~ Paleo Tortilla z platana ~

Hurra! W Polsce można kupić platany! Są dostępne w Selgrosie. Zapewne nie w każdym, ale jak w jednym są, to wkrótce będą i we wszystkich. To wieeeelki dzień 😀

A skoro platany można już kupić, zachęcam Was do przyrządzenia platanowej tortilli. Jest przepyszna. Miękka i delikatna. Boska wręcz. I do tego zdrowa!

 

Składniki (na dwie tortille o średnicy ok. 20 cm):

~ jeden duży bardzo zielony i twardy platan (zapraszam na moją platanową stronę na fb)

~ spora łyżeczka smalcu

~ łyżka octu jabłkowego

~ pół łyżeczki sody oczyszczonej

~ opcjonalnie przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku

~ dowolne dodatki. Ja użyłam rukoli, kapusty kiszonej, ogórka i gotowanej dziczyzny.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki mielimy blenderem na gładką masę i rozkładamy na papierze do pieczenia. Jeśli macie blender o słabej mocy, przed zmieleniem platana najlepiej zatrzeć na tarce o drobnych oczkach.

Następnie przykrywamy ciasto drugą warstwą papieru i rozwałkowujemy je na grubość 2-3 mm:

Następnie pieczemy 15 minut w temperaturze 150 stopni. Tak wygląda upieczona tortilla:

Kładziemy na niej dowolne dodatki i zwijamy:

I gotowe! Możemy się zajadać przepyszną tortillą! Smacznego! 🙂

~ Zimowy napój rozgrzewający z dyni: korzenny i czekoladowy ~

Niby powinien już padać śnieg. Niby powinno być zimno. Ale, na szczęście, nie jest. I oby tak dalej! Mnie osobiście zmiana klimatu w Polsce bardzo się podoba. Podobnie jak wszystkie osoby mające problemy z tarczycą, jestem strasznym zmarzluchem. A nie zawsze jest u boku mój ukochany by mnie ogrzać 😉 Dlatego warto sięgnąć po korzenny napój, który rozgrzeje ciało i duszę. Nie działa co prawda tak skutecznie jak ukochana osoba, ale na tę lekką zimę jest w sam raz.

 

 

Składniki (dla dwóch osób):

~ 500 ml mleka kokosowego

~ 200 gramów ugotowanej (lub upieczonej) dyni piżmowej

~ dwie płaskie łyżeczki cynamonu

~ pięć goździków

~ pół łyżeczki świeżo startego korzenia imbiru

~ dwie płaskie łyżeczki karobu lub kakao (karob dla osób na protokole AIP)

~ sześć namoczonych przez noc i zmielonych migdałów lub dwie krople aromatu migdałowego

~ dwie łyżeczki miodu

Przygotowanie:

1. Dynię i mleko mielimy blenderem na gładko. Dzielimy na dwie równe części, które podgrzewamy w osobnych garnkach aż do momentu zagotowania się.

2. Do pierwszej części dodajemy półtorej łyżeczki cynamonu, goździki oraz imbir i gotujemy na małym ogniu przez trzy minuty. Po tym czasie wyjmujemy goździki i mielimy całość raz jeszcze blenderem.

3. Do drugiej części dodajemy karob (lub kakao), pół łyżeczki cynamonu i migdały, mielimy blenderem (inaczej karob się nie rozpuści) i również gotujemy trzy minuty.

4. Gdy obie części trochę przestygną, dodajemy po łyżeczce miodu (w wysokiej temperaturze miód traci swoje właściwości).

Smacznego!

Napoje w obu wersjach. Mocno grzeją!

~ Prosta rolada platanowa ~

Dziś będzie platan w kolejnej odsłonie. Znów słodkiej. Z przepysznym nadzieniem. Wiem, że to bardzo nieskromne z mojej strony, ale platanowa rolada jest absolutnie nieziemska. Delikatna i słodka… I banalna w przygotowaniu. Robiłam ją w dwóch wersjach: latem z nadzieniem figowym i jesienią z nadzieniem bananowym. Obie zniknęły z talerza zanim jeszcze zdążyły wystygnąć. Szkoda!

(A tak swoją drogą, platan jest cudowny. Dzięki niemu można zrobić ciasto bez mąki, jajek, mleka, cukru… W sumie to ciasto bez ciasta. Żeby jeszcze tylko platany były powszechnie dostępne w Polsce (a nie tylko w paru miejscach)! Ale może się to uda, wspierajcie moją akcję, lajki potrafią zdziałać cuda).

