~ Spaghetii Bolognese. Wersja paleo ~

Kolejny dowód na to, że da się ugotować proste i zdrowe danie, które będzie ucztą zarówno dla ciała, jak i dla oka. I jest czerwone! Bez grama pomidorów 😉

Składniki (dla jednej osoby):

~ jedna duża (ale nie ogromna) zielona cukinia

~ 150 gramów mięsa mielonego

~ osiem łyżek dowolnego sosu, np. sosu paleodorowego

~ przyprawy według uznania (polecam tradycyjne zioła prowansalskie)

~ masło klarowane lub smalec do smażenia

Przygotowanie:

Cukinię kroimy w paski spaghetti przy pomocy obieraczki Julienne i gotujemy (jak to zrobić pokazywałam tutaj). W międzyczasie mięso smażymy na patelni. Gotowy „makaron” umieszczamy na talerzu i układamy na nim mięso i sos. Całość można dowolnie doprawić. Smacznego!

~ Sos Paleodorowy ~

Na protokole autoimmunologicznym wybitnie brakowało mi koloru czerwonego. Pomidory i papryka (oraz inne warzywa z rośliny psiankowatych) są zakazane, bo mogą drażnić jelita. Cóż więc zrobić? Zabawić się! Jakaś genialna istota wpadła na pomysł połączenia różu z pomarańczem… I tak oto powstał sos No-mato, który w języku polskim nazwałam sosem paleodorowym. To dopiero czary: jest czerwony bez grama pomidorów! A jeśli ktoś ma pomysł na lepszą nazwę, jestem otwarta na propozycje 😉

Składniki (tak jak widać na zdjęciu poniżej):

~ trzy średnie ugotowane marchewki i trzy średnie cebule

~ ugotowany mały burak

~ trzy łyżki oliwy + oliwa do smażenia

~ przyprawy: po czubatej łyżce ziół prowansalskich, bazylii lub oregano; można też dodać zmielony ząbek czosnku, sól i, jeśli Wam wolno, pieprz (jest on zakazany na protokole)

 

Przygotowanie:

Cebulę kroimy i podsmażamy na oliwie. Następnie marchew, buraka i cebulę mielimy blenderem, doprawiamy, dodajemy oliwę i znów mielimy. Smacznego!

~ Smażone banany z sosem karobowym ~

Czasem trzeba sobie pozwolić na słodką chwilę zapomnienia. Oczywiście najlepiej robić to jak najrzadziej, ale kiedy najdzie już nas ochota na łakocie, zaszalejmy! Zróbmy coś pysznego, a przy tym znacznie zdrowszego od kupnych ciasteczek, czekoladek czy batoników.

 

Składniki (dla czterech osób):

~ cztery banany

~ jedno awokado

~ dwie czubate łyżeczki karobu

~ opcjonalnie łyżeczka melasy, syropu klonowego lub innej substancji słodzącej

~ olej kokosowy do smażenia

Przygotowanie:

Bananom odcinamy końcówki, obieramy je i przecinamy pół. Następnie podsmażamy na oleju kokosowym, obracając ze wszystkich stron. Gdy banan się podpiecze, kładziemy go na desce, przykrywamy drugą deską i przyciskamy (zabieg taki wykonywałam już z platanami tutaj). Powstałe placki podważamy szpatułką, przekładamy na patelnię i ponownie smażymy.

Aby wykonać sos, należy zmielić blenderem awokado i karob. Placki z bananów są bardzo słodkie, więc sosu nie trzeba już dosładzać, ale jeśli pragniecie użyć go do innych celów, można sos troszkę ulepszyć 😉

Smacznego!

~ Sos śliwkowo-imbirowy ~

Dziecinnie prosty w wykonaniu, zaskakuje wyrazistym smakiem. Idealnie nada się do wszelkiego rodzaju placków, a zwłaszcza drożdżowych.

