jabłek i bataty (jeśli nie dodaliśmy ich wcześniej). Na sam koniec wrzucamy migdały. I gotowe! Do tego lampka wina i mamy danie godne człowieka jaskiniowego XXI wieku  : )

 

UWAGA II (edit): Gulasz w smaku jest nieco kwaskowy i nie wiem, czy każdemu będzie odpowiadał ten smak. W razie potrzeby, zmniejszcie ilość octu.