Składniki (na roladę o długości 25 cm):

~ dwa średnie żółte platany (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Rozpowszechnijmy platany!)

~ 140 gramów wiórek kokosowych

~ pół łyżeczki sody oczyszczonej

~ pięć fig lub dwa duże banany (nadadzą się też śliwki)

Przygotowanie:

Wiórki kokosowe mielimy blenderem na krem. Następnie dodajemy do nich platany i sodę i dalej mielimy aż powstanie nam gładki krem. Tak powstałe ciasto rozsmarowujemy na papierze do pieczenia na kształt prostokąta przy pomocy szpatułki, zaczynając od krawędzi. Na otrzymanym prostokącie układamy nadzienie (pokrojone figi lub banany). Ostatnią czynnością jest zlepienie końców rolady (uwaga, ciasto musi pozostać owinięte papierem do pieczenia, dzięki temu zyskuje ładny kształt). Pieczemy 25-30 minut w temperaturze 165 stopni (z termoobiegiem). Po upieczeniu delikatnie zdejmujemy papier. Serwować można i na ciepło, i na zimno. W każdej wersji rolada jest przepyszna. Smacznego!

Tak rozsmarowujemy ciasto.

Układamy nadzienie.

Ciasno zawijamy.

Rozkoszujemy się gotową roladą. Tutaj z nadzieniem figowym i z kremem ze zmielonej chirimoyi (o tym cudnym owocu pisałam tutaj).

~ Świąteczne ciasto migdałowo-chałwowe bez mąki, jajek, cukru i mleka ~

To ciasto to ideał. Mogą je jeść osoby na praktycznie wszystkich dietach. Wybitnie proste w przygotowaniu i efektowne. No i przede wszystkim jest przepyszne! W sam raz na nadchodzące święta.

I jak zawsze zachęcam Was do polubienia Jaskiniowej Kuchni na facebooku. Każde polubienie i komentarz powodują pobudzenie się mojego ośrodka nagrody w mózgu. Lajkami przyczyniacie się więc do mojego procesu leczenia  ; )

.

Składniki (na formę do tarty o przekroju 24 cm i o bokach 4 cm):

Ciasto:

~ 230 gramów suszonych daktyli

~ 170 gramów wiórek kokosowych

Farsz:

~ 275 gramów migdałów

~ 120 gramów sezamu lub chałwy (uwaga, jeśli jesteście na AIP, sezam zastępujemy kokosem. Niestety występuje reakcja krzyżowa)

~ 250 ml mleka migdałowego

~ żelatyna (ja wykorzystałam 8 listków takiej, jest bezglutenowa, wiem na pewno, bo pisałam do producenta)

Przygotowanie:

1. Migdały sparzamy i obieramy za skórki. Zalewamy posoloną wodą (pół łyżeczki soli na szklankę wody). Odstawiamy na noc. Podobnie postępujemy z sezamem (jeśli nie używamy gotowej chałwy): płuczemy go pod bieżącą wodą, zalewamy posoloną wodą i odstawiamy na noc.

2. Aby przygotować ciasto, daktyle i wiórki kokosowe mielimy blenderem aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Powstałym ciastem wylepiamy formę i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy 20-25 minut w temperaturze 160 stopni (z termoobiegiem).

3. Gdy ciasto będzie się studzić, zaczynamy robić farsz. Najpierw zajmujemy się żelatyną, którą przygotowujemy zgodnie z instrukcją producenta. Moją należy zalać zimną wodą. 

4. Sezam przecedzamy i prażymy na patelni. Migdały płuczemy pod bieżącą wodą. Następnie oba składniki mielimy blenderem na masę, która będzie przypominać konsystencją marcepan. Do tej masy dodajemy 150 ml mleka migdałowego i mielimy znów.

5. Pozostałe 100 ml mleka migdałowego podgrzewamy do ok. 80 stopni. Dodajemy do niej namoczoną uprzednio żelatynę i mieszamy do rozpuszczenia. Następnie, ciągle mieszając, powoli dodajemy wcześniej przygotowaną masę migdałowo-chałwową.

6. Powstały farsz wylewamy na spód ciasta i wkładamy do lodówki na jakieś 2 godziny lub do zamrażarki na 30-40 minut (zawsze używam tej drugiej opcji). Smacznego!

Kilka uwag:

~ Nadzienie można dowolnie modyfikować, choćby dodając więcej chałwy.

~ Ciasto nadaje się też dla osób na protokole autoimmunologicznym, wystarczy migdały i sezam zamienić na kokos.