Składniki:

~ dziesięć niezbyt słodkich dużych śliwek

~ świeżo starty korzeń imbiru

 

 

 

Przygotowanie:

Śliwki gotujemy w garnku do miękkości. Sok, który wydzielił się w trakcie gotowania wylewamy, śliwki zaś mielimy blenderem. Następnie stopniowo dodajemy imbir, warto zacząć od pół łyżeczki i stopniowo zwiększać ilość aż do pożądanego rezultatu. W moim przypadku sos był idealny przy dwóch łyżeczkach imbiru. Smacznego!

~ Spaghetii z białej rzodkwi ~

Niedawno wybrałam się na największy w moim mieście rynek, na który zjeżdżają rolnicy z całej okolicy. Nakupiłam mnóstwo warzyw (prawie wszystkie zamroziłam, żeby zimą było co jeść). Zaciekawiło mnie jednak najbardziej warzywo długie i białe… Nabyłam dziesięć sztuk, jeszcze nie wiedząc, co w nich wyczaruję. W domu natchnienie spłynęło na mnie natychmiast: spaghetii! Makaron z białej rzodkwi baaardzo przypomina makaron ryżowy – jest delikatny i rozpływa się w ustach.

Składniki (dla dwóch osób):

~ dwie średnie białe rzodkwie

~ dowolny sos (ja użyłam puree z brokułów i kremu z dyni)

Przygotowanie:

Z rzodkwi wycinamy spaghetti (jak to zrobić pokazywałam tutaj). Gotujemy ok. 15 minut na parze i podajemy z dowolnymi dodatkami. Smacznego!

~ Platanowe Gofry ~

Gofry uwielbiają wszyscy. Jeśli spotkacie kogoś, kto uparcie będzie twierdził, że nie, że nie lubi i nie jada, śmiało możecie uznać, że jest z innej planety. Tradycyjne gofry nie są oczywiście zdrowe, bo opierają się na mące pszennej. Ale od czego jest platan? Platanowe gofry są przepyszne. Wybitnie przepyszne.

Składniki:

~ zielony platan zaczynający żółknieć  (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!).

~ duża łyżka oleju kokosowego

~ jedna czwarta łyżeczki sody oczyszczonej

Przygotowanie:

Składniki mielimy blenderem i pieczemy w dobrze rozgrzanej i natłuszczonej gofrownicy. Serwujemy z dowolnymi dodatkami, u mnie były to krem czekoladowy oraz sos z chirimoyi (zmieliłam chirimoyę z odrobiną cynamonu). Oczywiście chirimoyi raczej w Polsce nie dostaniecie, więc można ją zastąpić bananami i zrobić podobny sos (choć już nie tak niebiańsko pyszny).

Smacznego!

 

~ Platanowe frytki ~

Dieta paleo (a przynajmniej protokół autoimmunologiczny) wyklucza jedzenie roślin w rodziny psiankowatych, czyli m.in. ziemniaków, papryki czy pomidorów. Na szczęście klasyki takie jak frytki można bardzo łatwo zrobić przy pomocy platana. I są tak samo pyszne!

Składniki:

~ dowolna ilość platanów (przyjmijmy, że jeden na osobę będzie w sam raz); (o platanach pisałam tutaj; proszę Was też o wsparcie mojej akcji na fb, pytanie o platany w sklepach i uświadamianie znajomych o istnieniu tego cudu. Sprawmy, żeby platany były dostępne w Polsce!).

~ parę łyżek oliwy z oliwek

~ dowolne przyprawy (użyłam oregano i tymianku z własnego ogródka)

Przygotowanie:

1. Platana kroimy w paski. Moje wyszły dość cienkie, ale polecam pokroić na grubsze kawałki, dzięki czemu frytki będą chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku.

2. Frytki smażymy. Można to zrobić na patelni na głębokim tłuszczu (wtedy polecam użyć smalcu). Można też użyć frytkownicy lub zastosować metodę najmniej tłustą – polać frytki oliwą, posypać ziołami, wymieszać i piec w nagrzanym piekarniku ok. 25-30 minut w temperaturze 160 stopni (z termoobiegiem).

3. Serwujemy z dowolnym sosem. Ja użyłam majonezu z chirimoyi i majonezu kokosowego. Smacznego!