~ W nadzieniu nie używam cukru, bo spód ciasta jest wystarczająco słodki. Ale ja w ogóle jestem przeciwniczką cukru i większości substancji słodzących, więc jeśli ktoś ma potrzebę, dodaje wedle uznania.

Zbliżenie. Farsz ma delikatną, piankową konsystencję.

Ciasto w pełnej krasie. Mniam!

~ Słoneczne paleo śniadanie: zamiast owsianki ~

Zanim przeszłam na paleo (i zanim w ogóle dowiedziałam się o istnieniu tej diety) na śniadanie codziennie jadłam owsiankę. Uważałam, że to najzdrowsze, co istnieje. Niestety, zamiast pomagać, bardzo sobie tym posiłkiem szkodziłam. Osoby z chorobami autoimmunologicznymi nie powinny jeść żadnych ziaren. Ponadto owsianka (jak i wszystkie ziarna oraz orzechy) zawiera kwas fitowy, który utrudnia wchłanianie m.in. magnezu, cynku i wapnia. Co więc jadam teraz na śniadanie? Danie pyszne i pożywne, idealne na jesienne dni. Zawiera surowe żółtka, czyli jest bogate w witaminy A, E, D i K oraz B2 i B12, kwas pantotenowy i składniki mineralne: fosfor, potas, wapń, żelazo, magnez oraz w luteinę (źródło). A do tego przypomina słońce. Oby do lata!

Składniki:

~ 250-350 gramów ugotowanej dyni*

~ 2-3 surowe żółta**

~ 3-4 łyżki oleju kokosowego (zależnie od ilości użytej dyni)

~ opcjonalnie można też dodać banana, trochę ananasa lub kilka migdałów***

* Zależnie od tego, jak głodni jesteście. Najlepiej użyć dyni piżmowej, nadaje się też hokkaido. Ja gotuję ogromny gar dyni, którą później używam do różnych celów.

** Z dobrego źródła, od kurek, które oglądały słońce. Tylko takie jajka są zdrowe. Jeśli jesteście chorzy na jakąś chorobę autoimmunologiczną, uważajcie na białka, zwłaszcza surowe. Często możemy reagować na nie źle, więc lepiej dać je komuś zdrowemu do przerobienia 😉

*** Te ostatnie jednak dodajemy tylko okazyjnie ze względu na wysoką obecność prozapalnych kwasów Omega-6. A jeśli przyjmujecie Letrox lub Euthyrox, migdały rano są zakazane, bo wapń zmniejsza wchłanianie się leku.

Przygotowanie:

Dynię (oraz opcjonalne składniki) mielimy blenderem, dodajemy olej kokosowy i lekko podgrzewamy aż do momentu rozpuszczenia się oleju. Nie gotujemy! Następnie zestawiamy z gazu, dodajemy żółtka i mieszamy. Smacznego!

~ Lekka sałatka z cukinii i wędzonego łososia oraz łososiowe oszustwo ~

Smaku tej sałatki zachwalać nie będę. Każdy jej składnik jest sam w sobie pyszny, a gdy wszystkie je się połączy… Wychodzi bajka. Sałatka może być lekką przystawką świąteczną, zwłaszcza że cukinię bez problemu można zimą dostać (co prawda pochodzi z Hiszpanii, ale czasem można odejść od złotej zasady jedzenia produktów polskich i sezonowych). Zanim jednak podam przepis na sałatkę, chciałabym Wam opowiedzieć trochę o łososiowym oszustwie, które spotyka się na każdym kroku.

 

„Bogaty w Omega-3”, „Cenne źródło Omega-3”, „Zawiera Omega-3″… Firmy dostarczające łososia w przeróżnych słowach zapewniają nas o wartościach zdrowotnych swoich produktów. Bardzo dobrze, że uświadamiają, jak ważne jest spożycie kwasów Omega-3. Współczesny człowiek je znikome ich ilości, naprawdę znikome! Łosoś powinien więc być konsumowany jak najczęściej, czyż nie? Otóż nic bardziej mylnego!

Niemal każdy łosoś, którego znajdziemy w sklepie, czy to wędzony, surowy, czy w formie filetów – pochodzi z hodowli. I tym właśnie sposobem z ryby bardzo zdrowej może stać się rybą bardzo niezdrową.

Wartości odżywcze ryb zależą od tego, czym były one karmione. Badania pokazały, że karmienie ryb olejami roślinnymi powoduje w nich wzrost zawartości szkodliwych kwasów Omega-6 i spadek tych dobrych, Omega-3. Naturalnie dziki łosoś żywi się małymi rybami, krylami, oraz algami, które są bogatym źródłem Omega-3 oraz antyoksydantów. Łososia hodowlanego zaś pasie się między innymi olejami roślinnymi, które zawierają ogromne ilości Omega-6. Badania pokazały też, że osoby z chorobami serca, które jadły łososia dzikiego, odnotowały sporą poprawę stanu zdrowia. Ci zaś, którzy jedli łososia hodowlanego, takiej poprawy nie odczuli.

Dziki łosoś ma jeszcze jedną ważną właściwość: działa przeciwzapalnie. Łosoś hodowlany z kolei sprzyja powstawaniu stanów zapalnych w organizmie a także zawiera wyższe stężenia antybiotyków i pestycydów.

Nie wiedziałabym pewnie o tym wszystkim, gdyby nie smutne doświadczenie. Kupiłam sobie pięknego, żywego łososia. Byłam przeszczęśliwa. I, niestety, po paru kęsach dość mocno rozbolała mnie tarczyca… Hashimoto, jak pewnie wiecie, jest stanem zapalnym tarczycy. Jeśli zjemy coś, co taki stan potęguje, robi się nieprzyjemnie. Ale przynajmniej tarczyca bardzo szybko jest mnie w stanie ostrzec gdy jem coś, co mi nie służy.

Co zatem z tego wszystkiego wynika? Że kupując łososia hodowlanego bardziej sobie szkodzimy niż pomagamy. Nie wiem oczywiście, jak wyglądają hodowle i czy bardzo różnią się między sobą. Jakoś jednak mi się wydaje, że są one nastawione na zysk i karmią ryby tak, by jak najszybciej urosły. By to sprawdzić, trzeba by jednak było przebadać zawartość kwasów Omega-3 w każdej sklepowej rybie, a to, niestety, niemożliwe.

Warto więc zainwestować czasami w łososia dzikiego. Można go kupić np. w Almie, kosztuje 16,90 za 100 gram (czasem są przeceny) i jest niebiański. I, co najważniejsze, po jego konsumpcji moja tarczyca nie boli. A wręcz jest szczęśliwa i radosna jak skowronek 🙂

No, a teraz czas wrócić do przepisu.

Składniki (dla dwóch osób):

~ 50 gramów wędzonego dzikiego łososia

~ jedna spora cukinia

~ 4 łyżki kalafiora zmielonego z małym ząbkiem czosnku

~ koperek do dekoracji

Przygotowanie:

Przy pomocy obieraczki cukinię kroimy na paseczki. Następnie układamy na niej puree kalafiorowe, płaty łososia i posypujemy koperkiem. Smacznego!

Takiej obieraczki używam.

Gotowa sałatka. Mniam!

~ Paleo muffinki z platana ~

Jakiś czas temu wujek, który mieszka w Holandii, przywiózł mi pięć kilo platanów. Cudowny wujek! Dzięki temu miałam sporo materiału, aby przyrządzać platanowe pyszności. Część platanów jednak zostawiłam, żeby spokojnie sobie sczerniały (wtedy platan staje się tak miękki i wygląda tak nieapetycznie, że macie ochotę go wyrzucić). Bardzo mocno dojrzałe owoce idealnie nadają się do deserów. Można zrobić muffinki bez mąki? No ba! I to jakie!

Edit: Przepis ten stworzyłam, gdy byłam jeszcze mniej świadoma dietetycznie. Orzechów praktycznie nie powinno się piec, więc takie muffinki polecam przygotowywać bardzo okazyjnie 🙂

Składniki (na 12 sztuk):

~ 5 czarnych platanów (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!)

~ 7 żółtek jaj (białka u osób z chorobami autoimmunologicznymi czasem wywołują reakcję immunologiczną, jeśli jednak jesteście zdrowi, użyjcie całych jaj – trzy powinny wystarczyć)

~ 25-30 namoczonych przez noc, sparzonych i obranych ze skórki migdałów

~ trzy czubate łyżki maranty trzcinowatej (pewnie bez niej też by się udało, dałam na wszelki wypadek)

~ 3 łyżki oleju kokosowego

~ łyżeczka sody oczyszczonej

~ dwie bardzo czubate łyżeczki karobu

Przygotowanie:

Platany obieramy ze skórki i mielimy blenderem wraz z żółtkami, marantą, migdałami, olejem i sodą. Następnie ciasto dzielimy na pół i do jednej z części dodajemy karob. Ciasto wylewamy do foremek i pieczemy ok. 20-25 minut w temperaturze 170 stopni (z termoobiegiem). Smacznego!

   Muffinki platanowe, bez dodatków.

Muffinki karobowe.

~ Wariacje na temat Kokosa ~

Kokos to idealna (i zdrowa!) dekoracja wszelkich ciast, ciasteczek i innych pyszności. Pisałam już o tym, jak kokosa otworzyć i przerobić na wiórki. Dziś pokażę kilka sposobów na obróbkę wizualną tego frykasu. Przypominam jednak, że kokos w nadmiarze może powodować efekt przeczyszczający 😉

Po środku wiórki jakie zawsze robię przy pomocy robota kuchennego. Po bokach wiórki starte na tarce – o grubych i małych oczkach.

Składniki:

~ obrany z brązowej skórki kokos

Przygotowanie:

Używając obieraczki (najlepiej sprawdza się taka) obieramy kokosa wzdłuż i wszerz. Nożem możemy posiekać go na frytki czy pokroić w kwadraciki. Używając tarki ścieramy go na pożądaną grubość. Wiórki suszymy ok. 1,5-2 godzin (zależnie od grubości i ilości) w temperaturze 120 stopni (z termoobiegiem). Miłej zabawy! 😉

Wiórki grube, drobne, frytki z kokosa, płatki kokosowe, półksiężyce i kostka. A może Wam przyjdzie jeszcze do głowy inny pomysł na obróbkę kokosa? 🙂

 

 

 

~ Paleo Placki Ziemniaczane (bez ziemniaków) ~

O ironio! Udało mi się zrobić pyszne placki ziemniaczane… Bez ziemniaków. Ziemniaki na protokole autoimmunologicznym są zakazane, bo mogą przyczyniać się rozszczelnienia jelit. A czy „pyry” są dobre dla osób zdrowych?… Tego badania jednoznacznie nie pokazują, są wręcz sprzeczne. Na szczęście placki można zrobić z platana. I po kłopocie! 🙂

 

Składniki (na 5 średnich placków):

~ jeden zielony platan (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!)

~ 70 gramów ugotowanej dyni

~ jedna średnia cebula

~ dwie łyżki smalcu + smalec do smażenia (bo smalec do smażenia najzdrowszy jest!)

~ 1/4 łyżeczki sody

~ sól, pieprz i dowolne przyprawy (np. czosnek)

~ sos do podania (ja użyłam sosu imbirowego)

Przygotowanie:

Cebulę kroimy na drobno i podsmażamy. Platana dzielimy na pół. Jedną połowę mielimy blenderem razem z dynią, drugą zaś ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Następnie w misce mieszamy platana, cebulę, smalec sodę i przyprawy. Smażymy na złoto. Smacznego!

~ Paleo Pizza (z platana) ~

Pizzy nie miałam w ustach od maja albo czerwca. I nie sądziłam, że kiedykolwiek jej jeszcze posmakuję. Na szczęście z pomocą przyszły platany! Platanowa pizza jest pyyyyycha!

I muszę się Wam pochwalić: przebadałam się ostatnio i praca mojej tarczycy znacznie się poprawiła! Daleko jej jeszcze co prawda do ideału, ale do ogromny progres. Przed rozpoczęciem diety było fatalnie. Naprawdę fatalnie, konwersja FT4 do FT3 praktycznie nie zachodziła. Teraz, kiedy praca jelit się poprawiła, konwersja ruszyła do przodu! I myślę, że będzie coraz lepiej! 🙂

Składniki (na małą pizzę dla jednej osoby):

~ jeden duży zielony platan (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!)

~ dwie łyżki oliwy z oliwek

~ pół łyżeczki sody oczyszczonej

~ łyżka octu jabłkowego

~ szczypta soli

~ opcjonalnie czosnek

~ sos paleodorowy

~ dowolne dodatki (użyłam jarmużu, cebuli i oliwek)

Przygotowanie:

Platana, oliwę, sodę, ocet, sól i (opcjonalnie) rozgnieciony ząbek czosnku mielimy blenderem aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Ciasto wykładamy na blachę do pieczenia i rozsmarowujemy na kształt okręgu o grubości pół centymetra:

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 160 stopni ok. 20 minut. Po tym czasie układamy dowolne dodatki i całość dopiekamy ok. 7 minut (uwaga! Sos paleodorowy po upieczeniu przybiera kolor buraczkowy). Smacznego!